Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. johnny_narciarz

    • Punkty

      2

    • Liczba zawartości

      8 428


  2. Andi

    Andi

    Użytkownik forum


    • Punkty

      1

    • Liczba zawartości

      638


  3. leitner

    leitner

    Użytkownik forum


    • Punkty

      1

    • Liczba zawartości

      4 153


  4. Pablo

    Pablo

    Użytkownik forum


    • Punkty

      1

    • Liczba zawartości

      136


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 16.08.2016 uwzględniając wszystkie działy

  1. Kolejna dłuższa wyprawa,a właściwie moja najdłuższa. Celem było zrobienie 300 km i swego rodzaju sprawdzian formy przed innym wyzwaniem. Pogoda w tym roku nie rozpieszcza kolarzy,ale udało się znaleźć czas w odpowiednim dniu. Właściwie dla mnie to była jedyna szansa na taką próbę w tym roku,ze względu na róże okoliczności. Dostałem więcej wolnego,więc szybko zaplanowałem trasę, przemyślałem ekwipunek,nasmarowałem napęd i nastawiłem budzik gdzieś na 3 rano... Pogoda zapowiadała się dobrze - ok. 20 stopni na plusie i dużo słońca. Dość optymistycznie założyłem,że mogę wystartować w krótkich spodenkach i podkoszulku. Kiedy wstałem rano,a właściwie jeszcze w nocy, temperatura na zewnątrz wynosiła ledwie +8 st. Postanowiłem więc wziąć dodatkową bluzę z długim rękawem i nic więcej. Przecież tylko z rana chwilę będzie chłodno,więc nie warto się zbytnio obciążać... Wciągnąłem rower,spakowałem kilka batonów i dwa 7daysy,aparat,parę niezbędnych drobiazgów i w drogę! Niestety jest jeszcze ciemno,słońce wstanie dopiero za ok. godzinę. Włączyłem mój mega szperacz i po problemie. Niestety,chyba z zimna nie chciał mi się uruchomić licznik rowerowy - tego nie przewidziałem. W razie problemów z GPS miałbym zapasowy zapis. Może później się obudzi, trzeba jechać i być dobrej myśli. Skierowałem się w stronę Bielan nad Sołą i dalej Oświęcimia. Główne drogi omijam,jeśli jest tylko taka możliwość. Po ok. 10 km. miła niespodzianka: ruszył licznik. Dziwnie zbiegło się to z wyłączeniem lampy. Może to ona temu winna? A może odtajał? Najważniejsze,że idzie. Dzięki temu mam np. odczyt temperatury,a ta nie nastraja optymizmem. Przy domu miałem 8 stopni na plusie, teraz jest już 7, a kawałek dalej jeszcze spadnie do sześciu. Ale to jeszcze nic - kiedy wjechałem do Oświęcimia,licznik pokazał +5 st. i wjechałem w gęstą mgłę. Da się wytrzymać,kiedy człowiek w ruchu,ale do czasu. Skierowałem się w stronę Chrzanowa i zaraz po przejechaniu mostu na Wiśle, wjechałem na znaną mi już wcześnie nowiusieńką, asfaltową drogę na wałach. Niestety jazda obok rzeki przy dzisiejszych warunkach, oznacza jazdę we mgle i jeszcze ta temperatura... Po kilku kilometrach zaczyna mi kapać z kasku i wcale nie był to pot. Mgła się skraplała na mnie i nie tylko na głowie. Jestem dosłownie cały mokry! Nogi,koszulka,ręce - wszystko! Po dwóch godzinach jazdy w chłodzie,a teraz jeszcze przemoczony, zaczynam mieć wątpliwości, czy był to dobry pomysł. Niby słońce zaczyna się przebijać,ale ciągle widzę tylko +5 st. Zaczyna mi być baaardzo zimno. Z powodu drgawek mam problem z utrzymaniem toru jazdy. Oj,przydałoby się zagrzać! Ale gdzie? Tu totalna pustka. Jedynie tłum Saren... Po kolejnej godzinie wreszcie mgła zaczyna się rozchodzić i rośnie temperatura. Niemal natychmiast z 5 robi się +11 stopni. Dodając do tego coraz mocniej operujące słońce, mogę odetchnąć. Po ponad trzech godzinach marznięcia, zakończona została walka o przetrwanie,a zaczęła przyjemna wyprawa.. Ów pięknie wyasfaltowany wał kończy się niestety po 20 km. Na dalszym odcinku trwają aktualnie pracę,więc pewnie wkrótce będzie jeszcze ciekawiej. Postanawiam ruszyć od tego miejsca w kierunku znanej mi już trasy. Może 3 kilometry i już rozpoznaję miejsce. Dalszą część trasy opisywałem w zeszłym roku - trochę po wałach,trochę obok,a czasem przez pola. Malowniczo i przyjemnie. Nurt na rzece dość mocy po ostatnich opadach,to też niektóre promy nieczynne. Mi to w niczym nie przeszkadza,bo ja przeprawiać się już nie muszę. Ale pewnie właściciele przepraw zachwycenia nie są. Niby tu taka jeszcze niewielka ta rzeka,a ostatnie opady potrafiły namieszać. Po drodze dostrzegam nowość - specjalny przystanek dla rowerzystów. Jest stoliczek,ławeczka, zadaszenie, parking na rowery i mapka pokazująca gdzie jesteśmy i jak biegną szalki. Zauważyłem też,że w niektórych miejscach trwają prace na wałach wiślanych. Nie mam wiele czasu na odpoczynek,więc jadę dalej. Nawet jak mam małego głoda, jem podczas jazdy. Zgłodniałem - batonik. Tak dotarłem na przedmieścia,gdzie wita piękny asfalcik i tor dla kajakarzy. teraz już lekko do samego centrum Krakowa.
    1 punkt
  2. 324 KM NA ROWERZE TO MEGA WYCZYN brawo .
    1 punkt
  3. Szacun, tylko pozazdrościć kondycji i chęci Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk
    1 punkt
  4. To ja jeszcze dorzucę coś swojego Dokładniej co, jak, dlaczego i z kim napiszę jutro
    1 punkt
  5. No i jestem. Kraków na rowerze po raz kolejny. Najpierw skierowałem się do centrum,od tak dla formalności,ale tam straszne tłumy! Ciężko gdziekolwiek przejechać. Szybko się ewakuuję i wolę pojeździć przy Wiśle. Szeroki asfalt i brak tłumów. Objeździłem co nieco i czas na powrót. Dziś celem nie był Kraków,ale zaliczenie odpowiednio długiej trasy. Nieco zmartwił mnie nasilający się wiatr,bo jego kierunek nie był mi przychylny. Czyżby 100 km jazdy "pod prąd"? Najpierw fotki z centrum. Centrum piękne,ale ja tam wolałem nabrzeże. Tam rundka po jednej i drugiej stronie Wisły. Ciekawe co mieli na myśli twórcy z tą świnią na stosie? Trochu objechałem i skierowałem się w drogę powrotną. Wymyślona trasa była super,więc powrót po swoich śladach. Tym razem tor dla kajakarzy górskich już otwarty i nurt odpowiedni. Tym razem dobrze przemyślałem strategię odnośnie posiłków i regularnie pochłaniałem kaloryczne batony. To wyraźnie pomagało. Forma się trzymała,jedynie tylna część ciała zaczynała protestować,mimo założenia typowych, kolarskich spodenek z tzw. pampersem. Ale znalazłem na to sposób. Swego czasu kupiłem jakąś żelową nakładkę na siodełko,więc ją zabrałem ze sobą. Ale nie założyłem ją od razu,tylko po przejechaniu ok. 170 km. Co by nie zrobić,każde siodełka wcześniej czy później da o sobie znać. Więc najlepiej je zmienić. Siodełka nie zabiorę ze sobą,ale nakładka nie jest ciężka i można ją odpowiednio zagospodarować. Tak więc założyłem ową nakładkę i jakbym miał nowe, wygodniejsze siodełko. To zdecydowanie pomogło! Dalej jechało się wygodniej. Po drodzę śluza. Pon ok. 230 km dotarłem ponownie do Oświęcimia i tu postanowiłem zrobić jedyną dłuższą przerwę na jedzonko. Trochę niezdrowe,ale brałem pod uwagę tylko restaurację,w których nie musiałem zsiadać z roweru. Po za tym co znaczy zdrowe-niezdrowe? Najważniejsze było wchłonąć trochu kalorii,bo już trochę ich straciłem i najlepiej w formie mi smakującej... Niewielka strata czasowa i znowu jestem w drodze. Ale brzuszek pełny. Sił nadal nie brakuję. Skierowałem się najpierw nad Sołę,później nad j.Goczałkowickie,żeby na końcu pokręcić się w moich okolicach. Chyba największym przeciwnikiem w tej nierównej walce to... nuda. Od pewnego momentu człowiek ma dość tej wiecznej jazdy. Dopóki coś się dzieje,to jeszcze nie ma problemu,ale kiedy zalicza się znane miejsca,zwyczajnie to już nie cieszy. No ale plan trzeba wykonać. Najważniejsze,że do samego końca noga podawała,jak mówią kolarze i ani przez chwilę nie miałem jakiegoś kryzysu formy, czy słabszych momentów. Jakby tego było mało,po przekroczeniu liczy 300 km jakbym dostał drugi oddech. Tempo jeszcze wzrosło. Jedynie nieco czułem już ból w kolanach. Kręciłem tak,aż zbliżyła się godzina 21.00, czyli czas odebrać żonę z pracy. No cóż, nie można wiecznie się bawić,są też obowiązki. Ostatecznie zakończyłem jazdę wynikiem 324 km,ale to nie kres możliwości. Jak najbardziej mógłbym jechać dalej i to był najważniejszy wniosek po dzisiejszej próbie. Co dalej? W tym roku już pewnie nic ważnego,ale w przyszłym sezonie letnim będzie jasne... Pozdrawiam, Johnny
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...