Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

marboru

VIP
  • Liczba zawartości

    7 223
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    599

Zawartość dodana przez marboru

  1. Bardzo fajny edit z super pomysłem. Czy można połączyć narciarstwo z meczem piłki nożnej? Jest piłka, są narty, bramka, spektakularne akcje a nawet żółta kartka... :biggrin: [video=youtube;IdLP-2WXaF4]
  2. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    Po Puszczy i piachu - czyli małe WZF forumowe. Cz.2 Jesteśmy w takim miejscu Puszczy, w którym zarówno ja, jak i gregor, nie byliśmy. Jedziemy na czuja i na zmysł orientacji. Tak jak na nartach...kierujemy się raz czarną trasą... ...raz czerwoną: Miejscami piach daje nam nieźle w kość. Docieramy na skrzyżowanie szlaków. Tutaj krótki postój - podziwiamy leśną infrastrukturę i przygotowanie boru do odwiedzin turystów. Jest miejsce zadaszone, chroniące przed deszczem, sporo przestrzeni na rozbicie namiotu oraz infrastruktura do biesiadowania na łonie natury. Puszcza Kozienicka i Park Krajobrazowy: Ruszamy i? Znowu się zatrzymujemy - z takiego, to oto powodu: Kończymy powoli wspólną jazdę. Grzesiek jak na lekką rehabilitacyjną jazdę chyba trochę dostał w kość - zrobił ze mną prawie 40 km w trudnych warunkach. Później napisał, że dobrze ten wysiłek mu zrobił. Cieszę się i dziękuję Ci Kolego za wspólną przygodę, pogadanki narciarskie i nie tylko - z pewnością niebawem znowu wybierzemy się razem na szlak. Jesteś super Gość! Rozjeżdżamy się przy miejscowości Kozłów. Drałuję dalej sam w stronę domu - kręcąc się z wolna po okolicznych sklepach, okolicznych drogach, a z nieba leje się czysty ogień. Maciek podziwiam te Twoje ponad 260 km w takich warunkach - jesteś Twardziel! Docieram powoli do miasta - a z miasta uciekają ludziska i zwierzęta, po trochę wytchnienia, do leśnych ostępów i odrobiny chłodu. Kończę ten dzień z wynikiem delikatnie ponad 90 km. Super fajny dzień... ...jeszcze tylko koszenie trawnika i odpoczynek. Mapka: pozdrawiam marboru
  3. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    Po Puszczy i piachu - czyli małe WZF forumowe. Cz.1 Nim Johnny Narciarz pochwali się swoją dzisiejszą jazdą i rekordem życiowym - 262 km jednego dnia na rowerze, zaprezentuję swoją skromną jazdę, a przede wszystkim dzień na dwóch kółkach z super fajnym Gościem - forumowiczem, gregorem_g4, czyli Grześkiem. Co naszego pechowego, tegorocznego narciarza pozatrasowego przywiało do Radomia? Cóż? Miłość, Kobieta - życie... ...radomianki są piękne - coś o tym wiem. Co dzisiaj robiliśmy? Lajtowa jazda po Puszczy Kozienickiej w ramach rehabilitacji. Początek - nie o 5 rano jak Maciek, ale ok 7:30. Zapowiedzi upałów i mega temperatury, palącego Słońca, to wszystko sprawiło, że dzisiejszy dzień miał być mega turystyczny. Czy taki był? W sumie tak - sporo przerw na picie i odpoczynek. Nim dojechałem na miejsce spotkania - przy wjeździe do Puszczy przejeżdżam po "wystawce" jednego z wiodących producentów kostki brukowej w regionie i zauważam bardzo ładne oczko wodne. Nie tylko sporo rybek, ale również piękne rośliny wodne: Kilka chwil i jedziemy już razem. Gadka szmatka, kilka kilometrów i robimy przerwę na nawodnienie w zapuszczańskim, wiejskim małym sklepiku. Tutaj, na ławeczce w cieniu - popełniamy sweetfocię: Jest fajnie i po wyjechaniu z lasu kierujemy się w stronę rzeki. Oznaczenie "czarny punkt wodny" oznacza, że choć Radomka jest małym ciekiem wodnym - to niebezpiecznym. Mazowsze urzeka "Górala": Chwila zmiany krajobrazu, klimatu i lądujemy z powrotem wśród drzew: Dzień jest naprawdę piękny...aż za piękny... Żar leje się z nieba, a leśny trakt jest pełen piachu - lekka jazda przeradza się w walkę na miękkim podłożu. Drzewko: W trakcie przerw łapiemy cień, nawet ten mały, malutki. Odpoczynek gregora: Czas mija szybko - jeden, drugi telefon i musimy wracać. Zbliża się południe.
  4. Wszystko jest tak jak piszesz. Na fotkach po prostu tego nie widać.
  5. Wszystko z pokładu robiliśmy. Na ostatniej fotce brasy żagli rejowych.
  6. W weekend miałem przyjemność kolejny raz gościć na Mazurach. Tym razem okazja była przednia - 40ste urodziny expata. Pogoda piękna, pomysł wspaniały, świętować, w przedłużony weekend, w sposób aktywny - coś w moim stylu. Grono ok 15 przyjaciół - rejs jednym z największych jachtów na polskim śródlądziu: "Biegnącą po falach" (większy jest chyba tylko Chopin w chwili obecnej) - zapowiadała się, i była to super przygoda. Pogoda w sobotę i niedzielę - super! Jedyny minus, to taki, że wiało bardzo słabiutko. W poniedziałek trochę deszczu. Słabe podmuchy miały również swoje plusy - mogliśmy niemalże z pełnym ożaglowaniem popływać po północnym szlaku Wielkich Jezior Mazurskich. Ponieważ był to mój debiut z tak dużym jachtem - wcześniej podziwiałem jedynie "Biegnącą..." pływając na innych jednostkach - z punktu widzenia żeglarskiego było to dla mnie super doświadczenie. Nasza załoga składała się z 15 osób + kapitan. "Szef" na początku podzielił całą grupę na cztery wachy, a potem udzielił szczegółowego ale i szybkiego przeszkolenia z posługiwaniem się wszystkimi linami, żaglami itp. Mi przypadło stanowisko oficera IV wachty i odpowiedzialność za tylną część łajby - czyli drugi maszt, grot, brasy żagli przednich, kotwica, cumy rufowe, bandera...a do tego 4 osoby hahaha - to była bułka z masłem ale również spora odpowiedzialność - zwłaszcza przy składaniu masztów, by wszystko grało i by było bezpiecznie - zresztą mimo szampańskiej atmosfery tak było od początku, do końca rejsu. Trochę o łódce. "Biegnąca po falach" to Brygantyna, która została zwodowana w 1977 roku. Długość maksymalna: 19,52 m. Szerokość: 3 m. Zanurzenie bez miecza: 1 m, z mieczem 2,1 m. Powierzchnia żagli: 128 m2. Więcej info na stronie: http://www.biegnacapofalach.pl/ A wygląda nasza ślicznotka tak: Inne ujęcie: I jeszcze jedno: Powyższe zdjęcia zrobione w chwili przerwy, gdy prawie cała załoga udała się na Mamerki i słynne bunkry z czasów II Wojny Światowej. Ster, piękny, duży i drewniany: Dziób robi wrażenie... Rufa: Szczęśliwi załoganci: Wachta IV w trakcie instruktarzu: Jedno z bocianich gniazd: Przez trzy dni żeglowania zrobiliśmy ok 55 km wodą - głównie po jeziorach: Mamry, Mamerki, Przystań, Święcajty i Dargin. Kraina tysiąca jezior urzeka swoim pięknem. Czas minął nam bardzo szybko. Super towarzystwo, 40 urodziny przyjaciela i super impreza - czegóż chcieć więcej? Ano żeglowania powyższą, piękną łajbą! Trzy dni i słaby wiatr, to trochę mało - po rejsie został niedosyt. Człowiek chciałby trochę bardziej poznać, nie tylko łódź ale również, to w jaki sposób "Biegnąca..." biega po falach gdy dmuchnie mocniej. Cudowny trzy dni, na cudownej łodzi. Ot, krótka relacja i kilka fotek... Ahoj narciarze. Pozdrawiam marboru
  7. Wszystkiego dobrego! Sto lat i niekończącego się sezonu narciarskiego
  8. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    155 km w mazowieckich klimatach Do końca nie wiedzieliśmy, czy ruszymy na trasę - pogoda była niepewna...ale udało się! Dzisiaj jazda razem z Kumplem poprawiłem rekord życiowy w dystansie przejechanym na rowerze, z dosyć dobrą średnią (ok godziny było różnego rodzaju postojów). Trasa: Radom - Tczów - Kazanów - Wielgie - Iłża - Wierzbica - Orońsko - Wolanów - Zakrzew - Radom. Start o godzinie ósmej i początek dosyć fajny - asfalt, wiatr w plecy, zero ruchu samochodowego. Pierwsza krótka przerwa w Tczowie. Kolejna nad Iłżanką w Kazanowie. Nie byłbym sobą gdybym nie sprawdził, co tak szumi pod mostem... ...mały niegroźny próg wodny. Głębokość jakieś 15 cm - więc? W kontekście pływu kajakowego Iłżanką do pokonania bez wysiadania z pływadła. Zbliżamy się do Wielgiego, a po drodze coś pięknego - polskie Mazowsze w całej krasie: W tej małej miejscowości przebywał i tworzył Jacek Malczewski, którego popiersie znajduje się w kameralnym, wioskowym, mini parku. Dzieła Mistrza: Pedałujemy dalej - mijamy rozległe stawy hodowlane w Bąkowej. Nie tylko tutaj, ale praktycznie w każdej mijanej wiosce, porzucone gospodarstwa z klimatycznymi zabudowaniami. Uwielbiam polską wieś. Kolejny z mazowieckich, cudnych widoczków: Chmury nadciągają a my zaczynamy jechać dość długi odcinek, do Iłży pod wiatr. Daje nam to nieźle w kość i po dojechaniu do tej miejscowości fundujemy sobie drugie śniadanie w postaci słodkich bułek z jabłkami. Później jedziemy w stronę Wierzbicy, Orońska, Wolanowa i Zakrzewia. Nadciągają chmury, a my mijamy raz, po raz taką, która wydaje się być tą burzową. W Orońsku na chwilę dopada nas deszcz - na szczęście udaje nam się skryć w Kebabie24h gdzie pałaszuję wielką porcię niezdrowego jedzenia. Przestaje kropić, więc jedziemy dalej. Asfalt mokry, a my mijamy świeże kałuże. Zaczynamy odczuwać przebyte kilometry - jest ich już grubo ponad 110. Ponieważ mamy ograniczony czas, to staramy się nie robić już długich przerw. Kończę jazdę po ok 8 i pół godzinie - finalny dystans, to 155km. pozdrawiam marboru
  9. marboru

    Hintertux,co się tam dzieje

    Kusisz, oj kusisz...
  10. Sto lat i sto dnia na nartach w przyszłym sezonie :happy:
  11. Rusza pierwsza polska narciarska wyprawa w Karakorum "Gasherbrum II 8035 – Ski Expedition 2015". W jej skład wchodzą Piotr Śnigórski i Olek Ostrowski, zeszłoroczny "narciarski" zdobywca Cho Oyu. Olek Ostrowski (KW Kraków) i Piotrek Śnigórski 17 czerwca wyruszają do Pakistanu. Ich celem jest dokonanie pierwszego polskiego zjazdu na nartach z Gasherbruma II – szczytu o wysokości 8035 m n.p.m. Po spędzeniu 2 dni w Islamabadzie i załatwieniu ostatnich wyprawowych formalności ruszą słynną drogą Karakorum Highway w stronę celu. 24 czerwca z miejscowości Askole rozpocznie się tygodniowy trekking wzdłuż lodowca Baltoro z zapierającymi dech w piersiach widokami na absolutne klasyki wspinaczkowe: Trango Tower, Masherbrumy, Mustang Tower i wreszcie Górę Gór - słynne K2. Do bazy pod Gasherbrumem II znajdującej się na wysokości ok. 5300 m n.p.m. na lodowcu Abruzzi wyprawa dotrze 30 czerwca. Cały lipiec przeznaczony jest na działalność górską na drodze normalnej: aklimatyzację, założenie kolejnych obozów, próbę ataku szczytowego i zjazd z wierzchołka na nartach. Obóz pierwszy znajdować się będzie na wysokości 5900 m n.p.m., drugi – 6500 m n.p.m., a trzeci – 7100 m n.p.m. Cała akcja górska odbywać się będzie bez wsparcia przewodników wysokogórskich i dodatkowego tlenu. Zjazd na nartach ze szczytu pokrywać się będzie z linią podejścia. Narciarze chcą zjechać najniżej jak to będzie możliwe czyli najprawdopodobniej w okolice obozu pierwszego, likwidując po drodze wyższe obozy. Powrót do Polski planowany jest na 10 sierpnia. Olek i Piotrek pragną podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do realizacji ich wyprawy, a w szczególności 423 osobom, które wsparły ich projekt poprzez portal PolakPotrafi.pl jak również sponsorom wyprawy. Dzięki wielkie! Olek Ostrowski i Piotr Śnigórski climb2ski.pl Zdjęcia - Piotr Śnigórski Źrodło: powder.pl [video=youtube;fSly55uIjsY]
  12. Rewelacja :applause: [video=youtube;LxDIbYaiTvI]
  13. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    Taka impreza rowerowa na stoku narciarskim... [video=youtube;uTTwWbD7HzE]
  14. Mitku dzięki za relację Wel wymagający, dziki, fajny! Może kiedyś? Pozdrawiam serdecznie
  15. Maciek...a teraz sobie wyobraź, że 160 km robisz codziennie przez prawie 195 dni, dzień po dniu... Takiego wyczynu dokonał rowerem Mark Beaumont bijąc Rekord Guinnessa w samotnej podróży dookoła świata - często w ekstremalnych warunkach. Polecam Ci jego książkę "Człowiek, który objechał Świat na rowerze". Tobie, gratuluję uporu i wytrwałości w pokonywaniu kolejnych celów.
  16. Jest, jest - trzeba się pilnować. Głównie na piaszczystych łachach i wodzie po kostki - trzeba się trzymać kajaka, bo taki piasek zwłaszcza przy przejściu na głęboką wodę potrafi wciągnąć człowieka i nie oddać. Na samej wodzie sporo przeszkód, ostróg, wystających wielkich drzew, wirów - trzeba czytać wodę i uważać :happy:
  17. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    Do Iłży - wyjazd prawie hardkorowy ;-) 124 km Cz. 2. Iłża rowerem zdobyta: Zdobyta drugi raz - pierwszy, to był październik zeszłego roku po ciemku, wieczorową porą. Robię przerwę na pyszne tutejsze lody, rozglądam się dookoła i jest mi dobrze. Gwar małych miasteczek, w dzień targowy jest niesamowity. Klimat miejsca pozytywnie mnie zaskoczył. Ilością krzątających się ludzi, aut, kolorów, światła - stop klatka z tamtych chwil była dla mnie esencją wycieczek w miejsca bliskie ale nieodkryte na co dzień. I Iłżanka: Czysta, wijąca się pośród zieleni, tętniąca życiem, tworząca w ten upalny dzień osobliwy mikroklimat. Jest "Ona" w kajakowych moich planach - pytanie, czy pneumatyk podoła tej wąskiej i raczej płytkiej rzece? Pewnie niedługo się przekonam. Jadę w stronę Lipska i dojeżdżam w miejsce, gdzie często bywam zimą... ...po drodze do Szwajcarii Bałtowskiej i na narty. Tym razem wybieram kierunek południe i Radom. Upał daje się we znaki ale teraz odcinek ponad 20 km mam z delikatnym wietrzykiem w plecy - jedzie się bardzo przyjemnie. Ruch samochodowy jest niewielki i mogę sobie pozwolić na długie fragmenty jazdy "bez trzymanki". Robię kolejną przerwę na 80km w miejscowości Wojsławice. Pochłaniam kolejnego loda i całą butelkę chłodnej wody, druga ląduje w pustym bidonie. Przekraczam trasę Radom - Puławy i kieruję się w stronę radomskiego kurortu. Po drodze sianokosy i mazowieckie klimaty: Setny kilometr wypada na plaży :smile: Siczki przez Iłżę zdobyte: Wracam do domu a ostatnie 20km to mordęga. Ukrop, temperatura w cieniu ok 30 stopni - to nie są dobre warunki do jazdy na takie dystanse. Kolejna dłuższa przygoda z dwoma kółkami z pewnością będzie zaplanowana bardziej rozsądnie, w taki sposób by w 100% czerpać przyjemność z jazdy. Męka na rozgrzanej smole - to nie dla mnie...ja jestem raczej zimowy ziom :biggrin: pozdrawiam marboru
  18. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    Do Iłży - wyjazd prawie hardkorowy ;-) 124 km Cz. 1 Johnny katuje ekstremalne odległości, a ja spokojnie wkręcam się w sezon :wink: Zaliczone pierwsze 1100km w sezonie i codzienna jazda po kilka kilometrów...a że w długi weekend miałem czasu nieco więcej - Paula już nie pisze się na tasiemce - postanowiłem wyprawić się do Siczek (taki kurort z wodą w okolicach Radomia) przez Iłżę (zupełnie nie po tej stronie miasta). Trasa wyszła odległościowo jak dla mnie bardzo fajnie - 124 km (mój nowy rekord odległości) ...ale w upale jedna nie była przyjemna. Początek ok godziny 8:30 i pogoda jeszcze znośna. Dosyć szybka jazda, delikatny wiaterek w twarz i odrobina ochłody w mijanych fragmentach lasu. Poniżej fotka w miejscu, które nie raz już prezentowałem w zimowej aurze w relacjach narciarskich, w drodze do świętokrzyskich stoków. Teraz zgoła inaczej - kwitnąco: Ciepło, dookoła zielono i buchający żarem asfalt - choć godzina dopiero ok 10siątej... Chwila przerwy przy okolicznych stawach dała odrobinę wytchnienia i wilgoci. Stary młyn? W czasie tej wycieczki maki przykuwały człowiekowi wzrok do siebie. ...nie to, że byłem na głodzie jakimś :wink: Przedmieścia Iłży witają mnie wielkim piecem garncarskim. Odrobiną patriotyzmu: A przede wszystkim tutejszym zamkiem, a w zasadzie ruinami zamku.
  19. Warka - Góra Kalwaria, czyli Pilicą i Wisłą z Wiosłem. Cz. 2. Pokonujemy z Paulą fragment pustyni... ...a Chłopaki już na wodzie: Walczymy z wiatrem, falą i staramy się płynąć w głównym nurcie rzeki by dzielący nas od mety dystans, pokonać jak najszybciej. Co jakiś czas mijamy powalone drzewa, naturalne budowle na środku wody - są one z reguły ostoją tutejszego ptactwa. Wisła czaruje...i całe szczęście, że mamy, tuż obok siebie kawałek dzikiej i nieujarzmionej wody. Można się zachwycać i przy każdej mijanej wysepce planować przyszłe biwaki oraz nocne zasiadki na suma w otoczeniu gwiazd i ogniska. Czy gdzieś jest koniec? Czasami wydaje się nam, że tego końca nie ma... Bezludne tereny: ...z wodą walczą okoliczne drzewa - przegrywają tę walkę: Kończymy spływ na betonowej główce w pobliżu mostu drogowego w Górze Kalwarii - tu pojawiają się ludzie, cywilizacja. Przepłynęliśmy 35 km. Z pewnością wrócimy na Wisłę... ...z pewnością z namiotami, sprzętem biwakowym, wędkami i z apetytem na kolejną przygodę. pozdrawiam marboru
  20. Warka - Góra Kalwaria, czyli Pilicą i Wisłą z Wiosłem. Cz. 1. Plan spływu Warka - Góra Kalwaria chodził nam (mi i kolegom), od dawna po głowie - nie wyszło wcześniej, bo pogoda, bo obowiązki, bo wiele różnych przeszkód. W Boże Ciało wreszcie się udało. Wszyscy wolne, pogoda wyśmienita, początek długiego weekendu, cały dzień przed nami a woda piękna. Mapa spływu: Przygodę zaczęliśmy w okolicach mostu kolejowego w Warce. Szybkie dmuchanie pneumatyków... radomska flota się nieco rozrosła - hahaha pasje zarażają :happy: Trzy Seawavy - w tym dwa z pokładami jednoosobowymi i z pojedynczą załogą - ekipa; Expat, Jacek, Paula i Ja. Humory dopisują i na Pilicy jesteśmy zaraz po 9tej. Otwieramy piwka i wypijamy symboliczny toast za dziewicze wodowanie jednostki Jacka. Sprzęt z pokładem "jedynką" jest super zwrotny, szybki a na dodatek ma olbrzymią moc załadunkową - jako kajak wyprawowy Seawave wydaje się być doskonałą jednostką. Zaliczając odcinek z Warki do ujścia...mogę śmiało powiedzieć, że mam w swojej karierze kajakarza zaliczoną prawie całą Pilicę...no może brakuje mi jeszcze do przepłynięcia dwa małe fragmenty - cóż, będzie trzeba uzupełnić te "czarne plamy" - w każdym bądź razie, rzeka jest być może i nudna ale z całą pewnością, woda, otaczająca przyroda, doskonałe towarzystwo powodują, że dzień jest wspaniały. Co kilkaset metrów, na meandrach pojawiają się wypłycenia i malownicze plaże. Płynąc trzeba uważać, by nie władować się na mieliznę - chwila nieuwagi i trzeba wysiadać z kajaka i go albo pchać, albo ciągnąć. Takie miejsca doskonale nadają się na przerwy w wiosłowaniu i rozprostowanie kości. Czas mija szybko i po minięciu mostu drogowego na trasie Sandomierz - Warszawa kończymy Pilicę wpływając na królową polskich rzek. Takie połączenie dwóch sporych cieków wodnych, to doskonałe łowisko wędkarskie. Wisła, to zupełnie inna kategoria...waga ciężka. Widoki po horyzont, woda, niebo, piasek - dzikość. Z wody, płynąc środkiem pośród fal, na wietrze dopiero dociera do człowieka jaki to ogrom i siła. Robimy przerwę obiadową na jednej z łach. Taka oto sytuacja: Chłopaki w jedynkach odpływają pod prąd i lądują nieco wyżej niż ja z Paulą. Nim do nich dochodzimy na piechotę - ognisko jest już prawie gotowe. Jemy kiełbaski i cieszymy się jak dzieci, że jesteśmy w miejscu praktycznie niedostępnym z brzegu. Ponieważ wiatr jest z tych wmordewindowych, zbieramy się po przerwie i szybko płyniemy dalej.
  21. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    111 km po Puszczy Kozienickiej Dzisiejszy piękny dzień należało dobrze wykorzystać. Jak? Rowerowo tym razem. Plan był ambitny i zgoła inny niż wyszło w rzeczywistości...mianowicie: miała być całodniowa wycieczka do Królewskich Źródeł w Puszczy Kozienickiej ale sama Puszcza zrobiła nam psikus i wylądowaliśmy wraz z drugą połową prawie nad Wisłą, w Kozienicach na pizzy. Jak to się stało? Źle odczytaliśmy oznaczenie ścieżek rowerowych - stąd ten klops. Co się stało w związku z tym? Przejechaliśmy ponad 111 km i spędziliśmy cudowny dzień pedałując wśród zieleni i drzew. Trasa pokonana w dniu dzisiejszym: Pierwszy odpoczynek i opalanie po ok 30 kilometrach, za stadniną koni, gdzieś w okolicach leśniczówki w miejscowości Stoki. Zieleń, piękne błękitne niebo... Pełen relaks... Puszcza Kozienicka i trakty rowerowe usiane są parkingami, miejscami spoczynku. Sporo tu folkloru... Nie mówiąc o kilku rezerwatach, całej masie ptactwa - dla ornitologa to raj! Dzisiaj, w środku dnia było dane nam zobaczyć również parę zwierzaków: lisa, sarnę...trafiła się również żmija. W środku lasu znaleźliśmy również kawałek wody... ...ciekawe, jakie ryby zamieszkują te leśne, niedostępne zmotoryzowanym ostępy? Na brzegu były oznaki wędkarskiej zasiadki. Nieco dalej Ols: Rowerowe estakady wyglądają tu tak: W kozienickich lasach znajduje się również mnóstwo takich oto pamiątek: Ponad 9 i pół godziny pedałowania dało nam popalić. Jestem dumny, ze swojej drugiej połowy - ponieważ dla niej dystans był potężny i bidulka musiała co parę kilometrów odpoczywać...najważniejsze? Dała radę, zuch Dziewczyna! pozdrawiam z rowerowego szlaku marboru
  22. Dostałem sygnały, że fotki się nie otwierały ze względu na swój rozmiar. Po poprawkach powinno być wszystko ok, a fotki widoczne.
  23. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    Grzegorz - cieszy mnie, to co piszesz, bo znaczy to, że powoli dochodzisz do formy po kontuzji. Jeśli miałbyś ochotę razem pojeździć na rowerku, to daj znać chętnie Ci potowarzyszę :happy:
  24. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    Okolice Radomia Sezon rowerowy w tym roku w zasadzie zaczął się na dobre dla mnie w maju. Dotychczas przejechane ok 550km, głównie po pracy w okolicach domu. Jedyna większa eskapada - ok 92km szlakiem mazowieckich rzek: Pacynki, Radomki, Mlecznej oraz Kozienickiego Parku Krajobrazowego w Puszczy Kozienickiej. Poniżej kilka fotek z tego wyjazdu: Morze kwiatów... Ruiny spiętrzenia rzeki Pacynki i będącego tutaj wiele lat temu młyna. Do Radomia podróżować można również tak... Magiczna zieleń: Bociek: Do puszczy... Park Krajobrazowy - super gratka dla cyklistów: Rower i "Tatanka"... Mazowsze jest piękne.
  25. Szabasówka Pogoda w weekendy nie rozpieszcza, więc i pływania w tym roku jak na lekarstwo. Jednakże pomimo takich przeciwności, udało się wczoraj wyrwać na kilka godzin na wodę. Gdzie? Kilka razy już pływany Zalew Domaniów oraz wpływające do niego trzy rzeczki. Pstrągowanie (wiosłowanie pod prąd) ma swój urok - w szczególności na dużej wodzie. Główny cel - Szabasówka, maleńka rzeczka, gdzie przy normalnym poziomie wody, głębokość rzadko przekracza metr. Wczoraj ten malutki ciek zaskoczył zarówno prędkością nurtu jak i ilością wody. Na początku - razem z Andrzejem, kumplem, który mi towarzyszył musieliśmy nieźle się namachać, by przepłynąć ujście rzeki i przyśpieszony prąd na końcowych meandrach, potem - dwie przenoski na malutkich kładkach - przy normalnym stanie wody, spokojnie przepływa się pod. Im dalej płynęliśmy zaczęło pojawiać się coraz więcej przeszkód: zwałki, krzaki, drzewa ze swoimi koronami pochylone do samej wody. Cóż było robić? - przedzieraliśmy się przez to wszystko. Nasza droga pozostanie na długo, przejściem dla innych kajakarzy...pytanie tylko, czy ktoś tędy, poza nami w ogóle będzie płynął? Cóż? Nasza dziewicza podróż pozostanie na jakiś czas przetartym szlakiem. Wody na wodowskazach - full. W tle kościółek w miejscowości Mniszek. Minęliśmy drogę krajową numer 12. Tutaj trochę bardziej zaludnione tereny - działki, a z działek do wody prowadzą urocze pomościki. Drzewa, wierzby przy tym stanie wody - rosną w rzece. Dookoła piękna zieleń. Na kolejnej zwałce - przerzucenie kajaka się średnio powiodło, w trakcie spadł nam plecak do wody...i w tym miejscu niestety musieliśmy zawrócić, by go dogonić. Szkoda, bo w planach mieliśmy jeszcze co najmniej kilka kilometrów do przepłynięcia pod prąd... Zgubę dogoniliśmy po kilometrze i na powrót nie było już czasu. W każdym bądź razie - plecak, klucze od domu, kasa i czekoladki zostały uratowane - nauczka na przyszłość jest taka: by z debiutantem kajakowym, przy każdej przeszkodzie, która jest do pokonania, na głos wypowiedzieć dokładnie strategię jej pokonania. Nurt jest szybki i drogę powrotną pokonujemy "w mig". Żegnamy Szabasówkę, która na poniższym zdjęciu łączy się z Jabłonicą. Pod Jabłonice również wczoraj próbowaliśmy wpłynąć, tak samo jak w Radomkę - chaszcze są tak duże, że bez maczety nie ma co próbować płynąć dalej... ...cóż - trzeba wrócić w te regiony z "bronią". Podsumowując zrobione 17km wodą, w tym połowę "pod prąd". Wyprawa trwała pięć godzin i dała nam mnóstwo radości. Nie mogę się doczekać kolejnych spływów. Pozdrawiam marboru
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...