Alpe Cermis to dla Johaug bułka z masłem
Therese Johaug po raz trzeci z rzędu nie miała sobie równych na morderczym podbiegu pod Alpe Cermis. W niedzielę w Val di Fiemme Norweżka uzyskała czas o 51 sekund lepszy od drugiej, Justyny Kowalczyk. 23-letnia biegaczka chciała w ten sposób zmazać złe wrażenie po słabiutkim występie w sobotę.
Z Therese Johaug rozmawiał na mecie w Val di Fiemme Bartosz Rainka.
W ostatnich trzech startach nie miała pani sobie równych na Alpe Cermis. Czy ta góra aż tak pani odpowiada?
THERESE JOHAUG: Bardzo lubię tę wspinaczkę. Dziś po raz kolejny udało mi się tu świetnie pobiec. W Norwegii bardzo dużo trenuję na podbiegach. Zresztą lubię biegać pod górę.
Justyna Kowalczyk i Marit Bjoergen biegły dzisiaj razem. Pani przez cały czas była sama. Czy to znacząco utrudniło zadanie?
Oczywiście. Bardzo trudno jest biec samemu przez tyle kilometrów. Trzeba znaleźć w sobie ogromne pokłady motywacji. Z nikim nie masz kontaktu wzrokowego. Starałam się dać z siebie wszystko. W niedzielę spisałam się dużo lepiej niż w sobotę. Wczoraj mój organizm odmówił posłuszeństwa.
Czy w przyszłym roku, w sezonie z mistrzostwami świata w Val di Fiemme, pojawi się pani na Tour de Ski?
Myślę, że tak. Będę oczywiście rozmawiała jeszcze na ten temat z moim trenerem. W przyszłym roku tuż przed świętami mamy wyjazd do Kanady. Potem będzie Tour de Ski, a następnie jeszcze mistrzostwa. Będzie naprawdę trudno.
Planuje pani start w Pucharze Świata w Szklarskiej Porębie?
Oczywiście. Teraz jednak myślę o tym, by pojechać do domu i odpocząć z rodziną. Na pewno odpuszczę sobie starty w Mediolanie. Pojawię się za to w Otepaeae. Najważniejszy jednak będzie dla mnie bieg na 30 km podczas Pucharu Świata w Oslo.
