Niedziela. Trzecia i ostatnia część Szlaku Ogórka w brandenburskim Spreewaldzie to 80-kilometrowa pętla północna z Lubolz koło Lübben, którą pokonaliśmy w kierunku przeciwnym do ruchu wskazówek zegara. Podjechaliśmy rano autami z rowerami na bagażnikach, bo wyruszaliśmy z miejsca oddalonego o blisko 40 kilometrów od naszego noclegu, a potem mieliśmy też trochę bliżej do Szczecina.
To był zdecydowanie najbardziej spokojny fragment Gurkenradweg - próżno tutaj szukać autokarów wycieczkowych i gwarnych miejscowości turystycznych. Zamiast tego jest kilka jezior, będących siedliskiem wszelakiego ptactwa, liczne odnogi Szprewy i Dahme, lasy, łąki oraz kameralne miejscowości z agroturystykami. Szlak wiedzie głównie asfaltowymi, bocznymi drogami, jest trochę dróg dla rowerów, sporo szutru i krótkie odcinki z płyt betonowych, bruku oraz gruntowe.
Zapora i śluza na Szprewie w Petkamsberg:
Zaraz za nią jedzie się wzdłuż jezior, które powstały jako rozlewiska Szprewy.
Pocztówkowe Schlepzig ze starym młynem oraz uroczymi kafejkami nad kanałem - o tej porze ruch na wodzie i w kawiarenkach jest jeszcze niewielki.
Kolejne jezioro - Neuendorfer See - nad którym jest spory kemping, ale i kilka dzikich zejść nad wodę. Szlak biegnie blisko linii brzegowej.
Kolejny foto-stop na zaporze w miejscu, gdzie Szprewa łączy się z kanałem Dahme-Umflutkanal. Kanał zbudowano w 1904 roku, aby odprowadzić nadmiar wód ze Szprewy do jej dopływu - Dahme. Miało to uchronić dolny Spreewald od powodzi, a zarazem poprawić warunki żeglugi na Dahme.
Dalej jedziemy do miejscowości Köthen, gdzie zaglądamy nad kolejne jezioro, z nawet ciepłą wodą. Zastanawiamy się nad kąpielą, ale jednak zwycięża opcja pysznej kawy z jabłecznikiem i lodami w pobliskiej kawiarence. I słusznie, bo jak się wkrótce okazało - przyda się nam trochę wzmocnienia przed ostatnim, wymagającym fragmentem trasy.
Za Köthen szlak skręca w las, wiodąc najpierw trawersem zbocza wzdłuż łańcuszka trzech malowniczych jezior:
Droga najpierw łagodnie pnie się lekko w górę, ale z czasem robi się bardziej stromo, a ubity, leśny dukt ustępuje miejsca luźnym kamykom. Przez jeden z nich Darek łapie kapcia.
Ostatnie 20 km to trochę ścieżka zdrowia. W przeciwieństwie do pozostałej - płaskiej - części Szlaku Ogórka, pod Krausnick jest spore wzniesienie (143 m npm.) z dłuższym, szutrowym podjazdem o nachyleniu do 8%. Trzeba pokonać przewyższenie ok. 100 metrów. - ale strach się rozpędzić z góry, bo droga kręta, a nawierzchnia usypuje się. Następnie kawałek piachu, w którym trochę ugrzęzłam, a na koniec asfaltowa DDR-ka przez las, wzdłuż zwykłej, gruntowej drogi, ale zmuszająca do jazdy slalomem między poprzecznymi barierkami co sto-dwieście metrów. Po co wytyczać DDR-kę na takim zadupiu, zamiast poprawić istniejącą drogę i po co stawiać te głupie metalowe barierki, gdy nie ma tam praktycznie żadnego ruchu - nie wiem.
I tak dojeżdżamy do Lubolz:
Około 17-tej kończymy, by jeszcze przed dwudziestą zameldować się w domu. Tak blisko, a jednak inaczej i bardzo fajne tereny na rower, a pewnie też i na kajak. Pozdrawiam.