Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 25.02.2020 w Komentarze w blogu
-
Heiligenblut – Grossglockner, czyli „Wielki Dzwonnik” Ski Część 2 Jazda do góry orczykiem Hochfleiss odbywa się do wysokości 2902 m npm, po kilku zjazdach i zaliczeniu wszystkich tutejszych tras. Pogoda poprawia się jeszcze bardziej...a my, co? Postanawiamy wspiąć się, najpierw na nartach (GS Skituring), potem jedynie w butach narciarskich, na tutejszy szczyt mieszczący się na wysokości 2989 m npm - Giajdtroghohe. Wieje, pada drobny śnieg ale zaczyna robić się pięknie! Odzyskujemy humor, werwę i radość z bycia w górach wysokich. Tutaj widoczność, ładna pogoda, to klucz! Robimy sesję zdjęciową Paula: Nie było łatwo - 87 metrów w pionie i odległość ok 350 metrów skutecznie nas rozgrzało i dostarczyło odpowiednią ilość endorfin. I jeszcze raz razem I ponownie Paula Pamiątkowa tabliczka znajdująca się przy krzyżu. Widoki tutaj są fantastyczne!!! Jak tu będziecie, to bardzo, bardzo polecamy by się również wybrać na taką przechadzkę Widok na Hocharn 3254 m npm: To po lewo od szczytu na jakim się znaleźliśmy, a po prawej stronie? A z bliska wygląda, to tak: Szczyt Hoher Sonnblick 3106 m npm oraz Obserwatorium Meterologiczne. Jak wyczytałem, jest to najwyższe takie obserwatorium na świecie działające cały rok. Funkcjonuje ono od 125 lat i zostało zbudowane przy użyciu prymitywnych wyciągów liniowych w roku 1886 roku. Tutaj też zanotowano najniższą temperaturę w Austrii -37,4 stopnie C. Jedziemy w dół - koniec przygody ze zdobywaniem szczytu. "Wielki Dzwonnik" pokazuje nam się jedynie przez parę sekund pomiędzy chmurami... jedynie sam szczyt - nagrało się nawet na krótkim klipie Myślimy sobie... dobre i tyle. Mamy jednak nadzieję, że jak z powrotem przeniesiemy się na tereny z poranka, to nam się ukaże. Jeździmy genialną trasą 2. Przeciera się, przeciera... Widok w stronę doliny, którą tu przyjechaliśmy autem: Ale niestety wybija godzina 16...i nic Chmura Spadamy na dół, przebieramy, chowamy narty i? I jest!!! Zaszczycił nas, pokazując w pełnej odsłonie! Na zbliżeniu widać jak mocno wiało tego dnia na wysokościach powyżej trzech tysięcy metrów. I po sekundzie... Piękny!!! Olbrzymia i monumentalna piramida zrobiła na nas olbrzymie wrażenie. Trochę żałujemy, że nie mieliśmy przyjemności spojrzeć na niego z wyższej wysokości, ale radość z tego że jednak wyłonił się dla nas i pokazał było ukoronowaniem tego narciarskiego dnia. Wracamy radośni do hotelu. Podsumowanie nart: Pozdrawiamy serdecznie marboru i Paula11 punktów
-
Dzięki za prezentację kolejnego nieznanego mi ON. Do zdjęcia "Druga Połowa" mi padła.. to aż Ewę zawołałem (żeby pokazać jak wygląda padnięta druga połowa). Paula nie daj mu się tak wykańczać!!!2 punkty
-
Goldeck – część 2 Na początek drugiej części - zdjęcie czarno-białe... Powoli chmury ustępują i ukazują się naszym oczom sąsiednie szczyty Trasa 5: Paula w akcji marboru i znak Widok z jeziorem, w stronę Villach. Oczywiście robimy sobie wspólną fotkę w Goldecku Zaliczamy również dwie tutejsze skirouty. Szeroko... Pusto... Czego chcieć więcej? Słońce Lotnisko? Robimy sesję filmową. Jest gdzie Pomiędzy trasami można pojeździć free - niestety warunków nie ma Poniżej na zdjęciu muldy poza trasą...no chyba, że ktoś lubi jazdę po twardych muldach - to takie warunki, w czasie naszego pobytu były. Widok, z drugiej strony góry - trasa 5, na grani. Czyż Goldeck nie jest charakterystyczny? Główna restauracja - tu jemy drugi lunch, po którym robimy jeszcze kilka zjazdów i kończymy. Trzeci dzień na nartach mieliśmy naprawdę udany! Goldeck - Złoto Karyntii? Zdecydowanie tak. Nam się tutaj bardzo podobało. Mało, ale doskonałe trasy - luz, brak kolejek i przede wszystkim trzymające bardzo dobre warunki, do końca dnia, trasy narciarskie. @mifilim miałeś rację - bardzo nam się podobało! Jeśli ktoś lubi kameralne, niewielkie ośrodki - to, to miejsce powinien odwiedzić. Ściganci w postaci marboru i Pauli mieli tutaj co robić Pozdrawiamy serdecznie!2 punkty
-
Dzięki za kolejną próbkę prozy . Musicie tam koniecznie pojechać latem! Großglockner-Hochalpenstraße mimo wszystko warto. Ja tam strasznych tłumów nie widziałem a byłem w lipcu.1 punkt
-
Dzięki @tanova, mamy w planach zawitać tam jakoś na początku czerwca...może nie będzie jeszcze tylu turystów? Zobaczymy jak to wyjdzie, bo planów jest dużo, a urlopu coraz mniej1 punkt
-
Po tych wszystkich złotkach i diamencikach czekałam na perłę w karantańskiej koronie i się doczekałam . Bardzo ciekawy ośrodek, mam nadzieję że będzie mi dane tam kiedyś zawitać zimą. Pięknie to opisałeś! Großglocknerstraße w lecie może i legendarna na rowery, ale ja byłam bardzo zawiedziona - olbrzymi ruch samochodowy, autokary, motocykle, spaliny, a lodowiec Pasterze to bardzo komercyjne miejsce z brzydkim, wielkim garażem podziemnym, tłumem ludzi i tandetnymi pamiątkami. Sam lodowiec w lecie też niespecjalnej urody - szybko się stamtąd zwinęliśmy.1 punkt
-
właśnie z nią rozmawiałem przez telefon (jestem w delegacji) i moja "Druga Połowa" mówi, że to jest przekłamanie w blogu...Ona nie była ani głodna, ani zmęczona... Jej się po prostu spać chciało, bo budzik nastawiłem o 5:30 Także wszystkich czytelników przepraszam za drobną nieścisłość1 punkt
-
Jak zwykle piękne relacje,mijaliśmy się w tej Karyntii,szkoda bo przyjemnie byłoby wypić wspólnie jakąś kawkę poza naszymi nizinnymi stokami .My na Goldeck mieliśmy 8km więc ten mały ośrodek wybraliśmy na koniec naszej czterodniówki, aby po nartach był czas wrócić na kwaterę,odświeżyć się i w miarę rozsądnych godzinach wrócić do domu. Goldeck bardzo mi się spodobał bo oprócz fajnych tras temperatura tego dnia była zdecydowanie niższa i trasy cały czas były zmrożone.Na wjeżdzie najbardziej przypadł mi do gustu Turracher z przeprawą przez zamarznięte jeziorko,Nassfeld z przepięknymi widokami i trasami stracił z powodu tłumów na stoku(błąd taktyczny, niedziela). Ogólnie wszystkie ośrodki bardzo ciekawe, dlatego cały region jest do powtórzenia,zaklepałem już wyjazd na połowę marca. Tym razem dłuższy 6 dni na nartach. Pozdrawiam Marek1 punkt
-
Nassfeld - cześć 2 Teraz eksplorujemy zjazdy znajdujące się na zboczach Madritschen Kopf oraz Tressdorfer Hohe - na poniższym zdjęciu widoczne na wprost. Pod wyciągami zaczyna robić się tłoczniej. Narciarze poruszają się jednak w przeciwną stronę do nas i nie czekamy dłużej niż dwie minuty do wyciągów. Zaliczamy trasę numer 40 - jest fantastyczna! Trasę 23. Przejeżdżamy przez środek miasteczka, pomiędzy budynkami, po szosach asfaltowych - przygoda! Na tych miejskich fragmentach należy uważać na sprzęt. Pojawia się trochę ciemnego śniegu z drobnymi kamyczkami. Jeździmy tutaj ostrożnie. Zaliczamy przejazd slalomem na części trasy 21 przy orczyku i po zrobieniu wszystkich tras zmierzających do Sonnenalpe Nassfeld, przedzieramy się dalej! Wszystkie kolorowe linie ośrodka Teraz szusujemy w okolicach Troghohe oraz Trogkofel 2280 m npm (widoczne na wprost na poniższym zdjęciu): Podążamy tam trasą 63. Tutejsza tablica informacyjna: Przytrasowe atrakcje: Docieramy do punktu widokowego, górna stacja gondoli 22, Troghohe 2020 m npm. Za moimi plecami Italia. Granica Austrii i Włoch, to charakterystyczne miejsce Paula jest bardziej Włoska... ...a ja austriacki Widok w stronę Włoch jest cudowny! Z drugiej strony, kolejna niezwykła formacja skalna 😮 Kontynuujemy jazdę trasą czerwoną 70... ...a później czarną 75: Dół tej trasy zbiega się przy dwóch stacjach kolejek 22, 23. Przy wagonikach 23, trasa czerwona 77: Dzień kończymy na trasie prowadzącej do Tropollach, bardzo długa i malownicza 80. Robimy ją dwa razy. Nasz drugi dzień pobytu w Karyntii kończymy rysując na mapach takie oto kształty... Jesteśmy zachwyceni miejscem! Trasami, widokami, rozmachem stacji narciarskiej! Nassfeld, to prawdziwy diament w koronie ON Karyntii Będziemy tęsknić za tutejszą przestrzenią... marboru i Paula1 punkt
-
Gerlitzen – część 2 Jesteśmy na dole. I jesteśmy tuż, po "skosztowaniu" naszej trasy powrotnej. Jak się później okaże, to tutaj spędzimy większość czasu na koniec tego narciarskiego dnia. Gust: Rozkoszujemy się resztą opcji zjazdów po Gerlitzen, które oceniamy i porównujemy do Kronplatzu. Tak... tylko tutaj sporo mniejsza skala, ale również inaczej. Bardziej kameralnie i swojsko. Nawet, te kilka orczyków nie jest nam straszna Jeździmy od kopuły szczytowej, w każdym kierunku. Mijają godziny, a dla nas jakby czas się zatrzymał... I góra, i dół, i góra, i dół... Krótka czarna trasa - bardzo nam się podoba! A widoki z niej? Proszę... Przerwa na kawę, na lunch? Jeszcze nie teraz... Hotel w sercu Gerlitzen? @JC wiem, że niedługo w nim będziesz kontemplował miejsce. Kręcił Vologa Można się zachwycić i zakochać w tym miejscu! Gdzieś w oddali szukamy kolejnego naszego celu... Znajdujemy! Kolejne zjazdy!!! Odpoczynek? Nie! Krótka przerwa na kawę Kawę i lunch 20 minut! Krócej... w pierwszy dzień głód narciarstwa jest mocniejszy niż ten przyziemny związany z jedzeniem Pusto 😮 Jeździmy dalej. Wszystkie kolorowe linie są nasze! Wszystkie wspaniałe widoki są nasze! Górna stacja gondoli na poniższym zdjęciu. Pełni siły i wigoru! Energia skrętów i prędkości. To nic, że są już odsypy i lód gdzieniegdzie! Poruszamy się jak ryby w wodzie i nie straszne są nam zmieniające się warunki! Chłoniemy narciarstwo i naszą pasję pełnią serc i dusz Kaczuszki się do nas nawet uśmiechają 😮 Zaczęliśmy pierwsi, ostatni kończymy. Tuż przed ostatnim zjazdem: Jeszcze tylko tankowanie w cieniu zamku... ...i docieramy do hotelu, by razem, we dwoje jeszcze raz wrócić, na świeżo do tego, co dzisiaj przeżyliśmy! Kończymy pierwszy dzień SkiSafari po Karyntii. Gerlitzen jest dla nas, bombową, jednodniową stacją narciarską. Pozdrawiamy serdecznie marboru i Paula1 punkt







