Z życia wzięte - zasłyszane w radio TOK-FM (wywiad z rzecznikiem praw ubezpieczonych).
Trochę może Off-Topikowo, bo przypadek dotyczył roweru, nie nart.
Pewien polski turysta był za granicą na wakacjach i na rowerze wjechał w zagranicznego turystę - też na wakacjach.
Niby nic wielkiego się nie stało - zagraniczny turysta złamał rękę.
Leczenie standard - 6 tygodni w gipsie.
Przy czym okazało się, że turystą tym był wiceprezes wielkiej, znanej, europejskiej korporacji.
Taki prezes - wiadomo - nie leczy się w publicznej służbie zdrowia.
Zakończyło się to w sądzie, roszczenie - zwrot kosztów leczenia, koszty utraconych dochodów i takie tam drobiazgi
- zamknęło się w kwocie około 200 tys. Euro.
Polski turysta miał polisę OC - ale po najniższych kosztach, polisa na jakieś 20-40 tys. EUR.
Skoczyło się to tym, że polski turysta spłacił prezesa kredytem hipotecznym na 600 tys. złotych i ..... spłaca teraz kredyt.
Szansa wjechania na takiego prezesa to pewnie jak trafienie szóstki w totka, ale .... życie pokazuje że może się zdarzyć :biggrin:
Niedawno kupowałem polisę na wyjazd za granicę, różnica w składce na 7 dni na 2 osoby na OC pomiędzy 40 tys. EURO a 200 tys. EURO wyniosła 5 zł (pięć złotych).
Mniej niż za dwa kupony w Lotto.