Po obejrzeniu ostatnich filmów, oraz jazd na stoku postanowiłem Wam zwrócić uwagę na pewien, chyba mocno niedoceniany element, czyli znaczenie pracy kolan podczas jazdy.
Większość z nas wykorzystuje wyjście biodrem w skręcie w celu pogłębienia krawędziowania. W mniejszym lub większym przysiadzie, biodro jest wypychane do środka skrętu, a kolana (równolegle do siebie!) śledzą ruch bioder. Patrząc z przodu nogi wydają się proste i równoległe.
Zróbcie teraz takie doświadczenie (w domu obok biurka). Stańcie, wykonajcie częściowy przysiad poprzez wypchnięcie kolan do przodu (jak byście zamierzali uklęknąć). Nie podpierając się rękoma, wypchnijcie oba kolana w bok (nadal utrzymując równowagę). Zobaczcie ile swobody ruchu kolanami na boki macie w tej pozycji oraz jak przenosicie ciężar z jednego boku stopy na drugi. Jeśli wyprostujecie nogi taka możliwość znika.
Podczas zmiany krawędzi narty (atakując samym biodrem) nową krawędź łapiemy dopiero, kiedy pokonamy bezwładność i przeniesiemy cały ciężar na drugą stronę. Mając dobrze wypchnięte do przodu kolana, możemy ten moment przyśpieszyć, wkładając je do wewnątrz skrętu. Kontynuując ten ruch dalej (wciskając nadal kolana do środka skrętu) można znacząco zacieśnić łuk, tym mocniej im silniej jednocześnie poprzez te kolana dociśniemy dzioby narty. Prowadzimy więc nacisk piszczelami nie tylko na języki ale i do wewnątrz skrętu.
Ruch ten można też poćwiczyć na płaskim odcinku. Mocno usiąść na językach i jadąc praktycznie na wprost samymi kolanami zmieniać krawędzie nart.
Kurcze, Boncza, teraz to mi dopiero wyszedł wykład :eek: