Słoneczna Radomka. Spływ z Gorynia do Ryczywołu. Część I.
Od kilku dni było już wiadomo, że pogoda będzie piękna…grzechem byłoby tego nie wykorzystać.
Dzień urlopu i na wodę.
Tym razem we dwóch: ja i expat.
Miała być Kamienna…ale – to zostało przełożone na inny czas.
Decyzja była szybka – kontynuować eksplorację najbliższej mi rzeki – Radomki.
Początek w miejscu ukończenia poprzedniego pływania – w Goryniu.
Meta miała być w Kłodzie – ale po rekonesansie i braku dogodnego miejsca na zakończenie pływania (Wisła nadal jest bardzo wysoka) postanowiliśmy skończyć pod mostem drogowym w miejscowości Ryczywół, klika kilometrów przed ujściem naszej regionalnej rzeczki do Królowej Rzek.
Przygotowanie kajaczka i szybko do cienia – Słońce dzisiaj operowało niewiarygodnie mocno.
Koszulka z długim rękawem, czapka, okulary słoneczne i zielony liść na nos…
Kiełbaska jest, woda jest – jeszcze tylko 50 metrów do wody…
…za drugim progiem w Goryniu nie ma szans się zwodować – jest ok. 50cm więcej wody niż zazwyczaj.
Idziemy parę metrów dalej, ostatnie przygotowania…
…i na wodę.
Lewa, prawa, lewa, prawa a kropelki wody spadające z wioseł i niesione delikatną bryzą niesamowicie przyjemnie chłodzą.
Dookoła mazowiecki klimacik.
Pojawiają się ptaki.
Bociany, takie malutkie białe, błękitne – śliczne jak koliberki, trafia się jedna czapla…dzisiaj widać głównie drapieżniki.
Płyniemy chwilkę i trafiamy na trzeci, ostatni próg wodny w miejscowości Goryń.
Ponieważ nie jesteśmy doświadczonymi kajakarzami, nawet nie próbujemy spłynąć – obnosimy.
Jest cudownie.
Cicho, ciepło, odludnie…niesamowicie.
Brodzenie po żółciutkim piasku zdecydowanie przyjemniejsze niż na nadmorskich plażach.
Chwila – „stop klatka”.