Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

marboru

VIP
  • Liczba zawartości

    7 223
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    599

Zawartość dodana przez marboru

  1. marboru

    WorldSkitest

    Skupię się na SL. Jestem zaskoczony wynikiem Atomików, które oceniłem bardzo nisko, najgorzej 😮 Nie wiem dlaczego, ale ta marka mi kompletnie nie leży...na innych WST również tą markę jakoś negatywnie oceniałem. To straszna indywidualna sprawa...jak widać. Najwyżej oceniłem Stockli, niewiele niżej Fischery - odpowiednio w wyniku testu narty numer 2 i 3. Dla mnie to numer 1 i 2...a potem przepaść. @Mitek pewnie zaraz napisze, że tej klasy narty są prawie identyczne...ja tak nie uważam. Z 10 par tak naprawdę chciałbym tylko Lasery i Worldcupy - innych raczej nie, napiszę więcej - nawet za darmo. W zeszłym roku sprawa oceny nart była raczej dla mnie czarno-biała. I tu się potwierdza, że sprawa oceny nart jest bardzo indywidualna. Ciekawe @nicram jak byś ocenił narty, które ja oceniłem? Jeździłeś może na któryś? Jurek na Twoich nogach, to pewnie te X9 idą jak burza Ja do Atomicków mam jakąś awersję... Zaznaczę, że w kategorii High Performance Kobiet wygrały My Curv - @Paula oceniła je najwyżej ze wszystkich desek.
  2. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    Listopadowe 107 km Wczoraj był rower, dzisiaj też rower Cel 7000 km w sezonie jest ambitny, a aura wyraźnie zaczyna się odmieniać. Trzeba cisnąć! Łącznie w dwa dni zrobione ponad 152 kilometry i do mety dla mnie dystans się wyraźnie zmniejszył - w tym momencie brakuje mi jakieś 225 Km. Mocny wiatr i zimno. Choć rano przy ulicy udało się znaleźć kawałek zupełnie niebieskiego nieba - taka małą dziurę... Wykorzystałem te kilka chwil by zrobić zdjęcie jarzębiny sąsiada. Potem naszły się chmury i było tylko gorzej... Mało słońca i coraz silniejszy wiatr. Trasa dzisiejszego przejazdu: Kilka pętli blisko domu i atak na trzy segmenty ( @Sariensis ) To przez Ciebie! Wciągnięcie się w Stravę Efekt - dwa KOMy i na trzecim drugi czas. Ambicja jest wokół domu na segmentach błyszczeć. Całe szczęście, że dzisiaj do kieszeni trafiły dwa batony energetyczne, bo jazda pod wiatr bardzo szybko odbierała siły. W bidonach, na takie chłodne dni, domowy izotonik: woda, miód, cytryna i sól. Sprawdził się świetnie! Powrót do domu w delikatnym deszczyku Tuż pod domem mnie złapało... Szybka kąpiel, spojrzenie przez okno - słońce wróciło! Jutro delikatny rozjazd. Pozdrawiam marboru
  3. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    Do Grzybowej Góry przez Górę Piekło Ostatnia taka niedziela z tak piękną, złotą jesienią? Postanowiliśmy z Paulą wykorzystać ostatnie promienie słoneczka i wybraliśmy się na "rozjazd", czyli spokojną jazdę o charakterze wycieczkowym. Celem głównym miało być niewielkie wzniesienie gdzieś na pograniczu województwa mazowieckiego i świętokrzyskiego - jak się później okazało, pojechaliśmy dalej, do Grzybowej Góry, tuż przed Skarżyskiem Kamienną. Wiatr dzisiaj był okrutny i na początku naszej wyprawy jechaliśmy nie tylko pod górkę ale również pod te, momentami bardzo silne podmuchy. Paula na jednym z pierwszych podjazdów - Mirówek. Piękne są te przestrzenie pomiędzy województwami Powoli dojeżdżamy do Góry Piekło...to jest raczej pagórek Tablica z oznaczeniem nazwy zniknęła - pojawiła się za to nowa - mapka z trasami nordick walking oraz informacyjna z gminy Mirów. Czyżby tuż przy drodze znajdowało się tradycyjne oznaczenie górskie, krzyż? Piękne, stare dęby już praktycznie zrzuciły liście. Chwila odpoczynku Jedziemy dalej - teraz mamy przed sobą co chwilkę krótki zjazd i dłuższe podjazdy. Dookoła zero ludzi, zero samochodów - pięknie! Oj rowerzyści MTB mieliby tu również raj... Docieramy do celu numer dwa - Grzybowa Góra. Jesteśmy na wysokości 251 m npm (wskazanie Garmina). Przed nami widać już Góry Świętokrzyskie gdzieś w oddali. Zawracamy i jedziemy do domu - zgłodnieliśmy. Teraz mamy z wiatrem i z górki - jedzie się całkiem przyjemnie. marboru podjeżdża pod wspomniane już piekielne wzniesienie Paula ma lekki kryzys 😮 Na szczęście mamy jeden żel energetyczny, który ratuje sytuację Tak, tak - wiatr zrobił swoje. Powoli wracamy na Mazowsze... ...piękny rozległy, płaski teren widziany z ostatnich pagórków: Z drugiej strony wygląda, to tak: Też jest pięknie! Jesteśmy już prawie pod domem. Bardzice: Szybko kończy się dzień. Kolejna, fajna wycieczka i dzień spędzony na rowerze. Zaliczone kilka PR na Stravie i na koniec nawet KOM W sumie poprawiony własny wynik na wcześniej zdobytym, krótkim, sprinterskim odcinku. Walczymy dalej o cele rowerowe na 2019. Pauli zostało 182,5 km Mi 376,1 km Z rowerowym pozdrowieniem! marboru i Paula
  4. Dareczku szybko to się zadziało, bo w sumie niedawno rozmawialiśmy. Do zimy dużo czasu jeszcze, niech się goi szybko, niech Cię puszczają z tego szpitala teraz już. Wracaj do zdrowia!!! Trzymamy tu z Paulą kciuki za Ciebie 👍 Powodzenia w rehabilitacji i następnym razem, proszę pokazuj nam swoje plecy 🙂 🎿🏔️🌨️❄️💪
  5. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    131 km i trochę pecha Jesień w tym roku nas rozpieszcza Kolejny, piękny i słoneczny dzień - trzeba było wykorzystać! Plan był taki, że jedziemy we dwóch z Jackiem. Kumpel miał miesiąc temu zabieg na sercu (laser przez tętnicę udową do serducha i wypalanie jakichś zbędnych unerwień, które powodowały poważne arytmie) - pierwsza jego spokojna jazda, a ja miałem być w charakterze pomocy - w razie czego. Tak zrobiliśmy... spokojne pierwsze dziesięć kilometrów i pech - pęka szprycha w rowerze BMC i dalej jadę już sam... sam do 98 kilometra... No ale nim dokończę opowieść z dnia dzisiejszego - muszę się Wam pochwalić Mam kolejny medal z zawodów - tym razem nie jakieś tam miejsce tysiąc dziewięćset któreś (TDP dla Amatorów) - ale jest triumf...a przy okazji cegiełka na szczytny cel i pomoc dzieciakom. Mój wynik w rywalizacji Endomondo #Our People 3 (zawody trwały 2 miesiące i jakieś 8 dni), dzięki któremu otrzymałem poniższy dyplom i pamiątkowy medal, to ok 3800 km. Pewnie byłoby więcej ale były wakacje i w lipcu wypadło mi jakieś 3 tygodnie bez roweru w związku z tym Szkoda, bo celowałem w wynik powyżej 4000 km. Satysfakcja mimo wszystko jest Wracając do dzisiejszej jazdy, to chwilę postałem z Jackiem i poczekałem na auto serwisowe a potem już pojechałem sam. Celowałem w 14:30 by wrócić do domu. Paula dzisiaj pracowała ale o tej właśnie godzinie byłem z nią umówiony i mieliśmy razem przejechać się jakieś 30 kilometrów. Druga część planu wypaliła. Krótka przerwa na dwa banany i dwa cukierki też była wskazana po pierwszej długiej części treningu. Mapka z dzisiejszej jazdy wygląda pięknie Powalczyłem dzisiaj o dwa segmenty na Stravie ( @Sariensis kurde wciągnąłem się ). Na pierwszym ponad 6 kilometrowym uzyskałem 8 wynik...na drugim 8,5 km wynik był lepszy, bo 3ci Generalnie jazda była lekka dzisiaj, choć pod wiatr nieźle dostałem w tyłek! Jazda w lasach, w taki dzień, to nie tylko świetne doznania kolorystyczne ale również zapachowe. Po prostu pachnie jesienią! Specyficznie, suchymi liśćmi - trudno to nazwać ale mam nadzieję, że wiecie o czym piszę. Oczywiście zrobiłem krótką przerwę by posiedzieć na liściach i pokontemplować… Kilka jazd mają za sobą moje nowe "oksy". Co mogę o nich napisać? Są świetne na słoneczne dni ale nie tylko - jak słońce jest za chmurką, czy w cieniu optyka równie dobrze daje sobie radę. Na wieczory jednak zakładam fotochromy - zwyczajnie nie chce mi się zamieniać szyby na przezroczystą w Speedcraftach. Choć na miękkim mchu przyjemnie się siedziało, to trzeba było się ruszać, by się nie spóźnić na umówioną godzinę z moją drugą Połówkę. I tak się spóźniłem delikatnie, bo 5 minut - całe szczęście, że nie o więcej, bo mogłaby być awantura 😮 Jeśli chodzi o kolor Kameleon mojej ramy, to od czarnego i fioletu najbardziej lubię gdy jest słoneczko i błękit W nocy zmieniamy godzinę - w związku z tym (nie lubię jeździć po ciemku) wypady rowerowe po pracy będą mega ograniczone. Cel na ten sezon w postaci przejechanych 7000 kilometrów mam nadzieję, że zostanie przeze mnie osiągnięty... brakuje jeszcze jakieś 550 km. Paula po dzisiejszym treningu w swojej walce o 4000 km jest znacznie bliżej. Jej brakuje ok 260 km. Trzymajcie kciuki! Z rowerowym pozdrowieniem! marboru i Paula PS. Jutro lekki rozjazd - oby nie padało.
  6. marboru

    Zbrodnia na stoku

    @tanova i jest kolejny skionlinowy Bloger Super! Świetny wpis. Niestety niemieckiego nie znam...ale wiem, że jesteś tłumaczką niemieckiego i to bardzo, bardzo dobrą Może byś tak całość dla nas przetłumaczyła? Żart. Pozdrawiamy z Paulą bardzo serdecznie.
  7. marboru

    Kilka dni w Budapeszcie

    Dokładnie Andrzej tak jechałem. Za Bańską to już pustki i wymarłe wioski...ale za to dobry asfalt i pięknie pofałdowany widokowo teren. Na kolarski wypad w ciszę i spokój jak znalazł! Ale wyprawa w tamte rejony może też być depresyjna...brak ludzi, te opuszczone domostwa i zero dzieci, ludzi w ogóle może naprawdę przytłaczać. Węgry to co innego - byłem tam trzy, krótkie razy i za każdym razem mi się podobało. I Ludzie i prowincja, miasta. Przyroda. Podobnie jak Ty czuję się tak jakoś jak w domu Dziękuję jeszcze raz za wskazówki przed wyjazdem Pozdrawiam serdecznie!
  8. Dwa jednodniowe wypady, to zdecydowanie San Martino di Castorozza i San Pellegrino. Świetne trasy...a widokowo? Cóż - popatrz jeszcze raz na moje zdjęcia i klip.
  9. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    Stówka w jesiennych barwach Grzechem byłoby nie wykorzystać takiej pięknej pogody. Słoneczko, ciepło, a mamy już 19 października To są w takiej aurze pewnie rowerowe ostatki - ostatki na krótko. W spodenkach i letniej koszulce. My grzechów nie lubimy, więc postanowiliśmy się pokręcić w poszukiwaniu jesieni. Turystyczna stówka we dwoje. Generalnie bez celu, bez konkretnego miejsca przeznaczenia. Szukaliśmy pięknych barw i liści... Kolory znalazłem ja A liście Paula Mówi, że to jeszcze nie śnieg, ale było bardzo fajnie Wszystkie pory roku są piękne...ale jesień, gdy jest słońce i drzewa mienią się tysiącem barw potrafi zachwycić! Drzewa zrzucają szaty...a inne rośliny jeszcze kwitną Cisza, spokój i tylko szum gum! Cudnie Walczymy! Ja walczę o 7000 km w sezonie, a Paula o 4000 km - jak tak dalej będzie wyglądała pogoda, to jest duża szansa na osiągnięcie takich wyników! Z rowerowym pozdrowieniem marboru i Paula
  10. marboru

    Kilka dni w Budapeszcie

    @tanova dziękuję
  11. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    Na razie 78 kg i nie schodzę niżej - teraz na jesieni zdecydowanie mniej treningów 75 kg zaatakuję w przyszłym roku. Spokojnie bym zszedł do tych 75 kg...no ale Mitku ja podobnie jak Ty. Lubię niezdrowo zjeść i trzy piwka też mi się zdarza wypić jednego dnia - więcej raczej nie. Generalnie alkoholu bardzo mało piję i bywają okresy, że przez kilka miesięcy nic. A cukier... @Sariensis tonami... Nie potrafiłbym sobie odmówić czekolady, dobrego ciasta, czy...w sumie jadam wszystko. Jedyne co ograniczam, to białe pieczywo i ziemniaki Ale, to żaden przymus, czy dieta - po prostu jakoś od dwóch lat wolę ryż lub kaszę i makarony I mimo tego co u góry piszę pięknie zszedłem z wagi...no i moc wzrosła. Kilka KOMów...ze Stravy mam zaliczonych
  12. marboru

    Kilka dni w Budapeszcie

    Narciarska końcówka podróży... Donovaly...na początku niniejszego wpisu napisałem zagadkę, którą odgadł @Mitek. W związku z tym poczułem się w obowiązku zrobić kilka zdjęć na powrocie temu ośrodkowi Z tego co policzyłem - 12 orczyków, 1 krzesło 4 + krzesło-gondola. Ośrodek na mapce wygląda dość ciekawie. Kurcze...w barwach jesieni wygląda pięknie...ale pewnie jeszcze piękniej gdy biało. Dość oryginalny stojak na rowery, narty Warunki narciarskie Piękna trasa... Oj pojechało by się moimi czerwonymi strzałami Parkingi są darmowe (tabliczki). Druga strona ośrodka (fotka pod słońce niezbyt dobrej jakości). I coś, co szczególnie nas ubawiło I to jest koniec naszej podróży i relacji Pozdrawiamy marboru i Paula
  13. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    Gratuluję! 8 kg, to świetny wynik Będzie lepiej! Jeśli masz obawy o utratę masy mięśniowej - warto skonsultować się z jakimś trenerem personalnym i jednocześnie dietetykiem. Osobą profesjonalną, która ułoży Ci trening w taki sposób, że będziesz chudł bez straty mięśni. Mam kumpla, który poszedł tą drogą i jestem w szoku z efektów. Zrzuca wagę i jednocześnie zwiększa moc. Sam się zastanawiam nad taką poradą...a wcześniej byłem sceptyczny. W podstawówce ważyłem 75 kg... zostało mi niewiele... 3 kg. A też myślałem, że to poza moim zasięgiem 😮 Gdyby odliczyć tytanowe śrubki z kolana, to ważył bym mniej
  14. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    Mitku szosy Endurance z oponami 28 lub większymi są dość uniwersalne. Takim sprzętem pojedziesz po szutrze, ubitej ziemi, trawniku - będzie mniej komfortowo ale da radę... No ale kolarze raczej omijają takie miejsca. Wolą szybkość i szum gum. Waga roweru ma znaczenie ale większe ma waga ciała. Ja poczułem różnicę gdy z 86 kilogramów zacząłem ważyć 78. Kupiłem rower o dodatkowe 2 kilo lżejszy i teraz czuję się jakbym frunął a nie jechał na rowerze Sens jest. Jeśli chodzi o zestawy naprawcze, to teraz takie ważą bardzo, bardzo mało. Kupujesz dętkę ultralight, klucze masz w mini "scyzoryku" a zamiast pompki wozi się nabój. Woda niestety waży... Ja jeżdżę z dwoma bidonami 0,75 - ale jak planuję trasę, to staram się co 60 km mimo wszystko wyznaczyć punkt, w którym uzupełnię wodę. W jeździe szosą nie widzę sensu zabierania większej ilości... MTB ma gorzej - no ale w Górach są źródła Mam kumpla, który zamiast jednego bidonu wozi butelkę z filtrem i uzupełnia w sposób naturalny zapasy. No ale on ma olbrzymie doświadczenie bushcraftowe i wie gdzie i jak, to robić. Trzeba Mitku powalczyć nie o 1, 2 kilo na rowerze...tylko o wagę ciała - ambitny plan, to zrzucenie 10 kilo na początek w Twoim przypadku. Do zrobienie Powodzenia! Endurance często są lżejsze od typowych rowerów aero i producenci walczą o wagę również w tej grupie (przynajmniej Ci, których ja obserwuję). Mimo posiadania tarcz, amora, opon 28... mój Endurance waży niecałe 7,5 kg z koszykami i pustymi dwoma bidonami 0,75. Opony zmieniam w przyszłym roku na 26. Dlaczego? Jeżdżę raczej po dobrych asfaltach i posiadanie 28 jest zbędne na moje płaskie trasy (przy zjazdach i ostrych zakrętach czym szersza opona w szosie - lepiej, wiadomo. Na dziurach, brukach - też). Wcześniej jeździłem na 25 i czuję minimalną różnicę w prędkościach. 26 będą optymalne - tak myślę. Pozdro!
  15. @cyniczny spójrz na moją relację z Karyntii, z końcówki marca zeszłego roku. Masz w niej opis dwóch ośrodków, które planujesz - może Ci się to przyda? Pozdro!
  16. marboru

    Kilka dni w Budapeszcie

    Gdzieś na granicy węgiersko-słowackiej My już w Polsce Wczoraj, dzisiaj podróż po Polsce więc nie było czasu dokończyć relacji z wyjazdu na Węgry. Najwyższa pora dokończyć to, co się zaczęło. We wtorek zaraz po śniadaniu wyruszamy w stronę granicy węgiersko-słowackiej. Celem jest malownicze miasteczko z pięknym zamkiem i monumentalną Bazyliką. Parkujemy auto po stronie słowackiej, bo stąd widok jest oszałamiający 😮 Krótki spacer po moście... ...i powiem Wam szczerze, że jestem oczarowany pięknem rzeki Dunaj. Okolicami, wzgórzami... Pytanie tyko, czy naszej małej łódeczki nie "rozjechałby" taki oto hotel kolos z masą pokojów i basenem na górnym pokładzie? Generalnie na Dunaju ruch dużych, bądź bardzo dużych jednostek jest spory. To nie tylko statki pasażerskie, wiele tutaj barek towarowych wszelakich. Kajakarzy tego dnia jednak również widzieliśmy. Schodzimy z mostu i kierujemy się w stronę zabytkowych budowli. Po drodze mijamy mały kanał rzeki, w którym ukryty jest malutki porcik i hotel. Paula strasznie się ucieszyła, że na powrocie zafundowałem jej kolejne zwiedzanie W sumie przez cały nasz pobyt zrobiliśmy na nogach ponad 90 kilometrów. To chyba dobry wynik pięciodniowej wyprawy? Taka oto "Pani" po drodze Zbliżamy się. Skarpa i Zamek robią niesamowite wrażenie! By się do niego dostać musimy wejść trochę w miasteczko. Tutaj spotykamy drugą "Panią": Od tego zwiedzania, to się trochę człowiek zmęczył Rycerz robi wrażenie 😮 Gdzieś wśród murów zamkowych... Dzwony! Kierujemy się w stronę potężnej Archikatedry Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i św. Wojciecha. Budowla ma ponad tysiącletnią historię i jest ściśle związana z historią Węgier. Wejście, zwiedzanie wnętrza jest darmowe - wchodzimy. Tutaj znajduje się największy na Świecie obraz ołtarzowy wykonany z jednego kawałka płótna. Jest wielki - zdjęcie nie oddaje wielkości tego miejsca. Wszystko jest w skali Makro. Organy również robią wrażenie. Dzieło Ludwiga Moosera z Salzburga - zabrzmiały pierwszy raz w 1856 roku w obecności Ferenca Liszta, który na tą okazję skomponował Mszę Ostrzyhomską. Sufity: Kopuła gigant od środka wygląda tak: Idziemy dalej. Z dziedzińca zamkowego powyższa kopuła wygląda tak: Makieta całego wzgórza: I widok z murów obronnych: Front jest niestety w remoncie i nie jest całkiem odsłoniony Z drugiej strony górki - widok na Dunaj wygląda tak: Znajduje się tutaj charakterystyczna rzeźba: Obeszliśmy cały kompleks budynków a potem zeszliśmy na dół w poszukiwaniu knajpki i jedzenia. Ratusz z dwiema fontannami po boku bardzo nam się spodobał I ponieważ wszystkie tutejsze knajpki jedzenie podają nie wcześniej niż o 12, to wróciliśmy pod mury Bazyliki. Zjedliśmy ostatni raz zupę gulaszową, wypiliśmy kawkę... ...wydaliśmy kasę co do jednego forinta i w spokoju udaliśmy się w drogę powrotną. @Mitek zadał pytanie: ile robię zdjęć w tracie takiego wyjazdu. Kiedyś, kiedyś robiłem zdjęć wiele - teraz staram się robić ich mało ale przemyślanych. Tego dnia zrobiłem ich 48 Najlepsze moim zdaniem macie w niniejszej relacji. Żegna nas piękna jesień i czarujący Dunaj. Wsiadamy do auta i kierujemy się w stronę Polski. Relacja się jednak nie kończy CDN
  17. marboru

    Kilka dni w Budapeszcie

    Snując się po Budapeszcie - dzień czwarty W dniu dzisiejszym mamy luz... Widzieliśmy już wszystko, co zaplanowaliśmy Myśleliśmy, by pójść na termy, ale jakoś ochoty nie było na moczenie się w wodzie...planowaliśmy Labirynt tutaj polecany nam - popatrzyliśmy na zdjęcia w necie i stwierdziliśmy, że nie. Opanowało nas lenistwo. Wyszliśmy dzisiaj na miasto po prostu zrobić sobie rajd po knajpach i planowaliśmy jedynie wypoczynek na ławce z książką w ręku. Ostatnia, dziesiąta część Wojen Wikingów została w całości przeczytana przeze mnie na Węgrzech. Generalnie wyszedł nam fajny dzień pełen luzu i dobrych dań. Na pieszo w sumie i tak zrobiliśmy ponad 13 kilometrów... Paula stwierdziła, że ona by umarła jakby każdy nasz dzień miał być taki leniwy 😮 Ona potrzebuje planu, celu, ruchu 😮 WOW! Chyba się starzeję? Pierwsza z restauracji, którą odwiedziliśmy... było pyszne, madziarskie Gnoczi. Później postanowiliśmy jeszcze raz za dnia zwiedzić Stare Miasto. Zaczęliśmy od murów i oręża... Były różnego rodzaju działa - mi się spodobały najbardziej moździerze Piękne muzeum ukryte gdzieś w bramie... Kawka z widokiem na św. Mateusza Wyborna! I tutaj byłoby wszystko ok gdyby nie zwyczaj, że w kawiarniach pali się tu papierosy. Zamiast do kawy zjeść ciastko uciekliśmy szybko z kawiarni - nie lubimy smrodu papierosowego. Ruscy turyści, którzy nas obsiedli dookoła jak jeden mąż wszyscy wyjęli fajki i zaczęli na nas dymić. O nie, nie - dziękujemy za takie towarzystwo. Natomiast konnych? Lubię! Kolejna warta polecenia miejscówka - piwko, pycha! Alternatywy 4 i Anioł? Przespacerowaliśmy trochę tą część starego wzgórza... ...i stwierdziliśmy, że wieczorem gdy wszystko jest podświetlone - znacznie jest tu ładniej. Kolejna atrakcja Budapesztu: Nie jechaliśmy! My jednak wolimy wyciągi narciarskie niż takie... Kolejne piwko i pizza Diavola we włoskiej restauracji w pobliżu Bazyliki św. Stefana - po drugiej stronie! Pyszne i piwko, i pizza. Jedna na pół dla nas była w sam raz. Potem było czytanie w pobliżu wczoraj odwiedzonej fontanny Gdy się książka skończyła przeszliśmy na stronę Buda. Jak widać ruch na Dunaju duży. Statki niemieckie...aż z Bawarii 😮 Ale nie tylko - imponujący hotel na wodzie na zdjęciu poniżej: I znowu znaleźliśmy się na Starym Mieście. Żygacze? Obiad zjedliśmy w knajpie polecanej przez @Bumer. Wieprzowina ze świnek pędzonych jedynie na żołędziach - rewelacja! Cena dania niestety też nie mała - warto było jednak spróbować. Dzięki Andrzej! Powoli kończymy naszą przygodę ze stolicą Węgier. Dzisiaj jeszcze wieczorem romantyczna kolacja we dwoje i wyrywamy się z cywilizacji - wracamy do domu. Oczywiście po drodze planujemy jeszcze jakieś zwiedzanie - ale o tym napiszę już z domu. Pozdrawiam serdecznie! marboru Ale mina
  18. marboru

    Kilka dni w Budapeszcie

    Tajemnice Budapesztu? Dzień trzeci Ufff dzisiaj, to już trochę dostaliśmy w kość pod koniec dnia. Trzy dni u Węgrów i 60 kilometrów w nogach 😮 Dzisiaj miało być trochę inaczej, bardziej tajemniczo - jak wyszło? Oceńcie. Rozpoczęliśmy dzień od Zamku w Ogrodzie... Piękna jesień, zero ludzi i klimatycznie To lubimy! Pierwsza tajemnica... Czy to Kopernik na poniższym zdjęciu? Ktoś wie, co to za postać? Władca wieży - to druga tajemnica Ktoś rozpoznaje? Dunaj, Dunaj...a na Dunaju łódka ze znanej reklamy wody mineralnej, perłowej... Trzecia tajemnica - gdzie się podziała Monika B? Idziemy zwiedzać Parlament Towarzystwo zaklęte w kamień... ...co uczynili, że ktoś ich tak pokarał? Pięknie! Za mundurem Panny sznurem... Czy to węgierskie przysłowie? Nie było obaw - czuwałem obok w koszulce morooo Wchodzimy do środka. Podobno na zdobienia i inne inności budowniczy Gamachu węgierskiego Parlamentu zużyli 40 kilogramów złota 😮 Złoto widziałem, tylko w jednym miejscu Czy ktoś wie, który z Królów zakładał poniższą koronę a miał wiele wspólnego z Polską? U obraduje Izba Wyższa Węgrów. Widzi ktoś godło Polski? Przypatrzcie się. Kolejna tajemnica, to tajemnicze buty na brzegu Dunaju. Symbol. Zadaję dużo pytań dzisiaj - wiecie, co te buty upamiętniają? Konni zawsze byli dla mnie wdzięcznym tematem fotografii... Ulice Budapesztu: Że też tego pomnika nikt nie rozebrał? 😮 W Polsce już dawno y go nie było. Moja osobista Syrenka wesoło podskakuje Czy koś wie, jak ma na imię? Istnieje pewien pomnik w Rzeszowie... kojarzy się z jednym... Drugi podobny spotkałem na wyspie św. Małgorzaty. Z czym się Wam kojarzy? Ogród japoński... Strasznie podoba mi się poniższe zdjęcie. We wodzie ryby i żółwie... Umordowani kończymy trzeci już dzień w Budapeszcie. Legenda... Jutro będzie luz i mało chodzenia - trzeba odpocząć Pozdrawiamy serdecznie! marboru i Paula
  19. marboru

    Kilka dni w Budapeszcie

    Węgierskie kolory - dzień drugi. Dzisiejszy dzień zaczęliśmy na słodko. Chyba dawno nie jedliśmy śniadania na słodko? Były naleśniczki, a w zasadzie małe placuszki z konfiturami a potem bułeczki, ananas i kawa. Za oknem błękitne niebo i słońce niczym w pełni lata. Dzisiaj plan był ambitny i mieliśmy zamiar zwiedzić połowę Budapesztu...połowę, może za dużo powiedziane Zrobiliśmy na pieszo grubo ponad 25 kilometrów i odhaczyliśmy z naszej listy bardzo wiele zaplanowanych miejsc. Rozpoczęliśmy od niezwykłego wodospadu... Cóż za kolory!? Jesień jest niesamowita Krótki spacer przy ruchliwej ulicy i powoli się wspinamy na wzgórze Gellerta. Po drodze odwiedziny w wykutym w skale Kościele - w zasadzie weszła tylko Paula, bo jak to na porządnego Borutę przystało - trzymam się z daleka od święconej wody Trochę kluczenia po alejkach parkowych i jesteśmy na samej górze. Węgierska statuła wolności No i ten widok... Chyba każdy, kto odwiedza to miasto - wspina się do cytadeli, by poobserwować z każdej strony Dunaj i otaczającą go aglomerację. Szkoda, że nie wzięliśmy kajaka z domu, bo można by było się pościgać na rzece Schodzimy szybko, przechodzimy przez most i zwiedzamy okoliczne uliczki. Zaułki przykuwają uwagę... Wizyta na targowisku. Nie ma jak zimny napój i jasne winogrona. Kamieniczki powalają swoją urodą. Zbliżenie: Fotka przy moście, z tramwajem w tle i niedawno odwiedzonym wzgórzem. Podążamy do osławionego pubu. Kluczymy, kluczymy aż wreszcie pomaga nam nawigacja gogle Specyficzne miejsce Bardzo się nam podoba. Paula i marboru? Wizyta w toalecie... Po szybkim piwku opuszczamy to miejsce. Zwiedzamy dzielnicę żydowską. I tutejszą synagogę. Później pyszny lunch, kolejne piwko i mogę się zbliżyć do Bazyliki św. Stefana Z przodu wygląda tak: I w środku: Ołtarz: I siedzący św. Mateusz na Stefanie Robimy krótką podróż metrem... Gdzieś po drodze wysiadamy przy Muzeum Terroru... Podążamy na Plac Bohaterów. Z Pomnika Tysiąclecia podoba nam się kilka postaci... Rydwan rządzi! Pijemy pyszną kawkę z widokiem na Zamek Vajdahunyad. Tam po kwadransie podążamy Ludzi jest masa i nie dziwota. Jest tutaj pięknie! Podziwiamy budowle, rzeźbienia... Tego Jegomościa znam dobrze - kiedyś, będąc pierwszy raz w Budapeszcie z wycieczką szkolną, przysiadłem przy nim i niemal nie zasnąłem Takkk na wycieczkach szkolnych prawie się nie spało. Bluszcze... Robiąca niesamowite wrażenie brama wraz z olbrzymią kratą: Wracając w stronę hotelu natrafiamy na polski akcent - Instytut polski. Jeszcze spojrzenie na Dunaj z mostu... Na kolejkę ala Gubałówka Kolacja i do pokoju To był dobry dzień w niesamowitych miejscach. Zmęczeni, ale szczęśliwi! Jutro kolejna odsłona Budapesztu - plan już mamy CDN
  20. marboru

    Kilka dni w Budapeszcie

    Zgadza się. To Donovaly 👍 Mitku, Słowacja, powtórzę. Przyrodniczo niesamowicie, pusto, dziko, pięknie... Na prowincji świetne asfalty, zero aut, górki, dołki... Wyśmienite miejsce dla tych, którzy szukają odosobnienia, ciszy i spokoju. Dla kolarzy bomba! Ale te opuszczone wioski bez ludzi, place zabaw bez dzieci, ulice bez pieszych, bez aut...całe miejscowości bez "Potrawin", czyli zwykłego chociażby sklepu, te okna powybijane, bądź zabite dyktą, ogłoszenia na zrujnowanych plotach "na sprzedaż"... To wygląda jak społecznie wymarły kraj. Te domy i miejscowości jak opuszczone ruiny. To jakieś depresyjne. Przyjdzie i na to kiedyś czas 🙂👍
  21. marboru

    Kilka dni w Budapeszcie

    Kilka dni w Budapeszcie Dzień pierwszy Mieliśmy jechać do Innsbrucka i na lodowce... Mieliśmy. Niekorzystna pogoda w prognozach spowodowała, że otwarcie sezonu narciarskiego przełożyliśmy i wylądowaliśmy na kilka dni w Budapeszcie. Droga? Szybko przez Polskę, o dziwo... Słowacja się dłużyła. Dawno nas, nawet przejazdem nie było u naszych sąsiadów i coś co nas zaskoczyło? Jednocześnie na plus i na minus: puste przestrzenie, przyroda, nieliczne zabudowania, sporo górek - nawet tych małych, to na plus. Na minus kompletnie wyludnione wioski, opuszczone domostwa, zero ludzi na ulicach...koszmarnie depresyjne miejsce ta prowincjonalna Słowacja. Po drodze, coś co przykuło moją uwagę? Gondola i kilka krzesełek, po wjechaniu na fajną przełęcz Kto zgadnie jaki ośrodek narciarski po drodze mijałem? Przekraczając granicę z Węgrami - totalna odmiana! "Cóż za ciepły kraj" - ilekroć tu trafiam, to właśnie zdanie rodzi się w moim mózgu. Kolorowo, na ulicach dzieci, ludzie. Pootwierane knajpki, rwetes, samochody, słoneczko... Pięknie! W dobrych nastrojach docieramy do hotelu Mieszkamy praktycznie w samym centrum stolicy Węgrów Szybkie zameldowanie i idziemy na spacer - nie bylibyśmy sobą gdybyśmy mieli leżeć na łóżkach i udawać zmęczonych Kierujemy się na Stare Miasto - pokonujemy mały park, kilkadziesiąt schodów w górę i jesteśmy! Dumnie powiewa nam tutejsza flaga... Kolejne, po Pradze klimatyczne miejsce. Jesień, to dobra pora na Budapeszt - ma on wówczas niesamowity klimat. W sumie, to klimat ma cały czas Mieliśmy znaleźć knajpkę polecaną przez @Bumer i coś zjeść...oczywiście ją znaleźliśmy - na powyższym zdjęciu, po lewej stronie - ale jak się rozpędziliśmy, to nim w sumie skosztowaliśmy tutejszych przysmaków oblecieliśmy całą okolicę! Charakterystyczny pomnik - z tego co pamiętam, to Pomnik Niepodległości: Z bliska wygląda częściowo, tak: Na przeciwko Buda Tower: Idziemy dalej... Klimatyczne uliczki... Jakieś takie... hmmm? Literackie? Po chwili jesteśmy przy Kościele Świętego Macieja: Przepiękny! Na okolicznych kamieniczkach, takie oto ozdoby: Dach? Cudny! Ktoś zgadnie, co to za "Jegomość" na koniu? Inna perspektywa: I jeszcze kolejne ujęcie w świetle zachodzącego słońca: Trzy wieże... No i niesamowita panorama Budapesztu z Dunajem Parlament z bliska: Księżyc już na niebie.... Paula zakochała się w poniższym miejscu.... Spotkaliśmy także rycerza Kompletnie zapomnieliśmy o jedzeniu... ...chodź jeśli chodzi o mnie, to już piwo za mną chodziło Zrobiło się ciemno. Ruszyliśmy w stronę Muzeum Narodowego. Fontanna z bliska: Ostatnia "brama" na dziedziniec: Lew z bliska: I jest majestatyczny gmach: Nocą wszystko wygląda wspaniale! Zachwycamy się i nawet "Mały Głodek" do nas "nie puka" Z murów podziwiamy panoramę miasta nocą. Statki z bliska: Jest ciepło, siadamy sobie na murku i coraz bardziej jesteśmy zauroczeni. I jeszcze raz most wraz z pływadłami: Spadamy! Zmęczenie nas dopada. Rezygnujemy z knajpki poleconej przez Andrzeja i jemy węgierską zupę gulaszową popijając piwkiem w wagonie restauracyjnym przy naszym Hotelu...w którym poprawiamy kolejnym, małym. Po wielu godzinach podróży i prawie 9 kilometrowym spacerze czas na odpoczynek. Jutro kolejny dzień z Budapesztem. CDN
  22. marboru

    Trochę alpejskich wspomnień

    hej Relacja z Moltka była w wątku z Karyntii Druga część: I część trzecia Więcej materiałów nie mam. Klipu w Karyntii nie kręciłem - to był koniec sezonu i chciałem się nacieszyć nartami bez straty czasu na filmowanie Lodowiec nam bardzo, bardzo się podobał! Polecamy PS. Martynka nie za malutka na narty? Pozdro!
  23. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    W nagrodę za to, że dzielnie kręcę cały sezon te kilometry... dzisiaj sobie sprawiłem nowe "Oksy" 100% Speedcraft Crystal Blue...tak pod kolor roweru Ten sam model jest dosyć często zakładany przez kolarzy z ProTuru. Między innymi ekipa od Bory, wraz z Rafałem Majką i Peterem Saganem 😮 Okulary są pięknie zapakowane, mają woreczek, który jest jednocześnie ściereczką do czyszczenia, zapasowy nosek i drugie, przezroczyste szkło na wymianę. Główne szkło w zależności od ilości słońca jest albo błękitnym lustrem, bądź tradycyjnym, przyciemnionym szkłem. W cieniu... Soczewki bardzo dobrej jakości - podobny system jak w Oakleyach Prizm - różnica jest taka, że te aż tak mocno nie przejaskrawiają kolorów, dają jedynie poczucie większej ostrości. Bardzo ciekawe doznania w używaniu. Niebawem pierwsze testy na szosie Pozdro! Mariusz
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...