Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 23.08.2019 w Odpowiedzi
-
4 punkty
-
Dzisiaj poszliśmy z rodziną do Czerwonego Kalsztoru. Droga jest dość długa ale malownicza. Widoki na Sokolicę i Trzy Korony są bajeczne. Na początku była duża mgła ale po 30 minutach już świeciło słońce i było pięknie. W Czerwonym Klasztorze zjedliśmy Bryndzowe Haluszki (wiem, zła pisownia). Myśleliśmy że wrócimy busem za Sromowiec ale przewoźnik odwołał kursy Sromowce - Szczawnica (w szczycie sezonu...). No trudno, wracamy na nogach. Po drodze zakup w sklepiku na Słowacji (Złoty Bażant za 0,85 €, w schronisku Orlica 10 PLN...). I wracamy Przełomem Dunajca do Schroniska.2 punkty
-
Stoki w Wierchomli i Szczawniku większość zna. Nie ma co pisać, wystarczy pogooglowac. Nic nowego tam nie ma. No może trochę końcówka trasy w Wierchomli jakby bardziej łagodna. Trasy dobrze przygotowane, objechal em dziś wszystkie. Na górze zimno, było -12 jak zaczynałem, ale wiatr potegowal uczucie zimna. Dziś i jutro skipass kosztuje 25 zł. Takie ceny powinny obowiązywać ale sezon. Do tego kolejek nie było, jazda na okrągło. Załączam parę zdjęć z dzisiejszego nartowania.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Po nartach w lipcu, o czym pisałem ostatnio: przyszedł czas na narty w sierpniu W sierpniu miałem już okazję na nartach jeździć: w 2016 i 2017r. na Hintertuxie. Za pierwszym razem było dużo śniegu i wspaniała jazda po 18km nartostrad, za drugim razem trafiłem na falę upałów "Lucyfer" która zamieniła jazdę w walkę o życie na topniejącym, antycznym lodzie. Tym razem wybór padł na miejsce dla mnie nowe, czyli Passo Stelvio we Włoszech, czy raczej w Południowym Tyrolu, gdyż jak mawiają niektórzy lokalsi, "Südtirol ist nich Italien". Passo Stelvio, znany też jako Stilfser Joch to letni ośrodek narciarski, czynny od maja do listopada, a rozciągający się między 2750mnpm (przełęcz) do ok. 3450mnpm. Sam wjazd na przełęcz dostarcza wielu emocji. Zjeżdżając nagrałem cały zjazd do miejscowości Prad ma ok 24km. Ma on 48 ponumerowanych zakrętów o 180 stopni i średnie nachylenie 7,4%. Przejazd nim to piękne widoki, przeciskanie się między murkami, samochodami, kamperami, motocyklistami i kolarzami, a wszystko przy dźwięku zarzynanych silników i zapachu palonych sprzęgieł i hamulców. Na jednym z zakrętów nagrała się stłuczka Samo ośrodek reklamuje się jako "największy letni ośrodek narciarski" z 30km nartostrad, ale taka oferta jest dostępna tylko na początku sezonu. W sierpniu zjazd ze stacji pośredniej Trincerone do przełęczy jest już pozbawiony śniegu, a zjazd z Livrio do Trincerone jest przejezdny, choć formalnie stoi tablica z informacją "zamknięty". W praktyce narciarze używają go na koniec dnia, aby zjechać do stacji pośredniej. Po odliczeniu tras zamkniętych na treningi, do amatorskiej jazdy pozostają 3 wyciągi talerzykowe i 4 trasy o długości ok 1km każda. Większość oznaczona jest kolorem niebieskim, ale są to porządne, szerokie stoki o przyzwoitym nachyleniu. Ośrodek jest bardzo malowniczy, a przy górnej stacji wyciągu nr 6 (Cristallo) można podejść kilkanaście metrów do góry, skąd rozciąga się niesamowity widok na dolinę po drugiej stronie masywu. Warunki trafiły mi się bardzo dobre, z dobrą pokrywą śnieżną, bez "wystającego" lodowca i z dobrą pogodą. Pierwszego dnia, po bezchmurnej nocy warunki były perfekcyjne: twardo i szybko, drugiego było bardziej miękko, ale jak na lato, bardzo przyzwoicie. Dzięki umiarkowanemu nachyleniu można cieszyć się fajną jazdą, a nie robią się przy tym - jak na Hintertuxie - muldy po pachy. Warto wspomnieć, że w 90-letniej historii ośrodka tylko raz został zamknięty z powodu braku śniegu - właśnie w czasie wspomnianej fali upałów "Lucyfer". Wyciągi narciarskie działają od 6.30/7.00 do 12.30, tak więc po zakończeniu treningów (około południa) nie zostaje wiele czasu na skorzystanie z pozostałych, udostępnionych stoków. Po zjechaniu do doliny zostaje za to sporo czasu na spacer po okolicach przełęczy i skorzystanie z przyzwoitej oferty kulinarnej. Przełęcz jest mekką kolarzy i motocyklistów, za dnia przeżywa oblężenie jednośladów. Reasumując, te ośrodek ma ode mnie dużą okejkę Acha, karnet 1-dniowy kosztuje 47 euro. A tutaj krótkie wideo podsumowanie. W drodze powrotnej warto zatrzymać przy zalewie w Graun im Vinschgau. A na koniec nienachalnie zapraszam do polubienia mojego niekomercyjnego profilu na Facebooku, gdzie opisuję swoje narciarskie przygody https://www.facebook.com/skibumpl/ Pozdrawiam! www.passostelvio.eu1 punkt
-
1 punkt
-
Pozazdrościć koledze brania,musi mikeć urzekającą osobowość,a ja zawsze mam problem ze skompletowaniem 2-3 ofiar do auta...1 punkt
-
Dzisiaj trochę bardziej egzotyczna relacja rowerowa, bo aż z Gór Skalistych. Od paru dni jestem w Wyoming w okolicach Jackson Hole. Jest to jedno z moich ulubionych miejsc i mam to szczęście, że ze względów rodzinnych co jakiś czas (raz na kilka lat) udaje mi się tu przyjechać. Od zawsze obiecywałem sobie, że za którymś razem podjadę rowerem pod ośrodek narciarski Grand Targhee i dzisiaj udało mi się zrealizować ten plan. Z wielu względów łatwo nie było - po pierwsze nikt z sąsiadów nie miał specjalnie nadającego się do jazdy roweru szosowego (niestety mój Canyon czeka w Krakowie); po drugie było cholernie dzisiaj gorąco, choć w miarę nabierania wysokości robiło się przyjemniej chłodniej; po trzecie jestem tu dopiero od dwóch dni i nie bardzo zaaklimatyzowałem się do wysokości - mieszkamy na mniej więcej 2tys. mnpm, a podjazd jest na około 2.500 mnpm. Na Garminie wygląda to mniej więcej tak - zasadnicza część podjazdu ma około 10 km i niecałe 500 metrów przewyższenia. Technicznie nawet to nie jest takie trudne, ale ze względu na wysokość i przełożenia w rowerze, ze dwa razy nawet nie to, że brakło pary w nogach, tyle że kompletnie mnie zatkało i trzeba było przystopować na złapanie oddechu: Teraz co do sprzętu. Najlepsze co udało się znaleźć, to nawet ciekawy rower, bo produkowany przez firmę Lightspeed rower z ręcznie wykonaną tytanową ramą. Rowery był produkowany w Tenessee w drugiej połowie lat 90tych. Miał niestety średnio górskie przełożenia - kaseta z tyłu miała 8-przełożeń, coś w stylu 11-23, no ale jakoś daliśmy radę: No cóż trzeba było zacząć zasadniczą część podjazdu - znak pokazuje, że do ON Grand Targhee mamy od tego miejsca 6,1 mili, czyli ok. 10 km: Droga wspina się do Góry. Asfalt jest bardzo równy i gdyby nie dwa momenty, gdzie całkowicie brakło tchu, a nie dało się już zjechać przełożeniami niżej, to byłoby super. Widoki są świetne, już od samego dołu widać królewski szczyt tej okolicy Grand Teton (4199 mnpm) - tzw. Tetons (od nich wzięła nazwę cała dolina, czyi Teton Valley), to tak naprawdę trzy szczyty, z czego będący po środku Grand, no cóż jest najbardziej... grand: Tu parę widoczków ze wspinaczki: Widoki cudowne: Po dłuższym czasie docieramy do szczytu, czyli ośrodka narciarskiego Grand Targhee. Jak głosi tablica - ośrodek obchodzi swoje 50-te urodziny. Dysponuje on 4-ma krzesłami; jest pozwolenie na wybudowanie dwóch kolejnych 6-cio osobowych długich kanap. Ośrodek słynie ze świetnych warunków śniegowych, więc praktycznie nie ma tu sztucznego naśnieżania (widziałem słownie jedną armatkę). Latem jest on mekką dla rowerów XC i Enduro - jest olbrzymia ilość tras i szlaków. Z górnej stacji krzesła na Fred's Mountain (coś pod 3 tys mnpm) rozciąga się piękny widok na Grand Tetons: Po podjeździe nie mogło oczywiście zabraknąć nagrody w postaci lodów i kawki: Zjazd na dół minął bardzo szybko - można się tutaj naprawdę rozpędzić, ale okazało się, że mój Litespeed ma problem ze scentrowanym kołem z tyłu - podjeżdżając tego nie czułem, ale przy ponad 50 km/h wibracje były dość przerażające, a hamowania mocno niepewne. Rower w końcu miał ok. 25 lat na karku, więc postanowiłem dać sobie na wstrzymanie. Za to widoki w dół też piękne: No coż - na tym w zasadzie mogę skończyć relację czysto rowerową. Na koniec mogę tylko polecić te okolice - niestety dostanie się tutaj z Polski jest skomplikowane, czasochłonne i drogie. Ja mam to szczęście, że mieszka tutaj moja rodzina i tzw. wikt i opierunek mamy zapewnione. Magnesem są dwa parki narodowe Grand Teton National Park i oczywiście znany wszystkim Yellowstone National Park, gdzie planujemy wybrać się z dzieciakami jutro. Zakończę relację dwoma widoczkami od strony doliny Jackson Hole - widać Tetony od drugiej strony niż na mojej relacji rowerowej oraz widoczek z jeziorkiem:1 punkt
-
1 punkt
-
Narty w Lipcu? Czemu nie? Po ubiegłorocznej przygodzie w Zermatt w tym roku postawiłem sprawdzić co do zaoferowania mają latem austriackie lodowce. W 3 dni odwiedziłem zatem 3 lodowce, leżące w trzech austriackich krajach związkowych: Kitzsteinhorn (Salzburg), Mölltaler Gletscher (Karyntia) i Hintertux (Tirol). Wrażenia które tu opiszę są wyłącznie moim odczuciem, a niektóre informacje są dla niektórych oczywiste, ale proszę o wyrozumiałość 1️⃣ Na pierwszy ogień poszedł najmniejszy z wymienionych Kitzsteinhorn. Liczba otwartych w lecie stoków ogranicza się do 400-metrowej traski przy górnej stacji. Biorąc pod uwagę cenę karnetu (42 euro) jest to chyba najdroższy ośrodek na świecie, przeliczając cenę za 1km trasy, nawet biorąc pod uwagę że bilet daje nam dostęp do restauracji, platformy widokowej i stoku na którym pojeździć możemy na sankach… 400-metrowa trasa nie dostarcza wielkich przeżyć – sam ośrodek też reklamuje się raczej jako miejsce do „testów sprzętu” i „sesji foto”, ponieważ na serio pojeździć się tu nie da. Na stoku od rana faktycznie pracuje sporo instruktorów i trenerów z dziećmi, a około 12.00 robi się pusto i można sobie pozjeżdżać oraz (głównie) powjeżdżać do góry powolnym orczykiem. Reasumując: jeśli jesteś rekreacyjnym narciarzem i przy okazji wakacyjnego pobytu w Austrii chciałbyś przekornie nauczyć się jeździć na nartach lub posmakować letniego narciarstwa, by potem zdjęciami oszołomić znajomych, którzy w tym czasie prażyli się na plaży, to Kitzsteihorn jest idealny😊 📍 Kitzsteinhorn: 📆 Otwarty: czerwiec/lipiec 📏 km tras: 0,4km ⏱️ Godziny otwarcia: 8.15-14.30 💶 Cena karnetu: 42 euro Małe podsumowanie wideo: 2️⃣ Drugim odwiedzonym lodowcem był Mölltaler Gletscher w Karyntii. Dojazd do niego jest nieco upierdliwy – najpierw mocno dziurawą i wąską – jak na austriackie standardy – drogą, następnie podziemną kolejką i w końcu gondolą. Na samym lodowcu działają teoretycznie 3 trasy: czerwona i 2 niebieskie (o długości ok. 1km każda), przy czym podział na dwie niebieskie trasy jest raczej symboliczny, a samo ich nachylenie jest całkiem spore.. Na górę wjeżdżamy 6-osobową kanapą, a niedaleko jej górnej stacji rozciąga się rzekomo piękna panorama z widokiem na najwyższy austriacki szczyt – Grossglockner. Dlaczego rzekomo – wyjaśniają zdjęcia… Bardzo bawiły mnie liczne pytania, czy na stoku widuję "dziewczyny w bikini" Ośrodek jest czynny cały rok, choć w ciągu lata trzeba obserwować pokrywę śnieżną, by nie wpakować się w jazdę po gołym, antycznym lodzie… Reasumując – jazda bardzo przyjemna, solidna, choć na dłuższą metę dość monotonna. 📍 Mölltaler Gletscher: 📆 Otwarty: cały rok 📏 Km tras: 2km (oficjalnie: 3km) ⏱️ Godziny otwarcia: 8.00-14.00 💶 Cena karnetu: 49 euro I wideo: 3️⃣ Perłę Tyrolu - Hintertux - zostawiłem sobie na koniec, bo to ośrodek który znam i w którym mógłbym tam jeździć z zamkniętymi oczami. Jak na połowę lipca, warunki trafiły mi się wyjątkowo zimowe: rano -2C i śnieżyca, popołudniu lekkie słońce (choć i tak mocno grzejące – wszak to lipiec) i jazda po 10cm świeżego śniegu. Hintertux jest czynny cały rok i stale otwarte jest ok. 18km tras, choć im późniejsze lato, tym większą ostrożność zalecam, ponieważ można trafić na doskonałe warunki (jak ja w sierpniu 2016), albo na jazdę po gołym, topniejącym lodzie (jak ja w sierpniu 2017). Z reguły we wrześniu zaczyna sypać od nowa, a sezon zimowy zaczyna się od października, ale i tu może trafić się susza (jak mnie w 2018). Miały się wtedy odbyć „Powder days”, zjechało się mnóstwo „pozatrasowców” na tych swoich szerokich nartach, a w rzeczywistości śmigało się niemal po gołym lodzie, po którym kierowcy ratraków rozpaczliwie próbowali rozetrzeć pozostałości z wrześniowych opadów… W lipcu jednak warunki są na ogół przyzwoite, a do tego moim zdaniem Hintertux oferuje niezrównane widoki (choć równie dobrze może się trafić widoczność na 30m 😉). Mnie o poranku powitał taki oto piękny widok na Olperer: Dodatkową atrakcją jest możliwość zwiedzenia wnętrza lodowca. W tym roku byłem tego bliższy niż kiedykolwiek – już nawet zapytałem o cenę i godzinę rozpoczęcia wycieczki 😜. Do dyspozycji narciarzy są dwie gondole, 2-osobowa, leciwa kanapa (fajna opcja na ciepły, słoneczny dzień) oraz orczyki. Z rana część tras jest okupowana przez zawodników, od około południa robi się pusto, choć przy ciepłej pogodzie także mokro i miękko. Ale to lipiec, więc… nie narzekamy! 😊 Reasumując – największa liczba wyciągów i tras oraz dolina o dużej bazie noclegowej i gastronomicznej sprawia że jest to mój ulubiony ośrodek. 📍 Hintertux: 📆 Otwarty: cały rok 📏 Km tras: 20 ⏱️ Godziny otwarcia: 8.15-16.00 (wyciągi orczykowe do 13.30) 💶 Cena karnetu: 46 euro I jeszcze krótkie podsumowanie wideo: A na koniec nienachalnie zapraszam do polubienia mojego niekomercyjnego profilu na Facebooku, gdzie opisuję swoje narciarskie przygody https://www.facebook.com/skibumpl/ Pozdrawiam!1 punkt







