Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 07.08.2015 w Odpowiedzi
-
Ministerstwo Środowiska chce zmienić przepisy dotyczące budowy tras narciarskich. Przeciwni temu są jednak ekolodzy - pisze "Puls Biznesu". ak czytamy w gazecie, resort chce, by inwestorzy nie musieli występować o decyzje środowiskowe na obszarach chronionych, jeśli inwestycja będzie realizowana na terenie mniejszym niż 10 hektarów. Poza parkami ma to być 15 hektarów. Zdaniem Ministerstwa Środowiska "rozwiązania te przyczynią się do rozwoju turystyki w Polsce". Zmianie prawa sprzeciwia się Stowarzyszenie Pracownia na Rzecz Wszystkich Istot. Jego prezes, Radosław Ślusarczyk, przekonuje, że w bilansie korzyści i strat bierze się pod uwagę tylko rachunek ekonomiczny biznesu związanego z narciarstwem. "Resort zdaje się nie dostrzegać, że degradacja przyrody to ogromne koszty środowiskowe, w tym koszty społeczne" - mówi Ślusarczyk.3 punkty
-
2 punkty
-
Ja - podobnie jak Gregor - całe szczęście nie mam doświadczenia w tego typu przypadkach (ja tylko skromnie zerwany ACL) i nie odpowiem na Twoje pytanie, ale z całego serca życzę Ci szybkiego powrotu na śnieg, w co szczerze wierzę :smile:1 punkt
-
Do żródeł Odry :-)Tytuł nieco mylący..... miała byc wycieczka do żródeł Odry (bedzie, mam nadzieję, jeszcze w tym roku) ale to prawie 80 km dojazdówki w jedną stronę, zanim jeszcze zaczną się góry .... A że pechowo samochód stał w poprzedni w weekend w warsztacie musiałem nieco się ograniczyć. Wybór padł na polsko-czeski odcinek graniczny Odry (jest taki na dł. kilku km.,...). Wiec w jakims sensie też początek Odry.... W dodatku stanowi on unikalną ciekawostkę przyrodniczą, samą w sobie wartą odwiedzenia:https://www.google.pl/search?q=meandry+odry&tbm=isch&tbo=u&source=univ&sa=X&ved=0CDYQsARqFQoTCPb93aKx-8YCFYqNLAodQ0AK-w&biw=1152&bih=708Wyjazd nieco późno bo prawie w południe..... Z Rybnika przez pola, laski.... nieco nieasfaltowych dróżek jeszcze pozostało...... Przez Turzę Śl.... Gorzyce Po drodze widoki na Beskidy.... (i elektrownię w Detmarovicach) do Chałupek (na fotce hotel Zamek) Z pewną nostalgią patrzę na dawne przejście graniczne i most na Odrze - wiele wspomnień - głownie z kolejek, podniesionej adrenaliny, i licznych upokorzeń w starciu z celnikami..... młodsi może nie docenią, ale układ Schengen to wielka rzecz.... :-)Wtepuje na chwilę do czeskiego Bohumina- centrum rozkopane - wiele się dzieję ale na razie mało przyjaźnie dla turysty rowerowego.Wracam na scieżkę - "meandry Odry". Scieżka - 'nówka sztuka', z betonową nawierzchnią miejscami odpoczynkowymi w co ciekawszych miejscach.... Nie warto spieszyć sie...., zakola, starorzecza, odcięte jeziorka, urwiste skarpy ,, kamieniste łachy,,,,, cały repertuar dzikiej rzeki... Woda niezbyt krystaliczna, ale i tak o niebo lepsza niz kilkanaście lat temu.... Wtedy sąsiedzi z południa stosowali coś w rodzaju 'filozofii spłuczki' = niech martwi ten nizej..... :-) Na szczęście to już historia, jednak Odra przekracza granice po przepłynięciu przez najwiekszy w CZ okręg przemysłowy.... jeszcze wiele tam do zrobienia. Trasa wiedzie prawie cały czas odrzańskimi wałami lub bliskimi polnymi scieżkami....Prawie do Kuźni Raciborskiej.... Na początkowym odcinku ktoś chyba zrobił na złośc rowerzystom i wyłozył wały odrzańskie płytami otworowymi..... długo jeszcze mi drgały ręce.... :-). Zagladam na polderu Buków, Nieboczów i stawów w Wielikacie (rezerwat przyrody..), stawów w okolicy Raciborza....Przy okazji podziwiam ogromny suchy jaz przewidziany na wypadek nadmiaru wody w rzece- to upust na tereny polderowe... Po drodze kolejna ciekawostka tego dnia - wieś Lubomia i poteżne grodzisko (pozostałosci) sprzed mniej wiecej 1100lat.... aż się nie chce wierzyć, że umocnienia grodu wytrzymały tyle lat....https://pl.wikipedia.org/wiki/Lubomia_%28grodzisko%29Stąd widok na dolinę Odry i Bramę Morawską... czyli miejsce od zawsze strategiczne.... góry na horyzoncie, - to juz Sudety.... Wieczorem wracam do domu- tu juz 'standardowe' widoczki.... ;-) ale i takie..... Razem ok 110 km w wiekszości asfaltowej lub szutrowej nawierzchni.... coraz trudniej znaleźć w okolicy gruntówki prowadzące w sensownym kierunku....1 punkt
-
Królewskie Źródła. Cz.2 Tłumaczę, że nie zawsze cel podróży jest ważny... ...czasami droga, przygoda jest kluczem przygody :biggrin: Zaczynamy teraz zwiedzać główną atrakcję tego miejsca, czyli ścieżkę przyrodniczą nad rzeką Zagożdżonką. Prawie cała, to bardzo zadbany drewniany pomost. Zaczyna się Grzesiowi z Korbielowa podobać. Zieleń i przyroda tego miejsca przypomina mu Tolkienowskie klimaty ojczyzny Hobbitów. Humory dopisują! Tutaj podobno Bilbo Baggins palił, leżąc pod drzewem, swoją fajkę. Podążamy dalej. Kładka zbliża się do rzeczki... ...czystość wody, miejsca jest zachwycająca. Docieramy do mostku, gdzie opuszczamy kładkę, po której idąc z rowerami trochę przeszkadzamy pieszym. Jeszcze mały tarasik widokowy na dolinę Zagożdżonki... Stąd taki oto widok: ...i powoli opuszczamy Królewskie Źródła oraz dolinę rzeki Zagożdżonki. Kolejna super wycieczka zaliczona. Kolejna stówka - tym razem z Paulą, zaliczona. A dla Gregora, to po kontuzji kolana, najdłuższy dystans na rowerze w tym roku - 70 km. Jak widać, warto na rehabilitację udać się w mazowieckie hahaha Gratulacje! Pozdrawiam marboru1 punkt
-
Królewskie Źródła. Cz.1 Koniec urlopu, po plażingu, nurowaniu i takich tam postanowiliśmy spędzić na rowerach. Udało się na szybko zmontować długo już planowaną, kolejną wycieczkę po Puszczy Kozienickiej pt "Królewskie Źródła". Ekipę tym razem utworzyły trzy rowery Authora (broń Boże, to nie reklama), to jedynie Gregor zakupił nowy sprzęcik i po moim oraz mojej drugiej połowy - to wśród znajomych trzecia osoba jeżdżąca tą marką. Po Tour de Radom, to kolejna trasa z zasięgiem nieco ponad 100 km. Szlak w 80% wiódł znanymi nam ścieżkami, drogami, które w niniejszym wątku były już przedstawione. Skupię się więc na głównym celu wyprawy i miejscach "po raz pierwszy" rowerem. "Królewskie Źródła", to perła w koronie Kozienickiego Parku Krajobrazowego. Tuż po zjeździe w drogę leśną z trasy Radom - Kozienice znajduje się miejsce pamięci. 3,5 km i jesteśmy na początku szlaku na źródła, a w zasadzie źródło. Przed brama pierwszy jest Grzesiek. Tuż za wejściem znajdują się świetnie przygotowane i ogólnie dostępne miejsca grillowe, ogniskowe. Piękne, drewniane stoły, ławki a wszystko zadaszone i zadbane - brawo gospodarz terenu, tutejsze Nadleśnictwo! Tuż za bramą mała wtopa, bo zamiast wejść na szlak pieszy i chwilę podprowadzić rowery, skręcamy na zielony szlak rowerowy, który prowadzi na drugi koniec Puszczy. W porę na szczęście orientuje się w terenie nasz Góral i wyprowadza nas z przysłowiowego pola... :biggrin: Do źródła, z którego pił wg legendy Król Władysław Jagiełło docieramy od strony lasu. Do wody dostajemy się schodząc po zadbanych schodkach. Krystalicznie czysta i super smaczna znajduje się również pod zadaszoną i zadbaną budką. Oczywiście pijemy spragnieni w ten ciepły dzień, uzupełniamy bidon. Gregory widzi to, nasze mazowieckie "cudo" i jest trochę rozczarowany - oczekiwał czegoś większego :eek: Może wodospadu hahaha?1 punkt
-
Klimczok-Skrzyczne za jednym zamachem cz.3 Przejazd na Malinowską niestety nie trwa zbyt długo, a szkoda! Końcówkę trzeba podprowadzić ale wszystko wynagradzają widoczki! Jadę dalej, docieram do kolejnej szutrówki, tej która prowadzi z Białego Krzyża na Przysłop pod Baranią. Jadę sobie spokojnie, raz trochę z górki, raz trochę pod górkę aż docieram do skrzyżowania i żółtego szlaku który zaprowadzi mnie na Cieńków i dalej na skocznie Adama. Zjazd bardzo przyjemny, łatwy technicznie, jest równo i szeroko. Cały przejazd z Skrzycznego do centrum Wisły zajął mi jakieś 1,5 godzinki naprawdę fajnej jazdy. Z Wisły w kierunku BB jadę już standardowo, czyli Ustroń, Górki, Jaworze. Robi się naprawdę gorąco i żałuję że jeszcze szybciej nie wyjechałem! Ale nic, kręcę sobie spokojnie. Ogólnie cała trasa wymagająca kondycyjnie, ale bez jakiś większych trudności technicznych, oczywiście można wybrać inne warianty i może być ciekawiej np. zjazd czerwonym do Buczkowic ze Skrzycznego! Ale ja ostatnio trochę powalczyłem na trasach DH z Koziej i Cybernioka więc dziś te łatwiejsze zjazdy bardzo mi odpowiadały. Serdecznie pozdrawiam Maciek1 punkt
-
Klimczok-Skrzyczne za jednym zamachem cz.2 Zjazd jaki obrałem nie jest trudny technicznie, do samego Szczyrku mamy piękną, szeroką szutrówkę, można szybko cisnąć. Docieram więc do centrum i dalej w górę Szczyrku, mijam COS i skręt na Czyrną. Zastanawiałem się jeszcze po drodze jaki wariant podjazdu wybrać na główny dziś cel czyli Skrzyczne. Zdecydowałem się na wariant krótszy ale nieco bardziej wymagający czyli przez Młaki i Halę Skrzyczeńską. Po drodze krótka przerwa na hali... Teraz czeka mnie jeszcze kawałek, a i widoczki coraz lepsze.... Po 67 minutach od Salmopolskiej, czyli koło godziny 9:00 docieram na szczyt Skrzycznego! Na górze o tej porze, cisza, spokój, nie ma jeszcze turystów więc spokojnie mogłem zająć miejsce na tarasie i skonsumować co nieco... Czas upływa a ja dalej w drogę czyli bardzo przyjemny przejazd przez Małe Skrzyczne w kierunku Malinowskiej Skały. Jedzie się fantastycznie....1 punkt
-
Klimczok-Skrzyczne za jednym zamachem cz.1 Witam. Dzisiaj zrobiłem dość konkretną trasę, wyszło około 85 km i 2000 przewyższeń. Czasowo ponad 6 godzin kręcenia. Jak w tytule zaliczyłem dwie fajne górki. Planując dzisiejszy wypad wiedziałem, że muszę wcześnie wyjechać. Budzik więc nastawiłem na 4:45. Oj, ciężko było wstać, popatrzyłem tylko co za oknem i do roboty. Start z domu 5:50, pogoda fajna, czyli nie ma słońca, temperatura idealna. Obieram kierunek Dębowiec, gdzie jestem już po 20 minutach. Oczywiście pusto na drodze jak i szlaku. Dalej w górę spokojnym tempem na Szyndzielnię. Po drodze spotkałem jednego faceta, to śmialiśmy się że chyba mamy problemy ze snem...Przed szczytem minął mnie jeszcze jakiś jeden biegacz...Pogoda robi się coraz lepsza, wychodzi w słońce i kieruję się na szczyt Klimczoka. Koło godziny 7:00 melduję się na szczycie, robię parę fotek. Po krótkiej przerwie jadę w dół w kierunku schroniska i dalej do Szczyrku szutrówką. Podziwiam jeszcze widoczki na Skrzyczne i na inwestycję w Szczyrku Biłej....1 punkt
-
Dojechaliśmy do zapory w Dębe: Koniec Zalewu Zegrzyńskiego:W Dębe zjedliśmy sklepowy obiad - kajzerka z kiełbasą, jagodzianka i puszka fanty Z Dębe jedziemy do ronda z DK 62. Stamtąd prosto i, żeby uciec z drogi wojewódzkiej, skręciliśmy w lewo na wieś. Po drodze minęliśmy sporo sadów owocowych - jabłkowych, śliwkowych, wiśniowych i gruszkowych.[ATTACH]23269[/ATTACH]Po przejechaniu kilku polnych dróg dojechaliśmy do Nuny - typowej wsi "ulicówki". Jest w niej jeden sklep, kościół i Ochotnicza Straż Pożarna. Przez całą Nunę droga jest idealnie prosta.Po przejechaniu Nuny skręciliśmy w lewo i dojechaliśmy do polnego jeziorka.I gdzie tu jechać?Złociste żyto, które już za kilka dni pójdzie pod heder kombajnu.Polną drogą dojechaliśmy do Psucina.[ATTACH]23268[/ATTACH]Stamtąd przez Pieńki Psuckie, tunel pod tunel pod torami i Toruń Dworski, wróciliśmy do domu.1 punkt
-
Okolice NarwiiW poniedziałek wreszcie trochę pojeździłem - 60km po mazowieckich drogach i wale nad Narwią. Wyjechaliśmy o 10:20 (póki co nie biorę przykładu z johnnego :wink:) z Torunia Włościańskiego, gdzie mieszkaliśmy. Przez polne drogi dojechaliśmy do Jerozolimki, a potem do Goławic. Stamtąd chcieliśmy się przedostać drewnianą kładką na drugą stronę Wkry, ale skręciliśmy w nieodpowiednią drogę, która skończyła się tak:Obok były jakieś opuszczone domy, a na drodze wystawały krawężniki i małe betonowe płyty.W końcu wyjechaliśmy na dobrą drogę, która prowadziła wprost do kładki. Przy Wkrze stał stary opuszczony budynek z czerwonej cegły, dom to raczej nie był.Przez kładkę przechaliśmy do Kosewka. Stamtąd pojechaliśmy na południowy wschód do Pomiechówka. Po przejechaniu przez tory kolejowe skręciliśmy w prawo w kierunku Modlina. Przez Narew przejechaliśmy takim dwupoziomowym pieszo-drogowo-kolejowym mostem.Po zjechaniu z mostu, zeszliśmy na plażę, z której rozpościerał się widok na Twierdzę Modlin i Narew, która za 2-3km łączy się z Wisłą. Chcieliśmy zwiedzić Spichlerz Kazimierza Wielkiego, ale niestety został sprzedany i za rok-dwa ma powstać tam hotel.Wracając z powrotem na naszą trasę, trzeba było pokonać taką oto skarpę.Na zdjęciu wydaje się łagodna, ale w rzeczywistości była niemal pionowa. Schodząc z rowerem poślizgnąłem się i łup o ziemię! Przez 2h ciężko było oddychać (przez nadciągnięcie mięśni w klatce piersiowej), dlatego jechaliśmy wolniej.Z tamtego miejsca (tuż obok mostu) wjechaliśmy na wał narwiański. Po dojechaniu do Nowego Dworu Mazowieckiego robimy mały pit-stop na frytki i coś do picia. Podczas przerwy przyszła 10-15 minutowa ulewa. Po zjedzeniu ruszamy wałem w stronę Zalewu Zegrzyńskiego. Mijamy spaloną łąkę i nadpalone drzewa.[ATTACH]23267[/ATTACH]I dojeżdżamy do ropociągu. Podpora bramowa niekratowana? :wink:1 punkt
-
Radom - Szydłowiec - Przysucha - Domaniów - Radom, 122 km. Cz.2 Docieramy do Chlewisk. Znajduje się tutaj Manor House oraz Pałac Odrowążów... ...niestety brama wjazdowa do ośrodka jest zamknięta. Uzupełniamy płyny i bidony w okolicznym markecie i ruszamy dalej. Teraz poruszamy się po jeszcze większych wzniesieniach - raz szybki zjazd, raz mozolny podjazd i tak do samej Przysuchy. W Przysusze witają nas: Robię fotkę i kierujemy się w stronę Radomia z wiatrem. Przed miejscowością Wieniawa odbijamy w lewo, w stronę zbiornika Domaniowskiego. Po drodze mijamy zalaną wodą kopalnię piachu - teraz dzikie łowisko wędkarskie. Mijamy kilka wiosek i ukazuje się nam tafla jeziora. Tutaj, w pobliskiej, wakacyjnej knajpce robimy przerwę. Ludzi jak na lekarstwo. Pełnia lata, wysoka temperatura a ludzi jak na lekarstwo. Na plaży pustki, na drugim brzegu Pałac Domaniowski. Okrążamy zbiornik i przejeżdżamy przez tamę. Nasz przejazd płoszy olbrzymie stado ptaków. Przez chwilę czujemy się jak u Hickoka. Kierujemy się już w stronę domów. Teraz nabieramy prędkości, bo drogę mamy przez ponad 20 km z górki, na dodatek dosyć silny wiatr wieje nam w plecy. Zatrzymujemy się chwilę przy lokalnych miejscach pamięci... ...przykładami lokalnej, sztuki ludowej. Wracamy w stronę miasta. Kolejna wyprawa szczęśliwie dobiegła końca. A w głowach kiełkują już plany i następne pomysły na kolejne przygody. pozdrawiam marboru1 punkt
-
Radom - Szydłowiec - Przysucha - Domaniów - Radom, 122 km. Cz.1 I znowu udało się wyskoczyć na dłuższe rowerowanie. Tym razem z kumplem i zupełnie z innej strony Radomia - postanowiliśmy pojeździć trochę po nizinnych górkach. Łącznie wyszło ponad 122 km po całkiem nowych drogach. Trasa: Radom - Szydłowiec - Przysucha - Domaniów - Radom. Wyruszyliśmy stosunkowo późno, bo ok 8:30. Dzień zapowiadał się słoneczny i taki był. Po wyjechaniu z miasta kierujemy się bocznymi drogami w stronę pierwszego celu. Na horyzoncie widać nasze, miejscowe, mazowieckie górki. Po drodze mijamy malowniczą rzeczkę. Jest tutaj nawet mały pomost, stanowisko dla wędkarza. Pytanie jakie rybki żyją w tak niewielkim cieku wodnym? Wspinamy się na pierwszy delikatny podjazd. Przy szczycie między polami, kapliczka. Długi zjazd... ...a potem kolejny, długi podjazd: Parę kilometrów i docieramy do Szydłowca. Wąską uliczką kierujemy się do rynku i ratusza. Trafiamy na odpust. Jest pełno straganów, kolorowych balonów, zabawek, wata cukrowa i 1001 drobiazgów... Między tym wszystkim? Wenus? Trochę dalej pomnik Tadeusza Kościuszki. Robimy rundkę po granitowej kostce, postanawiamy odwiedzić park i pałac - tutaj krótka przerwa. Wyjeżdżamy z Szydłowca i kierujemy się w stronę Chlewisk. Po drodze najwyższy szczyt mazowsza: Altana - 408 m n.p.m. Nie śmiejcie się, nie śmiejcie - ta górka jest oficjalnie jednym ze szczytów "Korony Polski". Jest taki plan, że kolejnym razem gdy będziemy się wybierać w te strony - to na rowerach zdobędziemy tę naszą górę, gór.1 punkt
-
Dziś były plany na nieco dłuższą trasę, ale niestety złapałem gumę w Szczyrku i po zmianie dętki nie chciałem ryzykować i jechać dalej bez zapasu. Do tego moja mała pompka to fajnie pompuje górala, ale dziś byłem na szosie i nabić oponke było ciężko. Wracałem więc na miękko, dopiero w Buczkowicach na stacji benzynowej udało się dofukać z kompresora. Po drodze zaliczyłem Orle Gniazdo, foto właśnie z tego szczytu. A i lody dziś były pyszne!!!Pozdrowiam Maciek Wysłane z mojego LT26i przy użyciu Tapatalka1 punkt
-
Niedzielny spacerek W niedzielę od rana było piękne słoneczko więc postanowiłem sobie lajtowo pojeździć po okolicy. Dla mnie trasa do Wilcznej była zawsze tą, którą omijałem asfaltem...i teraz żałuję, że tak było - las wciąga. Popatrzcie na zdjęcia poniżej jak w odległości 6 km od miasta potrafi być niesamowicie. Na początek moja codzienna droga przez Sołtyków i fantastyczne klimaty. Tak...na Mazowszu bywa również tak: Z jednej strony morze słoneczników, z drugiej strony morze zbóż. Choć góry, morza, rzeki są malownicze...równiny również potrafią. Prawie jak u Van Gogha: Kolejną miejscowością przez którą w mojej codziennej jeździe przejeżdżam bardzo często są Bardzice (pierwszy post z tego wątku) - tutaj znajduje się drewniany, klimatyczny kościółek wraz z okalającym go małym parkiem. Brama główna wykonana jest również z drewna: W niedzielę wiernych pełna świątynia. Ponieważ trafiłem na koniec mszy, to by strzelić fotki bez tłumów musiałem nieco odczekać. Kościółek: Robiąca niesamowite wrażenie brama boczna: Minęło kilka minut i skierowałem swój rower w stronę lasu i Wilcznej. Po drodze, między polami ponownie trochę sztuki... Kilka kilometrów i wjechałem na drogę przeciwpożarową w lesie. Cisza, głusza - ani żywego ducha. Nagle! Kilkanaście metrów przed rowerem, drogę przecina mi sarna. Miałem aparat akurat w dłoni i zdążyłem strzelić foto - niestety nie wyszło ono ostre. Brązowy, skaczący punkt nad rowem z lewej strony - to dziczyzna we własnej postaci właśnie. Spory podjazd, pod sporą jak na mazowieckie klimaty górkę i potem cały czas, do Wilcznej "na pazurki". Po drodze miejsca wyrębu drzew. Docieram do wioski na końcu świata - Wilcznej. Jest tutaj kilka zabudowań i aura zapomnianej wsi między lasami. Jadę asfaltem do codziennych moich traktów w stronę Skaryszewa i dalej do domu. Na skraju lasu żegna mnie kolejny przepiękny kawałek ludowej twórczości. Z pewnością, niedługo powrócę w te okolice i tutejsze bory. W niedzielę, na takim lekkim spacerku trzasnęło mi w sumie ponad 50km. A dzisiaj? Cóż? - właśnie zacząłem urlop i wyjeżdżam za kilka minut na wieczorną jazdę rowerkiem. pozdrawiam marboru1 punkt







