Narty - skionline.pl
Jump to content

Zagronie

Members
  • Content Count

    33
  • Joined

  • Last visited

Community Reputation

46 Excellent

About Zagronie

  • Rank
    Początkujący

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

  1. Mam najświeższe dane o takiej jeździe. Dosłownie niewiele dni temu. Postanowiłem zjechać z górki(ponad trzysta metrów różnicy poziomów przez las). Nie bardzo miałem wybór. Na nogach slalomki, których nie chciałem uszkodzić . W lesie nie za dużo śniegu, pod nimi kamienie. Młody las bukowy, dość gęsty. Ten gęsty las i braki śniegu to była główna przeszkoda. Gdyby to były polany, nawet strome, nawet z mokrym śniegiem, nawet z lekką skorupą. Taką jazdę mam opanowaną. Stosuję do skrętu zwyczajny pług. Do hamowania też. Do niewielkiej zmiany kierunku jakąś girlandę. Nieco to trwało. Nie miałem telefonu. Byłem sam. Nie jestem dumny z "wyczynu". Zagronie
  2. Metrowe, czy więcej ścianki. Takie rzeczy się tworzą na stromych lub bardzo stromych stokach. Tu problemem jest głównie kontrola szybkości nart, ponieważ narty się błyskawicznie rozpędzają skierowane w dół. I wtedy pokonywanie ścianek odbywa się w takich tempie, jak pan Turner(?) na filmie. Czyli przez obsuwanie w bok-przód na ściance. Takie obsuwanie nie jest całkiem proste. Trzeba jednak stosować kompensację. Obsuwając się w dół, prostujemy nogi, a potem dotarłszy do "dna" błyskawicznie podciągamy kolana, skręcając w przeciwna stronę i znowu prostując nogi. Kto jest szybszy w "ruchach" i bardziej "miękki" to ładnie jedzie. Taka wolną jazdę można nazwać negogocjacją z terenem. Ale mniejsze dołki, czy górki takie, że położywszy na sąsiednich górkach długą linię, otrzymamy dołek półmetrowy. Stok taki sobie czerwony. To dobre dla inicjacji. Dobrze jest, gdy śnieg jest taki jak na filmie. Ponieważ mogą to być kopce zastarzałe, po dwutygodniowym ubijaniu i szlifowaniu wszystkiego przez miłośników nudnego sztruksu lub pudru. Wtedy to mała przyjemność. Słychać tylko zgrzyt krawędzi. I znowu jedzie się jw. Tylko szybciej. Jak należy rozpoczynać naukę. Od śmigu na nietrudnym stoku. Od bardzo szybkiego śmigu. Jak najwięcej skrętów, na pewnym odcinku trasy. Warunek narty idealnie równoległe. Reszta nie jest ważna chwilowo. Po opanowaniu tego do perfekcji. Potem już na bardziej wymagającym terenie. Można spróbować muld "półmetrowych" na powiedzmy niebieskim stoku. Pojechać sobie śmigiem(krótkim skrętem) dość wolnym, ale dochodzi jeszcze jeden istotny element. Trzeba tak jechać, by trzymać ciągle narty na śniegu. Każdy skok czy uderzenie nart o śnieg należy eliminować. A robi się to głównie przed podciaganie obu kolan wjeżdżając na górkę, Czy prostując nogi wjeżdżając w muldę. Utrzymuje to środek ciążkości ciała na pewnym poziomie, stopniowo opadającym w dół stoku. Czyli kompensujemy własnym ciałem nierówności terenu. Brak tego bardzo zakłóca płynność jazdy i jest boleśnie odczuwane przez nogi. Kompensacji towarzyszą kolejne skręty nart, w poszukiwaniu najłatwiejszego i najszybszego przejazdu. Najłatwiejszy przejazd to taki, że nie staramy się wjeżdżać na szczyt górki. Tylko celujemy w "przełęcze". Nie należy się przejmować skrętami ciętymi. Raz narty będą ciąć, w innym skręcie pojadą dość płasko. Ważna też jest ocena na ile skrętów(niespóźnionych) wystarczy nam pary. Ma to istotne znaczenie na wąskim, stomym skoku, bez możliwości wyjazdu w bok(np. jazda pod wyciagiem). Oczy analizują teren przed nami. Decyzję podejmuje się błyskawicznie. Gdzie skręcam, z jakim promieniem, z jaką szybkością. To trudniejsze niż slalom w przewidywaniu. Tam można zapamiętać trasę. Tu jest nieznana Przyznam się, że mnie to wciagało. Ale para się szybko kończyła. Teraz już jej nie ma. Zagronie
  3. Znana sprawa. Głęboka ciapa. Też niektórzy to uwielbiają, zaczynając sezon w marcu, albo jadą na druga zmianę. Jedzie się wolniutko w skos stromszego stoku. Gdzieś tam obróci narty w drugą stronę. Czasem też skręca się częściej, wymuszając wolny skręt całym ciałem. Potrzebna krzepa w nogach, ponieważ materia stawia wiekszy opór, niż sztruksik. Narty przelatując górą po zrytym mokrym śniegu drgaja sobie wesoło. Jednocześnie trzeba delikatnie, tak nieco bez siły je trzymać(równolegle). Dobrze się tak jedzie. Nawet na slalomkach. To wiem z autopsji. Przyglądałem się młodym zawodnikom na dość stromym stoku, wystawionym na wiosenne słońce w marcu. Narty gigantowe. Sadzili luzem w dół aż miło. Za to nie da się w żaden sposób jechać śmigiem hamującym. Delikatny śmig ślizgowy z niedużymi odchyleniami od linii spadku stoku jest możliwy. Jeśli chodzi o krawędzie nart należy o nich zapomnieć. One są, ale nie należy o nich myśleć. Tak ustawiać narty, ciagnąc łuk by się nie wgłębiały. Czyli raczej płasko. Szybkość jednak musi być. Jedziemy prawie po wodzie. Błąd, skrzyżowanie nart są absolutnie nie polecane. Przemoknięte ciuchy to najlepsze wyjście. Nie stosuję już takiej metody. Osłabłem Zagronie
  4. Zastanawiałem się nieraz, jak to jest z tą techniką na nartach. Ale też techniką w tenisie, czy w pływaniu. Tak po trosze to próbowałem w tych dyscyplinach i chciałem być nieco zaawansowany. To tylko przykłady sportów, gdzie opanowanie podświadome techniki ma decydującą rolę. Oprócz oczywiście specyficznej kondycji, czy sprzętu(narty). Sprzęt to najłatwiejsze, ponieważ można go kupić. Nad kondycją popracować. Technika to lata szkolenia, w odpowiednich warunkach z odpowiednimi ludźmi. A jak się to robi samemu to jeszcze się bardziej rozciąga i trudno jest o pewien przyzwoity poziom. Pomyślałem sobie tak. Uczymy dziecko, powiedzmy czteroletnie. Dobieramy dobrze sprzęt, stok. I co? Jak spowodować czy chce jeździć i po co mu to. Ale jak tatuś i mamusia jeżdżą to dziecko widzi. I może dojdzie do wniosku, że to ważne, jak mycie zębów, ale ciekawsze. Jak dojdzie, to może szybko zacznie skręcać na właściwie dobranym stoku. I nawet kijkiem prawidłowo pracować, gdy go dostanie od początku. Wzorem są rodzice, ale jeszcze lepiej podobne dzieci. A teraz taki eksperyment myślowy. Dziecko jest głuche. Jeździ w szkółce, gdzie dzieci są głuche i nie mówią. Trener też głuchy i niemowa. Ale świetny trener. Wie gdzie szkolić. Co szkolić. Na jakim sprzęcie. Trenuje zawodników. Eliminacja błędów, nowe elementy wszytko pokazane praktyce, albo na migi. Nie pada żadne słowo jaka to ewolucja, gdzie się ją stosuje. I czy istnieje na świecie jakaś literatura, filmy na ten temat. Nauka jak dla małych dzieci. Ale szkółka bierze udział w zawodach. Może podpatrywać innych, może lepszych. Ma sukcesy. Ale dzieci, juniorzy jeżdżą intuicyjnie. Odkrywają intuicyjne pewne ruchy, układy. Których stosowanie ułatwia jazdę, przynosi sukces w sporcie. Po licha mam komuś, którego uczę, wszystko tłumaczyć i podawać definicję, nazwy elementów. Ja go nauczę jeździć w różnych warunkach, to będzie jeździł i sam wiele odkryje. Definicje, wzory ewolucji, różne nazwy elementów są potrzebne uczącym, by się porozumiewali. Mieli o czym dyskutować. Pisać książki i artykuły. Nie jest to jednak warunek niezbędny dla dobrego opanowania tego pięknego zajęcia. I o to mi chodzi, gdy mowa, np. o śmigu hamującym. Rozróżnijmy definicje, programy, literaturę od rzeczywistej jazdy na nartach. Może być intuicyjna, jak chodzenie. To głównie kwestia nauczyciela. I wtedy nie będzie problemu, czy dany ruch nartą to skręt hamujący, czy ślizgowy, czy też na krawędzi.. Będzie skuteczny do bólu. Instruktorzy stosujcie swoje programy autorskie. Zagronie Zagronie
  5. Mnie nawet nie chodziło o śmig hamujący(seria rytmicznych...). Tylko jeden skręt hamujący, który jest w pewnych warunkach jest konieczny. Stosuje się go często, gdy nie ma możliwości sterowania(?). Zawsze się steruje nartami, przecież na tym polega jazda na nartach. Ale jak się steruje i kiedy sterowanie jest optymalne, to inna sprawa. Nic nie zginęło z przeszłości. Może tylko lekka kristiannia. Choć nie wiem, czy czasami na szerokich dechach nie byłaby przydatna. Oczywiście w dość specyficznych warunkach. Zagronie.
  6. Jak się wszystko(ewolucje) porządnie zdefiniuje. Najlepiej, gdy się dołączy do tej definicji wzorcowe filmowe przkłady, to faktycznie nie widać tego(śmigu hamującego) na stokach(albo się zauważy takich momentów, bez filmu i jego zwolnienia). Taki życiowy przykład. Ktoś się "zaplątał", gdzieś na trasie zjazdu i przed sobą ma ze sto, dwieście metrów trasy. Stromej, dość wąskiej, nierównej z wyślizganymi miejscami. Co mu pozostaje? Jechać na krechę? Ostrożnie zsuwać się bokiem. Dalej będzie lepiej. Czy też próbować krótkimi skrętami, nie za szybko. Wyjdzie z tego jakiś śmig, ograniczający nadmierną szybkość i pozwalający wykorzystywać "lepsze" miejsca. Jednocześnie honor nie ucierpi, że ze mnie taki dziad. Tylko co to za śmig z tego wyjdzie? Nie chcę dawać innych przykładów, np. z PŚ Zagronie
  7. Dyskutujemy o nartach. Nie o papierach. Nie staram się obsolutnie nikogo pouczać. Choć być może takie wrażenie ktoś odnosi. Piszę tylko o własnych obserwacjach. Mogę czasami coś tam nawet pomylić(p. kom. Spiocha). Obserwuję zjawiska. Bardzo lubię narty i zawsze chciałem(i chcę)jak najlepiej jeździć technicznie, ale też bardzo bezpiecznie. Szczególnie uważam na słabszych ode mnie. Lepsi sobie powinni swobodnie poradzić ze mną. Boleję bardzo na tym, że stoki są coraz bardziej niebezpieczne. Dawniej niebezpieczeństwo było związane z prymitywnymi wiązaniami, stoki były nieprzygotowane. Narty były też ,można powiedzieć prymitywne. Robiło sie wszystko na własny rachunek. Nieprzygotowanie, słabe umiejętności, czy ich przecena w określonej sytuacji, odbijały się boleśnie na własnym ciele. Dzisiaj zagrożenie nadjeżdża z tyłu. Przed soba go nie widzę, kontrolując sytuację. Jedyny wybór to szukać pustych stoków, by sobie swobodnie, bez zagrożenia pojeździć. Ale to jest absolutnie sprzeczne z biznesem właścicieli wyciągów. Zagronie
  8. Jestem pod wrażeniem umiejętności amatora. Nie tak dawno oglądałęm z prawdziwa ciekawością konkurencje zajazdowe na Olimpiadzie Młodych w Lozannie. Ciekawe dlatego, że Esport transmitował całe pierwsze przejazdy w gigancie i slalomie. Widziało się jak jedzie chłopak z Libanu i Tajlandii, jako sześćdziesiaty. Jechał bardzo ambitnie. Rodzina, kraj patrzy. Wyposażenie narty, buty, ciuchy jak w PŚ. Przecież to reprezentat naszej ojczyzny. Jeździł pewnie od dziecka na nartach. Głównie w jakichś "Alpach". Ma trenera, może większą ekipę. No i ten slalom. Na moje mało doświadczone oko, to ja po takich stokach śmigam, ale bez tyczek. Trudności stoku, ustawienia są od góry: PŚ, Puchar Europy, ...Dalej nie wiem. Pewno nasze mistrzostwa, gdzieś w Szczyrku na Fisie, albo dawniej na Nosalu od góry. Były też od dzwonu na Kasprowym do dna kotła(slalom). No więc(Lozanna) tu nie było aż tak trudno, jak w PŚ. Mniej bramek. I ciekawe ci z bardziej egzotycznych krajów, zawodnicy, puszczeni przez organizatorów między tyki, uzyskiwali w dwóch przejazdach od10 do 25 sekund do tyłu. Na pierwszym miejscu jakiś Austriak. O którym być może nikt więcej nie usłyszy. Bo takich są setki, czy tysiące w jego kraju. Nasz najlepszy chłopak ze Szczyrku. Obija tyki pewno często poniżej Grzebienia. Pięknie czasem jadą chlopcy. Miło się patrzy, z góry. Nawet kiedyś udało mi się przejechać parę bezpańskich takich tyk, ale ustawionych wyżej przed Grzebieniem. No więc dostał od tego Austriaka 4,5 s do tyłu. Strasznie teraz mamy usportowionych instruktorów. A chciałoby się, by uczyli takiej jazdy jak demonstrują demomonstratorzy na YT. Teraz tylko sport króluje na stokach. Już w tym sezonie trafiło mnie od tyłu dwóch takich bardzo młodych wybierających najkrótszy przejazd. Tak istotna rzecz na zawodach. Moją poważną wadą są zaokrąglone skręty. Choć staram się jechać zawsze gdzieś z boku i to dość wąskim pasem. Na tym kończę pisanie w tym temacie. A jego bohaterce życzę by została instruktorką. Ma już pewne podstawy. Może nadejdzie moda na piękne, demostracyjne skręty na stokach. Nie tylko u nas. Ale we wszelkich alpejskich górach. Wtedy będzie się mogło swobodnie popisywać swoimi zakrętasami. Zagronie
  9. To jest śmig, ale taki dla miłego pędzlowania na takim stoku. Jest rytmiczny, praca kijków prawidłowa(może łokcie za blisko ciała). Narty prowadzone równolegle(ważne). Góra ciała skierowana w dół stoku. Inicjację skrętu rozpoczynają nogi. Ale śmig zaawasowanemu narciarzowi służy w pierwszej kolejności do szybkiej reakcji, do kontroli szybkości nart. Tam, gdzie jazda długimi łukami jest niemożliwa, lub bardzo niebezpieczna. Wąskie, strome stoki. Wyślizgane miejsca do lodu. Zryty, muldziasty teren. Bardzo dużo ludzi na stoku. Itd. W takim przypadku krótkie skręty, szybka reakcja są nieodzowne dla w miarę płynnej jazdy. Więc "śmigi"(generalnie - krótkie , szybkie skręty) używane w praktyce są bardzo różne. I nie da się tego załatwić uwagami "co poprawić". Jedyna sensowana rada, jak ktoś napisał, zapisać się na kurs instruktorów. Lub też jeździć z kimś znacznie lepszym. Wtedy będzie się stopniowo wszystko wyjaśniać. Forum nie jest porządnym kursem jazdy. Zagronie
  10. Nie trenowałem w klubie. Nie jestem nawet instruktorem. Ale sporo lat jeżdżenia po Kasprowym, Nosalu i Skrzycznym(FiS). Obserwacja zawodników i czasami nieco nielegalnie, gdy tyczki stały, próba wjechania w nie i utrzymanie się jak najdłużej. Miałem takie ambicje. Na stoku nie miałem problemu z jazdą. Nawet z szybkością taką jak zawodniocy na tyczkach. Ale sobie wybierałem trasę. Najlepsze miejsce do skrętu. Miałem też okazję startować na zawodach Klubu Wysokogórskiego. A jeździli tam dobrzy goście z Zakopanego. Gdzie czasami się zdarzało, że puścili jako forlaufera zawodnika. Na cywilnym stoku jeżdżący luzem zawodnicy rekreacyjnie, mogą się zupełnie nie wyróżniać. To widać dopiero na zawodach. Zauważyłem od lat , że na różnych forach narciarskich ciągle się dyskutuje, że wystarczy wyeliminować to i tamto i będzie dobry narciarz, prawie jak zawodnik. Będzie, jak mu pomogą i będzie miał dużo chęci. Bedzie jeździł bardzo poprawnie na przeciętnym stoku. Będzie sie wyróżniał jazdą w tłumie. Bedzie uczył innych, zostawszy instruktorem. Ale będzie miał granicę nie do pokonania. Na jakimś stoku, gdzie trenują zawodnicy, dla których poważniejsze zawody to odległa perspektywa. Nie przejedzie w żaden sposób ustawionego slalomu trenigowego z 30 tyczkami. Przejedzie jako pierwszy, gdy sobie może zaokrąglić każdy skręt. Z czasem o 5 sekund gorszym od trenujących. Potem gdy będą dziury, to po 10 tyczkach wyleci na bok, spóźniając kolejne skręty. Uważny obserwator zauważy, że w sieci jest dużo uznanych demonstratorów. Modne to jest dalej na wschodzie. Szkoda, że nie u nas. Mają swoje firmy dla zapalonych narciarzy. Jeżdżą świetnie, nie tylko na sztruksie, ale w puchu, na muldach. Ciekawe są ich życiorysy narciarskie. To nie są amatorzy od początku. To byli zawodnicy, młodzi zawodnicy. Brutalna rywalizacja na stoku wyrzuciła ich poza nawias klubowy, reprezentacyjny. Już nie dali rady na "dziurach"na coraz wyższym poziomie. "Wyrzucały" ich. Gdy inni sobie radzili. Ja mam barierę. Na gigancie strach. Gdy za szybko odpuszczam. Próbowałem na Mosornym na treningowych tyczkach nieraz(też nielegalnie). Nie jestem wytrzymać gdy szybkość narośnie tak do 60, 70 km/h(szacuję) i narty na wyrąbanym podłożu dostają dzikich drgawek. Na slalomie bym powalczył, ponieważ te dwadzieścia km średnio niżej mnie nie przeraża. Ale padnę szybko z braku tchu, albo mnie wyrzuci z powodu spóźnienia skrętu. Na gładkim stoku się mi jeździ świetnie z tymi szybkościami. Porobią się muldy też się wybiera szybko właściwą trasę. Nie modląc się przed każdym kopcem. Ale ludzie przeszkadzają w tym wyborze. Jestem teraz fanem demonstratorów. Ale tylko na sztruksiku. Zagronie PS. Miałem dzisiaj okazję obejrzeć przed skokami przejazd na gigancie naszej najlepszej zawodniczki w Słowenii. Załatwił to na pewno Szafrański, siedzący w studiu. Jak ruszyła z góry to wszystko było fajnie dla mnie kibica przed ekranem. Troszkę może pasywnie i w pewnym momencie półtorej sekundy do tyłu. Niech to utrzyma. Nie dała rady. Ostatnie skręty to już kompletnie spuchła. Skręt na siłę, by tylko obrócić narty. I ponad cztery sekundy do najlepszej. I tu jest pytanie czego jej brakuje? Techniki skrętu. Góra była, jak u innych. Może nieco się bała szybkości. Ale dół? Może dodatkowe ciężary. Nie wiem, nie jestem trenerem. A może poprostu nie będzie w stanie odpowiednio szybko wykonać ponad sześćdzieciu skrętów. Każdy trwający nieco ponad sekundę. To jest bariera, jak u sprintera. U każdego.
  11. Był czas, gdy na zawodach szybko robiły się gigantyczne dziury - rynny przy tyczkach. Musiało się przejechać przez taką rynnę. Jazda poza rynną nie wchodziła w rachubę. Trasa przejazdu się bardzo wydłużała. Rynna to "mulda". Za nią przed następną tyczką jest górka. To jak przejazd po muldach. Przejazd wymuszony tyczkami. Szybka jazda po muldach to ciąglę trzymanie nart na śniegu. Wszelkie mikroskoki bardzo męczą. Uderzenia nart o śnieg zwalniają nieco ich szybkość. Trzeba wytrzymać kondycyjnie tych kilkadziesiat szybkich skrętów i to w takiej formie, że jeszcze jesteśmy przyspieszyć ich rytm na końcu. Wszysto to powoduje, że startując na takich dziurach pierwsze tyczki przejeżdża się płynnie. Szybkość dopiero narasta i jest taka, że dosyć swobodnie "dociska" się narty do śniegu w rynnie. A górkę miedzy rynnami się kompensuje. Gdy szybkość nart wzrośnie należy robić to samo, tylko szybciej. I tu się okazuje, że ciało staje się nagle "ciężkie". Nie można go zmusić żadną miarą do szybszego wyprostowania nóg w rynnie i szybszego podciągnięcia ich pod tors między tyczkami. Wciaga to! Zabawa jest fajna I robi się kolejne próby. Nadaremnie. Zmęczenie narasta. Ale przyjedzie jakiś człowiek, który po tym śmignie. Nie dość, że śmignie to jeszcze przybliży narty do tyczek. Między tyczką a rynna jest taki malutki skłon. On po tym jedzie. Czy nie podobne zjawiska są na wielkich zawodach. O co tu chodzi? Czy jest jakaś prosta recepta na własny sukces. N.p. taka-porównajmy dwa filmy jego(zawodnika) i nasz. Wyjdą różnice. Gdy będziemy się ściśle na nim wzorować(układ ciała, wyraźne istotne różnice) to pojedziemy równie dobrze jak on. Da się to załatwić szybko? Nie da się, żadną miarą. Różnice polegają na prawidłowym szkoleniu na tysiącach więcej przejechanych kilkometrów. Na dziesiątkąch tysięcy skrętów w najróżniejszych warunkach. I na wyciaganiu wniosku z prawie każdego skrętu. Dlatego uważam, że jak się już przywoicie jezdzi na łatwym gładkim stoku i dobrym śniegu. To należy przestać się zamartwiać drobnymi błędami. Poszukać trudniejszego terenu, większej szybkości, ponieważ moga wyjść takie braki, że się zdziwimy. To jest właściwa droga w przód. Pewna o forma "objeżdżenia, ale z ciagłą własną korekcją. Program na kilkadziesiąt lat. Bardzo przyjemnych lat! Zagronie
  12. Mamy podobne poglądy na narty. I takich pasjonatów jest sporo. Podam przykład na załączonym filmie. Ta pani też jest takim pasjonatem. Teraz jak jedzie, na łatwym bardzo dla niej terenie w Jurgowie, ma 72 lata. Pierwszy raz stanęła na nartach, mając nieco mniej niż pół wieku za sobą. Wciągnęły ją bardzo narty. Dzięki stałemu podnoszeniu poziomów poznała wiele tras trudnych i ciekawych w Polsce i w Alpach. Jeździ bardzo bezpiecznie i jak, na swoje lata, dość szybko. Nie wyobraża sobie zimy bez nart. To troszkę inne spojrzenie na narty, z drugiego końca naszego człowieczego losu. Zagronie JJurg.MOV
  13. Jak ktoś jeździ bezpiecznie dla innych i siebie, to mi jest obojętne jakim stylem to robi. Należy przestrzegać tylko kodeksu narciarskiego na stoku, by był w miarę bezpieczny dla wszystkich narciarzy. Kwestia ciągłego poprawiania swojej techniki, to nieco inne zagadnienie. Nie musi się tego robić. Ale gdy narty są prawdziwą pasją. Gdy nie może się bez nich "żyć". Gdy się żałuje, że zima się już kończy, to jest to "konieczność". Nie znamy przyszłości. Ale jedno jest pewne. Wyższy poziom jazdy, to większa frajda i większe możliwości poznania różnorodnych, ciekawych terenów. Wreszczcie znacznie większa szansa, że narty staną się sportem rekreacyjnym na całe życie. A będac młodym raczej się o tym nie myśli. Stąd osobiście namawiam prawdziwych pasjonatów, by podnosili swój poziom, gdy mają okazję. Naprawdę warto! Może przyjść czas, że się to bardzo doceni. Zagronie
  14. Ładna, przyjemna jazda. Świadcząca o dobrym wyszkoleniu. Nie słuchaj szczegółowych wskazówek kolegów. Wskazówek odnoszących się do takiego stoku, jak na filmie. To zupełnie nie ma żadnego znaczenia, że jest nieco odchylenia do tyłu, że narta jest wysunięta itp. Uczeni będą się kłócić o 5 cm. Wszystko zostanie gwałtownie zweryfikowane na dużo trudniejszym stoku, nierównym śniegu. Muldy, wyślzgania itp. Tam się weryfikuje narciarza. Przewija się temat 'jak jeździć optymalnie". Dobrze jest w pierwszym rzędzie zacząć jeździć na tyczkach, ale do kolan, by nie skupiać się na nieco idiotycznym zajęciu, jak przewracanie tyczek, które tylko zaburza prawidłowy skręt. Tyczki wymuszają skręt. Na takim stoku, jak na filmie, nic nie zmusza narciarza, by skręcił. To bardzo duża różnica między skrętem wymuszonym, nieregularnym, dłuższym, krótszym, Takim nieco drgnięciem kolanami. To jest pierwszy etap. Umożiiwia on wpojenie sobie bardzo szybkich reakcji, na to co oczy postrzegają przed sobą. Jest bardzo mało na narciarzy na stokach, którzy mają takie reakcje. Znakomita większość jeździ bardzo statycznie, mimo że wydaje się im, że dobrze jeżdżą. Narty ich niosą. Dalsze etapy to "wyjść" z takiego gładziutkiego stoku stopniowo na trudniejsze, coraz trudniejsze. Na śniegi zryte, wyślizgane zlodzone. Na muldy, stromiznę, wąski teren. I tam robić filmy i szukać rad. I eliminować błędy. Robią to ciagle instruktorzy. Przynajmniej ci, co mają ambicje być dobrymi narciarzami. Ten proces nie ma końca. Ale to wszystko prowadzi do tego, że na prawie dowolym stoku czujemy się coraz bardziej swobodni. Że sobie poradzimy, że nasza jazda będzie bezpieczna. Że bedziemy jeździć po stokach optymalnie. Tzn. bezpiecznie i z duża frajdą dla siebie. Mimo, że lata będą płynąć... A może nie warto się męczyć. I jeszcze dalej uparcie "eliminować" swoje błędy na gładkim, prostym stoku. Tylko trzeba słuchać jednego najlepiej radzącego. W przeciwnym razie można być nieźle skołowanym co jest ważne, a co mniej. Zagronie
  15. To jest dobra wiadomość. Główny stok będzie nieco mniej obciążony. Śniegu może wystarczy jeszcze na miesiąc, gdy będzie tak jak jest. Czasem chłodniej, czasem cieplej. Jeździ się w zakresie 600-800 m npm. Stok w lesie, mniej więcej pn-wsch, czyli optymalny. Idealny dla slalomistów(śmigających śmigiem). Czyli dla mnie I czego chcieć więcej! Zagronie
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2019
×
×
  • Create New...