-
Liczba zawartości
7 223 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
599
Zawartość dodana przez marboru
-
85 km po Puszczy Kozienickiej. Cz.1Na weekend zaplanowany był dwudniowy spływ kajakowy...ale niestety towarzystwo przestraszyło się gwałtownych burz i niestety z biwakowania wyszły nici, z wyjazdu też.Szkoda, bo wędeczka, sprzęt naszykowany a burz ani widu, ani słychu w centralnej Polsce.Cóż było robić - by dzień "nie poszedł na zmarnowanie" postanowiliśmy z kumplem pocieszyć się wyprawą rowerową.To był pierwszy mój wyjazd w tym roku - lepiej późno niż wcale.Ponieważ najbardziej pasują mi, w szczególności w upały, trasy w lasach dzisiaj kierunek wyprawy mógł być tylko jeden - Puszcza Kozienicka.Nim jednak dojechaliśmy do lasu, po drodze kilka razy przystanąłem i sfociłem kilka mazowieckich klimatów :wink:Czy ktoś pamięta taką żołnierską piosenkę "Chabry z poligonów" Jerzego Rynkiewicza?Właśnie teraz jest pora na te śliczne, błękitne i delikatne kwiatuszki... Na jednym z małych wiejskich zbiorników wodnych prawdopodobnie Kokoszka Wodna z pisklętami...inna bardziej popularna nazwa tego małego ptaszka wodnego to Kurka Wodna. Przy szuwarach również kilka rodzin popularnych Kaczek Krzyżówek: Dojechałem do Jacka - patrzymy w niebo... ...czemu my na ten biwak nie pojechaliśmy we dwóch skoro reszta się wystraszyła pogody?Więcej tego błędu obiecujemy sobie we dwóch nie popełnić.Ruszamy.Po kilku kilometrach startujemy w Puszczy Kozienickiej w miejscowości Kozłów. Tutaj zapylamy po szutrze i pod górkę - w głąb lasu. Robi się mega ciepło, woda "paruje" nam z bidonów. Wjeżdżamy między drzewa w poszukiwaniu cienia i natykamy się na trasę maratonu rowerowego. Jedziemy nim kilkaset metrów, pod jedną, potem pod drugą górę i natykamy się na ukrytą w gęstwinie wierzę obserwacyjną.Na jej szczycie, w ciągu dnia, 7 dni w tygodniu pracuje pracownik leśny obserwując przez lornetkę, czy gdzieś w puszczy się nie pali.Wysokość tej konstrukcji (wokół Radomia spotkałem trzy takie budowle: niedaleko Wilcznej oraz na najwyższym szczycie województwa mazowieckiego - Altanie) jest imponująca. Zjeżdżamy z wzniesienia i wracamy do twardej drogi przeciwpożarowej - moje opony do jazdy w piachu, między drzewami nie bardzo się nadają.Docieramy do pobliskiego wybiegu dla koni i podziwiamy przez chwilę zwierzęta pełnej krwi arabskiej w barwach ulubionych przez Winetou. Teraz przed nami fragment drogi skrajem lasu - widoczki może nie górskie, ale niziny również mają coś w sobie magicznego. Wbijamy się ponownie w zieloną gęstwinę. Po kilku kilometrach trafiamy do jednego z pierwszych bagien Puszczy Kozienickiej... Pięknie zielono, "eksplozja" roślin.W tym miejscu decyduję, że pojedziemy dalej w głąb boru i tym razem zboczymy na szlak rowerowy żółty.Tam powinno być więcej poniższych klimatów... Uzupełniamy zapasy wody wyjeżdżając do uroczej wioski Stoki i...
-
Radomka - ostatni fragment. Cz.5Niewątpliwie najfajniejszym i budzącym najwięcej adrenaliny na całej długości Radomki jest znajdujące się pod mostem kolejowym, na wysokości miejscowości Bartodzieje bystrze. Rzeka na tym fragmencie jest bardzo ciekawa.Trzeba się pilnować, bo można skończyć na zwałce, wpaść na ścianę zieleni, gałęzi i liści.Czasami jest tak, że nim człowiek zdąży wyjąć aparat, to trzeba wykonać kilka szybkich manewrów wiosłami...wówczas strzela się fotki zza rufy. Manewry między zwalonymi kłodami drzew...a na brzegu wysoka, piaszczysta skarpa. Zwężenie i kolejne przyśpieszenie nurtu... ...następne przeszkody w wodzie... Piękna i stara drewniana stodoła. Wpływamy na rozlewisko Radomki pomiędzy miejscowościami Wola Goryńska i Goryń.Jest tu dziko, brzegi są zarośnięte, nurt spowalnia a dookoła dziko niczym na Mazurach, czy nad Biebrzą.Kilka malowniczych wysp ze stadami ptactwa...no i kolejne cudowne widoki stworzone przez przyrodę. Strzelam tutaj do pięknego ptaka......bieg po wodzie, wydobywający się z dzioba dźwięk niczym z jumbo, a na koniec przelot tuż przy kajaku.Jeden strzał. Czasu na wyjęcie aparatu, włączenie go i strzał - bardzo niewiele.To był jeden jedyny ale jakże celny. Dopływamy do elektrowni wodnej w Goryniu.Elektrownia bardzo ciekawa, bo ślimakowa i posiada bardzo interesującą przepływankę dla ryb - taką niczym w potoku górskim bądź na Parsęcie.W tym momencie muszę nadmienić, że płynąc wczoraj byliśmy zaskoczeni ilością ryb i wielkością tutejszych szczupaków, które nie raz i nie dwa nam się pokazały.Czas na polowanie? Kolejne malownicze dwa kilometry, most drogowy i ostatnia przenoska tego spływu, na pierwszym progu wodnym w Goryniu... Słońce powoli zachodzi.My zmęczeni dopływamy do mety po całym dniu na wodzie.Było wspaniale chodź nie obyło się bez trudności i fragmentów, które nieźle nam dały popalić.Straty w ludziach i nogach... 1.Mam nadzieję, że Piotrek szybko wydobrzeje a kontuzja okaże się niezbyt poważna.Oby.Kończymy spływ i powoli wracamy do miasta...Na koniec taki oto widok: ...i jak tu nie wracać nad mazowieckie rzeki?pozdrawiam serdeczniemarboru
-
Radomka - ostatni fragment. Cz.4"Skok ponad Niagarę"... ...i w dalszą drogę.Rzeka mocno się zwęża. Pokonujemy kolejne bystrze... ...człowiek skupia się na robocie, a paparazzi czuwają... Miejsce świetne. Podpory zerwanej kładki, wąski przepływ na szerokość kajaka i zaraz potem bysterko. Po dwóch kilometrach docieramy do trasy krajowej numer 7 i dwóch mostów - nowego na trasie ekspresowej i starego już nieczynnego.Tutaj, w tym miejscu mogę powiedzieć, że zaliczyłem spływalną całość rzeki Radomki.Od tego miejsca płyniemy trasą, którą już dwa lata temu pokonaliśmy. Od tego momentu zaczyna się dla nas bardzo trudny fragment spływu.Nie tylko dwie karkołomne i długie przenoski, ale również rzeka robi się od tego momentu bardzo płytka.Płyniemy 20 metrów, potem mielizna - wychodzimy z kajaka, przepychamy go po piasku, kolejne 20 metrów...i tak w kółko przez jakieś pięć kilometrów.Dlaczego tak się stało? - dlatego, bo po 2 kilometrach spływu licząc od mostu z filarami, przy zastawce, popłynęliśmy tą samą trasą, co na wiosnę dwa lata temu (wówczas był dużo większy poziom wody) - gdybyśmy wybrali wariant przy zastawce w lewo (mimo wyraźnego znaku "Kajaki w lewo" popłynęliśmy w prawo) - wszystko byłoby ok.Duży błąd ponieważ, przy bolącej nadal nodze Piotrka, ten fragment rzeki bardzo mocno dał nam się we znaki.Plusy tego odcinka - widoki......na piękny, biały kościółek w Jedlińsku: ...wodne przeszkody (przy wyższym poziomie jest tutaj fajne bystrze): Na tym fragmencie robimy również dłuższą przerwę na jedzenie.Super plus jest taki, że przy jednym z progów wodnych znajdujemy tu miejsce na ognisko i kupę suchego, pociętego drewna. Kiełbaska smakuje wybornie. Płyniemy dalej.Napotykamy zwałkę, pod którą ledwie mi się udaje pochylić......wydawało się, że drzewo jest pochylone w odpowiedniej wysokości, tak by zmieścił się kajak z załogą - a tak naprawdę było na styk - niemal straciłem głowę :wink: Łączą się obydwie odnogi Radomki w jedność, z prawej strony wodą zasila Mleczna - rzeka ponownie robi się głęboka i szeroka.Brzegi porośnięte są drzewami, w nurcie coraz więcej przeszkód - ponownie robi się fantastycznie pod każdym względem.W tym momencie kończą się nam zapasy wody i jedzenia - przed nami jeszcze ok 10 kilometrów do mety.
-
Radomka - ostatni fragment. Cz.3Słońce, chmury, zieleń, woda......trochę dzikiej natury i cała dusza rośnie. Docieramy do przeszkody. Z poniższej perspektywy nic nie wskazuje na to, że z drugiej strony czeka nas karkołomna przeprawa, niesamowity widok...a na końcu feralny wypadek. Z wody wychodzimy po przepłynięciu bardzo wąskiego kanału po prawej stronie. Ten przepływ łączy się z małym stawem, gdzie po grobli dochodzimy do drogi i mostu.Idziemy w lewo idziemy w prawo - chaszcze i brak możliwości swobodnej przenoski.Perspektywa w jakiej się znaleźliśmy: Wybraliśmy wariant ze skarpą i przeprawą przez ruiny jakiejś starej budowli melioracyjnej. Pokonać przeszkody z kajakami nie było łatwo.Kilka wariantów, kilka opcji......bo jak nie my? to kto? Najpierw jeden, potem drugi - udało się. To "cudo" zbudowano bardzo dawno temu. Po co? Dlaczego je rozwalono?Kto to wie?Z pewnością historia tego miejsca była ciekawa. Samo miejsce?Przepiękne! Dlatego popełniamy tu serię zdjęć... ...i "komandor" spływu :biggrin: Kajaki już zostały przetransportowane na drugą stronę, Paula pokonała przeszkody, Piotrek do nas schodził...i zonk.Idąc po skośnym murku poślizgnął się i by nie upaść musiał skoczyć......skoczył tak niefortunnie, że uszkodził coś w nodze.Prawdopodobnie torebkę stawową.Chcąc nie chcąc musieliśmy zrobić przerwę, by schłodzić nogę, by pierwsza fala bólu przeszła.Niestety już do końca spływu expat bardzo mocno odczuwał kontuzję.Feralny murek: Przerwę wykorzystaliśmy na jedzenie i kolejną serię zdjęć w przepięknym miejscu.
-
Radomka - ostatni fragment. Cz.2Po chwili spokoju... ...kolejna przeszkoda. Tym razem bystrze na miejscowym brodzie. Kajak utknął na płyciźnie kilem... musiałem wyjść i odciążyć łódkę. Paula oczywiście spłynęła i bardzo była z tego faktu szczęśliwa.Ona uwielbia tego typu historie na wodzie. Zawiecha... Byle suwem, autem z podwyższonym zawieszeniem spokojnie można w tym miejscu przejechać przez rzekę.Bród - to betonowe płyty, woda delikatnie za kostkę. Tuż obok rzeki?Mazowieckie klimaty... Pierwszy most na szlaku: Kwitnąco... ...pod wodą inne barwy, inne rośliny. Tuż przy rzece tajemnicza budowla. Co to jest? Po co powstała i dlaczego jest teraz opuszczona?Prawdopodobnie kiedyś, po sąsiedzku - przy rzece, funkcjonowały tu stawy hodowlane, a budynek, to zwyczajna stróżówka... ale czemu okno, całość umiejscowiona od strony rzeki? Zbliżamy się do rozgałęzienia nurtu rzeki.Prawa strona podąża w stronę stawów hodowlanych, doskonale widocznych z trasy krajowej numer 7 przy Jedlińsku, strona lewa mija bokiem stawy i okrąża cały ten teren po zewnętrznej.Wybieramy tę drugą... Rzeka wyraźnie jest tutaj szersza i głębsza - to świadczy o tym, że zbliżamy się do jakiejś zastawki piętrzącej wodę.Nie żałujemy swojego wyboru i kierunku spływu - jest pięknie. Niejeden artysta mógłby tutaj stworzyć przepiękny pejzaż... ...wiosenną eksplozję barw przelać na płótno.
-
Radomka - ostatni fragment. Cz.1Ostatnim fragmentem Radomki, którego nie zaliczyłem to, odcinek Jankowice Kolonia - Jedlińsk.Wczoraj udało się popłynąć...nawet trochę dalej, bo do mojego kawałka ziemi i działki w Goryniu.Całość trudnego ale również bardzo ciekawego spływu liczył ponad 30 kilometrów - czas płynięcia prawie dziesięć godzin....ale może zacznę od początku.Na miejscu w Jankowicach jesteśmy z samego rana. Sprzęt przygotowujemy w miejscu gdzie ostatnio z expatem skończyliśmy płynąć, czyli w okolicy charakterystycznej błękitnej kładki. Manatki... Tym razem nad wodą jest z nami również Paula. Nastroje są bojowe, chęć do pływania olbrzymia! Dla zainteresowanych sprzętem......Seawave w wersji jedno i dwuosobowej.Piotrek i Paula przed startem. Sto metrów od miejsca wodowania - pierwsze, bardzo fajne bystrze. Początek spływu, bardzo ciepło a my jacyś głodni, spragnieni......mimo zabrania sporych zapasów - jak się później okaże, za mało. Na odcinku ok 5 kilometrów rzeka mocno meandruje a miejscami jest bardzo mało wody - tyle, by nie szorować skegiem po dnie.Miejscami jest głębiej i pojawiają się wędkarze.Poniżej - świetna miejscówka na ryby. Na kolejnym bystrzu strzelamy sobie sesję zdjęciową.Nigdzie nam się nie śpieszy, a woda w rzece cieplutka, bardzo ok do brodzenia. Malownicze miejsce... ...obfitujące w piękne nimfy wodne. A poniżej powyższa miejscówka już z kajaka: W mazowieckich klimatach, gdy skręci się w nie tą odnogę między wyspami - wody jak na lekarstwo. Kajak można zaparkować i przekąsić snickersa.
-
Michał, my byliśmy zaproszeni do Przyjaciół więc nie nocowaliśmy w pensjonacie. Natomiast obejrzałem sobie dosyć dokładnie ten, który jest na początku szlaku i w fotkach w pierwszej części mojej relacji. Wygląda świetnie. Cisza, spokój, fajny standard, przy szlakach pieszych i rowerowych, przy strumyku, z placem zabaw dla dzieci - cudne miejsce na wypoczynek. Strona internetowa tego pensjonatu: http://www.ropki.eu/ pozdrawiam Mariusz
-
Beskid Niski i Lackowa 997 m npm. Cz.4Po słowackiej stronie nadal bajkowo... ...a doniedawna po polskiej stronie busz: Po pokonaniu stromego podejścia podążamy granią do szczytu. Kilka minut i jesteśmy na miejscu.Po zagranicznej stronie góra ma inną wysokość... ...po polskiej jest o metr wyższa. Ktoś, kto zbiera pieczątki PTTK takową na Lackowej znajdzie. Znajduje się ona w pięknej czerwonej skrzyneczce i jest przymocowana drutem tak, by jej ktoś przypadkiem nie zawinął......kluczyk do skrzyneczki oczywiście w zamku. Pamiątkowa fota całej ekipy. Wszyscy szczęśliwi ze zdobycia celu. Wracamy... Łemkowskie rejony bardzo nam się spodobały.Klimat Beskidu Niskiego sprawił, że z pewnością kiedyś tu wrócimy. Kiedy i jak?Chcielibyśmy jak najszybciej i z rowerami - znając życie tak szybko to, nie będzie... przecież do zaliczenia jeszcze tyle innych polskich pasm górskich i szczytów.Żegnamy powoli Ropki. Niebawem wrócimy w Beskidy......może nie Niskie... ale z pewnością w Małych będziemy niebawem, podobnie jak w Śląskim i Żywieckim.Było świetnie w cały weekend - Góry, Przyjaciele, piękna pogoda...no może trochę śniegu zabrakło :wink: Do zobaczenia na szlakumarboru
-
Nurburgring już był... Imola i Maranello będą.
marboru odpowiedział mysiauek → na temat → Chcę Wam o tym powiedzieć
Andrzej nareszcie się dorobiłeś eleganckiej rejestracji w swoim aucie sportowym :applause: Fajna jazda i ładnie "maleństwo" gra! -
Beskid Niski i Lackowa 997 m npm. Cz.3Krótkie zejście, wejście i dochodzimy do kolejnego szczyciku. I podobnie - oznaczenie najwyższego miejsca zaakcentowane jest klimatycznym kopczykiem - bardzo nam się te budowle przypadają do gustu. Idziemy dalej... kolejny fragment w dół.Troszkę skałek: Magicznie, tajemniczo, bajkowo... Docieramy do kolejnego szczytu.Tutaj patriotyczne zaskoczenie... ...to: Schodzimy - grań wyraźnie prowadzi w dół do przełęczki. Tutaj docieramy do czerwonego szlaku i granicy polsko-słowackiej. Chwila przerwy i schodzimy ostro w dół - spore przewyższenie.Docieramy do płaskiego fragmentu skąd widać Lackową. Po słowackiej stronie brakuje tylko krasnoludków... I zbliżenie na zadrzewiony wierzchołek najwyższej góry Beskidu Niskiego.
-
Beskid Niski i Lackowa 997 m npm. Cz.2Powolutku szlak zaczyna się piąć w górę.Weszliśmy w las a tuż za pierwszymi drzewami - malownicza polanka.Świetne miejsce dla tych, którzy podróżują z namiotem, plecakiem. Trawa, bliskość czystego strumienia - świetne miejsce na biwak...jeśli ktoś się żmij nie boi. Zarówno w Beskidzie Sądecki jak i Niskim olbrzymia ilość prac związanych z wycinką drzew.Mamy wrażenie, że ta gospodarka leśna jest nieco zbyt intensywna. Wchodzimy do środka boru. Droga staje się coraz bardziej ostra. Jakież zapachy, jakie świeże i rześkie powietrze!Pięknie. Mijamy kolejne źródełko krocząc przez nie. Kolejna polanka, pierwszy odpoczynek i cudne widoki górskie... Tutaj tajemnicza, stara budowla... czyżby ślady Templariuszy?... :wink: Poszliśmy dalej a droga stała się jeszcze bardziej stroma. Na końcu polanki, za plecami - widoczek. Droga się zwęziła i stała się jeszcze stromsza.Zieleń zaczęła nas zewsząd otaczać. Doszliśmy do grani i pierwszego wzniesienia oznaczonego jedynie kamiennym kopczykiem...
-
Beskid Niski i Lackowa 997 m npm. Cz.1Dzięki Chłopaki za dobre słowo odnośnie wcześniejszych relacji.Na początku nim streszczę kolejny zdobyty szczyt Korony Gór Polskich odpowiem Wam na pytania.Kmarcin - Lackowa jest 12 szczytem, który razem z Paulą zdobyliśmy - pozostało jeszcze 16 sztuk.Marionen - wstępnie w planach, w pierwszy weekend jest Babia Góra i Skrzyczne...może uda się jeszcze zaliczyć Beskid Mały.Beskid Niski odwiedziliśmy w ostatnią niedzielę. Oczywiście - również z ekipą sądeckich górali.Tym razem ekipa się nam powiększyła i udało się wyciągnąć również Góralkę...Relację piszę dopiero dzisiaj, bo niestety w ostatnim czasie miałem bardzo mało czasu.Planując wejście na Lackową mieliśmy kilka wariantów wejścia - wybraliśmy tę z miejscowości Ropki.Ropki - Lackowa - Ropki szlak o długości 15 kilometrów.Na pierwszy rzut oka, prosto, łatwo i przyjemnie......jak się później okazało - nie było tak kolorowo.Wybrany przez nas wariant zaskoczył nas swoimi stromymi podejściami.Samochody zostawiamy przy pensjonacie w Ropkach.Piękne, ciche i malownicze miejsce przy płytkim potoku. Wchodzimy na szlak tuż za rzeczką. Świetna noclegownia......ciche, kameralne miejsce dla wszystkich, którzy chcą odwiedzić Beskid Niski. Płeć piękna na szlaku... Dzień był piękny, słoneczny, ciepły.Klimat Beskidu Niskiego nas od razu zauroczył. Zielono... cisza, spokój i na szlakach pustki. Pięknie i sielankowo. Spod nóg ucieka jedna, druga żmija - wygrzewały się na słońcu.Kilka metrów dalej spotkaliśmy zwłoki kolejnej......czyżby jakiś rowerzysta rozjechał? Kolejny widok z kwitnącymi jabłoniami. Po ok trzech kilometrach zboczyliśmy w lewo, na żółty szlak.Na początek - kolejny czysty strumyczek.
-
Wieczorny RadomJakoś w tym roku odpuściłem sportową jazdę......preferuję za to jazdę typowo turystyczną, a wręcz towarzyską.Dwa kółka, to zawsze jest dobry powód by wyrwać się z domu, spotkać z kolegami i znajomymi.Oczywiście numer jeden, to wyprawy leśne i te w głuszę poza miasto......ale te w gwarze miasta, w ciepły wiosenny wieczór? Równie są urocze.Dzisiaj miejsce zbiórki, to zbiornik rekreacyjny Borki. Potem pojechaliśmy do centrum. Najczęściej wykorzystywany w pocztówkach widoczek z Radomia: Wyremontowane, podświetlane wieczorem fontanny... Jedna z pięknych kamienic i knajpek na deptaku: Każdy powód by wyrwać przyjaciół z chaty i się spotkać jest świetny......a najlepszy ten rowerowy :happy:pozdrawiammarboru
-
Beskid Sądecki - Radziejowa 1262 m npm. Cz.4Dalsza część wędrówki, to Przełęczy Obidza oddalona od Wielkiego Rogacza o 3 kilometry.Po drodze dalszy ciąg widoków w stronę Pienin. Na szlaku spotykamy kolejne ciekawe miejsca. Na kamieniu Krzyż a na drzewie jakiś tutejszy "Diaboł"... Po kilku kilometrach wśród zieleni dotarliśmy do przełęczy. Wchodzimy do cywilizacji - pojawiają się zabudowania, utwardzona droga, auta i większa ilość turystów.Widoki nadal wspaniałe. Ludzie tutaj żyją skromnie, w zgodzie z naturą. Widok w stronę Suchej Doliny. Po przebyciu ponad 20 kilometrów pieszo dotarliśmy do Bacówki na Obidzy. Tutaj świetna mapka narciarska tego, co było kiedyś w tym miejscu.Tak... jeszcze nie tak dawno, Sucha Dolina w sezonie zimowym tętniła narciarskim życiem - a teraz?... można jedynie porozmawiać o historii tego miejsca. Podobno są plany na odbudowę tras i ski infrastruktury - plany, planami... na razie zostaje żal.W Bacówce zjedliśmy porządny obiad i w tym miejscu zakończyliśmy naszą wędrówkę. Beskid Sądecki nas oczarował.Jest tam pięknie i warto wrócić - z rowerem, na nartach turowych... może trochę inaczej?... Ostatnie spojrzenie na dawny ośrodek narciarski i jego trasy......został się jedynie jakiś zagubiony kijek. Smutno. pozdrawiammarboru
-
Beskid Sądecki - Radziejowa 1262 m npm. Cz.3Widok na kolejną stronę Świata... ...Tatry nie były dla nas łaskawe - pokazywały się tylko chwilami za zasłoną nieprzejrzystości. Bardziej traperska połowa naszego stadka :wink: Trochę zmarzliśmy i by się nieco ogrzać, przy przerwie na lunch, rozpaliliśmy ogień. Ostatnie spojrzenie na szczyt Radziejowej... ...i zejście w dół czerwonym szlakiem. Beskid Sądecki czaruje swoim urokiem... ...tutejsze szlaki są doskonale oznakowane. Zejście w stronę Suchej Doliny to kosmiczne widoki - powyrywane drzewa z korzeniami, chore kikuty... śmierć lasu. I kto by pomyślał, że Radziejowa i jej okolice to jedyne w Polsce stanowisko Pierwiosnka omączonego - pięknego kwiatka, który jest wpisany do czerwonej księgi gatunków chronionych.Może ten las kiedyś się odrodzi? A sama roślinka nie wyginie w nim?... Kilkaset metrów pustkowia... ...i dotarliśmy do Wielkiego Rogacza.
-
Beskid Sądecki - Radziejowa 1262 m npm. Cz.2Jeszcze chwila i bym, byśmy usnęli......dobrze, że czuwała nad nami płeć piękna, która miała ciśnienie na marsz w górę.Co było robić?Grzecznie poszliśmy. ...a Ona? Radziejowa?Z boku... Wchodzimy na Złomisty Wierch i podążamy do celu naszej wędrówki. Jesteśmy coraz bliżej... ...z grani otwiera się dla nas wspaniały widok.Idziemy tam, na prawo.Zachwycamy się przyrodą, górami. Dochodzimy do skrzyżowania szlaków. Dwa kilometry... ...a po nich - byliśmy już na miejscu. 11 mój i Pauli szczyt z Korony Gór Polskich zdobyty. W towarzystwie Przyjaciół, sądeckich Górali to była czysta przyjemność. Oczywiście wchodzimy na 20 metrową wieżę widokową i robimy tutaj mnóstwo fotek.Niestety pogoda się pogarsza - pokrapuje delikatny deszczyk a wokół nas zbierają się ciemne i czarne chmury. Widok w stronę Pienin i Trzech Koron: Zdobywcy - sweet focia.
-
Beskid Sądecki - Radziejowa 1262 m npm. Cz.1Jedenastym szczytem Korony Gór Polskich, który miałem przyjemność zdobyć w sobotę była Radziejowa w Beskidzie Sądeckim - 1262 m npm.Super weekend z Przyjaciółmi!Nie udało się jesienią ze względu na załamanie pogody, burzę i intensywne opady deszczu, brak czasu - wówczas wyjście w sądeckie rejony zakończyło się na Przehybie... nie udało się w zimie na nartach ze względu na brak śniegu... za to udało się w piękny wiosenny dzień - w ostatnią sobotę.Wejście zaczęliśmy w Rytrze.Początek szlaku jest łagodny, szeroki i bardzo przyjemny - podejście łagodne.Po drodze miejsce pamięci. W początkowej fazie marszu towarzyszy nam piękny potok... ...z lewej, z prawej strony jego wody zasilają pomniejsze cieki wodne, źródełka. Po kilku kilometrowym odcinku leśnym wychodzimy w miejsce gdzie nie ma drzew... ...tu pierwsza fotka z Radziejową - ona za nami. Jeszcze daleko...ale już piękna, najpiękniejsza w okolicy! Miejsce, w którym popełniliśmy powyższe fotki, to Hala Konieczna. W tym miejscu w czasie II Wojny Światowej Niemcy urządzili zasadzkę na polskich Partyzantów... niestety wielu naszych zginęło... Idziemy dalej. Zaczyna się krótki fragment dość stromego podejścia.Stąd widok staje się coraz bardziej rozległy. Krok za krokiem byle do przodu... ...a gdy człowiek się zasapał, to mógł "ustrzelić" coś, co obok szlaku przyciągnęło wzrok - Borówki. Przyznam szczerze, że coś u mnie z wydolnością i kondycją słabo - odstawałem od grupy w bardziej stromych miejscach. Wyszło słoneczko, więc można było chwilę odpocząć leżąc na trawce.Cudowna sprawa!
-
Hintertux - wiosenny weekend 07-08.maj
marboru odpowiedział marionen → na temat → Relacje z wyjazdów forumowiczów na narty
Pięknie! Tux jak zwykle cudny! No i doczekałem się relacji... ...dzięki i dawaj dalej Mario. -
Sportowo po lesieDzisiaj umówiłem się z kolegami do lasu na trening......oni trenują przed jakimś maratonem MTB, a ja na doczepkę swoim crossem.Po pierwsze...na rowery pojechaliśmy samochodem :biggrin: W lesie 45 minut ostrej jazdy.Tylko na początku dawałem radę nadążyć... ...potem koledzy mi zaczęli odjeżdżać, zwłaszcza na ostrych zakrętach gdzie było mokro i ślisko. Na prostych ich doganiałem, a potem delikatny podjazd, trochę korzeni, piachu i niestety zostawałem na jakieś 50 metrów.Każdą twardszą ścieżkę, bez błota, bez ostrych wiraży wykorzystywałem by ich dogonić. Tylko na krótkim 300 metrowym fragmencie byłem w stanie się z nimi zrównać.Jazda była ostra - na maxa.Mimo wszystko, w porównaniu z nimi, nie wypadłem źle - a rower przecież mam kompletnie nie przystosowany do takiej jazdy... na dodatek opony na moich kołach - sliki.Było fajnie, chodź na kilku zakrętach pojechałem na krawędzi ryzyka i mogło to się skończyć krzakami albo jakimś drzewem.Adrenalina, silne interwały w czasie jazdy... super!...45 minut i tylko nieco ponad 10 km takiej jazdy a na końcu dyszałem jak po 50siątce na szosie :redface: Ciekawe przeżycie - było bardzo fajnie!Na koniec porównanie oponek. PS. Później, już blisko domu pokręciliśmy się trochę... w sumie więcej gadaliśmy niż jechaliśmy. Na szosie są wolniejsi :wink:pozdrawiammarboru
-
Maciek kajak widziałem... ...Bumer dobrze prawi, to jest kajak dla lasek w bikini...albo bez... :biggrin:
-
Ania dzięki za super fotorelację :applause: To taka troszkę "fryzjerska" opowieść z pięknym loczkiem w tle, i jakimś tajemniczym Brodaczem :cheerful: :happy: Pozdrowienia dla Was od naszej dwójki :smile:
-
Dokładnie było jak piszesz - zeszły rok dla kajaków był marny - właśnie przez poziom wody :frown:: To był jeden z głównych powodów małej ilości moich wypraw. Radomka, w tym czasie, dla ciężkich dwójek raczej nie była spływalna - lekkie jedynki pewnie dałyby radę. Normalny stan wody na tej rzece, to często głębokość max po kolana. Przy suszy - spada o połowę...zdarzają się wówczas mielizny. Niższego stanu raczej nie widziałem - jak brakuje wody w jej korycie - opuszczana jest wówczas tama na zbiorniku w Domaniowie i to tam mocno się waha poziom lustra wody a na rzece jest w miarę ok. Bardzo fajny temat - nie widoczny jeszcze na mapach satelitarnych w google, to nowy zalew niedaleko Domaniowa na rzeczce Wiązownicy (okolice wsi Jagodno pod Przytykiem). http://www.echodnia.eu/radomskie/wiadomosci/powiat-radomski/art/8142712,nowy-zalew-pod-przytykiem-niemal-tak-duzy-jak-w-siczkach-wideo-zdjecia,id,t.html Musimy tam zrobić eksplorację "na pstrąga", bo poprzez spiętrzenie wody - rzeczka zasilająca ten zbiornik powinna być spływalna na kilku kilometrowym fragmencie. Miejsce bardzo piękne - dookoła las i zero ludzi. Odcinek, który spływałeś Radomką z Brzózy do ujścia - bardzo ładny. Zagożdżonka - piękny ciek w Puszczy Kozienickiej. Spływalna jest jedynie wczesną wiosną, gdy jest dużo wody. W lato gdy jest jej mało, a roślinny intensywnie rosną - nawet jedynką nie ma szans na zaliczenie tej rzeczki. Chyba nie będzie dużym nadużyciem jeśli wkleję link do blooga mojego kumpla Marka i spływu Zagożdżonką. Zainteresowani znajdą tam również wiele innych ciekawych relacji z pływania po Mazowszu i województwie świętokrzyskim. http://pointernaszlaku.blogspot.com/2016/02/20160216-januszno-kozienice-zagozdzonka.html?spref=fb
-
Biorąc pod uwagę całość trasy, wolny nurt jedynie między dwoma elektrowniami wodnymi, na odcinku: od mostu na wysokości miejscowości Sukowska Wola do Elektrowni na wysokości miejscowości Gulin, która jest po drugiej stronie rzeki. Tutaj również rzeka na długości ok 2 km uregulowana (prosty kanał). Coś takiego: Pozostałą trasę uważam za taką ze średnim uciągiem o prędkości ok 5 km/h, dla porównania Wisła ma nurt ok 8 km/h.Co do poziomu w lato?Trudno przewidzieć - zależy, czy będzie sucho, czy nie - co nam pogoda ześle? W zeszłym roku był dramat i bardzo mało wody, dwa lata temu stan wody porównywalny do tego z wczorajszej wyprawy. To nie chodzi o prawy dopływ, o nazwie Bosak - tam nie dopłynęliśmy.Chodzi o dopływ lewy.Poniżej mapka z zaznaczonymi punktami (lewy - "tajemniczy dopływ", środkowy miejsce zakończenia spływu, prawy - ujście Bosaka). Pewnie, że fajna :happy:Czas? Na początku, w pierwszym sezonie, gdy nie miałem wprawy z rozkładaniem, składaniem sprzętu - tak jak cytował mnie Mitek.Teraz jak mam wprawę i pompkę elektryczną czas rozkładania od 5 do 10 minut - to zależy, czy ktoś mi pomaga, czy nie.Składanie? Teraz nie pierniczymy się z tym. Po spływie wrzucamy bambetle do auta, spuszczamy powietrze z łódki, zwijamy tak by weszła do bagażnika a potem wszystko przywozimy do domu. Nie składamy dokładnie kajaka na miejscu, bo to szkoda czasu.Po pływaniu i tak wszystko trzeba przeczyścić, umyć, złożyć precyzyjnie w domu - te czynności są najbardziej czasochłonne - ja je wykonuję najczęściej jeden dzień po spływie, gdy odpocznę...ale ja mam gdzie rozłożyć "łajbę" w domu by przeschła.Na drugi dzień przecieram wilgotnym ręcznikiem, odkurzam odkurzaczem i składam precyzyjnie pakując w taki sposób, by kajaczek stał w gotowości do kolejnej wyprawy.Wiadomo - jak się dba o sprzęt - ten posłuży dłużej. Im więcej się czasu mu poświęci, tym potem szybsze rozkładanie i komfort pływania.Seawave kupiony był w Krakowskim Prokajaku - to jedyny dystrybutor Gumotexa w Polsce. http://www.prokajak.pl/Właścicielem jest Piotr Darkowski - z nim trzeba gadać.W sumie razem z moim, z oferty tego sklepu skorzystało i kupiło ten sam model kajaka 4 moich kumpli.Gdybyś był zainteresowany - to pisz na priva, powiem Ci jak uzyskać i jaki rabat.pozdrawiammarboru
-
-
Radomka. Domaniów - Jankowice - Kolonia. Cz.4 - ostatnia.Tuż za przeszkodą imponujące bystrze. Wodujemy się tuż poniżej.Znowu mamy piękną i nieskażoną przyrodę.Miejscami rzeka przypomina Amazonkę......płyniemy środkiem i jesteśmy w szoku. ...by po chwili ponownie pokazać swój mazowiecki urok. Myśleliśmy, że już nie napotkamy żadnej "kipiącej" przeszkody......ależ było nasze zaskoczenie kolejnym kamiennym progiem. Po środku tego bystrza jest miejsce na kajak - spokojnie to można spłynąć. Zaczyna się kanałowy fragment rzeki. Po lewej i po prawej stronie rozciągają się hektary stawów hodowlanych.Wiatr wieje nam w rufę, a my płyniemy dosyć szybko......gdybym wziął żagiel, byłoby jeszcze szybciej.Kolory nieba, otaczające nas rośliny, zieleń - czegóż chcieć więcej? Ile to dzisiaj już przenosek, przeszkód wodnych w postaci bystrzy, zwałek i innych elektrowni?Dopływamy do kolejnej - miejscowość Gulin i przerobiony na elektrownię stary młyn. Miejsce do wodowania kajaka tuż przy ścianie drewnianej budowli.Dalej... Trochę meandrów, kolejna dosyć poważna zwałka, na której tylko baby z dziadem było brak......i dopływamy do kolejnej hydrotechnicznej budowli.Tym razem podwójny próg z pochyłym, płytkim, betonowym czymś.Przenosimy prawą stroną a po lewym brzegu zabudowania gospodarcze i kilka ujadających na nas psów. Jesteśmy już na wysokości miejscowości Jankowice.Mijamy jakiś tajemniczy dopływ Radomki... Tajemniczy, bo po sprawdzeniu na mapach - nigdzie nie jest oznaczony - dziwne, bo to dosyć spory ciek wodny. Jeszcze kilka zakrętów, prostych i docieramy do ostatniej kładki na naszej drodze. Pod nią małe bystrze, a za nią.... jest już nasze auto.Kończymy spływ, pakujemy sprzęt i jedziemy po porzucony w górze rzeki drugi samochód. Niezwykle udana przygoda.Piękna, dzika, usiana przeszkodami rzeka - nudno nie było!Była adrenalina, piękne widoki...i masy widocznych w czystej wodzie ryb: kilka solidnych kleni, kilka nerwowych szczupaków - masa płoci.Przebyty odcinek - 20,5 km.Radomki dziewiczej dla nas zostało niewiele. Ostatnia niezaliczona część: Janowice-Kolonia, Jedlińsk.Pewnie niebawem tu powrócimy......a jak na razie, w kolejne weekendy czekają na nas inne projekty :wink:Pozdrawiam serdeczniemarboru







