Ja też widziałam trochę naszych sąsiadów zza wschodniej granicy na stokach w Tatrach i szkoda słów. Podobnie jak któryś z przedmówców- czapka z rogami, spodnie dresowe, bez kijków, w jednej ręce szampan i jeździł zadowolony po stoku. W końcu zgubił gdzieś narty i płakał na dole, bo nie chciało mu się wbiegać po stoku. Ktoś się nad nim zlitował i wywiózł go na swoich nartach na górę(wyciąg talerzykowy). A tam czekała na niego reszta pijanej bandy, która nie zauważyła, że zniknął na godzinę. Na szczęście było to koło 20 i stok nie był bardzo zatłoczony. Masakra