Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Wujot

Użytkownik forum
  • Zawartość

    1183
  • Dołączył

  • Ostatnio

  • Days Won

    47

Wujot last won the day on 24 Styczeń

Wujot had the most liked content!

Reputacja

2286 Excellent

1 obserwujący

O Wujot

  • Ranga
    Średnio zaawansowany
  • Urodziny 05.02.1963

Informacje osobiste

  • Imię
    Wiesiek
  • Miejscowość
    Wrocław

Sprzęt narciarski

  • Narty marka
    K2 Wayback 96, Hagan Trail 72 mm
  • Buty marka
    Dynafit Beast Carbon, Dynafit TLT 5, Factor Black Diamond,

Umiejętności

  • Styl jazdy
    jazda terenowa
  • Poziom umiejętności
    8
  • Dni na nartach
    0

Ostatnio na profilu byli

7323 wyświetleń profilu
  1. Jeszcze dodam, że oprócz "naszego" większego domku były dwa o podobnej wielkości. Czyli pojemność wszystkich domków szacowałbym na 80 osób. Na terenie można rozbić wygodnie z 20 namiotów. Czyli to bardzo kameralny obiekt. Zaplecze sanitarne to trzy skocznie i dwa prysznice (razy dwa dla K i M). Woda ciepła w wystarczającej wydajności. Ogólnie bardzo czysto i mocno to zrobione przez zmyślnego stolarza. Żadnych ersatzów - solidne drewno. Mnie się bardzo podobało Z suszeniem rzeczy trochę prowizorki. To doskonała baza wypadowa do trekingów, skiturów, raftingu (trzy różne) i kajaków. Baza leży nad Czarnym Czeremoszem. Pozdro Wiesiek
  2. Pierwszą przymiarkę do skiturów w Czarnohorze zrobiliśmy w... 2012 roku. Byliśmy wtedy nawet na rekonesansie letnim, opracowaliśmy plan i zebraliśmy ekipę. Wybuch wojny pokrzyżował nam jednak plany. W tym roku udało nam się wrócić do tematu. Co prawda ze "starej" ekipy byliśmy tylko dwaj z Kamilem. Ze znanych tu na forum osób zasilił nas niezrównany MarioJ. Był też Robert Róg (czyli zawodowiec), Adam, Dominka (oboje z Wrocławia), Tomasz z Słupska, Piotr z Warszawy i Andrzej z Ostrowa Wlkp. Nowa była też formuła wyjazdu bo w ciągu tych paru lat pojawiła się bardzo ciekawa oferta profesjonalnego organizatora z Ukrainy. Ekipa z Białego Słonia nie tylko mogła zaoferować nocleg w pobliżu Czarnohory na campingu ale, co ważniejsze, bazę namiotową w środku tego parku narodowego. Do tego oczywiście usługę przewodnicką i aprowizacyjną. Oraz gotowy, wypróbowany program. Możecie zadać pytanie dlaczego z olbrzymich Karpat wybraliśmy akurat to pasmo? Powody były dwa - Howerla (czyli najwyższy szczyt Ukrainy) oraz fakt, że to były kresy II Rzeczpospolitej. Chcieliśmy zobaczyć ruiny obserwatorium meteorologicznego na Popie Iwanie. Nosiło ono miano "Białego Słonia" i leżało na granicy z Czechosłowacją. Warto doczytać więcej https://pl.wikipedia.org/wiki/Pop_Iwan_(Czarnohora) W ciągu ostatnich paru lat odbudowano dach na obiekcie Wyremontowano jakieś pomieszczenie robiąc tam "placówkę" GOPR. I to miał być nasz pierwszy cel. Dojście do szczytu i nocleg w ruinie. Niestety po naszym przyjeździe okazało się, że koszmarnie wieje. Pikanterii dodaje fakt, ze tydzień wcześniej na Popie Iwanie zamarzły dwie osoby (parę kolejnych z trudem uratowano). Po noclegu miał nas czekać długi przerzut po grani do wspomnianej bazy namiotowej. A prognozy na kolejny dzień były jeszcze gorsze. Wobec tego musieliśmy zmodyfikować plan. Dzień 0 Po długiej podróży (start z Wro - 7:30, Jasinia - 20:30) wsiadamy do busa z Białego Słonia i po kolejnej godzinie z okładem lądujemy na campingu Dzień 1 Po śniadaniu wsiadamy do aut i jedziemy do "kultowej" Dżembroni (nocowałem tam kiedyś w Chacie u Dymitra, jest tam też słynna Chata u Kuby - naszego rodaka). Zamiast drogi na Popa zrobimy pętlę wokół pobliskich gór. Naszym głównym celem będzie Smotrycz. Początek jest taki. Z buta jest pewnie kilkaset metrów. Naszym pierwszym celem jest Stepanec. Przepinka i pierwszy zjazd (służący ocenie naszych kompetencji) Idziemy dalej W miejscu gdzie na traku jest druga pętelka Wołodia zarządza obiad. Część ekipy robi sobie przerwę podczas gotowania wody na liofy i herbatę a reszta zalicza niewielki zjazd. Po obiedzie czeka nas wyjście na grań. Tutaj bardzo wzmaga się wiatr. Przeczekujemy gwałtowne podmuchy. Później jest gorzej, w którymś momencie przychodzi silniejszy poryw i cała drużyna pada na ziemię. Identyko jakby skosiła ją seria z kulomiota. Bardzo śmieszne to było... Ale nikt nie ma zamiaru zawracać. Grań blisko. Przed granią jest zdecydowanie spokojniej ale za chwilę się zaczyna już na poważnie. Czuję się jakbym stał pod silnikiem odrzutowca, kaptur łomoce jakby to była jakaś potężna maszyna. Przekraczanie linii szczytu na Smotryczy to już jest prawdziwa emocja. Teren jest wywiany do lodowych zastrug. Wiatr odrywa co jakiś czas bryłki lodowe i bombarduje tym nas. Ale to drobiazg bo otwiera się całkiem spora powietrzność i człowiekowi wydaje się, że może go tam porwać i zepchnąć. Widzę, że większość całkiem obesrana jest. Ale docieramy do przepinki. Ci co potrafią to zrobić na siedząco mają w miarę spoko. Innym trzeba troszkę pomóc. Nasz przewodnik ma przygodę bo wiatr mu dosłownie wyrywa nartę z ręki (na szczęście wbija się w śnieg 20 metrów dalej), Andrzej opowiada też później, że jak rozpiął pas piersiowy aby wyciągnąć aparat to mało mu plecaka nie zerwało. Ale chwilę później przygody się kończą, tracimy szybko wysokość, robi się spokojniej. Końcówka jest już przy czołówkach. Sporo czasu nam uciekło na tej walce...W Dżembroni jesteśmy już po ciemku. Przyjeżdża marszrutka i przygody się kończą. Na wizualizacji tak to wygląda. Wyszło pod 1500 m vertical i 18 km. Pierwszy dzień pokazał, że lekko nie będzie. Bardzo twardo, często wywiane do lodu, nawet depozyty dziwnie twarde. Beton i lód.
  3. Jeszcze raz - technika telemarkowa i alpejska ma 150 lat. I tyle w temacie. Wcześniej przemieszczano się na grubych deskach (bez cambera) przy pomocy jednego kija. Z techniką zjazdową czy to alpejską czy nordycką nie miało to nic wspólnego, więcej z rakietami śnieżnymi. I wcale nie skandynawowie byli prekursorami narciarskimi (według historyków, np najstarszy artefakt jest szwajcarski). A odnosiłem się do Twojego stwierdzenia o telemarku w którym nic nie jest prawdziwe. Pozdro Wiesiek
  4. No to sprawdź sobie historię. Styl nordycki i alpejski powstały praktycznie w tym samym czasie i wzajemnie się inspirowały. W dodatku mają po około 150 lat. To wynalazek sporo młodszy od np fotografii. Wcześniej narty służyły do przemieszczania się w terenie (chodzenia) i tutaj są nawet artefakty liczące 3500 lat. Ale my mówimy o technikach zjazdowych. Pozdro Wiesiek
  5. Raczej odwrotnie, w miarę spadku prędkości zmniejszasz zakrawędziowanie czyli rośnie promień (i to jest jedyna trudność przy 360-ce). Dowodem na to jest przecięcie swojego śladu. Najważniejsze w tej "ewolucji" jest odpowiednie dobranie terenu i narta o niewielkim r. Pozdro Wiesiek
  6. To byłoby zupełnie analogiczne do sytuacji gdyby na drodze mtb odradzać grzecznie jazdy po deszczu. Jak uznasz rację to jest dobrze a jak nie to też dobrze. Ale mnie mimo wszystko podobnie jak i Piotra interesują okoliczności takich sytuacji. Być może Pani właśnie zgłębiała tajniki jazdy kątowej i obsługa wykazała się zwykłą ludzką czujnością. Natomiast za to " a sftrefa freeride nie jest w ogóle ubita." Masz u mnie Pozdro Wiesiek
  7. Został czwarty dzień. Tu też znikąd nadziei bo to SHL. W dodatku lądujemy w Vorderglemm czyli do Fieberbrunn (gdzie mógłbym zrobić mała skiturę z nadzieją na wiosenny zjazd) kawał drogi. Co tu robić? No nic jadę do Fieberbrunn i się rozglądam. Dzikie tłumu, kolejki do wyciągów. Lodowiska, co przy mojej miękkiej i szerokiej narcie nie jest miłe. No niezły kanał. No ale to mi nie zepsuje humoru w końcu jest 3:0! I tak dojeżdżam do niebieskiego krzesełka (tego co zastąpiło orczyk) i tam dostrzegam wyraźną ścieżkę prowadzącą w las. Kawałek dalej rozdziela się na ślady - jeden jest na wschód a drugi na północ. Ten drugi jest dla mnie 100% jasny bo to na pewno jest zjazd do gondolki łącznikowej do Fieberbrunn. Warunki nie zachęcają do off piste bo jest lodowa skorupa ale trasa jeszcze bardziej nie zachęca. Zjazd jest ostrożny. Na łące dość spokojnie w lesie nawet nie próbuję i wybieram dukt co tam biegnie. Ale jakby co las jest spoko do jazdy. Niebieski ślad jest mój. Wyrysowałem jeszcze inne potencjalne linie. Jak sądzę nikt tam nie jeździ. W sumie jest 700 m vertical, około 4,5 km (z czego ostatnich kilkaset z buta). Ale gdybym nie jechał po drodze to pewnie byłoby dużo mniej. Biorąc pod uwagę północną wystawę i las to miejsce to powinno być długo dobre do jazdy Drugi zjazd był dużo lepszy. Wschodnia wystawa gwarantowała wiosenny śnieg. Było kilkaset metrów dojścia więc założyłem foki. Tutaj się zaczyna jazda. Po prawej w dole Saalbach Stok nawet niezbyt przejeżdżony. Trochę za późno to jechałem Polana w dół i to samo w górę Dalej trafia się na drogę, która ma dobry spad do jazdy więc nawet deskarzom można to polecić. Do Saalbach jest spory kawałek. To chyba jakiś znany trakt jest bo trochę spacerowiczów spotkałem. Na końcu ląduję przy oficjalnym deptaku Jeszcze wizualizacja. Wyszło około 5 km i 900 m vertical. Podsumowując bardzo się cieszę, ze jakieś kolejne warianty w tym ośrodku poznałem. Takich tras to pewnie z 10 się tam znajdzie... Oczywiście przyznałem sobie czwarty punkt. I w ten sposób wyjazd co miał być kichą okazał się bardzo poznawczy i udany. Pozdro Wiesiek
  8. Dzień 3 ekipa postanowiła spędzić w Arenie. Czyż można było mieć jakąkolwiek nadzieję? Trzy dni po niewielkim opadzie w ośrodku toptopowym w okresie feryjnym??? No i jak zobaczycie niech żywi nie tracą nadziei! Juras pokazał nam tajną miejscówkę, którą jeszcze znacznie ulepszyliśmy. Napisałem "śmy" bo tym razem mam z kim jeździć. Krzysiek co nie może uwierzyć, że było tak: Skakanie przez strumyk też było. I przechodzenie/przejeżdżanie przez wykute korytarze Zjechaliśmy to trzy razy (vertical - drobiazg 800 m) ale pilnie przyglądamy się co by tu jeszcze zahaczyć. I ostatni zjazd ma już 900+ m, co prawda w przetworzonych lub wiosennych śniegach ale fun też wielki. W dole nasz cel. To jeździliśmy wcześniej A to teraz I w ten sposób zrobiło się 3:0 Pozdro Wiesiek
  9. W zasadzie to chciałem zakończyć już ten wątek (tak aby obejmował po prostu dokładnie mój ostatni miesiąc jazdy w Austrii). Jednak na zakończenie lutego dodałem wyjazd, który okazał się nad podziw udany, niezwykły i uczący. Dlatego do czterech poprzednich relacji dodam 5 -tą. Zacznę od tego, że patrząc na prognozę pogody w okolicach 19-20 lutego doszedłem do wniosku, że tym razem nie będzie ciekawie. Upały w dzień i minus w nocy nie wróżyły nic dobrego na off piste. Ale nie udało mi się znaleźć chętnego na moje miejsce. Mając w perspektywie ponoszenie kosztów lub jakie by nie było jeżdżenie, wybrałem to drugie. Dlatego karnie zameldowałem się w piątek w busie Jurka. Pewną nadzieją była prognoza, która na ten dzień zapowiadała 15-25 cm (w zależności od ON) opadu. Choć z tymi prognozami to bardzo różnie bywa i nadzieja była umiarkowana. Ciekawy był punkt startowy - Hornbach. To świetna miejscówka na szybko: w pobliżu Kitzbuhel, Wildkogel, SHL, Arena Zillertal, St Johann, Weisse Gletscher Welt, Kaprun, Zell am See Dzień 1. Ze względów logistycznych zaczynamy w Kitzbuhel. Wjeżdżamy na Pass Thurn i świeżego zero... No cóż taka karma. Postanawiamy pojechać na Horn (w tej części nigdy nie byłem bo jest bardzo chimeryczna). Po drodze całkiem fajny (depozytowy) stok na Zweitausendern - sępów jednak nie brakuje i nie ma co tutaj tracić zbyt dużo czasu. Jedziemy do 3S aby oblukać najbardziej znane zjazdy pod nią. Dobrze to nie wygląda - to północny stok i mamy wielkie lodowisko. No to dalej. Gdzieś pod 12:30 docieramy na Horn. Tutaj jest pusto i zaskoczenie - ośrodeczek przeszedł gruntowną modernizację. Nowa gondola, nowa kanapa - robi się perełka. Najlepsze, że góra z ekspozycją południową odpuściła a jeszcze lepsze, że jest tylko trochę przejeżdżona. Czyli będzie dzisiaj jazda! Wystarczy trochę odjechać i robi się ciekawie. Patrzymy na potencjalne zjazdy do St Johann, tym razem nie ma na to szansy ale kiedyś się to zrobi. Ale zjazdy przy tej wypasionej gondolce są bardzo przyjemne choć to oczywiście ciężkie śniegi. To co można zrobić (ze względu na czas i konieczność powrotu) to trochę przetestować teren przy gondolce. Robię dwie zewnętrzne linie (1 i 2) i najciekawszą przez przełamania (3). Widać, że dostępny jest naprawdę duży teren. Można się tutaj najeździć po pachy. A później jeszcze zjazd na dół (a to jest konkret). Od Arka i Jurka wiem, że przy dużym wyśnieżeniu są z Horn genialne zjazdy (absolutnie nie do przejeżdżenia). Chłopaki ryli tam kiedyś jak dziki. Zaznaczyłem to granatowymi liniami. Wymagają one trochę drogi z buta na dole. Tym razem nie ma perspektyw na takie cuda bo na dole jest pewnie +15 i breja. Mimo tego decyduję się na zjazd pod gondolą i dół tego zjazdu jest ciężki. Na koniec jeszcze robię zjazd pod gondolą na Pass Thurn ale tam góra przeczołguje mnie niemiłosiernie. Nie mniej jednak uznaję, ze dzień jest bardzo do przodu. Horn wygląda więcej niż dobrze i mam nadzieję, że kiedyś będzie więcej czasu i najlepiej dostawa świeżego. Czyli 1:0. Dzień 2. Ekipa męczy dalej konia w Kitz. Udaje mi się namówić Jurasa na Weissee Gletscher Welt. To naprawdę nietuzinkowy ośrodek. Dla koneserów. Zlokalizowano go w stromej, mocno wciętej dolinie. Jest tutaj parę zbiorników wodnych i w lecie jest bajkowo. Patrząc z punktu narciarskiego to nie jest to teren dla rodzin z dziećmi. Popatrzcie na konfigurację terenu. Na początku jeżdżę sprawdzając off piste przytrasowe. Fotka ze zjazdu do krzesełka przy Tauernmoossee. Jak widać lepiej jest tutaj wiedzieć gdzie się jeździ. Ale nie off piste przytrasowe jest tutaj największym bogactwem. To bardzo znany ośrodek skiturowo/freeturowy. Popatrzcie na mapkę. Punktem wypadowym jest schronisko (hotel?) Rudolfshutte. Jak widać mamy tutaj cztery fajne cele Sonnblick, Granatspitze, Hochfuerleg i Totenkopf. Przezornie pościągałem sobie tracki ale nawet to nie jest konieczne bo z dołu jeziorka jak policzyłem wyszło około 40 skiturowców i mam ich jak na dłoni. Pora podjąć decyzję. Wjeżdżam krzesełkiem i podchodzę na trochę na Medelzkopf A dalej freeridowo docieram do jeziorka Tutaj zaczyna się moja droga. Zakładam foki i ruszam w pościg za peletonem! Myślę sobie o Sonnblick. Rzut oka w tył. Przez najbliższą godzinę zasuwam szparko (dlatego bez fot), udaje mi się dogonić paru Austriaków. W między czasie zdecydowanie pogarsza się pogoda. Zauważam, też, że quorum zdecydowanie wybiera Granatspitze choć widzę też dwóch kozaków na Sonneblick. Droga podejściowa na ten szczyt nie jest dla mnie jasna ale chyba trzeba podchodzić z buta w śniegu. Postanawiam zachować się konformistycznie i zmieniam cel. Granatspitze! Jeszcze widoczek. I znów jest przerwa w relacji fotograficznej bo jak dochodzę do skał - gdzie zostaje ostatnie 70 m w pionie to zaczyna wiać tak mocno, ze już o jednym myślę. Wiać! Nie tylko zresztą ja jeden - wszyscy sp...ją aż miło. Jadę w kiepskiej widoczności ale po pokonaniu obszernego plateau zaczyna się emocjonująco. Stromym trawers, śnieg przyjazny. Bajka. Ośrodek narciarski jest coraz bliżej rzut oka w tył - znów się robi widoczność. Kończę przy jeziorku Na wizualizacji wyglądało to tak (razem ze zjazdem z krzesełka). Doskonale widać tutaj, że określenie Gletscherwelt nie jest na wyrost. Choć skromne te lodowce tutaj są... Jeszcze mi nawet trochę czasu zostało ale nawet mi się nie chciało dalej "zwiedzać" ośrodka. Robię trochę nostalgicznych fot, które dobrze oddają surowy charakter tego terenu. Czyż muszę mówić, że wynik podwyższyłem do 2:0? Pozdro Wiesiek
  10. Planneralm to jeden z 5 ośrodków Schneebaren. Warto zapamiętać ten karnet - raz, że naprawdę blisko Polski (z Wro około 660 km). Dwa tanio - karnet sezonowy dla dorosłych to 425 E, ale do 25 lat już tylko 319! Dzieci zaś 145. Zwraca się to po dwóch wyjazdach przy łącznej ilości 11 dni jazdy. Normalny dzienny podstawowy skipas to około 40 E. Trzecim argumentem są znacznie mniejsze ilości narciarzy w gorącym feryjnym okresie. Powstaje pytanie co system oferuje. Moim zdaniem jest nieźle bo z punktu narciarza trasowego pozostałe ośrodki prezentują się też bardzo dobrze: - Riesneralm - tylko trzy wyciągi ale 1000 m przewyższenia i 10 długich pięknych tras. Możliwości off piste są dość ograniczone, mieliśmy tam jednak jedne z najlepszych jazd w życiu. - Tauplitz - bardzo dziwny ośrodek od strony Tauplitz, na szczęście przy Bad Mittendorf jest dużo lepiej. I jak się komuś chce dojeżdżać na leśny parking przy gondoli to polecam. Razem 1000 m deniwelacji i dobre tereny do jazdy na Lawinenstein. Możliwości off piste nie powalają... jakkolwiek we mgle, ale tam też znakomicie pojeździliśmy (pod gondolą i na zachód od tej linii). - Loser - chyba najefektowniejszy z karnetu - cztery porządniejsze wyciągi (plus orczyki), także 1000 m deniwelacji. Wyznaczona trasa skiturowa, nie najgorsze możliwości off piste (po prawej na mapie), kapitalne, dolomitowe klimaty. Na obu zdjęciach Loser. Mam podejrzenia co do istnienia elektryzującego zjazdu do jeziora (a nawet dwóch) ale bez ostrożnej wizji lokalnej bym nie zaczynał. Ostatni ośrodek Kaiserau - do pominięcia. Cały system jest zwarty, na jednym wyjeździe można na luzie codziennie odwiedzać różne miejsca. Dla mnie najciekawszy pozostanie Planneralm ze względu na opcje skiturowo-freeturow/freeridowe. Poniżej opcje skiturowe, które zrobiłem przez pierwsze dwa dni W ostatni wybrałem się na rekonesans na "tytułowy" Plannereck (fragment linii na dole na obrazku powyżej) Widok na ON ze szczytu Z tej strony potencjał jest też olbrzymi ale to stoki południowo-wschodnie i przetwarzanie było bardzo silne. Z lewej widać linię zjazdu z Plannereck. Na stokach południowych wyglądało to już zupełnie nie zachęcająco... W ostatnim dniu oprócz nas z Andrzejem (trasowiec) przyjechała na Planneralm cała ekipa Jurasa (JurekByd), co wcześniej katowała pobliskie 4Berge (znane też jako Schladming). Byłem bardzo ciekaw co po dwóch dniach jazdy w takim totalnym wypasie powiedzą na maluteńkie Planneralm. I cała ekipa, bez wyjątku, orzekła, że tu było lepiej! Przez wrodzoną skromność nie skomentowałem, że dla ogarniętych narciarzy takie sprawy są od razu oczywiste. Ciekawostką jest, że na Planneralm nie ma armatek. O czymś to świadczy... Warto sobie zanotować gdzieś w głowie takie "skromne" opcje. Polecam je szczególnie wszystkim tym co w komfortowych i bezpiecznych warunkach chcieliby pogłębiać poza trasową przygodę. Pozdro Wiesiek
  11. Wolałbym mówić o szeroko pojętej technice alpejskiej gdzie są nawet takie mało eleganckie elementy (ale czasem niezbędne) jak obskok, ześlizg, przekładanka. Czasem czasu na manewr jest naprawdę bardzo mało. Miejsce też jest deficytowe - bywa mniej niż długość narty. To miałem na myśli mówiąc o trudniejszych miejscach. Nie mówiąc, że jeździ się po zastrugach, wywianiach i innych dziwnych śniegach. Tam but przyspawany do narty wydaje się jedyną szansą. Jestem pewien, że technika alpejska jest dużo bardziej uniwersalna od nordyckiej. O paradoksie, przy postępie w TLT jest też lżejsza. Ale nie będę polemizował na temat super funu jaki może dostarczać telemark. choć myślę, że jak byś pojechał na wykroty gdzie co kawałek są ścianki, pryzmy, garby, rowy to latając co i rusz w powietrzu odkryłbyś, że narty alpejskie też mogą mieć niezwykły wymiar 3D. Trochę mnie kusi aby zweryfikować ten telemarkowy fun - tyle tylko, że też mi szkoda tych paru dni gdzie przecież mogę gdzieś fajnie pojechać. No pożyjom uwidim. A ten filmik co go pokazałeś to masakryczna nuda jest! Dla mnie antyreklama Pozdro Wiesiek
  12. Kontynuując lutowy freeridowo/freetourowo/skiturowy wątek. Tym razem obejdzie się bez zgadywanek. Z względów pragmatycznych - nie sądzę aby ktoś z Was to zgadł. Planneralm - freeride i skitury (17-19.02.2019) Zacznę od oficjalnej mapki. Już ta mapka wydała mi się podejrzana bo przyjrzyjcie się jeszcze raz W zasadzie trzy urządzenia wyciągowe a 7 oficjalnych tras (i jeszcze podwarianty). Do tego 12 tras freeridowych!!! Patrząc na zwykłą mapę jest jeszcze lepiej bo wtedy widać jak wielki teren jest udostępniony. W dodatku wszystkie trzy wyciągi prowadzą praktycznie na grań. I oferują konkretne przewyższenia. Jeździć można dosłownie wszędzie. W dodatku jest bardzo fajna, urozmaicona konfiguracja terenu. Na potwierdzenie kilka fot. Tutaj mamy oficjalną off pistę nr 8. Jeszcze lepiej jest wejść (z buta) na szczyt (Glaserkopf) bo za przełamaniem zaczyna się nieoficjalny (jeszcze ciekawszy teren do jazdy) Ponieważ jednak z opadu sprzed paru dosłownie dni (kiedy to jeździliśmy na sąsiednim Reiteralm po pas w śniegu) nie tylko nic nie zostało ale nawet było wprost przeciwnie to postanowiłem zająć się przeglądem sąsiednich szczytów. Popatrzmy jeszcze raz na wycinek mapy 7 potencjalnych fajnych celów do zaliczenia! Przez następne trzy dni łączyłem więc freeridowanie z freeturowaniem. Po lewej Karlspitze (zrobiłem go dwa razy z obu stron) Drugi był Schreinl A tak wyglądała przejście między tymi szczytami. Tutaj zaczyna się zjazd do kotliny po drugiej (względem Planneralm) strony grani A tak ten zjazd wygląda z dołu. Teraz na prawo wyjście na przełęcz Goldbascharte. Jeszcze rzut oka za i przed siebie Na przełęczy już tylko rzut kamieniem dzieli mnie od przyjaznego Planneralm Patrzę na Schreinl (na którym przed "chwilą" byłem) i zjazd. Pierwszy dzień udał się znakomicie. W drugim postanowiłem zrobić zjazd z Karlspitze (wczoraj tylko przez niego przeszedłem). Jak widać nie jestem sam Pięknie widać tutaj (po lewej) kotlinowy układ ON Po zjeździe włażę na Jochspitze i robię parę zdjęć na grań. a tak wygląda Jochspitze ze zjazdu (bardzo fajnego). Reszta dnia to ośrodkowe freeride. Oglądam sobie zjechane szczyty i wyznaczam cel na jutrzejszy, krótki dzień. CDN
  13. To jest idiotyczne - aby pojeździć trzeba spychacza. Na szczęście nie trzeba i to jest piękne. W kwestii telemarku to nawet chciałem spróbować (podobnie jak deski) ale chyba nie ma to sensu bo po pierwsze wróciłbym do początków i musiał poświecić sporo czasu aby wyjść dalej a po drugie musiałbym zrezygnować z trudniejszych zjazdów. Być może fun jaki miałbym w tym łatwiejszym terenie byłby wielki ale jak mam się pozbawić szansy zrobienia np grupy Monte Rosa na rzecz zgłębiania telemarku to po prostu nie mam na to czasu. Nie mniej jednak z wielką przyjemnością będę podziwiał tych co się w to bawią. Pozdro Wiesiek
  14. Być moze te 5x może być przeszacowane (choć materiały były w kontekście skiturów). Trzeba jednak zauważyć, że jest to ileś cykli odciążenia nart (do pozycji nieważkiej) rozpędzenia do 2x vśrednie przy oporze przesuwu. Gdy to zestawić z niesieniem ciężaru w plecaku (z prędkością jednostajną) to może tyle wyjdzie. Jak potrafisz to policzyć to zrób to! W każdym razie dla mnie nie jest specjalnym problemem niesienie 15 kg plecaka (nie mówię o jeździe). W plecaku przygniatające jest samo dźwiganie go ale wydatek energetyczny nie musi być duży. To dwie różne sprawy. Czyli ostrożnie przyjmuję, że być może te 5x rozumiane jako wydatek energetyczny (a nie komfort) jest jednak prawdziwe... Pozdro Wiesiek
  15. Ten śpiwór to rzeczywiście bardzo lekki jest (inni mają dużo cięższe). Ale jak zawsze coś za coś. po pierwsze krótki zamek i nie zwentylujesz nóg (co jest akurat bardzo przydatne) ale przede wszystkim jest na tkaninie 19 g/m2. W kurtkach a szczególnie spodniach podstawowa gramatura jest 50 (a wyjątkowo stosuje się 35). Schodząc na 25 pewnie osiągnąłbym te wspomniane 300 g. Uznałem jednak, że gra nie jest warta świeczki (i znacząco wyższej ceny). @surfing Natomiast porównywanie tych spodni puchowych z tymi z Decathlonu nie ma sensu. W 40% ceny jest 40% wartości izolacyjnej przy tej samej objętości i 75% wagi. Podobnie z swetrami puchowymi - fundamentalnie o ich wartości decyduje rodzaj i jakość wypełnienia a o trwałości rodzaj tkaniny. Sensowny sweter puchowy zaczyna się od 150-200 g wypełnienia puchem gęsim cuin 800. Daje to minimalną wagę 350 g (z bardzo lekką tkaniną) a bardziej prawdopodobne 400 g. Oczywiście mój punkt widzenia zależy od siedzenia (a siedzę w Alpach a nie np górach wysokich) Pozdro Wiesiek
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2018
×
×
  • Utwórz nowe...