Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 13.06.2016 w Odpowiedzi
-
cz.3 - testów ciąg dalszyImpreza się kończy,więc szybciutko lecę zarezerwować jakiś rower.Tym razem chcę jakiegoś fulla,dla odmiany.Niestety jest tylko jeden zjazdowy,ale nie na mój wymiar. czekam więc,aż coś zjedzie i tak się złożyło,że przyjechał Maciek. Szybko przejąłem maszynę,dostosowałem do siebie i w drogę. Na wstępie mały Zonk - regulowana sztyca z kierownica zjeżdża sama... na szczęście szybko rozwiązuję problem i ruszam ponownie w stronę Czupla. Tym razem jednak kręcę się nieco inaczej. Pierwsze wrażenie - jaki on podobny do Scotta Genius. Chyba rowery specjalistyczne są tak samo podobne do siebie,jak np. narty gigantowe. To samo wrażenie miałem przy testowaniu Treka. Inny kąt główki ramy powoduję,że nieco inaczej się skręca,ale szybko można przywyknąć. Później jedzie się właściwie podobnie jak na rowerze XC. Za to na zjazdach widać zalety takiego rozwiązania. Amorki pracują wzorowo,trudno się tu do czegoś przyczepić. Napęd ponownie 1x11 - super. Kolejna super maszyna,ale czy może być inaczej,kiedy to odpowiednio kosztuję? :wink: Fajnie się jeździ,ale w końcu czas wracać.Do tego pogoda wciąż straszy... Podsumowując.Przed wyścigiem byłem mocno zestresowany,choć z góry założyłem,że to tylko zapoznanie.Kiedy ruszyłem,głowa się nieco zagotowała,miałem nawet kibica! Plany,które ułożyłem po środzie,dawno uleciały i walczyłem z każdym metrem.po dwóch kilometrach jednoznacznie stwierdziłem,że nigdy więcej czegoś takiego i na co to mi było. Z każdym kolejnym metrem te myśli się nasilały. Pod koniec myślałem już tylko żeby utrzymać tempo i się nie przewrócić za wcześniej. Po dojechaniu cierpiałem i utwierdziłem się w przekonaniu,że to pierwszy i ostatni raz. Do momentu odsapnięcia... Wtedy spojrzałem na licznik i nawet się cieszyłem,bo wynik lepszy aż o 3 minuty od środowego. Jak na pierwszy raz to nawet niezłe miejsce zająłem. Po upływie kolejnych kilkudziesięciu minut,zacząłem myśleć o kolejnym starcie... :biggrin: Od razu zacząłem myśleć o swojej wadze,wadze roweru itp.Tu można jeszcze sporo urwać.Pewnie po paru treningach mógłbym powalczyć o coś więcej niż tylko żeby nie być ostatni.Impreza bardzo fajnie zorganizowana,będę miło wspominał. Do tego udział w takim wydarzeniu motywuję,żeby powalczyć następnym razem o lepszy wynik. Gdzie jak nie na zawodach jest prawdziwa weryfikacja formy? Co prawda nigdy nie byłem dobry na krótkich dystansach,ale to nie zmienia faktu,że coś sie można dowiedzieć o sobie. :PS. W drodze powrotnej natrafiłem na inną imprezę rowerową i to w mojej Bestwinie! Skoro tak,to się wkręciłem na "krzywego misia" i wbiłem w peleton. Budziłem nie małe zainteresowanie,bo jako jedyny nie miałem "imprezowej" koszulki,za to miałem, również jako jedyny, numer startowy... Pojechałem chwilę i zrezygnowałem,bo bym zamarzł przy takim tempie. No i tyle wypocin z tego niesamowitego dnia!Pozdrawiam.4 punkty
-
No i nadszedł ten dzień! Dziś razem z Mati1981 wzięliśmy udział w zawodach Magurka Uphill. Dla mnie to absolutnie pierwszy start w jakichkolwiek zawodach,tak więc stres był. Do tego cała masa kłopotów w dwa poprzedzające dni. Na szczęście wszystko udało się naprawić,bądź rozwiązać. Nockę przespałem twardo,aż nad ranem w głowie przyszła myśl o dzisiejszym starcie. Była godzina 5 rano. Chwila drzemki i się w końcu zrywam. Powoli wszystko szykuję,sprawdzam,wpadki być nie może. Konsumuję,zgodnie z zaleceniami na stronach Uphill Race Śnieżka,obfite śniadanie ponad 2 godziny przed startem. Uznałem,że nie będę jechać do Wilkowic na rowerze,bo choć to prawie po prostej,to jednak coś się tam wypompuję. Pomogła rodzina i przetransferowała mnie pod sam start. Trzeba było jeszcze załatwić formalności - dostałem czip i numerek startowy.Przy okazji znaleźliśmy się z Matim. Tuż przed startem odprawa i ustawiamy się w kolejności. Będziemy puszczani co 10 sekund. Trzeba przypilnować,bo czas leci bez względu czy ruszę,czy będę stał. Na starcie humory dopisują. No to start! Początek trasy to trochę po płaskim,trochę nawet z górki i po chwili zaczyna się ostra wspinaczka. Trochę ten stres mnie zjadł i nie do końca realizowałem plan,ale szybko się ogarnąłem. Podobnie jak w środę,nie bardzo mogłem złapać rytm,ale też sam sobie podkręcałem tempo. Choć mi się wydawało wolniejsze,to w rzeczywistości wspinałem się szybciej. Daję z siebie wszystko. Nawet zdarza mi się kogoś dogonić,ale to mnie częściej wyprzedzają. Takie przynajmniej odnoszę wrażenie. Pierwsze 2 kilometry kondycja dopisuję,robię nawet czasem zdjęcia. Niestety chyba za mocne tempo sobie narzuciłem,bo po nieco dwóch kilometrach zaczynam mieć lekkie zawroty głowy.Może jakbym przed samym startem jeszcze coś wcisnął na żołądek,to byłby lepiej? Teraz nie ma się co zastanawiać,tylko walczyć dalej. Kiedy osiągam wspominany w innym wątku 3,2 km trasy,wreszcie nieco mi lżej,ale wyraźnie mniej pary jak w środę. Mimo to staram się wykrzesać z siebie więcej siły. Kiedy docieram do szutrów,wreszcie zaczyna być płasko,a nawet chwilami w dół. ostro przyspieszam,ale chcąc szybko zmienić biegi,zaplątuję mi się łańcuch i muszę stanąć na podjeździe - pech! Stracone parę sekund i trochę siły. Końcówkę cisnę już na resztkach sił,łapiąc się na koło innemu kolarzowi i tak do mety. Jestem! Rowerem właściwie cisnę w ziemię - biedny,nie zasłużył na to - i sam też padam. W jednej chwili łapie mnie mocny ból w okolicach żołądka i do tego gardło. Myślałem,że zwymiotuję. Łykam napój,który miałem ze sobą i próbuję powoli dojść do siebie. Na szczęście ból przechodzi szybko i już pozostaje jedynie satysfakcja z wyjazdu. Tym bardziej,kiedy sprawdzam czas na moim liczniku - minimalnie ponad 30 minut. W środę to były 33 minuty. Dojeżdżają kolejni zawodnicy,a wśród nich Mati1981. Nie wspomniałem wcześniej o pogodzie - dziś pochmurno,dość chłodno i bez deszczu. Jak dla nas to super warunki. No dobra,ale teraz czas udać się na wyżerę! To było w pakiecie. Do wyboru była grochówka lub kiełbaska i do tego napój. Dość zaskakujące było dla mnie to,że sportowcom oferowano w opcji piwo... :biggrin: Udałem się pod namiot,skonsumowałem kiełbaskę i wziąłem dla siebie napój energetyczny. Wyniki:-w kategorii Open zająłem 48 miejsce,a Mati1981 30,na niespełna setkę startujących-w swojej kategorii wiekowej 11 miejsceJak na pierwszy raz uważam,że jest dobrze.Ale to nie koniec dnia! Dalej kto chciał,mógł wziąć udział w sprintach,lub testach rowerów Kellys. Mati1981 wpisał się na sprint,a ja na testy. Ale o tym w drugiej części.3 punkty
-
cz.2 - czas na testyTak jak wspomniałem we wcześniejszej części,Mati1981 ruszył jeszcze powalczyć,a ja udałem się do namioty Kellys-a.[ATTACH=CONFIG]33461[/ATTACH]Niestety nieco spóźniony,bo większość maszyn wybrana.Ale mimo to wypatrzyłem karbonowy rodzynek z napędem 1x11. Szybkie dopełnienie formalności,regulacja amorka itp. i już mogę ruszać. Przy okazji spotykam Andy-w z Synem Markiem. Ponieważ formalności jeszcze zajmą,a do tego oni chcieli zjechać na dół,ja ruszam samotnie na Czupel. Z wszystkich możliwych tras,ta jest chyba najlżejsza i można też trochę dystansu zrobić z pięknymi widokami. Już na wstępnie karbonowa rama mnie urzeka! Rower nie tylko jest bardzo lekki,co wyraźnie się czuję na podjazdach,ale też całkiem dobrze tłumi nierówności,choć tył przecież sztywny. Jednak jakbym miał wrócić do "sztywniaka",to zdecydowanie zainwestował bym w amortyzowaną sztycę. My tu gadu gadu,a ja właśnie dotarłem do Czupla. Zajęło to nie więcej niż 10 min. Co ciekawe,ten szczyt zdobyłem w życiu 3 razy,w tym 2 na rowerze. Czas na fotki. Czupel zdobyty,choć na tym mi nie zależało,więc wracam do bazy.Rowery można było brać tak na pół godziny,zatem taka trasa była idealna w połączeniu z sesją zdjęciową. Muszę przyznać,że nawet na kamienistych zjazdach nie odczuwam jakiegoś wielkiego dyskomfortu,choć to nie full. Przejażdżka była bardzo przyjemna. W drodze powrotnej,na polanie Magurki spotykam ekipę w komplecie. Trza fotki machnąć. Chciałem już iść po kolejny rower,ale właśnie miała odbyć się dekoracja i losowanie nagród dla pozostałych uczestników.Skoro tak to ja na razie pasuję i idę popatrzyć. Kolega Matiego był pierwszy w swojej,tj. mojej kategorii,więc jest radość. Może po za jednym drobnym incydentem - kiedy zaczynano mówić o tej kategorii,ktoś krzyknął: "teraz dziadki"! :biggrin: Wspomnę jeszcze,że Mati zostaje też wylosowany i dostaję nagrodę pocieszenia. Mi niestety nic się nie trafiło. Ale co tam - tak za pierwszym razem od razu nagrody? Muszę najpierw zasłużyć. Kiedy nagradzana jest kategoria Open,pierwszych sześciu uczestników dostaje ładne statuetki. Oklaski,podziękowania,gratulację i imprezę czas kończyć.Przynajmniej tą sportową.3 punkty
-
70 km Pilicą z biwakiem, czyli spływ Krzętów - Sulejów. Cz.5 - ostatnia....na brzegu olbrzymi uschnięty dąb. A dlaczego uschnięty? Kolejna zwałeczka przy której trzeba było się nagimnastykować tzn wysiąść z kajaka. Las zmienił się na liściasty... ...a tym samych zmieniła się rzeka. Nawet wysepki na tym odcinku rzeki są porośnięte dużymi drzewami a nie jak to zwykle trawą, czy krzewami. Zbliżamy się do końca spływu - na brzegach coraz więcej ludzi, na wodzie pojawiają się kajaki a przy brzegu pierwsze zabudowania. Ostatnie kilka kilometrów i docieramy zmęczeni do Sulejowa.Kolejne ponad 35 km za nami......szybkie pakowanie do auta, podróż po samochody "porzucone" w górze rzeki i powrót do domu na mecz Polaków - niestety na bramkę "na żywo' nie zdążyłem.Cóż? Zobaczę te z Niemcami... Piękna przygoda za nami......kolejne, te na wodzie już w planach.A WZF na wodzie?Wszystko zależy ilu będzie chętnych......proponuję Pilicę.Na koniec dwie fotki Expata, mówią wszystko... pozdrawiam serdeczniemarboru2 punkty
-
70 km Pilicą z biwakiem, czyli spływ Krzętów - Sulejów. Cz.3Mija kilka kilometrów za miasteczkiem i ponownie wpływamy do lasu.To Przedborski Park Krajobrazowy.Tu napotykamy kolejną imponującą skarpę......nie jest tak potężna i piękna jak poprzednia ale jest na czym oko zawiesić i pokontemplować widok w ciszy. Teraz są meandry... teraz każdy kolejny zakręt, to więcej powalonych drzew i przeszkód w wodzie.Widoki?Spójrzcie: Mijamy po drodze jedno z miejsc biwakowania przygotowanych dla kajakarzy.W takiej miejscówce jest zawsze dach nad głową, miejsce na ognisko itd.My wolimy biwak bardziej dziki......poza tym jeszcze nie zrobiliśmy "normy" w ten dzień. Napotykamy pierwszą z poważniejszych zwałek na trasie całego spływu.Chcąc, nie chcąc trzeba było wyjść z kajaka i przeskoczyć drzewko... Co chwila zaskoczenie i jeszcze piękniejsze pejzaże: Powoli kończymy ten dzień na wodzie, na liczniku Endomondo pokonane ponad 34 km.Docieramy do upatrzonego przeze mnie miejsca na biwak, które pierwszy raz zobaczyłem ponad dwa lata temu. Jesteśmy zmęczeni ale dosyć szybko się ogarniamy.Rozbijamy namioty, przebieramy się, szykujemy drzewo na ognisko... ...jest radość :happy: jest wspaniale jak za dawnych lat. Biwak, wędki, przyroda, głusza - wolność. Ściemnia się - zmieniają się kolory... ...dzwoni Expat - Piotrek...Jesteśmy zaskoczeni - jedzie do nas :eek: Dołączy do biwaku i z samego rana będzie również płynął z nami.Technologia......namiary na GPS dwie godzinki z Radomia i jest!Na polance "rośnie" trzecia "budka". Zmierzcha nad rzeką a na niebie pojawiają się nowe barwy... ...rozpoczynamy kolację. CDN2 punkty
-
70 km Pilicą z biwakiem, czyli spływ Krzętów - Sulejów.Od wielu tygodni planowaliśmy spływ weekendowy z biwakiem - nareszcie się udało.Logistyka, miejsce spływu zostało wybrane już od dawno, wystarczyło zrealizować zamierzenia.Piękna pogoda i na samym początku dwóch śmiałków do przedsięwzięcia: ja i kumpel Jacek......pod koniec dnia pierwszego ekipa się powiększyła - ale o tym, w dość rozległej relacji z tego wydarzenia.70 kilometrowy odcinek Pilicy z Krzętowa do Sulejowa podzieliliśmy na dwie połowy - przedzieliła je noc pod namiotem, z ogniskiem, kiełbaską i ziemniaczkami.Wystartowaliśmy z Radomia o godzinie 6:30.Jedziemy na dwa auta - pierwsze zostawiamy w Sulejowie pod kościołem, drugim wyjeżdżamy w górę rzeki, do Krzętowa.Rozkładamy sprzęt: Tym razem kajak uzbrajam jako jednoosobowy.Pakowanie łódki jest również nieco inne - zabieram nie tylko jedzenie i picie na dwa dni ale również kupę ciuchów, namiot, śpiwór, matę samopompującą i inne gadżety biwakowe... siekierę, latarki, przybory toaletowe, banki energii i inne duperele.Spokojnie i na luzaka wszystko się mieści mimo, że wody i napojów łącznie ponad 10 litrów i ma to sporo objętości.Rozkładanie maneli, drugie auto - wszystko dzięki zaprzyjaźnionemu gospodarstwu agroturystycznemu "Chata u Brata" w Krzętowie.http://chataubrata.com/ Wstępnie rozmawiałem z właścicielami i jak kilku forumowiczy wyraziło chęć......być może we wrześniu zorganizujemy tu małe forumowe WZF połączone ze spływem Maluszyn - Przedbórz (po środku nocleg)?Są chętni? Startujemy na wodzie ok 9:30 na pięknej plaży i miejscu wodowania przy dopiero co wyremontowanym, starym "gierkowskim" ośrodku wypoczynkowym. Pogoda na początku niezbyt pewna.Chmury ciężkie i o ciemnym zabarwieniu......odprowadzający nas nad rzekę właściciel "Chaty u Brata" mówi, że rano dosyć mocno lało.Jesteśmy dobrej myśli - w prognozach poza porannym, przelotnym deszczem nie było nic niepokojącego - pogoda miała się ustabilizować, miało wyjść słońce i być ciepło, bo ponad +20......i tak zresztą było. Jedyna in minus rzecz to, północny wiatr - pełne dwa dni płynęliśmy mając go jako przeciwnika.Płyniemy... Odcinek Krzętów - Przedbórz, ok 20 km, to ostatni odcinek Pilicy, którego nie zrobiłem "wiosłem" na tej rzece od Maluszyna aż do ujścia.Można pokusić się na wydłużenie spływu Pilicą i zaliczenie większej odległości (szlak kajakowy zaczyna się od Szczekocin) ale wyższy odcinek jest mocno uciążliwy: duża ilość karkołomnych przenosek, progów wodnych i innych przeszkód......może kiedyś?Mijamy sympatyczną rodzinkę: Nad Pilicą mieszkają również takie oto zwierzęta :eek: Po "łąkowym" fragmencie zaczyna robić się "skarpowo"... Wody w rzece mało......niestety susza daje się we znaki. Poziom jest dramatycznie niski i ledwo co spływalny.Na moje oko - jeśli nie spadną deszcze w centralnej Polsce - to w przyszły weekend kajakowanie Pilicą i innymi rzekami bądź będzie niemożliwe, bądź bardzo uciążliwe.W niektórych miejscach mocne szuranie kajakiem po dnie rzeki - zwłaszcza na "brodach" bądź to, na zwałkach, innych przeszkodach. Na odcinku poniżej Krzętowa Pilica przecina wyżynę krakowsko-częstochowską - sporo górek i pagórków.Niektórzy mieszkają w super pięknych okolicznościach przyrody - tylko pozazdrościć. Niebo się przeciera, a my mijamy jeden z kilku malowniczych mostów. Robimy pierwszą przerwę - ponieważ temperatura przed południem oscylowała wokół 14 stopni postanowiliśmy napić się naparsteczek......ot na rozgrzewkę - reszta małej buteleczki - przy ognisku. CDN2 punkty
-
Parę zdjęć organizatoraNa stronach organizatora pojawiły się zdjęcia z imprezy. Jest Mati1981 i ja. :)Ja na trasie: Dojeżdżam do mety: Mati1981 dojeżdża do mety: Mati1981 startuję do sprintów: Mati1981 podczas sprintu: Tutaj wszystkie zdjęcia:https://www.dropbox.com/sh/k3zpfa7fzjkqgos/AAD-twCR13nI6zLI6DEUSQQCa?dl=02 punkty
-
1 punkt
-
Już wierzysz? :wink: Co do WZF, to gdyby z Pilicą nie wypaliło (np. za mało wody), to proponuję Wkrę - odcinek dużo krótszy, rzeka mniejsza i węższa. Może w lipcu się tam wybiorę Pozdro dla całej Trójki!1 punkt
-
1 punkt
-
70 km Pilicą z biwakiem, czyli spływ Krzętów - Sulejów. Cz.4W nocy odwiedza nas zajączek......czy kształt ognia wam go nie przypomina? Wieczorne czary mary :wink: Noc mija szybko.Ziemniaczki są dopełnieniem kolacji.Śpimy jak niedźwiedzie...dawno tak zdrowo i dobrze mi się nie kimało. Budzimy się wcześnie rano. Expat pompuje kajak... Moja super komfortowa sypialnia nad Pilicą: Startujemy dzień drugi... ...kajaki już na wodzie. Strzelam do Czapli Siwej. W niedzielę słońce paliło dosyć intensywnie - ja założyłem swój ulubiony kajakowy golfik po to by się przed słońcem uchronić.Oczywiście czapeczka na głowie i okulary to, taki sam obowiązkowy strój jak przyklejony, zielony listek na nosie. Do Sulejowa mamy jeszcze spory kawałek od miejscówki gdzie jemy drugie śniadanie. Za Łęgiem Ręczyńskim rzeka robi się szeroka - można się zrelaksować i odpocząć. Zaczynają doskwierać nam mielizny - głębokość wody spada i trzeba mocno pilnować nurtu by nie osiąść na mieliźnie.Co chwila zmienia się osoba prowadząca spływ i co chwila któraś utyka pokazując innym, którędy nie płynąć.Szerokość rzeki ok 20 metrów a spływalny tylko metr szerokości przy jednym, bądź drugim brzegu...pomiędzy zakrętami nieco głębiej po środku...Trzeba mieć oczy szeroko otwarte i "czytać wodę".Docieramy do malowniczej kładki na której odbywa się ceremoniał przysięgi harcerskiej.Miło popatrzeć... Na poniższej fotce widać dokładnie jak jest płytko i jaki odcień piasku jest na dnie rzeki... CDN1 punkt
-
70 km Pilicą z biwakiem, czyli spływ Krzętów - Sulejów. Cz.2Płyniemy dalej.Często złączamy kajaki i dyskutując o życiu.Na co dzień nie ma na to czasu......człowiek gdzieś pędzi, jest zaganiany: praca, dom - dom, praca. Jak to dobrze, że w tym kołowrocie następują takie chwile.Zbliżamy się do lasu... ...tutaj spotykamy kilkumetrową piaszczystą skarpę.Skarp widziałem już wiele zarówno przy Pilicy jak i Radomce - takiej monumentalnej jeszcze nigdy. Struktura piachu przypomina mi skały w Dolomitach.Takiego widoku i takich kształtów jeszcze nie widziałem.Coś pięknego. Wielkość i "rozmach" tego miejsca robi wrażenie.Olbrzymie zakole i żółciutki piasek niczym z Bułgarii.Nie dosyć, że niesamowicie to jeszcze całkowicie odludnie - w okolicy żywego ducha, czysto, cicho...tylko my, kajaki i natura. Płyniemy dalej i zbliżamy się powoli do Przedborza. Z daleka widać już wieżę tutejszego kościoła. Stan wody jest na tyle niski, że odsłania nam w ciągu kilku kilometrów trochę "ciekawości" kajakowych w postaci progów i bystrzy.Pierwszy zniszczony stopień wodny, tuż przed mostem drogowym tworzy rodzącą w krwi adrenalinę - białą wodę. Odcinek pod mostem pokonujemy po lewej stronie - po prawej ponabijane w dno kołki. Kilkaset metrów i napotykamy kilka następujących po siebie spiętrzeń wody - jest szum, jest zabawa! Jest przygoda. Na kolejnym, kamiennym, częściowo rozwalonym progu Jacek wybiera nie tą stronę - nie czyta dobrze rzeki i utyka na chwilę. Każde kolejne bystrze wywołuje na naszych twarzach szerokie uśmiechy.Lubimy To! Jest adrenalina... ...na tym odcinku rzeki jest trochę górskiego klimatu. CDN1 punkt
-
Powiem Ci szczerze, że mam inne odczucia. Na szosie czuję się naprawdę bezpiecznie i jeszcze nigdy nie miałem jakiejś niebezpiecznej czy nerwowej sytuacji. Nie pcham się oczywiście na wąskie, bez szerokiego pobocza i z dużym ruchem zwłaszcza ciężarówek krajówki i drogi wojewódzkie. Raczej wybieram boczne drogi, wiejskie, z dobrym asfaltem gdzie ruch jest minimalny. Nie jeżdżę środkiem pasa, staram się nie utrudniać ruchu, w mieście nie przeciskam się na styk pomiędzy samochodami i jest naprawdę ekstra i bezpiecznie. Z tego co zauważyłem, to kierowcy dużo bardziej respektują szosowców, może przez to że po pierwsze jedzie się sporo szybciej niż na mtb, po drugie łatwiej wyprzedzić, bo jednak jest te 30-40cm więcej miejsca. No i może jeszcze jest inne podejście i postrzeganie gościa jadącego sprawnie na szosie, ubranego w kolarskie ubranie, a zwykłego rowerzysty ubranego w zwyczajne ubranie jadącego dużo wolniej i zwyczajnie tamującego ruch. W każdym bądź razie jadąc po drogach na szosówce czuję się pewnie i bezpiecznie, ale gdy jadę po drogach na mtb, z tym poczuciem bezpieczeństwa jest już trochę gorzej.1 punkt
-
Fafek to zobacz jeszcze tutaj http://www.altimetr.pl/ Baza podjazdów w Polsce i za granicą.1 punkt
-
Johnny gratulacje i szacun, że dałeś radę :applause: To jest ten podjazd? http://www.altimetr.pl/gora-magurkawilkowicka.html1 punkt
-
Ja z Markiem niestety nie wzięliśmy udziału w uphillu, ale do testów Kellysa podeszliśmy poważnie.Marek dosiadł downhillową mocną i ciężką maszynę Noid 90, a ja endurowego Swaga 50.Chyba jako jedyni zjechaliśmy testówkami na sam dół. Wybraliśmy singieltracka Boxer 2.Były korzenie, kamienie, strumyki i inne takie tam przyjemności.Zjazd to pikuś, ale drugi wyjazd tego dnia zwłaszcza dla Marka to wypychanie roweru.Przełożenie w rowerze DH nie umożliwia jazdę pod górę. No ale przecież to zjazdówka to co się dziwić.Po drodze w górę spotykamy Johnnego pędzącego w dół.Na górę docieramy późno. Ekipa demo days zwija sprzęt a o przekąsce, która ponoć testerom też przysługiwała to możemy już tylko pomarzyć.1 punkt
-
1 punkt
-
Sam się dziwię. Kaseta i zębatki na korbie wyglądają bardzo dobrze. Póki co,łańcuch chodzi idealnie,ale prawdziwa weryfikacja jutro... Ale mam stresa,choć przecież to tylko dla zabawy... :wink: Natomiast chyba wiem czemu tak wszyscy mówią o SPD - spróbuję,ale najpierw muszę mieć na to kasę,bo to nie tylko pedały,ale też buty... :proud: Aniu,nic tylko Cię wyściskać! :cheerful: Jak zawsze zresztą. Przy takim wsparciu wierzę w dobry wynik! : Pozdrawiam.1 punkt







