Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 27.05.2016 w Odpowiedzi
-
Radomka - ostatni fragment. Cz.1Ostatnim fragmentem Radomki, którego nie zaliczyłem to, odcinek Jankowice Kolonia - Jedlińsk.Wczoraj udało się popłynąć...nawet trochę dalej, bo do mojego kawałka ziemi i działki w Goryniu.Całość trudnego ale również bardzo ciekawego spływu liczył ponad 30 kilometrów - czas płynięcia prawie dziesięć godzin....ale może zacznę od początku.Na miejscu w Jankowicach jesteśmy z samego rana. Sprzęt przygotowujemy w miejscu gdzie ostatnio z expatem skończyliśmy płynąć, czyli w okolicy charakterystycznej błękitnej kładki. Manatki... Tym razem nad wodą jest z nami również Paula. Nastroje są bojowe, chęć do pływania olbrzymia! Dla zainteresowanych sprzętem......Seawave w wersji jedno i dwuosobowej.Piotrek i Paula przed startem. Sto metrów od miejsca wodowania - pierwsze, bardzo fajne bystrze. Początek spływu, bardzo ciepło a my jacyś głodni, spragnieni......mimo zabrania sporych zapasów - jak się później okaże, za mało. Na odcinku ok 5 kilometrów rzeka mocno meandruje a miejscami jest bardzo mało wody - tyle, by nie szorować skegiem po dnie.Miejscami jest głębiej i pojawiają się wędkarze.Poniżej - świetna miejscówka na ryby. Na kolejnym bystrzu strzelamy sobie sesję zdjęciową.Nigdzie nam się nie śpieszy, a woda w rzece cieplutka, bardzo ok do brodzenia. Malownicze miejsce... ...obfitujące w piękne nimfy wodne. A poniżej powyższa miejscówka już z kajaka: W mazowieckich klimatach, gdy skręci się w nie tą odnogę między wyspami - wody jak na lekarstwo. Kajak można zaparkować i przekąsić snickersa.5 punktów
-
Radomka - ostatni fragment. Cz.2Po chwili spokoju... ...kolejna przeszkoda. Tym razem bystrze na miejscowym brodzie. Kajak utknął na płyciźnie kilem... musiałem wyjść i odciążyć łódkę. Paula oczywiście spłynęła i bardzo była z tego faktu szczęśliwa.Ona uwielbia tego typu historie na wodzie. Zawiecha... Byle suwem, autem z podwyższonym zawieszeniem spokojnie można w tym miejscu przejechać przez rzekę.Bród - to betonowe płyty, woda delikatnie za kostkę. Tuż obok rzeki?Mazowieckie klimaty... Pierwszy most na szlaku: Kwitnąco... ...pod wodą inne barwy, inne rośliny. Tuż przy rzece tajemnicza budowla. Co to jest? Po co powstała i dlaczego jest teraz opuszczona?Prawdopodobnie kiedyś, po sąsiedzku - przy rzece, funkcjonowały tu stawy hodowlane, a budynek, to zwyczajna stróżówka... ale czemu okno, całość umiejscowiona od strony rzeki? Zbliżamy się do rozgałęzienia nurtu rzeki.Prawa strona podąża w stronę stawów hodowlanych, doskonale widocznych z trasy krajowej numer 7 przy Jedlińsku, strona lewa mija bokiem stawy i okrąża cały ten teren po zewnętrznej.Wybieramy tę drugą... Rzeka wyraźnie jest tutaj szersza i głębsza - to świadczy o tym, że zbliżamy się do jakiejś zastawki piętrzącej wodę.Nie żałujemy swojego wyboru i kierunku spływu - jest pięknie. Niejeden artysta mógłby tutaj stworzyć przepiękny pejzaż... ...wiosenną eksplozję barw przelać na płótno.3 punkty
-
Własne doświadczenie. Cos tam jeździmy w górach (statystycznie częściej niż na nizinach), czasami zaliczam jakieś zawody enduro, znam ludzi z branży i wiem co działa a co nie. Sam używam typowego enduro czyli skok akurat w moim przypadku 170-160 mm ale Tobie podrzuciłem propozycje rowerów mniejszego kalibru których nie przymierzysz w sklepie ( sprzedawane są wysyłkowo) ale są to w tej chwili najlepiej wydane pieniądze gdyż omijasz całą sieć dystrybucyjną itd. Rose ma we Wrocławiu przedstawiciela - szukaj usera Paulsen kontakt do niego znajdziesz tutaj http://endurotrophy.pl/forum/member.php?action=profile&uid=2599 Kupić roweru u niego nie kupisz ale przymierzyć się możesz Na miejscu do testów mają następujące rowery Uncle Jimbo 2 2016, enduro, 160 mm skoku, rozmiar M Granite Chief 1 CM 2016, AM 150 mm skoku, rozmiar L Root Miller 2, 29", 130 mm skoku rozmiar L Rose Mr Big 2, wyścigowy hardtail, karbon, rozmiar L A w Srebrnej Górze (masz niedaleko) przy ścieżkach jest centrum testowe Rometa. NIe wiem jakie mają modele - na pewno sa tam Romety Tool-e tylko obawiam się że jest to za dużo roweru w rowerze - to coś jak polecanie komórkowej gigantki średniozawansowanemu narciarzowi turyście -potestować nie zaszkodzi tym bardziej że masz tam rzut beretem i do tego rewelacyjna okolica do pojeżdżenia. Kolejna wypożyczalnie o której wiem jest w Bielsku na Błoniach - zaraz przy ścieżkach. Tam dostaniesz rowery Gianta. W Kluszkowcach jest możliwość wypożyczenia Kellysów - z tym że tam też raczej cięższy kaliber czyli enduro +zjazdówki. Spectrala ma mój kolega z którym razem jeździmy na tripy. Nie jest z niego (obecnie )zadowolony a to dlatego że przez dwa lata odkąd go posiada zmienił mu się teren w którym się porusza i zastosowanie roweru. Częściej jeździ w bardziej wymagającym terenie gdzie ten rower z racji geometrii typowo trailowej już sobie do końca nie radzi i częściej ujeżdżający go opuszcza strefę komfortu. Czyli będzie to idealny rower dla Ciebie. Tak jak pisałem z tego wszystkiego wybrałbym produkt YT Jeffs. Zmienna do tego bardzo fajna geometria, jest opcja ustawienia pod typowe trudne sekcje jak i do zwykłej turystyki. Całkowitej blokady amortyzatorów potrzebujesz do jazdy po asfaltach - w takim układzie celuj w całkowicie inną grupe rowerów - jakiś sztywniak xc wystarczy. Przednie amortyzatory ( te używane w terenie ) zazwyczaj nie posiadają blokady. Stłumisz go ( o ile jest taka potrzeba) regulując niską kompresję. Tylne amortyzatory posiadają zazwyczaj platformę eliminującą w jakiejś części pompowanie - jednakże nie jest to całkowita blokada -chyba że jest to Fox ctd to on posiada taką funkcjonalność. Niestety nie działa zbyt dobrze wtedy gdy tego najbardziej potrzebujemy czyli jadąc w dół po wertepach. Chyba był to najgorszy damper na jakim miałem okazję jeździć. Przelatywał przez skok, brakowało środka pasma a żeby nie dobijał tak łatwo to wymagał sporych ciśnień. Generalnie Foxa nie polecam - podobno te nowe Fit4 na 2016 poprawiły sporo swoje działanie ale w wersjach Factory występują już w droższych modelach rowerów. Podsumowując - napęd Shimano, hamulce Shimano od modelu Slx, amortyzacja Rock Shock, skok 130-max 150, sensowne geo, sztyca regulowana koniecznie uruchamiana na kierownicy - wersja z wajchą pod siodełkiem szybciej zmusi Ciebie do wizyty u ortopedy tudzież rehabilitanta. Acha jeżeli chodzi o kulturę napędów 1x11 - naprawdę nic tym napędom nie brakuje. Problemy z pracą przerzutek występowały w hybrydach na bazie napędów 1x10 gdy stosowana była przerzutką 10 biegowa przy kasecie 11-36 rozbudowanej o zebatkę 42. W takim układzie przerzutka starej generacji z racje większego oddalenia od kasety powodowała złą pracę na małych zębatkach kasety. Łańcuch spada dalej z 42 podczas pedałowania do tyłu ale nie ma to żadnego znaczenia przy normalnej eksploatacji. Jak Ci to mocno będzie przeszkadzało to zawsze możesz wrzucić taką korbę https://www.facebook.com/280834298608414/videos/1212386238786544/ W moim rowerze przerzutka Shimano obsługuje kasetę Srama 10-44 i działa taki misz masz bez zastrzeżeń.3 punkty
-
Wychodząc z domu nie miałem ustalonego planu gdzie pojadę. Początkowo miały być okolice Lipowej. Po drodze korygowałem azymut i przez Szczyrk trafiłem do Wisły Czarne, a następnie przez Ustroń do Bielska. Wyszło tego ponad 80km i 1000m przewyższenia.3 punkty
-
Radomka - ostatni fragment. Cz.5Niewątpliwie najfajniejszym i budzącym najwięcej adrenaliny na całej długości Radomki jest znajdujące się pod mostem kolejowym, na wysokości miejscowości Bartodzieje bystrze. Rzeka na tym fragmencie jest bardzo ciekawa.Trzeba się pilnować, bo można skończyć na zwałce, wpaść na ścianę zieleni, gałęzi i liści.Czasami jest tak, że nim człowiek zdąży wyjąć aparat, to trzeba wykonać kilka szybkich manewrów wiosłami...wówczas strzela się fotki zza rufy. Manewry między zwalonymi kłodami drzew...a na brzegu wysoka, piaszczysta skarpa. Zwężenie i kolejne przyśpieszenie nurtu... ...następne przeszkody w wodzie... Piękna i stara drewniana stodoła. Wpływamy na rozlewisko Radomki pomiędzy miejscowościami Wola Goryńska i Goryń.Jest tu dziko, brzegi są zarośnięte, nurt spowalnia a dookoła dziko niczym na Mazurach, czy nad Biebrzą.Kilka malowniczych wysp ze stadami ptactwa...no i kolejne cudowne widoki stworzone przez przyrodę. Strzelam tutaj do pięknego ptaka......bieg po wodzie, wydobywający się z dzioba dźwięk niczym z jumbo, a na koniec przelot tuż przy kajaku.Jeden strzał. Czasu na wyjęcie aparatu, włączenie go i strzał - bardzo niewiele.To był jeden jedyny ale jakże celny. Dopływamy do elektrowni wodnej w Goryniu.Elektrownia bardzo ciekawa, bo ślimakowa i posiada bardzo interesującą przepływankę dla ryb - taką niczym w potoku górskim bądź na Parsęcie.W tym momencie muszę nadmienić, że płynąc wczoraj byliśmy zaskoczeni ilością ryb i wielkością tutejszych szczupaków, które nie raz i nie dwa nam się pokazały.Czas na polowanie? Kolejne malownicze dwa kilometry, most drogowy i ostatnia przenoska tego spływu, na pierwszym progu wodnym w Goryniu... Słońce powoli zachodzi.My zmęczeni dopływamy do mety po całym dniu na wodzie.Było wspaniale chodź nie obyło się bez trudności i fragmentów, które nieźle nam dały popalić.Straty w ludziach i nogach... 1.Mam nadzieję, że Piotrek szybko wydobrzeje a kontuzja okaże się niezbyt poważna.Oby.Kończymy spływ i powoli wracamy do miasta...Na koniec taki oto widok: ...i jak tu nie wracać nad mazowieckie rzeki?pozdrawiam serdeczniemarboru2 punkty
-
Radomka - ostatni fragment. Cz.4"Skok ponad Niagarę"... ...i w dalszą drogę.Rzeka mocno się zwęża. Pokonujemy kolejne bystrze... ...człowiek skupia się na robocie, a paparazzi czuwają... Miejsce świetne. Podpory zerwanej kładki, wąski przepływ na szerokość kajaka i zaraz potem bysterko. Po dwóch kilometrach docieramy do trasy krajowej numer 7 i dwóch mostów - nowego na trasie ekspresowej i starego już nieczynnego.Tutaj, w tym miejscu mogę powiedzieć, że zaliczyłem spływalną całość rzeki Radomki.Od tego miejsca płyniemy trasą, którą już dwa lata temu pokonaliśmy. Od tego momentu zaczyna się dla nas bardzo trudny fragment spływu.Nie tylko dwie karkołomne i długie przenoski, ale również rzeka robi się od tego momentu bardzo płytka.Płyniemy 20 metrów, potem mielizna - wychodzimy z kajaka, przepychamy go po piasku, kolejne 20 metrów...i tak w kółko przez jakieś pięć kilometrów.Dlaczego tak się stało? - dlatego, bo po 2 kilometrach spływu licząc od mostu z filarami, przy zastawce, popłynęliśmy tą samą trasą, co na wiosnę dwa lata temu (wówczas był dużo większy poziom wody) - gdybyśmy wybrali wariant przy zastawce w lewo (mimo wyraźnego znaku "Kajaki w lewo" popłynęliśmy w prawo) - wszystko byłoby ok.Duży błąd ponieważ, przy bolącej nadal nodze Piotrka, ten fragment rzeki bardzo mocno dał nam się we znaki.Plusy tego odcinka - widoki......na piękny, biały kościółek w Jedlińsku: ...wodne przeszkody (przy wyższym poziomie jest tutaj fajne bystrze): Na tym fragmencie robimy również dłuższą przerwę na jedzenie.Super plus jest taki, że przy jednym z progów wodnych znajdujemy tu miejsce na ognisko i kupę suchego, pociętego drewna. Kiełbaska smakuje wybornie. Płyniemy dalej.Napotykamy zwałkę, pod którą ledwie mi się udaje pochylić......wydawało się, że drzewo jest pochylone w odpowiedniej wysokości, tak by zmieścił się kajak z załogą - a tak naprawdę było na styk - niemal straciłem głowę :wink: Łączą się obydwie odnogi Radomki w jedność, z prawej strony wodą zasila Mleczna - rzeka ponownie robi się głęboka i szeroka.Brzegi porośnięte są drzewami, w nurcie coraz więcej przeszkód - ponownie robi się fantastycznie pod każdym względem.W tym momencie kończą się nam zapasy wody i jedzenia - przed nami jeszcze ok 10 kilometrów do mety.2 punkty
-
Radomka - ostatni fragment. Cz.3Słońce, chmury, zieleń, woda......trochę dzikiej natury i cała dusza rośnie. Docieramy do przeszkody. Z poniższej perspektywy nic nie wskazuje na to, że z drugiej strony czeka nas karkołomna przeprawa, niesamowity widok...a na końcu feralny wypadek. Z wody wychodzimy po przepłynięciu bardzo wąskiego kanału po prawej stronie. Ten przepływ łączy się z małym stawem, gdzie po grobli dochodzimy do drogi i mostu.Idziemy w lewo idziemy w prawo - chaszcze i brak możliwości swobodnej przenoski.Perspektywa w jakiej się znaleźliśmy: Wybraliśmy wariant ze skarpą i przeprawą przez ruiny jakiejś starej budowli melioracyjnej. Pokonać przeszkody z kajakami nie było łatwo.Kilka wariantów, kilka opcji......bo jak nie my? to kto? Najpierw jeden, potem drugi - udało się. To "cudo" zbudowano bardzo dawno temu. Po co? Dlaczego je rozwalono?Kto to wie?Z pewnością historia tego miejsca była ciekawa. Samo miejsce?Przepiękne! Dlatego popełniamy tu serię zdjęć... ...i "komandor" spływu :biggrin: Kajaki już zostały przetransportowane na drugą stronę, Paula pokonała przeszkody, Piotrek do nas schodził...i zonk.Idąc po skośnym murku poślizgnął się i by nie upaść musiał skoczyć......skoczył tak niefortunnie, że uszkodził coś w nodze.Prawdopodobnie torebkę stawową.Chcąc nie chcąc musieliśmy zrobić przerwę, by schłodzić nogę, by pierwsza fala bólu przeszła.Niestety już do końca spływu expat bardzo mocno odczuwał kontuzję.Feralny murek: Przerwę wykorzystaliśmy na jedzenie i kolejną serię zdjęć w przepięknym miejscu.2 punkty
-
Wczoraj wieczorem miałem godzinkę wolnego, to wskoczyłem na rower. Jako, że znudziła mi się jazda przy ruchliwych ulicach, pojechałem wzdłuż Wisły. Praca w polu trwa...Jako, że rzadko tu bywam, starałem nie tracić z widoku jednego punktu.Po kilku kilometrach zjeżdżam z wału. Mijam tory kolejowe, apartamenty, oczyszczalnię ścieków, po czym ląduję przy warszawskich ziemniaczkach :wink:Kanalizacji niestety tu nie ma...[ATTACH]32995[/ATTACH]Kręcę się trochę po spiralnych ulicach. Numery są tu trochę dziwne - jest 22a, 22b a potem 22e...Jedna z przydrożnych kapliczek.No i dojeżdżam do cywilizacji... Jak będą następne testy rowerowe, to wezmę MTB i przyjadę tutaj, żeby wypróbować resory :biggrin: Rekreacyjne 15km przekręcone.2 punkty
-
Dzień 2Tak jak pisałem dziś pogoda miała się pogorszyć, przełożyło się to tylko na większą ilość chmurek .Dziś ludzi wydawało się być więcej chociaż na stronie lodowca podano 4% pojemności ośrodka. Przy dolnej stacji gondoli dało się poznać większą ilość zorganizowanych grup zawodniczych. Na trasach lodowca rozstawione były dwa slalomy. Ilość tras otwartych taka sama jak wczoraj. Ludzi na kanapach średni 3-4 osoby co druga .Do przerwy jeździliśmy intensywnie stoki były zmrożone z każdym zjazdem od 4 coraz gorzej, słońce mocno grzało śnieg robił się ciężki i grząski. Po przerwie po dwóch zjazdach odpuściliśmy nie dało się jeździć w tak mocno hamującym śniegu.Na liczniku 35 km w dół. Zdjęcia przedstawiam poniżej miłego oglądania.Pozdrawiam narciarsko,magnusDux852 punkty
-
Wieczorny RadomJakoś w tym roku odpuściłem sportową jazdę......preferuję za to jazdę typowo turystyczną, a wręcz towarzyską.Dwa kółka, to zawsze jest dobry powód by wyrwać się z domu, spotkać z kolegami i znajomymi.Oczywiście numer jeden, to wyprawy leśne i te w głuszę poza miasto......ale te w gwarze miasta, w ciepły wiosenny wieczór? Równie są urocze.Dzisiaj miejsce zbiórki, to zbiornik rekreacyjny Borki. Potem pojechaliśmy do centrum. Najczęściej wykorzystywany w pocztówkach widoczek z Radomia: Wyremontowane, podświetlane wieczorem fontanny... Jedna z pięknych kamienic i knajpek na deptaku: Każdy powód by wyrwać przyjaciół z chaty i się spotkać jest świetny......a najlepszy ten rowerowy :happy:pozdrawiammarboru2 punkty
-
Nie udało się wczoraj, to udało się dzisiaj :applause: Pojechaliśmy na testy rowerowe organizowane przez Meridę. Lista rowerów do wyboru była dość spora. Po przejrzeniu rozmiarów, dla mnie były dobre trzy Crossway'e - XT ED, 900 i Urban 7000. Wybrałem (dzięki Johnny!) Urban 7000 - lekki cross z karbonową ramą za 9900zł. Testy miały być od 11 do 12:30. Przyjechaliśmy przed 11, ale same wypełnienie wszystkich papierów zajęło ponad 20min! Niestety nie mieli roweru ważącego 4kg, za to był o wadze 6kg. Nie sądziłem, że rower może być taki lekki! :cheerful: Na testach byłem z Mamą - do wypożyczenia potrzebne były jej dokumenty. Ona wzięła też cross (nie pamiętam który, chyba XT ED- z trochę grubszymi oponami od mojego). Na początku pojechaliśmy na wał szutrowy (sklep rowerowy Merida jest przy Wiśle). Strasznie na nim trzęsło. Za to czuję, że jadę! A obok pola... Jako, że nie jechało nam się świetnie, wróciliśmy na wał z kostką. Ale miodzio! Jak ten rower zasuwa! Jechało się genialnie. Był tylko jeden minus - za mało przerzutek. Mimo najcięższej - 11, wiedziałem, że mógłbym jechać jeszcze szybciej (jechałem max.35-40km/h). Crossway XT ED miał przerzutki przednie (chyba 3) i dało się z niego więcej wycisnąć, ale niestety było to cięższe - ważył więcej od Urbana. Nie dało się zrobić pętli, więc wróciliśmy tą samą drogą. Fajnie, że takie testy są - mogłem za darmo przejechać się na rowerze, którego nigdy nie kupię. Niestety na testach prawie w ogóle nie było rowerów trekkingowych - spore rozgraniczenie na szosowe i górskie - albo patyki albo szerokie buldożery. Po oddaniu bestii szosowych, dosiedliśmy nasze. Normalnie jakbym czołg prowadził! Ciężki, szerokie opony, wąska kierownica. Za to po dziurach jeździ się nim swietnie! Mam nadzieję, że będą jeszcze jakieś testy w czerwcu, na które oczywiście pojadę. W sumie przekręciliśmy 27, 4km ze średnią szybkością 15km/godz. Pozdrawiam1 punkt
-
Mały ośrodek - jazda praktycznie przy 1 szybkim wyprzęganym krześle - lepiej dołożyć parę dziesiątki km i pojechać do Schladming -Dachstein.1 punkt
-
Wczoraj ponownie wybrałem się na grupowy szosing, ponownie start o 6:00. Tym razem padł mały rekord bo 14 chłopa się zebrało! Planu konkretnego na trasę nie było, ale miało być coś koło 100 km....I tak na początek zaliczyliśmy Przegibek, następnie przez Wielką Puszczę dotarliśmy na Kocierz. Dalej w dół i nad jezioro Żywieckie. Część towarzystwa zatrzymała się w Międzybrodziu na kawę a reszta pojechała dalej. Myślałem więc, że jeszcze Przegibek i do domu więc się już nie oszczędzałem i tempo pod górę było dobre. Na zjeździe do Straconki ktoś jeszcze wpadł na pomysł żeby może Magurkę zaliczyć! I tak kolejna część w B-B odbiła do domu a mała grupka udała się właśnie na Magurkę, a ja z nią...Myślałem sobie po drodze, że może odbije gdzieś w bok do domu, nie chciałem się aż tak ujechać a dodatkowo w domu czekały już na mnie dzieciaki...No ale nic, tak jechałem, jechałem, jechałem, aż w końcu zaczął się podjazd i już nie było odwrotu:) Udało się na szosie pod Magurkę wysmykać, ale przełożenia niestety brakowało a nogi już wiadomo, trochę umęczone. Natomiast na szczycie byłem zadowolony, i cieszę się że coraz lepiej znoszę takie długie wycieczki. Liczby dnia to 100 km i około 2000 w pionie. Parę fotek: Pozdrawiam Maciek1 punkt
-
1 punkt
-
UstrońJak wcześniej wspominałem,wczoraj wybrałem się rekreacyjnie do Ustronia.Piękna pogoda zachęcała,choć ja już byłem mocno wymęczony po dwóch dłuższych trasach w czwartek i piątek,oraz po testach Scotta.Tempo w większości spokojne i jak najwięcej jazdy bocznymi drogami i lasem. Na zaporze goczałkowickiej straszne tłumy,więc to miejsce z rana pominąłem.Za to kawałek dalej natrafiłem na jakiś wyścig kolarski - nieźle naparzali! Tu jakiś szczególny ścigant... Dalej objazd J.Goczałkowickiego i krótka wizyta w centrum miejscowości Strumień. Po drodze widziałem ludzi,którzy już się kąpali we Wiśle! Co się dziwić,kiedy licznik w cieniu pokazywał 30 st. Mimo niezbyt dużego tępa,dość szybko osiągam cel,czas więc na chwilę rekreacji. Ludzi tu jak mrówków, ale to w końcu znany kurort,czy tam uzdrowisko. Poobijałem się,więc czas wracać. W drodze powrotnej jak złapałem tępo,to już nieźle frunąłem. Właściwie dobre 20 km z prędkością ok. 30 km/h. Przy okazji,wracając już zaną mi drogą,znalazłem lepszy szlak,który sporo biegnie przez las i wyłącznie bocznymi drogami aż do Zapory Goczałkowickiej. Tam właśnie wypatrzył mnie JC,niestety ja byłem za bardzo skupiony na wymijaniu tłumów ludzi i się minęliśmy. No ale się nie spodziewałem spotkać kogokolwiek. Taka na szybko relacja,bo mi ciągle czasu brak. Wczoraj wyszło 120 km. Dziś natomiast wybrałem się ponownie nad Paprocany i łącznie machnąłem nieco ponad 100 km. Od czwartku do dziś,czyli w 5 dni zrobiłem łącznie ponad 500 km. Niby nieźle,ale jak to blado wypada na tle gościa,który właśnie pobił rekord świata w ilości kilometrów na rowerze w jednym roku... Jego wynik to nieco ponad 122 000 km !!! Jak to policzyli w jakimś magazynie,gość robił średnio dziennie 335 km !!! :applause: Ja nawet jednego takiego dnia nie zaliczyłem...1 punkt
-
cz.4Tym razem ruszam w stronę Łazisk,jeśli dobrze pamiętam.Najpierw dość sporo jazdy asfaltami,ale też leśnymi,utwardzonymi ścieżkami. Big Ed spokojnie daję radę,choć muszę przyznać,że jedzie się nieco ciężej niż normalnym góralem.Przynajmniej jak chcemy trzymać tempo. Rozpędzanie też jest nieco cięższe - po prostu trzeba się przyzwyczaić do "wchodzenia na obroty" na niższych biegach. Tak po za tym jazda jest zupełnie normalna i przyjemna. Może jedynie opony wydają dość spory szum,co może nieco przeszkadzać,choć ten szum raczej fajny jest... Nie muszę chyba mówić jak ten rower zwraca na siebie uwagę. Jak ktoś chce być widoczny,to na pewno nie zostanie przegapiony! Najpierw szum opon,delikwent się odwraca i widzi to monstrum... Ale to chyba mniej nas interesuję. Najfajniejsze zaczyna się,kiedy wjeżdżamy w trudniejszy teren. Przy mniejszej prędkości w ogóle nie czuć oporu toczenia,za to możemy dostrzec zalety bardzo szerokiego koła. Przez błoto, dość spore gałęzie na trasie, piach - wszędzie przejeżdżamy jak czołgiem! Nic tej maszyny nie zatrzyma! Przelatujemy to z dziecinną łatwością. Dalej udaliśmy się na tzw. single - są takowe niedaleko Tych! Górka nie jest jakaś wielka,ale wystarczająca i do tego opcji jazdy sporo. Tutaj można poczuć jaką przyczepnością dysponujemy. Siodło w dół i start! Jakie by nie było nachylenie,Big Edem możemy w każdej chwili mocniej przyhamować,co normalnie na Sparku już byłoby trudne. Zjeżdżając czułem się bardzo bezpiecznie. Do takich zabaw świetny rower,choć może nie do skoków. Szkoda,że nie miałem okazji pojeździć po śniegu. Przy wspinaniu jakieś luźne kamienie też nie stanowią problemu,kiedy przy normalnym kole już bym walczył o utrzymanie równowagi. Sporo pozytywnych wrażeń. Podsumowując: do jazdy w trudnym terenie ekstra maszyna,ale jak dla mnie warto go kupić jako drugi rower a nie jedyny. Nie jest zbyt uniwersalny. Na asfaltach,czy ubitych drogach walczymy nieco z oporem toczenia. Wszystko zależy gdzie chcemy jeździć i jak długie trasy robić. A co z elektrykiem? No właśnie - dobrze,że żonka dostała takie cudo,bo już po pierwszej turze wracała do bazy na rezerwie,a ta druga była wyraźnie trudniejsza! Były dość długie podjazdy,gdzie ona właśnie była najszczęśliwsza! Kiedy mu sapaliśmy,Dżonka przelatywała koło nas jakby na motocyklu! Jednak fajnie było tylko na asfalcie,bo rower miał typowo szosowe opony. Miał co prawda amorka z przodu,ale opony nie radziły sobie z leśnymi duktami. Przynajmniej moja lepsza połówka bała się na nim tak rozpędzić. Sztywny tył też nie bardzo jej się podobał,kiedy przesiadła się bezpośrednio z fulla. Ogólnie uznała,że miejski rower to nie dla niej,ale sam napęd,a dokładniej wspomaganie,piękna sprawa! szkoda,że nie udało się dla niej załatwić elektryka,ale fulla.Był jeden,ale nie w tym rozmiarze. Może następnym razem się uda... Muszę przyznać,że po tej drugiej turze byłem już mocno wypompowany! A tak dokładniej,to już w połowie jazdy. Singlami zjechałem 3 razy i miałem dość! To znaczy dość wspinaczki. Do testów nic nie wypocząłem,wręcz odwrotnie,bo wydawało mi się,że będzie jak zawsze - krótka trasa,spokojne tempo i na tym koniec. Nic bardziej mylnego! Za drugim razem panowie zabrali nas na te single i na miejscu jeździjcie ile chcecie! Sam dojazd to też było trochę wspinaczki. Na szczęście powrót to już głównie jazda w dół. Jedynie ta szerokość opon dawała się we znaki,kiedy trzeba było utrzymać tempo. Ja już na rezerwie wracałem. Żona też jednoznacznie powiedziała,że gdyby nie elektryk,nie dała by rady. To najlepsze testy w jakich brałem udział. Wymęczyli mnie totalnie! Ale co się dziwić,kiedy GPS pokazał przewyższenie łącznie 1270 m! Kto by pomyślał,że wokół Tychów można to zrobić... Serdecznie dziękuję całej ekipie Scotta i przedstawiciela w Tychach Alpe Bike za super imprezę i niesamowity dzień! Ekipa mocno się starała,żeby wszyscy czuli się dobrze. Byli bardzo czujni,jak tylko widzieli,że ktoś ma jakiś problem,reagowali. Ciągle dopytywali,czy komuś czegoś nie brakuję,czy rower ok i tak dalej. Impreza na 102! Wymęczyli nas niemiłosiernie! Naładowani wielką dawką pozytywu,udaliśmy się jeszcze na lody przy plaży na Paprocanach i do domciu. Żonka praktycznie od razu do spania... Do tego jeszcze ta pogoda! Fantastyczny dzień! Ekipa Scotta też się pakowała i udała się do Katowic,gdzie dziś i jeszcze jutro będą testy. Do ostatniego zdjęcia załapało się nawet moje auto,tj. jego odbicie... :)To tyle,choć mógłbym jeszcze długo pisać. Fantastyczny dzień i to nie tylko ja tak mówię. Żona też cała szczęśliwa i... poobijana. Nie wiem skąd ma tyle siniaków,ale wiem,że teraz będę musiał kupić jej fulla. Zaraziła się,jak ja w zeszłym roku. Mam co chciałem... :biggrin:Pozdrawiam.Johnny1 punkt
-
To teraz nadszedł czas na mały wątek szosowy. Tak to własnie rower szosowy zawładnął moje serce, umysł i nogi i kiedy tylko mogę staram się coś pokręcić po okolicy. Kondycji nie mam, nóg też nie bardzo, ale za to są chęci i zapał. No i taki nawet godzinny wypad za miasto jest dla mnie najlepszym lekarstwem na zmęczenie i stres, daje mnóstwo radości i energii.Przez brak czasu nie mogę spokojnie pokręcić kilka godzin, tak że moje wyjazdy trwają najczęściej od 1 do 3 godzin, w trakcie których robię przeważnie 30-70km, a średnia wychodzi mi przeważnie od 29 do 32km/h, czyli szału nie ma.W zależności od czasu i chęci wybieram różne okolice Kielc i Gór Świętokrzyskich. Płaskich terenów tu nie ma, są albo lekko pagórkowate na południe od Kielc i tam jeżdżę najczęściej, bo też mieszkam na wylocie w tamte rejony i mi tam najbliżej. Zresztą na lokalnych drogach ruch jest minimalny, asfalty nowe i równe, a okolica typowa sielanka. Jeśli chcę trochę ambitniej pokręcić i mam ciut więcej czasu to jadę w stronę Gór Świętokrzyskich, gdzie w zależności od wyboru dróg mam albo w miarę lekko, albo mogę się pokatować pod trochę stromsze podjazdy, choć tak naprawdę najbardziej lubię jeździć po płaskim i z wiatrem :laughing: W okolicach mogę zrobić 50km z przewyższeniem 300m, ale mogę też zrobić 50km z przewyższeniem ponad 1000m, tak że wybór mam spory. Ciężko mi w jednym wątku wszystko opisać, pokazać, tak że wrzucę tu tylko jakąś tam niedużą część zdjęć i miejsc gdzie jeżdżę.Tu moje przedostatni 60km wypad w okolice Oblęgorka (dworek Henryka Sienkiewicza, a obecnie muzeum) i na górę Sieniawkę, gdzie podjazd ma kilkaset metrów i na odcinku ok 300 metrów ma nachylenie ok 16%, a reszta od 6 do 13%. A tu tak przekrojowo zbiór zdjęć z szosy z moich okolic, widoki zza kierownicy, widoczki z trasy i trochę mnie na rowerze:1 punkt
-
Dziś miałem ochotę na szosę, no ale Młodym musiałem się zająć trochę, bo żona z Małym wyszła na spacer. No ok. Ale na dzień dobry Bartek do mnie "tata chodź na rower, tylko po mieście dzisiaj" :eek: :happy: Kochany jest, więc na szosę pójdę jutro, a dziś przejechaliśmy się 25km po ścieżkach rowerowych po Kielcach. Miałem ochotę go styrać do 40-50km :crazy: no ale chmury na niebie jakieś takie mało przyjazne były no i potem co innego w planach jeszcze było. Nie obyło się bez przygód, bo na szerokiej, pięknej, z równiutkim asfaltem ścieżce rowerowej przez nieuwagę w słupa wjechał gamoń jeden no i i kilka szlifów jest. Dobrze, że tylko tyle, bo mogło być gorzej.A chwilę potem jadąc lekko z górki pobił swój rekord prędkości, 45 km/h :applause: :crazy: Tak, że 2 godziny bardzo przyjemnie nam upłynęły, a fotograficznie dzisiejszy dzień wyglądał tak:1 punkt
-
A u mnie w końcu Młody odpalił sezon na rowerze, bo póki co to albo chory, albo pogody brak i jakoś nie układało się, żeby gdzieś się przejechać. Ja jeździłem regularnie przeważnie na szosie i kajam się, bo relacji nie dawałem, ale jutro uzupełnię archiwum i wstawię parę słów i trochę więcej zdjęć. No ale wczoraj po 1,5 tygodniowej przerwie, bo jajka sobie odparzyłem, z Młodym wsiedliśmy na rowery i pojechałem z nim na stare boisko piłkarskie na Tarczownię w Kielcach, żeby pokopać piłkę. 15 km na rowerze zrobione, w piłkę trochę pokopaliśmy, a najważniejsze, że było super :happy: A jak wróciliśmy, to żona wcisnęła mi Małego, żebym go wziął na spacer. No to wsadziłem go w siodełko i dokręciłem z nim i Młodym jeszcze kilka km po osiedlowych uliczkach. A tak to wyglądało:1 punkt
-
Miałem jechać dzisiaj na testy rowerowe, ale zmienili datę na jutro. Być może dlatego, że mają pokazać rower ważący 4kg! :eek: Mam nadzieję, że nie tylko pokażą, ale dadzą przejechać się trochę... Jako, że rower wprowadzony, to szkoda było wracać do domu. Pokręciłem się trochę po terenach zalewowych - 4 i 6 lat temu wszędzie było 1,5 - 2m wody. Okoliczne działki były zalane. Kocham takie widoki!1 punkt
-
Kolejny raz PaprocanyJa też dziś pokręciłem,a właściwie niemal codziennie kręcę... Nawet pogoda mi nie przeszkadza.Dziś ponownie wybrałem się moją ulubioną trasą nad J.Paprocany w Tychach. Znów sporo jazdy w Lasach Kobiórskich,trochę fajnymi ścieżkami no i z przymusu kawałek główniejszymi asfaltami.Uwielbiam to miejsce,bo jest pięknie zagospodarowane i można się fajnie zrelaksować po pracy. Są tu też fajne knajpki. Dziś kolejna stówka zaliczona,tj. przed pracą 21 km,po pracy 80 km. Może jutro machnę jakieś MTB.Też miałem małe ściganko na zaporze goczałkowickiej i wygrałem. Naciskał mnie jakiś młodzik,ale narzuciłem mordercze tempo i spuchł... :biggrin: Ciekawe jak ja będę puchną pod Śnieżką... Parking rowerowy - na plażę nie wolno wprowadzać Niektórzy cisną na zakaz... Sprzęt pływający już zwodowany Lasy Kobiórskie1 punkt







