Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 07.02.2011 w Odpowiedzi
-
5 punktów
-
Kolekcja narty Fischer na sezon 2011/2012: http://www.skionline.pl/galerie/?co=galerie&g_co=galeria&g_id=729&g_numer_zdj=1 Buty z kolekcji 2011/2012: http://www.skionline.pl/sprzet/?co=galerie&g_co=galeria&g_id=730&g_numer_zdj=13 punkty
-
Limanowa Ski – Łysa GóraDzisiaj postanowiłem odwiedzić tę właśnie stacje narciarską z racji, że to miał być wypad rodzinny zależało mi na w miarę łatwym stoku dla dzieciaka.Przybyliśmy na miejsce 10: 30 parking pusty ludzi jak na lekarstwo kanapa chodzi orczyk też, choć jadąc tam miałem obawy czy oby na pewno będą działać, ponieważ okoliczne górki są bez śniegu.Można powiedzieć, że wybór był trafny pogoda za chmurą, ale deszczu nie było, więc do kasy po bilety jedyne 120 zeta dla trzech osób na 4 godziny niema tragedii.Zapinamy buciki i wio na orczyk podjazd orczykiem to jakiś metrowy pas śniegu po bokach trawa, ale znośnie syn dawał rade, pierwszy zjazd spokojny śnieg ciężki mokry, ale równo fajnie młodemu się śmigało i ta przestrzeń na stoku muszę powiedzieć, że szerokość w dolnej części bardzo mi się podobała fajna lajtowa górka dla początkujących.Po kilku zjazdach orczykiem przyszedł czas na kanapę w końcu na mapach jest oznaczenie niebieska myślę syn da radę żona też jedziemy tą kanapą a żona panika, że ona mi tu nie zjedzie oczywiście patrzyła na czerwoną strach udzielił się też synowi wiec żonce wytłumaczyłem żeby sobie w myślach klęła i że pojedziemy inną trasą niż tą, co widzi. Oki wysiadamy i jazda na dół trawersem na około górki fajnie idzie myślę pojeździmy, uśmiech na twarzy żonki i dzieciaka aż tu dojeżdżamy do głównej trasy i zonk żonka stanęła jak wryta i coś krzyczy dzieciak w bek, że nie pojedzie masakra, kto ten odcinek oznaczył na niebiesko myślę mam pozamiatane trzeba ściągać narty i ich sprowadzić ten kawałek do orczyka. Jeszcze jedno podejście do zapłakanego dzieciaka tłumacze pokazuje i się okazało, że pomogło ruszyliśmy w duł dał rade zjechaliśmy iiiii nagle sobie przypomniałem, że żonka została na górze no fuck już się mam po nią brać, ale widzę z dołu, że się ruszyła i jedzie parę wywrotek jest na dole oczywiście ochrzan i taaaaka gęba. Później już tylko orczyk było miło i uśmiech powrócił na twarze, mnie też jak usłyszałem, że się zmęczyli i idą coś zjeść, nareszcie czerwona czeka myślę, no i jazda mnie też banan powrócił na usta.Podsumowując wypad udany nawet bardzo poza tym epizodem stok w miarę w dobrym stanie, bardzo mi się podobały zabezpieczenia tego stoku rewelka, nawet sam byłem świadkiem jak kobieta ucząca się jeździć nie wyhamowała na dole, siatki zadziałały inaczej poharatałby pupcie na parkingu.Poniżej kilka fotek jak to wyglądało dzisiajPozdrawiam3 punkty
-
Head kolekcja 2011/2012: http://www.skionline.pl/sprzet/?co=galerie&g_co=galeria&g_id=731&g_numer_zdj=12 punkty
-
http://kontakt24.tvn.pl/temat,wypadek-na-stoku-snowboardzista-nie-wyhamowal,71728.html ale dziewczyna oberwała. Oby nie skończyło się urazem psychicznym i rezygnacją z dalszej nauki2 punkty
-
Tu nie ma co komentowac. Dojazd do bramki jest bardzo spóżniony ( co najmniej o 1,5-2m). Do tego bardzo wąsko orowadzone narty przy tyczce dają małe pole manewru. Wg mnie 3 pozycja powinna być przy tyczce. Można troche pogdybac , co w danym momencie (poz1)najlepiej było zrobić. Powinna wejsc do bramki z wyprostowanym tułowiem, tyczkę położyc piszczelem. Mogła równiez zamiast ciąc skret wejsc wczesniej w zjazd bokiem, ale by było ryzyko złąpania tyczki. Konsekwencją złego najazdu był duży spadek wysokosci. Próbuje wyjsc mocno oporując nartami (szeroki ślad). Niestety jest na tyle szeroki , ze nie może odbic sie z dolnej narty, wspomaga się lewą ręką, która niestety zostaje daleko z tyłu , jeszcze podrywa narty ponad snieg , kieruje korpus narty w kierunku bramki. Niestety traci równowagę obciąza nartę górną Próbuje lekko z oporu prawą nogą poprawic kierunek, tułow daje bardzo mocno do przodu, wspomaga się cofnieciem prawej reki. Na dalszych pozycjach widze podniesienie sylwetki i rezygnację z dalszej jazdy,2 punkty
-
To bardzo się cieszę że stan pana Roberta się poprawia . :):):):) O 13.00 Beata Holewińska - przeczytała Robert otworzył oczy. Reaguje na wszystko i rozumie perfekcyjnie. Jego zdolności umysłowe są nienaruszone i to jest bardzo pocieszające. To daje nam nadzieję. Oczywiście czuje duży ból w nogach i rękach. Potrzeba czasu. To znaczy, że ma czucie. Jego stan ogólny, 12 godzin po operacji przeszedł przez pierwszą fazę krytyczną. Najważniejsze było ustabilizowanie stanu Roberta. Zdaniem specjalistów, którzy się nim zajmowali prędkość jego powrotu do zdrowia można określić jako wspaniała, powyżej normy. Robert spotkał się z rodziną, z nimi nie jest najlepiej, ale oni mieli już takie doświadczenia w przeszłości - powiedział Morelli, który dostał pozwolenie na spędzenie kilka minut z Robertem. Na oddział intensywnej terapii szpitala w Pietra Ligure przybył także ojciec Roberta Artur i sympatia kierowcy. "Stan pacjenta jest stabilny. od dwóch godzin oddycha stabilnie. Polski kierowca ma strzaskany łokieć, zrekonstruowano dłoń, która była praktycznie zmiażdżona. Najpierw operowano najpierw dłoń, potem rękę i nogę. Zabiegi prowadzono dwutorowo. Jednocześnie dwa zespoły zajmowały się ręką i nogą. Łącznie w operacji brało udział dziewięciu chirurgów i dwóch anestezjologów. Był także lekarz zajmujący się przepływem krwi. Robert stracił jej mnóstwo w czasie operacji, trzeba było ją sprowadzać To, że go boli, to bardzo dobrze. To znaczy, że ma czucie" - poinformowano na konferencji prasowej przed godziną 12. - Robert dojechał do szpitalu w stanie szoku. Najpierw opanowaliśmy krwawienia. Po badaniach został przewieziony do sali operacyjnej, po czym lekarze zastosowali wszystkie środki potrzebne do rekonstrukcji ortopedycznej. Lekarze przez 9 godzin pracowali przy Robercie - mówił lekarz. - Został przyjęty w stanie krytycznym. Miał kilka krwotoków, w tym wewnętrzne. Także w klatce piersiowej. To powodowało długą operację. Mieliśmy do czynienia z krwawieniem bardzo trudnym do skontrolowania. Stracił pięć, sześć litrów krwi. Dobrze odpowiada na zastosowane kuracje. Jego stan jest w tej chwili dobry, ale jeśli chodzi o płuca, to będzie musiał zostać poddany kolejnym analizom. Potrzebujemy jeszcze 24-48 godzin na szczegółowe ocenienie pracy płuc. Trzeba przeprowadzać kolejne kontrole, ale wydaje nam się, że wszystkie elementy ortopedyczne i nerwowe zostały przywrócone. Musimy doprowadzić fazę stabilizacji do końca. Pacjent jest przytomny i poddany znieczuleniu. Leży na intensywnej terapii. Do ranka oddychał za pomocą maszyny. Teraz będzie całkowicie przytomny. Stan jego pilota jest dobry - dodawał Giorgio Barabino, szef intensywnej terapi w Pietra Ligure. Kubica walczył o życie - FORMUŁA 1 - Sezon 2011 - Przeszedł ogromny uraz nogi i ręki. Także było uszkodzenie łokcia i barku. Jest wielopunktowe złamanie nogi. Wiele obrażeń w kończynie górniej. Słupek, który wbił się do samochodu i uszkodził mu bark, spowodował jego wybicie. Nie operowaliśmy wszystkiego na raz. Były priorytety. Założyliśmy łupki na ramię. Jeśli chodzi o nogę to zastosowaliśmy podpórkę zewnętrzną. Włożenie gwoździa mogłoby spowodować komplikacje. Jeśli chodzi o rzepkę, to nie będzie z tym wielkich problemów. Jeśli chodzi o złamanie szyjki uda, to będziemy badali, jakie konkretne dalsze kroki musimy poczynić. Konieczna będzie operacja plastyczna dłoni. Najpierw musieliśmy przywrócić funkcję życiowe Roberta, a potem zajęliśmy się sprawami ortopedycznymi - mówił ordynator oddziału ortopedii. Zawodnik Lotus Renault jest strasznie obolały. Gdy lekarze go wybudzali nad ranem, odczuwał duży ból nogi i szczególnie ręki. Być może na pogorszenie stanu zdrowia po wypadku miał wpływ bardzo długi czas oczekiwania na pomoc. Kubicę wyciągnięto z auta po 90 minutach, a w szpitalu znalazł się po dwóch godzinach. Tekst pobrano ze strony Eurosport - tvn24.pl . Przekopiowano bez poprawek .2 punkty
-
bezmyślne wklejanie tekstów fajnie jest drogi Marboru że próbujesz ożywić to forum różnymi ciekawymi tekstami znalezonymi w necie może ja jestem sterej daty ale tego nie da się czytać (nie o treść chodzi) jak już wklejasz to porób proszę jakieś odstępy, akapity bo wbloku to tylko plątaninę literek widać2 punkty
-
edit 11:22 Robert wybudzony ze śpiączki, jest przytomny i świadomy, narzeka na ból nogi i ręki czyli ma czucie w tych operowanych kończynach myślę że wystarczy za cały komentarz. Eric Boullier, szef zespołu Formuły 1 Lotus Renault, którego kierowcą jest Robert Kubica, przyznał, że obie strony miały świadomość, iż udział w rajdach samochodowych wiąże się z ryzykiem. "To pasja Roberta, nie mogliśmy mu tego zabronić" - podkreślił. Nigdy nie wpisywaliśmy do kontraktów naszych kierowców klauzuli zabraniającej startów w takich rajdach. To nie nasza polityka, nie nasz styl. Tym bardziej nie mogliśmy uczynić tego w przypadku Kubicy, bo wiemy, że rajdy samochodowe to rzecz bardzo ważna dla Roberta. Coś, co jest częścią jego życia, jego pasją. Obie strony - zespół i Robert - miały świadomość ryzyka. To była nasza wspólna decyzja" - powiedział Boullier. Wybudzili go już dziś jednak. ciekawe czy tylko na chwilę i potem znów go wprowadzą w stan śpiączki farmakologicznej czy nie będzie takiej potrzeby. konf. o 11 ma być podobno2 punkty
-
2 punkty
-
Czytam ten wątek z zaciekawieniem i przyznam,że zaczynamy schodzić do absurdu:cool:Panowie szukacie "Młodych talentów" czy zawodników do Demo Team Ski;)Wiadomo,że w większości jesteśmy amatorami i popełniamy błędy.Można mieć uwagi,że ręka za wysoko lub nisko itd...:pChodzi o to,żeby być bezpiecznym użytkownikiem stoku.Bartosz stał się kolejny raz kozłem ofiarnym,a ja przyznam,że chciałbym,żeby tylko takie błędy popełniali doświadczeni narciarze:rolleyes:jazda ma być skuteczna,czasmi wygląda z strony obserwatora dramatycznie,ale jeździeć czuje zadowolenie.Nawet jazda pługiem/technika narciarska/ jest jazdą na nartach.Każdy doświadczony narciarz wie,że nie zawsze i wszędzie da się pojechać wzorcowo,a błędy pojawiają się zawsze podczas jazdy.Wiadomo,że tylko poprzez częste odwiedziny stoku jesteśmy w stanie coś osiągnąć/nawet jak niko pisze,że może być to ponad 40 lat/.Dlatego najlepiej poćwiczyć poza trasą,tam można poznać swoje błędy i nauczyć się jeździć skutecznie.Podczas ostatniego pobytu w Austrii widziałem zjeżdzającego instruktora po trasie zniszczonej,gdzie ja miotałem się z kolejnymi ześlizgami pomiędzy muldami,a on fruwał w powietrzu i lądował zawsze na krawędzi-to dopiero wprowadza w kompleksy,a nie opisywanie,czy ktoś ma taki czy inny układ w prezentowanym zdjęciu;)Na stoki Panowie,bo wszędzie krzyczą ,że to końcówka zimy:mad:2 punkty
-
Hej przyjaciele!!! – ski-turowe wspominki Pana w średnim wieku... Zachęcam do artukułu z Watry traktującym o narciarstwie wysokogórskim... Traktuje on bowiem przede wszystkim o Górskiej Przyjaźni i o górach. Tego dnia mieliśmy zrobić na nartach Lodową Przełęcz i zjechać z niej do Doliny Jaworowej. To miała być najpiękniejsza „wyrypa” sezonu, „cud miód” jak mawiają eksperci i marzenie na jawie. Wyprawa na Lodową po raz kolejny legła w gruzach. Dlaczego? Kompromisy – tak, to one zabiły tę wyprawę. I może brak naszego zdecydowania. Ileż razy musimy się w nie „bawić” w swoim życiu? Zrezygnować - chociaż wybitnie niechętnie i to bardzo boli - z tego, o czym marzymy, co się nam śni po nocach. Pójść na kompromis. Bo prawie zawsze znajdzie się w naszym życiu coś ważnego i ważniejszego, co musimy, albo powinniśmy zrobić, by być tzw. odpowiedzialnym ludźmi i zbytnio nie odbiegać od pewnego, utartego stereotypu dorosłego człowieka. Zakos za zakosem podchodzimy pod Suchy Kondracki, a potem na Kopę Kondracką. Wieje tu jak diabli. Spotykamy dwójkę znajomych z Malinowskiego. A ja dalej myślę o Lodowej, jak o dziewczynie ze snów, eh, bestyjo - zalazłaś mi za skórę . Dusza mi dosłownie darła się w kawałki, gdy z Góry, tj. z Kopy Kondrackiej, spojrzałem w stronę Tatr Wysokich. Tam, ku Lodowej szły moje myśli, wspomnienia o wszystkich zjazdach z tej przełęczy – pięknych i długich. O uśmiechach, chwilach, które pielęgnuję we wspomnieniach. Myślami powróciłem także chętnie do dużej ilości piwa i „borowiczki” wypitych w bufecie „Pod Rogovą” u dość dupiatej (w sensie rozmiarów), ale bardzo sympatycznej Słowaczki. To były zakończenia sezonów 1990 i 1991, pięknych sezonów, moich drugiego i trzeciego na ski-turach. A co warto pamiętać z tamtych chwil? Dużo. Warto pamiętać o uśmiechach, toastach za nasze zdrowie a la żebyśmy sto razy pili wino razem. Było cudownie, jeśli w ogóle słowa potrafią oddać nastrój takiej chwili... po prostu trudno znaleźć właściwe wyrazy, gdyż, tak mi się wydaje, były to jedne z najlepszych górskich i towarzyskich chwil mojego życia, w czasie których, przez krótki moment, czułem się jednak jak mały Superman:)... Wtedy, gdy piliśmy alkohol w całkiem niemałych ilościach, siedząc razem na małej zielonej ławeczce w bufecie „Pod Rogovą”, jeszcze byliśmy tacy młodzi, beztroscy, naturalni, tacy pełni zapału. Rozmowy kręciły się wokół Tatr. Wspominaliśmy chwile ze zjazdu z Lodowej. – Ależ fajnie kręciłaś „pupcią” Joasiu – powiedziałem z uśmiechem do Joasi (faktycznie, Joasia miała i ma nadal fajny, czyt. zgrabny tyłeczek). - A ty omal nie wpadłeś do potoku – odpaliła z podobnym uśmiechem Joasia, zresztą zgodnie z prawdą, gdyż przy przeskakiwaniu potoku o mały włos, a wpadłbym w lodowatą toń Potoku Jaworowego... Nie mieliśmy wtedy problemów, byliśmy wolni, niesforni, trochę szaleni i sielankowo chłonący każdą chwilę. Rozmowa się kleiła, że hej:) Byliśmy wtedy bardzo młodzi, 23 -24 – letni studenci, młodzi gniewni, z receptą, jak się nam wydawało, na wiecznie szczęśliwe życie. Wydawało nam się, że zawojujemy świat, że ta pozytywna, mocna energia, którą czerpaliśmy pełnymi garściami z tych wspaniałych gór, z nart, spotkań z przyjaciółmi, da nam niezłomną siłę do zmagania się z losem. I dała. Życie próbowało nas trochę zgasić swoją szarzyzną i codziennością, trochę nam dokopać różnymi zdarzeniami, ale jednak nie dało rady. Chociaż lat przybyło, patrzę z perspektywy całej naszej grupy, a zwłaszcza siebie, to wciąż dzięki Tatrom czujemy się młodzi. Chociaż włosów ubyło (zwłaszcza mnie) i nie powieje mi już wiatr we włosach, lecz po łysinie, (ale żal). Trochę się „zużywamy” w Górach, łapiemy różne kontuzje, ale wciąż jesteśmy... Zanim zejdziemy z tego świata, myślę, że jeszcze mocno pożyjemy (czytaj: pojeździmy) w Jaworowej, Kaczej i innych ulubionych miejscach... To dzięki górskim wyzwaniom i górskiej, prawdziwej miłości do Tatr, która powstała właśnie wtedy, mocno narodziła się w nas trudna do określenia siła wewnętrzna, dzięki której wciąż czujemy, że żyjemy. Powstała jakaś wielka pasja. Dlatego wśród wielu odpowiedzi na arcyważne z punktu człowieka nart, za jakiego się mam, pytanie: dlaczego chodzisz po górach? to jedna z najważniejszych, powiedziałbym nawet fundamentalnych dla mnie odpowiedzi brzmi: by czerpać dobrą energię z Tatr (z czystego estetycznie ich piękna, które nieraz chłoniemy w nich będąc, ładując jak to się teraz mówi akumulatory), a także z radości robienia czegoś wspólnie z ludźmi, których naprawdę kochamy. Ludzi, którzy są otwarci, mają pozytywne myślenie, są bez kompleksów, odważni i im warto i trzeba poświęcić swój czas. To moi (nasi) przyjaciele. Wspominam szczuplutką Asię Michałowską, z jej wiecznie filuternym uśmiechem, która mimo źle nastawionych wiązań (ach, te beztroskie kobiety:) zjechała z Baraniej, Lodowej i Czerwonej Ławki) super dziewczyna, Marka, tego „Mara”, który przyszedł przez całą Jaworową, by spotkać się z nami w Teryho chacie i byłem z nim w górach Kaukazu, Teresę i Marka, którzy odbyli ze mną dziesiątki wycieczek ski-turowych, w tym tę pierwszą do Żlebu Mokrzyniec w 1985, Witka – świetnego kolegę, niezwykle dokładnego faceta, na nartach mistrza, a obecnie ratownika TOPR, Andrzeja i Maćka z Krakowa, który mimo, że z początku dość słabo sobie radził na nartach, nigdy nie rezygnował, a z czasem stał się świetnym narciarzem, „Majoneza”, czyli Maćka Koniora z jego żoną Moniką, zawsze uśmiechniętych i gotowych, by pójść w góry. Teraz ich wszystkich zastąpił Maciek, który chłonie Góry podobnie jak ja. Rozumiemy się bez słów. Maciek, którego serdecznie pozdrawiam, jako mojego serdecznego przyjaciela i prawdziwego człowieka. Do Maćka dołączyli, choć rzadziej wspólnie ruszamy w Tatry: Adam, znakomity fotograf, Wiesiek, Egon, Beti, Magda, Magda II, Ewka, Marcin, Józek, Aga, Asia z Poronina, a ostatnio Darek którego „zaraziłem” ski-alpinizmem. Dziwne, ale patrząc na swoje życie zauważyłem dziwną prawidłowość, że tak zwanych „fajnych” ludzi spotkałem tylko w Górach. Z małymi wyjątkami. Tu na dole, zbyt często widzę małe zawiści, obłudę, dlatego omijam z daleka... może źle, ale taki jestem i nie mam zamiaru się zmieniać na starość) Moi przyjaciele. Trochę się towarzystwo porozjeżdżało, ale wspomnienia zostały. Przyjaźnie też. Spotkanie przy bufecie trwało ok. 2 godzin. Potem trzeba było wracać do kraju. Mieszanie piwa i borowiczki podziałało na mnie powiedzmy sobie mocno znieczulająco, lekko chwiejnym „oppenheimowskim” krokiem podążyłem na przystanek CSAD-u, zabierając ze sobą z ławki narty, kijki i plecak. Autobus nadjechał. Wejście w butach narciarskich „Koflach Valluga” na jego stopnie okazało się dla mnie (w tym stanie lekkiego, jakże przyjemnego upojenia) jednak zbyt wielkim wyzwaniem. Za to byłem wielce zadowolony. Krok do przodu i od razu dwa do tyłu, narty wypadają mi z rąk, ale co tam, w duszy mówię do siebie: chrzanić to, ale pasażerowie są mocno zniesmaczeni, a ja pakuję się z tym swoim majdanem drugi raz... Znowu jeden schodek autobusu, drugi – udało się, jestem w autobusie. Jedziemy panie Wojtku, kierowca, w przeciwieństwie do sierioznych pasażerów rozumiał widocznie, to co czuje narciarz po jakże miłej małej alkoholizacji) Łysa Polana i powrót do domu. Wróciłem do myśli o rozmowach z przyjaciółmi, o zakończeniach sezonu w tym rejonie Tatr, o powrocie do domu w nastroju, kiedy czujesz że możesz wszystko:). I pytania w głowie wracają ku Lodowej: może jednak trzeba było tam iść, mimo bólu stawów, mimo zmęczenia? Myślę i myślę o tej Lodowej i myśleć nie mogę przestać. Nie, to za bardzo boli, wyłączyłem więc szybko wspomnienia. Ale na krótko. Znowu wracają. Pomyślałem - bycie bezkompromisowym jest możliwe, ale może spowodować jakieś konflikty, jest w sumie dość trudne. Boli jednak jak diabli, że tego dnia nie poszliśmy na Lodową. Ona była celem nr 1 całego naszego sezonu, a tu nic z tego, brakuje trochę sił po zawodach... Kolejny kompromis i pytanie. Czy wybieramy więc namiastkę życia, czy jego pełnię?. Trudno powiedzieć. Myślę, że trochę tak, to namiastka, chociaż trudno powiedzieć i określić, że zjazd na południe, do przepięknej dolinki, rzadko odwiedzanej, to namiastka... Rozdarcie serca, rozdwojenie myśli, najlepiej by było być tu i tam zarazem. A więc jednak, z drugiej strony warto się cieszyć z tego co jest. A co jest? Obok mnie zasuwa do góry na nartach Przyjaciel, tak mogę powiedzieć, bo Maciek jest mi osobą bardzo bliską. Krok za krokiem wycina w zboczu zakosy. Przy drugim podejściu śmiać mi się chce. Maciek jak chart przyspiesza na ostatnich 200-metrach i długim krokiem wbiega na szczyt Kopy Kondrackiej. Ja gonię go jak mogę (a i tak mam około minuty spóźnienia na punkcie 2004). Pytam: jak to się stało, że my, dwie prawie górskie przeciwności, chodzimy razem w góry? Maciek jest zawsze szybszy na podbiegach, ja na odwrót – na zjazdach (coraz rzadziej niestety:). Nasz zespół dwójkowy, szkoda że nie ma Adama, byłby trójkowy - jest zgrany – to najważniejsze. Wiemy czego chcemy i już 5 sezon chodzimy w Góry. Z powodzeniem. Kolejne przyjaźnie – kolejne wyzwania. Krąg przyjaźni zatoczył koło... Myśląc o nadaniu naszym zjazdom nazwy, w myśl zaleceń i praktyk niejakiego Zygmunta – świetnego ski-alpinisty (pozdrawiam Cię Zygi gorąco) z Krakowa, sięgnąłem do pamięci, która nasunęła mi wspomnienie o „Władcy Pierścieni”. Tam, w trzeciej części tego pięknego filmu i jeszcze lepszej książki na przedpolu i równinach białego miasta Minas Tirith, rozegrała się ostateczna batalia świata ludzi i zła (bitwa z armią Mordoru). Walka ostateczna, krwawa i bezlitosna. Ludzie już przegrywali, już zaczęli wątpić w ostateczne zwycięstwo, gdy pojawili się oni. Sześć tysięcy jeźdźców Rohanu z królem Theodenem na czele. Niezłomni jeźdźcy, Rohirrimowie, którzy w brawurowej szarży rozbili piechotę Mordoru. Pomyślałem – tak, to właściwa nazwa dla naszej roboty – „Szarża jeźdźców Rohanu”. Może nasza „szarża”, tu na Czerwonych Wierchach, w zastępstwo Lodowej (niestety), nie była tak szalona, tak wspaniała, jakbyśmy chcieli, była bowiem swego rodzaju kompromisem, ale mimo to była piękna. Patrząc z Wielkiej Świstówki na nasze ślady w żlebie pomyślałem: to jednak z pewnością nie była namiastka, bo zjazd był wyjątkowo piękny. Najważniejsze przecież wszak, by tu, na ziemi, zostawić po sobie ślad – dobry ślad. Ten dobry ślad jest przecież celem naszej bytności Tutaj i wędrówki. Dość tego, już więcej nie myślałem o kompromisach, Lodowej, Rozpadłej Dolince i innych dyrdymałach – spod Przechodu długim skrętem pociągnęliśmy z Maćkiem w Małą Łąkę, ulegając nie po raz pierwszy pięknu i magii gór, to była fajna jazda, na krawędzi, po firnie. Dzięki wspomnieniom jednego dnia byłem na Lodowej i na Czerwonych Wierchach jednocześnie... nieźle co:) Czy może być coś piękniejszego niż jazda po firnie? Dojeżdżamy do Wielkiej Polany, ostatni szusik, zdjęcia, pakowanie nart i butów – koniec wyrypy. I wtedy przemknęła mi przez głowę myśl olśniewająca i czysta, która natychmiast poprawiła mi humor, wywołała szeroki uśmiech, była szybka jak jaskółka, i zrobiło mi się dobrze, jak po wypiciu dużej lampki wybornego, czerwonego wina, albo jeszcze lepiej po dwóch takich lampkach:). Treść jej była mniej więcej taka: - życie nie lubi, gdy robimy coś na siłę, wbrew sobie. Odłożyliśmy więc z Maćkiem Lodową na przyszły rok. I dobrze zrobiliśmy. Wrócimy tam. Na pewno. Będziemy wtedy w pełni sił, gotowi i w bardziej bojowym nastroju:). Bezkompromisowi, jak jeźdźcy Rohanu, niezłomni Rohirimmowie spod Minas Tirith, zwycięzcy – wrócimy tam po to, by wykonać na Lodowej, swoją piękną, może nawet najpiękniejszą, górską szarżę... szarżę śladami dawnych wspomnień i marzeń. Wspomnień o przyjaciołach, tych, które nigdy nie blakną... Pozdrawiam Was na koniec moi przyjaciele, dziękując za wszystkie górskie, piękne chwile, kiedy czuliśmy że prawdziwie żyjemy. Spróbuję się Wam jeszcze zrewanżować .... Źródło: Watra, Wojciech Szatkowski.1 punkt
-
Och, ach - jak to wszyscy narciarze oburzeni A dlaczego tak bardzo Faktycznie, może sondaż ankieta nie jest za bardzo udany. A "elektorat" mało reprezentatywny". Ale jeżeli "gospodyni domowej" (wybaczcie przykład piękne kobiety, ponętne i pożądane również w tym jakże niedocenianym obliczu) szaleniec "przejechał" dziecko na stoku to ma "prawo" wypowiadać się w takiej ankiecie jako "przypadkowy klikacz" Ale za to jakie obruszenie" - toż to prawie zamach na nasze święte wolności narciarskie - liberum veto ! Jak się nas czepiają, jak śmią - wszak "wszystkiemu" winni właściciele stoków, którzy nie dość dbają o nasze bezpieczeństwo i źle przygotowuja trasy :eek: Skandal Trochę tak jak przy samochodach, "wszystkiemu" winna zła nawierzchnia dróg. Wstyd mi to pisać, ale z kulturą narciarska jesteśmy @#%*&^ - lepiej nie wysławiać gdzie. Przypadki "jakże częste": 1. Kilkanaście 20 kilku latków płci obojga, w tym kilku bdb jeżdżących, w tym przypadku jazda nocna; towarzystwo schodzi z kanapek, jeden kolo wyciąga Żubrówkę, drugi soczek jabłkowy, mieszanie odbywa się w gardzieli - wszyscy uchachani huzia na józia w dół stoku; 2. Alpy, towarzystwo wstaje rano po "wiadomo czym", odbywa się typowanie kierowców metoda "alkomatową", okazuje się, że nikt nie schodzi poniżej 2 lub 3 promili (nie pamiętam dokładnie, ale 2 + to wartość minimum), więc prowadzi - prowadzą ci którzy mają najmniej; radość, zadowolenie, ubaw, na stoku szaleństwo. Nawet jeżeli "powyżsi" są w zdecydowanej mniejszości lub to margines to jest to margines tragiczny. Jakieś propozycje - upomnienia na stoku, perswazje, wieczorne rozmowy umoralniająco - uświadamiające opr Najlepiej byłoby wytłuc, ale to nie metoda "na głoda"..... A przykłady bezkarności procentują. Dlatego zostaje "pała, bat i represja" w świetle prawa. Ja z "tego wszystkiego" to już rzadko piję pifo na stoku, choć to napój bogów i bez niego ciężko się sika ;) Ale to przecież czepianie się naszych "wolności narciarskich". No to teraz czekam na "gromy" Pozdrawiam,1 punkt
-
Metodę wypatrzyłem już na brzegu obrazka - jak dla mnie to trochę ponad 3 tys. przypadkowych klikaczy - może nie gospodyni z Klewek ale ...ok, nie chcę już konfabulować kolejnych przypadków - zaraz się może zarejestruję i będę opiniował czy wydawał opinię w sprawie np. odżywek dla niemowląt itp. Mam wielce sceptyczny stosunek do takich sondaży - za dużo ich poza tym wokół nas i bez przerwy jakaś (dobrze dobrana) większość chce koniecznie innych uszczęśliwiać. Poza tym ludzie w sondażach głosują nie na istotę wyboru czy treść (jeśli jest) ale na słowa, które brzmią tak czy inaczej. Proponuję proste ćwiczenie umysłowe: wyobraźmy sobie 2 sondaże: - jesteś za równouprawnieniem kobiet: tak/nie - jesteś za równouprawnieniem mężczyzn: tak/nie ...i idę o zakład że wyniki będą różne wśród ludożerki Dla potrzeb eksperymentu założyłem, że są tylko 2 płcie - choć ostatnio coraz mniej jest rzeczy oczywistych w tej materii PS. Cytaty z Rejsu wiecznie żywe - ale ten sondaż jest właśnie taką dyskusją jak ta na filmie1 punkt
-
1 punkt
-
Wydaje mi się , że to Atomic M 9 Puls z sezonu 2004/2005, albo coś koło tego. To bardzo łatwa i przyjemna w prowadzeniu narta. Swojego czasu miałem również z systemem beta Pulser Atomic c series 9, którą bardzo miło wspominam. Pozdrawiam1 punkt
-
... cwiczenie na rownowage i to zarowno w plaszczyznie poprzecznej jak i podluznej (strzalkowej) ...1 punkt
-
Mnie też zaskoczył - w jaki sposób kask na mojej głowie zwiększy bezpieczeństwo tych 75.9% ankietowanych? Jeżeli nie zwiększy, to dlaczego się tego domagają? Jest naprawdę wiele rzeczy, które mogą zwiększyć ich bezpieczeństwo - ale lepiej się kasku czepić - panaceum na wszystko.1 punkt
-
Gajowy01 wydaje mi się, że pytania (poniekąd) o obowiązujące Zasady, są zawarte w Sondażu (np. wiek dla obowiązkowego noszenia Kasków - jest przedział aktualny). Ponieważ ARC Rynek i Opinie to Firma robiąca podobne Badania - na zlecenie - to pytania zapewne układał Newsweek Jeżeli chodzi o metodę Badawczą, to zastosowano: Metodę ankiet internetowych CAWI (Computer Assisted Web Interviews) na Epanel.pl w dniach 11-19 stycznia 2011 roku. Wzięło w nim udział łącznie N=3366 internatów w wieku 20-60 lat. http://www.arc.com.pl/index.php?o=articles/show/324 Czy taka Metoda jest skuteczna, czy nie - tu raczej musiałby się wypowiedzieć jakiś Zawodowy Statystyk... ...bo inaczej - dyskusja Wśród Nas, poszłaby w zupełnie w inną stronę - a mianowicie taką (pierwsze 45s)... [YOUTUBE]http://www.youtube.com/watch?v=hTlIMZ87WHY[/YOUTUBE] O wynikach, mimo wszystko warto merytorycznie podyskutować.1 punkt
-
A mnie b. negatywnie - zarówno sama konstrukcja sondażu jak i odpowiedzi.W sondażu oczywiście nikt nie pyta o obowiązujące zasady bezpieczeństwa, rozwój umiejętności itp. tylko o to komu narzucić jakie kolejne restrykcje. Jak wynika m.in. z tego teksu w Polsce i tak jest najbardziej restrykcyjne prawo np. co do kasków - ale żadnej refleksji na temat nie ma.Kto to układał, jakie padły pytania i kto odpowiadał na nie - sondaż telefoniczny na losowo wybranej grupie, np. gospodyni w Klewkach? Czy może trzeba było zrobić tak, żeby zgadzało się z założoną tezą do artykuliku?Co to za sondaż bez podania metody itp. Żeby to miało sens to badanie powinno być na jakiś fokusowych grupach.Link: http://www.newsweek.pl/narty/artykuly/narty-aktualnosci/sondaz--na-narty-tylko-z-glowa-w-kasku-i-na-trzezwo,71377,1Może chaotycznie piszę ale irytują mnie takie rzeczy, niby ładnie kolorowo a nie wiadomo o co chodzi... :/PS. W załączniku odpowiedni wg mnie komentarz1 punkt
-
Zakopane: legenda hip-hopu na Harendzie Już 12 lutego, zakopiański stok Harenda stanie się jednym z najgorętszych miejsc na imprezowej mapie Polski. W czasie imprezy Quiksilver Snow Session rozegrane zostaną zawody Quiksilver Big Air i Roxy Rail Jam. Swoje umiejętności na skoczni zaprezentuje 30 zaproszonych zawodników. Do startu na railach zaproszone są wszystkie chętne zawodniczki. Jest o co walczyć bo pula nagród pieniężnych wynosi w sumie 18.000 zł. Dla wielu osób wydarzeniem dnia będzie jednak koncert AbradAba, legendy polskiego rapu i członka słynnej grupy Kaliber 44. Występ zdobywcy Fryderyka za najlepszy album hip-hop, będzie z pewnością jednym z najciekawszych wydarzeń kulturalnych sezonu w zimowej stolicy Polski. Zanim na mobilnej scenie, będącej jednocześnie dachem przerobionego old-schoolowego autobusu znanego pod nazwą Red Bull Tourbus, pojawi się autor „Czerwonego Albumu”, opanują ją DJ Benito (BreakDaFunk) i Dj Prescot. Specjalnym gościem imprezy będzie Paulina Ligocka, reprezentantka polski na Igrzyskach Olimpijskich w Vancouver. Zachęci ona zawodniczki startujące w Roxy Rail Jam do pokazania swoich najlepszych trików. Tym, którym nie wystarczą emocje związane z rywalizacją sportową i koncertami pozostaje zawsze spróbować własnych sił na jednej desce. Przez cały dzień na stoku Harenda będzie można testować sprzęt LibTech, DC, Gnu i Roxy. - Snowboard to styl życia i najbardziej popularny sport zimowy uprawiany przez dzisiejszą młodzież. Chcemy inspirować młodych ludzi i pokazać jego najbardziej widowiskową odmianę i to w wykonaniu utalentowanych polskich i zagranicznych zawodników. Snowboard to także dobra zabawa, do której zapraszamy wszystkich, którzy będą w tym czasie w Zakopanem – powiedział Piotr Łodziński Marketing Manager Quiksilver Polska. Informacje na temat zawodników i imprezy znaleźć można na stronie www.facebook.com/QuiksilverSnowSession.1 punkt
-
Wdech, wydech, wdech, wydech... Nie ma się co przejmować takimi tekstami. To typowy styl wypowiedzi ekologów, brak jakichkolwiek merytorycznych dowodów i wyssane z palca dane, jeszcze trochę a udowodnią, że budując stok narciarski skończy się świat. Dziwactw u nas nie brakuje i takie wypowiedzi są tego przykładem.1 punkt
-
Durczok pisze tonem rozpieszczonego nastolatka http://zywiec.naszemiasto.pl/artykul/767244,durczoka-oceniaja-ekolodzy-pisze-tonem-rozpieszczonego,id,t.html#43338970704f4e8a,1,3,5 Ciekawie to co pisza ...zwłaszcza to: "Narciarstwo zjazdowe - ze względu na jego wysoką kapitało- i energochłonność oraz głęboką ingerencję w ekosystemy górskie - jest domeną nie zawsze społecznie i ekologicznie odpowiedzialnego lobbingu inwestorów na rzecz wprowadzania ograniczeń ochrony przyrody na terenach górskich - trzeba to podkreślić - w szczególnie wrażliwych ekosystemach. Inwestorzy - to oczywiste - działają dla zysku, a szybki i wysoki zysk możliwy jest często kosztem "bezgłośnej przyrody", która nie może się sama bronić. Jak również kosztem lokalnej społeczności zagrożonej np. zasypaniem błotnymi osuwiskami czy katastrofalnymi powodziami, związanymi z wycinaniem lasów w górach, czego wiele przykładów mieliśmy w Polsce w ubiegłym roku" w szczególności powodzie...tylko dlatego ze sie las wycina? a moze dlatego ze w regionach górskich źle sa rzeki regulowane, jest bardzo zły stan wałów przeciwpowodziowych... tak na marginesie, po miesiącu deszczów to i tak gleba nie jest wstanie przyjąc wiecej wody, nie wiem czy ekolodzy chca nam wmówic ze niby co drzewa maja ja wypic ? a skoro my te drzewa wycinamy bo chcemy mieć stoki do jazdy, to jednocześnie przyczyniamy sie do powodzi?? jakieś chore jest to myslenie1 punkt
-
Ja swoje umiejętności oceniam na 5 i jeździłem chwile na żony nartach g-force g-three (ltd to ta sama narta z dodatkiem karbonu). Moje wrażenia z jazdy były takie: narty szybkie, fajnie przechodzą z krawędzi na krawędź, dobrze trzymają krawędź, ale wymagają od narciarza odpowiedniej techniki. Jeśli blizzard to może jakiś niższy model np.: Cross albo bardzo tu chwalony Fischer progressor 7+ (170/175 cm.) lub ten viron 2.2 (170cm.).1 punkt
-
Marboru niema co angażować moderatorów bo się skończy jak zawsze wklejaj w dwóch lub więcej postach z numeracją stron tak jak robisz relacje z wypadów a będzie dobrze pozdrawiam1 punkt
-
Czyli Janek miał rację że Rossi SL Ti to tylko "slalomka". Ale nie miał czasu nam tego wytłumaczyć .1 punkt
-
Witam Przeczytałem coś takiego u LaMastera: narta wąska trzyma lepiej na twardym niż narta szeroka. Jak On to tłumaczy? - daje przykład łyżwy - krawędź łyżwy znajduje się bezpośrednio pod środkiem pięty łyżwiarza - siła ciężkości i odśrodkowa działają na krawędź po linii prostej - łyżwa świetnie trzyma na lodzie. Krawędź w narcie zawsze jest oddalona od środka pięty - siły rozkładają się - część dociska krawędź, a część próbuje obrócić nartę na płasko i ją przesunąć. Im szersza narta, tym moment obrotowy większy, a mniejsza siła dociskająca krawędź do śniegu. Na miękkim szerokość nie ma znaczenia - narta zagłębia się w śnieg - i tak jedziemy na ślizgu. Tyle przeczytanej teorii:) Za cienki jestem, żeby to w praktyce na ,,betonie'' zweryfikować Pozdrawiam Mirek1 punkt
-
Proponowałem Jackowi, żeby stworzyć listę 100-procentowo chętnych i wtedy dopiero złożyć zamówienie na wyprodukowanie tych koszulek.1 punkt
-
może pojechać cała grupa nawet 30 osób jak będzie mocna, brane są czasy niezależnie od grup, wszystkie są w jedno wrzucone i stąd ustalają kolejność.. wiadome, osobno narty Ki M i osobno snb K i M:)1 punkt
-
Powinieneś rozejrzeć się za nartami All Mountain. Najlepiej juz za tymi, które mają rocker. Na głównej stronie Skionline jest kilka artykułów na temat Elan, K2. Na uwagę zasługują też Alias od Rossignol. W nadchodzącym sezonie na pewno oferta tych nart będzie szersza.1 punkt
-
Z najnowszych info.. zakończyły się wszystkie operacje na dziś. O stanie łydki nic nie podają. Robert został przewieziony na intensywną terapię ok wtorku-> środy mają go wybudzać. Oby wszystko się udało. Cały dzień dziś na stoku a myślami przy tym co się stało, pewnie na forum narciarskim to niedorzecznie zabrzmi ale jakoś radości z jazdy dziś było znikomo i nie ze względu na słabe warunki:(1 punkt
-
Zależy czy kask jest łączony nitami czy ma skorupe spiekana która powoduje to że jest dużo lżejszy a przy tym utrzymuje te same parametry1 punkt
-
odp dla EWY 78 na Zarze zwrocilem uwagę narciarzowi co tez wozil dziecko w nosidełku ....ten deskarz z dzieckiem zjechal w dól a ja bylem zajety...... TEN mój deskarz z 2001 roku powiedział że ma na imię MACIEk i pochodzi z KAtowic , miał ponad 20 lat wiec był świadomy swego czynu że MNIE skrzywdzil wpakowując w gips na 4 tygodnie i kilka msc rehabilitacji ...1 punkt
-
Bugi nie stał się żadnym kozłem, tylko Wybrańcem, który ma możliwość usłyszeć to i owo o swojej jeździe. O jeździe co do której nikt nie zaprzecza, że jeździec jest dobry lub bardzo dobry, tylko w konkretnym układzie - zdjęciu - momencie wskazuje na pewne mniej lub bardziej istotne niuanse jazdy, też przecież nie mówiąc, że tak robi "zawsze i wszędzie". A Bugi Wybraniec i Szczęściarz dobrze / bdb jeżdżący może się do tego odnieść lub nie, wyciągnąć wnioski lub nie i szczęśliwie nadal dobrze śmigać na nartach. Również inni - podyskutować merytorycznie. Bo wszak po to został założony ten wątek aby o takich rzeczach traktować. Błędy robi każdy; mniejsze - większe, rzadziej - częściej etc. Co kto u kogo widzi to pisze i dyskutuje. Oczywiście, że lepiej zrobić to na śniegu z kamerką i analizą, ale nie zawsze się da, a wszak na forum jesteśmy to piszemy Bugi świetny pomysł z tym spotkaniem i kolejnym nagrywaniem (my jako protoplaści wątku i inni chętni). Tylko trzeba zgrać termin i nie przepitolić sprawy ja oczywiście jestem za Czechami, ale dla dobra ogółu jestem nawet w stanie poświecić się na Zieleniec. A wracając do tematu wątku, było już tutaj Darku na początku kółko wzajemnej adoracji, po którym w zasadzie wątek umarł, bo szkoda było sie odzywac, taki był odbiór. Wszak dla dobrego samopoczucia możemy się zawsze chwalić nawzajem. Ale tam myślę, że Ci którzy nie są wstanie "nadstawić policzka" to niech do tego wątku "nie angażują" Który teraz - chwała na wysokości - zmartwychwstał, a raczej został zmartwychwstały. I właśnie tym wszystkim Wskrzeszającym serdecznie dziękuję . A inni niech pójdą precz ;) p.s. musiałem Darek kilka Twoich minek wykasować - tyle ich napierdzieliłeś, że moich nie puszczało1 punkt
-
Patrząc na TAKIE ZDJĘCIA widać jaki niewykorzystany potencjał drzemie w tych górkach. Ech... może kiedyś.1 punkt
-
Ty chyba nie jechałeś KL Szczawiny:rolleyes: Wsiądź na to przy większym wietrze i wtedy wyraź swoją opinie. Tam musi stanąć coś co da pewną jazdę. A gondola taką na pewno zapewni. Kolejna prosto ze Szczawiny na szczyt. I mamy zadowolonych narciarzy i turystów, rowerzystów w lecie. Może to nie jest pierwszorzędne, ale ważne. Najważniejsze są parkingi i naśnieżanie. Trzeba pamiętać, że wyciągi też są słabym ogniwem. I to nie tylko transportowo. Te giga silniki i śmierdzący wszędzie olej to porażka. To musi się zmienić bo taki silnik bierze tyle prądu co silnik nowoczesnego wyciągu, a prąd nie powstaje ot tak (ekologia w przemyśle nie jest zła:D). Poza tym efektywność tego mocarza to pewnie 50%... Trasy trzeba poszerzyć, chociaż nie wszędzie jest taka możliwość. Gdzie takiej nie ma należy wyrównać je do mniej więcej stałej deniwelacji, a nie ściana-płasko-ściana itd.. Chociaż samo poszerzanie tras będzie wymagało dużo robót ziemnych, bo tam stoki są bardzo urozmaicone, a nie równomiernie opadające. Do roboty jest mnóstwo, ale da się zrobić również mnóstwo! Trzeba tylko chcieć!1 punkt
-
Racetiger RC 178 cm. - sam na takich jeżdżę mimo wyraźnie skromniejszych gabarytów Krótsze dla męża wg mnie bez sensu1 punkt
-
Chciałbym wam pokazać jak mężczyzna widzi te dziewczyny na stokku. http://statichg.demotywatory.pl/uploads/201102/1296775300_by_Jezuita_500.jpg1 punkt
-
Witam Wszystkich!Troszkę odpoczęliście od mojej osoby;) SkiWelt Wilder Kaiser-brzmi dumnie i zachęcająco,właśnie to spowodowało,że wybrałem to miejsce na zimowe wakacje w tym roku.Dolina Brixental znajduje sie w bliskiej odległości od Kufstein,co skutkuje łatwym dojazdem i oszczędzeniem czasu,który często w tym okresie ucieka nam w korkach koło Insbrucka.W dolinie znajduje się osiem miejscowości,które stanowią bazę wypadową na stoki SkiWelt. Najpopularniejsze to Brixen,Ellmau,Scheffau,Going i Soll.Ja mieszkałem w Bad Haring-mała miejscowość,uzdrowisko znane z wód termalnych.Korzyścią tej miejscowości była atrakcyjna cena i warunki mieszkaniowe,mieliśmy dom 140 m do własnej dyspozycji.Do najbliższej gondoli pokonać trzeba było ok.10 km. Wyjeźdzając z Polski miałem troszkę obawy o warunki śniegowe,i faktycznie w czasie przyjazdu w dolinie panowała prawie wiosenna pogoda,zero śniegu!.Gospodyni uspokoiła i zapewniła,że na trasch są bardzo dobre warunki śniegowe. Ośrodek reklamuje się 279 km tras narciarskich i 91 urządzeń narciarskich.Na stoki można dostać się ze wszystkich miejscowości w dolinie.Przemieszczanie po całym ośrodku oczywiście bez zdejmowania nart-typowa karuzela narciarska.SkiWelt jest jednym z większych ośrodków Austrii.Jak wspomniałem najbliżej mieliśmy do gondolki w Itter.W pierwszym dniu/niedziela/na parkingu spokojnie można było zaparkować,większość samochodów z niemieckimi rejestracjami/mają blisko/,ale też widać było polskie rejestracje.Generalnie jak na dzień wolny od pracy i piękną pogodę to ludzi stosunkowo mało.Sam ośrodek nie należy do wysoko położonych,znajduje się na wysokości 620-1829 m.n/p/m.Dlatego były obawy o warunki śniegowe,ale okazały się nieuzasadnione.Fakt,że na trasach raczej był zmieszny śnieg z sztucznym z armatek,co powodowało,że były naprawdę twarde,a miejscami w niższych partiach dominował lód.Trasy w tym dniu były przygotowane bardzo dobrze,skupiliśmy się w tym dniu na trasch w okolicy Itter i Soll.Atrakcją jest oczywiście szczyt Hohe Salve/1829 m.n.p.m/ i czerwone oraz czarne trasy w jego obrębie.Niektóre trasy troszkę zawąskie,z licznymi przełamaniami terenu.urządzenia wyciągowe głównie kolejki krzesełkowe,trochę wolne. Tutaj najbardziej podobały mi się trasy -pod gondolką Hohe Salve,oraz czerwona 44 i 45 obsługiwana przez 4-osobowe krzesło.Na koniec ciekawy zjazd z Hohe Salve do stacji dolnej w Itter/ok.8 km/W nocy zaczął intensywnie padać śnieg,który sypał aż do czwartku.W poniedziałek ponownie jazda w Itter -jazda w puchu,na wszystkich trasach leżała niewielka warstwa świeżego śniegu,a poza trasą nawet sporo.Zabawa była przednia,choć niestety już bez promieni słonecznych.Żona była niezadowolona z warunków i trudności tras w tym rejonie,a ja z synem byliśmy w "siódmym niebie".Dzień minął szybko i z pełnym zadowoleniem,W kolejnym dniu wybraliśmy się do Scheffau,na parkingu w pobliżu startujących gondolek panowały pustki.Trasy w tym rejonie są znacznie łatwiejsze niż w Soll,szerokie i nadające się do rodzinnego nartowania.Ale zaskoczyło nas nieprzygotowanie tras,troszkę jak nie w Austrii.Śnieg już nie był tak puszysty,raczej ciężki i mokry,szybko robiły się muldy.Ciekawy zjazd pozatrasowy Moderer Route.Żona tutaj w końcu znalazła dla siebie trasy,a my wybraliśmy się na wycieczkę do Brixen.Trasy były nieratrakowane do czwartku.W kolejnych dniach jeździliśmy w Ellmau i Going.Atrakcją Ellmau jest kolejka szynowa,taka nasza PKL.Bardzo fajna trasa wzdłuż tej kolejki z Hartkaiser/1555m.n.p.m/.Trasy czerwone szerokie,z licznymi ściankami i ostrymi zakrętami.W tym rejonie faktycznie widać tą nowoczesność ośrodka,same 6-8 osobowe szybkie krzesła.W Going praktycznie pustki na stokach,co sprzyjało troszkę odważniejszej jeździe.W Scheffau ciekawa trasa pomiędzy drzewami w niewielkim lesie.Najtrudniejszą trasą jest chyba jednak zjazd z szczytu Hohe Salve pólnocną stroną do Soll.W piątek /ostatni dzień/znowu piękna pogoda,trasy przygotowane już wzorcowo!Troszkę brak klimatów wysokogórskiego narciarstwa,człowiek czuje się czasami jak w Pilsku lub Szczyrku.Jednak widok na Wilder Kaiser przypomina nam,że jesteśmy w Alpach.Oprócz tych dwóch dni,to generalnie jestem zadowolony z warunków i tras.Bardzo podobał mi się wystrój licznych schronisk i barów,ceny też wydają się niższe od tych z topowych ośrodków Tyrolu.Dużo lokali Apres-ski,najbardziej oblegany to Route 66.Zabytki-głownie kościoły,a zwłaszcza barokowa katedra w Brixen. Wyjazd uważam za udany,choć szkoda,że nie Wszyscy dopisali;)Sam ośrodek jest wart odwiedzenia,duża różnorodność tras,nie ma wielkich tłumów,łatwy dojazd,ciekawa oferta gastronomiczna.Wady-brak klimatu ośrodka wysokogórskiego,słabo oznakowane trasy i mała iość tras na pierwsze rozjeźdzenie. Zdjęcia wrzucę w przyszłym tygodniu.1 punkt
-
Za obciach uznałbym chamstwo i brak szacunku dla innych użytkowników na stoku, a nie odzież, bo przecież nie każdego stać na super ciuchy.1 punkt
-
To był mój kuzyn Witam Panowie, akurat ta tragedia mnie dotyczy bo był to mój kuzyn...Dobrze jeździł na nartach,jeździł wtedy szkoląc małego 7 letniego chłopczyka. Zjeżdżał normalnie, bezpiecznie. Snowboardzista zajechał mu drogę, prostując zakręt przy wjeździe na zwężaną nartostradę do stacji pośredniej na Szrenicę. Darek nie chciał najechać na niego to wjechał na hydrant...Gość nie zatrzymał się mimo iż on spowodował tragedię. Teraz razem z rodziną apelujemy do świadków o pomoc. Najgorsze jest to że media+szanowny Pan Naczelnik z grupy Karkonoskiej GOPR (przepraszam chłopaków z GOPR-u) wydali już opinię że Darek jechał szarżując, za szybko, bez kasku itd. I główną przyczyną śmierci wg nich była nadmierna prędkość i brak kasku - nic bardziej bzdurnego. Ja całe życie jeżdżę bez kasku i co to oznacza że jeżdżę niebezpiecznie...Piszę to do wszystkich z apelem o rozwagę na stoku i wzgląd na inne osoby, bo to co się dzieje na stokach o zgrozo...jeszcze tak źle nie było...Pozdrawiam wszystkich szanujących się narciarzy, snowbordzistów i ludzi śniegu...1 punkt
-
Z tym to trzeba ostrożnie, bo tych naszywek trochę krąży w obiegu i mają je naszyte osoby które za bardzo nie mają pojęcia o Skionline, a o forum już w ogóle. Po prostu Jacek przez lata współpracował z szkołami narciarskimi które firmowały się pod znakiem Skionline. No i te kurtki latają wśród instruktorów i oni nawet nie zwracają uwagi co mają naszyte na kombinezonach. No i właśnie jak byłem ostatnio w Szczyrku z JC i poszliśmy do karczmy, wchodzimy a tam kolega z naszą naszywką, no to ja od niego.... cześć - jak się wabisz:D, a koleś przerażony odpowiada że Tomek, a ja- no fajnie a ja jestem Sławek, i pytam dalej... ale na forum jak się wabisz... na całe szczęście że nie wypaliłem do niego że jestem SB, bo by chyba zaczął uciekać. W każdym razie porozmawialiśmy z nim chwilę ale nie za bardzo wiedział o co nam chodzi i co chcemy:rolleyes:1 punkt







