Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

zając

Użytkownik forum
  • Liczba zawartości

    781
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    27

Zawartość dodana przez zając

  1. Należałoby też wspomnieć, że w półfinałach juniorskich zameldował się Tomasz Berkieta - oby tak dalej!
  2. Brawo IGA!
  3. Oglądam bez dźwięku, trochę nerwów w 2. secie, ale myślę że za niedługo koniec
  4. Szkoda że Hubi nie ugrał nawet seta. Ładne wymiany niektóre były. Zostaje nam Iga i Jan Zieliński w deblu - oby jak najdłużej.
  5. Ja bym zjadła z nerwów te 3 obiady gdybym je miała Tymczasem przyznaje się.... na początku 3. seta zwątpiłam w Naszą Mistrzynię. To naprawdę niewiarygodne jak ona wyszła z dołka po 2. secie i początku 3-go. Naprawdę Iga jesteś WIELKA! To był kawał widowiska! Dziękujemy 😍
  6. Też mi się tak wydaje. Iga musiałaby mieć mocno słabszy dzień żeby Naomi coś ugrała - za dużo popełnia własnych błędów i za mało się rusza, nie jest w stanie dobiegać do bardziej agresywnych piłek. Tak czy inaczej to już przeciwniczka z którą trzeba się liczyć.
  7. Jednak oglądałam, a rower też był tyle że krótko 😁 Fantastyczny finał w Rzymie dla Igi - gratulacje!!!
  8. Nie dziwię się tak na serio jeśli tylko nie będzie padać, to popołudniu mamy w planach rowerki, a tymczasem Iga gra w finale. Jednak każda okazja do ruchu w plenerze jest lepsza niż oglądanie sportu
  9. Niestety nie mogłam oglądać, widziałam tylko skrót. Iga jeszcze może poprawić grę i Coco zapewne też. Ciekawy będzie finał - Sabalenka miała dosyć łatwy półfinał, grała tak sobie (oglądałam i mnie uśpiło - takie były emocje :D) Szkoda że Hubi wczoraj nie dał rady, T. Paul był do pokonania.
  10. Super: Hubert gładko pokonuje Wielkiego Mistrza! To jest Polska sobota w Rzymie! GRATULACJE! Jestem dumna, że mamy takich świetnych zawodników w tenisie ziemnym
  11. Uff, Iga się pozbierała w 2. secie. Bardzo dobrze, brawo, brawo! Teraz Hubi i Rafa - ale sobota
  12. 249 to faktycznie niezła cena, wydaje mi się że w naszym przypadku dochodziła do 3 z przodu albo ją przekraczała, ale plastiki w środku zrobiły na mnie złe wrażenie a pierwsze wrażenie się liczy. Na autostradach w AU i tak dużo ograniczeń prędkości więc wasz pocisk trochę tylko szybciej będzie nas mijał, bo my się kulamy ok. 110-115km/h Szerokości!
  13. Dzięks. Mieliśmy zrobić objazdówkę narciarską w styczniu (Południowy Tyrol jest w planach) ale nam się nie udało, więc teraz tak trochę nadrabialiśmy. Myśleliśmy pierwotnie o zakupie Grand Californi, ale nie jest specjalnie przystosowana do warunków zimowych, a to było priorytetem albo jednym z... Twój zakup bardzo praktyczny, myśmy zakładali użytkowanie czysto rekreacyjne + praca w podróży, dlatego taka spora buda (ten drugi apsekt niestety odsunięty nieco w czasie bo uwarunkowania rodzinne nie pozwalają na dłuższy wyjazd póki co). Myśleliśmy o vanie, ale wtedy byłby sens już 4x4, a takie w większości mega drogie i nie na kat. B. Przyjmujemy założenie że z kampingów korzystamy od czasu do czasu, koszty są czasem absurdalnie wysokie, również w PL. Fajnie móc się zatrzymać gdzie bądź, pojechać tam gdzie się chce i kiedy się chce bez konieczności rezerwacji (a potem się człowiek martwi czy będzie pogoda). Póki co pojazd spisuje się świetnie i jesteśmy bardzo zadowoleni
  14. Dziękuję, czytałam że w całym Tyrolu nie można nocować poza wyznaczonymi miejscami (kempingi) ale pod Tuxem nie ma żadnych zakazów w tym zakresie - w przeciwieństwie do wielu innych miejsc parkingowych.
  15. Ha, dzięki. Mamy go od niedawna w sumie, liczymy że uda się więcej takich krajoznawczo-tyrustycznych imprezek ogarnąć w najbliższym czasie. Jeśli ktoś lubi poznawać nowe tereny i być niezależnym, to jest to świetna opcja (niestety nie najtańsza jeśli standard ma być przyzwoity). No i są ograniczenia w nocowaniu na dziko, które wiele krajów wprowadza, co niestety nie ułatwia.
  16. Tegoroczna majówka była okazją do zamknięcia sezonu narciarskiego, który z powodu warunków śniegowych oraz z przyczyn rodzinnych był dla nas dosyć słaby. Mając na uwadze niedawne opady śniegu w Alpach i zachęty płynące zewsząd co do doskonałych warunków na lodowcach, zdecydowaliśmy się na wyjazd narciarsko-rowerowy, który mieliśmy w planach zrealizować kamperem. Dysponowaliśmy czasem od niedzieli 28-go kwietnia do soboty 4-go maja i pierwotnie mieliśmy zacząć od Kitzstienhorn i przesuwać się dalej w stronę Tyrolu. Już w trakcie jazdy 1-go dnia prognoza pogody zrewidowała nieco nasze plany, ponieważ zapowiedziano znaczące pogorszenie się warunków od czwartku 2-go kwietnia, kiedy to miał nadejść front deszczowo-śnieżny. Szybka decyzja i zamiast zatrzymywać się w Kaprun, pojechaliśmy dalej – do Zillertal i na parking pod lodowiec Hintertux, ponieważ liczyliśmy że odwiedzimy nieznane nam wcześniej ośrodki narciarskie (a Kitz znaliśmy z wcześniejszych wypadów, a ja osobiście jestem fanką Hintertuxa). Dojechaliśmy tam w niedzielę wieczorem na miejscu zastając sporo ekip kamperowych, które stacjonowały tam już chyba dosyć długo. Niedziela była akurat słabszym pogodowo dniem, ale za to poniedziałek miał być ekstra. Poniżej kilka ujęć parkingu ze stacjonującymi pojazdami kempingowymi. Jako jedno z nielicznych miejsc, pod Hintertuxem nie ma zakazu kamperowania, ale nie ma też specjalnie żadnych udogodnień. Toalety są czynne w godzinach pracy kas kolei górskiej, woda źródlana jest dostępna z sadzawki przy kolejce, zrzutu nieczystości brak. Swoją drogą ciekawe jak długo będą tolerować nocowanie na parkingu, bo część ekip lekko naszym zdaniem przesadzała z biwakowaniem. W każdym razie udało się tam przespać 2 spokojne noce w miłych okolicznościach przyrody 😊 DZIEŃ 1 – HINTERTUX i narty Rano bez stresu i przesadnej walki z czasem około 8:30 wygramoliliśmy się z naszego domku na kółkach i poszliśmy w kierunku gondoli. Dzień zapowiadał się wyśmienicie, słoneczko już świeciło nad szczytami. Nie ma co wiele mówić: petarda, żyleta, torpeda, czy co tam jeszcze można z kolokwialnych określeń użyć ogólnie miodzio: Rano warunki dosyć twarde, koło 12:00 poniżej Fernerhaus śnieg zaczął wymiękać, aczkolwiek wyżej było dalej znakomicie. Przerwa regeneracyjna z opalaniem na tarasie i dalej pomykaliśmy tak do 15:00 kiedy to już uznaliśmy że wymiękamy (wiem, mięczaki z nas ale mieliśmy na uwadze długi narciarsko-rowerowy tydzień). Po obiadku w kamperze i sjeście udaliśmy się jeszcze na spacerek po okolicy – kto widział wcześniej wodospad po lewej od gondoli? Niestety 1-szy dzień załatwił mnie w pewnym sensie na resztę wyjazdu, bo okazało się, że słońce spaliło mi twarz w sposób nie do opisania – przez następne dni stanowiłam żywą wersję biało-czerwonej flagi, zresztą do tej pory jeszcze odzyskuję fason 😉 DZIEŃ 2 – ZILLERTAL i rowery Obudziłam się rano z opuchniętą czerwoną twarzą, nie było mowy o dalszej ekspozycji słonecznej na śniegu, musieliśmy zjechać do cywilizacji po ratunek. Miła Pani farmaceutka w aptece w Mayrhofen (Polka) poratowała mnie Bepanthenem i sporą porcją próbek kremów z filtrami SPF50 i 100. Wysmarowałam się, założyłam buffa na twarz i wsiedliśmy na rowery. Kampera zaparkowaliśmy na dużym parkingu pod Ahornbahn – kolej była nieczynna więc parking darmowy (normalnie 2euro/h). Mieliśmy w planach trasę do jeziora Zillergrundl (ok. 1800m npm), niestety nasz plan został szybko zewryfikowany bo droga była „gesperrt” i pracował tam ciężki sprzęt blokujący przejazd nawet rowerem czy pieszo. Uznaliśmy że w takim razie pojedziemy doliną w stronę Zell am Ziller i tam wjedziemy na jakiś wyższy poziom. Trasa wzdłuż doliny bardzo przyjemna, po drodze ławeczki, place zabaw, w samym Zell fajna kawiarenka. Ponieważ na te manewry trochę nam zeszło czasu, zatrzymaliśmy się na lodach i obmyśliliśmy plan na resztę dnia, który zakładał przerzut do Stubaital ze względu na mało optymistyczną zmianę pogody już od środy ☹ Tymczasem jednak zawinęliśmy się z Zell am Ziller z powrotem w stronę Mayrhofen bo tam znaleźliśmy inne jeziorko Stillupgrund (ok. 1200m npm). Droga do niego bardzo komfortowa, niestety asfaltowa (z asfaltowaniem dziur), na końcu kilka tuneli i dalej droga gesperrt, ale nad jezioro udało się dojechać. Niestety trasa powrotna tą samą drogą. Ogólnie trwa teraz dużo prac związanych z usuwaniem osuwisk i zabezpieczaniem terenu, co chwila gdzieś prace drogowe czy terenowe – ewidentnie szykują wszystko przed sezonem letnim. Dodatkowo w wyższych partiach jeszcze leży śnieg więc nie ma aż takiego wyboru dostępnych tras. Po powrocie na parking wyruszyliśmy w kierunku nieznanej nam doliny Stubai, ponieważ musieliśmy zabezpieczyć tego dnia nocowanie (tam nie wolno parkować na dziko, a jedyny kemping przed lodowcem nie odbierał telefonu i nie odpisał na maila 😊 ). Dotarliśmy bardzo przyzwoicie po 17:00 do kampingu Edelweiss w Volderau k. Neustifft im Stubaital tzn. w godzinach pracy biura kampingu (do 17:30). Obsługa mało miła jak na moje dotychczasowe kontakty z Austriakami. Nie można stanąć na 1 noc (rozumiem żeby był szczyt sezonu, tłok i kampery waliły jeden za drugim, ale było jeszcze sporo miejsc wolnych), musieliśmy pobyt określić od razu na 2 noce. Na terenie kampingu była knajpka – chcieliśmy zjeść coś lokalnego bo przywiezione jedzenie nieco nam się znudziło, ale wszystkie stoliki były zarezerwowane (a potem wywiesili napis że restauracja zamknięta do czerwca). Na szczęście pani obsługująca skierowała nas naprzeciwko kampingu gdzie była wyśmienita lokalna restauracja / gospoda – polecamy Tyrolergrustl i inne pyszności: DZIEŃ 3 – STUBAI i narty Sprzed kampingu podjechaliśmy następnego dnia rano skibusem pod lodowiec podziwiając po drodze piękny krajobraz i niestety nadciągające od strony południowej chmury. Zakupiliśmy bilety na 1 dzień mając na uwadze konieczność odwrotu następnego dnia. Nie znaliśmy lodowca Stubai, zatem był to wyjazd poznawczy i nie wyszedł specjalnie pozytywnie tzn. w porównaniu z Hintertuxem wszystko było gorsze: - warunki słabe: kiepskie światło z uwagi na pogodę, miękki śnieg, na dole już wręcz hamujący - dużo więcej ludzi, węższe i mniej urozmaicone trasy (wiadomo że nie wszystko czynne, ale jednak) - najgorsze Kaiserschmarrn jakie jadłam w życiu Ogólnie zmęczyliśmy się nieco i znudziliśmy po przejechaniu dostępnych tras w ośrodku. Plus taki, że moja czerwona twarz nie cierpiała od nadmiaru słońca bo go nie było. Zjechaliśmy do doliny, gdzie zaczął padać przelotny deszcz. W przerwach między opadami wybraliśmy się na spacer w górę rzeki Ruetz. Mieliśmy opłacony jeszcze jeden nocleg i ochotę na wycieczkę rowerową na następny dzień więc deszcz nas nie ucieszył. Plan był taki, że jeśli będzie lało od rana, to zbieramy się od razu, a jeśli nie, to próbujemy gdzieś pojeździć. DZIEŃ 4 – STUBAITAL i rowery Rano kolejnego dnia pogoda nie była najgorsza tzn. przynajmniej nie padał deszcz ale z kierunku lodowca nadciągały złowrogie chmury. Ponieważ trasy narciarskie na lodowcu nas nie zachwyciły, mieliśmy w planach przynajmniej krótką wycieczkę rowerową – wymyśliliśmy kompaktową pętelkę w okolicy kampingu z nagrodą w postaci jakiegoś złocistego albo kawowego napoju w Milderaunalm na wys. ok. 1650m npm. Wróciliśmy się doliną w stronę Milders – bardzo ładna, malownicza zabudowa (niestety mam na kamerce, nie zatrzymywałam się żeby robić zdjęcia), skąd prowadzona była trasa MTB na górę częściowo szlakiem Rodelbahn czyli toru saneczkowego. Trasa była szutrowa i bardzo przyjemna z ładnymi widokami, po drodze tylko postój na przetaczanie rowerków nad pniem drzewa (akurat była ścinka), ale na górze niestety „alm” był zamknięty – jak większość tego typu atrakcji miał przerwę międzysezonową. Ponieważ na górze zaczynało kropić, to zebraliśmy się szybko w dół, potem jeszcze trochę popedałowaliśmy w górę rzeki do przyjemnego miejsca w rozlewisku z placem zabaw i infrastrukturą rekreacyjną. Potem na kamping i wycof strategiczny z powodu deszczu w kierunku Kaprun i Kitzsteinhorn. Po drodze zwiedziliśmy Kitzbuhel – również remonty międzysezonowe: Pod wieczór dotarliśmy pod Kitza, gdzie jak się okazało – mimo oficjalnych tablic z zakazem kamperowania kilka ekip stało i potwierdzało, że nikt nie przegania. Parking P1 pod Kitzem nie dość że przestronny, to wyposażony w kontener na śmieci oraz czynną cała dobę toaletę – taki wypas. Legalną opcją jest kamping w Kaprun – niestety zamknięty po sezonie albo w Zell am See, jest też parking pod Maiskogel, na którym nie ma zakazów postoju w nocy. DZIEŃ 5 – wycof na północ Nad ranem usłyszeliśmy dudnienie deszczu i tak – no niestety dogonił nas. Po sprawdzeniu kamerek na górze (totalna szarość) uznaliśmy że trzeba uciekać na północ. Wymyśliliśmy trasę w stronę Pragi, po drodze zmodyfikowaną na Karlowe Wary. Trasa przez Austrię malownicza oprócz tego że chmury wisiały nisko i co i rusz coś z nich kapało. Wjechaliśmy do Niemiec i było lepiej, choć chcieliśmy zatrzymać się w Regensburgu, a chmury w dalszym ciągu wyglądały groźnie. Ostatecznie zatrzymaliśmy się na krótkie zwiedzanie (parking wzdłuż Dunaju - miejscówka z Park4night), zjedliśmy pyszne „wursty” z kapuchą, musztardą i bułką w historycznej knajpce i pojechaliśmy dalej w stronę Karlowych Warów. Miejscówkę w Karlowych Warach mieliśmy upatrzoną – na obrzeżach miasteczka jest kamperpark na terenie hipodromu i pola golfowego. Bardzo przyjemna miejscówka, można zrobić serwis kampera, są toalety, prysznice, prąd, przystrzyżona trawka na części miejsc (część jest na utwardzonym terenie – te były już zarezerwowane). Na terenie ośrodka jest tez restauracja, ale nie mieliśmy okazji jej sprawdzić. DZIEŃ 6 – zwiedzanie i powrót Rano w sobotę zebraliśmy się pozwiedzać miasteczko oczywiście na rowerach. Do centrum trasa wzdłuż rzeki zajęła jakieś 15-20 minut. Wdrapaliśmy się na dwóch kółkach na punkt widokowy Piotra Wielkiego i Diany. Zjechaliśmy do urokliwej starówki, pospacerowaliśmy i zatrzymaliśmy się na kawkę w ogródku Cafe Elefant – polecamy choć ceny mocno europejskie. Wróciliśmy koło 13-tej i rozpoczęliśmy powrót na Górny Śląsk kibicując Idze w Madrycie. Podsumowanie: wyjazd super udany i niezapomniany z powodu patriotycznej opalenizny (którą usiłuję spacyfikować w dalszym ciągu). Dzięki mobilnemu domkowi możliwa jest duża elastyczność i spontaniczność wyjazdów, co polecamy wszystkim do przetestowania 😊
  17. zając

    Alpy latem

    Moim zdaniem można rozważyć: Zillertal - @JC chyba dawał filmik na youtube Dolina Gastein - bardzo fajne trasy trekkingowe (byłam), zapewne też sporo dla rowerów (wtedy nie miałam dobrego MTB) Ski Cirkus w połączeniu z Zell am See - Hinterglemm i Leogang reklamuje się jako raj rowerowy, przygotowywałam się kiedyś do wyjazdu trekkingowego tam i było mnóstwo fajnych szlaków, ale nie dotarłam (jeszcze). Może okolice Kitzbuhel? Z ogólnego wrażenia po majówce narciarsko-rowerowej w Austrii: w górach wszędzie jest pięknie i wszędzie mają rozwiniętą infrastrukturę letnią (trzeba sprawdzić terminy otwarcia wyciągów na lato, bo teraz jest po sezonie i większość nie chodzi).
  18. Wracaliśmy akurat z wyjazdu majówkowego, myślałam że mi oczy wyskoczą z orbit jak się wpatrywałam w wynik na apce w telefonie, tie-break to już była tortura...i w końcu - TAK! Udało się zakończyć triumfem ten mecz! Naprawdę WIELKIE BRAWA! Oby więcej takich sukcesów! 🙂
  19. Zgadza się, widziałam powtórkę - grała dużo lepiej niż pierwszy mecz.
  20. 1. dzień sprawdzimy Kiztsteinhorn, potem będziemy się przemieszczać w stronę Tyrolu, prawdopodobnie 2 dni na Hintertuxie i potem dalej - zależnie od pogody. Jak będziemy już w górach, to odległości wychodzą relatywnie krótkie na przejazdy przelotowe (2-3h) a miejscem noclegowym martwimy się o tyle żeby mieć wodę i opróżnić wc w cywilizowany sposób, zapewne co ok.3 dni tyle że jest sporo zakazów parkowania dla kamperów i to będzie tez ograniczające.
  21. Niestety nie oglądałam, ale Magda dzisiaj chyba zagrała dobry mecz z Sabalenką, brawo za wygranie seta!
  22. Ja też! Już przebieram nogami, ale muszę jakoś wytrzymać... w niedzielę wyjazd w jedynie słusznym południowo-zachodnim kierunku!
  23. zając

    Który lodowiec na majówkę?

    Dziękuję za odzew. Cervinia daleko, Kaunertal wygląda super choć trochę mało tras, widzę też być może problem z dojazdem kamperem (mamy już letnie opony) i na parkingach pod stacją nie można nocować, pozostaje kamping w Platz ale jest czynny od 1 maja. A co powiedzie o Stubaiu?
  24. zając

    Który lodowiec na majówkę?

    Dzięki, no tak zapomniałam o Moltku - ale nie braliśmy go pod uwagę, stąd pewne przeoczenie. Wydawało mi się że Kitz ma teraz mało tras otwartych jak na relatywnie drogie karnety, dlatego tak mi się średnio podoba, choć rowerowo może być ciekawie w okolicy, zwłaszcza że można też skoczyć (rowerowo) w kierunku Saalbach-Hinterglemm-Leogang-Fieberbrunn, bo są niżej i relatywnie mniej śniegu na trasach. Hintertux zawsze lubię tylko ceny, Pitztal za to trochę daleko - wyjazd kamperem więc prędkość przelotowa poniżej średniej autostradowej. Będziemy jeszcze patrzeć na pogodę, bo nie musimy bookować kwatery, więc jak nam średnio coś spasuje, to po prostu pojedziemy gdzie indziej. Być może jest to opcja zacząć od Kitzsteinhorn i potem pojechać dalej na drugą część majówki (albo zostać jeśli będzie super).
  25. Cześć, Jako że zbliża się wielkimi krokami tegoroczna majówka, planujemy wyjazd narciarsko-rowerowy w okolice któregoś z austriackich lodowców. Znam tylko Kitzsteinhorn i Hintertuxa ale to raczej z głównego sezonu zimowego, stąd pytanie: gdzie będzie relatywnie dużo tras i najlepszy śnieg o tej porze roku? Wiem że teraz sporo dopadało, ale nie lubimy typowo wiosennych warunków tzn. ciapy i 15-20 stopni i liczymy na pewne urozmaicenie, żeby się nie znudziło kilka dni w tej samej okolicy. Planujemy część tygodnia (lub popołudnia) poświęcić również rowerom (górskim), stąd dolina (jak np. Zillertal który znam) wydaje się atrakcyjna. Z drugiej strony kusi np. Stubai. Co Wy na to? Jakie macie doświadczenia?
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...