Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 04.08.2020 w Komentarze w blogu

  1. Sobota - pętla z Piwnicznej-Zdrój przez Cyrlę pod Halę Pisaną Ostatni dzień naszego urlopu w Beskidzie Sądeckim spędziliśmy znów na górskiej wyrypie. Pogoda - idealna do wędrówki: słońce i rześki, północny wiatr. Cudownie! Zaczynamy przy parkingu w uzdrowiskowej części Piwnicznej. Pierwsze trzy kilometry to marsz boczną, asfaltową drogą do wioski Głębokie. Oj, fajnie byłoby mieć tutaj rower! W Głębokiem wchodzimy na niebieski szlak, który ma prowadzić ścieżkami do źródełka Św. Kingi. Źródełka jednak nie znajdujemy, tylko jakąś kaskadę między domami. Hm... Za zabudowaniami szlak skręca ostro pod górę - idziemy najpierw łąką, a potem lasem. W nagrodę mały relaksik na polanie Kretówki i takie widoczki ... W oddali widać już schronisko Cyrla, do którego zmierzamy na obiad. Bardzo polecam - fantastyczna kuchnia! Mój gulasz jagnięcy w sosie porowym. Pychota! I znów wędrujemy Głównym Szlakiem Beskidzkim - jest pięknie! Jest to zarazem szlak papieski i partyzancki, o czym informują tabliczki: Na szlaku szopka bożonarodzeniowa i krzyż. Takie sąsiedztwo Nieco przed Halą Pisaną od GSB odchodzi żółty szlak do Piwnicznej-Zdrój, którym schodzimy. Jest niemniej malowniczo: Gdzieś pod Jarzębakami: W Jarzębakach miejscowy doradza nam podejście na Bucznik i rzeczywiście warto, bo jest bardzo widokowo: Kapliczka i krzyż milenijny na kopule Bucznika: Widok ze szczytu na Kicarz i Piwniczną-Zdrój. Czy tutaj na Kicarzu jest/był kiedyś ośrodek narciarski? Tak to trochę wygląda. I ten sam Kicarz z dołu, z Piwnicznej ... ... Zdrój Kolejne ponad 20 km w nogach i żal, że tydzień tak szybko minął. A w niedzielę - daleka droga do domu. Prawie dwanaście godzin - przez korki na bramkach na A4, godzinka zeszła nam także na odwiedzinach na cmentarzu po drodze. Bardzo fajne miejsce na wakacyjny reset, mnóstwo pozytywnej energii, piękne wspomnienia . Warto było!
    6 punktów
  2. Piątek - rafting na Popradzie i słowacki Bardejov Powiem tak - spływ całkiem sympatyczny, choć w porównaniu z ubiegłorocznym raftingiem Dunajcem, jednak mniej spektakularnie i mniej adrenaliny. Niestety standardowo spływy kończą się przed Żegiestowem i przed Łopatami (polską i słowacką), które miałam nadzieję zobaczyć z wody. Może kiedyś, jak będziemy sami, to uda się ogarnąć dłuższą trasę. Tymczasem kilka fotek z rzeki: Wczesnym popołudniem było po wszystkim, więc przejechaliśmy się jeszcze na Słowację pozwiedzać Bardejov, zwłaszcza, że pogoda się poprawiła. Na rynku: I tenże rynek z góry, z kościelnej wieży: Uliczka Johna Lennona I na koniec spacer murami miejskimi:
    3 punkty
  3. Czwartek - rowerowa wycieczka doliną Popradu do Muszyny Przy takim licznym składzie jak nasz siłą rzeczy część wycieczek była w podgrupach, bo wiadomo - jedni wolą bardziej, inni mniej intensywnie, jedni chcą więcej zwiedzać, inni preferują sportowo, albo chcą odpocząć. Tak też było z naszą wycieczką rowerową, na którą - oprócz Darka - namówiłam naszą córkę oraz sąsiadkę Monikę z partnerem i synem. Rowery wypożyczyliśmy grzecznościowo w hotelu po sąsiedzku - dostaliśmy Gianty na szerszej oponie i jeszcze dwa jakieś inne rowery. Dałyby pewnie radę na górskich szlakach w okolicy, ale jednak zdecydowaliśmy się na spokojniejszą transgraniczną trasę wzdłuż Popradu z Wierchomli Małej, w której mieszkaliśmy, do Muszyny i powrót słowacką stroną. Trasa jest częścią polsko-słowackiego projektu Aquavelo, który ma docelowo połączyć uzdrowiska doliny Popradu (m.in. Szczawnicę. Piwniczną, Muszynę, Krynicę Bardejov i Starą Lubovną) ścieżkami rowerowymi lub drogami publicznymi o małym natężeniu ruchu, a także odcinkiem długodystansowego szlaku EuroVelo 11 z Grecji do Norwegii. Pierwszy przystanek w Wierchomli Wielkiej to urocza, drewniana cerkiewka łemkowska, w której kilka konserwatorek właśnie pracowicie odnawiało malowidła. Po spokojniejszym odcinku boczną doliną wyjeżdżamy na główniejszą szosę z Piwnicznej do Muszyny, poprowadzoną również przy linii kolejowej. Ruch samochodowy nie jest bardzo duży, ale jeździ trochę ciężarówek do pobliskich zakładów Muszynianki i jakaś budowlanka, a droga wojewódzka nr 971 jest dość wąska i bez pobocza. Trzeba uważać, nie ma czasu na robienie zdjęć. Na szczęście po kilkunastu kilometrach, w Andrzejówce zaczyna się DDR-ka, która początkowo prowadzi wzdłuż szosy, ale wkrótce skręca w stronę rzeki, wijąc się malowniczo wśród podbeskidzkich łąk. Chwila odpoczynku nad Popradem, gdzie właśnie spływają kajakarze i pontony. W piątek to my będziemy na wodzie. DDR-ka poprowadzona jest do Milika, gdzie można przeprawić się nowiutką - chyba jeszcze nie odebraną technicznie - kładką na słowacką stronę. Chcąc dojechać do Muszyny trzeba wrócić na szosę. Na szczęście to tylko kilka kilometrów. Dojeżdżamy do miasteczka i przeprawiając się przez most drogowy zaglądamy do parku zdrojowego na Zapopradziu: Po obiedzie w Muszynie wracamy do kładki w Miliku, aby przeprawić się na słowacką stronę: I jeszcze widok na Poprad - w tym miejscu, gdzie przy brzegu pieni się woda, następnego dnia mieliśmy małą kolizję pontonową, wskutek czego nurt o mało nie wbił nas pontonem na ostre żerdzie z krzaków: Po słowackiej stronie piękny, nowiutki asfalcik i praktycznie zerowy ruch samochodowy: Monika w Legnavie: Takie widoczki po drodze ... Na rozstaju: Kolejna kładka - Mały Lipnik-Andrzejówka W Małym Lipniku zatrzymujemy się na małe co nieco: Mimo, że trasa prowadzi wzdłuż rzeki, to od tego miejsca zaczyna się kilka podjazdów. Ale między nimi takie fragmenty - można odpocząć i nasycić wzrok pięknymi widokami: Ostatnia górka przed Mniszkiem nad Popradom i granicą na moście: I znów kilka kilometrów ruchliwą szosą do Muszyny, a na koniec - 5,5 km podjazdu do Wierchomli Małej. Podjazd nie bardzo stromy, ale dłuuugi, więc w upale można się było trochę zmęczyć. Jednak było warto. Bardzo fajna trasa i świetna wycieczka. I takim to sposobem zrobiłam w lipcu trzeci tysiąc km na rowerze w tym roku. Jestem też dumna z naszej młodzieży - córka rowerem jeździ w zasadzie tak do paczkomatu albo 15 km nad jezioro, a tu proszę - dała radę ponad 70 km w podgórskim terenie i nawet zadowolona 👍! Gdybyśmy przyjechali na dłużej niż tydzień, to pewnie wzięlibyśmy swoje rowery, bo to fajna odmiana dla wycieczek pieszych (i szansa na regenerację dla moich stóp, które w każdych butach trekkingowych niestety kończą z pęcherzami ).
    3 punkty
  4. Środa - turystycznie do Sącza i Sącza Prognozy na środę były takie sobie - trochę burz, trochę przejaśnień, więc zrobiliśmy sobie luźniejszy, odpoczynkowy dzień objeżdżając okolicę krajoznawczo. Ruiny zamku w Rytrze i widok z nich na dolinę Popradu: Stary Sącz - urokliwa starówka i pyszne lody czekoladowo-różane w rynku: I Nowy Sącz: W końcu burze przeszły bokiem i wcale nas nie zmoczyły.
    3 punkty
  5. Wtorek - Królowa Radziejowa 1262 m npm. W zdecydowanie najbardziej upalny dzień z całego tygodnia postanowiliśmy zdobyć najwyższy szczyt Beskidu Sądeckiego. Jakoś nam tego dnia wybitnie nie zagrała logistyka - długo trwał gramoling, potem rozstawienie samochodów w Kosarzyskach i Obidzy, a na dodatek zgubiły się dzieci, które poszły przodem szukać szlaku. No dobra, dzieci pełnoletnie, mają komórki, więc w końcu się ogarnęły i znalazły. Startujemy niebieskim szlakiem z Kosarzysk, bardzo stromo pod górę - dobrze, że w cieniu. A potem ja zgubiłam szlak, idąc sobie piękną drogą na manowce, zamiast kolejną ostrą ścieżyną pod górę. Moje cudne manowce: Zawracam jak niepyszna i wreszcie dochodzimy do żółtego szlaku z Piwnicznej na Niemcową. W drodze z Darkiem Upał doskwiera - napiłby się człowiek jakiegoś zimnego piwa, zjadłby coś. Okazuje się jednak, że Chatka pod Niemcową nie działa, o czym dowiadujemy się dopiero na szczycie - podobno podupadła na amen, a właściciel też w kiepskiej formie. Jak na złość, nie zabraliśmy tym razem chleba i konserwy, ale na szczęście awaryjnie mam w plecaku wczorajsze drożdżówki i wodę. Dobre i to. Na beskidzkim szlaku: Od Wielkiego Rogacza zaczyna się najbardziej spektakularny kawałek szlaku. Tatry, Pieniny i Beskidy mamy jak na dłoni. Gdzieś tam jeździ na rowerze w kółko @marboru z Paulą. Mają zdrowie - w taki gorąc! Pod szczytem spotykamy przyjaciół, którzy wchodzili krótszym szlakiem - z Obidzy i dalej wędrujemy razem. Wreszcie jest i Radziejowa! Turystko - witaj na szczycie ! Wierzchołek Radziejowej jest zalesiony, dlatego stoi tam drewniana wieża widokowa. Oficjalnie - zakaz wstępu, bo brakuje odbioru technicznego po remoncie. Wracamy z Wielkiego Rogacza do Obidzy. Po drodze - idylla, słoneczko dogrzewa. Jak tu nie kochać Beskidu?! Niby tylko nieco ponad 16 km, ale za to prawie 1000 m w pionie.
    3 punkty
  6. Dziękuję @cyniczny. Postanowione, jeśli będziemy w Bieszczadach, to w pierwszej kolejności mała pętla...a jak będzie na to czas, to w drugiej kolejności duża. Przekonałeś mnie co do priorytetów Dziękuję @christof warto taką trasę mieć w CV Polecam Trzeba się kiedyś tam wybrać...choć, to chyba tylko przy okazji... bo dla nas z Mazowsza taka wyprawa, to prawie jak Austria...więc zawsze jedziemy do Austrii, lub dalej Pozdrawiam serdecznie.
    1 punkt
  7. @marboru Ostatnie zdjęcie, to nie szlak na Rysy. To Osterwa, popularna narciarsko, szczególnie wiosną
    1 punkt
  8. Bardzo aktywny i urozmaicony urlop, nic dziwnego, że czujecie w nogach . Jak widać można uciec od tłumów nawet w Tatrach, być w pięknych miejscach i świetnie spędzić czas. Gratulacje!
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...