Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 13.09.2017 w Odpowiedzi
-
11 punktów
-
5 punktów
-
Na razie nie. W tym sezonie będą oświetlone trasy 1 i 3 z Hali Skrzyczeńskiej do parkingu u Kowalskiego1 punkt
-
A jaką długość nart polecacie dla cięższych narciarzy 181 cm 89 kg? 174 cm czy dłuższe brać F19 177 lub 182 cm?1 punkt
-
Dokładnie my również staramy się unikać szos z dużym natężeniem ruchu... Piotrka nieszczęście spotkało tuż pod domem - czasami nie da się przejechać inną drogą, zależy kto jak mieszka. Z drugiej strony, to nie jest reguła gdzie człowieka nieszczęście może spotkać - ulica, czy pole lub las. ...większość moich kolegów, która miała wypadek rowerowy (złamanie ręki, obojczyka), to rowerzyści MTB i jazda w lesie. ...a tu się @jank mylisz Spokojnie można w zimę kręcić zarówno na rowerze jak i jeździć na nartach... bądź na narty można na rowerze pojechać Podam choćby przykład @johnny_narciarz hahaha U mnie występuje również trzecia pasja - kajak... i tu również muszę powiedzieć, że spływy rzekami w zimę, gdy lód i śnieg są niesamowitymi przygodami A tak szczerze, to Góry są magiczne i nie ma jak głęboki oddech gdzieś na wysokości 3000 metrów gdy stok pusty i nie ma ludzi... ...nie ma jak skrzypiący śnieg pod nartą i pierwszy zjazd jeszcze nierozdziewiczoną trasą. Już niedługo.1 punkt
-
1 punkt
-
1 punkt
-
Troszkę porządków w relacjach rowerowych Rowerkiem przez dzikie zakątki Puszczy Boreckiej na Mazurach w wątku: Egzotyczna wycieczka na rowerach MTB, do pięknego miasteczka Pizzo w Calabrii we Włoszech: Zapraszam wszystkich, którzy nie przeglądali do zobaczenia relacji A wczoraj? Częstochowa - rekord życiowy, w kategorii dystans Powtórka z Częstochowy - kiedyś już w podobnym gronie zrobiliśmy sobie wycieczkę, pielgrzymkę do tego miasta, Na Jasną Górę - wczoraj był reaplay Wyjazd z samego rana, skład trzy osobowy: Sławek i ja na rowerach Fitnessowych, Robert - Kolarzówka. By zrobić rekord życiowy musiałem spod domu wybrać dłuższą o te, dokładnie 2,5 kilometra dłuższą trasę. Jazda bardzo przyjemna gdyby nie pod wiatr, i gdyby nie koszmarny upał Pierwszy raz w życiu wypiłem 10 litrów wody i ani razu nie sikałem... Organizm dostał nieźle "po kościach". Po drodze nie robiłem fotek, bo nie chciałem tachać aparatu w rowerze - trasa była taka sama, jak dwa lata temu w relacji w niniejszym wątku. Mapa przejazdu i przewyższenia: Wynik na rowerze szosowym może nie jest dużo lepszy niż na rowerze crossowym - warunki były też inne. Cóż? Na wynik pojedziemy innym razem... Wynik z 2015: średnia 22,63 km/h i czas przejazdu 8:50:44. Z wczoraj: Szczęśliwa trójka na mecie pozdrawiam marboru1 punkt
-
W niedzielę wybraliśmy się z kolegą na objazd Beskidu Sądeckiego. Trasa liczyła ok. 110km, co samo w sobie nie jest może wielkim wyzwaniem - prawdziwą trudność zrobiły jednak podjazdy, w tym gwóźdź programu, czyli słynna Przehyba! Kolarzom nie trzeba tej góry raczej przedstawiać, dla niewtajemniczonych zaś: jeden z najtrudniejszych podjazdów szosowych w kraju i IMHO najlepszy. Na dystansie kilkunastu kilometrów trzeba się wspiąć z nieco ponad 300m, na wysokość prawie 1200m... dla porównania "słynny" i "napompowany" medialnie Gliczarów (znany z wyścigu Tour de Pologne) to ledwo 300m przewyższenia... Tam trzeba być w dobrej dyspozycji, bo inaczej góra zeżre cię, przeżuje i wypluje . Tak się zakończyło pierwsze moje podejście to tej wspinaczki, kilka lat temu. Potem był sukces w postaci wyjechania "na raz" całej trasy, następnie wjechanie w czasie poniżej 1h, nawet z lekką rezerwą i niedosytem... Teraz plan był jasny: od początku "ile fabryka dała" i walka o jak najlepszy wynik. Ale zanim do tego doszło, trzeba było jeszcze dojechać do podnóża. Wystartowaliśmy z miejscowości Tymbark, od samego początku droga prowadziła pod górę. Pierwsza "premia górska" na Przełęczy Słopnickiej. W międzyczasie bardzo działający na wyobraźnię znak drogowy: Stromy podjazd, 17%! Odrobinę drogowców poniosła fantazja, bo aż tak stromo nie było, jednak ból nóg był gwarantowany Po pokonaniu tej przeszkody, całkiem przyjemny i szybki zjazd, kawałek chopki i następnie zjazd aż do miejscowości Łącko (tak, tej od śliwowicy). Jeszcze kilkanaście kilometrów po płaskim i wreszcie wyczekiwany podjazd... Zdjęć z tego odcinka nie będzie żadnych, gdyż w ferworze walki nie ma na coś takiego czasu, ponadto niemal cały czas jedzie się w lesie, więc widoków za bardzo nie ma... Jak wspomniałem od początku ruszyłem z kopyta. Na początku droga wznosi się jeszcze łagodnie pod górę, by po kilku kilometrach przejść w wąską i coraz bardziej stromą leśną dróżkę. Tam już nie ma żartów - przez ostatnie 5 km nachylenie właściwie nie spada poniżej 10%! Z każdym kilometrem było coraz gorzej, nogi piekły coraz bardziej, a pikawa dudniła jak oszalała Finiszowe metry już w tzw. trupa... Efekt znakomity - 50 minut na cały podjazd, rekord życiowy poprawiony o przeszło 8 minut! Teraz czas na relaks w schronisku, za chwilę przyjeżdża też kumpel. Czas na przerwę bufetową i oczywiście naleśniki Po przerwie już ta łatwiejsza część trasy. Najpierw zjazd - bez szaleństw, bo droga wąska i duży ruch pieszych. Potem jeszcze kilkanaście kilometrów łagodnie wznoszącej się drogi, krótki stromszy odcinek na Przełęcz Ostrą i świetny, techniczny i kręty zjazd do Limanowej. I to już prawie koniec... jeszcze kilka km i jesteśmy z powrotem w Tymbarku... uff, koniec -------- A nagroda czeka w domu - leżak na balkonie i znakomite lokalne piwo1 punkt







