Narty - skionline.pl
Jump to content
  • entries
    86
  • comments
    68
  • views
    5,810

Indie 1976_cd21


Zagronie

358 views

 Share

Post 22

 

Adżanta

Czternastego września

Jalgaon(Dżalgon) typowe indyjskie prowincjonalne miasteczko, choć ludności liczy zapewne nie mniej od Krakowa. Wychodząc z pociągu idziemy kładką nad torami do hali dworcowej. Jesteśmy wyżej i widzimy halę z góry. Jest bardzo wczesny ranek. Z góry posadzka hali wydaje się być usłana szczelnie szarym płótnem. Nieco zaspani dostrzegamy jednak, że to są szare szmaty, z pod którym wystają bardzo chude ludzkie nogi. Hala służy za miejsce do spania. Wracając pod wieczór z Adżanty była jeszcze pusta. Po ulicy gonią czarne, brudne świnki. Targ owocowy,  góry pomarańcz, bananów, jakieś dyniowate owoce.

Wysiedliśmy w Jalgaon, aby zwiedzić Adżantę(Adjanta).  Do naszego dzisiejszego celu jedziemy  dalej autobusem. Na każdym postoju do autobusu dosłownie rzucają się sprzedawcy, różnych orzeszków, groszku, bananów. Towarzyszą im żebracy. Tu każdy klient, potencjalny posiadacz gotówki, jest na wagę złota.

Nasza jazda wokół tego subkontynentu przypomina polowanie na zabytki. Poczytałem sobie w domu nieco o sztuce indyjskiej. A i prospektów tu nie brakuje. Szkopuł w tym, że jeden zabytek od  drugiego  leży w odległości pięćset, czy tysiąc kilometrów.

Adżanta. Jest to kanion małej rzeki Wakhora, położonej na wyżynie Dekan. Posiada ona, po swojej orograficznie lewej stronie, wysoki mur skalny, ciągnący się na pewnej przestrzeni.  W  skale tej wykuto, między drugim wiekiem przed nową erą i szóstym-nowej ery, około trzydziestu grot. Służyły jako świątynie buddyjskie(czajtie) i miejsca zmieszkania w klasztorze (wihary). Pokryte były wewnątrz malowidłami, znanych pod nazwą fresków z Adżanty. W kilku z nich zachowała się jeszcze ich część.

Niektóre posiadają wspaniałe portale, zachowane w niezłym stanie. Tematem jest głównie Budda. Całość robi duże wrażenie, między innym ze względu na ogrom włożonej pracy, aby to precyzyjnie wykuć w dziewiczej skale.

Wracając kupuję sobie na pamiątkę rozłupane kawałki opalu. W środku są ametysty. Zabarwione na fioletowo kryształy kwarcu. Wieczorem mamy pociąg do Dehli. To już ostatni odcinek z  siedmiu tysięcy pięciuset kilometrów. Nie mamy rezerwacji, ponieważ przerwaliśmy jazdę w  Jalgaon, aby zwiedzić Adżantę.

Na stacji nie ma miejscówek na nasz pociąg. Wiemy już z poprzednich jazd, jak wyglądają wagony typu „open”-bez  rezerwacji. Lepiej ich unikać za wszelką cenę. Spróbujemy wejść bez miejscówki do wagonu z rezerwacją. Czasem ktoś wysiądzie na niedalekiej stacji. A może konduktor ma zamelinowane jakieś miejsce?

Konduktor nie chce nas wpuścić do wagonu. „No place gentelments”- nie ma miejsca panowie.  Tłumaczę, że kończy się nam wiza i musimy być w Dehli. Nie jest to całkiem prawda, ale nie będzie sprawdzał paszportów. Nie i nie! Więc „dżentelmeni” wpychają się na siłę do środka i wyciąga nas za chwilę stamtąd  policjant, wezwany przez konduktora.

Sąsiednie wagony „otwarte” są dokumentnie zapchane. Przez drzwi się nie da wejść. Na szczęście ich okna nie mają, typowych w indyjskich pociągach  poziomych prętów. Staliśmy my się na chwilę obiektem zainteresowania  jadących w  pociągu. Pasażerowie w środku „otwartego” zrozumieli naszą trudną sytuację i pomagają nam jak mogą,  przy wciskaniu się przez okna. A jest ono wielkości jednej czwartej okien w naszych pociągach.

Byliśmy w takim typowym przedziale, gdzie jak  już pisałem,  mając miejsce do spania, miało się po jednej stronie trzy twarde ławki do spania. Po drugiej - drugie trzy. Tak więc jesteśmy w takim przedziale z tym, że teraz tu jest ponad dwadzieścia osób, na pewno z tobołami. Dokładnie tego nie widać,  bo jest wieczór a w wagonie palą się tylko jakieś mizerne lampki.

Mamy więc niezłe atrakcje na koniec podróży. Do Deli mamy co najmniej dobę jazdy. Jadą z nami  pasażerowie o wyglądzie Tybetańczyków. Z całego towarzystwa tylko oni wzbudzają we mnie zaufanie. Tłumaczą nam, że siedzący na ławce bezzębny dziadek niedługo wysiada.

W Indiach niedługo, to pewnie tak jak i u nas, u górali – bliziutko, kawałecek panie. Na razie siedzę na jakiejś skrzyni dziadka, a Andrzej na tobołku Tybetańczyków. W następnym przedziale jedzie grupa policjantów. Jeden siedzi na podłodze po turecku, przyciskając do ławki karabin. Co stacja, to okna zostają zamknięte, żeby grupa żądnych miejsc nie wtargnęła do środka.

Po kilku  godzinach tych atrakcji wysiada dziadek i ja też - przez okno. Biegnę do wagonu z rezerwacją. Są miejsca! Będzie można spać i jest nadzieja, że nie okradną. A do Deli jeszcze osiemnaście godzin jazdy.

Kradzieże to też był swego rodzaju problem. Opisywano u nas różne historie, które się przydarzyły Polakom w indyjskich pociągach. Znanemu operatorowi i podróżnikowi ukradziono wszystkie wartościowsze rzeczy. Mimo, że miał je wszystkie przy sobie. Do pociągu wsiadła orkiestra. Zaczęła grać i przeciskać się przez wagon. Zrobił się rozgardiasz, ścisk. Chłop stracił dokumenty, pieniądze i sprzęt filmowy.

Mam specjalną malutką saszetkę na paszport, książeczki szczepień, pieniądze. Trzymam to na pasku  pod spodniami, w strefie między pępkiem i  zewnętrznym dowodem męskości. Mam nadzieję, że w tłoku nikt mi tu łapy nie włoży.

15.09

Trochę się wyspałem. Niżej mam niesympatyczną, starą babę. Coś do mnie gada.  Ma o coś pretensje. Andrzej, śpiący na środkowej, składanej na dzień ławie, miał rano awanturę. Śpiący niżej facet zażądał złożenia półki Andrzeja, bo on chce siedzieć. Andrzej sprowadził konduktora. Ten wyjaśnił, że noc w indyjskich pociągach trwa  formalnie do szóstej. Anglicy nauczyli ich znakomicie biurokracji a  i  przy okazji porządku.

Jest pogodnie, ale bez zbytniego upału. Krajobraz monotonny. Właściwie częścią tej trasy jechaliśmy już do Madrasu. Kółko się zamyka. Dalsza cześć dnia przechodzi bez specjalnych wrażeń.

W hotelu, to znaczy w dwu namiotowym  hosstelu, nas rozpoznają. Starego nie ma. Zostawiliśmy tu parę rzeczy u niego. Nie wydadzą nam. Mamy do dyspozycji na noc tylko jedno tutejsze łóżko na dwóch, z plecionki na drewnianym stelażu. Po losowaniu przypada ono Andrzejowi, a mnie pozostało spanie na materacu plażowym na ziemi.

 

 Zdjęcia:

1.  Adżanta, widok_1. Następne widoki bardziej w prawo. Zdjęcia były robione z  niewielkiego wzniesienia po drugiej stronie rzeczki Wakhora(niewidoczna niżej w zieleni).

2.  Adżanta, widok_2.

3.  Adżanta, widok_3.

4. Budda, Portal_1. Tematem jest głównie Budda.

5  Budda, Portal_2.

6. Budda_lotos. W pozycji lotosu.

7. Wnętrze, Stupa. Stupa(„kapliczka”) wewnątrz świątyni buddyjskiej(Czajtie)

8. Restauracja wejścia jaskini. Dzisiaj widać w sieci skutki restauracji. Przykładowo, ze Stupy na poprzednim zdjęciu, usunięto widoczne tu plamy.

Adżanta widok_1.jpg

Adżanta widok_2.jpg

Adżanta widok_3.jpg

Budda, Portal_1.jpg

Budda, Portal_2.jpg

Budda _lotos.jpg

Wnętrze, Stupa.jpg

Restauracja wejścia jaskini.jpg

 Share

0 Comments


Recommended Comments

There are no comments to display.

Guest
Add a comment...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.

www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2021
×
×
  • Create New...