Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. Wujot

    Wujot

    Użytkownik forum


    • Punkty

      11

    • Liczba zawartości

      2 888


  2. Piotr_67

    Piotr_67

    Użytkownik forum


    • Punkty

      9

    • Liczba zawartości

      2 318


  3. marionen

    marionen

    Użytkownik forum


    • Punkty

      3

    • Liczba zawartości

      4 615


  4. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      1

    • Liczba zawartości

      7 223


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 17.05.2018 w Odpowiedzi

  1. Witam po przerwie. Właśnie wróciłem ze spontanicznego zakończenia sezonu 2017/2018. Wypad zorganizowany był przez naszego kolegę Gajowy01 vel Krzychu Wyjazd w piątek w nocy. Sobota na śniegu - padło Stubai. Ośrodek bardzo fajny, niestety o tej porze roku już nie dostępny w całości. Ze względu na weekend ludzi dość dużo, nie mniej na trasach tłoku nie było. Pogoda - bajka. Warunki całkiem dobre jak na maj, choć śnieg bardzo miękki. Dzień 2, 3 i 4 - Hintertux Drugiego dnia znów lampa . Rano nawet góra nie zmrożona. Nie mniej kompletny brak ludzi (po mimo niedzieli) spowodował, że trasy trzymały się dobrze. Dzień trzeci lekkie pogorszenie pogody - trochę mniej słońca. Rano jednak góra zmrożona - więc lepsze warunki do jazdy. No i znów kompletny brak ludzi. Czasami miałem wrażenie, że jeździmy tylko ekipą gajowego01. Dzień czwarty powrót zimy. Na górze -6 i temperatura spadała. Sypnęło śniegiem równo do połowy pomiędzy stacjami pośrednimi gletscherbusa. Warunki śniegowe bardzo dobre niestety widoczność słaba. Nie przeszkodziło nam to jednak pośmigać do 13. Zdjęć nie robiłem ze względu na widoczność a w zasadzie jej brak . Na zakończenie napiszę, że Tux jak zwykle nie zawiódł. Zjazd do stacji na 2100m jeszcze jest, ale to już ostatnie podrygi. Na lodowcu ruch jak w Rzymie. Obsługa rozkłada maty na lodowcu. Widać, że już szykują się do lata. Zamknięto już to krzesło 3 osobowe. Jazda była przednia. Stubai mnie nie urzekł choć narzekać nie można bo wyjeździłem się diabelnie. Po prostu jest inny od Tux-a. Dzięki Krzychu - gajowy01 za doskonałą organizację i zaproszenie. Tyle w skrócie. Pozdrawiam.
    9 punktów
  2. Dzień 3 - Przenosiny pod Finsterarrhorn. Rozkręcamy się - pobudka o 4:30! Ogłaszamy, że dzień będzie lajtowy (bo Finsterarrhorn czeka) czyli przejście przez przełęcz Grunhornlucke i pewnie lajtowy Wyssnollen. Aby ułatwić relację na początek wizualizacja. Zaczynamy zejściem ulubionymi schodami i dociążeniem się. Droga prowadzi na wschód zacienioną o tej porze doliną. mniej więcej w połowie spotykamy pierwszych zjeżdżających narciarzy. Przyglądamy się im uważnie bo sami będziemy najprawdopodobniej pokonywali ten zjazd za dwa dni o tej samej porze. Nie wygląda to zbyt zachęcająco... no ale nie będę się martwił zjazdem za dwa dni. Sprawnie osiągamy przełęcz i... jeszcze raz i... I szczęka nam opada. Wiedzieliśmy (też ze zdjęć), że Finsteraaarhorn to piękny szczyt ale żeby aż tak? W realu robi to piorunujące wrażenie. Trzy imponujące, do nas skierowane strome żebra, a do tego solidny wierzchołek. No z pewnością nie jest to typowa bałucha narciarska (a na takich dotąd czterotysięcznikach narciarsko bywałem) Ale druga refleksja jest - qurde nie wygląda to łatwo - a wiemy, że to jest ta zdecydowanie łatwiejsza i "przyjaźniejsza" strona góry. Od strony wschodniej jest 1000 m pionowej ściany. No dobra trzeba się przyjrzeć na spokojnie. Pierwsze gdzie jest schronisko. Po poszukiwaniach mamy je - strzałka na dole. Z tej odległości nie możemy rozstrzygnąć czy wyjście na podejście jest od jego lewej czy prawej strony. Mamy wrażenie, że widzimy ścieżkę i tu i tu. Teraz przejście przez żebro - chyba są dwa potencjalne miejsca. Też nie jest to oczywiste. Trzecia strzałka to miejsce gdzie dochodzi się na nartach tu wszystko jest jasne. Grań też nie wygląda oczywiście bo to co widzimy to tylko rzut na płaszczyznę sensora i nie mamy informacji o spadzie prostopadłym do obrazu. Patrząc jednak na odsłonięte żebra w osi szczytu wydaje się, że jest tam stromo a na samej górze bardzo stromo. Oczywiście jak dla narciarza bo dla wspinaczy to tylko ledwie dwójka (nieco trudno). No dobra z tej odległości już nic nie wymyślimy pora zająć się dzisiejszym dniem. Na początek mała sesyjka. Przeganiam Roberta w te i wewte. Robert ma wielką ochotę wspiąć się bezpośrednio na Wyssnolen z przełęczy na której jesteśmy. Na wizualizacji z początku tekstu zaznaczyłem to czerwoną linią. Są tam "schody" zrobione przez poprzedników. Nie mamy jednak pełnego przeglądu wejścia a do tego nie wiem czy to przypadkiem jakieś mocne kozaki nie były. W dodatku w żadnych materiałach co je mamy nie ma opisanego tego skrótu. Do tego musielibyśmy włazić z naszymi ciężkimi plecakami. Zwycięża koncepcja pięknego zjazdu na dno lodowca. Zrobienia tam depozytu ze zbędnych gratów i wejścia na Wyssnolen. W ten sposób mam dwa zjazdy zamiast jednego. A w końcu po co łazimy??? Zostawię to bez odpowiedzi. Na mapce nasza trasa wyglądała tak (Marionen poproś Anię aby Ci palcem ją pokazała). Zjeżdżamy, przepak, foki i w drogę. Ponieważ to już jakieś przedpołudniowe godziny to słońce jest wysoko, wiatru nie ma no i normalnie stajemy się skwarkami na patelni. Na szczęście 200 m wyżej ożywa troszkę ruch powietrza i idzie wytrzymać. Widoki po drodze - do tego wrócę, na razie dymamy na górę, ciągle myślimy, że to koniec a tu szczyt się odsuwa o kolejne podejście. Na końcu lądujemy na "balkoniku" podciętym z trzech stron. I o O'Connor nie kłamał pisząc, że jest to fantastyczny punkt widokowy. Tutaj w tle mamy Schonbuhlhorn Tutaj widok na zachód (kierunek z którego przyszliśmy) i koniec "balkoniku". Z lewej jest taka ścianka. Na północy wrażeń dopełniają klify Grunhorna, z Robertem wypatrujemy śladów Kozaków co poszli skrótem i nijak ich nie widzimy. trochę nas to męczy stawiamy parę hipotez ale nic z tego nie wynika. I jeszcze szersza fota z kierunku co przyszliśmy. No i jeszcze co powiecie o zjazdach w takich okolicznościach? Po zjeździe wrzucamy graty do plecorów, jeszcze podejście i wita nas Finsteraarhornhutte. Locus pokazuje 14 km trasy i 1670 m przewyższenia. Wojtek to komentuje - no taki lajcik to ja lubię! Pozdro Wiesiek
    4 punkty
  3. Konkordiahutte Najbliższe i najłatwiej dostępne schronisko z Jungfraujocha. Położone jest 120 m nad lodowcem na skalnym "zębie". Warto powiedzieć, że gdy je budowano do lodowca było tylko 50 m. To obniżenie się poziomu dna doliny jest sporym kłopotem bo trzeba wejść po kilkuset stopniach stalowymi stopniami takimi jak w systemach rusztowań budowlanych. O ile jeszcze podejście w górę jest tylko męczące to w zejściu trzeba zderzyć się ze sporą powietrznością. Podczas opadu, szczególnie marznącego deszczu może być emocjonująco. Za to z tarasu jest fantastyczny widok. Kliknijcie też sobie tutaj. Kamerę nastawiłem na czas naszego pobytu - przestawiając godziny możecie pooglądać co Was minęło. Samo schronisko jest czyściutkie, mieszkaliśmy w wieloosobowym (chyba 12) - dwie piętrowe nary z równoległymi wąskimi miejscami do spania (na pewno nie dla grubasów). Teraz dwie najważniejsze sprawy. Jedzenie - obiado-kolacje (18:30) nie ma się czego przyczepić, naprawdę obficie i smacznie, ale śniadania... No popatrzcie. To jest 5-osobowa porcja. Trochę owsianki, stary (dojrzewający) ser, skromna porcja masła i chleb co byście nie chcieli go jeść. Najlepszy był dżem. Ale świeczka była. Niejadalna. Druga istotna sprawa to zaplecze sanitarne. Wiedzieliśmy, że w schronisku nie ma często wody - podczas naszego pobytu na szczęście była. Oznaczało to dostępność słabiutko ciurkającego strumienia wody w umywalkach (trzeba było cały czas mocno naciskać sprężynę). Za pomocą mikrofibrowej ściereczki można było się doskonale wymyć. Najbardziej zaszokowały mnie ubikacje - zero wody i praktycznie zero uciążliwego smrodu (czuć było chemię, chlor) ale jak na taki ruch - mistrzostwo świata. Sama konstrukcja kibli zdumiewająca ale nie jest to znów taki temat na forum. Ogólnie podsumowując muszę Konkordii wystawić wysoką ocenę jakkolwiek dymanie po tych schodach góra-dół plus śniadania to dwa wyraźne minusy. Dzień 2 Zaplanowaliśmy efektowną pętlę z łagodnym zacienionym podejściem i zdecydowanie ostrzejszym zjazdem. Naszym celem był Trugberg. Pobudka i "śniadanie" 5:00 - kto to wymyślił??? A tak na poważnie - podczas wiosennych tur, gdy słońce w dzień rozmraża powierzchnię a mróz w nocy ścina chodzi się tak aby ze zjazdem trafić na "puszczające" ale bezpieczne stoki. Oznacza to, że zasadniczo 12-13:00 jest taką dobrą porą do zjazdów (choć oczywiście bardzo zależy to od temperatury, nasłonecznienia i wystawy zbocza). poza tym chodzenie w pełnej lampie jest bardzo męczące. Na mapie naniesiona jest nasza trasa - jak widać szlaki w terenie (wytyczone przez narciarzy) całkiem wyraźnie różnią się od tych mapowych. Teraz parę fotek. Pierwsze jest po zejściu po schodach i krótkim zjeździe. Zapomniałem powiedzieć, ze narty, szpej a nawet dodatkową żywność zdeponowaliśmy przy schodach tak aby nie włazić z tym na górę i wychodząc trzeba to wpakować (bez dodatkowego żarcia). Tutaj jesteśmy już na zboczu Trugberga widać nasze podejście. Po kolejnej godzinie jesteśmy już na przełęczy pod szczytem. Wyraźnie wypiętrzają się chmury ale na razie większych powodów do obaw nie widać. Na przełęczy część ekipy rozsiada się wygodnie, reszta wchodzi na Trugberg. Też mam taki zamiar ale znów mam kłopoty z rakami i na podejściu zatrzymuję się na dłużej i próbuję zrobić z nimi porządek. Tu dygresja - robię to już któryś raz z rzędu. W domu wydaje się dobrze ale podczas chodzenia ultra lekkie (z elastycznym łącznikiem z dyneemy) Leopardy LF wyraźnie nie chcą współpracować dobrze z moimi TLT7. A ponieważ czeka mnie wejście na Finsteraarhorn to nie chciałbym z tak bzdurnego powodu zawracać. Kombinuję pochłonięty rozpracowywaniem o co chodzi, gdy wraca wyraźnie zaniepokojony Robert. Zresztą sam już słyszę - grzmi! Okazuje się, że zasłonięty naszą górą rozbudował się całkiem okazały front burzowy. No dostajemy przyspieszenia. Wizja wspinu w burzy po tych metalowych drabinach nie jest zachęcająca. Tymczasem nawet zjazd robi się wątpliwy bo przychodzi gęsta mgła. Adrenalina nam skacze - myślę nerwowo nad różnymi możliwymi wariantami ale jedno jest pewne - trzeba spieprzać z grani. Na szczęście przychodzi rozjaśnienie i jedziemy! Zjazd jest bardzo fajny bo dość stromy. Część zajmują lawiniska ale ponieważ jest miękko to nawet tam jazda jest łatwa. Na dole oceniamy, że kierunek burzy nie pokrywa się z naszym i minie nas bokiem. Ale niepokój pozostał więc już niezwłocznie kierujemy się do schroniska. Na dole robimy znów skidepot. Jeszcze "ścieżka zdrowia" i lądujemy z piwem (o prozdrowotnych właściwościach) na tarasie. Czekamy na obiadokolację, a w godzinę+ później z bebechami napompowanymi jak balony powoli lądujemy na pryczach z nadzieją na lepszy sen. Cała trasa to 14 km, 1330 m przewyższenia a ci co szczytowali pewnie stówkę więcej. Całkiem przyzwoicie jak na pierwszy dzień. Teraz jeszcze wizualizacja. Ten zaznaczony odcinek ma ponad kilometr przewyższenia, długość mojego (pokręconego) śladu to około 3 km - widać, że to bardzo sympatyczny fragment do jazdy. Jakoś nie mam tego na swoich zdjęciach - znalazłem więc w internecie - tu jest lewy (troszkę dłuższy) wariant zjazdu Pozdro Wiesiek
    3 punkty
  4. Świetna wiadomość, po wielu latach gigant i slalom kobiet wraca do Spindleruv Mlyn. Pamiętam zawody z udziałem Janicy Kostelic, Tiny Maze, Marii Riesch, Anji Parson i wielu innych wspaniałych narciarek... Do tego termin marcowy, ostatnie zawody przed finałem, super😍🤩⛷️
    2 punkty
  5. Już pewnie mało kto tutaj zagląda - narty poszły w odstawkę. no cóż trzeba skończyć co się zaczęło. Plan już znacie - zasadniczo go zrealizowaliśmy. Wyjazd miał być tydzień wcześniej ale fatalne warunki spowodowały przesunięcie (to wtedy zamarzło tych 7 narciarzy). Później jeszcze jeden dzień się obsunęło bo nie było miejsc w pierwszym schronisku. Dzień 0 (4.05) Wrocław - Interlaken Wyjechaliśmy z Wro około 6.30. Po 13 godzinach jazdy wylądowaliśmy na campingu w Interlaken. Okolica wprost nieprzyzwoita - jeziora, spora rzeka, potężne góry, wyciągi turystyczne i stada atrakcji. Wycacane wszystko na maksa. Następnego ranka pobudka o 6:00, pakowanko i do pociągu (stacja Interlaken ost). Kupujemy bilet na Top Europa (ok 105 CHF). Wygląda to tak. Po drodze są dwie przesiadki (zaznaczyłem kółkami) - wszystko jest bardzo ładnie zsynchronizowane ale i tak podróż trwa dwie godziny. Trzeba powiedzieć, że już drugi odcinek jest odlotowy - kolejka wije się w ciągłych zakrętach na bardzo stromych odcinka płynnie włącza się napęd na trzecią zębatą szynę. Obok pionowe ściany, pastwiska, domki - bajka. Trzeci fragment podróży przebiega u stóp słynnej ściany Eigera, później już tunelem. Po drodze jest przerwa aby obejrzeć z bliska ścianę lodowca (przez okna w ścianie) Przełęcz Jungfraujoch to jest uznana atrakcja turystyczna - Szwajcarzy wypromowali to jako Top of Europe. Już nasz kurs był pełny (stada Azjatów) a w późniejszych godzinach na większość wjazdów nie było wolnych miejsc. Infrastruktura na górze jest bardzo rozbudowana - kolejne "wypełniacze czasu". Co tam było niezbyt nas interesowało - zasuwaliśmy (chyba kilkaset metrów) do miejsca wyjścia na lodowiec. Razem z nami jest pewnie z dwudziestu narciarzy. Naszym celem będzie teraz Konkordiahutte. W najprostszym wariancie wystarczy zapiąć deski i zjechać pod schronisko. Ale nie jesteśmy od najprostszych wariantów. Nasza droga biegnie przez pobliską górkę Louvitor. Zaliczamy w ten sposób trochę pracy na wysokościach. Plecaki w ten pierwszy dzień piekielnie ciążą. Nie mniej "nasz" wariant daje bardzo satysfakcjonujący zjazd. Jest 650 m podejścia i 11 km drogi. Na pierwszy dzień wystarczy. Lądujemy w Konkordii o której później jeszcze opowiem Koncepcja Autorem jest Robert (ekipę przedstawię później). Pierwsze dwa noclegi zaplanowane są w Konkordiahutte. To najniżej położone schronisko w okolicach Jungfraujocha - 2850 m npm. Następne dwa - Finsteraarhornhutte. Ostatnia noc w górach miała być w Holandiahutte. To był bardzo fajny plan. Wyznaczają go cztery warunki brzegowe: - wjazd na Jungfraujoch - zaoszczędza żmudnego podchodzenia długimi dolinami. Można działać od razu w najatrakcyjniejszych partiach. Biorąc pod uwagę, że koszty noclegu to 70 CHF to jazda kolejką nie jest bardzo droga, szczególnie, że zaoszczędza co najmniej dzień. - aklimatyzacja w Konkordiahutte - dwa dni na stosunkowo akceptowalnej wysokości powinny nas przygotować dobrze do dalszego chodzenia. - wejście na Finsteraarhorn (a przynajmniej przełęcz Hugisattel) jako zasadniczy cel wycieczki - zjazd do Blaten. To nie jest jedyne możliwe rozwiązanie ale ma najmniej wad. Zjazdy w inne doliny są już trudne logistycznie a powrót z Jungfraujoch pozbawia nas blisko dwukilometrowego (vertical) zjazdu. Jakiego narciarza nie zaboli serce? Plan Roberta miał wystarczającą elastyczność (dwa razy po dwa zdublowane noclegi). Dodatkowo dwa razy szliśmy w miarę na lekko. Zawsze była możliwość awaryjnego powrotu kolejką. Najsłabszym elementem był przerzut z drugiego do trzeciego schroniska bo to jest długa płaska dość droga (ale z dwoma przełęczami). Nuda i patelnia. Za to zaletą było odwiedzenie trzech najatrakcyjniejszych fragmentów Alp Berneńskich i złapanie ogólnej wiedzy o tym terenie. Już po wycieczce i po ocenie atrakcyjności poszczególnych miejsc zmieniłbym chyba nieco ten plan. Przerzuciłbym po prostu nocleg z Konkordii do następnego schroniska. W bardziej hardcorowej wersji w ogóle zrezygnował z pierwszego miejsca (choć to jednak 200 m niżej).
    2 punkty
  6. Zanim machnę relację (postaram się jakoś sensownie streszczać bo wrażeń wiadro) to dwie małe fotki. Dotąd (czyli prawie 4100 m npm doszliśmy (i zjechaliśmy) na nartach. Dalej była wspinaczka granią z prawej. Było nawet zdecydowanie bardziej lufiasto jak na focie. Po niecałych kolejnych dwóch godzinach. Pozdro Wiesiek
    2 punkty
  7. Czasami kiedy organizuję sobie ekipkę na wyjazd, moi narciarscy znajomi mówią mi, że tym razem z takiego a takiego powodu nie mogą pojechać. Postanowiłem zatem w kilku obrazkach pokazać, że większość popularnych powodów to przeszkody czysto teoretyczne, które tak naprawę łatwo pogodzić z szusowankiem ;) P.S. sezon ogórkowy ;)
    1 punkt
  8. @Piotr_67 pięknie! Trzy wypady w Alpy w tym sezonie - super. Niestety razem się nie udało...no i u nas tylko jeden Pocieszenie, że nam się udał wypad z Paulą. W przyszłym roku mam nadzieję nadrobimy zaległości. Dzięki za relację!
    1 punkt
  9. Drogi Wujocie, ponieważ rozróżniam aż 3 kolory, proszę Ciebie o różnicowanie kolorów nieco bardziej...😉
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...