Narty K2 Rictor - test
Za szefa powinieneś dostać czerwońca
Narty K2 Rictor wpadły mi w oko już w trakcie WorldSkitestu, który odbył się w kwietniu w austriackim Heiligenblut.
Kiedy dostałem wyniki testu okazało się, że moje pozytywne wrażania potwierdziły się. Narty K2 Rictor uzyskały najlepsze noty i wygrały w grupie all mountain.
Postanowiłem więc zabrać je na lodowiec Stubai, aby sprawdzić, czy faktycznie są tak dobre.
Warunki do testowania nart all mountain były wręcz znakomite. Przygotowane trasy, świeży opad, odcinki z kopnym, nierozjeżdżonym śniegiem oraz odcinki sztucznego i twardego. A do tego możliwość wypadu poza trasę
Rictory potwierdziły, że zasłużyły na najwyższe noty. Narty świetnie się sprawowały przy jeździe z dużymi prędkościami. Dają poczucie stabilności. 80 mm pod butem robi swoje. Oczywiście nie ma mowy o super szybkiej zmianie krawędzi, ale za to można bez obaw zaufać nartom w ostrych, szybkich skrętach.
Elastyczność nart sprawia, że jazda krótkim skrętem nie sprawia problemów. Przy promieniu 16 m nie ma problemu, aby w skręcie poczuć fun i to ten dosłowny szorując biodrem po śniegu.
Poza trasą K2 Rictor nie kopał się w śniegu. Zapewniał płynną jazdę utrzymując mnie na powierzchni. Dynamiczne wyjścia w górę nie sprawiały mi większego problemu.
Narty zadziwiająco dobrze zachowywały się na twardym przygotowanym stoku. Nawet odcinki sztucznego, twardego 'betonu" nie robiły na nich większego wrażenia. W skrętach czułem się stabilnie, bez uślizgów.
Podsumowując narty zasługują na ocenę jaką uzyskały w teście. K2 to przecież potentat w produkcji nart all mountain i free.
Polecam wszystkim tym, którzy szukają narty uniwersalnej, na której pośmigają po trasie, a w trakcie wypadu w dziewiczy teren nie zakopią się po pas.