Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 01.05.2010 uwzględniając wszystkie działy

  1. To może teraz ja coś wrzucę: 1. Stanisław Ziemba, Śladami dwóch desek, Wyd. Literackie Kraków 1955 Bardzo wyczerpująca historia narciarstwa, od wykopalisk i analiz jazdy ludzi prehistorycznych w różnych rejonach świata, przez Nansena i wyprawy biegunowe do czasów współczesnych autorowi. Dużo o narciarstwie polskim, które, okazuje się, wcale nie rozwijało się później niż w Alpach. Jak wymagały czasy, okraszona nieco ideologią, ale wiadomości, i to rzetelnych, mnóstwo! 2. Parę razy na forum była już wzmianka, ale dodam, żeby nie umknęło, bo książka świetna: Stanisław Marusarz, Na skoczniach Polski i świata, reszty danych nie mam, bo ktoś mi świsnął, i muszę sobie odkupić. Dość dostępna, pojawia się od czasu do czasu na Ale Drogo. 3. Mariusz Zaruski, Na bezdrożach tatrzańskich, Wyd. LTW, Łomianki 2007. Jasne, dlaczego trzeba to przeczytać. 4. Józef Oppenheim, Szlaki narciarskie Tatr Polskich, bodajże 1936 - nie mam wydania oryginalnego, jakoś nie mogłam złapać, tylko 4a. Zima w Tatrach, opracował Tadeusz Zwoliński, według przewodników [4] i Tatry i Zakopane w zimie T. Zwolińskiego, Spółdzielczy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1953, gdzie, jak się wydaje, Oppenheim jest przytoczony w całości. Przewodnik aktualny do dziś. Moje wydanie kończy się objaśnieniem Wandy Widiger - Rudej z W stronę Pysznej, która jest autorką rysunków: Narysowane drogi związane są ściśle z najbezpieczniejszą pod względem lawinowym konfiguracją terenu, a w ich wytrasowaniu zamknięte zostało doświadczenie dziesiątków lat. 5. Józef Kapeniak, Tatrzańskie diabły, Wyd. Sport i Turystyka, Warszawa 1971 Sylwetki polskich zawodników od Henryka Bednarskiego, przez czasy międzywojenne, do II Wojny Światowej. 6. Adam Pach, W siąpawicach dziejowych, Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza, Warszawa 1983. Właściwie historia Zakopanego od wieku XVI do II Wojny. Wiele o m. in. Sabale, Chałubińskim i innych, bardziej i mniej znanych postaciach, zbójnikach, kłusownikach, pierwszych przewodnikach, artystach. Np. o Klimku Bachledzie, jak to pewna dama, właścicielka pensjonatu, wykorzystała naiwność młodego przewodnika, który podżyrowawszy weksel, musiał za nią spłacać dług... O narciarstwie jest jednak trochę wiadomości, które nie natknęłam się gdzie indziej - na przykład o słynnych zawodach FIS 1929: W drugim dniu zawodów, w środę, odbył się bieg zjazdowy z Kasprowego Wierchu. Nie było wtedy jeszcze kolejki linowej, a zawodnicy musieli na metę wychodzić przy ponad 30-stopniowym mrozie. Na mecie na Hali Gąsienicowej zjawiła się Kompania Wysokogórska pod dowództwem majora Ziętkiewicza z orkiestrą, aby oddać honory przybywającemu na zawody prezydentowi Rzeczpospolitej, profesorowi Ignacemu Mościckiemu. Byłem z moimi kolegami na mecie [...]. Major Zientkiewicz, widząc przemarzniętych żołnierzy swej kompanii i orkiestry, zezwolił im wejść do schroniska dla ogrzania się. Mnie i Józka Szalińskiego, jako że byliśmy ciepło ubrani, uprosił, abyśmy wyszli na Karczmiska na czaty. Ziąb tam panował ogromny, poszliśmy więc na Halę Królową, gdzie paliły się watry. Przy ogniu można się było trochę ogrzać i napić gorącego mleka, które warzyły góralki ze wsi Murzasichle [...]. Przy watrze wdaliśmy się w rozmowę ze starym góralem. Zachwycałem się jego staroświecką gwarą. Dziś się takiej nie usłyszy. Zajęci rozmową, nie zauważyliśmy, kiedy przy ognisku zjawił się pułkownik Wende, adiutant prezydenta. Józek Szaliński biegiem poleciał na Halę Gąsienicową, by dać znać majorowi Ziętkiewiczowi o zbliżaniu się Mościckiego. Prezydent też widać przeziąbł, bo podszedł do watry ogrzać się. Adiutant, salutując prezydentowi, powiedział z uśmiechem: - Oto, gaździny i gazdowie, stoi obok was pierwszy obywatel Polski, pan prezydent Ignacy Mościcki! Stary gazda, mój niedawny rozmówca, wyrzekł nieco zdziwiony: - Panie oficyjerze, jo myśloł, że to zwykły ceper. Chłopi na Podhalu nie mogli sobie wyobrazić najwyższej władzy po cywilnemu, w zwykłym stroju, w ubraniu, w płaszczu i czapce futrzanej. Byli przyzwyczajeni do cesarskiego munduru i złotych galonów,złotych guzików i złotej przy boku szabli. Uznawali więc marszałka Józefa Piłsudzkiego, ponieważ miał na sobie mundur, bystry wzrok, sumiaste wąsy, no i szablę przy boku.
    2 punkty
  2. W Szwajcarii, na trasie z Zermatt do Verbier, w dniach 21-24 kwietnia odbyły się jedne z najtrudniejszych zawodów ski-alpinistycznych na świecie – Patrouille des Glaciers. Po raz pierwszy w historii cała trasa zawodów doczekała się przejścia przez polskich zawodników. Gigantyczna, 50-kilometrowa trasa z przewyższeniem ponad 4 tys. metrów ma także nowe rekordowe przejścia. Dotychczasowy rekord seniorów na trasie Zermatt – Verbier wynosił 6 godzin i 19 minut. W tym roku szwajcarski team: Florent Troillet, Martin Anthamatten, Yanick Ecoeur pokonał trasę w 5 godzin i 52 minuty! Seniorki Nathalie Etzensperger, Emilie Gex-Fabry, Marie Troillet także poprawiły dotychczasowy rekord z 7 godzin 53 minut na 7 godzin i 41 minut. W ciągu doby, w jakiej odbyły się zawody (23/24 kwietnia), panowały dobre warunki pogodowe (brak zachmurzenia, maksymalna temp. minus 10 stopni na wysokości 3500 m n.p.m., zmrożony śnieg). Wszyscy zawodnicy startowali z centrum Zermatt, gdzie znajdowały się stanowiska telewizji szwajcarskiej oraz towarzyszyły zawodnikom tłumy kibiców. Trzeba podkreślić, że organizowane przez armię szwajcarską i doskonale promowane zawody Patrouille des Glaciers są świętem w Zermatt. Są jakby jedną z wizytówek tego kurortu narciarskiego. Na doskonałą organizację zawodów wpływa wiele czynników, m.in.: zakwaterowanie zawodników w hotelach w samym centrum (wraz z wyżywieniem), obsługa przez setki żołnierzy na trasie, punkty odżywcze i punkty medyczne na trasie, fosforyzujące trasery oraz liczne zabezpieczenia podczas pokonywania lodowców, a także rozwieszone liny do asekuracji. W tym roku w samych zawodach w nocy z 23/24 kwietnia wzięło udział ponad 360 trzyosobowych zespołów z całego świata (m.in. Szwecja, Norwegia, Belgia, Kanada, USA, Japonia, Nowa Zelandia i wiele innych). Impreza charakteryzuje się też tym, że 2 dni przed głównym wyścigiem są organizowane na trasie Zermatt – Verbier zawody wchodzące w skład Patrouille des Glaciers (z 21/22 kwietnia). Jednakże to druga edycja zawodów weszła do historii jako bardziej prestiżowa i przyciągająca większą liczbę zawodników. Jest poza tym jakaś magia tych zawodów, która ściąga kibiców nawet w najbardziej odległe zakątki trasy zawodów (Col de Riedmatten 2919 m n.p.m. czy Rosablanche 3160 m n.p.m.). Bycie zawodnikiem to jedno, ale również bycie kibicem na tej trasie to duże przeżycie. Uczestnicy zawodów startują z Zermatt, położonego na wysokości ok. 1616 m n.p.m. Pierwszy odcinek jest pokonywany biegiem (lub marszobiegiem), z całym sprzętem, ok. 5 km stromymi serpentynami na wysokość 2200, do osady Staffel (po drodze mija się piękne zabytkowe zabudowania pasterskie). Tam następuje zmiana „napędu” i wszyscy już idą na fokach przez Zmuttgletscher do Schonbiel na wysokości 2600 m n.p.m. Z tego punktu zaczyna się stromy odcinek trasy, wyznaczony bardzo długimi zakosami. Idąc stopniowo przez Tiefmattengletscher, następnie Stockjigletscher, dociera się do Tete Blanche (łagodnej przełęczy) na wysokości 3650 m n.p.m. Zasadniczo jest to najwyższy punkt na trasie. Tutaj też jest najmocniej odczuwana wysokość oraz zimno (dlatego tak istotna jest dobra aklimatyzacja przed tymi zawodami). Po krótkim pobycie w tym miejscu następuje zjazd zawodników związanych 30-metrową liną. (Poruszanie się z liną jest charakterystycznym elementem tych zawodów, prowadzonych pośród alpejskich lodowców). Zjazd w stronę przełęczy Col de Bertol (3268 m n.p.m.) przez lodowiec Glacier de Mont Mine, kontynuuje się (już od przełęczy bez związania liną) przez Plans de Bertol (2664 m n.p.m.) do głęboko położonej w dolinie Val d’Arolla – Arolli (1986 m n.p.m.). Teoretycznie jest to jakby połowa trasy, jednak kumulacja zmęczenia i trudności wywołują u zawodników problemy. Do pokonania jest prawie tysiącmetrowe podejście (częściowo po trasie narciarskiej) na przełęcz Col de Riedmatten (2919 m n.p.m.), z której zejście jest ubezpieczone linami. Kilkukilometrowy zjazd, a następnie długi trawers nad jeziorem Lac des Dix potrafią „wyssać” z zawodników ostatnie siły. A to nie koniec, gdyż teraz następuje strome podejście z La Barmy (2458 m n.p.m.) na przełęcz Rosablanche (3160 m n.p.m.). Notabene w tym roku zawodnicy, którzy startowali na trasie o połowę krótszej – z Arolli do Verbier, przestali być nad ranem wypuszczani na trasę właśnie ze względu na duże zagrożenie lawinowe, spowodowane intensywnym operowaniem słońca w rejonie tej przełęczy. Wielu zawodników w rejonie Rosablanche czekała miła niespodzianka – grupa muzykantów, dmuchająca w potężne trąbity. Dodatkowo rzesze kibiców skandujących nazwiska poszczególnych zawodników lub po prostu krzyczących nazwy państw, a także częstujących jedzeniem i piciem, dodawały energii. Z Rosablanche następował zjazd do wysokości 2764 m n.p.m. i stamtąd upragnione ostanie podejście (ok. 200 metrów deniwelacji) na Col de la-Chaux (2940 m n.p.m.). W tym miejscu chyba już żaden zawodnik nie mógł powstrzymać się od poczucia ogromnej satysfakcji i radości, gdyż pozostawał już tylko długi zjazd do mety po doskonale przygotowanych nartostradach. Zdjęcie nart z nóg na skraju miasteczka Verbier i bieg wśród szpaleru tysięcy kibiców był już samą przyjemnością. Wg dostępnych źródeł pierwszym Polakiem, który brał udział w Patrouille des Glaciers, był Józef Michalec. – Startowaliśmy w kategorii międzynarodowej – wojskowej o godz. pierwszej w nocy – wspomina major Józef Michalec. – To był 1996 rok. Moimi partnerami byli kpt. Piotr Ufir i kpt. Andrzej Błaszczak. Pamiętam, że startowaliśmy w białych mundurach wojskowych, a dodatkowo dźwigaliśmy ciężką radiostację. Braliśmy udział w zawodach na trasie Zermatt – Verbier, niestety, mieliśmy problemy techniczne i musieliśmy zakończyć zawody w Arolli. Ogólnie ciężkie były warunki pogodowe podczas naszego startu. Pamiętam, że przy zjazdach z Col de Bertol był miękki śnieg, a miejscami tworzyły się głębokie rynny i dziury bardzo utrudniające zjazd – wspomina obecny przewodnik IVBV Józef Michalec. Drugim Polakiem, który brał udział w zawodach na „krótkiej trasie” z Arolli do Verbier, był w ubiegłym roku Adam Klaptocz, który startował z dwoma Szwajcarami (Adam Klaptocz na stałe mieszka w Szwajcarii – przyp. red.). Jednak dopiero w tym roku cała trasa zawodów została pokonana przez Polaków. Startując z Zermatt 23 kwietnia o godz. 22, po 12 godz. i 25 min. (o 10.25 24 kwietnia), jako pierwszy metę zawodów przekroczył TOPR Team (Grzegorz Bargiel, Andrzej Mikler i niżej podpisany). O godz. 11.26 metę przekroczył po 8 godzinach i 26 minutach (startując o 3 nad ranem) team w składzie: Andrzej Bargiel, Mariusz Wargocki, Jacek Żyłka-Żebracki. Kolejnym Polakiem, który przekroczył linię mety, był Adam Klaptocz. Towarzyszyli mu Szwajcarzy: Adrien Mulon, Nicolas Lachance- Bernard. Zespół ten wystartował o godz. 22 i na mecie zameldował się po 16 godzinach i 49 minutach, o godz. 14.49. Polscy zawodnicy zgodnie stwierdzili po zawodach, że Patrouille des Glaciers to najtrudniejsze zawody, jakie kiedykolwiek przeszli (nie wyłączając Pierra Menty czy Trofeo Mezzalama). Wszystkie wyniki na stronie: www.pdg.ch Dodatkowo szczegółowe dane w/w zespołów: http://services.datasport.com/2010/winter/pdg/Team2458.htm http://services.datasport.com/2010/winter/pdg/Team2458.htm http://services.datasport.com/2010/winter/pdg/Team1068.htm Jakub Brzosko Tygodnik Podhalański
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...