Skoro już otworzyłem tą puszkę Pandory to drobne sprostowanie,a potem kontynuacja.
Zacznę od tytułu.Jak dla mnie jest ok.Narciarz turystyczny(nie rekreacyjny,bo takim to zawsze byłem) to dla mnie taki,który podczas zjazdu na dól ma czas podziwiać okoliczności przyrody:D, jedzie z prawej na lewą wystarczająco długo,żeby zapomnieć w która stronę ostatnio skręcał, itp...
I takie narty nie specjalnie mnie interesują.Szczerze mówiąc jeszcze nie wiem na co będę mógł sobie pozwolić zimą,ale na pewno będzie to zupełnie coś innego niż dotychczas.A może np. absolwenci AM specjalizacja neurochirurgia powiedzą(podobno już powiedzieli) na razie nie tniemy,ale z nart rezygnujemy(tego jeszcze nie powiedzieli).Zakładając ten wątek byłem krótko po rezonansie(piątek) a w niedzielę ''poszedłem'' do pracy:D.Ale ostatnie dwa miesiące nie należały do moich ulubionych.Bez farmakologii to nie bardzo.Za przeproszeniem podtarcie dupy bez "lekarstwa" urasta do wejścia na Mount Everest.
Urazu psychicznego póki co nie mam(no chyba,że do srania:D).
Kiedyś "lekarstwa" były tylko przed nartami.Dzisiaj są zamiast pacierza.Ale żeby nie przynudzać,wracam do meritum.
Narciarstwo turystyczne- zaczynam dostrzegać jego zalety.Np. zanim dotoczę się na dól,bockiem po jałowcu,mój syn będzie kończył trzeci przejazd. Będzie czas na obserwację czy stosuje się do zaleceń(spokojnie,nie moich,od tego są lepsi ode mnie).Po za tym bardziej optymistycznie patrzę na wszystko dzięki Marcinowi i Jarkowi(duży szacun za to,że po takich przeżyciach wrócił do swojej jazdy,mimo,że było to wynikiem wypadku a nie zmęczenia materiału).Nie wiem czy sam bym był to zrobił.No dobra,nie będę mu tu "cukrował" bo pomyśli,że jest taki zajebisty:D, nie wiem,czy zrobił bym to tak szybko.
Po za tym może okazać się,że na WZW będę nie zastąpiony.Przecież ktoś powinien Mysiauka przy garach kontrolować.A moje standardy higieny kuchennej są bardzo wysokie:D
Ps.Dlatego rady Mitka o ustalaniu i przekraczani granic uważam,za mało merytoryczne w temacie narciarstwa turystycznego.