Kolejna wyprawa,którą planowałem w zeszłym roku,ale nie doszła do skutku. Powodem był przede wszystkim brak czasu. Ale co się odwlecze to nie uciecze. Może nawet dobrze,że dopiero teraz ją zrealizowałem,bo zakupiłem do tego odpowiedni sprzęt. Przy okazji zaliczyłem pierwszą w tym sezonie ponad 200 kilometrową trasę.
Ponieważ to daleko,trzeba było wyjechać z domu odpowiednio wcześniej. Pobudka 4.00,szybkie śniadanko i jak tylko zaczęło wschodzić słoneczko,w drogę! Początek trasy taki sam jak do Krakowa - w stronę rz. Soły,a następnie na Oświęcim. Dopiero po dotarciu w przygnębiającą okolicę Obozu Zagłady spojrzenie na GPS i odpowiednie obranie trasy,mniej więcej na Chrzanów. Mniej więcej,bo ja zawsze jadę z dala o wzmożonego ruchu samochodów. Po dotarciu nad Wisłę,przejeżdżam przez most i kieruję się na wały. Tutaj miłe zaskoczenie: piękny,nowy asfalt! To pewnie w ramach budowy Rowerowej Trasy Wiślanej. Ciekawe jak daleko obecnie się to ciągnie? Ja przejechałem tylko ok 10 km,po czym skręciłem w kierunku miejscowości Żarki. Gdyby tak wzdłuż każdej rzeki w PL zrobić taką trasę, byłyby spore możliwości zwiedzania naszego pięknego kraju. Cóż,pomarzyć można...
Z żalem pożegnałem ową trasę i ruszyłem jakąś wąską, asfaltową dróżką w dalszą podróż. Piękne, cicha tereny, praktycznie bez zabudowań. Ten fragment mojej wyprawy,po za samą Pustynią, podobał mi się najbardziej. Można spotkać urocze stawy, albo sporą ilość Bocianów.
W końcu dotarłem do Chrzanowa,gdzie przejechałem po A4 i tu zacząłem mieć problemy ze znalezieniem właściwej trasy. Niby miał być skręt w prawo,ale nic takiego nie było. Podobnie dalej - niby powinna być jakaś boczna droga,ale okazał się być teren ogrodzony, chyba przyzakładowy. Udałem się więc główną drogą,żeby już nie błądzić. Ale i to nie do końca tak... Znowu zaufałem GPS i pojechałem jakąś dziwną drogą,która najpierw straciła asfalt,a później doprowadziła mnie do jakiejś kopalni piasku. Nawet Fat Bike tego nie przejedzie... Skręciłem więc w jakąś boczną dróżkę i znalazłem szlak rowerowy. Sprawdziłem dokąd prowadzi i ruszyłem nim do główniejszej drogi. Nieco pobłądziłem w lasach i mi się odechciało. Do celu nie było już daleko,więc lepiej trzymać się normalnych dróg.
Po drodze coś dla wielbicieli nieco innych widoków...
No i w końcu dotarłem. Spodziewałem się jakiegoś konkretnego prowadzenia,tj. znaków,a tu nic! Dopiero kiedy dotarłem na drogę dojazdową,wreszcie wiem,że to właściwy kierunek.
Jeszcze na nią nie wjechałem,a już czuć mocny skwar! W końcu to pustynia. Na wszelki wypadek trzeba było się odpowiednio przygotować,bo na pustyni kiepsko z wodą i można ruszać.
Pustynia będzie w cz.2 :proud: