Narty - skionline.pl
Jump to content

Wujot

Members
  • Posts

    2,564
  • Joined

  • Last visited

  • Days Won

    110

Everything posted by Wujot

  1. Nie wiem czy temat jeszcze Cię czy innych interesuje ale poużytkowałem rower dłużej. Kolej rozpracowana, byłem z tym w urzędach. I jestem zachwycony to jest rewelacja. Po pierwsze warto dokupić pokrowiec, o dziwo dosłownie idealnie pasuje od hulajnogi elektrycznej Xiaomi m365. Z tym pokrowcem pociągi są bezpłatne. Czyli 16 (8+8) zł w kieszeni. Po złożeniu (niewielki pakunek) trafia na bagażnik. Dość radykalnie wydłuża to czas pakowania (o całe 45 s). Dodajemy to do moich standardowych 15 s (podobno dochodzi się do 7). Razem... i tak nieżle. Najlepsze jest, że z takim pakunkiem bez problemu wbijemy się nawt w mocno zatłoczony pociąg bo jest płaski i układny. Dzięki temu można dojechać rowerem na stację, a później we Wro mieć dalej rower do dyspozycji. Przy obecnych korkach w centrum i kłopotach z parkowaniem na paru sprawach, oszczędza się dosłownie godziny. To jest świetny patent na bezkosztowy codzienny dojazd do miasta. Na cenach biletów zakup roweru zwraca się po 4 miechach. Podobno w komunikacji miejskiej też z takim pokrowcem się nie płaci... Teraz o jeździe. No wiec jest specyficzna i... kapitalna. To ma niesamowite przyspieszenie, nie wiem czy to kwestia niskiej masy rotującej (i małej masy całości) ale na starcie jestem szybszy od hulajnog elektrycznych (na trasie też). Daje się tym jechać tak maks do 25 km/h (bo szybciej nie wyrabiam z młynkowaniem). Na podmiejskich polnych dziurawych drogach mam przelotową średnią 16-18 km/h, w we Wro z staniem na światłach, tyle co zawsze czyli około 13 km/h. Pojazd jest niesamowicie zwrotny, przy większej prędkości boję się ruszyć kierownicą i jeżdżę jak w mtb z pochylenia. Tyle tylko, że obciążając siłą rzeczy głównie tył . Ogólnie rower jest bardzo nadsterowny, co myślę, że dałoby Ci banana takiego jak mi . Z wad, to każdy krawężnik jest co najmniej 2x wyższy jak dotąd, i trzeba uważać. Wjazd skosem na nawet niski próg to bankowy uślizg tyłu. Kostkę i żwir pięknie czuć. Przy hamowaniu musisz się zaprzeć nogą na pedale aby nie lądować jajkami na rurze. Po jednym ostrzejszym hamowaniu robisz to odruchowo. Jeszcze większego banana będziesz miał przygladając się rozwiązaniom technicznym. To mieszanka bardzo dobrych znanych komponentów (np linkowe hamulce tarczowe, bezobsługowe łożyska, dobrej klasy nóżka) z własnymi opracowanymi patentami. Wśród nich zatrzaskiwana główna blokada urządzenia i przegub kulowy na górze, to coś kapitalnego. Największym plusem jest chyba jednak napęd - kevlarowym paskiem klinowym. Zero serwisu poza sprawdzeniem linek co parę lat. 10 K wytrzyma albo i więcej. Wiedziałem, że Strida jest wyjątkowa (ma multum entuzjastycznych ocen). Ale jest lepsza niż to co ludzie wypisują! Oczywiście wszystko w zakresie komunikacji skojarzonej do której to roli została zaprojektowana.
  2. Bardzo dobry ośrodek, niby niebiesko ale czerwono. Zasadniczo szeroko, fajne konfiguracje i duża zmienność odcinków. Dobre możliwości offpiste (czyli nie płasko) - oczywiście gdy jest 1,5 m śniegu. Jedynym minusem jaki mi przychodzi do głowy jest kretyńskie oznakowanie tras. Otóż stawiali tam rząd tyczek, a w zasadzie solidnych pali, centralnie środkiem trasy. A ponieważ konfiguracja jest urozmaicona to we mgle bez problemu można było spaść na ściankach, przy boku tras. Pod tym względem, tradycyjnie, był to najgorszy ośrodek w Austrii. Chyba, że się coś zmieniło w ciągu ostatnich lat. Robiliśmy tam zawsze nielodowcowy początek sezonu (jak byliśmy na karnecie TSC) i zawsze była to dobra decyzja.
  3. 8 czynnych gondolek i 4 kanapy. Czy można mieć jeszcze jakieś wątpliwości??? W Gurglach chodzi wszystko co najważniejsze.
  4. No naprawdę nie spodziewałem się takiego pytania! Aby się nie powtarzać tutaj znajdziesz recenzję Schneebaren. Planneralm jest ośrodkiem genialnym. Riesneralm niezłym. Tauplitz stany średnie, Loser co najmniej dobrze, a być może świetnie. Co do pytania a obszar Lungau to system w którym spędziliśmy multum czasu. Na niepozornym Fanningbergu oraliśmy kiedyś dwa dni sami po pas w śniegu. Z Grosseck-Speiereck zjechaliśmy wszystkie możliwe opcje. Nawet na Ainecku są piękne linie offpiste. Kapitalny system. Ten sam wątek co go już wcześniej linkowałem
  5. Offpiste (freeride) to jazda z wykorzystaniem infrastruktury wyciągowej i raczej niewielkimi dojściami. Wiązanie do chodzenia jest tutaj opcją przy awaryjnym wycofie. Jest to zresztą logiczne - jak kupujemy karnet to warto wykorzystać go optymalnie. Freetour tym się różni od skiturów, że nastawiony jest przede wszystkim na dobrą jakość jazdy, ale przy możliwie sprawnym podejściu. Czyli buty są sztywne (>flex 110), deski szersze (powiedzmy 95 mm). Wiązania to już mocno indywidualna sprawa - wskazałbym tutaj ATK FR12 jako wpasowujące się w ideę mocniejszych wiązań, przy małej wadze. W zestawie freetour bez problemu zrobimy powiedzmy 1000 m vertical i będziemy mieli prawdziwą radochę z jazdy. Ideę freetour można oczywiście połączyć z narciarstwem ośrodkowym, wykorzystując karnet. Fajne jest to, że w każdej chwili można ten ośrodek porzucić i zaliczyć jakiś bardziej spektakularny temat. Tak zrobiłem np. na Weisssee Gletcher gdzie przez pierwsze dwie godziny pojeździłem linie w ON, po czym uznałem , że nie ma tam co więcej tracić czasu i polazłem na Granatspitze (jakieś 900 m vertical). Można w ten sposób wydłużyć dzień, najeździć się po pachy a do tego być w miejscach gdzie dużo mniej luda trafia. O ile set turowy może ważyć 3200 g (buty, wiązania, deski) to freetour byłoby około 5000 g. Klasyczne freeride na szynówkach i butach alpejskich to nawet 8000 g. Te różnice w wadze nie do końca oddają rzeczywiste możliwości podejściowe. U mnie w najlżejszym zestawie zrobiłem kiedyś 2600 verticalu, w freetour to chyba 1500 by mi serdecznie wystarczyło, ale w klocach freeridowych to nie chciałbym przekroczyć 500.
  6. Zasadniczo bardzo dobrze opowiedziane, mam dwie uwagi. Świetny moment do jazdy ośrodkowej zaczyna się już około 20.11. Mamy wtedy otwarte Gurgle (a za chwilę Ischgl) i to jest prawdziwy, wypasiony, kapitalny i obowiązkowy początek sezonu. Narciarstwo kwietniowe oczywiście ON położone wyżej, ale przede wszystkim na północnych ekspozycjach, to jest klucz do wyboru. Nie ma jeszcze potrzeby jazdy na lodowcach. --------------- Czerwcowe skitury to jest już bardzo mocno po sezonie. Większość schronisk jest (już dawno, od 6 tygodni) zamknięta. Możliwość zjazdu mamy powiedzmy do 2500 m n.p.m. W zasadzie poza (bardzo wymagającą i trudną logistycznie do dobrej aklimatyzacji) grupą Monte Rosy w Alpach nie ma wtedy czego szukać (nie mówię o jakiś tematach żlebowych). Zaś nieprzyjemny (tłok i tyczki) początku sezonu, przy odrobinie szczęścia, można ominąć jeżdżąc offpiste lub freetour. Były sezony gdzie w październiku mieliśmy po 8 dni na offpiste. Choć oczywiście trzeba liczyć się wtedy z dewastacją ślizgów. W ogóle jeśli chodzi o skitury to główny sezon jest w marcu i kwietniu (oraz początek maja). Tutaj autor ma słabą orientację. -------------- Zgadzam się też, że szkoda jeździć na siłę na nartach gdy można mieć "letnie" aktywności. Czyli październik i połowa listopada warunkowo (na warun offpiste), Koniec listopada i połowa grudnia - alert. Od połowy stycznia - alert. W okresie feryjnym - tylko mądre wybory, są ośrodki w których można najeździć się po pachy, miłośnicy offpiste i freetour mają wypas. Marzec i połowa kwietnia - alert (wszystkie aktywności). Maj skiturowy - wysoko. Czerwiec też w górach ale... na rowerze.
  7. Wujot

    Schladming

    Bez problemu da radę, ale nie jestem pewien kiedy "uruchamiają" ten zjazd. Tzn ratrakują. Bez ratraka to jednak jest słabo bo spad niewielki i w świeżym (albo mokrym) czeka kijkowanie. Ale jak jest trochę lodu i twardo to polecam.
  8. Wujot

    Schladming

    Szkoda z tym noclegiem... Bo wszystkie trzy systemy "Gastein" są relatywnie słabe. W tych dolnych sporo nudnych przejazdówek, dużo luda, ja tam nie znalazłem prawie niczego (czyli jednej epickiej trasy) ciekawego. Za to Sportgastein jest ośrodkiem frirajdowym, ale raczej nie przytrasowo (dość nudno). Tylko albo zjazd do szosy i powrót skibusem (super trasa), albo jako punkt wyjścia pod skitury (czy tam freetour) na przykład w stronę Molka (Baumbachspitze). Zwrócę Twoją uwagę na Radstadt - mały, pusty ośrodek z pięknymi trasami (co ich nie ma w Gasteinach). Warto zajrzeć nawet na pół dnia (bo to przecież blisko innych ON) I jak już napisała @tanova "obowiązkowo" Hochkonig. Tam można zaś przeżyć pierwsze przygody guasioffpistowe bo skibusem jedzie się z Muhlbach na Hochkeil (tak o 15:00, dojazd kwadrans), zalicza trzy orczyki (zawsze był tam najlepszy śnieg). A później, po 16:00 zjazd 8 km do... Bishofshofen (najlepiej umówić się pod skocznią). Prawdę powiedziawszy trasa jest ratrakowana, łatwa i trochę nudna. Ale z epickimi widokami, i ta przygoda bycia wysoko, i pusto, i sami, i tak inaczej. No i co najważniejsze w "doliczonym czasie". Trzeba tylko znaleźć frajera, co nas koło tej 17:00 odbierze z Bishofshofen coby się nie telepać z buta na busa przez miasto, a później kombinować dojazd do Muhlbach.
  9. Wujot

    Schladming

    Podobnie jak Mariusz wolę Hochkonig jak 4Berge. Co ciekawe oba ośrodki zagospodarowują cztery kolejne szczyty. Tyle tylko, że pierwsze pojedynczymi wyciągami a w 4Berge obudowane gdzie się da. Czyli ten drugi jest pewnie 3-4x większy. W Hochkonig jest zdecydowanie luźniej na trasach, a co, dla mnie, najważniejsze potencjał freeridowy jest wielokrotnie większy i bardzo ciekawy, także z mocno nieoczywistymi pomysłami. Trasowo ośrodek też jest interesujący. Jeśli zaś chodzi o 4Berge to chyba najlepsza jest część w Haus gdzie jest ciut luźniej i bardzo szerokie trasy na których można się rozpędzić. Poza tym nie wiem jak oni to robią ale nawet w bardzo ciepłych dniach jest tam twardo i relatywnie równo (choć przy dużym ruchu nie ma cudów). Patrząc na inne pobliskie ośrodki SkiAmade to jeszcze huśtawka Kleinarl - Flachauwinkl- Zauchensee jest znakomita. Ale nie jeździłem tam po połączeniu z Flachau i jeśli koszmarna czereda z tego ośrodka przeniosła się tam, to może już nie być fajnie. Jazda w Flachau jest traumatyczna, parę razy tam zajrzeliśmy i mam nadzieję, że nigdy więcej. Jest jeszcze parę mniejszych ośrodków (byłem we wszystkich z karnetu, poza tymi na orczykach) łącznie z Graukogel . Choć nie jestem pewien czy to ostatnie nie było już na SSSC. Całe SkiAmade jest położone nisko (poza, raczej freeridowym, Sport Gastein). To warto uwzględnić w planach bo może być różnie ze śniegiem. I tutaj Haus mimo bardzo niskiego położenia oferuje najdłuższy sezon, kiedyś jeździliśmy tam w październiku! To mistrzowie w naśnieżaniu i utrzymaniu tras.
  10. Masz wymagania, sam bym chciał taki mieć. 48 godzin na yr.no sprawdza się nieźle. Można tam wybrać konkretną górę.
  11. Zdecydowanie zabrakło cudzysłowu. Rower to pojazd napędzany siłą mięśni, te z niewielkim wspomaganiem to pedelce. Mocniejsze są motorowery lub zgoła motory.
  12. I gdybyś takiej argumentacji użył od początku to można byłoby rozmawiać. Choć ja na przykład uważam, że jest duży sens brania własnego wyszynku i nie tylko dlatego, że w wielu przypadkach jest znacznie wyższej jakości (wyroby mięsne), ale przede wszystkim logistyki. Po prostu duża oszczędność czasu, bo nie zawsze hipermarket jest blisko miejsca noclegu. To przeważnie 20-30 km (x 2), czasem w dużym ruchu, dalej. Do tego same zakupy też trwają. Prawie zawsze na wyjazdach na których byłem mieliśmy gotowe dania (często z cateringu) - to kolejna oszczędność czasu. Oszczędność paliwa o której wspomniałeś to dla mnie abstrakcja, bo jedzenie to przecież ledwo kilogram/dzień/osoba. Czyli na osobówkę 20 kg. Ale nie mam problemu z tym, że ktoś się żywi w restauracji. Albo dla odmiany sam skrobał ziemniaki i je gotował. Natomiast przypomnę Twój przedziwny otwierający wpis w temacie.
  13. Mam mieszane uczucia patrząc na tę latarkę. Bo w sumie spory grzmot a akumulator tylko 5500 mAh. Wychodzi mi, że 18650 z ogniwem 3500 mAh (zdecydowanie mniejszy zestaw) wychodzi lepiej jeśli chodzi o relację waga/siła. Ale cena kontra moc na pewno wychodzi fajnie. Oddzielną kwestią jest, że 3500 lm to między bajki można włożyć. I dobrze, bo tak można byłoby jajka na obudowie smażyć. Wystarczy przyjrzeć się jak są rozwiązane dobre latarki taktyczne o dużych mocach. Ale kluczowa jest zupełnie inna sprawa - nieprzyjemna spotowa charakterystyka świecenia. Po różnych moich nocnych jazdach nabrałem przekonania graniczącego z 100% pewnością, że latarka na rower, jeśli jest jednodiodowa, to musi mieć kolimator eliptyczny który daje spłaszczoną elipsę światła. Mój przerobiony Convoy ma taką charakterystykę. I to się cudownie sprawdza, bardzo przypominając światła samochodowe. W skręcie oświetla znakomicie boki, ale co najlepsze, nie są one prześwietlone, nawet gdy jedziemy wąską ścieżką między drzewami. Cała scena oświetlona jest bardzo równomiernie i powiedziałbym harmonijnie. Podobny efekt można osiągnąć dając diody biskiego i dalekiego zasięgu (tak jest na przykład w Petzl Nao2). Kolimator zwiększa (na logikę) też zasięg w centrum. Dobra latarka (i dobry uchwyt) to nie jest prosta sprawa. Oczywiście gdy jedziemy w trudnym terenie a nie chcemy zbytnio zwalniać.
  14. Mam nadzieję, że skusisz się na szersze wykorzystanie roweru w okolicach o których napisałaś. W zasadzie prawie wszystko w Rudawach Janowickich (na północny-zachód od Kamiennej Góry) i całe Góry Krucze (obok Lubawki) można zaliczyć na rowerze. Przy czym są tam miejsca o różnych trudnościach. Na przykład całe Wzgórza Karpnickie (to część Rudaw) są genialne pod spokojną turystykę. Natomiast Góry Sokole czy główny masyw są miejscami mocno wymagające, ale też trzeba wiedzieć jak tam jeździć. Obok Kamiennej Góry jest zupełnie nieznany Czarny Las Góry Krucze obok Lubawki (nietypowy południkowy przebieg) są kapitalne. To strome kopce ale z dobrą infrastrukturą dróg szutrowych, można jednak znaleźć też bardzo trudne linie. Oddzielnym tematem jest dolina Bobru w wielu miejscach idealna pod jazdę rodzinną. Myślę, że ze dwa tygodnie akurat by wystarczyły na zapoznanie się z okolicą. Na zachętę dam parę zdjęć i parę moich zapisanych śladów na mapie (czyli to co można i co się jeździ). Wzgórza Karpnickie Rudawy Janowickie, druga fota to Enis (trudno się dostać na rowerze) Góry Sokole Teraz z Gór Kruczych Na koniec epickie zjazdy w Czarnym Lesie, a konkretnie to wpych roweru aby powtórzyć zjazd. No i mapka z pomysłami co warto zrobić
  15. Statystycznie raczej tak jest. A dokładniej spełniają swoje zadanie podczas intensywnego podejścia. Powiedzmy do -15 stopni i przy niewielkim wietrze. Już -10 stopni plus wiatr typu 15 m/s zmuszą do założenia trzeciej warstwy a -20 stopni z wiatrem do czwartej. Istotne jest aby ubranie dopasować do tematu. Czym innym jest jednodniowe turowanie w Karkonoszach czy Tatrach na prognozę (wtedy możemy pozwolić sobie na lżejszy ubiór) a czym innym wielodniowe przejście w Alpach na wysokości 4 km. Z ryzykiem załamania pogody. O tym czy wybrać SS 300 czy 500 g zadecyduje temat i indywidualne predyspozycje. Ponieważ SS najczęściej jest jednak noszony na grzbiecie to walka z obniżeniem jego wagi (i objętości) nie jest tutaj priorytetem. O paradoksie zdecydowanie bardziej zadbałbym o to przy HS, gdzie najlżejszy jest mocnym wskazaniem.
  16. Na wtorek prognoza pogody znów była optymistyczna. Ruszyłem więc znów na podbój Odry. Nawiasem mówiąc mam plan aby ją przejechać po obu stronach od Kędzierzyna (Koźla) - Do Krosna Odrzańskiego. W sumie to będzie kilkanaście 50-70 km pętli obejmujących najciekawsze miejsca. W zasadzie to mi już bardzo mało co zostało bo do Nowej Soli już mam prawie rozpracowane. Dlaczego Odra? Nie chodzi tutaj o to, że to jakaś romantyka. Po prostu przy takiej dużej rzece mamy koncentrację bardzo różnych tematów. Są tam przecież spore miast z wiekową historią. Dalej były to, od zawsze "inkubatory przemysłu". Ale też niektóre fragmenty przy rzece (szczególnie te gdzie wpadają dopływy) są zdecydowanie słabo dostępne, więc ostały się tam lasy łęgowe i grądy. Mamy więc mieszankę w miarę dzikiej przyrody, historycznych historii oraz industrialu. Plus trochę terenów wypoczynkowych no i oczywiście rolnych. I jakieś tereny ni w pięć ni w dziewięć. Bardzo fajnie wychodzi logistyka eksploracyjna bo wzdłuż rzeki biegną solidne linie kolejowe i można robić z nich kombinacje zarówno pętli jak i tras liniowych. Tym razem w planie był start w Opolu po zachodniej stronie Odry do Krapkowic i powrót po wschodniej. Warun był ciekawy bo przynajmniej w pierwszej części dnia sporo chmur i nieliczne przebłyski słońca. Trzeba było więc być czujnym jak ważka, przewidywać kiedy pojawi się światło na planie, i bez namysłu to wykorzystać. Czasem trwało to aż 2 s. Na początek Opole i Wyspa Bolko. Później jazda najbliżej rzeki jak się da. Tutaj po raz pierwszy pojawia się dzisiejszy lejtmotyw Tu też jest. A tu kolejny fragment infrastruktury, wielokilometrowy przenośnik. Tutaj już razem w kupie cementownia Górażdże i taśmociąg z kopalni Folwark. Po drodze Odra do pokonania. Zostawiamy z tyłu instalację Teraz historia - zamek Rogów Opolski (trochę w bok ale trzeba) I Krapkowice z wieżą zegarową, dalej zamek. I symboliczna fota - Zamek Krapkowice i przystań rzeczna czyli wszystko co trzeba. Zamek Otmęt (to już po nawrotce) Tego nie mogłem sobie odmówić - Otmęt. Dzieciom PRL nie trzeba przypominać. Natura natury. I mocne uderzenie! Górażdże to największy producent cementu w Polsce a Polska to drugi producent w Europie. Czyli istotny gracz (i wielka spalarnia kłopotliwych odpadów). Znów przestajemy się odwracać. Kolejny industrial. Słowo "Famet" z mapy niewiele mi mówiło więc się dokształciłem. "Produkcja aparatury i urządzeń przemysłowych - wielkogabarytowych konstrukcji spawanych (w tym korpusów turbin i generatorów), płaszczowo-rurowych wymienników ciepła, kondensatorów pary, podgrzewaczy regeneracyjnych, aparatów kolumnowych i reaktorów chemicznych, zbiorników ciśnieniowych i filtrów gazu. Ponadto - elementów turbin wiatrowych, dźwigów i maszyn przeładunkowych." I rzeczywiście, kilkanaście albo kilkadziesiąt fabryk i ciężki kaliber. Nawet własny port mają (ale nic się tam chyba nie dzieje). Na koniec rekreacja wzdłuż Odry (Kamionka Bolko - czyli efekt powodzi z 1997 r) Na koniec trasa. Niebieski to był plan - różowy praktyka. Ale jak widać i tu i tu udało się blisko rzeki.
  17. Myślę, Mariusz, że to zależy od wyczucia. Czasem tak, czasem inaczej. Zależy czy rower jest mokry i uświniony. W każdym razie mały pakunek jest o wiele poręczniejszy od dużego roweru.
  18. Znalazłem różowy za 1700 zł. Strida LT.
  19. Dla mnie Strida to rower do komunikacji skojarzonej. Podjeżdżam pociągiem lub autem w okolice centrum tam gdzie jeszcze łatwo i darmowo można zaparkować. A dalej rower bo jest najszybszy. Ze stridą mogę wsiąść do windy, wejść do sklepu, tramwaju czy autobusu. Zapakowanie, wypakowanie to chwila. To jednak do jazdy jest rower a nie hulajnoga, a po złożeniu jest od niej niewiele większa a sporo lżejsza (od elektrycznych). Wydaje mi się, że w pociągu powinna być bezpłatna (jak duży bagaż) nawet bez pakowania do pokrowca. Sprawdzę to niedługo.
  20. Obejrzyj stridę, dla mnie to absolutnie genialny składak - 5 okrążeń przed resztą. Filmik dość przegadany ale Pers... z Wrocławia. Możesz zresztą przesunąć na 2" i zrozumiesz dlaczego posiadacze Stridy dadzą się posiekać za to cudo.
  21. Robię komórką bo sprzedałem system Nikona Najlepszy aparat to taki co masz go zawsze ze sobą. Lustrzanka oprócz niewątpliwych plusów jakim jest świetny plik wyjściowy i dużej elastyczności w kształtowaniu obrazu ma spore minusy, szczególnie na rowerze. To potężny grat wymagający dużego pokrowca i multum czasu na wyjęcie i zapakowanie. Przy setkach zdjęć robią się z tego dodatkowe godziny plus wątpliwa przyjemność targania tego złomu. Smartfon jest "darmowy" bo i tak używam go do nawigacji. Mam go w płaskiej kieszeni na szelkach plecaka. Zatrzymuje się na punkcie fotografowania (to ważna rzecz - stanąć od razu dokładnie tam gdzie trzeba bez ganiania po planie). Przez lata wykształciłem ten instynkt typowania punktu robienia zdjęcia. Wierzcie mi, przeważnie jest tylko jedno miejsce gdzie trzeba być i jeden właściwy kąt widzenia obiektywu. Na szczęście smarfon daje mi wybór trzech kątów (ogniskowych), gdy go brakuje robię serię która sklejam w PS. Dłuższych ogniskowych trochę brakuje - no cóż nie wszystko można mieć. Wielkim plusem jest wszycie danych geolokalizacyjnych do foty (bez instalowania niewygodnego modułu jak w lustrze). Na plus smartfona działa też specyfika fotografii krajobrazowej czy architektury gdzie oczekujemy pełnej ostrości i podbitych kolorów. Oddzielną sprawą jest dopasowanie ujęć do warunków. Możecie to nazwać poszukiwaniem szans. Na przykład w fotografii krajobrazowej podstawowe jest światło słoneczne i dobre chmury. W takich warunkach mamy duże szanse na atrakcyjną, homogeniczną, serię zdjęć. Jeśli brakuje chmur to zmuszeni jesteśmy do szukania sztafażu, przeszkadzajek, kadrów z małym udziałem nieba (czyli wyszukiwaniem czegoś w pierwszym planie), koncentracji na jakiejś opowieści. Zresztą to trzeba mieć zawsze w tle głowy. Dlatego w ostatnim zestawie zdjęć jest niby nieładna fota z tablicą "przeprawa promowa bezpłatna". To otwiera temat! W zasadzie to, w sumie, najważniejsza sprawa. Nie chodzi o ładne obrazki (o to też) ale o zbudowanie wrażenia fajnej przygody (niezwykłej drogi). Przy takim podejściu nie ma znaczenia czym fotografujemy ani czy dany obrazek jest ciut lepszy czy ciut gorszy. Myślenie sekwencyjne gdzieś mi tam mocno towarzyszy (choć oczywiście jak widzę ładny obrazek to przeważnie się zatrzymam). Ale później w relacji bardzo trzeba dbać aby foty nie były zbyt podobne w kompozycji i ujęciu. Stąd należy też żonglować kadrami i użyciem wycinka (tutaj telefon nie ułatwia zadania). To wszystko oczywiście przy jak najmniejszym zużyciu czasu. W zasadzie robię to dość automatycznie i z dużym nadmiarem zdjęć tak abym mógł łatwo przypomnieć sobie każdy fragment trasy. Średnio przywożę od 500 do 700 fot z dnia. Duża część to powtórzenia z drobnymi lub większymi modyfikacjami kadrów. Czas na planie jest bardzo cenny i zamiast zastanawiać się co jest lepsze to wolę obejrzeć to na kompie. Czyli cyk, cyk, cyk, cyk. Do kieszonki i dalej w drogę.
  22. W sumie to naprawdę zdumiewająco dobrze ( i dość lekko) działa. Przeprawa trwa chwilę, prędkość jest wolno idącego człowieka. Myślę, że można to uznać za swego rodzaju atrakcję turystyczną. Na stronie internetowej są godziny przepraw jest ich 28 par połączeń dziennie. W porach "rowerowych" przeważnie 2 na godzinę. Nie ma oczywiście obowiązku ciągnięcia za drąg (są zresztą tylko 4 szt) ale jak zauważyłem wszyscy miejscowi łapią za nie. Oczywiście jest etatowy "promowy" zamykający i otwierający rogatki na drodze i taśmę wjazdu.
  23. No to obejrzyj sobie jak się konstruuje ciuch pod suwak.
  24. To może jeszcze pokażesz jak to w gotowej kurtce zrobić? Czyli kurtki będą kosztowały zawsze tyle samo. Logika à la Spiochu
  25. Bo ja robię zdjęcia tylko wtedy gdy wiem, że wyjdą.
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2021
×
×
  • Create New...