Myślę, że Natura 2000 ma tu mniejsze znaczenie, niż fakt że Pilsko dla stania się nowoczesnym ośrodkiem wymaga inwestycji sięgających pewnie 200 mln złotych albo lepiej - jeżeli chce się to zrobić na poziomie Białki Tatrzańskiej, Chopoka czy Łomnicy - a gdy próbuje się to robić inaczej (szuka tzw. małych oszczędności), to efekt jest taki jak teraz. Niby dużo kasy władowali, ale jest wiele rzeczy do których można się przyczepić i można się zastanowić, czy po prostu nie były to pieniądze częściowo wyrzucone w błoto.
Do tego takie inwestycje poprzedzone są zwykle jakimiś daleko idącymi analizami, masterplanami - vide TMR w Szczyrku. Planów na Chopok w sieci też można znaleźć kilka. Na Pilsku odnosi się wrażenie, że rzeczy robione są trochę na łapu-capu. Zasadniczo korzysta się z tego co już ktoś zaplanował wcześniej. Dwa dolne wyciągi pokrywają się co do zasady z tym co było, choć kanapę na Buczynkę przesunięto na dół - jak rozumiem po to, aby lepiej służyła gościom Jontka. Planowane krzesło na Miziową miało w ogóle być budowane na pozwoleniu, o które jeszcze wnioskował GAT. Elementy nowe, jak np. śnieżenie są zrobione słabo. Być może zatem inwestorowi po prostu brakuje wiedzy jak to zrobić dobrze. Może jest otoczony niewłaściwymi ludźmi.
Inwestor podobno zainwestował w tą górę już 60 mln PLN. Kwota wydaje się być zawyżona, ale zwróćmy uwagę na fakt, że gość postawił jakoś tam - dwie kanapy, knajpę na dole, mostek, śnieżenie dołu, remont Jontka, to niekoniecznie ta kwota bardzo odbiega ona od rzeczywistości. Jest też opcja, że gość po prostu przepłacił. Do tej pory inwestor nie bardzo miał jak zdyskontować te inwestycje. Jak zima będzie dobra, to może góra zacznie na siebie zarabiać. Trudno od inwestora oczekiwać, że będzie stawiał kolejne wyciągi, nie mając jakiegoś tam zwrotu z dotychczasowych inwestycji. Dziś nawet TMR przystopował z inwestycjami, a za nimi stoją inwestorzy giełdowi, a także bank. TMR ma zupełnie inny styl niż gestorzy Pilska. Na Pilsku niby poszły inwestycje, ale wydaje się, że słabo je przygotowano. W Szczyrku na razie nawet nie wbito przysłowiowej pierwszej łopaty, ale wydaje się że TMR ten czas wykorzystuje na przygotowanie tego co ma nastąpić.
Moja zupełnie subiektywna diagnoza tego co dzieję się na Pilsku jest taka:
a) Na Pilsku potrzebna jest fura mamony, aby zrobić z tego góry perełkę na miarę naszych czasów;
b) Inwestor niekoniecznie aż taką furą mamony dysponuje (na pewno nie jest to jakaś biedna firma, ale po prostu może być na to za krótka), więc próbuje wiele rzeczy robić tanio lub taniej;
c) Te "oszczędności" niekoniecznie są racjonalne z punktu widzenia planowania długoterminowego - tego elementu wydaje się brakować w ogóle;
d) Obrazu może dopełniać brak wiedzy i doświadczenia ludzi wokół inwestora;
e) Bez porządnej zimy i jakiegoś większego wpływu kasy, dalsze inwestycję stoją pod znakiem zapytania. Tu kółko się zamyka, bo jeżeli: kanapa na Buczynę nie ruszy; jeżeli nie zrobią jakiegoś tam chociaż kulawego naśnieżania - to będzie ciężko sensownie zarobić, a to co już zrobiono na Buczynce będzie się tylko marnować.
Rozwiązania:
- znaleźć inwestora który przejmie ośrodek, a który dysponuje odpowiednim zapleczem finansowym i poziomem wiedzy - naturalne wydają się TMR, PKG, ale może np. taki Gołębiewski zrobiłby z Jontka kolejny wielki hotel, który miałby u progu olbrzymi ośrodek narciarski;
- zacisnąć zęby i dociągnąć do końca inwestycję w obrębie Soliska, Buczynki i Jontka - dokończyć kanapę; zrobić śnieżenie zapleczem w wodę (zbiornik); odpicować Jontek - i liczyć na zimę oraz tłumy ludzi;
- rzucić wszystko w ch... i wyjechać w Bieszczady