Narty - skionline.pl
Jump to content

Blogs

Nowości w Centrum Narciarskim Master Ski w Tyliczu (Vlog208)

Narty w Master-Ski w tym sezonie będą jeszcze lepsze. Materiał do tego filmu nagrywałem 12 dni temu, kiedy termometry pokazywały kilkanaście stopni na plusie. Mówiłem wtedy, że wkrótce pojeździmy tu na nartach. I proszę! Dziś w Master Ski można już jeździć na nartach. Jakie nowości czekają na Was? Zapraszam do oglądania.    

JC

JC in Narty

Schoeneben - Belpiano - Południowy Tyrol - Odkryj nieznane (Vlog207)

"Odkryj nieznane"- ty cykl filmów jakie nagrywam w Południowym Tyrolu we Włoszech, w którym chciałbym przybliżyć Wam mniej popularne w Polsce ośrodki narciarskie. Jest bowiem wiele, bardzo ciekawych miejsc, które warto odwiedzić i spędzić tam kilka, świetnych narciarskich dni. Takim ośrodkiem jest, położony na przełęczy Reschenpass, tuż przy granicy austriackiej ośrodek narciarski Schoeneben / Belpiano. Wspólny skipass z Nauders daje nam możliwość jazdy po 130 km tras narciarskich, ale jakich! Z

JC

JC in Narty

Jasna - ceny skipassów i nowości (Vlog205)

Chopok w listopadzie bez nart... też może być ciekawy. Biorąc pod uwagę, że na szczycie nie wiało, niebo było błękitne, wypad do Jasnej - najlepszego ośrodka narciarskiego w naszej części Europy był dobrym wyborem. Tym bardziej, że mam do przekazania Wam informacje o cenach karnetów narciarskich w nowym sezonie oraz pokażę Wam jak wygląda, pachnąca jeszcze farbą i świeżym smarem, nowoczesna 15-osobowa gondola. Jeszcze jedna informacja, właśnie ruszyła sprzedaż GoPassów we wszystkich ośrodkach na

JC

JC in Narty

Lodowiec Hintertux na rozpoczęcie sezonu (Vlog203)

Mógłbym zacząć tak - Narty na lodowcu Hintertux po raz trzeci...w tym roku. I jest to prawda. Na Tuxie byłem w marcu, byłem w czerwcu i jestem teraz, aby rozpocząć sezon narciarski 22/23. O warunkach na lodowcu dowiecie się oczywiście oglądając film, ale już zdradzę, że aktualnie bardzo się poprawiły, ponieważ w momencie publikacji tego filmu, na lodowcu sypnęło. Cieszę się, że osoby które zaplanowały listopadowy długi weekend będą miały dobre warunki do jazdy, a tych co zostali w domu zapraszam

JC

JC in Narty

Rastkogel i Eggealm - Mountopolis w Zillertal cz. 2 (Vlog200)

Przed Wam Vlog nr 200! Zapraszam na drugą część mojej narciarskiej podróży po Mountopolis. Z Penken udaję się na Eggalm, a następnie Rastkogel. W trakcie całej wycieczki towarzyszą mi wspaniałe widoki na doliny Zillertal i Texertal z lodowcem Hintertux w tle. Odwiedzę też doskonałą restaurację Granatalm, w której oprócz delektowania się smacznym jedzeniem, zastanawiam się, czy mogłyby zrealizować film razem z  Robert Makłowicz  ? Co o tym myślicie?    

JC

JC in Narty

Penken w Zillertal cz. 1

Harakiri - kto nie słyszał o tym stoku?! W trzecim dniu w dolinie Zillertal, zapraszam Was na Penken - tereny narciarskie nad Mayrhofen. Wspaniałe widoki, słynna trasa Harakiri oraz słońce przez cały dzień - to atrybuty regionu Mountopolis! Byliście tam? Nie ważne... zapraszam tych co byli tych co może się tam wybiorą... warto!  

JC

JC in Narty

Narty w Hochzillertal i Hochfuegen w dolinie Zillertal

Zapraszam Was na narty do Hochzillertal i Hochfuegen. Po wizycie w Zillertal Arena w kolejnym vlogu z mojego marcowego pobytu w dolinie Zillertal zabieram Was na tworzą liczącą ponad 90km huśtawkę tras narciarskich. Jeżeli do tego dodamy świetne tereny freeride'owe, to mamy region narciarski wart odwiedzenia. Bramki do kolei i wyciągów w Hochzillertal i Hochfuegen otworzy nam Zillertal Superskipass, który uprawnia do jazdy we wszystkich ośrodkach w dolinie.  

JC

JC in Narty

Zillertal Arena

Wybierasz się na narty do Tyrolu? Zapoznaj się z największym ośrodkiem narciarskim w Dolinie Zillertal - Zillertal Arena. Przejechałem z kamerą całą huśtawkę tras z doliny Zillertal do doliny Pinzgau. Jest to drugi z filmów, jakie nagrałem w trakcie mojego marcowego pobytu w Zillertal. Już w marcu mogliście obejrzeć mój film z lodowca Hintertux, na który serdecznie zapraszam Ośrodek narciarski Zillertal Arena, zaspokoi oczekiwania każdego narciarza, świetne tras, nowoczesna infrastruktura i przy

JC

JC in Narty

Szlakiem rowerowym Łaby (1) - Czechy

Nareszcie doczekałam się tegorocznego urlopu - dwa tygodnie rowerowej laby! Wróć - nie laby, tylko Łaby. Jak było? Świetny i urozmaicony szlak, zarówno dla miłośników zwiedzania jak i pięknych krajobrazów. Cała trasa ma blisko 1300 km długości, z czego 370 km przypada na Czechy, a pozostała część na Niemcy. Na jedną wyprawę to dużo, ale rzeka jest na tyle blisko Polski, że można trasę podzielić na odcinki, albo wybrać jej fragment. Tak właśnie zrobiliśmy i my tego lata. Niedziela, 14 s

tanova

tanova in Rowerem

Szlakiem rowerowym Łaby (2) - Niemcy

Albis - Labe - Elbe - Łaba. Na krótkim odcinku w Szwajcarii Czesko-Saksońskiej jest rzeką graniczną, ale ponad dwie trzecie jej długości (blisko 800 km) przypada na odcinek niemiecki. Po relacji z Czech zapraszam na drugą część bloga z Elberadweg - szlaku w granicach Republiki Federalnej Niemiec, a przynajmniej tej jego części, którą udało się nam przejechać w sierpniu tego roku. Niedziela, 21 sierpnia W niedzielę rano ciężkie chmury wisiały jeszcze nad doliną Łaby, ale przestało już p

tanova

tanova in Rowerem

MTB Słotwiny Arena - Krynica Zdrój - Jaworzyna - Słotwiny Arena

Pomysł zrealizowany, jedna z tras MTB w pobliżu Krynicy Zdrój przejechana. Sprawdzony też jeden z singli w Słotwiny Arena, wiecie taki zielony, dla takich „leśnych dziadków” jak ja 😉. Na wycieczkę wybrałem „Karola” - jedną z oznakowanych tras przygotowaną pod rowery górskie. Karol, to najdłuższa 22km i o największym przewyższeniu 975m, proponowana w Krynicy wycieczka. Trasa świetna. Jest trochę podjazdów, szczególnie na Jaworzynę, długi, mogący się dać we znaki udom. Bardzo ciekawe odc

JC

JC in Rower

Narty latem - poradnik

W ostatni dzień czerwca odwiedziłem lodowiec Hintertux w dolinie Zillertal, aby nagrać dla Was vlog, o tym jak wyglądają "Narty latem". Film jest rodzajem poradnika, z którego osoby, które nigdy nie były na nartach w lecie, dowiedzą się jakie warunki panują na lodowcach, jakiej pogody można się spodziewać, jak się przygotować do wyjazdu i co ze sobą zabrać. Zapraszam na letnie wydanie lodowca Hintertux.    

JC

JC in Narty

Doliną Bobru na rowerze

Niedawno natknęłam się na opis szlaku rowerowego Magistrala Bobru na stronie kolegi @Wujot "Dolny Śląsk Rowerem". Planowaliśmy i tak krótki wypad do Jeleniej Góry, były dwa dni do zagospodarowania - może to jest jakiś pomysł? Wrzuciliśmy więc rowery do auta, a że w niedzielę rano nie bardzo mogłam chodzić, lecz mogłam jeździć  - to wybraliśmy się z moją drugą połówką tą trasą w górę rzeki. Miało być rekreacyjnie, widokowo i na luzie. Magistrala Bobru jest zaklasyfikowana jako Euroregionalny

tanova

tanova in Rowerem

Główny Szlak Sudecki

Nigdy do tej pory nie wędrowałam jeszcze po górach długodystansowo, z plecakiem - więc chciałam sprawdzić, czy to coś dla mnie. Wybraliśmy Główny Szlak Sudecki - bo lubimy z Darkiem Sudety, bo jest względnie blisko ze Szczecina, bo dobrze skomunikowany i można go robić etapami. Całość to ok. 440 km od Świeradowa-Zdroju do Prudnika (albo odwrotnie - jak, kto woli) i w zależności od kondycji można go pokonać w turystycznym tempie w dwa-trzy tygodnie. My akurat zdecydowaliśmy się na początek na trz

Zillertal aktywnie

Końcem czerwca 2022 wybrałem się do doliny Zillertal, aby sprawdzić, jakie są tutaj możliwości aktywnego wypoczynku. Zakupiłem kartę ActivCard Zillertal, dzięki której uzyskałem dostęp do szeregu atrakcji w całej dolinie. Z Mayerhofen gondolą wyjechałem na Penken, pewnie doskonale Wam znane miejsce z zimowych wyjazdów. Wpadłem zobaczyć "zieloną" trasę Harakiri oraz zjadłem lunch w restauracji Granatalm. Kolejnego dnia wybrałem się na narty (co zobaczycie w następnym vlogu), a po południu wpadłem

JC

JC in Trekking

Bike Park Rabac (Vlog189)

Zapraszam na ostatni z serii trzech odcinków z półwyspu Istria w Chorwacji. W tym odcinku zabiorę Was na wschodnie wybrzeże Istrii, gdzie wyjeżdżając z miejscowości Plomin Luka przejadę przez góry i zjadę bardzo kamienistym single trackiem do Bike Parcku Rabac. Następnie udam się na zwiedzanie starego miasta Labin i zakupy jednej z najlepszych oliw na świecie. Będzie też kilka słów podsumowania mojego pobytu na Istrii.    

JC

JC in Rower

Chorwacja na rowerze - wybrzeżem Istrii (Vlog188)

Trasy rowerowe wzdłuż zachodniego wybrzeża Istrii wybrałem na drugi dzień mojego pobytu w Chorwacji. Tym razem będzie bardzie "turystycznie" bez podjazdów, zjazdów i doskwierającego upału. Za to towarzyszyć mi będą ponownie piękne widoki, tym razem na piękne wybrzeże okraszone, przynoszącą ochłodę, morską bryzą. Trasę polecam na rodzinny wypad, połączony ze zwiedzaniem i wizytą w jednej z tutejszych restauracji.  

JC

JC in Rower

Trasa rowerowa Parenzana, Istria, Chorwacja

Parenzana - to licząca 123 km trasa rowerowa poprowadzona śladem kolei, która jeździła przez półwysep Istria ponad 100 lat temu. Ja przejechałem uważany za najładniejszy, liczący ok 36 km, odcinek Perenzany z miejscowości Grožnjan do Vižinady. Po drodze odwiedziłem kilka urokliwych, ciekawych historycznie miejscowości, zjadłem przepyszny lunch oraz wypociłem litry potu :). Zapraszam na moje drugie, rowerowe spotkanie z Chorwacją, zapraszam na Istrię.  

JC

JC in Rower

Dookoła Tatr rowerem

W długi weekend czerwcowy wybrałam się ze swoją drugą połówką i ze Szczecińskim Klubem Rowerowym "Gryfus" na czterodniowy rajd wokół Tatr. Do tej pory bywaliśmy z Gryfusami na imprezach dookoła Zalewu Szczecińskiego, które są bardziej masowe, a że szlak wokół Tatr kusił mnie od jakiegoś czasu - właściwie to od czasu, gdy w blogu opisał go @marboru, to nie wahaliśmy się długo, gdy klub ogłosił zapisy w pasującym nam terminie. Trasa rowerowa wokół Tatr ma kilka wariantów - z jednej strony szo

tanova

tanova in Rowerem

Rowerem dookoła Czarnego Gronia

Hotel Czarny Groń, to doskonałe miejsce na aktywny wypoczynek. W pobliżu mamy szeroki wybór szlaków pieszych po Beskidzie Małym, które także można wykorzystać jako doskonałe trasy rowerowe. Ruch turystyczny jest tu znacznie mniejszy niż w Beskidzie Żywieckim lub Śląskim, co sprawia, że spokojnie i bez bezpiecznie będziecie mogli wspinać się na okoliczne szczyty. Ja zaplanowałem trasę z Rzyków przez Czarny Groń, Potrójną, Leskowiec z powrotem pod hotel Czarny Groń. Drugiego dnia moje pobytu zapla

JC

JC in Rower

Rowerem przez wyspę Brač (Vlog185)

Trzeci dzień mojego pobytu w Chorwacji i trzeci vlog, w którym zachęcam Was do zwiedzania chorwackich wysp na rowerze. Po wizycie na wyspie Hvar, wcześnie rano, środkiem transportu morskiego, dostałem się do portu Bol - urokliwego miasteczka położonego na wyspie Brač. Tu czekał już na mnie rower, którym udałem się w liczącą ponad 25 km wspinaczkę na najwyższy szczyr chorwackich gór, liczącą 778 m Vidovą Gore.    

JC

JC in Rower

🇭🇷 Wyspa Hvar rowerem cz. 2 (Vlog184)

Przed Tobą druga część filmu z mojego wyjazdu na chorwacką wyspę Hvar. Po wizycie w miejscowości Stary Grad przejechałem do wioski Dol, gdzie w Konobie Kokot miałem przyjemność doświadczyć chorwackiej gościnności w trakcie lunchu. Było co zjeść i to bardzo dobrze zjeść. Myślę, że Pan  @Robert Makłowicz  byłby usatysfakcjonowany jakością i ilością potraw. Następnie, z obniżonym środkiem ciężkości, przejechałem przez równinę Stari Grad - starożytne rolnicze tereny Hvaru i zakończyłem swój długi, r

JC

JC in Rower

Wyspa Hvar rowerem cz. 1

Chorwacja, to nietypowy, jak dla mnie, kierunek. Jednak pojeździć rowerem po chorwackich wyspach w maju, kiedy turystów brak, a pogoda wręcz wymarzona... to wręcz dokonały pomysł. Na zaproszenie strony chorwackiej miałem przyjemność sprawdzić, jak przygotowane są dwie wyspy Dalmacji - Hvar i Brać, na przyjęcie aktywnie wypoczywających na rowerach. Z wyspy Hvar materiału uzbierało się dość sporo, więc podzieliłem go na dwie części. Zapraszam na pierwszy odcinek, miłego oglądania.  

JC

JC in Rower

  • Blogs

    1. Narty w Master-Ski w tym sezonie będą jeszcze lepsze. Materiał do tego filmu nagrywałem 12 dni temu, kiedy termometry pokazywały kilkanaście stopni na plusie. Mówiłem wtedy, że wkrótce pojeździmy tu na nartach. I proszę! Dziś w Master Ski można już jeździć na nartach.

      Jakie nowości czekają na Was? Zapraszam do oglądania.

       

       

    2. Świetny, kameralny i wysoki... Taki jest Sportgastein!

      Niesamowite trasy, cudowne widoki - co więcej dodać? Byłem zachwycony tym miejscem!

      838425601_Sport1.thumb.jpg.456f32d517b798a257df0be1caa292eb.jpg

      Relację znajdziecie pod poniższym linkiem:

      684331010_sport2.thumb.jpg.bf18344bf196b08261e724bd3615812d.jpg

      Tutejsze czarne trasy robią wrażenie!

      188605984_sport3.thumb.jpg.ab7adbe1ec7a4510a7d302ae37d8be3c.jpg

      Lotniska:

      1544885456_sport4.thumb.jpg.42b34a6d28b33311e4863f00aa080511.jpg

      No i tutejszy szczyt został również zdobyty :) 

      1451717860_sport5.thumb.jpg.a9fab87814b0495c1f16401cf4552aee.jpg

      marboru

    3. Nareszcie doczekałam się tegorocznego urlopu - dwa tygodnie rowerowej laby! Wróć - nie laby, tylko Łaby.

      Jak było? Świetny i urozmaicony szlak, zarówno dla miłośników zwiedzania jak i pięknych krajobrazów. Cała trasa ma blisko 1300 km długości, z czego 370 km przypada na Czechy, a pozostała część na Niemcy. Na jedną wyprawę to dużo, ale rzeka jest na tyle blisko Polski, że można trasę podzielić na odcinki, albo wybrać jej fragment. Tak właśnie zrobiliśmy i my tego lata.

      Niedziela, 14 sierpnia
      Jest niedzielny poranek, szósta rano, w środku długiego, sierpniowego weekendu. Piękny wschód słońca.
      Zaspana córka podwozi mnie i moją drugą połówkę na dworzec, na Intercity "Matejko". Szczecin-Przemyśl to prawie najdłuższa trasa kolejowa w Polsce. My jednak jedziemy nim tylko do Wrocławia, gdzie mamy przesiadkę. 

      24.thumb.jpg.f7a206e70081c2046822febcacbc2016.jpg

      W tym roku urlop będzie "eko" - auto zostaje w domu, a my dojedziemy do Łaby pociągiem i rowerami. Benzyna droga, inflacja i kryzys paliwowy szaleją, więc cena za bilety kolejowe dla dwóch osób z rowerami (przezornie kupione z miesięcznym wyprzedzeniem) - jedyne 74,20 zł - cieszy. Jakaś ekstra promocja weekendowo-grupowa, bo cena bazowa była dwa razy wyższa.
      W pociągu haki na rowery (obok stojaków na narty!) i półki na sakwy.

      23.thumb.jpg.d4851a0f4fcd688f51cd0a2e7d435705.jpg

      We Wrocławiu okazuje się, że TLK z Warszawy ma półtorej godziny opóźnienia, które dalej rośnie. Udaje nam się przebukować bilety na pociąg Kolei Dolnośląskich, ale w Sędzisławiu - gdzie mieliśmy spotkać się z zaprzyjaźnioną parą z Krakowa, będziemy godzinę później. Umawiamy się więc ze znajomymi w Kamiennej Górze, gdzie można coś zjeść przed dalszą drogą. Polregio KD nabity ludźmi i rowerami, dobrze, że jedziemy niedaleko.

      thumbnail_IMG_20220724_190758.thumb.jpg.51e8282416b7932ae2fb2fc3c0857cfd.jpg

      Okazuje się, że nasi przyjaciele mają awarię roweru - dosłownie rozsypała się sztyca siodełka. A tutaj niedziela i żaden serwis nie pracuje. Co za pech!
      Na miejscu, w Kamiennej Górze zastanawiamy się, czy uda się zablokować sztycę, która wpada do rury podsiodłowej. Wpadam na pomysł, aby wykorzystać butelkę Cisowianki do redukcji średnicy, oklejamy sztycę taśmą - i proszę!

      4.thumb.jpg.695893789f443b501ba23b043597bd80.jpg

      Prowizorka, bo prowizorka, ale dało się dojechać przynajmniej na nocleg w Czechach, a następnego dnia poszukać czynnego sklepu rowerowego z serwisem.

      Z Kamiennej Góry jedziemy do Krzeszowa bardzo wygodną i widokową DDR-ką. Góry na razie mamy tylko na horyzoncie.

      17.thumb.jpg.4a438ff3fef990fc2febb8888f7903ba.jpg

      W Krzeszowie, w opactwie benedyktynek, trwają przygotowania do odpustu 15 sierpnia. Oglądamy zespół klasztorny i barokowy kościół:

      2.thumb.jpg.59d8fc29037c302bde862efcbe3f24df.jpg

      16.thumb.jpg.94fd8632d5dc5b1c52bf4d468f21bdcf.jpg

      15.thumb.jpg.265d172528000ddc79961e256de7d930.jpg

      Dalej kierujemy się w stronę Chełmska Śląskiego. To urokliwe, nieco senne miasteczko, zdecydowanie na uboczu. Warto obejrzeć zabytkowy rynek i bardzo ciekawe, drewniane Domy Tkaczy z XVII wieku:

      13.thumb.jpg.7f259ea28dbd74953329a284bb58232e.jpg

      12.thumb.jpg.dac57c42260071c17d6bdb1ad0124bad.jpg

      Za Chełmskiem zaczyna się podjazd w stronę granicy. Ale nie jest ani bardzo stromy, ani szczególnie długi, więc jedzie się dobrze, nawet z sakwami.

      10.thumb.jpg.b549bf111d3e9aa0fa973ea6977a261f.jpg

      8.thumb.jpg.2442a917eb961eedf1879c5e0f1d17ea.jpg

      Ostatnia wioska po polskiej stronie to Okrzeszyn. Tutaj kończy się asfalt, a granicę pokonujemy szutrową drogą.

      6.thumb.jpg.bc897c027eefd2c32f76d449950e8a6a.jpg

      Po czeskiej stronie dojeżdżamy do szosy, która na szczęście okazuje się niezbyt ruchliwa i spektakularnym zjazdem - mijając ośrodek narciarski Petrzikowice - dojeżdżamy do przedmieść Trutnova, gdzie mamy zarezerwowany nocleg. Do Łaby coraz bliżej.

      strava3113321909335373132.jpg.093a205176745732efb36aa15aacc823.jpg

      [cdn.]

    4. Zagronie
      Latest Entry

       

      Post 26

      Baku, Kijów

      Dwudziestego trzeciego września

      Rano lecimy do Baku. Samolot jest już znacznie większy.  Odrzutowiec TU-135. Pogoda kiepska. Widać z góry szare pustynie, potem pojawia się morze. A na nim wieże naftowe. Morze Kaspijskie jest płytkie. Pomiędzy wieżami biegną nad wodą pomosty. Wież przybywa, jest ich coraz więcej, lepiej też już widocznych, bo samolot schodzi w dół. Pomostów też przybywa. W wodzie stoi już cały las wież. Widać Baku. Plątanina pomostów dąży w kierunku miasta. Lądujemy.

      Po obu stronach drogi z lotniska do miasta wieże i rury do transportu ropy.  Biegnące po ziemi we wszystkich możliwych kierunkach. Jesteśmy w Baku. Idziemy spacerkiem nad morze. Ładna zatoka i przyjemny bulwar z restauracyjkami.

      Mamy nieco miejscowego grosza, po udanym handlu. Herbatę podają tu z dużych samowarów.  Trochę na sposób afgański. Dostaje się duży, ceramiczny czajnik herbaty i do tego szklaneczkę. Na spodku leżą kawałki cukru, które się ssie, popijając ze szklaneczki gorącą, gorzką herbatą.

      Ma tu być ładne stare miasto. Zobaczymy więc, jak to jest w praktyce. Już nieco się naciąłem na Samarkandzie. Orbis organizował tam wycieczki i pisano dużo u nas, jaka tam jest  egzotyka i wspaniałe zabytki. W czasie powrotu z  Hindukuszu nieco sobie tam pospacerowałem. Z dużym jednak rozczarowaniem.

      Widzimy mury miejskie Baku. Od trzynastego do dziewiętnastego wieku. Dość prymitywnie to tu restaurują. Stare miasto jest wewnątrz nich.  Wąskie uliczki. Meczet. Jakieś fragmenty dworu Szirwanszacha. Zdaje się szesnasty wiek. Nic specjalnie ciekawego. Może już jestem zepsuty po Iranie i Indiach.

      Hotel jest najbardziej luksusowy, jaki  mamy w  ZSSR, ale otrzymany po małej awanturze. Jest telewizor. Niestety, tak jak w Taszkiencie - zepsuty. Łazienka nieco zdewastowana. Ale za  to z gorącą wodą.

      24.09.

      Lecimy dziś do Kijowa. Wczoraj w Inturiście,  przy kupnie biletu lotniczego, wyrażono wielkie zdziwienie. Skąd my znaleźliśmy się w Baku? Nie mieliśmy prawa tu być!  Z Termezu powinno się nas było wyekspediować najkrótszą drogą do Polski.

      A mnie chodziło po głowie, że mając sporo rubli jak na mnie, moglibyśmy ewentualnie polecieć sobie do Irkucka i zobaczyć Bajkał. Jedno z moich marzeń. Zarzuciłem tą myśl, bo nie chciałem stresować żony, dodatkowym opóźnieniem i niewiedzą, gdzie jestem. I tak była wystarczająco zestresowana moich wyjazdem do Indii. Wiedziała przecież z praktyki w Iranie, jakich niespodzianek można się spodziewać w czasie takich wojaży jak nasze. Teraz wiedziała, że już wracam do domu. Pisałem kartkę o przewidywanej trasie powrotu.

      Teraz tu w Baku było już wiadomo, że nad żaden Bajkał byśmy nie polecieli. Nie sprzedano by nam biletów. Kasjerka na lotnisku w dalekim Termezie była zdaje się nie bardzo gramotna  i nie powinna nam była sprzedać lotu do Baku, Tylko wprost do Kijowa przez Taszkient. No więc musieli z konieczności nam załatwić jak najszybciej lot do Kijowa, by „inostrańcy” nie włóczyli się po terytorium bratniego kraju.

      Lecimy razem z jakąś polską wycieczką starszych pań, które tu węszą za złotem. My też powęszymy. Bo co robić z rublami, które kupiliśmy za dolary, w pośredni sposób, poprzez chusteczki dla Uzbeczek?  Kupimy złoto czternastokaratowe, bo tylko takie tu sprzedają  i sprzeda się go u nas u Jubilera.

      W sumie cała operacja, biorąc u nas czarnorynkowy kurs zielonego, daje pewne dobre przebicie. Musimy sobie, jak jest okazja, powetować nieco straty, poniesione w Indiach przez głupią żądzę przygody. Nie lepiej to byłoby siedzieć w domu i ciułać na samochód?  Podliczając te kilka eskapad - do Iranu, Afganistanu i Indii zebrałoby się może na jakąś, giełdową Skodę.

      Samolot znów inny. Tym razem Ił-18. Turboodrzutowy. Mam szczęście. Znowu mam miejsce przy oknie. I to właściwej strony. Czteromotorowy. Spoglądam przez okienko na skrzydło z przyczepionymi dwoma potężnymi silnikami. Każdy ma  ogromne śmigło z czterema łopatami.  Nagle łopaty skrajnego silnika zaczęły się pomału obracać. Szybkość ich wzrosła i z silnika buchnął bury dym.

      Silnik zaskoczył. Obroty śmigieł  gwałtownie wzrosły. Już nie było widać pojedynczych obracających się łopat, tylko lekko drgające w miejscu śmigieł  powietrzne koło. Silnik grzmiał. Przyszła potem kolej na  następny, a  z drugiej strony na  pozostałe dwa. Koncert czterech potworów zagłuszał wszystko. Samolot drgał. Po uniesieniu się powietrze drgawki ustały, ale huk i wirujące koła za oknem pozostały.

      Lecimy najpierw na północ, omijając łańcuch Kaukazu, od strony Morza Kaspijskiego, a potem wzdłuż tego łańcucha na zachód. Właściwa strona dla mnie jest ta, z której widać góry. Oglądam wspaniałą panoramę  ośnieżonych gór. Wprawdzie trochę daleko, ale widać nieźle.

      Nie leci też tak wysoko, jak duże odrzutowce. Wysokość gór wzrasta. Widać jakąś dużą grupę. Może to Uszba? Opisywana często w literaturze górskiej zalodzona grupa górska w Kaukazie.

      Potem widać potężny, dwuwierzchołkowy szczyt o łagodnych stokach. Wiem doskonale jak się nazywa - Elbrus. Najwyższy szczyt Kaukazu. Też podobno wygasły wulkan jak Demawend w Elbursie. Zaledwie niższy do niego tylko kilkadziesiąt metrów. Ale za to potężnie zalodzony. Tylko to on może być. Widać doskonale przełączkę między szczytami. Po minięciu tej góry samolot bierze zwrot na północ i Kaukaz znika. Widok był wspaniały. Białe chmury w dole i białe góry na horyzoncie. Kończy się moja indyjska przygoda.

      Epilog

      Co mi pozostało w pamięci po poznaniu Indii? Zaledwie po ich dotknięciu, a raczej muśnięciu. Pozostała wdzięczność Stwórcy, że się urodziłem w Polsce, a nie w Indiach! Byłem wykształcony, miałem pracę. Mieliśmy mieszkanie M-4 i telewizor czarno-biały. Wprawdzie się często psuł, ale zawsze udawało mi się go naprawić. Mieliśmy syna i nawet nowy samochód  Syrenę.

      W niedzielę, a potem nawet w sobotę, bo Gierek pozwolił na sześć wolnych sobót w roku, jechaliśmy do Okocimia, gdzie mama spędzała z moją siostrą wakacje. W zimie były wypady na narty. Byłem szczęściarzem życiowym. Spłynął na mnie ogromny spokój. Nasze polskie problemy były jakieś małe, nikłe, bez porównania w stosunku do tego, co tam zobaczyłem.

      Ceny

      Termez - 5 rubli za przewóz kutrem po Amudarii do Ajratanu w Afganistanie.

      ● Afganistan

      Ajratan - Mazar-i Szerif - 30 Afs(afgani-waluta w Afganistanie).

      Hotel w Mazar-i Szerif – 30 do 60 Afs.

      Mazar-i Szerif – Kabul(ok. 600 km) - wynajęta taksówka – 100 Afs plus bagaż(pow. 20 kg – 15 Afs za 7 kg).

      Hotel w Kabulu - 25 Afs(Friends Hotel – Shar-I Nau).

      Kabul – Peszawar(ok. 500 km) - 100 Afs, plus opłata za bagaż jak z Mazar-i Szerif.

      Wymiana: 1$ = 43 do 45 Afs

      ● Pakistan

      Peszawar Hotel, ok. 5 Rp(rupii pakistańskich).

      Peszawar – Lahore – 25 Rp autobus(może wrosnąć do 40 Rp – zależnie od pojazdu).

      Hotel w Lahore – 6 Rp.

      Lahore – Amritsar – pociąg - ok. 6  Rp.

      Wymiana 1 $ = 9,5 Rp

      ● Indie

      Przelicznik; 1 $ = 8,7 R .W niektórych rejonach Indii  dawano za dolara nieco ponad 9 R

      Amritsar – Deli – pociąg - ok. 26 R(rupii indyjskich).

      Hotel(w stylu indyjskim) w Deli – 2 do 10 R.

      Deli – Chandigarth – pociąg (266 km)- 18 R.

      Chandigarth – Manali –autobus(300 km) - 23 R, plus bagaż.

      Manali – Hotel – 6 R.

      Manali – Keylong – Darcha (170 km)– 13 R.

      Hotel w Keylong – 3 R.

      Kulis – 25 do 30 R na dzień do 30 kg.

      Koń(muł) – średnio 25 R na dzień – 60 kg.

      Pociąg na trasie Dehli – Madras – Trivandrum – Bangalore – Bombay – Janhsi  - Dehli- 7500 km. Bilet specjalny zakupiony w Boroda House p. 35. Tzw. circular ticket – 196,9 R.

      Ceny autobusów – średnio- ok. 6 do 8 R za 100 km.

      Ceny pociągów – 40 R za 1000 km(2 klasa-sypialny), plus opłata za rezerwację miejsca 5,5 R

      Autobusy miejskie 30 pesa(z podziału rupii na 100 części).

      Potrawy w Indiach

      Mutton biriyani – ryż z baraniną(kawałkami), cebulką i kapustą – smaczny.

      Reis biriyani – ryż po wegetariańsku do tego 4 do 6 różnych bardzo ostrych sosów - podawany na południu Indii.

      Porotta albo Barotta – bardzo smaczne placuszki o różnych wymiarach, zależnie od okolicy – spotykane tylko na południu.

      Puri – też smaczne placuszki o dość różnej konsystencji – sprzedawane na północy.

      Placuszki z ryżu(południe) – niezbyt smaczne.

      Czapati(Chapati) – placki z mąki i wody, cienkie i o smaku przypieczonego ciasta na makaron – północ kraju.

      Jajka – sadzone, gotowane, omlet.

      Ryba z curry, ryba pieczona – południe, wybrzeże.

      Napoje

      Herbata z mlekiem – całe Indie

      Kawa(naturalna) z mlekiem – więcej na południu, gdzie jest tańsza od herbaty z mlekiem

      Mleko słodzone(bawolic, kozie)

      Napoje butelkowane – cola, fanta, woda sodowa i jeszcze inne – raczej słodkie

      Owoce

      Piru – owoc podobny do jabłka, ale smaku bliżej nieokreślonym, smak może pośredni między papierówką a dynią

      Ananas

      Orzech koksowy – dojrzały posiada mało mleczka a dużo miąższu. Niedojrzały gasi dobrze pragnienie. Zawiera ok. trzy czwarte szklanki mleczka. Są z grubsza biorąc - podłużny i podobny kształtem do orzecha laskowego – tylko b. duży.

      Banany – duże i małe żółte, zielone, czerwono-brązowe.

      Jabłka – tylko północ.

      Gruszka-jabłko? – smak podobny do gruszki.

      Mango – sezon lipiec, sierpień.

      Pomarańcze – mało soczyste i smaku gorszym od tych kupowanych w naszym kraju.

      Cytryny – malutkie z cienką skórką(limonki).

      Japoński owoc – czerwony, podobny do pomidora o zwartym miąższu. Zatyka jak niedobra gruszka.

      Winogrona.

       

                                                                                                                              

       

       

    5. Dłuższą chwilę mnie nie było na forum, ale wracam z relacją z wczorajszej wycieczki.

      Ostatni wyjazd w góry był w maju, tęskniłam strasznie za Tatrami, i już na prawdę stawałam na głowie żeby udało się zgrać dzień wolny z ładną pogodą. Obserwacja prognozy od kilku tygodni, trasa obmyślana jakiś czas temu i w końcu udało się - niedziela powinna być ok. Bałam się, że niedziela  w Tatrach to zły pomysł, ale z tego co zauważyłam to Tatry Zachodnie nie są aż tak oblegane jak Morskie Oko, Giewont czy inny Kasprowy. No więc tak: piątek i sobota 12 h w pracy na nogach, a w niedzielę pobudka o 4 i w drogę.... :)

      Wracając z pracy w piątek po 21 coś zaczęło piszczeć w aucie-koniec klocków. no po prostu swietnie....i po wyjezdzie sobie myślę. Na szczęście Miśkowi udało się jakieś znaleźć w garażu i w nocy zmieniał ....Pobudka o 4, zbieramy się, pakujemy rowery do auta - nie możemy znaleźć śruby od koła....dobra udało się, coś wymyślił :D Pogoda jakaś dziwna się wydaje, ale jeszcze słońce nie wzeszło więc mam nadzieję, że jednak będzie ładnie....jedziemy, coś chmury nad tymi Tatrami Zachodnimi. Misiek już zły bo to wygląda na burzowe chmury.....zaczęło padać po drodze, no po prostu myślałam, że zwariuje.....zaczyna wiać...no ale cóż, dojechaliśmy, pogoda się uspokoiła, ale dalej pochmurno, będzie co bedzie, nic nie poradzimy. Plan był, że dojeżdzamy rowerami do polany Trzydniowki, idziemy dalej z buta dalej w stronę schroniska, odbijamy w lewo na szlak papieski i tamtędy na Trzydniowiański i wracamy na Polanę Trzydniówkę od razu do rowerów i wracamy. No  i dobra, wysiadamy z auta, rowery przygotowane, Mikołaj chce dopompować powietrza, a tu powietrze zeszło całkowicie i nie chce się ruszyc.......no wszystkie znaki mówią zeby odpuscić.....w koncu jego rower został w aucie, a my wypozyczylismy rower z wypozyczalni.  Oczywiscie dokument tozsamosci został w aucie, dobrze ze ja mialam swój chociaz :P No dobra, ruszamy... dojechaliśmy do miejsca gdzie mamy zostawić rowery, i ruszamy dalej z buta, zaczyna padać....no świetnie. Nad Wołowcem widac ciemne szare ciężkie chmury, no jak nic na burzę....ja juz załamana i wkurzona...nie wiemy co robić, najrozsądniej byłoby wrócić, ale żal....na chwilę schowalismy się od deszczu pod drzewami....po jakims czasie przestalo padać, poszlismy w strone schroniska, Misiek jest za tym zeby wracac, albo dojsc do schroniska i wracac, ja stwierdziłam, że moze przeczekamy bo z drugiej strony powoli było widac słonce...w końcu doszliśmy do schroniska na Polanie Chochołowskiej. tam posiedzieliśmy, zaczeło wychodzic słonce, ale przy wysokosci ok 2000 m n.p.m. widać bylo chmury....po wielu dylematach Misiek mowi ze nigdzie nie idzie wyzej, wracamy, moze przejdzie moze nie, bezpieczniej zawrocic-wiedzialam ze ma rację, ale jednak mialam nadzieje, że sie rozpogodzi i ze pojdziemy. dobra, posiedzielismy jeszcze kolo wypasu owiec, zaczelo sie robić coraz ładniej, było ju z kolo 10.00 wiec dosc pozno, plan był inny, ale co zrobić. dobra, w koncu Misiek uległ i poszlismy na góre :D Na początku szlak był dość łagodny i szło się całkiem przyjemnie, słoneczko świeciło, wiał ciepły wiatr, raczej płasko niż mocno pod górę. Dopiero później szlak zaczął się piąć mocniej do góry, temperatura też robila swoje i mielismy coraz mniej sił. Podejscie na samą górę już w ogóle dało na w d....nogi :P masakra, ja już ledwo miałam siłe iść, a nie wiem jak Misiek doczołgał się do mnie haha co prawda został w tyle, a ja poszłam już sama na szczyt żeby odpocząć i zjeść :) Przed wyjazdem myślałam, czy nie zahaczyć o Kończysty Wierch jeszcze- to już tylko godzinka z trzydniowiańskiego, ale odpuscilismy. Może gdyby była wczesniejsza godzina to byśmy się zdecydowali, ale tak to odpuścilismy, poza tym na prawde byliśmy wypruci :P

      Na gorze odpoczęlismy, napatrzyliśmy się na przepiękne widoki i ruszylismy w dół Krowim Żlebem-cieszę się że taki kierunek wybrałam, bo zejście było dośc strome, dało nam też popalic, ale chyba jednak wolałam schodzić tędy bo jakbym miała wchodzic pod górę tak stromo to bym umarła w polowie drogi chyba haha. Z drugiej strony niby jakbym miala to strome podejscie za sobą to pytam tylko lżej by mi się schodziło tamtym szlakiem, sama nie wiem co lepsze, ale i tak i tak dałoby w kość:P po  dość długim schodzeniu, moje kolana i ścięgna miały już serdcznie dośc. Największym zbawieniem okazał się oczywiscie rower-przekonalismy się o tym juz nie raz. Zawsze jak idziemy gdzieś z Chochołowskiej to roweramy podjeżdzamy gdzie się da :) Jak juz się wsiądzie na rower w drodze powrotnej to nawet nie trzeba pedałować :D a jeszcze jak się mija tych wszystkich ludzi i za chwilę jest się na dole...no bajka :D Balismy się troche ze to niedziela i że będą tłumy-na szlaku na Trzydniowiański mijaliśmy moze 10 osob....schodzą już troche wiecej - troche ludzi wchodzilo dopiero, ale mimo wszystko było na prawdę baaardzo mało ludzi. Trzeba wiedzieć gdzie iść żeby nie było tłumów :P w samej Dolinie jednak dosc sporo ludzi-głównie rodziny z dziecmi, wracajac rowerem trzeba bylo uwazac bo potrafili isć całą szerokością, albo dzieci nieoczekiwanie wybiegały pod koła :P wiadomo jak to jest. Na koniec zjedlismy pyszny i nawet nie drogi obiadek w karczmie kawałek za wyjsciem z Doliny. Mało ludzi, tanio, krotki czas oczekiwania, a jedzonko przepyszne :D

      Mimo wielu przeciwności był to na prawdę udany i męczący(pozytywnie)dzień. a powrót? z Chochołowskiej do Mogilan pod Krakowem około połtorej godziny. A wyjechalismy kolo 17 dopiero.....jechalismy za google maps, zadnego korka, zadnych 2 czy 3 godzin na zakopiance jak straszyli ;)

      Także dzień przecudowny, mam nadzieję, że jak najszybciej uda mi się znowu wrócić w Tatry:)

      Filmik będzie później, na razie kilka zdjęć :)

       

      1.jpg

      2.jpg

      3.jpg

      4.jpg

      5.jpg

      6.jpg

      7.jpg

      8.jpg

      9.jpg

      10.jpg

      11.jpg

      12.jpg

      13.jpg

      14.jpg

      15.jpg

      16.jpg

      17.jpg

      18.jpg

      19.jpg

      20.jpg

      21.jpg

      22.jpg

      23.jpg

      24.jpg

      25.jpg

      26.jpg

Booking.com


www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2021
×
×
  • Create New...