-
Liczba zawartości
7 223 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
599
Zawartość dodana przez marboru
-
Muszę, muszę :wink: To chyba jakiś nałóg :biggrin: Właśnie dokończyłem opisywać kolejną Górę... ...zapraszam do relacji: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php/21566-Czupel-Beskid-Mały?p=240607&viewfull=1#post240607 :cheerful:
-
Czupel - Beskid Mały. Cz.4 - OstatniaZagłębienie terenu z bliska (Mario - miałeś rację. Fota mega spłaszcza teren). Dochodzimy do "Skały Czarownic"......Góralu jaka to była legenda z tym miejscem związana? "Głaz" z bliska: Powoli wychodzimy z lasu......i ponownie widok w stronę Skrzycznego. Wychodzimy z lasu i rozpoczynamy ostatni etap naszej przygody po całkowicie płaskim terenie.Widoki?Spójrzcie. I widoczek pożegnalny na Czupel - z tej perspektywy wygląda świetnie. Zdobywcy na jego tle. Beskidy nas żegnają magią kształtów i kolorów......czyż nie są piękne? Kończymy szlak - GPSy tego dnia pokazują nam, że mamy w nogach ok 25 km po górskim terenie.Żegnamy się z Darkiem - Góralu raz jeszcze dziękujemy bardzo za towarzystwo i przewodzenie "skionlinowemu stadku" :applause:Zasłużyliśmy na porządne i smaczne jedzenie.Zwieńczeniem weekendowej przygody w Beskidach mogła być tylko jedna knajpa......kultowa i znana z WZFów - Rogata! Nawet na ścianie mają tam "niedobrą Borutę" :eek: ...a oprócz tego - doskonałe jedzenie!Rogatą polecam każdemu - jesteś w BB i jesteś głodny? To tylko do "diabelskiej" karczmy... Ufff skończyłem.Trzy Góry, trzy długie relacje.W kamerze, w aparacie ponad 1300 zdjęć - to chyba jakaś choroba?KoniecPS. W tym miejscu chciałem jeszcze raz publicznie podziękować wszystkim Forumowiczom za spotkanie. Jesteście super Ludziska!Podziękowania szczególne dla Izy i Maćka za to, że nas tak wspaniale ugościli i dbali o to, by niczego nam nie zabrakło......zwłaszcza dobrego humoru i ciepłej, rodzinnej atmosfery.Ten weekend jeszcze długo będziemy pamiętać i wspominać.Dziękujemy razem z Paulą.pozdrawiammarboru
- 2 odpowiedzi
-
- 11
-
-
Obyś miał rację - bo z takim rowerem, do szosówek terenowych, nie miałbyś startu. Zobaczymy jak to będzie w sobotę? Z drugiej strony... ...tyle km masz w nogach, to i szosy prześcigniesz Maciek :cheerful:
-
Czupel - Beskid Mały. Cz.3Charakterystyczne suchy pień w okolicach szczytu... Miejsce wypoczynku, które również byłoby idealne na biwak. Trawa, równo, miejsce na ognisko, ławeczki - czego chcieć więcej? Schodzimy.Jest późno, a my głodni - pora na jakiś obiadek.Po drodze jeszcze widoczki... Jezioro Międzybrodzkie? Wchodzimy w las i robi się magicznie. I byłoby idealnie, pięknie gdyby nie dobiegający z oddali głos motorów krosowych.Przecież w tym miejscu jest zabroniony ten sport...a może się mylę?W każdym bądź razie w lesie mnóstwo zniszczonej ściółki leśnej a ścieżki dla pieszych porozjeżdżane - hałas w okolicy niesamowicie uciążliwy.Ślady: Wychodzimy na małą polankę - kolejny krótki odpoczynek. Ponownie zagłębiamy się w las.Dookoła zielono a przed nami szlak, który jakby się wrzynał w górę tworząc wąski i głęboki rów. "Trzech Wspaniałych"... ...jaskółka. CDN
- 2 odpowiedzi
-
- 11
-
-
Rzeka Biała - brutalna :wink: Tak się zastanawiam... ...czy w tym wyścigu pod Magurkę będzie jakiś teren? Po tym asfalcie najlepszy rower, to byłaby chyba szosa jeśli nie będzie nic poza równym i twardym podłożem. W każdym bądź razie będziemy trzymać kciuki. Powodzenia Maciek!!!
-
Czupel - Beskid Mały. Cz.2Po drodze odsłaniają się widoki również z kierunku przeciwnego do Beskidu Śląskiego. Po kilku kilometrach marszu po równym odsłania się nam "kopuła szczytowa" Czupla.Jeszcze kilka minut i będziemy na miejscu. Część z tutejszej roślinności chora? Zaatakowana przez jakieś szkodniki? Tuż przed szczytem "bramka" z małych, kolorowych flag. Jeszcze kilka kroków i będzie sukces! Zaliczamy z Paulą 15 Górę Korony Gór Polskich oraz jednocześnie domykamy Koronę Beskidów. Wieje mocny wiatr i zaczyna pokrapywać deszcz.Przez chwilę nie wiemy co robić. Pędzić dalej w dół, czy jednak chwilę odsapnąć?Niektórzy ubierają coś na siebie a inni postanawiają coś zjeść, uzupełnić płyny.Zdobywcy: Oczywiście nie mogło się obyć bez okolicznościowych fotek :smile: Paula: Chłopaki... ...i cała grupa. CDN
- 2 odpowiedzi
-
- 10
-
-
Ostatnia Góra, którą zaliczyliśmy w miniony weekend był Czupel, który jest najwyższym szczytem Beskidu Małego - 933 m npm.Zaraz po zdobyciu Skrzycznego - trzy auta wraz z naszym lokalnym przewodnikiem Darkiem skierowały się w stronę kolejnego celu.Szybkie zakupy, "porzucenie" jednego z samochodów pod sklepem i po kilku minutach startujemy.Początek szlaku zaczyna się przy tablicach informacyjnych dla turystów.Logistyka - szlak na Magurkę a potem granią na Czupel. Dopiero co wybudowany zbiornik retencyjny, niemalże pusty. Mimo dużej ilości burz, nawet w Górach jest susza.Potoki, strumyki raczej nie mają zbyt wiele wody. Na początku szlaku wita nas tutejszy grajek. Idziemy drogą asfaltową i tylko od czasu do czasu wchodzimy w las.Tutaj w przyszły weekend Johnny będzie walczył o czołowe pozycje w wyścigu rowerowym. Jest dosyć stromo.Upał, zmęczenie po zdobyciu najwyższego szczytu Beskidu Żywieckiego i Śląskiego daje o sobie znać.Odpoczywamy w cieniu. Na prowadzeniu Mario... i Mario... Dochodzimy pod Magurkę.Tu wiodący piechur udaje się samotnie zdobyć pieczątki do książeczek KGP, a reszta grupy przestraszona zbliżającą się burzą, postanawia nie zwlekając skierować się bezpośrednio w stronę celu.Po drodze mijamy piękny dom......co takiego w górach z super panoramą widokiem? Marzenie. Tu między drzewami odsłania się widok na Skrzyczne. Przy skrzyżowaniu szlaków szukamy Jaskini Smoczej......niestety ani mi, ani Góralowi to się, nie udaje. Szkoda, bo wszystko przygotowane - my na czołganie na wejściu, czołówki by świecić, sprzęt elektroniczny by robić fotki.Może następnym razem? Ciśniemy granią w stronę Czupla, a za nami wędrują ciemne chmury - uparły się na nas? CDN
- 2 odpowiedzi
-
- 10
-
-
Czadowe nazwy :biggrin:
-
Tym czasem po drugiej stronie globu atak zimy. Fotki z dzisiaj i aż miło popatrzeć... Las Lenas, Argentina Penitentes, Argentina La Parva, Chile Portillo, Chile Valle Nevado, Chile Tylko pozazdrościć... ...większość ośrodków rusza lada dzień.
-
Skrzyczne "drogą narciarzy" cz.4 - ostatnia....i wydawać by się mogło, że ocali nas w ostatnich chwilach jedynie jakiś cud :eek: bądź piękno gór. W krytycznym momencie część grupy miało chwilę słabości i pomyślało o ratunku przy pomocy maszyn latających. Zrezygnowali po dostrzeżeniu dziwnych potworów wlekących pod niebem swoje piekielne machiny. Dochodząc do bazy numer 1 wszyscy byli kolejny raz, niemal na 1000% przekonani, że są bezpieczni - że ustępują niepokojące omamy i halucynacje wywołane śmiertelną chorobą... ...a tu nastąpił kolejny niespodziewany atak obłędu :biggrin:Niezwykle piękne reklamy ich ukochanego VIP Klubu Narciarskiego :cheerful: Cóż było robić?Grupa ratując się z opresji postanowiła dalsze schodzenie kontynuować po niebieskich śladach... ...i wszystko wskazywało na to, że już jest ok - a my bezpieczni... ...gdy ukazały się naszym oczom abstrakcyjne "filary wszechświata" i "próg opatrzności".I moglibyście w to, wszystko nie uwierzyć gdyby nie dowody w postaci zdjęć, które jakimś cudem znalazły się na naszych urządzeniach cyfrowych rejestrujących obrazy. Kolejny zwid atakujący nasze mózgi - wioska indiańska... Gdy już myśleliśmy, że nic nas nie ocali......zaczęliśmy odczuwać zbawienną utratę wysokości. Jeszcze kilkaset metrów w dół spowodowało, że poczuliśmy się całkiem nieźle... ...i tak było!Po zejściu do punktu 0 wyprawy - choroba wysokościowa ustąpiła. Wszystko wróciło do normy a my w efekcie uratowaliśmy życie.Teraz z perspektywy czasu zastanawiam się, czy to na pewno była ta choroba?...Istnieje przypuszczenie, że to opętał nas demon bądź klątwa nieszczęśliwego "Wszawobrodego" herszta tutejszych zielonych i nietoperzy chronionych.Skąd takie wnioski?Wszystko wyjawiło ostatnie zdjęcie zielonej ściętej trawy na dole... Wiem.Poniosło mnie.Skrzyczne zdobyte......a ten, opisywany przeze mnie dzień, jeszcze się nie skończył - ale o tym opowiem może jutro.Pozdrawiam wszystkich Himalaskrzycznistów i innych, którzy przebrnęli przez niniejszą relację.marboru
- 9 odpowiedzi
-
- 13
-
-
Skrzyczne "drogą narciarzy" cz.3Jest!!!!!Po karkołomnej wyprawie, pięknej i niebezpiecznej przygodzie docieramy do celu. Niestety dosyć długie przebywanie na szczycie, powyżej wysokości 1200 m npm poskutkowało atakiem choroby wysokościowej.Członkowie wyprawy zaczęli nagle bardzo dziwnie się zachowywać :eek: Kierownik wyprawy nagle poczuł się małpą......a jego partnerka ku oburzeniu pozostałej części grupy wspinaczkowej stwierdziła, że takie zachowanie jest ok i wszystko jest dobrze. Ostatkiem sił członkowie wyprawy zrobili kilka zdjęć z topu Skrzycznego... Akcja ewakuacyjna bohaterów spod Skrzycznego powiodła się wspaniale!W szpitalu podano odpowiednie leki... ...a sam w nim pobyt jeszcze mocniej zjednoczył i scalił grupę. Po dosyć długim okresie rekonwalescencji himalaskrzyczniści postanowili zejść do bazy.Ostatnim objawem choroby wysokościowej był widok pasącego się jednorożca... ...oraz kołującego kondora. Szybka zdrowaśka... ...i pośpieszne sprint na sam dół. Nikt nie dopuszczał do siebie myśli, że coś jest nie tak. Zamknęliśmy oczy i nie bacząc na trudności techniczne szlaku kontynuowaliśmy swój marsz......a one nadal tam były - całe stada niebezpiecznych stworów. Najgroźniejszy odcinek pokonaliśmy korzystając ze śrub lodowych i raków. CDN
- 9 odpowiedzi
-
- 11
-
-
Skrzyczne "drogą narciarzy" cz.2Uzupełniamy płyny, chwilkę czekamy na Anię i ruszamy do ataku szczytowego... Ostatnie metry na stromszej części podejścia... ...po lewej ukazuje się naszym oczom "tradycyjny" szlak na Skrzyczne... ...oraz tutejsze, największe ptaki - a w zasadzie latające skrzydła. Ostatni fragment jest płaski.Kilkaset metrów i jesteśmy prawie u celu. Foto dla Leintnera, naszego forumowego Marcina... ...i cóż za zaskoczenie?Do startu z platformy startowej szykuje się jakiś narciarz! :eek: Czyżby jakieś letnie grant prix?Wchodzimy na górę a tam świetny widok w stronę Jeziora Żywieckiego. Zawody narciarskie nadal trwały!!! :stupid: Kolejny racer właśnie szykował się do startu - kibice jak widać nie zawiedli :applause: Nie brakowało również pięknych ski fanek pragnących uwiecznić się z gwiazdami światowego narciarstwa :tongue: Robić trzeba było swoje, więc po kilku minutach relaksu skierowaliśmy się w stronę szczytu.Po drodze widoczek w stronę schroniska. Atak szczytowy był niezwykle spokojny. Nikt nie odpadł od ściany - każdy ze wspinaczy szedł z uwagą stawiając każdy krok. Liny asekuracyjne i ich walory bezpieczeństwa nie były poddane próbie swojej niezawodności. CDN
- 9 odpowiedzi
-
- 12
-
-
W drugi dzień naszego weekendowego pobytu u Johnnego zaatakowaliśmy najwyższą Górę Beskidu Śląskiego - Skrzyczne 1257 m npm.Na szlak wyszliśmy w odróżnieniu do sobotniej wyprawy na Babią w okrojonym składzie: Marionen, Anniaa, Johnny z Żoną, Góral spod Skrzycznego i ja razem z Paulą - 7 osób.Od rana zapowiadało się, że dzień będzie piękny i upalny - tak było.Tym razem jesteśmy punktualnie w Szczyrku o godzinie 8 rano.Zaczynamy się wspinać po szybkim przywitaniu z Darkiem - to On dzisiaj będzie cały dzień naszym lokalnym Przewodnikiem.Szybka fotka i zbliżenie celu naszej podróży, pełna szybujących wesoło ptaków......jaskółki?Skrzyczne 1257 m npm. Na początku idziemy w iście alpejskim klimacie. Piękne, drewniane okoliczne budynki przypominają nam Austrię. Kierujemy się w górę do Baru u Józka. W Hiltonie robimy pierwszy popas......temperatura spada do +4 stopni :wink: a Mario mówi, że czeka na śnieg. Ruszamy w górę. Darek postanowił, że będziemy się wspinać na szczyt góry trasą narciarską FIS. Jej końcówka jest dosyć łagodna. Nieco dalej jest nieco ostrzej. Szeroko z pięknym widokiem......czego chcieć więcej? Oczywiście śniegu. Robi się bardzo ciepło.Dobry sprzęt turystyczny, chwila i długie spodnie zamieniają się na krótkie. Pniemy się coraz wyżej a naszym oczom ukazuje się koloryt Beskidu Śląskiego. Humory dopisują - Paula popełnia na mnie i na Góralu fotkę ze Szczyrkiem w tle. Cóż?Kochamy Góry! Strome podejście pod "grzebień" i krótki postój w urokliwym miejscu.Ojj.... pojeździłby Fisem na nartach, pojeździł!!! CDN
- 9 odpowiedzi
-
- 12
-
-
Babia Góra zwana Diablakiem. Cz.4 - ostatnia.Formuje się, po raz kolejny, grupa czołowa :biggrin: Mijamy miejsce o dosyć ciekawej nazwie... ...i od tego miejsca zaczęła poprawiać się wyraźnie pogoda. Widoczki stają się coraz ładniejsze i wyraźniejsze. Znowu pojawia się kosodrzewina i zielone. Po chwili dochodzimy do tarasu widokowego i ukazuje się nam piękny widok, nie tylko na Babią Górę ale również na dolinę. Niebo robi się niezwykle błękitne i wyraźne. Robimy przerwę. Foto z "Celebrytą" :wink: Jeden z naszych Przewodników - Góral zwany "...spod Skrzycznego": ...i po chwili relaksu schodzimy grzecznie gęsiego w dół. Mijamy "naturalny" namiot i docieramy z powrotem "na Krowiarki". Tutaj szybko się ładujemy do aut i kierujemy w stronę zasłużonego obiadu.Nim jednak docieramy do miejsca przeznaczenia, razem, pełną grupą, udajemy się z gromadką sympatycznych zwierząt na stok narciarski.Co jak co? Towarzystwo przecież spotkało się narciarskie :happy: Zbójnicka Karczma. Uzupełnieniem wspaniałego dnia w gronie Przyjaciół staje się wspólny posiłek i piwko - biedni kierowcy mogli sobie jedynie pozwolić na to bezalkoholowe.Świetny dzień w Górach, świetne nieformalne WZF forumowe.Dziękuję raz jeszcze Wszystkim za super czas i rozmowy...nie tylko narciarskie. PozdrawiammarboruPS. CDN...ale, to chyba już w innym temacie.
-
Babia Góra zwana Diablakiem. Cz.3Końcówka marszu to zanikające kosodrzewiny i porosty. Dominowały kamienie. Kilkaset metrów podejścia i zdobywamy szczyt.W szpicy tego ataku :stupid: ja, Paula i JC. Po kilku chwilach docierają wszyscy.Chwila odpoczynku, krótki posiłek, uzupełnienie płynów. Fotka grupowa wieńcząca sukces i zdobycie najwyższej poza Tatrami Góry w Polsce. Niestety pogoda na szczycie nas nie rozpieszczała.Niebo, chmury pociemniały i pojawiło się realne zagrożenie burzą. Zrobiło się bezwietrznie, ciemno i ponuro. Na szczęście były to tylko strachy na lachy. Nie było ani deszczu, ani burzy - całe szczęście, bo tydzień przed naszym pobytem na Diablaku miał miejsce nieszczęśliwy wypadek i od porażenia piorunem zmarł jeden z turystów.Radość z numeru 13 w naszej Koronie Gór Polskich: Ostatnie batony, ostatnie uzupełnianie płynów... ...ostatnie fotki na szczycie... i powrót, po grani Babiej do miejsca startu.
-
Babia Góra zwana Diablakiem. Cz.2Nim jednak drzewa całkowicie zniknęły z naszych oczu - między nimi ukazał się cel naszej podróży.Babia Góra, czyli Diablak 1725 m npm. Zieleń i błękit - moje ulubione kolory na fotkach... Las się skończył - zaczęło się maszerowanie gęsiego. Nim się obejrzeliśmy pojawiły się tutejsze pierwsze łańcuchy. Zatory robiły się głównie przez fotoreporterów :wink: Maciek w akcji "na krawędzi"... Marboru na klamrach... Góral z Żoną w kolejce :smile: Paula... ...i piękne widoczki. W tę sobotę był naprawdę spory tłok na szlakach :wink: JC prze w górę! ...a potem pomaga innym. W tle?Bajka. Po delikatnych trudnościach technicznych, ostatnie miejsca zielone przed szczytem były spowite kwitnącymi kwiatami.
-
Planowany od dawna wyjazd wreszcie się ziścił.Atak w okolice Johnnego i zdobycie kilku szczytów należących do Korony Gór Polskich.Miało być spokojnie, miało być kameralnie...a wyszło super wspaniale z gronem świetnych Przyjaciół i Forumowiczy.Niepozorne wiadomości priv, teksty pod relacjami, publiczne rozmowy na forum i po wysłaniu, zresztą tak jak obiecałem informacji o naszych razem z Paulą, Maćkiem i jego Żoną planach... zebrała się nas w Górach pod Babią spora ilość. Nieformalne WZF doszło do skutku...a frekfencja? 100%.Tylko Wy - pozytywnie zakręceni na punkcie nart mogliście sprawić nam tak olbrzymią niespodziankę.Chodzenie po Górach w takim towarzystwie to była prawdziwa przyjemność......ale może zacznę od początku tę relację.Wyruszyliśmy wieczorem, w piątek.Początek tego fantastycznego weekendu zaczął się od tego oto widoku: Potem mijaliśmy Ogrodzieniec i kolejny wspaniały widok zainspirował nas do naszego nowego podróżniczego tematu...ale, to nie miejsce... Tuż za zamkiem, gdzieś między tamtejszymi łąkami i spowijającymi je mgłami - prosto na nas i nasze auto wyskoczył jakiś zabłąkany łoś. Na szczęście w porę się zorientował, skręcił i pobiegł równolegle do toru naszej jazdy. Zdarzenie trwało chwilę ale ciarki po plecach przeszły - zderzenie z dwumetrowym kolosem nie byłoby fajne.Dojechaliśmy do Johnnego cali i szczęśliwi.Pobudka dnia następnego okazała się zbyt późna - już po drodze, gdy dołączył do nas Góral spod Skrzycznego z Małżonką wiedzieliśmy, że będziemy mieli obsówę półgodzinną......sorry for all.Na pocieszenie dodam, że Major ze swoją ekipą również się spóźnił :wink:Po drodze, przed nami pierwszy widok na Diablaka. Po szybkim przywitaniu, kupiliśmy bilety do Parku i zaczęliśmy naszą wspólną przygodę z najwyższym szczytem Beskidu Żywieckiego.Start z Przełęczy "Krowiarki". Nasze grono?Imponujące... 13 osób i niezły peleton. Na dosyć szerokim szlaku utworzyliśmy niezły wężyk. Skład Ekipy:JC, MajorSki z Żoną i dwójką najmłodszych uczestników wyprawy, Johnny Narciarz z Żonką, Marionen i Anniaa, Góral spod Skrzycznego z Żoną, Piotr_67 z Żoną no i oczywiście ja z Paulą.Beskid Żywiecki i jego klimat... Niby już nie jeden Beskid odwiedziliśmy... ale każdy inny, każdy ma co innego do zaoferowania. Żywiec zdrój?Myślę, że to co w butelce nie umywa się do tego, co na Babiej może człowiek spróbować. Po dosyć łatwych kilku kilometrach mijamy jedno ze skrzyżowań szlaków i na kolejnym skręcamy na drogę zwaną "Percią Akademików" - żółty szlak. Robi się wąsko, robi się stromiej.Początek tej ścieżki: Powoli wydostajemy się powyżej linii lasu i wyłaniają się dla nas takie oto widoki:
-
Co tu dużo gadać... ...jesteście Ludziska super!!! Piękny WZF z płcią piękną. Dziękuję Wam za niezapomniane chwile. PS. Niebawem relacja.
-
Ania super relacja i fotki :applause: Dzięki! PS. Tylko dlaczego tak mało fotek :wink:
-
"Drugi epizod Hangtime w akompaniamencie O.S.T.R. - Ja, Ty, My, Wy, Oni ( Luxon Remix ). Po powrocie z Austrii, Szczepan odwiedził swój rodzinny spot czyli snowpark na Gubałówce oraz TIGER Snowpark na Czarnym Groniu. Dodatkowo przy okazji eventu Snowfest w Zakopanem Szczepan miał przyjemność spotkania się z OSTRem, na którym zgranął pierwsze miejsce w kategorii freeski." [video=youtube;oAYlEVd_ito]
-
Pilica - wypoczynek i rekreacja, czyli spływ "emerytów". Cz.3Tego dnia z bliska udało się przez chwilę poobserwować rodzinkę Perkozów dwuczubych. Człowiek trochę przez te kajaki zaczyna się interesować ornitologią......szkoda tylko, że sporo bardzo ciekawych i pięknych ptaków ucieka tak szybko przed aparatem, że nie sposób zrobić zdjęcie. Płyniemy dalej......dzień jest leniwy, my się nie śpieszymy, płyniemy powoli, gadamy, odpoczywamy.Rzeka niesie jak nie wiosłujemy, a jak wiosłujemy, to raczej tylko wtedy by nurt nie "porwał nas na manowce".Nic się nie dzieje...i to właśnie tego dnia jest najpiękniejsze......ot spływ emerytów. Miejscami, jak pod tym drzewem możemy zaobserwować jakąś potężną rybę.Co tak ganiało drobnicę?Wariantów jest sporo. W Pilicy mieszkają nie tylko szczupaki i okonie, ale również piękne klenie, bolenie i jazie. Zdarzają się sumy i sandacze.Sprawdziłem głębokość rzeki tuż za przeszkodą - wiosło 225 cm skryło się całe i dna nie dotknąłem...więc?Tylko żywcówka i długie oczekiwanie na branie mogłoby wyjaśnić hałasy pod drzewem. Mijamy kolejny most......tu spływalną tylko prawa strona, która kończy się mielizną i wysiadką z kajaków. Później już raczej bez takich płycizn.Pilica potrafi oczarować... My płyniemy leniwie, łabędzie płyną leniwie... nawet za bardzo nie chce im się uciekać przed kajakami.Cóż? Niedziela. Mazowieckie klimaty... Powoli docieramy do mety - Biała Góra.Pojawiają się ludzie na plaży, pojawia się jakiś ruch na wodzie, coś się dzieje......my jednak wolimy ciszę, spokój i to jak jesteśmy sami pośród "zielonego". Sprzęt składamy na trawie, przy żółtym mostku, udajemy się do samochodu i kończymy ten relaksacyjny i bardzo przyjemny spływ... ...a ponieważ nie jesteśmy emerytami, to pewnie na Pilicy nie pojawimy się zbyt szybko. Jaka rzeka będzie kolejnym celem naszych kajakowych podbojów?Wisła, Kamienna, Nida, Wieprz...? Z pewnością w lipcu Dunajec. Oby poziom wód się podniósł.Coś wymyślimy.PS. Mario... mam nadzieję, że tymi kajakami Was zarazimy :applause: Niebawem o tym podyskutujemy...Pozdrawiam serdeczniemarboru
-
Pilica - wypoczynek i rekreacja, czyli spływ "emerytów". Cz.2Mielizna, to zawsze okazja do porobienia fotek......King of the Wiosło :tongue: Piaszczyste łachy można pokonywać jak już widzieliście bądź to, sposobem ciągnionym, bądź pchanym.Sam osobiście preferuję ten drugi :wink: Grunt, że wszyscy zadowoleni... Może jestem monotematyczny z tym niebem na fotografii...ale w tym roku mam na tym punkcie najwyraźniej "zboczenie". Dla odmiany......woda i ślad po wieśle :wink: :eek: Tego dnia jedna rzecz mogła być inna - wiatr, a w szczegółach? Jego kierunek.Wiosłuje się źle jak dosyć mocno, na otwartej przestrzeni, powiewa "w dziób" - trzeba wówczas wykorzystać wszystkie napędowe możliwości kajaka dwuosobowego. Po pokonaniu połowy dystansu, Jacek znalazł doskonałe miejsce na przerwę i popas. Ponownie Seawave w odsłonie dwu i jednoosobowej - tym razem z boku. Jak to na kajakach bywa... by zjeść coś na ciepło, trzeba przygotować ognisko. To coś, to zazwyczaj kiełbaska. Po krótkiej przerwie ruszamy dalej.Okoliczności przyrody zaczynają być coraz piękniejsze. Pojawiają się drzewa, a wysepki i otaczające je wąskie przesmyki rzeki zachęcające do eksploracji......tego dnia jednak postanowiliśmy się nieco "pobyczyć" w kajakach i jedynym celem spływu był pełen relaks na wodzie. Wiosna i jej zapachy? To lubimy.
-
Pilica - wypoczynek i rekreacja, czyli spływ "emerytów". Cz.1Nim zacznę opis i fotorelację niedzielnego spływu Pilicą (piszę dopiero teraz - wciąż deficyt czasu) odpowiem:Kmarcin - dzięki. Fanie, że Ci się moje, "wodne" relacje podobają.Bumer - wieczorem to jest czyszczenie kajaka i zazwyczaj padam na ryjek...po spływie wieczorem innych sportów nie uprawiam z reguły :wink:Darku - podobno będzie burzowo... oby nie. Wpadniesz do nas?Pogoda w niedzielę zapowiadała się wakacyjnie - i taka była. Ciepło, upalnie i bardzo przyjemnie.Na początku słoneczko chowało się za chmurami, a później było już tylko lepiej...Spływ był pocieszeniem po odwołanym cało weekendowym pływaniu z biwakiem.Trasę jaką zrobiliśmy, to Białobrzegi - Biała Góra. Odcinek prosty, łatwy i przyjemny, 20 kilometrów.Kajaki napompowaliśmy przy miejskiej plaży. Wodowanie łatwe i przyjemne na żółciutkim piasku. Tym razem skład na wyprawie: marboru, Paula, Jacek.Na tle starego mostu przed Białobrzegami. Poziom wody na Pilicy równie kiepski jak na Radomce.Maj i takie stany?... co to będzie w lipcu, sierpniu? Od samego początku był to lajtowy spływ, bez gnania do przodu, z wolnym dryfowaniem i jajami różnymi......małe zderzenie: Pilica na tym odcinku, to typowa mazowiecka rzeka z zerowym stopniem trudności w pływaniu nią.Szeroka, płytka a dookoła łąki, lasy, piaszczyste skarpy - zero przeszkód, bez niespodzianek...po prostu rzeka dla "emeryta".Za to widoki?Takie... Po zachmurzonym starcie, później zaczęło się przejaśniać - niebo pokazało swój błękit. Relaks i odpoczynek... Mijamy pierwszy most na trasie naszego spływu......za nim?To co ostatnio uwielbiam fotografować - niebo zasnute chmurami. Humory dopisują a wokół cisza, spokój i chłodzący, kojący, delikatny wiaterek.Poniżej typowy obraz brzegów nizinnej rzeki. Piaszczyste skarpy, to również te klimaty... Pilica potrafi być bardzo malownicza. Jest szeroka, płytka i obfitująca w całą masę wysp i wysepek różnej wielkości i czasami nawet w dużych skupiskach.W jej nurcie można natchnąć się na takie niecodzienne rzeczy, jak wbity w dno pień drzewa z wyrośniętą na nim trawą......z daleka wyglądało to jak jakaś bajkowa głowa. Chwila zagapienia, wpłynięcie nie w tą odnogę rzeki co trzeba, pomiędzy wysepkami i ląduje się na mieliźnie.Woda płytka, ciepła i spacer po rzece w takich okolicznościach przyrody, to czysta przyjemność......w szczególności jeśli posiada się dobry holownik... :biggrin: :wink:
-
Koniecznie daj znać jak wyjazd wypali jak było? Miłego wypoczynku :happy:
-
85 km po Puszczy Kozienickiej. Cz.2...i ruszamy dalej.Wody dzisiaj pijemy dużo - jest nie tylko ciepło, jest również parno. Mijamy uroczą malutką rzeczkę o uroczej nazwie Leniwa... ...po odwiedzinach u Świętego Franciszka, a w zasadzie jego kapliczce pełnej drobnych pieniędzy... ...jedziemy już w stronę tutejszych malowniczych zbiorników wodnych.Na początek bagno przy "Diabelskim Mostku". Swoją drogą ciekawe czemu to miejsce akurat tak się nazywa? Docieramy do skrzyżowania szlaków i udajemy się w nieznane szlakiem rowerowym żółtym w kierunku "Rezerwat Pionki".Tutaj mam mój debiut - nigdy nie jechałem tą ścieżką, jedyne co, to śledziłem ten trakt przez gogle maps. Po kilkuset metrach docieramy do pierwszego ze zbiorników wodnych. Jest tutaj klimatyczny pomost a sama miejscówka z pewnością obfituje w ryby - znajdujemy się na terenie chronionym i nie wolno tu łowić ryb.Zbiornik dosyć spory z dostawą świeżej wody - przepływa przez niego maleńka rzeczka Żała. Może kilometr, może dwa i kolejne dzikie, piękne miejsce.To nazywa się Ostrownicą: ...Puszcza Kozienicka, to taka nasza nizinna mała Białowieża skrzyżowana z leśnymi rozlewiskami Biebrzy. Największe wrażenie robi na nas kolejne bagnisko znajdujące się niedaleko Rezerwatu Dęby.Magicznie... Powoli wyjeżdżamy z głębi lasu, teraz jedziemy jego skrajem mijając okoliczne wioski.Klimaty mojego dzieciństwa u dziadków......za młodu na takich stertach uprawiało się wspaniały freestyle. Powoli wracamy w rejony gdzie na rowerach kręcimy się na co dzień.Ostatni ciek wodny, malutka, z czystą wodą i żółciutkim piaskiem - Gzówka. W Jedlni Letnisko ponownie uzupełniamy płyny... również energię w BB i powoli spadamy do domu. Nie udały się kajaki - udały się rowery... rowery niemalże wodne.Pozdrawiammarboru







