Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

marboru

VIP
  • Liczba zawartości

    7 223
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    599

Zawartość dodana przez marboru

  1. Jeden zalew i cztery rzeki. Część II Pytam taty, czy zadowolony z pływania – a on uśmiechnięty od ucha, do ucha – mówi, że super! Cieszę się. Uzupełniamy płyny, robię fotkę najmocniej wysuniętego w górę fragmentu Szabasówki, który wyeksplorowaliśmy. Wracamy. Dopiero teraz, w drodze powrotnej zauważamy, że jeden z brzegów, to ponad trzymetrowa skarpa. Ślicznie tu. Nurt jest wolny, a drzewa i krzaczory jakby się nam kłaniały. Jesteśmy przy mijanej wcześniej odnodze… Jak mniemam – wpływamy na Jabłonicę. Od samego początku da się wyczuć, że prąd jest tutaj wartki. Wąsko i zakrętasy. Daję „z krzyża” mocno i wbijam się w górę rzeki. Kilkanaście zakrętów – pierwsza ciekawostka: kładka. Pochylamy nieco głowy i płyniemy dalej. Pojawiają się zwężenia – sprawdzam głębokość: ok. 1,5m…to daje nam nadzieję, że pstrągowanie nie skończy się szybko. Mijamy pięknego dęba. 90 stopni Coraz ciężej mi się płynie… …tata pomaga, ale główny motor napędowy siedzi z tyłu. Szerokość Jabłonicy, to ok. ¾ Seawava. Mijamy kolejną kładkę – tym razem nie trzeba się pochylać. Meandrujemy i dziwimy się, że na nizinach taka wartka, wąska i głęboka rzeczka. Trafiamy na pierwszą zwałkę – udaje się jakimś cudem ją przejść bez wysiadania z kajaka. Zaraz za nią jest druga – olbrzymie drzewo… …pod pniem jest miejsce na kajak – szybka decyzja – płyniemy. Kajak dołem, a my we dwóch przez drzewo, asekurując się, łapiąc gałęzi dajemy radę górą. Jestem dumny z taty, a on się cieszy, że jest taki dzielny i mimo swojego wieku śmiga po zwałce jak kozica. Zaraz za, piaszczysta plaża – robimy przerwę.
  2. Jeden zalew i cztery rzeki. Część I Pomysł popłynięcia pstrągiem w poszukiwaniu wpływającej do Zalewu Domaniowskiego Radomki zrodził się po analizie mapy i tego co można znaleźć na Google Maps i zdjęć satelitarnych. Nawet mi, tubylcowi, który od lat dziecinnych łowił rybki w okolicach Mniszka nie przyszło by do głowy, że misz masz cieków wodnych w tej okolicy i najszersze koryto – to niekoniecznie Radomka. Płyną tu oprócz poszukiwanej: Jabłonica, Szabasówka i Garlica. Wszystkie cztery tuż przed Jeziorem łączą się – w Radomkę a potem „Domaniów”. Fotki z kosmosu przekonały mnie, że zadanie nie będzie łatwe… …dlaczego? Dlatego, że Radomka tuż przed połączeniem z ww ciekami to najwęższa rzeczka – jej szerokość jest taka, ponieważ działanie człowieka i mnogość stawów rybnych w okolicy uregulowały ją, odbierając przy tym masę wody. Skąd więc w dalszej części, za zalewem, pozostała nazwa: Radomka? Ponieważ, ta odnoga jest najdłuższa. Drugim powodem kierunku spływu i pstrąga, to opis całości spływalnej mojej radomskiej, domowej rzeki. Zamierzam ten szlak kajakowy opisać w szczegółach od tego właśnie miejsca do ujścia. W poprzednich relacjach przedstawiłem fragment Jedlińsk – Ryczywół. Ostatnio stwierdziłem, że żyję zbyt szybko zapominając o tym co najważniejsze – najbliżsi. Zbyt mało czasu spędzam z mamą, tatą…a nawet jak go spędzam, to są to wizyty na obiad, grilla itp. …zawsze nie ma czasu by spokojnie pogadać, poodpoczywać…zwyczajnie pobyć razem ze sobą. Na spływ dzisiaj spróbowałem, z powodzeniem zaprosić mojego 68 letniego tatę Teda. Nasza trasa została odznaczona przez satelitę w sposób następujący… …nie wiem jak to się stało, ale Endomondo nie odznaczyło całości naszego pływania? Krótkiego wpłynięcia na Szabasówkę. Seawave ze względu na zapowiadane słoneczko i temperaturę optymalną do pływania +22 nie został wyposażony w pokład. Start dokładnie z miejsca dziewiczej wyprawy mojego Gumotexa. Zalew Domaniowski przywitał nas brakiem fali i wiatru. Pierwsze odczucia bez góry kajaka – mniejsza sztywność i stabilność. Płyniemy w stronę początku Jeziora i w oddali, pomimo prognoz bez opadów – deszcz. Tata w swoim życiu, tylko kilka razy, pływał w kajaku, więc na początku poznaje się ze sprzętem pneumatycznym i wiosłami. Na starcie czuje się dosyć niepewnie, później radzi sobie nie najgorzej. Wiosłuje delikatnie robiąc przerwy i podziwiając tutejszą przyrodę. Zwiedzamy wysepki. Pojawia się wiaterek pchając nas w pożądanym kierunku. Wydaje nam się, że jesteśmy już na rzece… Pamiętając o tym, że Radomka płynie tutaj bardzo wąskim i prostym kanałem od strony lasu, płyniemy w prawo przy pierwszym takim miejscu – jakieś 500 metrów po zwężeniu toru wodnego. Kilka pociągnięć wioseł i spotykamy ścianę trzcin przed sobą – wracamy, to nie tu. Radomki musimy szukać dalej – po prawej burcie. Pstrąg nie jest uciążliwy, bo nurt jest bardzo łagodny – pomykamy do przodu. Rzeka meandruje leniwie, a dookoła żywego ducha. Cisza, spokój. Spotykamy oficjalny znak… …jesteśmy zaskoczeni, bo od co najmniej kilometra wydaje się nam, że jesteśmy poza Zalewem. Cóż – nie będziemy się kłócić – fachowcami od oznaczeń dróg wodnych – nie jesteśmy. Miejscami robi się wąsko i amazońsko… …by po chwili znowu się rozszerzyć. Napotykamy wędkarzy. Proszę tatę, by nie wiosłował, sam delikatnie dotykając wodę kieruję Seawava przy brzegu z daleka od spławików. Niestety Pan parkujący autem tuż przy skarpie, obsługujący wędziska z tego faktu jest niezadowolony. Pyta: - łowisz ryby? Odpowiadam: - łowię. Nieznajomy: - oby i Was kiedyś spotkało przepłoszenie ryb! Pytam ja: - czy uważa Pan, że z Pana powodu i jego wędkowania powinniśmy wyjść z kajakiem na brzeg i go, idąc na palcach przenieść? Odpowiada mi cisza. Mówię dowidzenia i jeszcze przez jakieś dwieście metrów, staram się, mimo wszystko wiosłować najciszej jak potrafię. Idzie mi to dosyć nieźle skoro Jaskółki dają się sfotografować z dosyć bliska. Po jakimś kilometrze spotykamy kolejnego „moczy kija”. Z wyglądu – tym razem stwierdzam, że to miejscowy. Siedzi w krzakach i widząc nas krzyczy oburzony: - uwaga na wędki!!! Odpowiadam – uważam. Mijam jedną, mijam drugą za 20m, mijam trzecią za kolejne 20m…mijam trzecią i czwartą… Bez komentarza – Kłusownik (łowić można na dwie wędki). Odpływamy. – jestem zniesmaczony postawą swoich „kolegów” po kiju. Rozwidlenie, miejsce spotkania dwóch nurtów rzek. Kierujemy się w prawo licząc na to, że to Radomka… …niestety nie. Nurt meandruje i nie przypomina kanału widocznego z satelity. To musi być Szabasówka. Robi się płytko, pojawiają się przeszkody w postaci rosnących w stronę lustra wody drzew. Skeg zawadza o żółciutki piasek. Po jakimś kilometrze lądujemy na plaży skąd postanawiamy się wycofać. Robimy przerwę na drugie śniadanie. Bułeczki smakują wyśmienicie, a komary zaraz po posiłku wyganiają nas z tego końca świata.
  3. Wciągnęło, wciągneło - jak na razie, dystans zrobiony w kajaku, w tym sezonie - 170km. ...odbija się, to na dystansie rowerowym, który nie wygląda imponująco, jak na razie - 160km. Wcale nad tym, nie ubolewam mocno - rower podciągnę niebawem :wink: Kajak jest piękny, bo daje wiele możliwości - a najważniejsza z nich: przebywanie w miejscach niedostępnych z lądu :smile: PS. Marcinie, w poniższej relacji - fotki plaży, zbliżenie wody i rośli - to własnie miejsce Twoich kąpieli z dzieciństwa :applause:
  4. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    Bumerze - bardzo dobry pomysł z rowerem o cieńszych kołach. Kiedyś miałem typowe MTB i strasznie się na nim męczyłem ze względu na szerokość opon. Większość dróg po których się poruszamy w naszych okolicach, na nizinach, to asfalty, drogi gruntowe utwardzone bądź leśne a do takiego rodzaju rowerowania idealnym rozwiązaniem jest Trek.
  5. Drzewiczka i Pilica, 80km przygody. Część V. Robi się tłoczno, a my nie lubując się w tłoku i hałasie mocniej uderzamy wiosłami by oddalić się od poniższej kampanii. Mijamy całe towarzystwo dopiero za Białą Górą, gdzie można podziwiać niezwykle malowniczą skarpę. Płyniemy, oglądamy się za siebie i nic. Nie widać towarzyszy podróży. Nawet kolejne plażowanie i kąpiele nie powodują spotkania z „naszymi”. Bar kajakowy korci, by jeszcze chwilę poczekać, ale brak kasy na wierzchu powoduje, że płyniemy dalej. Jesteśmy już prawie w Warce. Przestajemy wiosłować i łapiemy wzrokiem ostatnie chwile spływu. Mijamy most kolejowy na drodze Warszawa – Radom. Pod nim starannie wykonane graffiti. Nim dobijemy do brzegu, patrzymy dalej… …odcinka Pilicy: Warka – do ujścia nie płynęliśmy, więc żegnając się wzrokiem z rzeką, obiecujemy sobie niebawem tu powrócić. Kończymy spływ…a z wioseł strzepujemy ostatnie krople wody: Na brzegu komercyjny rwetes, a Kolega Ropuch śpi sobie w ten piękny dzień odpoczywając w cieniu. Sprzęt nieśpiesznie składamy na kawałku trawnika przy boisku do siatkówki plażowej. Chłopaki idą do miasteczka kupić coś do picia – zapasy skończyły się szybko. Co chwila patrzę na brzeg, czy nie widać pozostałej ekipy. Wypatrujemy kajakarskich żeglarzy – tylko ich. Szkoda. Szkoda, że nie dane było nam na koniec przybić jeszcze raz piątki ze wszystkimi. …może to znak, że nie warto było się żegnać na długo, a niebawem kolejna przygoda skrzyżuje nasze drogi? Krótkie, serdeczne pożegnanie z Ropuszkiem i Batyaki… …wsiadamy za kółko i powrót na początek spływu do Odżywołu, po drugie auto. Dopiero „na powrocie” było nam dane docenić i popatrzeć, na to urokliwe miasteczko, które było początkiem naszego dwudniowego spływu. Fontanna: Kościółek: Drzewiczka i Pilica, dwa dni super wypoczynku i nowych doświadczeń. Ok 80km płynięcia i przygody. Wrócimy na pewno – i na Drzewiczkę, fragment od Drzewicy do Odżywołu, i na Pilicę: Warka – Wisła. Już się nie mogę doczekać. pozdrawiam marboru
  6. Drzewiczka i Pilica, 80km przygody. Część IV. Zakładam skeg i wyruszamy w ślad za Ropuchem, który schodzi pierwszy na wodę. Wiosłowanie, płynięcie zdecydowanie zmienia swoje oblicze. Kajak niesiony siłą dwóch „rockersów” jest super sterowny. Od samego rana, piękne okoliczności przyrody. Szybko robi się nieznośnie upalnie. Za pierwszym mostem, na plaży robimy pierwszy postój. Chłopaki chłodzą się kąpielą, a ja cykam kilka fotek. Dobre światło pozwala wydobyć na fotografii robionej zwykłym, małym aparatem głębię zieleni. To co mi się bardzo podoba na Pilicy, to to, że na brzegach, co jakiś czas, występują bardzo dobrze opisane tablice wraz z podstawowymi informacjami o szlaku wodnym. Odpływamy… …a tuż za nami „Batyaki” podpływają do tego samego miejsca. Żagiel, jego konstrukcja – to, jak cały kajak, z tym wygląda na wodzie? Rewelacja! Lewa, prawa, lewa, prawa…czas mija szybko. Okolica coraz bardziej urozmaicona. Przed Białobrzegami i starym mostem na drodze krajowej numer 7, pojawiają się malownicze, niedostępne wyspy. Nurt niesie nas dosyć szybko, pojawiają się „komercyjne” spływy i kajaki. Co jakiś czas wyprzedzamy któryś z nich. Upał zachęca do ochłodzenia w wodzie… …zatrzymujemy się na niewielkiej, piaszczystej wysepce na posiłek, kąpiel z nadzieją, że być może reszta ekipy nas dojdzie. Autor niniejszej relacji: Do wczorajszego dnia nie wiedziałem, że Bociany potrafią nurkować… …a wiadomo, jak Bocian się relaksuje, to po wodzie pływa Ropuch: Niedoczekawszy się na horyzoncie znajomych kształtów pływadeł ruszyliśmy w dalszą podróż. Pogaduchy z Ropuchem, wskazówki co do pływania – dla nas mało doświadczonych stają się bardzo cenne i motywujące do pracy nad techniką wiosłowania.
  7. Drzewiczka i Pilica, 80km przygody. Część III. W Porcie „straciliśmy” jednego z płynących… …zyskaliśmy drugiego, „Ropucha”, długola. Robi się coraz później, a my nie znajdujemy nic ciekawego na brzegu, co mogłoby być naszą ostoją na noc. Dopływamy do Przybyszewa, mijamy malownicze okolice rozglądając się usilnie po brzegach. Wreszcie się udaje. Mamy łąkę, wygodne miejsce do wodowania sprzętu, oraz płaską łąkę. Namioty rosną szybko jak grzyby po deszczu. Nasza załoga męczy się i szarpie z namiotem od lat nieużywanym, pompuje „starożytny” podwójny materac, wypakowuje się na noc. Komary utrudniają wszystkie te czynności… …nawet się nie spostrzegliśmy jak powstała Baza Eltecha. Nie dosyć, że szybko rozniecił ognisko, po ludziach, którzy, pewnie tuż przed nami opuścili to miejsce – postawił trójnoga z kociołkiem, zrobił surviwalowy leżak, swój namiot…naciął drzewa to jeszcze zrobił popis kulinarny rodem z programu MasterSzef. Kiełbaski, jedzonko, piwo i niesamowici ludzie. Rozmowy, gwiazdy i smak biwakowego życia – coś cudownego. O świcie wstaję jako pierwszy. Nasz obóz śpi… Udaję się na spacer i sesję foto. Ptaki śpiewają a widoki są niesamowite. Trafiam na urocze starorzecze, słucham ptaków i patrzę jak opadają poranne mgły. Wracam do biwaku gdzie zaczyna się powoli budzić cała ekipa. Sprzątaniem i suszenie na mazowieckiej łące. Resztki po wieczerzy: Kociołek: Frytki pozostały na śniadanie… …żałuję, że nie było mi dane zakosztować. Dwa dmuchańce, w tym mój opuszczają „bazę” znacznie wcześniej z obawy na tempo płynięcia. Leżak Lecha: Poranna krzątanina… …a później „walka” ze stadem krów i koni. Bitwa wygrana, głównie za sprawą Czołga – nie mylić z organizatorem.
  8. Drzewiczka i Pilica, 80km przygody. Część II. Dopływamy do drogi i jakiejś miejscowości. Oddajemy kolejne pokłony, wszyscy jak jeden mąż, uważając, by nie poobijać głów o metalową kładkę dla pieszych. Następna kładka tuż przed krótkim łąkowym fragmentem. Tą nazwałem „Makową”: Zbliżamy się do końca tutejszej rzeczki. W ujściowym fragmencie, nurt dzieli się na dwa. Zmyleni opisami internetowymi – wybieramy stronę prawą…baranią… No i po chwili spływ zalicza postój. Elektrownia wodna, bez możliwości wodowania sprzętu na drugiej stronie. Mamy do wyboru – bądź przenoska ok 400m, lub powrót, pod prąd i lewa strona nurtu wraz z przenoską przy jazie. Wracamy kilkaset metrów pstrągiem. Ekipa odbija od brzegu: Cóż…barany na brzegu ostrzegały, ostrzegały… A my? No… meczeliśmy, meczeliśmy… Przy przenosce nie tylko czarna wełna, ale również inne okoliczności przyrody. Piękny, nie bojący się kajakarzy, konik. Jaz lewego rozgałęzienia Drzewiczki jest absolutnie niespływalny. Kończymy zwałkową, usłaną atakującymi gałęziami, konarami drzew Drzewiczkę – w sumie nazwa rzeki zobowiązuje. Dostaliśmy w kość przez ok 17km. Kajaki pneumatyczne, sztywne, kanu – wszyscy dali radę, choć nie wszystkim przypadło do gustu drapanie po plecach przez tutejszą przyrodę. Nurty obydwóch rzek, będących celami naszej wyprawy łączą się na wysokości Nowego Miasta nad Pilicą. Zmieniają się warunki płynięcia. Jest znacznie szerzej, spokojniej i bez przeszkód. Po sporym wysiłku fizycznym, teraz można sobie trochę odpocząć podziwiając jakże inny krajobraz. Niewielki, zielony, nowy mostek na Pilicy. Kolory… Słońce coraz niżej, a my wiosłujemy do „Portu Ulaski” po sprzęt biwakowy oraz na chwilę przerwy. Krajobraz na tym fragmencie rzeki – jak na Mazurach. Most tuż przed: Kilkunastu kilometrowy fragment Pilicy mamy zaliczony. Strudzeni, ale zadowoleni odwiedzamy Wanienkowy „kawałek nieba”. Przed naszą imprezą Gospodarz obiecał, że ostatni na pomoście otrzyma nagrodę niespodziankę w postaci cd ze świetną muzyką… …otrzymuję, tak jak zresztą przypuszczałem nagrodę. Hura! Jestem ostatni, który stawia nogi na „redzie” tutejszego portu. Cóż – wiosłowanie w kajaku pneumatycznymbez skega potrafi mieć pozytywne aspekty. Ponieważ wiemy, że jesteśmy ogonami spływu, szybko z Kolegą Bocianem pakujemy Seawava i wypływamy przed całą grupą. Machamy na pożegnanie Wanience i jego drugiej Połówce. Dziękujemy za gościnę, dziękuję za nagrodę. Mam nadzieję, że niebawem, ponownie, spotkamy się na szlaku. Nabijamy kilometraż, by w drugim dniu spływu było łatwiej, przyjemniej i krócej. Płyniemy, płyniemy…a Słońce powoli zachodzi oświetlając nasz ślad na wodzie.
  9. Drzewiczka i Pilica, 80km przygody. Część I. Weekend upłynął mi wiosłem… …poniżej relacja z 80km spływu kajakowego Drzewiczką (Odżywół) – Pilicą (Warka). Dzięki naszemu narciarskiemu forum poznałem wielu super znajomych…podobnie stało się dzięki innemu (mam nadzieję, że JC nie będzie „zazdrosny”) – Forum Wodnemu. Ludzie na poziomie, super mili, uczynni i ciekawi. Zarażeni swoją pasją i pozytywnym stylem życia. Dzięki nim przeżyłem super przygodę – za co już podziękowałem. A było, to tak: Decyzja o dwudniowym spływie z Forum Wodnym zapadła po domowych negocjacjach. Telefon do Kolegi Bociana, pytanie: czy ma sprzęt biwakowy, wolny weekend oraz chęci? …i już pędzimy na miejsce zbiórki – do Warki. W sobotę rano jesteśmy nad brzegiem Pilicy. Tutaj się poznajemy. Jest Czołg, Batyak z drugą połówką, Qbowy, dwóch Eltechów, Ted oraz Pointer – Marek przybył razem z nami, po przepakowaniu aut w Radomiu. Organizator, którego wszyscy do końca spływu poszukiwali,skombinował transport na punkt startu dla większości z nas. Do końca nie wiadomo co się z nim stało tak naprawdę i czy w ogóle był? A może jednak go nie było, a był forumowy spontan? Szybkie przepakowanie – i podróż do „Portu Ulaski”. Tutaj dołączają do Ekipy: Wanienka i Ropuch. Zostawiamy sprzęt biwakowy, by nam nie zawadzał na zwałkowej Drzewiczce – gnamy do Odżywołu, szykujemy sprzęt i zaczynamy naszą wodną podróż. Już na samym początku mamy zwałkę. Dzielnie walczy Wanienka z drzewem a później idzie lightowo – Eltech niczym Rambo podnosi drzewo i przepływamy wszyscy przez przeszkodę. Pogoda cud, miód, marzenie. Świeci słoneczko, humory dopisują. Po kolejnej przeszkodzie w postaci drzewa płyniemy przez niewielki mostek i bystrze. Rzeka jest tutaj niezwykle urokliwa… …i niebezpieczna. Za jednym z zakrętów, nurt niespodziewanie przyśpiesza, na dnie prawdopodobnie jakaś przeszkoda, dodatkowo grube pniaki w poprzek robią swoje. Kabinę zalicza Kanu. Chłopaki lądują w wodzie. Młody Eltech wychodzi bez szwanku, starszy – kosztuje w ten upalny dzień co nieco wody prosto z rzeki. Całe szczęście tylko dla ochłody. Nic groźnego nikomu się nie stało. Załoga kanu szybko się zbiera, ogarnia łódkę, pakuje wyjęte z wody pogubione fanty i z niefortunnej przeszkody… …kontynuuje płynięcie. Ta kąpiel, na początku dnia, powoduje w całej „ekipie” większe skupienie w trakcie dalszego pływania. Kolejna zwałka i wygibasy Czołga. Jak prawdziwy sztukmistrz, z humorem, nie wypuszczając z ust p… …pokonuje niczym łódź podwodna, chowająca kiosk pod wodę w czasie zanurzenia, zwisający nad wodą pniak. Teraz na szlaku mamy chwilę spokoju. Mijamy malownicze zabudowania, pokonujemy niezwykle urokliwy zakręt, „łokieć”. Dopływamy do kładki zawieszonej tuż nad wodą. Ted górą pokonuje przeszkodę przenosząc swój pneumatyczny kajak, reszta odnajduje wąskie przejście po lewej stronie. Po wstępnych „wygibusach”, przy przenosce, pozwalamy sobie zjeść drugie śniadanie. Zatankowani w kalorie, kończymy przerwę i zaczynamy od kolejnych przeszkód – powalonych konarów drzewa, oraz zniszczonej kładki, nad którą, nad głowami zwisa jakiś kabel, drut. Meandrujemy, a na brzegu pojawiają się tajemnicze budowle tubylców. Czyżby jakieś miejsce kultu? Odcinek Drzewiczki:Odżywół – Nowe Miasto nad Pilicą wbrew pozorom nie jest łatwy. Rzeka kręci, a przeszkód co niemiara. Ted kombinuje, co z tym „fantem” zrobić? Organizatora spływu nikt nie widział…ale, kąpiel na zwałce tak… Załoga Seawava, bez założonego skega męczy się na kolejnych zakrętach. Mimo problemów ze sterownością, jest czas na dokumentację zdjęciową…a szlak pokazuje nam, jak potrafi być pięknie na Mazowszu.
  10. marboru

    Rowerowe eskapady - relacje

    Chłopaki - super wyprawy :happy: Gratuluję i dziękuję za relacje. PS. Andrzeju - dystans, pomysł - fantastyczny. Dzięki za esemesa. Telefonu nie odebrałem, bo byłem na wodzie...a potem padła mi bateria :frown::
  11. Zrobione. Pozdrawiam i powodzenia.
  12. Z tego co piszecie Chłopaki, wynika, że pewnie tylko ja mam takie "nietypowe" ustawienia. Następnym razem jak będę pisał, będę miał na uwadze wasze sugestie. Andrzeju, fragment, o którym piszesz Kamiennej spływali dwa tygodnie temu moi znajomi. Z uwagi na wiele zwałek i mój duży kajak - ten fragment dla mnie tylko przy wysokim poziomie wody.
  13. Na Kamienną wrócę, i to pewnie niebawem – oczywiście dam znać. W niedzielę byłem dokładnie od 12:30 do 17 ehhh gdybym wiedział… Zalew jest duży, więc nie dziwota, że nas nie zauważyłeś. Co do wodowania w Starachowicach – to z pewnością będzie to pod mostem na ulicy 17 stycznia – wcześniej nie ma sensu – bo dużo przeszkód w wodzie. Gregor, to wszystko zależy od ustawień jakie masz do przeglądania forum. Ja mam ustawione posty od najstarszego do najnowszego i jest wszystko ok. A tak swoją drogą, ciekawe jak userzy na forum korzystają z tego typu dogodności, niedogodności narzędziowych? Pozdrawiam Cię serdecznie.
  14. Kamienna – pierwsze starcie. Część I. Pogoda w dniu dzisiejszym od rana nie rozpieszczała, umiarkowana temperatura i duży wiatr. W planach było przepłynięcie Zalewu w Brodach Iłżeckich… Jezioro Brodzkie - zbiornik retencyjny na Kamiennej w województwie świętokrzyskim, położony na Przedgórzu Iłżeckim. Zapora powstała w 1964 roku, a w 1986 została przebudowana. Zbiornik pełni funkcje przeciwpowodziowe i rekreacyjne. Zapora ziemna o wysokości 7,1 m ulokowana jest w miejscowości Brody. Zbiornik ma powierzchnię 260 ha, długość 5,3 km i maksymalną głębokość 6 m. Pojemność całkowita wynosi 7,3 mln m³, natomiast pojemność użytkowa 5 mln m³. Zwierciadło wody znajduje się na wysokości 195 m n.p.m. …oraz wpłynięcie, pod prąd w rzekę Kamienną – do napotkania pierwszej nieprzepływalnej przeszkody. Kamienna – rzeka w centralnej Polsce należąca do środkowomałopolskiego regionu hydrologicznego, lewobrzeżny dopływ Wisły. Na prawie całym odcinku płynie przez województwo świętokrzyskie, jednak jej źródło oraz ujście rzeki znajdują się na południowych krańcach województwa mazowieckiego. W okolicach Bałtowa tworzy przełom przez skały mezozoiczne. Długość 138km. Żródło: wikipedia.pl Decyzja zapadła późno, więc nad wodą byliśmy grubo po 12stej. Szybkie rozkładanie sprzętu i na wodę… …i jak się później okazało – silny wiatr pokonał moją drugą połówkę – zmarzła niesamowicie i cel został osiągnięty częściowo. Zalew przepłynęliśmy w połowie i jedynie wokół wyspy. Poniżej mapka z trasą. Pierwsza fotka i widać ludzi wody, żeglarzy. Oprócz kabinówki, dostrzegamy również WindSurfera. Wieje – szkoda, że nie mam żagla na swoim sprzęcie… ...niestety prędko go nie będę miał – w sklepie na D brak Tribordów. Pompka ręczna mnie kiedyś wykończy – nim zwodowaliśmy kajak z piaszczystej plaży nieźle musiałem się nagimnastykować… …eh chyba trzeba zainwestować w elektryczne dmuchadło. Kierujemy się w stronę Kamiennej. Mamy doczynienia z Wmordewindem – raz, po raz, przychodzą szkwały, fala jest dosyć spora. Wiosłowanie jest ciężkie, a zdobywanie przestrzeni trudne. Dopływamy do pierwszego mostu… Za nim, to jeszcze zalew, czy może już rzeka? Zmienia się szerokość zbiornika. Pojawia się spora ilość wędkarzy na brzegach. Na wodzie – śliczne grążele. Wiatr jest tak silny, że gnie rozłożyste liście rośliny. Najwyraźniej spadła głębokość, bo zielone wychodzące z wody gęstnieje. Robi się malowniczo. Trochę dalej czujemy pod wiosłami dno. Na szczęście skeg nie zahacza o dno. Pojawia się wodny „trawnik”: Dopływamy do drugiego mostu – tutaj już chyba na 100% jest Kamienna…a może jeszcze nie? Wiosłowanie staje się jeszcze trudniejsze – pod wiatr i pod prąd. Z przodu fotograf, z tyłu silnik – kajak powoli płynie przed siebie.
  15. Kamienna – pierwsze starcie. Część II. Robi się coraz bardziej dziko i jakoś tak tajemniczo… …to gra świateł, szum wiatru, chmury... …im dalej tym jakby mroczniej… …drzewa zaczynają się kłaniać… …przekraczamy bramę innego świata… Pierwsza zwałka wydaje się, że zakończy pstrągowanie… …w ostatniej chwili dostrzegam wąski przesmyk po lewej stronie – kajak ledwo co się mieści, daję radę. Jasna huba przykuwa naszą uwagę na parę chwil. Drzewa gęstnieją… …i przenoszą nas w świętokrzyską puszczę amazońską. Dziką i wszech zieloną… Zakręt, a za zakrętem nurt zdecydowanie przyśpiesza pokazując delikatne bystrze… Jednoosobowy silnik zaczyna słabnąć – łódź staje w miejscu mimo wiosłowania. Rusza drugie wiosło i pokonujemy kolejną przeszkodę… …pstrąg choć tłusty i duży – daje radę. Jak za chwilę się okaże – nie na długo…
  16. Kamienna – pierwsze starcie. Część III. Za kolejnym zakrętem pokazuje się kolejne bystrze. Tym razem jest ono nie do przejścia płynąc pod prąd pneumatykiem. Kamienie, silny nurt, gałęzie + zwałka „na horyzoncie”. I jeszcze jedno foto z bliska: Odkręcam dziób w stronę nurtu i odpływamy – kończymy płynięcie pod prąd Kamienną. Szkoda, że tak szybko, bo rzeka Kamienna w tym fragmencie jest świetna. Z pewnością odcinek Starachowice – Brody zrobimy niebawem! Tym czasem trzeba wracać. Ten sam fragment rzeki, w drugą stronę – a jakby inaczej… …czyż to nie jakaś magia? Tak… Kamienna ma coś wspólnego z czarami… …i nawet brama do tego świata inaczej wygląda przy wyjściu: Mijamy most i przepływamy do XXI wieku… …wita nas cywilizacja: Płyniemy teraz szybko – niesieni wiatrem i prądem. Kaczki i łabędź – tutejsi mieszkańcy. Kierujemy się do zalewu rozmawiając o zadziwiającej przyrodzie i krajobrazie tutejszego miejsca. Jesteśmy we dwoje zaskoczeni – pozytywnie.
  17. Kamienna – pierwsze starcie. Część IV. Panorama zbiornika robi wrażenie. Woda, lasy, wzgórza – niczym mini Solina. Kierujemy się w stronę jedynej, tutejszej wyspy. Moja druga połówka niestety nie ubrała się zbyt odpowiednio i zaczyna negatywnie odczuwać skutki sporego wiatru – marznie. Zmieniamy plan – zamiast opłynięcia całego Bałtowa postanowimy zatoczyć wokół wyspy i skończyć pływanie. Nie ryzykujemy przeziębienia. Wyspa z bliska. Mijamy ośrodek wypoczynkowy z drugiej strony brzegu. Kusi gorąca herbata i obiad widocznej z wody, otwartej knajpki. Może kiedyś? Tym czasem – zmieniamy kierunek i wiosłujemy do auta. Fale znowu są spore – raz po raz, rozbijają się o dziób Seawava – przyjemnie kołysze. Przy innej okazji opłyniemy drugą widoczną stąd, część zbiornika. Ostatnie spojrzenie w stronę wyspy… …i kończymy. To był kawałek dobrej roboty! Eksplorację Kamiennej uważam za rozpoczętą… …i już się nie mogę doczekać kiedy wrócimy na tę Magiczną rzekę. pozdrawiam marboru
  18. Nida… na początek – Czarna. Część I. Po eksploracji ostatnich 50km Radomki przyszła pora na małą odmianę. Zmiana szlaku, zmiana województwa. Czarna Nida – świętokrzyskie. Morawica, bo również taka nazwa funkcjonuje jest niewielka. Bieg rozpoczyna niedaleko wsi Marzysz gdzie łączą się dwa źródła: Lubrzanka i Belnianka. Cała rzeczka to ok. 64km. Czarna wpływa do Białej Nidy tworząc Nidę. Dzisiejsze pływanie zainicjował kolega Marek. Skład – trzy kajaki pneumatyczne. Mój Seawave oraz dwa Savylory: trzyosobowy Hudson oraz jedynka Pointera. Ustalona trasa Morawica – Wolica, ok. 17km. Na miejscu jesteśmy przed 9. Mamy wiele obaw, czy przypadkiem, na wodzie, nie złapie nas burza? Jak się później okazało – nie mieliśmy tej przyjemności. Miejscowość startu… Morawica – znana jest mieszkańcom świętokrzyskiego przede wszystkim z?... No właśnie – może któryś z Forumowiczów, tubylców się wypowie w temacie? W Morawicy Czarna Nida ma dwa nurty. Pierwszy z powyższego zdjęcia, drugi przy tutejszym amfiteatrze – wodujemy się pod mostem. Sprzęt szykujemy na przystrzyżonym trawniku tuż obok. „Miejski” początek rzeki: Jest dosyć szeroko i spokojnie. Świeci słoneczko, więc zdjęcia wychodzą niezwykle kolorowe. Po kilku zakrętach trafiamy na pierwsze, małe przyśpieszenie nurtu. Ponieważ płynę ze skegiem – zastanawiam się, czy nie będzie to problemem przy pokonywaniu bystrzy. Jak się później okaże…ten kawałek plastiku przy dnie kajaka, będzie nie raz obijał się o kamienie.
  19. Nida… na początek – Czarna. Część II. Jeszcze się dobrze nie rozgrzaliśmy – trafiamy na pierwszą zwałkę. Obok przewrócone drzewo z olbrzymim korzeniem. Niestety Skeg jest problemem w pokonaniu przeszkody przez Seawava. Duży Hudson, również ma mały problem na dosyć sporym pniu drzewa. Dobra rozgrzewka przed resztą drogi. Tuż za zwałką kolejne, małe bystrze: Słońce niestety zachodzi, rzeka się uspokaja na chwilę. Miejscami koryto się zwęża a nurt wyraźnie przyśpiesza. Po chwilowej kontemplacji – kolejne bystrze. Nurt się dzieli na trzy – przepływamy najwęższą lewą stroną…skeg dosyć mocno uderza o kamienie – jest adrenalina a łódka przechodzi. Mijamy zakręt i? Kolejna przeszkoda - tę pokonujemy zespołowo. Jest ciekawie. Rzeka w początkowej części spływu, po fragmentach spokojnych – zaskakuje. Pod mostem kolejowym, przed miejscowością Nida, kolejne oranie skegiem tutejszych kamieni. Denerwujące łup, łup, łup! Tym bardziej, że po kilkuset metrach trafiamy na kolejne bystrze gdzie ten dźwięk się powtarza – bystrze oznaczone znakiem z wykrzyknikiem po prawej stronie rzeki. Zaczynam żałować, że zamontowałem „ustrojstwo” poprawiające nautykę kajaka kosztem zanurzenia. W wodzie kolejne drzewa, gałęzie… …znajdujemy, raz, po raz wąskie cieśniny i dajemy radę płynąć dalej bez wysiadania z łodzi. Kolejny znak z wykrzyknikiem: „przyśpieszenie nurtu – duże kamienie”. Sevylory przechodzą… …ze względu na „plastik” na dnie Seawava – odpuszczamy i zaliczamy pierwszą przenoskę. Miejsce dostarczyłoby z pewnością zastrzyku adrenaliny. Szkoda.
  20. Nida… na początek – Czarna. Część III. Po drugiej stronie bystrza z dużymi kamieniami – robimy krótką przerwę na piaszczystym wypłyceniu z drugiej strony. „Z dołu” wygląda nieźle. Płyniemy dalej. Jedynka Marka na silnie meandrującej rzece jest najbardziej zwrotna. Zazwyczaj płynie pierwszy, czeka na nas. Gdy rozmawiamy i porównujemy jednostki pływające – to On jest Fregatą, my Seawavem – Niszczycielem, a Hudson to Pancernik. Na gałęziach drzew widać osady „wysokiej” wody – jak widać, było jej sporo. Wysepki na Czarnej Nidzie są naprawdę małe… …małe, ale dosyć mocno zaludnione – na jednej z nich kacza rodzina. Ptaki, choć przepływaliśmy tuż obok, w ogóle się nie przestraszyły ludzi. Miejscami robi się bardzo wąsko, a nurt wartki. Napotykamy malowniczą kładkę, a w tle zaczyna pojawiać się las - a potem świętokrzyskie górki. Ścigamy tutejszego „pływaka”: Ostatnie spore zwałki z wąskimi cieśninami na szerokość kajaka. Po prawej… …i po lewej: Przy linii kolejowej nieopodal miejscowości Wolica – trzcinowisko. Po lewej stronie mostu, starorzecze, a na nim wędkarze.
  21. Nida… na początek – Czarna. Część IV. Pojawiają się grążele i fragment spokojnej wody. Takie zakole i warunki, to siedlisko linów oraz szczupaków – ciekawe jakie byłyby efekty wędkowania w tym miejscu? Przepływamy 200 metrów i Czarna Nida rozdziela się na dwie części. Pierwsza przypomina górski potok… …a dzikością Amazonkę :happy: Autor niniejszej relacji dumający nad rzeką z flotą pneumatyków na pierwszym planie. Druga jest tutaj wolna – nizinna. W środku lasu kolejna, dzika odnoga Czarnej Nidy z naturalnym bystrzem - raczej niespływalnym. Robimy kilkaset metrów i dopływamy do końca spływu – miejscowości Wolica. W miejscu, gdzie stał kiedyś stary młyn jest teraz mała elektrownia wodna… …i malownicze ruiny: Minęło ok. 5 godzin bardzo fajnego i ciekawego spływu w super towarzystwie. Żal wyjeżdżać – cóż począć? Jutro trzeba iść do pracy, wrócić do codzienności. Z pewnością jeszcze się tu pojawimy. W głowie szybko ułożył się plan kolejnego jednodniowego pływania: Wolica – Sobków. Może za dwa tygodnie będzie come back? Tam, tuż za przeszkodą kończącą dzisiejszy spływ się zwodujemy - tam, po lewej stronie poniższej fotki?... dobrze, by było... Ostatnia fotka. Moja druga połówka i widok rzeki – przyszły szlak. Ok. 17km wodą, a tyle przyjemności. Niesamowite! pozdrawiam marboru
  22. Fali powodziowej w żaden inny, niż ilość wody nie odczuliśmy. Z całą pewnością Wisła była o ok 3 do 4 metrów powyżej normalnego stanu. Gdy robiliśmy rekonesans, by wybrać miejsce, w którym zakończymy spływ - dojechaliśmy do końca drogi w miejscowości Kłoda. Ponieważ kilka razy tam łowiłem ryby, to wiem jak to wszystko wygląda, gdy jest normalnie - stąd moje stwierdzenie odnośnie różnicy poziomów. Poniżej fotka tego widoku: Od ujścia, do mostu gdzie ostatecznie się wodowaliśmy na Radomce stworzono zabezpieczenia przeciwpowodziowe by uchronić mieszkańców od tzw cofki na mniejszej rzece. Worki były suche i niezabrudzone - więc w trakcie fali kulminacyjnej woda pod nie nie podeszła. Poniżej filmik z tego spływu. To trzecia moja produkcja po narciarskiej i rowerowej...nadszedł czas na kajakową :happy: Zapraszam do obejrzenia. [video=youtube;9RX0Js8me2E]https://www.youtube.com/watch?v=9RX0Js8me2E
  23. Słoneczna Radomka. Spływ z Gorynia do Ryczywołu. Część I. Od kilku dni było już wiadomo, że pogoda będzie piękna…grzechem byłoby tego nie wykorzystać. Dzień urlopu i na wodę. Tym razem we dwóch: ja i expat. Miała być Kamienna…ale – to zostało przełożone na inny czas. Decyzja była szybka – kontynuować eksplorację najbliższej mi rzeki – Radomki. Początek w miejscu ukończenia poprzedniego pływania – w Goryniu. Meta miała być w Kłodzie – ale po rekonesansie i braku dogodnego miejsca na zakończenie pływania (Wisła nadal jest bardzo wysoka) postanowiliśmy skończyć pod mostem drogowym w miejscowości Ryczywół, klika kilometrów przed ujściem naszej regionalnej rzeczki do Królowej Rzek. Przygotowanie kajaczka i szybko do cienia – Słońce dzisiaj operowało niewiarygodnie mocno. Koszulka z długim rękawem, czapka, okulary słoneczne i zielony liść na nos… Kiełbaska jest, woda jest – jeszcze tylko 50 metrów do wody… …za drugim progiem w Goryniu nie ma szans się zwodować – jest ok. 50cm więcej wody niż zazwyczaj. Idziemy parę metrów dalej, ostatnie przygotowania… …i na wodę. Lewa, prawa, lewa, prawa a kropelki wody spadające z wioseł i niesione delikatną bryzą niesamowicie przyjemnie chłodzą. Dookoła mazowiecki klimacik. Pojawiają się ptaki. Bociany, takie malutkie białe, błękitne – śliczne jak koliberki, trafia się jedna czapla…dzisiaj widać głównie drapieżniki. Płyniemy chwilkę i trafiamy na trzeci, ostatni próg wodny w miejscowości Goryń. Ponieważ nie jesteśmy doświadczonymi kajakarzami, nawet nie próbujemy spłynąć – obnosimy. Jest cudownie. Cicho, ciepło, odludnie…niesamowicie. Brodzenie po żółciutkim piasku zdecydowanie przyjemniejsze niż na nadmorskich plażach. Chwila – „stop klatka”.
  24. Słoneczna Radomka. Spływ z Gorynia do Ryczywołu. Część II. Jeszcze jeden rzut oka na próg wodny… …fotka i w drogę. Podążamy w stronę Brzózy. Obok nas piaszczyste skarpy, kolejne plaże i ptaki. Przed siebie… Z oddali dobiega do naszych uszów szum. Zbliżamy się do mostu w Brzózie. Bystrze, czy próg wodny? Robimy rekonesans i kończy się przenoską przez drogę. Ja miałem ochotę popłynąć, Piotrek miał obawy. Ciekawe, czy dalibyśmy radę? Mało doświadczeni, na dodatek kajakiem pneumatycznym. Dwa progi. Pierwszy łagodny, drugi ok. 70cm. Robimy jeszcze kilka zakrętów i postanawiamy zatrzymać się na obiad. Nie ma jak kiełbaska prosto z ogniska. Po półgodziny wypływamy w dalszą drogę. Robi się szerzej. Wpływamy w obszar pokryty z obydwóch stron rzeki lasem sosnowym. Pojawiają się liczne trawiaste wysepki i drzewa w wodzie. Roślinność podwodna. Upał daje się we znaki. Meandrując szukamy cienia, a gdy go znajdziemy – odkładamy wiosła i odpoczywamy.
  25. Słoneczna Radomka. Spływ z Gorynia do Ryczywołu. Część III. Puszcza Kozienicka. Czas mija niesamowicie szybko. Zatrzymujemy się w kolejnym, czarującym i dzikim miejscu. Zielone na piasku: Gdyby spływ był dłuższy niż jednodniowy – to, tutaj właśnie, na trawiastej wysepce, dookoła której rozciągała się widoczna na fotce mielizna, można by zrobić fajny biwak. Mijamy kolejne miejscowości i kolejne zniszczone kładki. W wodzie coraz więcej kołków i wystających gałęzi, na które trzeba uważać. Zielono, las, zielono, las…można by tak płynąć w nieskończoność. Niestety, wszystko co dobre, kończy się szybko. Most w Woli Chodkowskiej zwiastuje rychły koniec spływu. Ostatni fragment, to wyraźnie podwyższony stan wody – Wisła jest blisko, a jej wysoki stan ma również wpływ na poziom ujściowego fragmentu Radomki. Wpływamy do miejscowości Ryczywół i po kilku chwilach ukazuje się naszym oczom most, pod którym zaplanowaliśmy koniec przygody. Pod mostem, mnóstwo kolorowych grafitti. Ciekawe, kto i w jaki sposób naniósł niektóre? Płyniemy między filarami i kończymy na zalanej polnej drodze przy rzece, po której można teraz pływać kajakiem. Do ujścia zostało nam ok. 5km. Cóż…kiedyś trzeba będzie dokończyć ten ostatni fragment rzeki. Kończymy na dzisiaj. Przepłynięty dystans – ok. 26km. Z pewnością wrócę na Radomkę niebawem. Jest jeszcze kilka bardzo ciekawych fragmentów do zaliczenia. Mazowsze potrafi być piękne i dzikie. Kolejny spływ w niedzielę – cel: Czarna Nida. Pozdrawiam marboru
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...