Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. andy-w

    andy-w

    Użytkownik forum


    • Punkty

      5

    • Liczba zawartości

      1 563


  2. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      4

    • Liczba zawartości

      7 223


  3. johnny_narciarz

    • Punkty

      1

    • Liczba zawartości

      8 428


  4. Chris_M

    Chris_M

    Użytkownik forum


    • Punkty

      1

    • Liczba zawartości

      1 382


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 30.05.2015 w Odpowiedzi

  1. Trza trochę ożywić ten wątek kolejną małą relacją.Dzisiaj zabrałem nastoletnią młodzież na krótką 20 km przejażdżkę po okolicznych górkach szlakiem pokazanym mi przez JaroW.Na początek mała wspinaczka na Dębowiec. Po obejrzeniu panoramy Bielska zawracamy i udajemy się dalej w górę, ale nie na Szyndzielnię tylko ścieżką równolrgłą do tej którą przyjechaliśmy. Po ostatnich opadach są miejsca gdzie koło tonie w błocie do 1/4 wysokości. Raz mnie tak wessało i zatrzymało, że podpierając się nogą nabrałem trochę błota do buta. Błotnista szeroka ścieżka przeszła w piękny, miejscami z mocnym trawersem tzw. singiel. W jednym miejscu jest na tyle duży trawers, że wymiękliśmy i przeszliśmy go prowadząc rowery. JaroW ostatnio go przejechał, ale to jest ostry zawodnik.Nastepny etap to dojazd leśną drogą i krótkim błotnistym singlem do pętelki wokół sztucznego zbiornika w Wapienicy. Tutaj ponownie miejsca z nielichym błotem, ale to nam nie przeszkadzało :stupid: . Na końcu szlaku jest strumyk wpadający do zbiornika, który trzeba pokonać na kołach po dnie. Młodzież przejechała, a ja zatrzymałem się tuż przed brzegiem i zaliczyłem obustronne mycie nóg i butów do wysokości połowy łydki. No cóż trochę mokro się zrobiło, ale za chwilę poczułem się jak nurek w piance któremu woda ogrzała się od ciała :Powrót to nieco asfaltu i żwirowych leśnych ścieżek. Uciekliśmy przed ulewą.Jutro jedziemy w 4 osobowym składzie razem z Johnnym Narciarzem testować rowery Scott. Pogoda ma być.
    5 punktów
  2. 111 km po Puszczy Kozienickiej Dzisiejszy piękny dzień należało dobrze wykorzystać. Jak? Rowerowo tym razem. Plan był ambitny i zgoła inny niż wyszło w rzeczywistości...mianowicie: miała być całodniowa wycieczka do Królewskich Źródeł w Puszczy Kozienickiej ale sama Puszcza zrobiła nam psikus i wylądowaliśmy wraz z drugą połową prawie nad Wisłą, w Kozienicach na pizzy. Jak to się stało? Źle odczytaliśmy oznaczenie ścieżek rowerowych - stąd ten klops. Co się stało w związku z tym? Przejechaliśmy ponad 111 km i spędziliśmy cudowny dzień pedałując wśród zieleni i drzew. Trasa pokonana w dniu dzisiejszym: Pierwszy odpoczynek i opalanie po ok 30 kilometrach, za stadniną koni, gdzieś w okolicach leśniczówki w miejscowości Stoki. Zieleń, piękne błękitne niebo... Pełen relaks... Puszcza Kozienicka i trakty rowerowe usiane są parkingami, miejscami spoczynku. Sporo tu folkloru... Nie mówiąc o kilku rezerwatach, całej masie ptactwa - dla ornitologa to raj! Dzisiaj, w środku dnia było dane nam zobaczyć również parę zwierzaków: lisa, sarnę...trafiła się również żmija. W środku lasu znaleźliśmy również kawałek wody... ...ciekawe, jakie ryby zamieszkują te leśne, niedostępne zmotoryzowanym ostępy? Na brzegu były oznaki wędkarskiej zasiadki. Nieco dalej Ols: Rowerowe estakady wyglądają tu tak: W kozienickich lasach znajduje się również mnóstwo takich oto pamiątek: Ponad 9 i pół godziny pedałowania dało nam popalić. Jestem dumny, ze swojej drugiej połowy - ponieważ dla niej dystans był potężny i bidulka musiała co parę kilometrów odpoczywać...najważniejsze? Dała radę, zuch Dziewczyna! pozdrawiam z rowerowego szlaku marboru
    1 punkt
  3. A toś mnie johnny zaskoczył z tymi deskorolkowcami. A skąd ja mam wiedzieć jak oni skaczą? Na rowerze jeżdżę od lat i wiem jak na nim skakać. Według mnie, kiedy sposób jazdy rowerzysty, szybkość jazdy i teren po którym się porusza i nie potrzebuje wykonywać skoków, nadrzucania tylnego koła, podrzucania tylnego koła, nie potrzebuje roweru MTB. Rower MTB jest dość specyficzny. Geometria ramy, pozycja ciała nie sprzyja wygodzie, w ogólnym tego słowa znaczeniu. To rower "agresywny". Kupowanie go do jazdy na wycieczki to bezsens. Lepiej kupić sobie zwykły, wygodny rower miejski, np. Gazelle. Kto kupuje korki, gdy zamiast grać w piłkę na murawie, spaceruje po utwardzonych drogach? Johnny, jak czytam opis tego roweru co to żeś go zaproponował, to śmiać mi się chce. Nie wolno czytać takich głupot! Te sztywności, te zdolności, te kompromisy i prawie 14 kilo żywej wagi bez pedałów! Tak wiem, w stosunku do roweru komunijnego to jakieś 2-3 kilo mniej! Ludzie, nie dajmy się nabierać! Rower to nie perfumy z "czarującą nutą uwodzicielskiego smaku dzikości"! Co waży mniej, prosty odcinek rurki aluminiowej łączącej punkt A z B czy jakiś pozaginany wygibas? Że o sztywności nie wspomnę, bo kiedyś już pisałem o kratownicy. Pozdrawiam rowerzystów, tych zapier.... i walczących z każdym gramem swojego roweru, z każdym metrem pokonywanego dystansu i gadżeciarzy. A w ogóle to jestem zły, bo leżę w łóżku chory! Gardło zawalone że przełknąć nic nie moge, na rower z temperaturą nie pójdę, a pogoda się zrobiła wreszcie super. W sobotę na zawody na tor w Miedzianej Gorze też nie pojadę, choć skrzynia biegów już zrobiona i 2 opony dokupione. Może z tej złości jestem tak krytycznie nastawiony?:smile:
    1 punkt
  4. 1 punkt
  5. Patrząc na te zdjęcia dochodzę do wniosku, że na Boże Ciało o wiele lepszą destynacją byłby wyjazd na Hintertux niż czarter łódki na Mazurach!
    1 punkt
  6. Szabasówka Pogoda w weekendy nie rozpieszcza, więc i pływania w tym roku jak na lekarstwo. Jednakże pomimo takich przeciwności, udało się wczoraj wyrwać na kilka godzin na wodę. Gdzie? Kilka razy już pływany Zalew Domaniów oraz wpływające do niego trzy rzeczki. Pstrągowanie (wiosłowanie pod prąd) ma swój urok - w szczególności na dużej wodzie. Główny cel - Szabasówka, maleńka rzeczka, gdzie przy normalnym poziomie wody, głębokość rzadko przekracza metr. Wczoraj ten malutki ciek zaskoczył zarówno prędkością nurtu jak i ilością wody. Na początku - razem z Andrzejem, kumplem, który mi towarzyszył musieliśmy nieźle się namachać, by przepłynąć ujście rzeki i przyśpieszony prąd na końcowych meandrach, potem - dwie przenoski na malutkich kładkach - przy normalnym stanie wody, spokojnie przepływa się pod. Im dalej płynęliśmy zaczęło pojawiać się coraz więcej przeszkód: zwałki, krzaki, drzewa ze swoimi koronami pochylone do samej wody. Cóż było robić? - przedzieraliśmy się przez to wszystko. Nasza droga pozostanie na długo, przejściem dla innych kajakarzy...pytanie tylko, czy ktoś tędy, poza nami w ogóle będzie płynął? Cóż? Nasza dziewicza podróż pozostanie na jakiś czas przetartym szlakiem. Wody na wodowskazach - full. W tle kościółek w miejscowości Mniszek. Minęliśmy drogę krajową numer 12. Tutaj trochę bardziej zaludnione tereny - działki, a z działek do wody prowadzą urocze pomościki. Drzewa, wierzby przy tym stanie wody - rosną w rzece. Dookoła piękna zieleń. Na kolejnej zwałce - przerzucenie kajaka się średnio powiodło, w trakcie spadł nam plecak do wody...i w tym miejscu niestety musieliśmy zawrócić, by go dogonić. Szkoda, bo w planach mieliśmy jeszcze co najmniej kilka kilometrów do przepłynięcia pod prąd... Zgubę dogoniliśmy po kilometrze i na powrót nie było już czasu. W każdym bądź razie - plecak, klucze od domu, kasa i czekoladki zostały uratowane - nauczka na przyszłość jest taka: by z debiutantem kajakowym, przy każdej przeszkodzie, która jest do pokonania, na głos wypowiedzieć dokładnie strategię jej pokonania. Nurt jest szybki i drogę powrotną pokonujemy "w mig". Żegnamy Szabasówkę, która na poniższym zdjęciu łączy się z Jabłonicą. Pod Jabłonice również wczoraj próbowaliśmy wpłynąć, tak samo jak w Radomkę - chaszcze są tak duże, że bez maczety nie ma co próbować płynąć dalej... ...cóż - trzeba wrócić w te regiony z "bronią". Podsumowując zrobione 17km wodą, w tym połowę "pod prąd". Wyprawa trwała pięć godzin i dała nam mnóstwo radości. Nie mogę się doczekać kolejnych spływów. Pozdrawiam marboru
    1 punkt
  7. 30 km po Radomce do Wisły. Cz. 2 Drugi fragment spływu jest o wiele bardziej ciekawy krajobrazowo. Płyniemy głównie po lesie. Od czasu, do czasu napotykamy na osobliwe budowle: stare kładki, pozostałości pomostów. Są również dwie zwałki, które musimy przenieść ponieważ na dnach kajaków zamontowaliśmy dzisiaj, dla lepszej nautyki, skegi - i one zatrzymały by nas na zwalonych w poprzek rzeki drzewach. W takich miejscach trzeba trochę uważać - jeden zardzewiały gwóźdź i po kajaku. Klimat mazowieckiej rzeki: Jedna z nielicznych mijanych po drodze miejscowości, nawet tutaj drzewa nam się kłaniają koronami w głąb rzeki. Mijane skarpy z niesamowicie jasnym piaskiem: Mija 6 godzina naszego rejsu - dopływamy do mostu w Ryczywole, pod którym w zeszłym roku, ze względu na stan wody powodziowy, skończyliśmy spływ. Płyniemy dalej do ujścia w miejscowości Kłoda. W tle pojawia się elektrownia Kozienice. Ostatni kilometr jest bardzo płytki - woda po kostki. jak, ktoś się zagapi - ląduje na takiej oto łasze: Docieramy do celu naszej wędrówki - Wisły. Poniżej fotka zrobiona w ujściu Radomki. Gdzieś tam z przodu, przed nami... Bałtyk. Kończymy ten piękny dzień zaliczając 30 km niezłego machania. Zakwasy murowane. pozdrawiam marboru
    1 punkt
  8. Sezon kajakowy tuż, tuż... ...czy można połączyć dwie pasje: kajaki i narty? Oczywiście, że można - można się wybrać kajakiem na narty! :applause: Są takie dziewicze zakątki świata zarówno z pięknymi wodami...jak i dostępnymi z tych wód stokami narciarskimi. Poniżej film z Chile - kajakarsko-skiturowy :angel: [video=vimeo;120818798]
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...