Wczoraj było rowerowo. Tak rodzinnie, z córką, żoną i synem. Syn już wymiata, poszła mu siła, więc zajeżdża kolegów na nizinnym MTB, reszta mojej ekipy jechała z nami pierwszy raz ponad 50 kilometrów na rowerach. Dziewczyny były zadowolone, co pokazuje właściwy dobór trasy oraz inne atrakcje po drodze (nie samym rowerem człowiek żyje, tak wiem ciężko w to uwierzyć, ale wiecie, są jeszcze narty 😉 np.).
Zaczynamy.
Tak trochę asfaltowo, chodnikowo, nieciekawie.
Tu Muszynka sobie płynie.
Zaczynają się wydzielone ścieżki.
Jest nas więcej.
Jesteśmy w Muszynie.
Pewnie gdybym był sam, nie wpadłbym na pomysł by się akurat tu zatrzymać ?
Czego się jednak nie robi dla córki.
Całkiem miłe miejsce.
c.d.n.