Temat ciekawy.
Ale jak tu u nas się przyznać, że jeździ się "turystycznie":rolleyes:
No więc ja się przyznaję - nie jeżdżę na pełnej p..., bo po prostu odpowiedzialność mi nie pozwala. Wiem, że muszę wrócić z nart cały, zadbać o rodzinę i interesy. I czerpię z tego wielką przyjemność. Czasami nawet z lekkim pobłażaniem (ale bez sprzeciwu) patrzę na starszych już jeźdżców, którzy czy to na tyczkach, czy to na podczas ostrych zjazdów przesadzają, nie mając do tego "uprawnień".
Tak, uważam, że takie "uprawnienia" do bardzo szybkiej jazdy lub jazdy na tyczkach (ostrej) mają tylko ludzie, którzy za młodu trenowali nawyki jazdy zawodniczej i taką jazdę mają 'we krwi". Inni nie powinni tak jeździć, bo prędzej, czy później źle się to kończy.
Ale oczywiście rozumiem, że każdy czyni, jak mu pasuje. Skoro wywołałeś temat, to przedstawiam swój pogląd.
Jeśli pytasz, jak osiągnąć poziom jazdy rekreacyjnej - ja zmniejszyłem prędkość. To trochę podobnie, jak z jazdą na motocyklu - można jeździć na granicy bezpieczeństwa, szybko, nie mając dużo czasu na reakcję. A można też spokojnie,delektować się jazdą.