Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

marboru

VIP
  • Liczba zawartości

    7 223
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    599

Zawartość dodana przez marboru

  1. Wyjazd to jeden wielki spontan - jeszcze w sobotę popołudniu sobie śmigałem na rowerku, a tu telefon i zaproszenie do Sącza - trzeba było Paulę, siebie szybko pakować i jechać. Wszystko na "wariackich papierach". Nieopodal Tatr wylądowaliśmy w sobotę w nocy, a o 4 rano pobudka i na Rysy Wyprawa była planowana od dawna, ale nie tak z nienacka. Maćku - spokojnie sobie Rysy zrobisz - masz o wiele bliżej w Tatry niż my. A niebawem?... A niebawem się widzimy i zdobywamy kolejne cele :applause: Nie mogę się już doczekać tego spotkania i kolejnych wspólnych przygód - oby pogoda dopisała. PS. Pozdro dla Izy :happy:
  2. Rysy - 04.10.2015 Udało się! Zaplanowane wejście i zdobycie najwyższego szczytu Polski - Rysów 2499 m npm zostało wykonane. Start o godzinie 7:30 rano z parkingu na Polanicy Białczańskiej - szybki marsz w stronę Morskiego Oka i jesteśmy. Jest pięknie. Nie ma ludzi, cisza, spokój i taki widok: Krótka przerwa na śniadanie i podążamy czerwonym szlakiem (lewa strona od schroniska) w stronę Czarnego Stawu. Tutaj wiatr niemal nie zdejmuje nam czapek z głów - niestety jak widać poniżej, szczyty są przykryte chmurami. Czarny Staw - kilkanaście hektarów wody, głębokość ponad 70 m - najbardziej wysunięte na południu naszego kraju jezioro - niestety jałowe... ...warunki przyrodnicze: wysokość, długość pod lodem, temperatura powodują to, że nie ma tutaj życia - nawet zarybienie pstrągiem z Morskiego Oka nic nie daje. Kierujemy się na podejście pod Rysy - krajobrazy rodem z Mordoru: Kilkaset metrów podchodzimy "schodami" po czym docieramy do pierwszych łańcuchów. Pokonujemy ok 400 metrów wymagającego podejścia z żelastwem i znajdujemy się tuż pod szczytem. Tutaj śnieg i lód - wysokość robi swoje. Zdobywamy szczyt ok godziny 13. Cała ekipa wyprawy na wspólnej fotce: Chwila radości - gratulacje i pora wracać. Wiatr się wzmaga, zaczyna się robić chłodno ale jest również plus takiej sytuacji - zaczyna się robić niezła widoczność. Poniżej widok ze strefy podszczytowej w stronę Czarnego Stawu i Morskiego Oka. Paula na najtrudniejszym fragmencie, z jednej strony przepaść, z drugiej strony przepaść - zuch Dziewczyna! Jeszcze jedno ujęcie tego miejsca z innej perspektywy i z inną widocznością: Cóż - teraz w dół... Chwilowy "korek": Przygoda dobiega końca... ...może to nic wielkiego - Rysy? Dla nas, to jest mega osiągnięcie, które rodzi w nas dumę i wiele radości. Przede wszystkim dlatego, że szczęśliwie udało się zaliczyć kolejny, najważniejszy szczyt z Korony Polski. Czy było trudno? Dla nas było. Szlak jest wymagający i niestety również dosyć pechowy - od momentu jego otwarcia zginęło na nim ponad 50 osób. PS. Czas przejścia z postojami 11 h 16 minut. Pozdrawiam marboru
  3. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    Rowerowa pielgrzymka do Częstochowy. Cz. 2 Kierujemy się do środka. Każdy z nas przyjechał tu, by pomodlić się w innej intencji. Ten czas spędzamy w skupieniu i zadumie. Parę chwil później udajemy się na krótką przechadzkę po murach jasnogórskiego klasztoru. Wiele się tutaj zmieniło, od kiedy byłem w tym miejscu ostatni raz. Chyba jakieś 20 lat minęło lub więcej... Zbliżenie na wieżę: Ołtarz przy błoniach: Aleja w stronę miasta: Jan Paweł II Klasztor w całej okazałości: Działa na murach: Po powrocie do auta pojechaliśmy na wspólną kolację, a po niej skierowaliśmy się do domu. Piękny dzień się skończył, a jeszcze dzisiaj czuję adrenalinę i dreszcz emocji całej wyprawy. Było inaczej, może trochę bardziej poważnie, może trochę więcej zadumy - ale właśnie na tym polega istota pielgrzymowania. 200 km zrobione. Po raz pierwszy w życiu, w niezwykłej podróży do Częstochowy. Pozdrawiam marboru
  4. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    Rowerowa pielgrzymka do Częstochowy. Cz. 1 Pomysł na pielgrzymkę do Częstochowy od dawna kiełkował w jednym z moich znajomych... ...i? I jakiś czas temu dostałem propozycję by odbyć taką podróż wspólnie. Długo się nie zastanawiałem - decyzja była szybka. Tak - jedziemy! Pojawił się jednak jeden problem - sprzęt. Kumpel ma kolarkę, ja rower krosowy, na trasie rozjazd byłby straszny. Szybko temu zaradziłem - do wspólnej przygody, przygody również duchowej, zaprosiłem jednego z moich codziennych towarzyszy wypadów rowerowych - Andrzeja. W takim układzie nasza dwójka stała się peletonem a ja przestałem pełnić rolę pojedyńczego balastu. Podsumowując, było nas trzech - nie mieliśmy jedynie terminu wyjazdu. W zeszłym tygodniu deszczowa pogoda nie sprzyjała aktywności sportowej na świeżym powietrzu. Ten, okazał się łaskawszy - padło na czwartek 24 września. Szybki urlop, telefony i decyzja: wyruszamy o 5:20. W środę wieczorem krótkie spotkanie, dostarczenie plecaków z ciuchami do Roberta (Robert załatwił busa z kierowcą, który na trasie nas wspierał posiłkami, a na końcu, po odbytej podróży zabrał do domu), ustalenie trasy i... Stało się jedziemy. W efekcie, trasa i wynik sportowy wyglądał tak: Ponieważ koledzy mieszkają na wylocie z miasta, to ja musiałem wyjechać najwcześniej. Początek i dojazd do miejsca spotkania, o świcie i we mgle. Próba zrobienia zdjęcia w tych okolicznościach przyrody dała taki efekt: Rano jest chłodno, nie ma wiatru i temperatura w okolicach +10-14 powoduje, że mamy mocny początek trasy. Wierzbica - Szydłowiec, to ostre tempo i bardzo fajna, dynamiczna jazda. Sweet focia z miejscowości Jastrząb: Za Szydłowcem kierujemy się do miejscowości Niekłań Wielki i Stąporków. Do pokonania mieliśmy spory podjazd pod "Garb Gielniowski", czyli kawałek terenu górzystego na Mazowszu (najwyższy szczyt - Altana). Na powyższym wykresie z trasy widać, że mieliśmy dosyć spore wyzwanie i "premię górską". Tempo nadal, na tym etapie, mamy spore. Dojeżdżamy do Końskich: Pierwszą 10 minutową przerwę robimy po pokonaniu 100 km, w jakiejś miejscowości na eF z bardzo ładnym kościółkiem. Okolica przepiękna - lasy, Przedborski Park Krajobrazowy, droga jak stół - czego chcieć więcej? Kierujemy się w stronę Radomska. Docieramy do Przedborza, skąd w zeszłym roku, na Pilicy, rozpoczynałem spływ kajakowy do Sulejowa. Ciśniemy, a grupa nam się rozjeżdża. Robert prowadzi, ja po środku a z tyłu Andrzej. Każdy sam zmaga się z upływającymi kilometrami, każdy spędza ten czas w samotności, w skupieniu, przed celem naszej pielgrzymki i jej zwieńczeniem. Docieramy do Radomska: Tutaj dociera do nas wspierający nas bus. Dowozi nam pyszny makaron, napoje itp. Jest 155 km i robimy dłuższą, obiadową, 40 minutową pałzę Teraz mamy już niedaleko - ok 45 km. Ruszamy w stronę Częstochowy, po drodze mijamy kolejną piękną rzekę, Wartę. Po niedługim czasie docieramy do miasta, celu naszej wędrówki. Kierujemy się na Jasną Górę. Tu kończymy rowerową część podróży - zaczynamy tę, duchową. Bierzemy prysznic w Domu Pielgrzyma, przebieramy się i kierujemy do Sanktuarium.
  5. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    Weekendowe rowerowanie Nareszcie w weekend było trochę czasu na rowerowanie :smile: Na początku plan był ambitny - trasa do Starachowic i przejażdżka z Bumerem...niestety wariant ponad 100 km spalił na panewce ze względu na pogodę. Rano padał deszcz i ogólnie w sobotę było za oknem zimno, brzydko i mokro. Po 11stej zdecydowanie się poprawiło, więc postanowiłem wprowadzić w życie wariant B: przejażdżkę w terenie, po lasach skaryszewskich. Pierwszym celem podróży była wieża widokowa w miejscowości Zalesice. Droga do niej, to krótka wspinaczka na wzgórze, którego nazwy nigdzie nie znalazłem w sieci i wysokość ok 235 m npm. Po nocnej ulewie jazda rowerem po zarośniętym leśnym trakcie była "poślizgowa". Zieleń i pierwsze ślady jesiennych kolorów tworzyły niezwykły klimat głuszy. Głuszy, która tak naprawdę jest na wyciągnięcie "koła" od miasta. Tego było mi trzeba! Ciszy i obcowania z przyrodą w samotności...może nie całkiem w sumie byłem sam - tę sielankę przerwały mi kilka razy sarny, które wypłoszyłem pedałując przez las. Trasa do charakterystycznego punktu, oraz wysokiej budowli wiedzie przez Zalesice (skręt w samej wiosce, w lewo z drogi Radom - Bardzice - Wierzbica) potem znowu w lewo i pniemy się polną drogą do pierwszych drzew, odbijamy w prawo i po kilkuset metrach ponownie skręcamy w lewo pod górę. Ok kilometra i cel osiągnięty. Niestety teren wieży jest ogrodzony i zamknięty - wejść, podobnie jak na Altanie się nie dało :frown:: Na szczycie, po deszczowej nocy chyba też nikogo nie było, bo na moje nawoływania nikt nie reagował. Szkoda, bo miałem ochotę porobić trochę fotek okolic Radomia z dosyć sporej wysokości. Dalsza trasa, to na początku zjazd trasą przeciwpożarową w stronę Wilcznej, czerwony szlak rowerowy, a potem niebieski, do Skaryszewa. Polna droga kolejny las - tym razem w stronę miasta i miejscowości Sołtyków. Łącznie udało się zrobić 50 km. W niedzielę aura niestety od rana również nie rozpieszczała. Na niebie wisiały ołowiane, ciężkie chmury. Będzie padać, nie będzie? Zastanawiałem się i podjąłem decyzję sprawdzając prognozy na necie, że nie będzie. Jak się później okazało - niestety padało i w sumie zlało mnie i moich współrowerowców do suchej nitki. Planowana trasa - nad Jagodny Staw, w stronę Zwolenia. Jadąc po nowym i gładkim asfalcie do celu docieramy po ponad 30 km. Nad "bajorkiem" mam swój debiut - miejsce jest niezwykle urokliwe i zapewne bogate w rybki. Z jednej strony las i bagna Ługu Helenowskiego - z drugiej miejscowość Helenów. Robimy krótką przerwę i kierujemy się najpierw do miejscowości Jedlnia Letnisko - po drodze ołowiane chmury sprawiają nam dość mokry prysznic. Jedziemy dalej i za Piotrowicami kierujemy się do Grzmucina gdzie postanawiamy przeczekać deszcz jedząc pizzę w tutejszej knajpce. Po obiedzie, wychodzi słonko - wracamy do domu. Zaliczone prawie 65 km. Weekendowa rozgrzewka przed czwartkową super trasą zaliczona. PS. Gregory - strasznie mi przykro, że zaliczyłeś kolejny "wypadek" tym razem na rowerze :frown:: Mam nadzieję, że złamany obojczyk szybko się zrośnie, zagoi i wrócisz do formy. Dużo zdrówka życzę!
  6. "Pocztówki z Zakopanego" to dokument Jerzego Hoffmana i Edwarda Skórzewskiego z lat 60siątych. Coś pięknego! Popatrzcie na ulice, góry, wyciągi z narciarzami... ...komentarz do reportażu, historia opowiedziana? Lux!!! Polecam: https://vimeo.com/128115619 [video=vimeo;128115619]https://vimeo.com/128115619
  7. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    Altana - najwyższa Góra Mazowsza. Cz. 2 Widok w stronę Mazowsza: Gdzieś w dole Szydłowiec i na granicy horyzontu nasz rodzinny Radom (na fotce z kamery niestety tego nie widać - aparat z zoomem byłby znacznie lepszy). Widok w stronę Gór Świętokrzyskich: Tak jakby zaraz za drzewami Skarżysko, a na granicy widzialności Łysica i jeszcze dalej Święty Krzyż w Górach Świętokrzyskich. 32 m wysokości wieży, to prawie jak blok 10cio piętrowy - widoki są imponujące... ...kamera GoPro, jej kąt robienia zdjęć, daje zdumiewający obraz "okrągłej ziemi". W prawym dolnym rogu - niebieska kropeczka przy stoliku, to Endrju mój kumpel widziany ze szczytu. Czekam na Andrzeja, i nim do mnie wejdzie - wymieniam kilka zdań z leśnikiem, który zaprosił nas do siebie na górę. Wbrew pozorom, praca jaką wykonuje nie jest łatwa... ...4 lata, w trybie pracy 12sto godzinnym i cały czas obserwacja tego samego widoku - z pewnością można się zapętlić w czasie :wink: Robimy sweet focię na szczycie... ...i ruszamy na dół. Geodezyjny (a może wcale nie geodezyjny?) punkt oznaczający szczyt Altany jest dosyć pokaźny. Ze szczytu można pojechać dalej na rowerze. Szlakiem zielonym na: Bądź dalej czarnym w stronę rezerwatu "Skałki Piekiełko". Może kiedyś tam się zapuścimy na rowerach, kto wie? Tym czasem ruszamy w stronę domu i na początek do wsi Huciska. Od tej strony na szczyt Altany nie jest tak daleko: My podążamy w dół, w stronę Szydłowca - teraz ok 10 km zjazd. Chwila moment i jesteśmy w Szydłowcu. Robimy przerwę na uzupełnienie kalorii i wracamy do Radomia jadąc niemalże równoległą do trasy numer 7, drogą w stronę Wolanowa. 120 km za pasem - kolejny, świetny, rowerowy dzień. pozdrawiam marboru
  8. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    Altana - najwyższa Góra Mazowsza. Cz. 1 Jaka jest najwyższa Góra na Mazowszu? Czy na Mazowszu są jakieś Góry? Pewnie niewielu się nad czymś takim zastanawiało - bo przecież, po co? Na chyba najbardziej płaskim i nizinnym terenie przecież nie może być nic wielkiego... Otóż jest - i to nie takie znowu małe. Altana, bo taką piękną nosi nazwę - to góra, gór naszej centralnej części kraju. Wysokość może nie jest oszałamiająca, bo to zaledwie 408 m npm, ale przecież kielecki Telegraf ma dokładnie tyle samo metrów a znajduje się na nim doskonały stok narciarski z czteroosobowym krzesełkiem. Położenie? Garb Gielniowski, nieopodal wsi Huciska, blisko Szydłowca - na granicy ze świętokrzyskim. I to własnie Altana stała się celem mojej, wraz z Kumplem, weekendowej wyprawy rowerowej. Łącznie przejechane 120 km, w pięknych okolicznościach przyrody. Początek przebiegał dobrze nam znanymi i codziennymi trasami. Radom - Wierzbica...a potem na wprost, przez gminę Mirów do Skarżyska Kamiennej. Pierwsza fotka, przy drodze i pięknych dębach. Przerwa w jeździe, w takim miejscu, to czysta przyjemność. Po jakichś dwóch godzinach i 43 km, docieramy do Skarżyska - tym samym przekraczamy granicę województw mazowieckiego i świętokrzyskiego. Postanowiliśmy zdobywać Altanę właśnie z tego kierunku, a dokładnie od miejscowości Bliżyn, gdzie znajduje się piękna, drewniana kapliczka. Z tego miejsca obraliśmy kierunek na Szydłowiec i właśnie stąd zaczął się nasz najdłuższy, bo ok 7 km podjazd do Majdowa. Asfalt, drzewa i obszar natura 2000 "Lasy Skarżyskie". Na podjeździe zero aut - doskonałe warunki do jazdy rowerem. Satysfakcja na górze, po dosyć niezłej średniej w trakcie pokonywania wzniesienia - olbrzymia. W okolicznym sklepie uzupełnienie płynów, rozeznanie co do kierunku jazdy i w las. Droga na początku polna, przerodziła się w szlak usłany kamieniami - potem, pod szczytem wąska ścieżka rowerowa oznaczona kolorem czarnym. Niskie biegi i na nizinach można zakosztować odrobinę kolarstwa górskiego. Zauroczyła nas ta ścieżka. Kilkaset metrów i jesteśmy. Tutaj, ławeczka, palenisko przygotowane pod ognisko oraz wieża przeciwpożarowa leśników. W każdym bądź razie - cel został osiągnięty. 408 m npm na Mazowszu, czyli Altana zdobyta! Być tutaj i nie wejść na wieżę?... ...charakterystyczny punkt naszego celu i 32 metry wysokości - skusiło mimo zakazu. Zauważyliśmy, że pod wieżą znajduje się jakiś rower. Krzyknęliśmy, otworzyło się okienko i po chwili zostaliśmy zaproszeni przez czuwającego nad lasem i będącego w pracy, w tym miejscu leśnika. No, to co? W górę.
  9. Kasia wszystkiego dobrego na nowej drodze
  10. Drugie, małe WZF - tym razem na południu naszego pięknego kraju Minął niespełna tydzień i kolejny raz mieliśmy okazję się spotkać z Johnnym, jego sympatyczną żoną oraz z Chłopakami, towarzyszami naszych zimowych eskapad w Alpy i nie tylko. Tym razem celem naszej podróży były Pieniny - przyznam, że był to dla mnie debiut w tym rejonie naszego kraju. Dlaczego wcześniej nie zawitałem w te piękne Góry? Do dzisiaj nie potrafię sobie odpowiedzieć na to pytanie i oczywiście bardzo żałuję, że tego nie uczyniłem. Cel był prosty - zaliczyć Trzy Korony oraz będącą w Koronie Gór Polskich jako najwyższy szczyt Pienin - Wysoką 1050 m npm. 3K: Nasza paczka: Przepiękny widok ze szczytu na dolinę Dunajca - trzeba się tutaj niebawem ponownie wybrać, tym razem z kajakiem. Ponieważ plan mieliśmy napięty po zrobieniu szlaku 3K wsiedliśmy szybko w auta i przenieśliśmy się do Wąwozu Homole i drogę na Wysoką. Wąwóz? Choć niewielki - niezwykle urokliwy. Nim dotarliśmy do celu wędrówki - trafiliśmy na zupełnie nieznaną stację narciarską... ...ktoś zgadnie na jaką? Podwójne archaiczne krzesło, kilka orczyków i szeroko...i łąki...i lasek...i pewnie w zimę mnóstwo puchu i masa łatwych tras freeridowych. Widok z górnej stacji - Beskid Sądecki. Wysoka oczywiście padła. Kolejna góra z Korony zdobyta. Droga powrotna to przepiękna grań Pienińska, świetne widoki i rozważania co do możliwości pobudowania tras i wyciągów narciarskich - możliwości są ogromne. W każdym bądź razie - w przyszłym sezonie narciarskim obiecałem sobie zawitać w te rejony z deskami. Na końcu szlaku, na naszej drodze spotkaliśmy i zagościliśmy w takim oto schronisku... ...i kolejna zagadka? Co to za miejsce? Miejsce dosyć ciekawe narciarsko ponieważ istnieje tu również ski infrastruktura i wyciąg. Łącznie tego dnia zrobiliśmy na pieszo ok 23 km - spotkanie i dzień skończyliśmy bardzo dobrym obiadem w karczmie nieopodal Szczawnicy. Ja ze swoją drugą połówką postanowiliśmy na drugi dzień zdobyć Radziejową i kolejny szczyt z Korony...ale niestety dorwała nas burza na szczycie Przehyby i musieliśmy zawrócić - cóż, Radziejowa nie zając, nie ucieknie. pozdrawiam marboru
  11. Cóż? Przez jakiś czas zarówno mnie jak i Johnnego N na forum nie było...dlaczego? Ano szlajaliśmy się to tu, to tam po Polsce :smile: Na początku, pierwsze, małe WZF odbyło się w Polsce środkowej - oczywiście nie obyło się bez wizyt na stokach narciarskich... ...ale nim one nastąpiły, mieliśmy dosyć napięty program zwiedzania, kosztowania pysznych potraw i regionalnych piw - oczywiście towarzyszyły nam, nasze drugie połowy. Zgadniecie gdzie poniższa fotka została zrobiona? Mała podpowiedź jeśli ktoś nie zgadł: Po zamku i staropolskim dworze przyszła pora na przeprawę promem po królowej polskich rzek oraz odwiedziny starego nadwiślańskiego grodu. Tutaj oczywiście również warownia... ...i przepiękny widok ze wzgórza trzech krzyży na całe miasteczko. Oczywiście dyskusja o poprowadzeniu trasy narciarskiej z tego miejsca była rozważana i razem z Maćkiem stwierdziliśmy, że byłby to jeden z najpiękniejszych stoków narciarskich - nie tylko z pięknym, malowniczym widokiem ale również z bardzo wymagającą, ostrą trasą. W drodze powrotnej, po zwiedzaniu itd - oczywiście próba nart na zielonej trawce :wink: Najpierw na jednym z okolicznych stoków: ...a potem na drugim: Jestem przekonany o tym, że większość z Was poznała powyższe miejsca i oczywiście ośrodki narciarskie - gościły w zimę na skionline wielokrotną ilość razy. Na drugi dzień postanowiliśmy zmienić nieco miejsce naszych wędrówek i tym razem udaliśmy się w prawdziwe Góry oraz Górę będącą jedną z 15 w Koronie Gór Polskich. Łysica: Nim jednak przybyliśmy na nią - odwiedziliśmy stok w Bodzentynie (niestety zapomniało mi się pstryknąć)... ...oraz inną tutejszą górkę i milionem letnich atrakcji: Wszystko co dobre - niestety się kończy. Nasze wspólne i pierwsze, małe WZF skończyło się burzą z gradem i deszczem - ciekawe, czy oryginalny dach knajpki, powyższego ośrodka narciarskiego - przetrwał? ...nas nawałnica zastała w drodze powrotnej.
  12. Strasznie szkoda Olka. Wspaniały uśmiechnięty Chłopak... ...warto przypomnieć jego sylwetkę w poniższym filmiku. Kilka fragmentów, jeden z ostatnich wywiadów w linku: [video=youtube;DTnNMXAY45k] Dzięki Olek, byłeś Wielki!!!! RIP
  13. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    Królewskie Źródła. Cz.2 Tłumaczę, że nie zawsze cel podróży jest ważny... ...czasami droga, przygoda jest kluczem przygody :biggrin: Zaczynamy teraz zwiedzać główną atrakcję tego miejsca, czyli ścieżkę przyrodniczą nad rzeką Zagożdżonką. Prawie cała, to bardzo zadbany drewniany pomost. Zaczyna się Grzesiowi z Korbielowa podobać. Zieleń i przyroda tego miejsca przypomina mu Tolkienowskie klimaty ojczyzny Hobbitów. Humory dopisują! Tutaj podobno Bilbo Baggins palił, leżąc pod drzewem, swoją fajkę. Podążamy dalej. Kładka zbliża się do rzeczki... ...czystość wody, miejsca jest zachwycająca. Docieramy do mostku, gdzie opuszczamy kładkę, po której idąc z rowerami trochę przeszkadzamy pieszym. Jeszcze mały tarasik widokowy na dolinę Zagożdżonki... Stąd taki oto widok: ...i powoli opuszczamy Królewskie Źródła oraz dolinę rzeki Zagożdżonki. Kolejna super wycieczka zaliczona. Kolejna stówka - tym razem z Paulą, zaliczona. A dla Gregora, to po kontuzji kolana, najdłuższy dystans na rowerze w tym roku - 70 km. Jak widać, warto na rehabilitację udać się w mazowieckie hahaha Gratulacje! Pozdrawiam marboru
  14. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    Królewskie Źródła. Cz.1 Koniec urlopu, po plażingu, nurowaniu i takich tam postanowiliśmy spędzić na rowerach. Udało się na szybko zmontować długo już planowaną, kolejną wycieczkę po Puszczy Kozienickiej pt "Królewskie Źródła". Ekipę tym razem utworzyły trzy rowery Authora (broń Boże, to nie reklama), to jedynie Gregor zakupił nowy sprzęcik i po moim oraz mojej drugiej połowy - to wśród znajomych trzecia osoba jeżdżąca tą marką. Po Tour de Radom, to kolejna trasa z zasięgiem nieco ponad 100 km. Szlak w 80% wiódł znanymi nam ścieżkami, drogami, które w niniejszym wątku były już przedstawione. Skupię się więc na głównym celu wyprawy i miejscach "po raz pierwszy" rowerem. "Królewskie Źródła", to perła w koronie Kozienickiego Parku Krajobrazowego. Tuż po zjeździe w drogę leśną z trasy Radom - Kozienice znajduje się miejsce pamięci. 3,5 km i jesteśmy na początku szlaku na źródła, a w zasadzie źródło. Przed brama pierwszy jest Grzesiek. Tuż za wejściem znajdują się świetnie przygotowane i ogólnie dostępne miejsca grillowe, ogniskowe. Piękne, drewniane stoły, ławki a wszystko zadaszone i zadbane - brawo gospodarz terenu, tutejsze Nadleśnictwo! Tuż za bramą mała wtopa, bo zamiast wejść na szlak pieszy i chwilę podprowadzić rowery, skręcamy na zielony szlak rowerowy, który prowadzi na drugi koniec Puszczy. W porę na szczęście orientuje się w terenie nasz Góral i wyprowadza nas z przysłowiowego pola... :biggrin: Do źródła, z którego pił wg legendy Król Władysław Jagiełło docieramy od strony lasu. Do wody dostajemy się schodząc po zadbanych schodkach. Krystalicznie czysta i super smaczna znajduje się również pod zadaszoną i zadbaną budką. Oczywiście pijemy spragnieni w ten ciepły dzień, uzupełniamy bidon. Gregory widzi to, nasze mazowieckie "cudo" i jest trochę rozczarowany - oczekiwał czegoś większego :eek: Może wodospadu hahaha?
  15. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    Z okazji Tour de France z kumplem zrobiliśmy Tour de Radom przed urlopem :biggrin: Dzisiaj piękna traska - czasu na obróbkę zdjęć i pisanie mało :frown::
  16. Spóźnionych na urodzinach w wielu wątkach jest nas kilku...a ostatni chyba ja? Kasiu - wszystkiego co dobre! Zdrowia, braku trosk i uśmiechu każdego dnia. Spełnienia marzeń, w tym również tych narciarskich. Śnieżnych zim i czasu, by w pełni je wykorzystać. Wszystkiego tego co pragniesz - by się spełniło
  17. I jeszcze jedne, spóźnione życzenia. Sto lat w zdrowiu. Wielu dni na nartach w przyszłości...oczywiście w jedynie pięknych okolicznościach alpejskich - ale nie tylko. Wszystkiego co najlepsze. Pogody ducha.
  18. Aklimie, bez netu jakiś czas byłem, więc nieco spóźniony jestem. Przepraszam. Wszystkiego co najlepsze: zdrowia, wszystkiego co ważne: spełnienia marzeń, wszystkiego co najprzyjemniejsze: wielu dni na nartach w przyszłości. Najlepszego ode mnie i od Pauli.
  19. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    Radom - Szydłowiec - Przysucha - Domaniów - Radom, 122 km. Cz.2 Docieramy do Chlewisk. Znajduje się tutaj Manor House oraz Pałac Odrowążów... ...niestety brama wjazdowa do ośrodka jest zamknięta. Uzupełniamy płyny i bidony w okolicznym markecie i ruszamy dalej. Teraz poruszamy się po jeszcze większych wzniesieniach - raz szybki zjazd, raz mozolny podjazd i tak do samej Przysuchy. W Przysusze witają nas: Robię fotkę i kierujemy się w stronę Radomia z wiatrem. Przed miejscowością Wieniawa odbijamy w lewo, w stronę zbiornika Domaniowskiego. Po drodze mijamy zalaną wodą kopalnię piachu - teraz dzikie łowisko wędkarskie. Mijamy kilka wiosek i ukazuje się nam tafla jeziora. Tutaj, w pobliskiej, wakacyjnej knajpce robimy przerwę. Ludzi jak na lekarstwo. Pełnia lata, wysoka temperatura a ludzi jak na lekarstwo. Na plaży pustki, na drugim brzegu Pałac Domaniowski. Okrążamy zbiornik i przejeżdżamy przez tamę. Nasz przejazd płoszy olbrzymie stado ptaków. Przez chwilę czujemy się jak u Hickoka. Kierujemy się już w stronę domów. Teraz nabieramy prędkości, bo drogę mamy przez ponad 20 km z górki, na dodatek dosyć silny wiatr wieje nam w plecy. Zatrzymujemy się chwilę przy lokalnych miejscach pamięci... ...przykładami lokalnej, sztuki ludowej. Wracamy w stronę miasta. Kolejna wyprawa szczęśliwie dobiegła końca. A w głowach kiełkują już plany i następne pomysły na kolejne przygody. pozdrawiam marboru
  20. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    Radom - Szydłowiec - Przysucha - Domaniów - Radom, 122 km. Cz.1 I znowu udało się wyskoczyć na dłuższe rowerowanie. Tym razem z kumplem i zupełnie z innej strony Radomia - postanowiliśmy pojeździć trochę po nizinnych górkach. Łącznie wyszło ponad 122 km po całkiem nowych drogach. Trasa: Radom - Szydłowiec - Przysucha - Domaniów - Radom. Wyruszyliśmy stosunkowo późno, bo ok 8:30. Dzień zapowiadał się słoneczny i taki był. Po wyjechaniu z miasta kierujemy się bocznymi drogami w stronę pierwszego celu. Na horyzoncie widać nasze, miejscowe, mazowieckie górki. Po drodze mijamy malowniczą rzeczkę. Jest tutaj nawet mały pomost, stanowisko dla wędkarza. Pytanie jakie rybki żyją w tak niewielkim cieku wodnym? Wspinamy się na pierwszy delikatny podjazd. Przy szczycie między polami, kapliczka. Długi zjazd... ...a potem kolejny, długi podjazd: Parę kilometrów i docieramy do Szydłowca. Wąską uliczką kierujemy się do rynku i ratusza. Trafiamy na odpust. Jest pełno straganów, kolorowych balonów, zabawek, wata cukrowa i 1001 drobiazgów... Między tym wszystkim? Wenus? Trochę dalej pomnik Tadeusza Kościuszki. Robimy rundkę po granitowej kostce, postanawiamy odwiedzić park i pałac - tutaj krótka przerwa. Wyjeżdżamy z Szydłowca i kierujemy się w stronę Chlewisk. Po drodze najwyższy szczyt mazowsza: Altana - 408 m n.p.m. Nie śmiejcie się, nie śmiejcie - ta górka jest oficjalnie jednym ze szczytów "Korony Polski". Jest taki plan, że kolejnym razem gdy będziemy się wybierać w te strony - to na rowerach zdobędziemy tę naszą górę, gór.
  21. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    Dokładnie tak jak się domyślasz. Dojechać można właśnie albo od strony tego miasteczka, albo od strony Sołtykowa, tak jak ja jechałem. Poniżej mapka tego odcinka. Gdybyś chciał razem porowerować, to daj znać na Priva, może uda się jakoś zgadać - ale w chwili obecnej, to pewnie dopiero w sierpniu.
  22. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    Niedzielny spacerek W niedzielę od rana było piękne słoneczko więc postanowiłem sobie lajtowo pojeździć po okolicy. Dla mnie trasa do Wilcznej była zawsze tą, którą omijałem asfaltem...i teraz żałuję, że tak było - las wciąga. Popatrzcie na zdjęcia poniżej jak w odległości 6 km od miasta potrafi być niesamowicie. Na początek moja codzienna droga przez Sołtyków i fantastyczne klimaty. Tak...na Mazowszu bywa również tak: Z jednej strony morze słoneczników, z drugiej strony morze zbóż. Choć góry, morza, rzeki są malownicze...równiny również potrafią. Prawie jak u Van Gogha: Kolejną miejscowością przez którą w mojej codziennej jeździe przejeżdżam bardzo często są Bardzice (pierwszy post z tego wątku) - tutaj znajduje się drewniany, klimatyczny kościółek wraz z okalającym go małym parkiem. Brama główna wykonana jest również z drewna: W niedzielę wiernych pełna świątynia. Ponieważ trafiłem na koniec mszy, to by strzelić fotki bez tłumów musiałem nieco odczekać. Kościółek: Robiąca niesamowite wrażenie brama boczna: Minęło kilka minut i skierowałem swój rower w stronę lasu i Wilcznej. Po drodze, między polami ponownie trochę sztuki... Kilka kilometrów i wjechałem na drogę przeciwpożarową w lesie. Cisza, głusza - ani żywego ducha. Nagle! Kilkanaście metrów przed rowerem, drogę przecina mi sarna. Miałem aparat akurat w dłoni i zdążyłem strzelić foto - niestety nie wyszło ono ostre. Brązowy, skaczący punkt nad rowem z lewej strony - to dziczyzna we własnej postaci właśnie. Spory podjazd, pod sporą jak na mazowieckie klimaty górkę i potem cały czas, do Wilcznej "na pazurki". Po drodze miejsca wyrębu drzew. Docieram do wioski na końcu świata - Wilcznej. Jest tutaj kilka zabudowań i aura zapomnianej wsi między lasami. Jadę asfaltem do codziennych moich traktów w stronę Skaryszewa i dalej do domu. Na skraju lasu żegna mnie kolejny przepiękny kawałek ludowej twórczości. Z pewnością, niedługo powrócę w te okolice i tutejsze bory. W niedzielę, na takim lekkim spacerku trzasnęło mi w sumie ponad 50km. A dzisiaj? Cóż? - właśnie zacząłem urlop i wyjeżdżam za kilka minut na wieczorną jazdę rowerkiem. pozdrawiam marboru
  23. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    Kolejna odsłona Puszczy Kozienickiej oraz kolejna stówka na rowerze. Cz. 2 Na skraju Puszczy, przy miejscowości Kozłów kolejne miejsce biwakowe oraz zbiornik wodny. Zadaszona wiata, miejsce na ognisko...a w wodzie? Ryby zapewne są, bo na brzegach pozostawione są zrobione z gałązek: "rozkraczki", czyli prymitywne podpórki na wędki. Samo miejsce ma również trochę dziwaczny budynek na "kurzej stopce" - do czego w Puszczy coś takiego służy? Brzegi spowijają efektowne "pałki" wodne: Mega miejscówka w pełnej okazałości - cisza, głusza, zero ludzi - woda, las i dzika przyroda. Kończymy wspólną wyprawę po Puszczy z Gregorym. On udaje się do domu a ja dalej na szlak... ...trochę asfaltem: Potem znowu Puszczą...a w zasadzie jej skrajem i miejscem gdzie będzie chyba budowana większa droga? Do Siczek - skąd, ze skraju wsi, w oddali jeszcze jeden zbiornik wodny, a na horyzoncie rzeczka Pacynka i kolejne bagnisko. Docieram do zapory. Mały staw: I duży: Potem kieruję się na Jedlnię Letnisko, Skaryszew i Kowalę. Powoli, choć okrężną drogą wracam do domu. Wieje wiatr i wychodzi słoneczko. Wokół mnie mazowieckie klimaty: Zboża, przestrzenie, cóż za kolory... ...czyżby powoli zaczynały się już żniwa? Kończę dzisiejszą jazdę. Od początku sezonu rowerowego mam za sobą 2371 km :-) pozdrawiam rowerową brać. marboru
  24. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    Kolejna odsłona Puszczy Kozienickiej oraz kolejna stówka na rowerze. Cz. 1 Kolejna sobota, kolejny wypad na rower z Gregorem po Puszczy Kozienickiej. Tym razem idealna pogoda do jazdy - temperatura ok +20, lekki wiaterek i trochę chmurek, rześko. Podobnie jak tydzień temu umawiamy się ok 9 rano przy wjeździe do lasu, a na wspólną jazdę mamy trzy godziny. Ponieważ Grzesiu się dzisiaj śpieszy, jego noga rehabilituje się powoli - to i dawkować kilometry trzeba z umiarem, tym bardziej, że sprzęt do jazdy ma nasz Freerider jeszcze nienajlepszy. Ale już niedługo... Mi udaje się dzisiejszego dnia zaliczyć ponad 107 km. Do pierwszej wioski dojeżdżamy tą samą drogą, którą jechaliśmy w zeszłą sobotę - po krótkiej przerwie na pepsi w wioskowym sklepie kierujemy się dalej, w głąb Puszczy. Mijamy miejscowość Stoki, ostatnie rolnicze zabudowania... ...zatrzymujemy się na moście skąd podziwiamy pierwszą wodę na trasie naszego dzisiejszego rowerowania. W pierwotnych planach były Królewskie Źródła, ale nie docieramy tam - kończymy jazdę na śródleśnym jeziorku, gdzie niedawno byłem. Jest susza i wody ubyło co najmniej metr. Zastanawiamy się z Gregorym jakie rybki mogą mieszkać w takiej wodzie? Z pewnością Lin, Karaś, Japoniec, Szczupak, Okoń...może Płoć, Krasnopiórka. Ponieważ czas jaki mamy na wspólną wyprawę zbliża się do połowy - postanawiamy dojechać do Olsu i zawrócić. Ols cały pokryty rzęsą wodną - nie ma nawet fragmentu czystej wody. Bagno w pierwotnej formie: Wracamy a dookoła różne rezerwaty, mnogość różnych drzew i zieleni. Kolejna woda i śródleśny, dziki zbiornik wodny odgrodzony gąszczem od drogi, cywilizacji. Na powrocie wybieramy trakt w stronę miejscowości Kozłów. Po drodze mijamy przydrożną kapliczkę, obelisk z zatartą przez czas tablicą oraz wspaniałego dęba... ...pomnik przyrody: Przedzieramy się po piachu na skraj lasu.
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...