Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      28

    • Liczba zawartości

      7 223


  2. Ratrak

    Ratrak

    Użytkownik forum


    • Punkty

      9

    • Liczba zawartości

      814


  3. leitner

    leitner

    Użytkownik forum


    • Punkty

      4

    • Liczba zawartości

      4 153


  4. kmarcin

    kmarcin

    VIP


    • Punkty

      2

    • Liczba zawartości

      1 110


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 28.05.2016 w Odpowiedzi

  1. Nie będę wiele pisał, wkleję tylko cytat: Odeszła osoba, która poświęciła mnóstwo dla popularyzacji i edukacji narciarstwa pozatrasowego, freeskiing'u. Z działalnością Piotra można się zapoznać tutaj: https://www.youtube.com/user/piotrpinkas/videos . Kto ma czas - pogrzeb dziś, 28 maja o 15:00 w kaplicy na "Groniczku" w Wiśle. :frown::
    9 punktów
  2. Radomka - ostatni fragment. Cz.5Niewątpliwie najfajniejszym i budzącym najwięcej adrenaliny na całej długości Radomki jest znajdujące się pod mostem kolejowym, na wysokości miejscowości Bartodzieje bystrze. Rzeka na tym fragmencie jest bardzo ciekawa.Trzeba się pilnować, bo można skończyć na zwałce, wpaść na ścianę zieleni, gałęzi i liści.Czasami jest tak, że nim człowiek zdąży wyjąć aparat, to trzeba wykonać kilka szybkich manewrów wiosłami...wówczas strzela się fotki zza rufy. Manewry między zwalonymi kłodami drzew...a na brzegu wysoka, piaszczysta skarpa. Zwężenie i kolejne przyśpieszenie nurtu... ...następne przeszkody w wodzie... Piękna i stara drewniana stodoła. Wpływamy na rozlewisko Radomki pomiędzy miejscowościami Wola Goryńska i Goryń.Jest tu dziko, brzegi są zarośnięte, nurt spowalnia a dookoła dziko niczym na Mazurach, czy nad Biebrzą.Kilka malowniczych wysp ze stadami ptactwa...no i kolejne cudowne widoki stworzone przez przyrodę. Strzelam tutaj do pięknego ptaka......bieg po wodzie, wydobywający się z dzioba dźwięk niczym z jumbo, a na koniec przelot tuż przy kajaku.Jeden strzał. Czasu na wyjęcie aparatu, włączenie go i strzał - bardzo niewiele.To był jeden jedyny ale jakże celny. Dopływamy do elektrowni wodnej w Goryniu.Elektrownia bardzo ciekawa, bo ślimakowa i posiada bardzo interesującą przepływankę dla ryb - taką niczym w potoku górskim bądź na Parsęcie.W tym momencie muszę nadmienić, że płynąc wczoraj byliśmy zaskoczeni ilością ryb i wielkością tutejszych szczupaków, które nie raz i nie dwa nam się pokazały.Czas na polowanie? Kolejne malownicze dwa kilometry, most drogowy i ostatnia przenoska tego spływu, na pierwszym progu wodnym w Goryniu... Słońce powoli zachodzi.My zmęczeni dopływamy do mety po całym dniu na wodzie.Było wspaniale chodź nie obyło się bez trudności i fragmentów, które nieźle nam dały popalić.Straty w ludziach i nogach... 1.Mam nadzieję, że Piotrek szybko wydobrzeje a kontuzja okaże się niezbyt poważna.Oby.Kończymy spływ i powoli wracamy do miasta...Na koniec taki oto widok: ...i jak tu nie wracać nad mazowieckie rzeki?pozdrawiam serdeczniemarboru
    6 punktów
  3. 85 km po Puszczy Kozienickiej. Cz.2...i ruszamy dalej.Wody dzisiaj pijemy dużo - jest nie tylko ciepło, jest również parno. Mijamy uroczą malutką rzeczkę o uroczej nazwie Leniwa... ...po odwiedzinach u Świętego Franciszka, a w zasadzie jego kapliczce pełnej drobnych pieniędzy... ...jedziemy już w stronę tutejszych malowniczych zbiorników wodnych.Na początek bagno przy "Diabelskim Mostku". Swoją drogą ciekawe czemu to miejsce akurat tak się nazywa? Docieramy do skrzyżowania szlaków i udajemy się w nieznane szlakiem rowerowym żółtym w kierunku "Rezerwat Pionki".Tutaj mam mój debiut - nigdy nie jechałem tą ścieżką, jedyne co, to śledziłem ten trakt przez gogle maps. Po kilkuset metrach docieramy do pierwszego ze zbiorników wodnych. Jest tutaj klimatyczny pomost a sama miejscówka z pewnością obfituje w ryby - znajdujemy się na terenie chronionym i nie wolno tu łowić ryb.Zbiornik dosyć spory z dostawą świeżej wody - przepływa przez niego maleńka rzeczka Żała. Może kilometr, może dwa i kolejne dzikie, piękne miejsce.To nazywa się Ostrownicą: ...Puszcza Kozienicka, to taka nasza nizinna mała Białowieża skrzyżowana z leśnymi rozlewiskami Biebrzy. Największe wrażenie robi na nas kolejne bagnisko znajdujące się niedaleko Rezerwatu Dęby.Magicznie... Powoli wyjeżdżamy z głębi lasu, teraz jedziemy jego skrajem mijając okoliczne wioski.Klimaty mojego dzieciństwa u dziadków......za młodu na takich stertach uprawiało się wspaniały freestyle. Powoli wracamy w rejony gdzie na rowerach kręcimy się na co dzień.Ostatni ciek wodny, malutka, z czystą wodą i żółciutkim piaskiem - Gzówka. W Jedlni Letnisko ponownie uzupełniamy płyny... również energię w BB i powoli spadamy do domu. Nie udały się kajaki - udały się rowery... rowery niemalże wodne.Pozdrawiammarboru
    4 punkty
  4. 85 km po Puszczy Kozienickiej. Cz.1Na weekend zaplanowany był dwudniowy spływ kajakowy...ale niestety towarzystwo przestraszyło się gwałtownych burz i niestety z biwakowania wyszły nici, z wyjazdu też.Szkoda, bo wędeczka, sprzęt naszykowany a burz ani widu, ani słychu w centralnej Polsce.Cóż było robić - by dzień "nie poszedł na zmarnowanie" postanowiliśmy z kumplem pocieszyć się wyprawą rowerową.To był pierwszy mój wyjazd w tym roku - lepiej późno niż wcale.Ponieważ najbardziej pasują mi, w szczególności w upały, trasy w lasach dzisiaj kierunek wyprawy mógł być tylko jeden - Puszcza Kozienicka.Nim jednak dojechaliśmy do lasu, po drodze kilka razy przystanąłem i sfociłem kilka mazowieckich klimatów :wink:Czy ktoś pamięta taką żołnierską piosenkę "Chabry z poligonów" Jerzego Rynkiewicza?Właśnie teraz jest pora na te śliczne, błękitne i delikatne kwiatuszki... Na jednym z małych wiejskich zbiorników wodnych prawdopodobnie Kokoszka Wodna z pisklętami...inna bardziej popularna nazwa tego małego ptaszka wodnego to Kurka Wodna. Przy szuwarach również kilka rodzin popularnych Kaczek Krzyżówek: Dojechałem do Jacka - patrzymy w niebo... ...czemu my na ten biwak nie pojechaliśmy we dwóch skoro reszta się wystraszyła pogody?Więcej tego błędu obiecujemy sobie we dwóch nie popełnić.Ruszamy.Po kilku kilometrach startujemy w Puszczy Kozienickiej w miejscowości Kozłów. Tutaj zapylamy po szutrze i pod górkę - w głąb lasu. Robi się mega ciepło, woda "paruje" nam z bidonów. Wjeżdżamy między drzewa w poszukiwaniu cienia i natykamy się na trasę maratonu rowerowego. Jedziemy nim kilkaset metrów, pod jedną, potem pod drugą górę i natykamy się na ukrytą w gęstwinie wierzę obserwacyjną.Na jej szczycie, w ciągu dnia, 7 dni w tygodniu pracuje pracownik leśny obserwując przez lornetkę, czy gdzieś w puszczy się nie pali.Wysokość tej konstrukcji (wokół Radomia spotkałem trzy takie budowle: niedaleko Wilcznej oraz na najwyższym szczycie województwa mazowieckiego - Altanie) jest imponująca. Zjeżdżamy z wzniesienia i wracamy do twardej drogi przeciwpożarowej - moje opony do jazdy w piachu, między drzewami nie bardzo się nadają.Docieramy do pobliskiego wybiegu dla koni i podziwiamy przez chwilę zwierzęta pełnej krwi arabskiej w barwach ulubionych przez Winetou. Teraz przed nami fragment drogi skrajem lasu - widoczki może nie górskie, ale niziny również mają coś w sobie magicznego. Wbijamy się ponownie w zieloną gęstwinę. Po kilku kilometrach trafiamy do jednego z pierwszych bagien Puszczy Kozienickiej... Pięknie zielono, "eksplozja" roślin.W tym miejscu decyduję, że pojedziemy dalej w głąb boru i tym razem zboczymy na szlak rowerowy żółty.Tam powinno być więcej poniższych klimatów... Uzupełniamy zapasy wody wyjeżdżając do uroczej wioski Stoki i...
    4 punkty
  5. Wczoraj wieczorem kolejne 15km - znowu miałem godzinkę. Tym razem pojechałem nad Jeziorko Czerniakowskie. Chciałem objechać je dookoła, ale droga była za bardzo dziurawa - może dokończę objazd, jak będę miał więcej czasu. Teren jeziora jest objęty ochroną i nie można się w nim kąpać, mimo że plaża jest. Mnie nie ciągnęło, bo woda śmierdziała.[ATTACH]33056[/ATTACH] [ATTACH]33057[/ATTACH]Na większości brzegów rosną chaszcze.Wracam się na wał szutrowy...... i żwirowy
    4 punkty
  6. Radomka - ostatni fragment. Cz.4"Skok ponad Niagarę"... ...i w dalszą drogę.Rzeka mocno się zwęża. Pokonujemy kolejne bystrze... ...człowiek skupia się na robocie, a paparazzi czuwają... Miejsce świetne. Podpory zerwanej kładki, wąski przepływ na szerokość kajaka i zaraz potem bysterko. Po dwóch kilometrach docieramy do trasy krajowej numer 7 i dwóch mostów - nowego na trasie ekspresowej i starego już nieczynnego.Tutaj, w tym miejscu mogę powiedzieć, że zaliczyłem spływalną całość rzeki Radomki.Od tego miejsca płyniemy trasą, którą już dwa lata temu pokonaliśmy. Od tego momentu zaczyna się dla nas bardzo trudny fragment spływu.Nie tylko dwie karkołomne i długie przenoski, ale również rzeka robi się od tego momentu bardzo płytka.Płyniemy 20 metrów, potem mielizna - wychodzimy z kajaka, przepychamy go po piasku, kolejne 20 metrów...i tak w kółko przez jakieś pięć kilometrów.Dlaczego tak się stało? - dlatego, bo po 2 kilometrach spływu licząc od mostu z filarami, przy zastawce, popłynęliśmy tą samą trasą, co na wiosnę dwa lata temu (wówczas był dużo większy poziom wody) - gdybyśmy wybrali wariant przy zastawce w lewo (mimo wyraźnego znaku "Kajaki w lewo" popłynęliśmy w prawo) - wszystko byłoby ok.Duży błąd ponieważ, przy bolącej nadal nodze Piotrka, ten fragment rzeki bardzo mocno dał nam się we znaki.Plusy tego odcinka - widoki......na piękny, biały kościółek w Jedlińsku: ...wodne przeszkody (przy wyższym poziomie jest tutaj fajne bystrze): Na tym fragmencie robimy również dłuższą przerwę na jedzenie.Super plus jest taki, że przy jednym z progów wodnych znajdujemy tu miejsce na ognisko i kupę suchego, pociętego drewna. Kiełbaska smakuje wybornie. Płyniemy dalej.Napotykamy zwałkę, pod którą ledwie mi się udaje pochylić......wydawało się, że drzewo jest pochylone w odpowiedniej wysokości, tak by zmieścił się kajak z załogą - a tak naprawdę było na styk - niemal straciłem głowę :wink: Łączą się obydwie odnogi Radomki w jedność, z prawej strony wodą zasila Mleczna - rzeka ponownie robi się głęboka i szeroka.Brzegi porośnięte są drzewami, w nurcie coraz więcej przeszkód - ponownie robi się fantastycznie pod każdym względem.W tym momencie kończą się nam zapasy wody i jedzenia - przed nami jeszcze ok 10 kilometrów do mety.
    4 punkty
  7. Radomka - ostatni fragment. Cz.2Po chwili spokoju... ...kolejna przeszkoda. Tym razem bystrze na miejscowym brodzie. Kajak utknął na płyciźnie kilem... musiałem wyjść i odciążyć łódkę. Paula oczywiście spłynęła i bardzo była z tego faktu szczęśliwa.Ona uwielbia tego typu historie na wodzie. Zawiecha... Byle suwem, autem z podwyższonym zawieszeniem spokojnie można w tym miejscu przejechać przez rzekę.Bród - to betonowe płyty, woda delikatnie za kostkę. Tuż obok rzeki?Mazowieckie klimaty... Pierwszy most na szlaku: Kwitnąco... ...pod wodą inne barwy, inne rośliny. Tuż przy rzece tajemnicza budowla. Co to jest? Po co powstała i dlaczego jest teraz opuszczona?Prawdopodobnie kiedyś, po sąsiedzku - przy rzece, funkcjonowały tu stawy hodowlane, a budynek, to zwyczajna stróżówka... ale czemu okno, całość umiejscowiona od strony rzeki? Zbliżamy się do rozgałęzienia nurtu rzeki.Prawa strona podąża w stronę stawów hodowlanych, doskonale widocznych z trasy krajowej numer 7 przy Jedlińsku, strona lewa mija bokiem stawy i okrąża cały ten teren po zewnętrznej.Wybieramy tę drugą... Rzeka wyraźnie jest tutaj szersza i głębsza - to świadczy o tym, że zbliżamy się do jakiejś zastawki piętrzącej wodę.Nie żałujemy swojego wyboru i kierunku spływu - jest pięknie. Niejeden artysta mógłby tutaj stworzyć przepiękny pejzaż... ...wiosenną eksplozję barw przelać na płótno.
    4 punkty
  8. Radomka - ostatni fragment. Cz.3Słońce, chmury, zieleń, woda......trochę dzikiej natury i cała dusza rośnie. Docieramy do przeszkody. Z poniższej perspektywy nic nie wskazuje na to, że z drugiej strony czeka nas karkołomna przeprawa, niesamowity widok...a na końcu feralny wypadek. Z wody wychodzimy po przepłynięciu bardzo wąskiego kanału po prawej stronie. Ten przepływ łączy się z małym stawem, gdzie po grobli dochodzimy do drogi i mostu.Idziemy w lewo idziemy w prawo - chaszcze i brak możliwości swobodnej przenoski.Perspektywa w jakiej się znaleźliśmy: Wybraliśmy wariant ze skarpą i przeprawą przez ruiny jakiejś starej budowli melioracyjnej. Pokonać przeszkody z kajakami nie było łatwo.Kilka wariantów, kilka opcji......bo jak nie my? to kto? Najpierw jeden, potem drugi - udało się. To "cudo" zbudowano bardzo dawno temu. Po co? Dlaczego je rozwalono?Kto to wie?Z pewnością historia tego miejsca była ciekawa. Samo miejsce?Przepiękne! Dlatego popełniamy tu serię zdjęć... ...i "komandor" spływu :biggrin: Kajaki już zostały przetransportowane na drugą stronę, Paula pokonała przeszkody, Piotrek do nas schodził...i zonk.Idąc po skośnym murku poślizgnął się i by nie upaść musiał skoczyć......skoczył tak niefortunnie, że uszkodził coś w nodze.Prawdopodobnie torebkę stawową.Chcąc nie chcąc musieliśmy zrobić przerwę, by schłodzić nogę, by pierwsza fala bólu przeszła.Niestety już do końca spływu expat bardzo mocno odczuwał kontuzję.Feralny murek: Przerwę wykorzystaliśmy na jedzenie i kolejną serię zdjęć w przepięknym miejscu.
    3 punkty
  9. Radomka - ostatni fragment. Cz.1Ostatnim fragmentem Radomki, którego nie zaliczyłem to, odcinek Jankowice Kolonia - Jedlińsk.Wczoraj udało się popłynąć...nawet trochę dalej, bo do mojego kawałka ziemi i działki w Goryniu.Całość trudnego ale również bardzo ciekawego spływu liczył ponad 30 kilometrów - czas płynięcia prawie dziesięć godzin....ale może zacznę od początku.Na miejscu w Jankowicach jesteśmy z samego rana. Sprzęt przygotowujemy w miejscu gdzie ostatnio z expatem skończyliśmy płynąć, czyli w okolicy charakterystycznej błękitnej kładki. Manatki... Tym razem nad wodą jest z nami również Paula. Nastroje są bojowe, chęć do pływania olbrzymia! Dla zainteresowanych sprzętem......Seawave w wersji jedno i dwuosobowej.Piotrek i Paula przed startem. Sto metrów od miejsca wodowania - pierwsze, bardzo fajne bystrze. Początek spływu, bardzo ciepło a my jacyś głodni, spragnieni......mimo zabrania sporych zapasów - jak się później okaże, za mało. Na odcinku ok 5 kilometrów rzeka mocno meandruje a miejscami jest bardzo mało wody - tyle, by nie szorować skegiem po dnie.Miejscami jest głębiej i pojawiają się wędkarze.Poniżej - świetna miejscówka na ryby. Na kolejnym bystrzu strzelamy sobie sesję zdjęciową.Nigdzie nam się nie śpieszy, a woda w rzece cieplutka, bardzo ok do brodzenia. Malownicze miejsce... ...obfitujące w piękne nimfy wodne. A poniżej powyższa miejscówka już z kajaka: W mazowieckich klimatach, gdy skręci się w nie tą odnogę między wyspami - wody jak na lekarstwo. Kajak można zaparkować i przekąsić snickersa.
    3 punkty
  10. Dosyć aktywny w Tatrach snowbordzista Ali Olszański popełnił posta na facebooku.Temat ciekawy, więc cytuję.Za wspinanie w tatrach możesz zostać potraktowany jako kryminalista. Czyli co się działo dziś pod morskim okiem.Wybrałem się z kolegą na wspin hinczowa wprost, po dotarciu pod moko kolega źle się poczuł i poszedłem sam. Wpisałem się do książki wyjść wspinaczkowych i ruszyłem. Doszedłem prawie pod kluczowe przewezenie (1/3 drogi) z ktorego wychodzila duża rynna (miejscami do 2 m głębokości) którymi przy mnie w ciągu 20min. zeszły 3 spore zsypy. Uznałem za zbyt ryzykowne przejście tego miejsca w takich warunkach i postanowiłem zawrocić. A że miałem na plecach deske uznałem ta metodę powrotu za najbezpieczniejsza gdyz schodzenie przy sporej ilosci firnu nawet raki sie slizgaja. Ledwie dojechalem do stawu i pojawił się odziwo miły pan strażnik TPN i zapytał czy to ja jestem w ksiazce wpisany i żebym podał wszystkie swoje dane. W trakcie sprawdzania danych pan pochwalił mnie za ładne przejście oraz zgodził się pożyczyć lornetkę Emotikon smile po czym zaproponował mi mandat 300 zł za jazdę na desce tłumacząc ze jest mała pokrywa śniegu. Oczywiście nie przyjąłem mandatu tłumacząc ze była to wedlug mnie najbezpieczniejsza wersja powrotu. Gdy nie przyjalem mandatu zostałem poinformowany iż sprawa trafi do sądu. Po kilku minutach milej rozmowy rozeszlismy sie i udałem się stronę schroniska. Między czasie dowiedziałem się ze kolega który na mnie miał czekać wrócił na palenice do auta po tabletki i ze do godziny wróci. Po dojsciu do schroniska po niedługim czasie podeszła do mnie policja ubrana po cywilnemu, spisali mnie, postraszyli i wypytywali o kolegę czy był ze mną,gdzie jest, co robi. Poinformowalem ich ze czekam tu na niego, bo ma tu wrócić po czym odeszli. Po.chwili wrócił się jeden pan i zabrał mnie do radiowozu który stał 50 m przed schroniskiem. Sprawdzili mi telefon czy nie jest kradziony, pozadawali jeszcze kilka pytań i kazali podać dane kolegi po czym mnie puścili i pojechali. Jak sie pozniej okazalo pojechali w poszukiwaniu kolegi gdyz przegladneli monitoring !!! i wiedzieli jak wyglada. Musieli dojechac do palenicy i go nie zauwazyli bo wracajac trafili idelnie w moment jak kolega przyszedl do mnie. Zabrali go do radiowozu i a kolega poinformował ich ze dokumenty ma w samochodzie no wiec pojechali z nim na dół. Dojezdzajac bez informacji od kolegi parkingowy wskazał którym samochodem przyjechaliśmy (widocznie parkingowi tez przegladneli monitoring) po wylegitymowaniu i udowodnieniu zdjęciami ze kolega nie byl dalej niż morskie oko, puścili go. Powiem tylko tyle - to juz jest nie do wiary co sie dzieje w tym TPN'ieDla zainteresowanych zdjecia jak wyglada hinczowa Dodam jeszcze opinie z komentarzy jego kolegi aktywnego skiturowca Przemysław Piegza:primo droga wspinaczkowa według ****** ziobrowskiego nie jest traktowana jako linia narciarska i skiturowa wiec powrót czy to na nartach czy na desce czy na linie jest jedna z firm powrotu na dol o czym mówił sam dyrektor, dwa argument ze jest malo śniegu jest śmieszny , trzy najważniejsze chodzi nie o mandat tylko o cala akcje z tym związana czyli policja straszyla jak by był kriminalista, i po czwarte policja była po to zeby go zastraszyć zeby nie przyjął mandatu bo sprawa trafi da sadu gdzie TPN przegra na pierwszej rozprawie i znów będzie głośno ze ziobrowski jest **** i **** który robi sobie prywatna wojenke z ludźmi od wspinu i nart.No to jeszcze raz bo widzę ze nie wszyscy zrozumieli a ja siedze w tematyce sadowej prawnej i tpnu...nie ma czegoś takiego jak okres do jazdy i nie jazdy ...w Polsce są przepisy i ustawy które są tworzone na podstawie prawa...w TPN nie ma przepisów tylko są zarządzenia wydawane przez prywatnego człowieka np. jako jego widzimisie...czyli dla przykładu zakaz jazdy na nartach od polowy kwietnia, powód zbyt mała pokrywa śnieżna, stan faktyczny ma sie nijak do rzeczywistości...czyli ktoś zabrania poruszania sie po śniegu gdzie wtedy tego śniegu jest kilka razy więcej niż w środku zimy...i jeżeli sprawa trafia do sadu , to sad nie bierze pod uwagę tych zarządzeń tylko stan faktyczny pokrywy sniegowej wtedy występującej i to będzie interesowało sad a nie to ze jakiś pajac ziobrowski z dupy na kolanie wydal sobie takie zarządzenie....i dla sadu będzie ważną ilość śniegu czyli sam fakt istnienia śniegu do jazdy na desce lub nartach dlatego sprawa będzie przegrana przez TPN i ton doskonale o tym wie dlatego nasyła policje w celu zastraszenia i np zapłacenia mandatu lub wycofania sie z decyzji o sadzeniu. Przypomina ze TPN notorycznie przegrywa sprawy w sadzie niestety robi to za nasze pieniądze i ma to w dupie czy wygra czy przegra bo to panstwowka....Jeszcze jedna wypowiedź znanej osobyMarek Arcimowicz: Nie mamy innego wyjścia, jak w sposób zorganizowany dbać o własne prawa. występować jako instytucje, nie osoby prywatne. podpierać się autorytetami, wskazywać na historyczne wartości, na tradycję. sport to nie wymysł tego pokolenia - czy to wspinaczka, czy narciarstwo - a środowisko kulturowe wymaga takiej samej ochrony jak przyrodnicze. jeśli nie stawimy oporu i nie zaczniemy walczyć, za 20-30 lat będzie pozamiatane, pozostaną tylko zakazy.Link do posta i komentarzyhttps://www.facebook.com/groups/freeriderzy/permalink/1247164588669548/
    1 punkt
  11. Dobre zdjęcia i komentarze fajnie pokazują jak taki spływ wygląda. Można się poczuć jakby się było tam z Wami :smile:
    1 punkt
  12. To teraz nadszedł czas na mały wątek szosowy. Tak to własnie rower szosowy zawładnął moje serce, umysł i nogi i kiedy tylko mogę staram się coś pokręcić po okolicy. Kondycji nie mam, nóg też nie bardzo, ale za to są chęci i zapał. No i taki nawet godzinny wypad za miasto jest dla mnie najlepszym lekarstwem na zmęczenie i stres, daje mnóstwo radości i energii.Przez brak czasu nie mogę spokojnie pokręcić kilka godzin, tak że moje wyjazdy trwają najczęściej od 1 do 3 godzin, w trakcie których robię przeważnie 30-70km, a średnia wychodzi mi przeważnie od 29 do 32km/h, czyli szału nie ma.W zależności od czasu i chęci wybieram różne okolice Kielc i Gór Świętokrzyskich. Płaskich terenów tu nie ma, są albo lekko pagórkowate na południe od Kielc i tam jeżdżę najczęściej, bo też mieszkam na wylocie w tamte rejony i mi tam najbliżej. Zresztą na lokalnych drogach ruch jest minimalny, asfalty nowe i równe, a okolica typowa sielanka. Jeśli chcę trochę ambitniej pokręcić i mam ciut więcej czasu to jadę w stronę Gór Świętokrzyskich, gdzie w zależności od wyboru dróg mam albo w miarę lekko, albo mogę się pokatować pod trochę stromsze podjazdy, choć tak naprawdę najbardziej lubię jeździć po płaskim i z wiatrem :laughing: W okolicach mogę zrobić 50km z przewyższeniem 300m, ale mogę też zrobić 50km z przewyższeniem ponad 1000m, tak że wybór mam spory. Ciężko mi w jednym wątku wszystko opisać, pokazać, tak że wrzucę tu tylko jakąś tam niedużą część zdjęć i miejsc gdzie jeżdżę.Tu moje przedostatni 60km wypad w okolice Oblęgorka (dworek Henryka Sienkiewicza, a obecnie muzeum) i na górę Sieniawkę, gdzie podjazd ma kilkaset metrów i na odcinku ok 300 metrów ma nachylenie ok 16%, a reszta od 6 do 13%. A tu tak przekrojowo zbiór zdjęć z szosy z moich okolic, widoki zza kierownicy, widoczki z trasy i trochę mnie na rowerze:
    1 punkt
  13. Chyba idą na rekord. Proponuje wyciąg krzesełkowy na kopiec kreta.
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...