Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      3

    • Liczba zawartości

      7 223


  2. gira

    gira

    Użytkownik forum


    • Punkty

      1

    • Liczba zawartości

      93


  3. ravick97

    ravick97

    VIP


    • Punkty

      1

    • Liczba zawartości

      1 160


  4. iluminator

    iluminator

    Użytkownik forum


    • Punkty

      1

    • Liczba zawartości

      56


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 12.05.2011 uwzględniając wszystkie działy

  1. Erhard Loretan. Śmierć z miłości do Gór - Ekstremalnie boję się śmierci - powiedział Erhard Loretan w 1995 roku, gdy jako trzeci człowiek w historii zdobył czternaście najwyższych szczytów Ziemi. Zginął w czwartek, w dniu swoich 52 urodzin. - Tam, gdzie inni wjeżdżali windą, on wybierał drogę po szklanej ścianie - wspominają go największe serwisy informacyjne. Dla Erharda Loretana czwartek miał nie różnić się niczym od pozostałych dni w roku. Rano wyszedł wraz z turystą na grań Grunhorn (4043m). Drogę znał doskonale, jak całe Alpy Berneńskie, gdzie będąc nastolatkiem, zaczynał swoją przygodę ze wspinaczką. Może to podmuch wiatru, może nagłe osunięcie śniegu spod nóg, a może coś, czego nigdy się już nie dowiemy, sprawiło, że jeden z najsłynniejszych alpinistów w historii runął w 200-metrową przepaść. Klient, któremu Loretan miał pokazać piękno gór, przebywa obecnie w szpitalu w stanie krytycznym. Wspinaczka to nie wyścig... ... uważał Loretan, chociaż tempo miał zawsze ekspresowe. Szwajcar zaczął się wspinać w wieku 11 lat. Cztery lata później zdobył alpejski Doldenhorn (3645 m) i tak to już było - coraz wyższe szczyty, zdobywane w coraz krótszym czasie wprawiały w osłupienie świat alpinistów i himalaistów. Na szczycie pierwszego ośmiotysięcznika stanął w wieku 23 lat (1982 rok, Nanga Parbat). Pozostałe trzynaście zdobył w trzynaście lat. - Wyścig - to słowo trochę tutaj nie pasuje. Nie wierzę, że to wyścig pomiędzy wspinaczami. Wymyśliły go media. Ale może się mylę. Jeśli ludzie chcą w to grać, to moim zdaniem rzecz polega na tym, żeby dojść na szczyt bez tlenu. Jeśli masz minimum etyki, to serce powie ci, czy wspinaczka była czysta czy nie - mówił Loretan na końcu swojej drogi po Koronę Ziemi. 40 godzin miłości Po raz pierwszy głośno zrobiło sie o nim w 1986 roku, kiedy w ciągu zaledwie 40 godzin, nocą, bez dodatkowego tlenu, wraz z innym szwajcarskim alpinistą Jeanem Troilletem, zdobyli Mount Everest. Potem zjechali do podstawy ściany kuluarami w trzy godziny. - Nie mieli przy sobie ani namiotu, ani nawet śpiworów. Wykorzystali okno pogodowe pod koniec pory monsunowej. Wystarczyło im jedno podejście. To była prawdziwa rewolucja - komentuje wydarzenie Daily Telegraph. Sam Loretan, niezwykle skromny człowiek, który zanim został przewodnikiem górskim zarabiał jako stolarz, po zejściu nie szukał dużych słów. - Naszym celem wcale nie było zdobycie Everestu w dwa dni. Po prostu mieliśmy szczęście. Myślę, że byliśmy młodzi, zakochani w wspinaczce, a kiedy jesteś zakochany, zrobisz wszystko. To nie było żadne poświęcenie, dla nas to było coś normalnego. Wcale nie myśleliśmy, że dokonujemy czegoś niesamowitego - powiedział na dole. Od kiedy w 1953 roku Edmund Hilary prowadzony przez miejscowego przewodnika Tenzinga Norgaya zdobył po raz pierwszy najwyższy szczyt świata, prawie 2 700 himalaistów podążyło jego drogą. Niedoświadczony wspinacz może zapłacić nawet 70 tys. dolarów, by zmierzyć się z Everestem. - Jeśli poszukamy analogii w wspinaczce po ścianach wieżowców, to w czasie gdy przewodnik wraz z turystą wsiadają do windy, Loretan mknie w górę po szklanej powierzchni - zachwycał się Szwajcarem Peter Hilary, syn Edmunda. Tego samego roku Loretan zdobył 38 szwajcarskich szczytów w 19 dni. Im krócej na górze, tym lepiej Prawie wszystkich podejść dokonał po alpejsku - obok Wojciecha Kurtyki był jednym z pierwszych, który wprowadził ten styl do wspinaczki wysokogórskiej. Wyznawał zasadę: 'im krócej na górze, tym lepiej dla ciebie', dlatego wspinał się bez zbiorników z tlenem, ograniczając do minimum sprzęt i czas wspinaczki. W 1995 roku po Reinholdzie Messnerze i Jerzym Kukuczce stał się trzecim himalaistą w historii, ktory zdobył Koronę Himalajów i Karakorum. - Ekstremalnie boję się śmierci - powiedział wtedy magazynowi L'Objectif. Nic jednak na to nie wskazywało. W tym samym roku zapuścił się w śnieżne bezdroża Antarktydy i odnalazł drogę na szczyt jednej z najwyższych, dotąd nienazwanej góry kontynentu, która wkrótce już znana była jak Mount Loretan. Zespół dziecka potrząsanego Legenda Loretana została w 2002 roku przyćmiona osobistą tragedią, która przerodziła się ogólnoświatową debatę. Nie mogąc uspokoić płaczącego syna, Loretan potrząsnął nim kilka razy, a później odłożył siedmiomiesięczne dziecko do kołyski. Nie zauważył, że niemowlę już nie żyło. Sąd skazał go za nieumyślne spowodowanie śmierci na cztery miesiące w zawieszeniu. Zwróciło to uwagę lekarzy. Nowe badania na temat potrząsania niemowląt wykazały, że to najczęstsza przyczyna ich śmierci, a w samych Stanach Zjednoczonych prawie 1,5 tysiąca dzieci rocznie doznaje poważnych urazów. Życie i pasję Erharda Loretana po czwartkowym wypadku opisywały największe agencje informacyjne. Artykuły zamieszczały New York Times, Guardian, Daily Telegraph, Independent i serwisy poświęcone wyłącznie wspinaczce. W dniu śmierci Erhard Loretan kończył 52 lata. Źródło: www.off.sport.pl ----------------------------------------------------------------------------------- RIP
    1 punkt
  2. Witaj maju2006, poszperaj troszeczkę w ALPYejskiej części forum - z pewnością znajdziesz wiele informacji Temat był, z tego co pamiętam, co najmniej kilka razy poruszany ...na przykład w wątku: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php?t=11199
    1 punkt
  3. [YOUTUBE] [/YOUTUBE] Śnieg się skończył... ...Panowie może zorganizujemy jakieś Skionline zawody - coś w stylu filmika? :D Kto się pisze?
    1 punkt
  4. Atomic chyba mial (oby miał a nie ma) powazny kryzys. Równiez model GS ti z 2009/2010 fatalnie sie rozwartwial. Tak wygladaly narty mojej zony, dosc delikatnie jezdzacej osoby, po kilku dniach na lodowcu na takim etapie rozwartwienia zareklamowałem narty do polskiego dystrybutora ale niestety w nowych wymienionych nartach rozwarstwienie tym razem po kilkunastu dniach bylo tak ekstermalne, że praktycznie tylko pod wiazaniem narty nie puscily. Reakcja polskiego dystrubutra wzorowa - szybka wymiana na nowe za pierwszym razem, zwrot gotowki za drugim razem. Wspołczuje im. Mieć takie fatalnej jakości produkty w ofercie - to musiał być ciezki sezon dla działu reklamacji... Pozdr, gira
    1 punkt
  5. Speedwall? Ufff jak dobrze, że to nie moje kolory . Pozwolę sobie podpiąć się nieco pod ten wątek i zapytać o Wasze doświadczenia z Speedwallem Volkl'a, a zwłaszcza GS'ką. Podobnie jak w przypadku Atomica "krążą legendy" po necie o ich pewnych felerach, a mianowicie o ślizgu, który jest dość cienki i miękki, w skutek czego wystarczy raptem dosłownie parę równań na maszynie by uczynić te deski małoużytecznymi. Ktoś miał z Was dłużej do czynienia z Speedwallem i może coś więcej powiedzieć w tym temacie?
    1 punkt
  6. również potwierdzam, jeździłem na pożyczonych od znajomego i byly dość mocno rozwarstwione obie narty, na dziobach i piętkach, w miarę upływu czasu rozwarstwienia się powiększały.
    1 punkt
  7. Niestety to prawda. Choć początkowo nie wierzyłem plotkom, że właśnie coś takiego zdarza się w D2, to zacząłem baczniej przyglądać się narcie i fatycznie na tyłach zauważyłem lekkie rozwarstwienie, które jak podejrzewam mogło skończyć się pokaźną dziurą. Nie czekałem na rozwój wypadków i je zareklamowałem. Obecnie oczekuję na nowe. W zaprzyjaźnionym sklepie usłyszałem, że faktycznie jest to wina zastosowanego kleju (mówili mi tylko o modelach 09/10, a takie właśnie miałem) i podobno atomic bez większych problemów je wymienia, bo dostają niezłą kasę zadośćuczynienia od producenta kleju.
    1 punkt
  8. Testowałem narty Salomon BBR i muszę przyznać, że nie powaliły mnie na kolana. Jeździłem w warunkach kiedy stok z rana był oblodzony i narta prowadziła się na krawędzi poprawnie ale dzioby dosyć mocno drgały. Gdy stok odpuścił i był rozjeżdżony to narta dalej wchodziła na krawędź, wyporność przez swoje taliowanie miała dobrą ale nie czułem znaczącej różnicy na korzyść BBR w stosunku do narty allmountain. Według mnie dobra narta dla tych którzy mają ochotę wyróżnić się na stoku i to jest jej jedyna zaleta. Osobiście wolałbym już nartę z grupy freeride która ma pod butem 98.
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...