Nie chce rozdmuchiwać wątku, który ma być o polskich inwestycjach, bo schodzimy na temat rzeka ALE - z jakiej kieszeni? Mój przyjaciel miał dzieciaki (miały wtedy pewnie 10-11 lat) w tym samym klubie w Polsce co moja córka. Za wszystko płaciliśmy ciężką kasę - narty (choć mieliśmy układ z jedną z firm, że były i są fajne rabaty), karnety (z rzadka były jakieś zniżki, ale umówmy się - symboliczne), kaźdy wyjazd, trenerów, zakwaterowanie - płaciliśmy. Potem znajomy - tak mu się w życiu złożyło - przeprowadził się do Szwajcarii. Jego syn był w lokalnym klubie i dostał się ostatecznie do kadry kantonu U12 czy jakoś tak - trener był społecznie (nie płacili), za karnet nie płacili; sprzęt dawał na zasadzie wypożyczenia jakiś lokalny Ochsner Sport, czy InterSport, czy co oni tam mieli - dzieciaki na tym jeździły - oni za to nie płacili - po sezonie zwracali. Jego syn nie był tak jakimś objawieniem - był niezły, choć w swoim roczniku, choć w Polsce nie wygrywał wtedy w tych wszystkich ligach i co tam jest na poziomie bajtla. Ale i tak "biedni" Szwajcarzy, jemu spoza ich kraju, dali lepsze warunki rozwoju i szansę, niż miał tu na miejscu w Polsce. Nie mówiąc o tym, że klubowy stok miał 30-40 minut od domu. W Austrii w Filzmoos jak pytałem jak mają zorganizowany klub lokalny podobnie - dzieci po szkole idą na stok; karnety mają za free; trenerów (także takich z przeszłością w PŚ) mają za free - pracują społecznie; narty mieli z Altenmarku od Atomica. Oni mają góry i przystępne możliwości rozwoju. My mamy drogo i po górę...
A co do olimpiady - nawet chyba nie wiesz, jaki poziom trzeba osiągnąć, żeby godnie rywalizować na takich zawodach. Nasze nastolatki w zawodach FIS (nie mówię o Pucharze Europy, czy PŚ) najczęściej są brutalnie weryfikowani przez rówieśników z krajów tzw. alpejskich, lub nawet ze Słowacji, czy W. Brytanii (są tacy, co siedzą cały czas w Austrii i trenują), choć naprawdę ciężko trenują i jakbyś ich zobaczył na treningu, to byś był przekonany, że to jedzie przysły alberto tomba albo lindsey vonn.
@WojtekM - Mówisz o tym, że Vonn wychowała się w Minnesocie i tam nauczyła się jeździć. Jasne. Wiesz ile lat miała Vonn jak się przeprowadziła do Colorado? Powiem Ci - 12 lat. Właśnie dlatego, że nie dało się w tej Minnesocie poważżnie trenować. Ja wierzę w to, że na poziomie 10-12 latka wystarczy lepsza ośla łączka i wyrwirączka. Byle jeżdzić; regularnie; może nawet lepiej jak będzie to zabawa niż jakaś rywalizacja wielka. 10-12 latkowie z Polski w zawodach typu Kids Trophy w Zauchensee zgarniają czołowe lokaty. I gdyby PŚ alpejski lub olimpiada była rozgrywana w kategoriach wiekowych typu 10-12 lat, to bylibyśmy być może hegemonami. Problem polega na tym, że kiedy tam zaczyna się prawdziwe jeżdżenie w Alpach, w USA, to u nas już mało kto jest w stanie cokolwiek nawiązać i pokazać.
W krajach typu Francja, Włochy, Austria mistrzowie nart pochodzą z wiosek, z gór; polscy najlepsi narciarze w większości pochodzą z miejscy typu Kraków lub Warszawa... to daje do myślenia, a z drugiej strony jak ma być inaczej, przy tych realiach jakie mamy. Vide moja wcześniejsza wypowiedź o klubach komercyjnych i kliento-zawodnikach.
Ale żeby nie było tak całkiem gorzko - ktoś wspominał Blautha i zmiany na lepsze; zgadza się - PKL się trochę stara pomóc - trasy, zniżki na karnety; zawody młodzieżowego Pucharu Polski mają godną oprawę; piękna ceremonia na koniec sezonu; Małysz rozdaje dypomy; to jakoś tam trochę buduje. Nadal jednak bez grubego portfela, który może jakimś cudem akurat połączy się z talentem jakiegoś młodzieńca lub młodziczki, to się mistrzów w tym sporcie niedoczekamy; choć mam nadal nadzieję, że przynajmniej dwóch byłych zawodników, jakoś tam próbuje ze swomi dziećmi dociągnąć gdzieś do poważnych zawodów - zobaczymy; nie zapeszam; trzeba dać temu jeszcze parę lat. Furę szczęścia i kasy.