Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

marboru

VIP
  • Liczba zawartości

    7 223
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    599

Zawartość dodana przez marboru

  1. Kierunek Słowacja Po dekoracji i po kawce czas było ruszać w trasę. Pogoda - piękna...tylko dlaczego +32...? W takiej temperaturze jeździ się w górach niezwykle trudno. Ten dzień nieco niestety pokrzyżował nam defekt w rowerze Michała. Generalnie miała być pętla z przełęczą, a guma i burza skutecznie nasz plan zmieniły. Udało się zrealizować część celu i nakręcić 70 kilometrów z niezłym przewyższeniem. Mapka: Ze Starego Sącza jedziemy Velo Poprad w kierunku na Muszynę. W miejscowości Mostki przekraczamy granicę państwową i wjeżdżamy od razu w podjazd po słowackiej stronie. Na początku jest przyjemnie, a sama jazda w cieniu drzew. Przy drodze, na rowie rosną dorodne prawdziwki - jadąc zauważyłem ich 8 sztuk 😮 Czym wyżej, tym odsłoniętych miejsc więcej. Słońce i rozgrzany asfalt powodują, że mamy wrażenie jakbyśmy jechali w piekarniku. Woda z bidonów znika szybko. Jeden zakręt, drugi zakręt i znak, że za chwilę wzniesienie będzie miało 12%. No i miało... Dwa kilometry i jesteśmy na przełęczy - pierwszy cel zrealizowany! Sedlo Vabec 766 m npm. Widok w stronę Tatr i Pienin: Po krótkiej przerwie kierujemy się do Muszyny (nigdy w niej nie byłem - jedynie przejazdem) - naszym celem jest Krynica i wykonanie pętli do Starego Sącza. Zjazd z przełęczy daje nam sporo adrenaliny - jest bezpiecznie, szeroko, dobry asfalt i ruch samochodów niewielki. Poprad na granicy: Uzupełniamy bidony, jemy po lodzie i bananie i ruszamy w górę. Droga jest cały czas nachylona 2 do 5%. Docieramy do Łopaty Polskiej: Co to łopata Polska? Proszę: Do Muszyny docieramy stosunkowo szybko. Poprad w Muszynie: Widok w stronę zamku: Kotlet schabowy smakuje wybornie. Gdy pijemy kawę zauważam, że w rowerze Michała nie ma powietrza Niestety złapał gumę... Ponieważ nie mamy zapasu - dzwonimy po wóz techniczny. Szczęście w nieszczęściu...po paru minutach czekania rozpętuje się burza. Leje ok pół godziny. Gdyby z rowerem było wszystko ok - zmoklibyśmy strasznie...a tak, w spokoju czekamy i popijamy piwko Foto na moście w Muszynie: Wracamy do Starego Sącza i po drodze ponownie pada deszcz...także zmoklibyśmy dwa razy. Mimo wszystko dzień kończymy z pewnym niedosytem. Miało być nakręcone ok 130 km, a skończyło się połową tego dystansu. Cóż? Szkoda. Kończymy sobotę snując plany na niedzielę CDN
  2. Dekoracja Jacek po wyścigu pojechał do domu... Chłopaki z rodzinami wzięli się za zwiedzanie Tatr, a ja z Michałem? Ponieważ nie podobało nam się, że medale za start w zawodach były wydawane w pakietach startowych zamiast, po ukończeniu zawodów po mecie - postanowiliśmy urządzić uroczystą dekorację. Paula została w Radomiu więc o ceremoniał poprosiliśmy Żonę mojego Przyjaciela Radość przed uroczystością Medale z pełnym szacunkiem podane były na tacy... Pierwszy z dekorowanych - Michał Idzie moje trofeum No i buziak! Pięknie i normalnie jak na wielkim Tourze Szczęśliwi uczestnicy Tour De Pologne dla Amatorów... W oficjalnych danych: Michał miejsce ok 1500 marboru ok 1900 Po dekoracji, szybkie przebranie i rower - kierunek Słowacja! CDN
  3. Dzień Pierwszy - Wyścig Tour De Pologne dla Amatorów To były intensywne dni na rowerze... W wątku z zawodów kolarskich przywitałem się z wyścigiem na forum, a potem? A potem zwyczajnie nie było czasu na nic. Wydarzenia toczyły się niezwykle szybko i intensywnie. Wyścig - problemy ze zdrowiem Przyjaciela...potem wyprawa na Słowację i pierwszy defekt, potem wspaniały dzień w Beskidzie Wyspowym i 131 kilometrów, po czym wczoraj, cel główny: Przehyba i wjazd na trzeci pod względem trudności podjazd szosowy w Polsce. No ale po kolei... W czwartek wyjazd w stronę Bukowiny Tatrzańskiej i odbiór pakietu startowego w Hotelu Harnaś Debiutanckie zawody rowerowe i miłe zaskoczenie - dosyć fajny i bogaty pakiet: medal ukończenia wyścigu, pamiątkowa koszulka, numer startowy, żel energetyczny, baton, bidon pamiątkowy, odblaski pamiątkowe, talon na jedzenie po wyścigu, talon na termy w Hotelu Bukowina Szybka kolacja i jedziemy na nocleg, do Przyjaciela w Starym Sączu. Rano pobudka ok godziny 4 rano, jajecznica i droga powrotna na linię startu. Jest dosyć chłodno, więc ubieramy rękawki, które później lądują w kieszeniach koszulek. Startujemy w kilku... Team w sumie liczy 8 osób. Część składu w doskonałych humorach przed startem: Ludzi jest dużo... Startujących ok 2800. My startujemy z sektora 17...a za nami co najmniej dwa razy tyle ludzi, co przed nami. Wyścig jest generalnie imprezą masową. Wrażenia z samej jazdy? Jest niebezpiecznie - tłum i zjazdy z dużymi prędkościami, to gęsia skórka na ciele w czasie prawie całego wyścigu... Podjazdy? Tłok i wzmożona uwaga, bo nigdy nie wiadomo, czy ktoś przed nami zdąży się wypiąć z bloków i czy na niego nie najedziemy. Ponieważ głównym moim celem było przejechać trasę TDP bezpiecznie - na zjazdach wytracanie prędkości i hamowanie mniej więcej do 50 km/h (mijały mnie dziesiątki kolarzy, Garmin wskazał tak, czy inaczej maksymalną prędkość 68,26 km/h) oraz na podjazdach zachować czujność by przez przypadek siebie, czy roweru nie uszkodzić. Podjazd pod Harnasia - niedaleko po starcie i mega tłok na wąskiej drodze. Przede mną nagle stanęło i zablokowało mi do jazdy kilku kolarzy...no i ja musiałem zejść z roweru - 50 metrów musiałem pokonać na nogach, po czym z pomocą kibiców wsiadłem na Speca i z pomocą kibiców dojechałem resztę podjazdu (mijając wcześniej blokujących trasę). Gliczarów - podobna sytuacja z tym, że chłopak jadący tuż przede mną stracił równowagę, nie zdążył się wypiąć i przewrócił przede mną... Mi się w porę zareagować, zahamować i zeskoczyć z roweru. Nie było szans na to bym ruszył dalej na pochyleniu trasy ponad 20%... i znowu, 50 metrów z buta, pomoc kibiców i dalsza jazda. Pozostałem podjazdy - luz. Generalnie nie wiedziałem czego się spodziewać po wyścigu i oszczędzałem siły. Ostatni 3 kilometrowy podjazd do Bukowiny, to już jazda w trupa i mijanie innych - mocny finisz. Cel udało się osiągnąć - bezpieczne ukończenie wyścigu, zapoznanie z trasą. Cel kolejny - wyjazd za rok i walka o miejsce w pierwszym 1000. Poniżej moje dane z trasy - Garmin włączony na linii startu i wyłączony na linii mety. Po imprezie radość wszystkich: Jeden z kolegów niestety miał negatywne przygody... Po pierwszym podjeździe skoczyło mu tętno do 232 i musiał się zatrzymać. Zatrzymałem się przy nim na chwilkę, a On kazał mi jechać dalej. Ponieważ stanął przy innych ludziach i stewarcie uznałem, że w razie czego jest bezpieczny - ruszyłem dalej. Jak się później okazało - Jacek odpoczął 30 minut, wyrównało mu się tętno i ukończył w spacerowym tempie wyścig. Za czas postoju został niestety w klasyfikacji generalnej zdyskwalifikowany mimo naszych wyjaśnień, co się stało na trasie. Tego do dzisiaj nie rozumiemy!??? Przed startem Prosów: W każdym bądź razie - problem jest! Po wyścigu Jacek postanowił udać się do kardiologa na badanie. Tak wysoki skok tętna mimo trudu wyścigowego był nienormalny. Po odpoczynku i starcie generalnym udaliśmy się na trasę wyścigu zawodowców. Po drodze świetna niespodzianka - spotykam Magdę naszą forumową @tanova. Wymieniamy kilka zdań na gorąco o tym jak było i robimy sobie pamiątkowego selfiaka Góra, z górą się nie zejdzie, a forumowicz, z forumowiczem tak. Dzięki za spotkanie M Koledzy wołają - jedziemy na Gliczarów kibicować... CCC pod koniec podjazdu: Rafał Majka: Bianchi Widoczki z TDP w stronę Tatr: Kończy się wyścig, a my wracamy do Starego Sącza... Kończymy dzień spacerem w pięknych okolicznościach przyrody: Po wyścigowym piątku - od soboty zaczynamy Tour de Sącz Podsumowując krótko wyścig TDP dla Amatorów - fajna masowa impreza! Trasa wymagająca, a sam udział w wyścigu niebezpieczny z powodu ilości startujących. Trzeba mieć oczy dookoła głowy. W każdym bądź razie - przygoda wyśmienita! CDN.
  4. Wszystko spakowane, ruszam na TDP dla amatorów. Trzymajcie kciuki bym bezpiecznie ukończył swój pierwszy start w zawodach na rowerze 🙂
  5. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    110 km do Sienna na niedobry Kebab... pośród deszczu i wiatru. Co tu dzisiaj dużo pisać... dostaliśmy razem z Paulą w kość. Paula też chciała zdjęcie z siankiem Pozdrowienia dla Rowerzystów!
  6. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    202 km - zagubiony na szutrowej drodze Planowałem dzisiaj zrobić 100 km...ale, że Paula miała drugą zmianę a ja nic innego do roboty nie miałem, to wyszło ponad 200 Na początku po płaskim...a potem postanowiłem pojechać trochę na świętokrzyskie górki - za niecały tydzień start w TDP Amatorów więc trzeba trochę poćwiczyć podjazdy Po przejechaniu Wąchocka skierowałem się w stronę Bodzentyna - jechałem, jechałem i niestety wjechałem w drogę szutrowo-kamienistą. Myślałem, że to tylko tak przez chwilę - pomyliłem się. Po zatrzymaniu spojrzałem na navi i się okazało, że jestem prawie na środku Sieradowickiego Parku Krajobrazowego. Do celu, prawdopodobnie po podobnej drodze, bądź gorszej, jeszcze daleko. Cóż? Spojrzenie na zegarek - późno. Jeśli chciałem zdążyć do domu jeszcze po widoku - trzeba było zawracać. Ta przygoda, to ok 10 kilometrów po szutrze i kamieniach z nachyleniem dochodzącym do 11%... Na powyższej mapie z Endomondo widać najwyższy punki (wysokość), zjazd i powrót znowu pod górkę i zjazd. Wjeżdżając do Starachowic intensywnie zacząłem myśleć o @Bumer. Ostatnio przesłał mi fotki z green velo i nawet do Niego nie dzwoniłem, bo byłem przekonany, że właśnie tam przebywa. Jakież było moje zdziwienie jak zatrąbił znany mi, złoty samochód 😮 WOW! Ściągnąłem Andrzeja myślami, a on mnie wypatrzył na starachowickiej szosie jadąc na zakupy. Świat jest mały, a mój rower charakterystyczny Bardzo miło było chwilkę pogadać Jędrek! Grzechem by było nie zrobić zdjęcia z symbolem Starachowic Czas szybko leci... Żniwa mają się ku końcowi. Niebawem zima? Mazowieckie klimaty... Do domu docieram równo z Paulą, która skończyła drugą zmianę w pracy. Spojrzenie na licznik i jest! Kolejny mój dystans powyżej dwustu kilometrów, drugi w tym sezonie. Łącznie w sezonie nakręcone już 4350 kilometrów Idę na rekord w 2019 @tanova gratuluję wyboru i zmiany roweru! Jeden fitness z forum zniknął...inny się pojawił - fajnie. Pozdrawiam marboru
  7. Kościelec 2155 m npm - Góra Strachu Dzisiejszym naszym celem był Kościelec 2155 m npm. Nie bez przyczyny jest nazywany Górą Strachu - w skali taternickiej oznaczony jest skalą trudności 0+. To tutaj zginęli sławni Polacy: Mieczysław Karłowicz, Jan Długosz oraz świetni taternicy Mieczysław Świerz oraz Piotr Dawidowicz.Polska "Góra Strachu" porównywana jest do alpejskiego Matterhorna......spójrzcie na zdjęcia - czyż nie potrafi elektryzować swoim wyglądem?Razem z Paulą dzisiaj udało nam się zdobyć osławionego Kościelca. Dzisiejszy dystans ok 22 kilometrów. Poniżej krótka fotorelacja, zapraszam Czyż, to nie Matterhorn? Kościelec razem z Małym Kościelcem oraz Karbem. Było hardkorowo czasami... Paula w akcji: Elektryzująca Góra! I nasza, polska...żadna tam włoska, czy szwajcarska Na szczycie - siódmy dwutysięcznik na koncie w czasie trzech dni w Tatrach Widok z Kościelca na Orlą Perć: I z oddali... Cel po prawej stronie: Czarny Staw Gąsienicowy: marboru, staw i Góra Strachu Paula: Tuż przed finałem... ...przyszły chmury 😮 Kasprowy wyglądał tak: Widok w dół z Kościelca: Ściana Świnicy z Kościelca: Co to za szczyty za Orlą Percią? Wie ktoś? Kocioł Jeszcze jedno ujęcie, panorama wraz ze szpicami, o które powyżej pytam: Piękny Ci on! Polski Matterhorn, Góra Strachu: Karb: Na szlaku: Widok z chmurami: Ostatnie metry przed szczytem Łysieję? 😮 Kończymy naszą przygodę w Tatrach. Tym razem zrobiliśmy 7 szczytów ponad dwu tysięcznych oraz 2 mniejsze W nogach łącznie ponad 75 kilometrów w trzy dni - pora kończyć urlop Na szczęście jest kolejny plan na Tatry...już w sierpniu! Pozdrawiamy marboru i Paula
  8. Czerwone Wierchy Dzisiejsza wyrypa, to klasyczne Czerwone Wierchy (nasz szlak, to ok 25 km).W ich skład wchodzą cztery, ponad dwutysięczne, szczyty:Kopa Kondracka 2005 m npmMałołączniak 2096 m npmKrzesanica 2122 m npmCiemniak 2096 m npm Zapraszam do fotorelacji. Żleb pomiędzy Krzesanicą a Ciemniakiem: Małołączniak 2096 m npm Tatry: Na szczycie Ciemniaka 2096 m npm: Schodząc po Tatrach Zachodnich: Schronisko na Hali Kondratowej: Nasz szlak - po żółto zakwieconych łąkach - po prawej Kopa K. Giewont i jego Krzyż: Żółta łąka z góry: Kopa Kondracka 2005 m npm: Panorama Tatr: Krzesanica 2122 m npm, w tle Ciemniak 2096 m npm: Paula: Widok na Bystrą (po lewo) i Starorobociański Wierch (po prawo) - tam nie tak dawno byliśmy. Kwiatek Moi modele Na szczycie Kopy K. Szczyt Małołączniaka: I romantik - szczyt Krzesanicy Pozdrawiamy marboru, Paula, Michał i Wiktor
  9. Świnica 2301 m npm Szybka przepierka i z wakacji na La Palmie docieramy w polskie Tatry, do stolicy polskiego narciarstwa Zakopanego! Dla zainteresowanych - pojawiło się takie pytanie w moją i Pauli stronę, ile mamy urlopu - odpowiadam: 26 dni w roku, czyli jak każdy. Ponieważ mamy dzisiaj w nogach ponad 27 km - skupię się w tym wątku przede wszystkim na opisie zdjęć - fotorelacji. Wybaczcie, jutro czeka nas kolejny wymagający dzień w górach. Dzisiejszym celem głównym była Świnica 2301 m npm. Na poniższym zdjęciu druga od prawej Kwiatuszki Widok spod Świnicy: No i "nasza" góra w pełnej krasie! Foto już z powrotu. Niebo 😮 Paula na Nosalu: marboru i Paula przy Zielonym Stawie Gąsienicowym - w tle Kasprowy Wierch: Wodospadzik W kotłach jeszcze można by pojeździć na nartach - śnieg! 😮 Na świnickiej przełęczy: Zaczynamy atak szczytowy - Paula przodem! Widok w stronę wspomnianej przełęczy (w tle nasza droga powrotna - wchodziliśmy czarnym szlakiem): Pierwsze łańcuchy: Michał w akcji! Chwila zadumy na szczycie... Powrót - miejscówka Michała z drugiej strony Kruk? Odpoczynek z widokiem na stawy gąsienicowe: Tatry Wysokie Trzech Kolegów z pod Świnicy Podziwiając Giewont To teraz na Beskid! Kolejka na KW: Potok na powrocie: Sztama!!! marboru na szlaku: Cała nasza ekipa na szczycie Świnicy 2301 m npm: James Boruta Nie ma mnie! Pozdrowienia spod samiuśkich Tater!!! Świnica!!! Piękność dnia dzisiejszego! marboru i Ekipa Pozdro dla Skionline!!!
  10. @Adamek182 świetny klip i super dokumentuje pobyt na wyspie Dzięki! Rzeczywiście hotel ten sam Ostatnie dni nie robiłem już relacji na żywo, bo były one dosyć intensywne: sporo snurkowania, plażowania i chodzenia. Chodzenie, głównie to trekking po tutejszych wulkanach i trasa licząca sobie prawie 23 kilometry. Łącznie po La Plamie zrobiliśmy w 7 dni ponad 80 kilometrów Rowerów nie wypożyczyliśmy, bo kaucja 150 EUR za sztukę, trochę była nie na naszą kieszeń. Podsumowaniem tej wyprawy będzie poniższa fotorelacja. Co tu dużo mówić - ktoś, kto lubi klimatyczne miejsca, bez mrowia turystów - powinien się tu wybrać. Jedno zastrzeżenie - hotel, w którym byliśmy, to moloch pełen hałasu, wolelibyśmy coś bardziej kameralnego jednak. Kolejna plaża: Piękna formacja skalna Początek trekkingu i wyjście powyżej linii lasu - widok w stronę olbrzymiej kaldery z poprzedniej relacji. Po dojściu do grani wulkanów taki oto widok na Teide 😮 Tego typu zdjęć będzie jeszcze sporo niżej Ścieżka do pierwszego krateru: Towarzysz - kruk? Trochę wyżebrał chleba...jadł prawie z ręki i nic się nie bał. Turyści wytresowali tutejsze ptaki. marboru na szlaku: We wnętrzu wulkanu: I pierwsza "dziura" w ziemi... Szlaki na La Palmie wyglądają tak: I generalnie trzeba co jakiś czas zdejmować buty i wytrzepywać z piaski i drobnych kamyczków. Kolejny piękny widok - jezioro lawy: Z tego miejsca kilka ujęć (w tle La Gomera): Z dwoma wyspami w tle: Szlak pnie się ku górze... Kolejny kolorowy krater: Piękny kolor skał przy kalderze: Za plecami zostawiamy taki widok: Przed nami kolejny cel: Tuż przy szczycie: Szczyt: Nazwy wulkanu nie pamiętam - pamiętam wysokość ok 2000 m npm. Widok - niesamowity... Paula: Idziemy dalej: Po drodze obserwatoria astronomiczne: Kolejne wyzwanie: I kolejne z widokiem na najmniejszą z Wysp Kanaryjskich - kto wie jaką? Wspólne foto: I nazwa wulkanu: Idziemy do niego popatrzeć Tuż przed szczytem: I kolejny raz przykuwający Teide: Kolory... Schodzimy w dół w stronę lasu... Teide, Teide, Teide wyrósł na chmurze? Po przejściu szlaku - nagroda W takiej oto knajpce Cena piwka 1,5 EUR Jeszcze kilka ujęć... Wulkany są magiczne... Kończę tę fotorelację z krótkimi opisami...bo już w Polsce - pakujemy plecaki. Kolejna przygoda przed nami - jutro wyjazd La Palma - polecamy!!! marboru i Paula
  11. "Park Narodowy de la Caldera de Taburiente", to nie tylko kaldera i wnętrze olbrzymiego wulkanu. To przede wszystkim czarująca przyroda. Zieleń, góry niczym Dolomity, wąwozy oraz kolorowe wodospady. Jedyna, płynąca cały rok rzeka na La Palmie znajduje się właśnie tu. Dzisiaj mieliśmy przyjemność wykonać 20 kilometrowy trekking po tym niesamowitym miejscu. No to od początku - fotogaleria. Marsz zaczynamy po mrożącym w żyłach podjeździe mini busem - napęd na 4 koła i najniebezpieczniejsza droga, którą jechałem... Udaje się szczęśliwie dotrzeć do początku podróży. Szlaki tutaj, w porównaniu do polskich są równiutkie i świetnie przygotowane. Idziemy na początku lasem sosnowym. Po chwili wyłaniają się pierwsze szczyty: Niektóre przypominają włoskie Dolomity... Paula na szlaku: Raz jeszcze Jestem i ja Zachwycony miejscem... Po siedmiu kilometrach docieramy do jedynej, płynącej cały rok rzeki. Od tej chwili będziemy w zasadzie podążać jej korytem, w wąwozie. Jeszcze jedno ujęcie - jak w bajce! Poczwary Na przerwie, podczas spożywania kanapek, towarzyszył nam taki oto osobnik 😮 Monumentalne kloce? To znamy z Italii... a tu niespodzianka Zdobywca ...takkk, to musi być jakiś znak A teraz będą dwie skały... Żeńska: ...i męska 😮 Do jednej i drugiej skały miejscowi podążają z prośbami do Bogów o płodność... Przynajmniej kiedyś - La Palma jest katolicka. Schodzimy na dół. Po kilkunastu minutach docieramy do wąwozu rzeki - od tej pory, do parkingu będziemy podążać jej korytem. Wodospadzik: A teraz gwóźdź programu... Kolorowy wodospad! Niestety o tej porze roku, wody w rzece jest naprawdę mało, więc barw i kolorów podobno znacznie mniej Dla nas jest i tak wystarczająco magicznie! Paula pozuje! Razem marboru z bliska - woda chłodna Idziemy dalej - mikroklimat doliny jest boski. Mimo upału jest rześko. Pokazuje się zielony kolor... To glony spragnione słodkiej wody. Rześkim krokiem do przodu! Po kamykach, hop, hop, hop! Kończymy powoli szlak... @Mitek geologicznie bardzo ciekawe miejsce. Kończymy naszą przygodę z kalderą i "wnętrzem" wulkanu zasłużonym trunkiem, miejscowym piwkiem Jutro raczej relaks i baseny, a po jutrze rowerek najprawdopodobniej. W niedzielę kolejny trekking - tym razem po szczytach Pozdrawiamy marboru i Paula
  12. Dzisiejszy dzień rozpoczęliśmy 15 kilometrowym spacerem w stronę dwóch plaż: El Aljibe oraz "Plaża Nowa". Obydwie powstały podobno w latach 70dziesiątych na skutek wybuchu pobliskiego wulkanu San Antonio 634 m npm. Słone jeziorka - prawdopodobnie połączone z Oceanem pod ziemią. Piękne stadko ryb w największym sobie pływało w najlepsze 😮 Niezłe okazy...aż dziw, że ich nikt nie wyłowił. Na oko ok 2 kg sztuka Efektowna skała przy plaży El Aljibe: Jedyne foto ze statywu dzisiaj Ocean hipnotyzuje... Oj przydała by się tu moja szosa... Plaża "Nowa" i żółta Paula: Kosmos 😮 W tle wulkan "rozrabiaka"... Paula raz jeszcze... Żółta sukienka ok? Moim zdaniem tak...ale sama Ona nie jest pewna koloru Kończymy popołudnie przy recepcji, pijąc białe wino i klikając nieśpiesznie na Skionline Jutro zaczynamy przygodę i pierwszy trekking. Będziemy nieco wyżej niż przy Oceanie. Pozdrawiamy serdecznie marboru i Paula
  13. Internet w hotelu działa bardzo wolno, więc zdjęcia tylko wybiórcze. Hotel mamy położony pomiędzy plantacjami bananów... jest ich cała masa, rosną w ogromnych kiściach 😮 Do lunchu kończę jedną z trzech zabranych w podróż książek - "Invictus" Marcina Ciszewskiego. Dzisiaj odwiedzamy jedną ze znajdujących się w pobliżu plaż. La Zamora Chica Popołudniowy spacerek i piękne widoki. W zasadzie kąpią się jedynie tubylcy... Hiszpanki opalają się topless - czyżby w Hiszpanii nie było zakazu? Widoki są kosmiczne. Wszystko dookoła, to w zasadzie zastygnięta lawa. Radość z kąpieli - bezcenna! Zwiedzamy okolicę... Niektóre widoki powalają z nóg 😮 Spotykamy tutejszych mieszkańców... 9 krabów - dobrze liczcie marboru Czerwone kraby są bardziej agresywne ale, te szare, sprytniejsze - odpierają ataki z wysokości. Niby mniejsze ale taktyką wygrywają... Ot obserwacja w leniwy dzień... Z bliska są piękne Foczka? Między skałami kosmiczne krajobrazy: Żegnamy pierwszą z plaż - czy jutro dotrzemy na kolejną? W dwie strony, to pewnie grubo ponad 10 km... Zobaczymy. pozdrawiamy serdecznie marboru i Paula
  14. Wczoraj dotarliśmy na La Palmę. Pierwsze nasze spotkanie z Oceanem Atlantyckim i "Kanarami". W planach dwa trekingi i rowerowy dzień! Kilka dni relaksu z książką również się przyda. Regeneracja wskazana Strefa relaksu jest dość rozległa. Cichy zakątek już odnaleziony Pozdrawiamy serdecznie marboru i Paula
  15. @Góral spod Skrzycznego trzymaj się Stary i powodzenia!!! 💪
  16. Świetny etap i emocje w końcówce... ...a po latach pewnie etap będę kojarzył po tym rowerze właśnie 😮 Szkoda go
  17. Dzisiaj na trasie do Kielc widziałem kilka aut z niezłymi sprzętami jadącymi na południe Polski, 7emką. Od jutra zaczynam urlop więc nie skorzystam... Za to na Tour de Pologne dla Amatorów będę jechał Ciekawe jak mi pójdzie
  18. Dzisiaj Sagan!!! Piękny finisz. Kolejne zwycięstwo etapowe Speca
  19. Dzięki za wyjaśnienie. Geologia zawsze mnie fascynowała Tak... teraz tylko szosa - i już planujemy, zresztą od zeszłego roku - wyjazd tam na kilka dni z takimi rowerami. Będzie co robić Ten Kamieniołom i Wąwóz, który odwiedziliśmy jest właśnie blisko Grzegorzewic. Być może byliśmy o krok od tej dziury, o której piszesz. Fascynujące miejsce. Nie odpowiedziałeś na dwa pytania: co to, za "złoty" i "srebrny" skrystalizowany minerał może być? Może warto tam wrócić - żart oczywiście! Do głowy by mi nie przyszło tego niszczyć.
  20. Mitku, wymieniamy w bardzo kulturalny i przyjacielski sposób poglądy @WojtekM i ja jesteśmy pasjonatami kolarstwa, więc interesuje nas wszystko. Fajnie w tak miłej atmosferze wymienić swoje spostrzeżenia i wyrazić poglądy, napisać komu kibicujemy i co nam się podoba.
  21. W tym roku Tour będzie niezwykle ciekawy Miło oglądać takie etapy jak dzisiejszy. Ja kibicuję Saganowi i Teamowi Bora...ale to ze względu na Rafała Majkę... no i sprzęt też w sumie ma znaczenie Sam w końcu jeżdżę na Specu
  22. A dzisiaj się zmienił lider...jak również zwycięska maszyna. No, a kolarza w żółtej koszulce będzie woził S-Works w dodatku z tarczami
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...