Narty - skionline.pl
Jump to content

Zagronie

Registered VIP Users
  • Posts

    305
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    7

Zagronie last won the day on July 27

Zagronie had the most liked content!

About Zagronie

Recent Profile Visitors

The recent visitors block is disabled and is not being shown to other users.

Zagronie's Achievements

Średnio zaawansowany

Średnio zaawansowany (3/6)

853

Reputation

  1. Ostrzegam kolegów i koleżanki jako elektryk. I mający pewne pojęcie o wyładowaniach elektrycznych. Czasem przed burzą, gdy nawet świeci słóńce i nic jeszcze nie pada, powietrze jest niesamowicie naelektryzowane. Wyładowanie może nastąpić w każdej chwili. Szczególnie, gdy się jest w eksponowanym miejscu. Taki przypadek miałem dawno temu na Kozim Wierchu. Świeciło słońce, ale z daleka zbliżały się chmury burzowe. Pierwsze wrażenie silnej elektryzacji powietrza można poczuć na głowie. Naelektryzowane włosy, końcówki włosów(największe natężenie pola eletrycznego jest w pobliżu ostrzy), powoduje, że włosy "stają". Można sobie żartować, że ze strachu. Ale jedyna rada to natychmiast w dół. Ostatnio w Koninkach. Mam na dachu piorunochron. Nie padało, ale burza była tuż tuż. Byłem na zewnątrz. Usłyszałem trzask i momentalny huk. To dowód, że wyładowanie było bardzo bliskie. Dźwięk leci ok. 340 m/s. Stąd widząc błysk(lub bardzo bliski trzask) można sobie oszacować gdzie było wyładowanie. Trzeba sobie zdawać sprawę, że wyładowania są o bardzo różnej "mocy"(ściśle wielkości prądu, który może osiągać wartości dziesiątków tysięcy amperów). Mogą być bardzo słabe, ale zupełnie wystarczające, by uśmiercić człowieka, czy zwierzę. Profesor Szpor. Z Gdańska. Jeden z najlepszych polskich specjalistów od wyładowań, napisał kiedyś małą książeczkę dla turystów. Jak się chronić przed wyładowaniami. W skałach należy absolutnie unikać łańcuchów i lin. Piorun uderzy w mokrą skałę. Popłynie po powierzchni i "ułatwi" sobie drogę przeskakując na metal. Unikać cieków wodnych. W skale szukać miejsc bardziej w "głębi" i suchych. Nie stać, tylko kucać. Nogi bilisko i podłożyć coś pod buty izolacjnego(folia). Szukać suchszych miejsc. Prąd "lubi" wilgoć. Szpor proponował nawet piorunochron dla turystów. Nie będę o tym pisał, ponieważ bez pewnej wiedzy można sobie jeszcze skomplikować bardziej sytuację.
  2. Coś z dawnych bajek. W takim sympatycznym klubie, w którym przy kawie na ulicy Basztowej w Krakowie. Spotykali się turystki i turyści skalni i nie skalni. Ale także początkujący i wspinacze tatrzańscy. A nawet wpadał czasem ktoś z KW(Klubu Wysokogórskiego). Zajmującego nieopodal pokoik na tym samym piętrze. To tyle, jesli chodzi o tło historyczne. Raz kolega, sympatyczny instruktor z KW(nie mylić z innym KW, które zajmowało duży budynek przy Plantach). Nie wykluczone, że mogli się zdarzyć osobnicy, którzy uczestniczyli w życiu obu tych instytucji. Ten kolega na pewno tego nie robił. Zaprzysięgły kawaler, nieco nieśmiały. Ale dziewczyny turystki go lubiały. Wziął je kiedyś w Tatry Słowackie. Wyszły z nim na Wysoką i na kilka jeszcze szczytów. Skąd o tym wiem. Od mojej sympatii a później żony. A jeszcze jedna bajka. Chłop mojej siostry, niezbyt zasobny emeryt pracowniczy i górski, wynajmował się "jako przewodnik " tatrzański. Za kilka stówek w okolicy M Oka można było gdzieś tam się wdrapać. Nawet nosił ze soba parasol, aby przeczekać mały deszczyk na półce skalnej. Osłoniwszy siebie i klientkę. Słowacy wprowadzili obowiązek wzięcia przewodnika na Gerlach. Dlaczego obowiązek? Ano z powodów mertykalnych. Zresztą w pewnym momencie pojawili się w Tatrach skalni przewodnicy. Pomyślałem -skąd taka obfitość? Nie można być przewodnikiem po skałach tarzańskich jeśli osobiście, namacalnie się tych skał nie dotknie. Wrycie sobie topografii Tatr ze szczegółami teoretycznie jest możliwe. A nawet wykonalne. Taki przypadek miałem z kolegą ze studiów. Zrobiliśmy raz wyrypę z Wadowic na Leskowiec, Babią Górę i ze szczytu prawie wieczorem prosto do schroniska na Markowych Szczawinach. Nastepnego dnia do Skomielnej Białej. A w ostatnim do Kalwarii Zebrzydowskiej do pociągu. Jurek miał na imię. Spotkaliśmy się po latach i Jurek do mnie. Może byś to przeglądnął. I wręcza mi coś w rodzaju podręcznika dla studenta(chwilowo zapomniałem nazwy). A u niego proszę! Przewodnik po Tatrach Wysokich. Nie przewodnik tylko ścisły opis dolinek, grani, szczytów. Chodził w miedzyczasie po Tatrach. Nie był wspinaczem. Zachorował na góry skaliste. Taka choroba. Siedzi w domu i pisze. Przepisuje przewodniki taternickie. I ciągle w głowie, w wyobraźni, ma te turnie, przełączki i szczerbinki. Tędy da się wyjść na ten szczyt, czy przełęcz. Z niej w drugą stronę jest ekspozycja.
  3. Ja polecam przewodników z Krakowa. Są znacznie tansi i rozmawiają po polsku. Choć ta pani zna język francuski. Więc nie miała by problemów z dogadaniem się. Przy okazji parę informacji na temat przewodników po masywie Mont Blanc. Nie wszyscy mieszkają w Chamonix. Niektórzy dosyć daleko od tego miejsca. By być przewodnikiem trzeba skończyć kurs. Bardzo obszerny. Ponieważ poza skałami jest także śnieg i lód. Przewodnik alpejski musi posiadać kwalifikacje alpinisty. Niekoniecznie najwyższych lotów. Ale musi być wspinaczem. Skalnym i lodowym. Takich w Krakowie nie brakuje. Pojawili się razem ze zmianami w naszym kraju "nowi" przewodnicy. Dawniej tatrzański przewodnik, który jechał z wycieczką do Morskiego Oka to opowiadał, o kozicach i świstakach. Przewodnik na serio powinien taki być jak francuski. Zabrać klienta na lekką wspinaczkę. I kto może być takim tarzańskim przewodnikiem. Jedynie ktoś, kto się wspina w Tatrach. Lub się wspinał. Taternicy pełnią rolę przewodników. W takim przewodnictwie ważne jest bezpieczeństwo klienta i swoje. A nie bajeczki o górach. Chociaż ciekawych historii miło jest posłuchać, w czasie wspólnej eskapady z panem przewodnikiem.
  4. Ładne zdjęcia „marboru” z wycieczki na Jagnięcy Szczyt sprowokowały mnie do napisania postu o turystyce w górach skalistych. Kiedyś taka turystyka nazywana była „kwalifikowaną”. Rozumiano przez to chodzenie poza oznakowanymi szlakami. W Tatrach taka metoda zwiedzania gór jest niemożliwa, ze względu na przepisy. Natomiast nie było trudności, by to czynić w Rile, czy Pirynie. Lub w byłej Jugosławii(Alpy Julijskie). Jeśli się weźmie pod uwagę Alpy, to możliwości tu są nieskończone. Oberwuję teraz taki masowy ruch. Gwałtowny pęd, by wszystko zwiedzić. Zrobić transmisję, selfi w każdym prawie miejscu. Większa część z tego jest po to, by się „pokazać” na jakimś portalu. Jednak część z tych ludzi to prawdziwi miłośnicy gór, przyrody. Szukający niezapomnianych widoków. Przeżyć estetycznych. Takie osoby góry wciągają. Mnie też kiedyś wciągnęły góry skaliste. Podkreślam „góry skaliste”. Dlatego, że jest ogromna różnica w chodzeniu w górach typu alpejskiego. Gdzie są „ostre” szczyty i granie. Szerokie i wysokie „ściany” skalne. Nie zawsze(a raczej rzadziej) to jest typowa skalna ściana o dużym nachyleniu. Choć tak wygląda z daleka. Częściej jest to zbocze o nachyleniu kilkudziesiąt stopni i nieco więcej. Z płasienkami trawiastymi. Na którymi wznoszą się skały o wysokości kilkadziesiąt, czy więcej metrów. W wyższych górach takie „zbocza” pokryte są śniegiem, czy lodem. To są góry, ze swoim szybko zmieniającym się klimatem. To jest teren do indywidualnej penetracji. Do przeżyć i zdobywania doświadczeń. To teren dla turysty skalnego. Dla turysty, który nie chce się wspinać po stromych i groźnych skalnych ścianach. Nie chce pokonywać barier na lodowcach. Ale dlaczego nie zrobić sobie wycieczki, łagodnie wznoszącym się lodowcem, czy polem firnowym na ładny szczyt w Alpach A może w wyższych górach. Ocywiście nie ma problemu by sobie zrobić taki wypad. Jest dużo możliwości takich wyjazdów. Wykwalifikowani przewodnicy. Dostarczony sprzęt. Wszystko załatwione, z wyjątkiem wydolności własnego organizmu, czy odporności na stresy. Ale taka „wycieczka” to coś innego niż własna wyprawa. Na własną odpowiedzialność. Ta pozostawia o wiele silniejsze przeżycia. I dostarcza znacznie więcej doświadczenia. Mamy z żona znajomą panią. W wieku lat czterdzieści kilka. Narciarka. Ale też zachorowała na góry skaliste. Zaczęło się to objawiać częstymi wyjazdami w nasze Tatry Wysokie. Zaliczanie fragmentów „Orlej Perci”. Częstych filmów ze Szpiglasowego Wierchu. Czy nawet zaliczenie Lodowego Szczytu. Tu miała jakiegoś towarzysza z liną i asekuracją na „Koniu”. Robi z przyjaciółmi wycieczki na noc na Kasprowy, czy wschód słońca na Giewońcie. Marzy o wyjściu na Mont Blanc w towarzystwie przewodników, dostarczonych przez biuro z Krakowa. Zachorowała na góry skaliste. Ta choroba będzie się pogłębiać. Wysokość szczytów może rosnąć. Góry będą coraz coraz większe. Ale jest jeden szkopuł. To co robi teraz, to pewien chaos. Przypadkowo zdobywa doświadczenie. Od przypadkowych ludzi. Mając na względzie własne bezpieczeńtwo powinna sprawy uporządkować. Na szczęście dowiaduję się od żony, że zapisała się na kurs skałkowy. To jest właściwa droga w góry skaliste. Tu nie chodzi o sport. Chociaż dlaczego nie spróbować ścianek wspinaczkowych. Pełne bezpieczeństwo, przy asekuracji „na wędkę”(fajny żargon). A jaka wspaniała gimnastyka. Co! Babcia nie wkosi tej ścianki? Czy w górach skalistych muszą być wszędzie znaki, łańcuchy, liny, by się w nich bezpiecznie poruszać. Nie muszą. I w większości ich nie ma. Aczkolwiek są nieraz bardzo przydatne, czy wręcz konieczne(te metalowe elementy), dla bezpieczeństwa. Jak się poruszać po górach? Trzeba je poznać topograficznie. Ich zmienny klimat. Nieco informacji z meteo też jest przydatne. Wchodząc w góry potrzebny jest „przewodnik”. Coś, co nas będzie prowadziło. Pierwszym przewodnikiem jest wiedza z papierowego przewodnika, w których stosuje się pewien żargon, do opanowania. Na miejscu znajdziemy dużo informacji jak się poruszać. Bardzo przydatne w terenie są tzw. kopczyki. Kupki kamieni w kształcie małego kopca. Czasem jest to pojedyńczy kamień, który ma mniejszy na sobie. Odzież, sprzęt biwakowy, czy sprzęt zwiększający bezpieczeństwo(uprzęże, liny, raki, czekany itd.) jest teraz we wszelkiej obfitości. Do tego„Red Bull”, który dodaje skrzydeł. Nie opowiadam bajek. Byliśmy swego czasu z żoną w schronisku(2221 m) pod szczytem Hochalmspitze w Austrii(3360 m). Z tego schroniska można dość łatwo turystycznie wyjść na ten szczyt. W schronisku były grupki starszych Austriaków. Kobiety i mężczyźni. Wyposażeni w liny, czekany. To nie byli wspinacze. To byli turyści. Przysłuchiwałem się ich rozmowom. Opowiadali sobie o swoich wypadach. Pokazując „dzienniki” działalności. Piękna pasja.
  5. Wejście na Jastrzębią Turnię, turystyczne jest łatwe. Pomijając fakt, że tego nie wolno robić, ponieważ poza szlakiem. Od ścieszki na Jagnięcy Szczyt skręca się w lewo, celując w małą przełączkę w grani poza szczytem. Który jest dość płaski. Taternicko od czoła, od Zielonego Stawu jest też nie za trudno. Natomiast piękne płyty, chyba na tym zdjęciu wyżej, to poważne wyzwanie. Tak marginesie, gdyby można było chodzić turystycznie poza szlakami w Tatrach, to dróg jest cała masa, wielokrotnie większa niż znakowanych szlaków. Praktycznie wszystkie drogi opisane do "nieco trudnych", np. w doskonałym przewodniku taternickim "Tatry Wysokie" _W H Paryski są dostępne. Pod warunkiem, że nie są zbyt eksponowane. Wymaga to jednak doskonałej orientacji w terenie. Wyczuwaniu skalistego terenu, by się nie "zapchać" w sytuację bez wyjścia. No i pewnej wprawy we wspinaniu się na skale. Raj dla miłośnika takich wędrówek jest za to w Alpach. Gdzie można się dodatkowo wyżyć na Via Ferratach. Posiadając odpowiedni sprzęt. Obserwuję dość ciekawe zjawisko. Pęd do takich wędrówek. Nieraz z przypadkowymi ludźmi. Których pochłonęły takie wędrówki po skałach. Jakieś takie "uczenie" się na szlaku. Zdobywanie dość przypadkowych doświadczeń od przypadkowych ludzi. Mamy nawet taką znajomą panią. Traktując sprawę poważnie, należałoby przejść jakieś poważniejsze szkolenie. Jak choćby kursy skałkowe organizowane przez kluby alpinistyczne. Nie musi się być aktywnym wspinaczem. Ale "wędrówka" po skałach to jest zupełnie coś innego, niż w Beskidach.
  6. Sprzedam dwa śpiwory alpinistyczne. Uszyte przez Panią Momatiukową z Katowic na wyprawę w Hindukusz Wysoki w 1973 r. Momatiukowa, żona znanego alpinisty, szyła wtedy odzież puchową dla wielu wypraw w góry wysokie. Spiwór zawiera 1,4 kg puchu gęsiego. Pokrycie stylonem. Który ma trzy warstwy, tworząc komory z ciągłą warstwą puchu. Stylon jest w dalszym ciągu mocny. Jeden ma niewielkie uszkodzenia przy głowie(zdjęcie). Śpiwory wymagają fachowego wyczyszczenia i wymiany zamków. Waga śpiwora z pokrowcem poniżej 2 kg(ok. 1,8 kg). Są doskonałe na zaawansowaną turystykę zimową, skituring z biwakami w namiocie, jamie śnieżnej itp. Oferty na priv. Zagronie
  7. Masz jakąś swoją wizję rozwiniętego świata? Takiego rozwiniętego, idealnego, że nic już nie trzeba będzie poprawiać. Pytam z czystej ciekawości. Osobiście nie mam szans na skorzystanie z tych dobrodziejstw. A tak przy okazji, to z dawnych cywilizacji został tylko "beton"(kamienie). Staraj się zrozumieć mój post. Powodzenia.
  8. To byłby świetny(bo był) stok treningowy dla klubów Zakopanem. Stok wyłącznie dla zawodników. Ewentualnie, gdyby były dziury, to szersza publika mogłaby się tu sprawdzić. Ale potrzebny jest nowy wyciąg, naśnieżanie, oświetlenie. Wszystko o samej góry. Całkiem nowa infrastruktura. Park by chyba się nie upierał przy tym śnieżeniu. To nie Kasprowy. Tam jest problem. Ponieważ te nasze Tatry to kompletna malizna. Którą dziecinnie łatwo jest zadeptać. Szkoda go dla szeregowych Zjeżdżaczy. Nie wychowa się zawodników, jeśli nie ma na czym jeździć. Właśnie Nosal był taka szkołą dla Bachledy, Derezińskiego, Tlałek. Te słynne Alpy były później, gdy jako zawodnicy tam jeździli. Basen trzeba mieć w każdej chwili dostępnym, by zostać mistrzem. Ale dla maluchów ze szkoły na Bystrem to tylko Nosal. A miałem okazję obserwować takie grupy po dwadzieścia dzieci z trenerem. To Nosal był dla nich szkołą jazdy. Szkołą dla panowania nad nartami na tym stromym stoku. Szkołą dla przejazdów przez tyczki. Wszystko pod nosem. Śnieg tu trzymał się od wczesnej zimy. Stok północny. Do marca. A teraz po nowoczesnym śnieżeniu, to nawet pięć miesięcy by się wykroiło. To nie dla amatorów. Zaraz znajdą się tacy, co powiedzą, co to jest Nosal? Zrobi facet parę zakrętów na górze. I potem puści się szusem w dół. Bo jest "cool". A pod Nosalem mogłyby sobie być łączki. Z których młode młode latorośle podziwiałyby, jak nieco wyżej jeździ się na nartach.
  9. Bargiel to mój idol. Przede wszystkim ma wyjątkowy organizm. To, że się zdeawulowało chodzenie po ośmiotysiecznikach. To nie znaczy, że każdy może sobie tam wejść, nawt z tlenem. Pamiętam jak koledzy mówili o jednym z nich. Rysiu się źle aklimatyzuje i ma trudności, by przekroczyć siedem kilometrów. Rysiu był kilka razy w Hindukuszu Wysokim. I swego czasu bd wspinacz w Dolomitach. Bargiel jest odważny, ale nie wariat. Świetnie się aklimatyzuje. Ma wyjątkową kondycję. Ten zjazd z K2 to kapitalna rzecz. Trudna do powtórzenia. Wyszedł z obozu na 7300 m. Osiągnął samotnie szczyt. I po tym jechał sobie(tu było jeszcze "płasko", obok "napakowanych" gości wydzierających sobie płuca w drodze na górę. Jest skromny chłopak. Gdyby był złośliwy to by powiedział-koledzy, narty to coś fajnego. Szybko jesteście z powrotem w bazie. Teraz się trochę nudzi. Kukuczka i wielu innych się "nudziło". Życie rodzinne. Kariera zawodowa. Remont zamku, u Messnera. Nie mogą się oderwać od gór. Ciągłe ekstremalne wyzwania. Ale życzę mu bardzo by przeżył ten "trudny" okres. Będzie co miał opowiadać wnukom.
  10. Nie bądź taki dokładny. Forum to nie środowisko naukowców, dyskutujących o jakimś szczegółowym problemie. Tu mi chodziło o pokazanie różnicy, "klasy". Gra chłopak w A-klasie, przy okazji jest strażakiem we wsi. Gra, wie co to jest kopanka. Czasem może się trafić, że w Pucharze Polski zawitała na ich stadion pierwszoligówka. I udało im się strzelić bramkę. Sam jest strasznym kibicem piłki. Podziwia Messiego i innych. Wiesz o co mi chodzi?
  11. Czasem to jest tak. Kolega się na czymś zna i ja też się na tym znam. Ale obu nam jest daleko jest do wierchuszki w tej dziedzinie. Staram się zawsze pisać o sobie. Czasem nie zbyt jasno. O własnych doświadczeniach. Wiedząc, że mi było bardzo daleko do tych wybitnych. Czy najwybitniejszych. I że ci najwybitniejsi robili i robią zawsze różne cuda. Stawiając poprzeczkę bardzo wysoko. Na forum mamy przecież, jeśli chodzi o narty zawodników co najwyżej A-klasowych. Chociaż tabela klasyfikacyjna się sięga niebotycznie wysoko(10). Nawet szeregowi profesjonaliści na takich forach nie dyskutują. Więc jeśli chodzi o rady dla zjeżdzających po stromiznach należy je dawać dla A-klasy lub nieco wyżej. Natomiast przytaczanie rad z Internetu, na przykładzie najlepszych, ale nielicznych, z tego świata jest dużą przesadą. Przed chwilą widziałem film o zjeżdzie Bargiela ze szczytu Laila. Bardzo ciekawa górka. J jednej strony prawie pionowa, wysoka skała, bez grama śniegu. A drugiej długi śnieżny stok. Bargiel ma organizm. Zapychał po tym stoku do góry, jak mały samochodzik. I pod samym szczytem wkręcił śrubę w lód. Założył cieniutkę linkę podwójnie. Wystarczyła cieniutka, ponieważ w razie tego słynnego poślizgniecia się siły działające na nią były niewielkie. Coś mu się ślizgało po tej lince, do czego był przyczepiony poprzez uprząż. Piszę coś, ponieważ z praktyki znam tylko węzeł Prusika. Którego na takiej lince nie da się założyć, ponieważ musi być co najmniej dwukrotna różnica średnic. Im większa tym jest bardziej skuteczny. Potem dotarłszy do śniegu, który trzymał krawędzie nart. Zgrabnie ścignął asekurację. Jak zjazdowiec linę. Ale śruba została u góry. I był tam lód. Niżej był lód, tylko pod grubą warstwą firnu. Może coś tam pokręciłem, ponieważ tylko rzuciłem okiem na ten film. Ale nie będę dalej dyskutował. Jadę do Koninek sprawdzić jako inspektor nadzoru budowlanego postęp przy lunetach.
  12. Nie znam się na nowoczesnych metodach asekuracji i "lotów" przy pomocy dwóch czekanów itp. Są zapewne różni cyrkowcy skalni, lodowi. Nie przeczę. Śruby lodowe dobrze trzymają w lodzie. I ten lód musi być. Lód, a nie zamrznięty śnieg. Obciążona śruba się wyrwie. To fizyka ze szkoły podstwowej(przecinanie bloczka lodowego obciażonym drutem). Asekuracja liną musi być od góry. Wkręcenie śruby, założenie do niej liny(podwójnej, by ją ściągnąć z dołu, jak po zjeździe) to stracenie śruby. Ja wkręcałem śrubę w lód. Nie łaziłem po lodospadach. Ale potrafię odróżnić fantazję, od rzeczywistości. Nie piszę też ściągając z sieci, co bardziej intrygujące kawałki. Nie jestem też specjalistą od internetowych zjazdów po stromiznach. Nie zawsze się też zjeżdża droga podejścia. Pisz o sobie, co zrobiłeś. Może mój szacunek do Ciebie wzrośnie. Pozdrawiam i życzę miłych i bezpiecznych przeżyć w górach. Zagronie
  13. No tak. Już Zaruski zjeżdżał z Kościelca. Asekurowany liną przez partnera. Ale to jest co innego. Asekuracja liną daje jakieś poczucie bezpieczeństwa. Na ile skuteczne, to inna sprawa. Zjazd bez takiego zabezpieczenia. Jest zdjęcie Konopki w czasie zjazdu na północ ze Świnicy. Oprócz długich kijków miał krótki czekan. Zawsze jakaś szansa zatrzmymania ześlizgiwania się. Ale tylko szansa. Nie pewność.
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2021
×
×
  • Create New...