Narty - skionline.pl
Jump to content

Wujot

Members
  • Content Count

    1,542
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    66

Wujot last won the day on November 22 2019

Wujot had the most liked content!

Community Reputation

3,186 Excellent

1 Follower

About Wujot

  • Rank
    Średnio zaawansowany
  • Birthday 02/05/1963

Personal Information

  • Imię
    Wiesiek
  • Miejscowość
    Wrocław

Ski equipment

  • Narty marka
    K2 Wayback 96, Hagan Trail 72 mm
  • Buty marka
    Dynafit Beast Carbon, Dynafit TLT 5, Factor Black Diamond,

Skills

  • Styl jazdy
    jazda terenowa
  • Poziom umiejętności
    8
  • Dni na nartach
    0

Recent Profile Visitors

8,755 profile views
  1. Kupiłem coś podobnego do tego co pokazałeś. Z logiem Rab i ciut tańsze. Od biedy wejdą tam dwie osoby. Jak trzeba to zawsze można rozerwać a jak nie to jest płachta biwakowa (spałem raz w tym). Udało mi się złożyć do rozmiaru tel (ale ze 3x grubsze). W
  2. Tramadol jest środkiem na receptę. Noszę go nie na ból głowy czy mięśni ale na sytuację gdy ktoś wyje z bólu po ciężkim urazie. Może go zmniejszy, choć nie wiem czy znacząco, jak go używałem rzeczywiście pomagał ale byłem tylko silnie potłuczony. To jest trochę silniejsze od środków ogólnie dostępnych, są skutki uboczne ale poza prowadzeniem pojazdu można funkcjonować normalnie. Wojsko ma dawki morfiny (i te są 6x silniejsze) W
  3. Zgadzam się 100%. Działa też taki mechanizm, że swoje znamy i wydaje się jakimi to niesamowitymi pionierami jesteśmy. A tymczasem podobnie dzieje się na całym świecie. Odnoszę wrażenie, że dokładnie tak jest z pisaniem o rozwoju narciarstwa w Tatrach. Nie chcę umniejszać roli "naszych" pionierów ale po prostu jest jakaś logika ogólnego rozwoju, i raczej za nią wszyscy podążają. Jakby byli zanurzenie w tej samej rzece... Ale to zdjęcie spod pierwszego Domu Śląskiego zrobiło na mnie wrażenie. W
  4. Przypadkiem (bo czytałem o starym górnictwie na Dolnym Śląsku) trafiłem na: http://www.goryizerskie.pl/?file=art&art_id=544 Tekst o rozwoju narciarstwa w Karkonoszach i Izerach w XIX wieku. Widać z tego, że już wtedy nowe idee błyskawicznie rozpowszechniały się po Europie. W Szklarskiej powstała np pierwsza w Europie (poza Skandynawią ) sekcja narciarska. Na zachętę taka perełka - i kto tu mówi, ze skitury się rozwijają teraz dynamicznie??? Dom Śląski! Pozdro Wiesiek
  5. Dodam dwa rozwiązania, które stosuję: - zamiast klasycznej foli termicznej mam wykonaną z niej płachtę ratunkową (czyli a'la śpiwór 1,0 x 2,0 m ) - do zabezpieczenia niewielkich otarć (lub profilaktycznie) używam sportowej taśmy kinezjologicznej (gruby elastyczny plaster cięty z roli) To ostatnie sprawdza się lepiej od plastrów żelowych (ale te też mam awaryjnie - na większe sprawy). Z środków przeciwbólowych zabieram tramadol. Pozdro Wiesiek
  6. Ale czy to rzeczywiście jest istotny problem? Może mieliście pecha - byłem sporo razy w SHL i nigdy nie było zamkniętego połączenia. Podejrzewam zresztą, że jak już się wydostaniesz to zawsze wrócisz, choć może być trochę z buta do żółtej gondolki. Pozdro Wiesiek
  7. Dzisiaj upłynęło 2 tygodnie mojej kwarantanny (od powrotu z Alp) i zgodnie z prawem mogłem się gdzieś ruszyć. Co prawda pogoda nie była taka zachęcająca (kończyłem przy 0 C). Za to zero luda na całej trasie. Abstrakcyjnie pusto. Większość odcinków jechałem pierwszy po świeżutkim... błotku. Gdzieś tam bliżej cywilizacji były pojedyncze ślady. Zasadniczo Wrocław - Oława i nazad. Zrobiłem po południu 80+ km, co najmniej połowa to była twarda walka o byt na dziewiczych, mało znanych ścieżkach. Wracałem z przemarzniętymi palcami stóp, ogólnie też wychłodzony (bo bielizna, krótkie spodnie i cienki SS, grube rękawiczki) z przykurczami łydek (do tego dupsko mnie bolało bo byłem nie na swoim siodełku i plecy też bo coś z geometrią nie tak) ale... z bananem (na zmianę z grymasem). Parę fotek z trasy. To były miłego początki (później było lepiej) Znalazłem dwie nowe bardzo fajne ścieżki, teraz nie ma zieleni i wszystko świetnie widać. Obydwie dotąd pomijałem bo pewnie nie było ich widać. Jedna jest zarąbista. Teraz trochę białych klimatów. No i spotkałem rzeźbę z bardzo znaną personą. Jeszcze zajrzałem jak tam bobry w Siedleckim Lesie (działają, oj działają). Po koniec odebrałem jeszcze tel od żony. Zobaczcie co ta kwarantanna robi z kobietami , nawet 5 godzin nie wytrzymają bez swojego faceta! Po prawdzie to ciemno już było. Czyli dzień do przodu. I jeszcze kąpiel we wrzątku (chyba z pół godziny) - prawdziwa nirwana. Pozdro Wiesiek
  8. Staliśmy 7 godzin, amatorka na granicy była powalająca. Ale jak się później okazało i tak mieliśmy farta, dzień później kolejka urosła do 20 godz. Kwarantanna - tak. Mam czas na pisanie relacji. Pozdr W
  9. Bardzo dobrze dawała sobie radę i była urozmaiceniem naszego homogenicznego składu. W
  10. Wygląda, że było nawet przeciwnie - tak od 7-go dnia wszyscy poczuliśmy, że moc jest z nami. Być może dlatego, że dość spokojnie zaczęliśmy wcześniej i dbając o regenerację; łóżko o 21:00 (pobudka ok 6:00). Natomiast ciężar plecaków trochę się dawał we znaki, mieliśmy 2 liny (czyli co drugi dzień się nosiło), większość z ABS. Tym razem niepotrzebnie zabraliśmy szturm żarcie bo kanapki ze schronisk świetnie dawały radę. Było nawet napisane, że są w cenie i do tego torebki do pakowania. Pozdro W
  11. Jeszcze dorzucę wszystko razem. Wyszło 109 km po górach i 9 km vertical. Bez rewelacji ale z takimi ciężkim plecakami, dość wysoko (jednak na 3000 m npm inaczej się chodzi) plus trudniejszy warun, sporo zakładania śladów i nawigowania może być. Najważniejsze, że wszyscy cali i na końcu w świetnej formie. Trzeba będzie jeszcze powtórzyć taką dłuższą formułę. W
  12. Dzień 9 Według pierwotnego planu miał być po prostu zjazd (zasadniczo po drodze) do auta. Tak aby gdzieś koło 12:00 - 13:00 ruszyć do Polski. Ten zjazd trochę mnie gryzł - 700 m vertical tak po prostu??? Zewnętrzne okoliczności były psychicznie obciążające. Nagle w sobotę późnym popołudniem dowiedzieliśmy się o kwarantannie i o tym, że Austriacy zamkną całe góry. Dotychczas takie informacje nas omijały bo łączność telefoniczna praktycznie nie istniała, a za wifi płaciliśmy 5 Euro za 30 min, więc sprawdzaliśmy szybko głównie różne serwisy pogodowe i omówienia lawinowe. Wieść o kwarantannie przyszła w sobotę na tyle późno, że nie warto było już skracać wyjazdu bo do 24:00 nie było szans zdążyć do kraju. Schronisko było już opustoszałe, dosłownie ze 4 ekipy. Obsługa dezynfekowała ściany. Zaszokowało nas, że poinformowali, że pozamykają nawet winterraumy. Dostaliśmy za to w gratisie butelkę wina (na poprawę nastroju?) i co elektryzujące, możliwość zwiezienia naszych bagaży (to normalnie kosztuje 2 Euro/kg). Z drugiej strony były jeszcze inne przesłanki: - to nie przez przypadek przeszliśmy w drugim dniu tę grań. Mieliśmy jeden bardzo interesujący track sugerujący, po drugiej stronie, ciekawą możliwość zjazdu. Problemem było to, że żadnych innych opisów w przewodnikach i internetach (poza wizualizacją na FAT Map) nie było. Ale na tablicy w schronisku wyraźnie pokazano inną, podobną choć krótszą, opcję. - źlebik i jego najbliższe okolice były przebadane i wyglądały dość spoko. - zjazd miał być głównie na 35 stopniach, z dwoma 40 stopniowymi stopniami (czyli bajka). - miało być kilkanaście centów świeżego (co zresztą zauważyliście w ostatnim odcinku). - prognoza bajeczna - lampa, brak wiatru i dość ciepło. - stabilna (czyli w trendzie) dwójka w prognozie. - obliczony czas wskazywał, że powinniśmy zmieścić się z odjazdem między 14:00 a 15:00. Czyli OK. Były to mocne przesłanki za tym aby zrobić ten wariant powrotu. Po analizie sytuacji, decyzję zostawiamy na rano do sprawdzenia czy coś się nie odmieniło... Nie odmieniło się, jadymy! Załatwiamy od Austriaków wór na śmieci (wypełniamy go wszystkim co niepotrzebne). Waży chyba ze 20 kilo. Zostawiamy sobie co prawda uprząż, minimalny szpej i jedną linę (na wypadek jakiegoś zjazdu) ale po raz pierwszy jest całkiem lekko. Zacznę za żlebikiem - rzut oka (ostatni) na Franz Senn Hutte i efektowną grań co ją przeszliśmy. Teraz musimy się wspiąć, pokonując kolejne gołoborza. To już ostatnia przeszkoda. Pole na górze foty to już będzie zjazd. Jesteśmy gdzie powyżej 2700 m npm. Chcę pociągnąć trochę wyżej (pod skały) ale reszta nie widzi takiej potrzeby bo w głowie siedzi im już tylko... Zjazd! Kreślimy więc takie szlaczki. Pokonujemy ścianki, efektowne rynienki. Czyż muszę dodawać, że jest jak w piosence Maanamu. Falowanie i spadanie, falowanie i spadanie Ruch, magnetyczny ruch, i jazda przy ścianie Falowanie i spadanie, falowanie i spadanie Ruch, magnetyczny ruch, i jazda przy ścianie Jeszcze po drodze rozeznajemy opcje zjazdu z sąsiedniego kotła (dochodzi do naszego z prawej) są tam nawet jacyś narciarze. I... I refleksja przyrodniczo-artystyczna W dole widać koniec - dół wyciągu towarowego. Tu kończy się miła jazda ostatni kawałek jest w szreni. A to już na dole. I rzut oka na przebytą drogę. Zaczynaliśmy gdzieś kawał za widocznym tu progiem. Przy wyciągu robimy sobie grupowego selfiaczka. Dzięki ekipo, jazda (i podejścia) z Wami to była prawdziwa przyjemność! Myśleliśmy, że to tutaj się odbiera bagaż ale okazuje się, że zwożą to jeszcze gąsienicowym pojazdem do kontenera przy parkingu. Przy okazji starszy Austriak nas komplementuje mówiąc, że obserwował nasz zjazd i, że był bardzo dobrze zaplanowany. Miło jest to usłyszeć... rozpiera... nas... narodowa duma! Jeszcze ze 3 kilometry po drodze (i trochę po polach obok)... I tak nagle, skończyło się... Wyszło prawie 12 km (wszystko) i 1350 m vertical. To lubię. Pozdro Wiesiek
  13. Chyba się zafiksowaliśmy, że mamy przejść szybko ten żlebik. I zabrakło chwili na refleksję, że już można narty założyć. W
  14. Było tam znacznie stromiej jak wygląda to na focie, szczególnie na górze. Wchodziliśmy z boku, z poręczówki i naturalnie było kontynuować to z buta. Ale można było... W
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2019
×
×
  • Create New...