Podziwiam samozaparcie.Oczywiście jest coś w atmosferze na żywo,ale reasumując bilans strat i zysków-złapanie wszystkich srok za ogon jest trudne.Widziałem PŚ w Solden i Kranjskiej na żywo,i dość.Wolę po kawałku.Pojeździć kiedy indziej i gdzie indziej,pooglądać w telewizji.Cała logistyka,niesłychanie wtedy trudna.Mam swoje łapanie srok w optymalnych okolicznościach,początek kwietnia w Val Gardena.Widzę na żywo z 10 metrów ileś osób z czołówki PŚ,wyjeżdżam z nimi w jednym wagoniku.Mam okazję porównać ile wolniej zjadę 6 km giganta,siedzę potem przy stole razem z Innerhoferem czy Brignone,a po zawodach mogę pojeździć,ile dusza zapragnie na pustych stokach,z trzydniowym karnetem za pół ceny.I bez walki z internetem,prosty formularz,80 euro wpisowego,i gotowe.To jest to,na co warto czekać rok po roku,a nie 4 lata...