-
Liczba zawartości
7 223 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
599
Zawartość dodana przez marboru
-
Hińczowa wprost w puchu
marboru odpowiedział marboru → na temat → Narciarstwo klasyczne, ski touring, ski alpinizm
Spokojnie Tomku - przyjdzie czas i zjazd na H zaliczysz :happy: Ja, jak na razie, ze swoją techniką jazdy mogę jedynie o tym pomarzyć....ale kto wie, może kiedyś w przyszłości... Cóż, po przypadku, który zacytowałeś - jazda poza trasą = maksymalne bezpieczeństwo i zabezpieczenia. Dostępny dzisiaj sprzęt w wielu przypadkach ratuje życie :smile: -
Poniżej dwa króciutkie filmiki z wyjazdu - reszta niestety nie ocalała na uszkodzonej karcie pamięci :frown:: Widok z tarasu widokowego Lodowca Kitzsteinhorn / Kaprun. [video=youtube;41Vn0dBY9bI]https://www.youtube.com/watch?v=41Vn0dBY9bI KitzSki - ostatni dzień, ostatnie widoczki. [video=youtube;4iuWaGIKuwQ]https://www.youtube.com/watch?v=4iuWaGIKuwQ
-
Siostrzyczki na nartach :biggrin: [video=youtube;zt1vFLINp94]
-
Kirgiska, mega przygoda na nartach w super fajnym filmiku :smile: Cieszy oczy, cieszy... [video=youtube;k5d4LVGQ2ok]
-
Jacku, życzę Ci w dniu Twoich 18 urodzin - wszystkiego co najlepsze! Przede wszystkim zdrówka...ale również kasiory, niesamowitych narciarskich przygód, spełnienia ski marzeń. STO lat!!!
-
Każdy kto był w Morskim Oku i stanął na werandzie schroniska, tak jak ja, po raz pierwszy mając 7 lat, doznał tego porażającego widoku majestatu gór. Na wprost, powyżej tafli Morskiego Oka wzbijają się najwyższe polskie szczyty. To tam wspinają się taternicy wzbudzając od dziecka mój przeogromny podziw. [video=vimeo;90454621] Wiele lat minęło i dowiedziałem się, że oto są śmiałkowie co potrafią zjechać pomiędzy tymi skałami na nartach. To tam pomiędzy Mięguszowieckim Szczytem (2438m), a Cubryną (2376m) jest Hińczowa Przełęcz 2323m n.p.m., z której w labiryncie skalnych ścian jest linia umożliwiająca zjazd na nartach. Przewodnik skiturowy wycenia ten zjazd na 5, czyli jeden z najtrudniejszych w Polskich Tatrach. Ekspozycja, podcięte przepaściami pola śnieżne i żleby, nachylenie dochodzące do 50 stopni sprawia, że jakikolwiek błąd i przewrotka w tym miejscu, a nie daj boże zejście lawiny, które schodzą tam nadzwyczaj często, oznacza śmierć śmiałka tam zjeżdżającego. Filmy ze zjazdów i opowieści osób, które tam były pokazywały jedno: późnowiosenne, mokre firny i walka na zjeździe z ogromnymi nierównościami, pozostałymi po częstych lawinach schodzących z hukiem, aż po taflę jeziora - Nie, to nie dla mnie! - mówiłem przez wiele lat, ale gdzieś w zakamarkach głowy chodził mi szalony plan, którego nie śmiałem nawet głośno zdradzić. - Czy nie dałoby się zjechać tego w puchu? - Co?!!! Szaleństwo, niemożliwe, to nie Alaska i film Jeremiego Jones'a!!! - takie miałem czasem myśli... Wybieranie się tam na puch to ogromne ryzyko i niewielu chyba je podejmuje. Latami zdobywana wiedza i doświadczenie freeridowe pozwalało mi jednak sądzić, że jest to możliwe. Potrzeba tylko idealnego zgrania książkowych warunków pogodowych, przy których następuje opad śniegu. Wiem, taki dzień zdarza się niezwykle rzadko. Jak wiecie zimą, my freeriderzy pogodę sprawdzamy ok 20 razy na dobę. Wiemy gdzie spada każdy płatek śniegu i w jakich warunkach... Tak i tej rzekomo "słabej" zimy te obserwacje nasiliły się do granic absurdu. Ale to dobrze. Od kilku dni wiedziałem, że w naszych górach dzieje się coś dziwnego jak na tą porę roku. Coś co pozwoliło w końcu uwierzyć, że oto nadchodzi czas spełnienia się Wielkiego, Szalonego i Niemożliwego Marzenia: zjazd Hińczową na wprost w puchu! - zjazd marzenie każdego freeridera. Może to być teraz, ten jedyny raz w życiu! Wszystkie znaki na niebie wskazywały, że siadł tam opad w warunkach mogących zapewnić bezpieczeństwo wejścia i zjazdu. Tyle mówi teoria z książki, a góry i lawiny to żywioł jak trzęsienia ziemi - nieprzewidywalny. Telefony do znajomych - każdy odmawia, podając prozaiczne powody. Nie róbcie mi tego, czekałem wiele lat na ten dzień... Cóż, sam nie pójdę. Okazja "dobrych" warunków przemija bezpowrotnie, aby za kilka dni powtórzyć się w podobny sposób - spada opad wg książkowej teorii - bezpieczny dla aktywności ludzkiej w wysokich górach. Info z weekendu od instruktorów kursu lawinowego pod Mokiem jest dobre: stare śniegi stabilne. Nowe opady będziemy musieli ocenić sami. Znów gorączkowe poszukiwania śmiałka, co podejmie ze mną wyzwanie. Jedyny możliwy dzień to środa - wiadomo nikt nie może. Ale oto jest telefon od Majki: - Mam, załatwiłam urlop, jedziemy! - Super, Maja jest świetną narciarką, wiele lat się wspina, a do tego jest instruktorką na kursach lawinowych. Jej wiedza przyda się jak nigdy. Idealny partner tej szalonej wycieczki. Nie śpię spokojnie przez najbliższą noc. Przecież możemy nie wrócić do domu żywi ... co my robimy..? Morskie Oko o poranku wita nas bezchmurnym niebem, lekkim mrozikiem i... 5cm opadem śniegu. Hmm, za mało na bezpieczny zjazd, jeśli tam będzie betonowe podłoże... - takie było info z ostatniego weekendu. Ruszamy, po przejściu pierwszego żlebu wchodzimy na Mięguszowiecki Kocioł. I tu zdziwienie, świeżego śniegu jest co najmniej 20-30cm. Kopiemy pierwszy profil, badamy warstwy i kolejne zdziwienie: wszystkie opady są stabilnie ze sobą powiązane. Czyżby książkowa teoria się sprawdzała? Pora wykonać decydujący krok: przekroczyć pole śnieżne w/w kotła. Jeśli ruszy jakakolwiek lawina, spadniemy kilkadziesiąt metrów z lodospadu na skały... Od tego miejsca wchodzimy w teren gdzie góry mogą zabrać nam wszystko. Głęboki oddech, kolejne przeanalizowanie wszystkich zmiennych i... ruszam. Serce w przełyku, brnę przez śnieg nie myśląc: - Tutaj jest jak na polu minowym - nie wiesz czy i gdzie czai się śmierć... Docieramy do kolejnego żlebu, w którym poschodziły już lawiny, widać urwane niewielkie deski przy skałach, ale prawa strona żlebu jest nieruszona. Im wyżej tym więcej śniegu. W kolejnym po pokonaniu szerokiego na 1,5m zwężenia między skałami, sypkiego śniegu jest już 50cm. Nachylenie 47 stopni - nie chcę myśleć jak to ruszy w dół... Kopiemy kolejny profil - warunki bez zmian. Stabilnie... Brniemy w górę. Na Galerii Cubryńskiej (wielkie pola śnieżne górujące tuż pod granią szczytów, nad Morskim Okiem) śniegu jest już 60-70cm. Ze strachu mierzymy nawet nachylenie (33 stopnie) - uff nachylenie w miarę bezpieczne, może te masy śniegu nie zjadą z nami na te największe urwiska? Śnieg jest sypki i puszysty jak na Alasce, zapadamy się po uda, siły ubywają szybko. Krótka przerwa na obiad w przepięknej scenerii wysokich Tatr i ruszamy dalej. Zaczyna się mglić, szczyty znikają w chmurach, ale oto po 5h ciężkiego brnięcia wychodzimy na przełęcz. Siadam i oddycham z wielką ulgą... uff na wpół już ocaleni. Jeszcze tylko zjazd... I w tym momencie cały kocioł Morskiego Oka znika w gęstej mgle. Siedzimy na przełęczy 2,5h czekając na rozejście się tej zasłony, podziwiając przepiękne tańce chmur nad graniami Tatr Słowackich. Maja cały czas milczy, ja gadam jak najęty od rzeczy - każdy inaczej reaguje na stres. Jak rzucić się w tą przepaść, jak zjechać, skoro nic nie widać? Szkoda też tego bajkowego śniegu, bo jazda byłaby boska...W pewnym momencie Maja zauważa widmo Brockenu. Hmm każdy wie, że jak zobaczy się je w górach to jest to zła wróżba... dopiero zobaczenie go po raz 3ci czyni nas w górach nieśmiertelnym. Wpatruję się w nie dłużej i... coś niemożliwego - widmo jest potrójne!!! Pora więc jechać! Słońce zachodzi za Cubryną, zapinamy się, czekany w dłoń, jakby miały coś pomóc, ale mgła nie ustępuje. Stoimy na grani czekając na jakąkolwiek widoczność... minuty mijają, godzina już prawie 17... Nagle mgła rozrzedza się i widać na 20m - nie ma wyjścia. Zaciągam ręczny hamulec - przy tej widoczności nie można tutaj pozwolić sobie na brawurę. Rzucam się w czeluść pierwszy, licząc, że już na Galerii Cubryńskiej mgła się rozstąpi i bezpiecznie dojadę do pierwszego żlebu, nie gubiąc się w labiryncie skał... Nic takiego, mgła na Galerii gęstnieje, jest jak mleko, widoczność na parę metrów, trochę błądzę, błędnik szaleje, staram się nie zgubić śladów podejścia, to jedyny bezpieczny drogowskaz do domu... Po drodze skaczę upatrzoną wcześniej skałkę, ale za wolno najechałem i wpadłem na lądowaniu po pas w puch, który mnie prawie zatrzymał. Po chwili, jadąc po śladach podejścia wpadam do żlebu, podcinam kontrolnie pierwszym wjazdem śnieg pod kątem 45 stopni i widząc, że nie zsuwa się kontynuuję zjazd. Jazda jak w raju, mój freeridowy NS Raptor niesie jak poduszkowiec, po bokach mijają mnie pionowe, skaliste ściany, jest jak w Mordorze. Doganiają mnie zsuwy mas śniegu – myślę będę szybszy... nic z tego, są jak pendolino, uciekam pod skały, żeby ze sobą mnie nie zabrały. Nachylenie prawie 50 stopni... Docieram do sławnego przewężenia, pod deską słyszę lód i skały ledwie przykryte przez resztki zsuwającego się śniegu. Można pokonać je tylko na krechę. Nachylenie nie jest duże, ale to tu trzeba uważać najbardziej - stromizna kolejnego żlebu, w połowie odkrytego do żywego lodu, po którym zjechały ostatnie opady, może przy upadku nie pozwolić na bezpieczne zatrzymanie się i człowiek spada w przepaść... Zaciskam zęby, nie ma na co czekać, skok, krecha i już jestem w tym "śmiercionośnym" kuluarze – tutaj czekam na Majkę, która szaleje w każdym skrawku puchu - jej też jedzie się bajecznie, aż musiałem ją troszkę przystopować z tą brawurą Bezpiecznie docieramy na Mięguszowiecki Kocioł, mgła się rozstępuje - widząc, że przeżyliśmy "strefę śmierci" popuszczamy ręczny i w bajecznym puchu śmigamy wprost do tafli Morskiego Oka... Uff żyjemy, padamy ze zmęczenia, ręce drżą... i rośnie wiara, że nawet niebotyczne marzenia się spełniają. Hińcza poszła w Powder'ze przez duże „P”. Zjazd był bajkowy i ze względu na „alaskański” warun i towarzyszące mu emocje na pewno będzie w moich top 3 zjazdów życia. Drugiego dnia serwując sobie dla relaksu zjazd z Rysów stwierdziliśmy, że Matka Natura wie co robi - opasała Mięguszowieckie Szczyty mgłą, aby nas nie poniosła brawura na zjeździe, bo mogłoby to skończyć się źle... a przecież spełnione Wielkie Marzenia muszą się dobrze kończyć... tylko trzeba cierpliwie czekać [video=youtube;NCiPUQaFGw8] Relacja i filmiki: Mariusz "Vasya" Gaweł http://www.trzymetrypuchu.pl/
-
Lindsey Vonn wkręca ludzi - "ukryta kamera" :laughing: [video=youtube;_WyFv4x2Qpg]
-
Złota Mikaela Shiffrin
marboru odpowiedział marboru → na temat → Zawody, wyniki, kalendarze, sylwetki ...
Chase Your Dreams Świetny, 25 minutowy filmik podsumowujący dokonania Mikaeli w mijającym sezonie narciarskim. Nic, tylko się zachwycać :happy: Chase Your Dreams [video=vimeo;90803232] -
Poważna sprawa wypad w Bieszczady z namiotem, karimatą i prowiantem na kilka dni. Już mi się podoba :happy: Zdjęcie zrobione rano - ale jak patrzę na net, to Andrzeju masz 100% racji. To Zawilec i Pierwiosnek. A ponieważ zagadka wydaje mi się była łatwa...to poniżej jeszcze kilka innych roślin do rozpoznania. Trudne, bo dwie fotki zrobione z oddali: Dwie "żółte" zagadki: Czekam na propozycje :happy: Oj fajnie byłoby mieć gdzieś na południu taki domek... Byłaby niezła baza wypadowa - zarówno w polskie jak i te najwyższe góry Europy - Alpy. Ostatnie dwa narciarskie "epizody" wyprawy na Turbacz... ...jeszcze jedna mapka narciarskich tras biegowych: Nieczynny stok narciarski Polczykówka. Krótki ale "wartki" :biggrin: Charakterystyką bardzo podobny do kieleckiego Telegrafu. Dla chętnych... ...deski na śniegu można jeszcze postawić :wink:
-
Suplement Przeglądając dzisiaj fotki, wyłowiłem jeszcze małe co nieco. Po pierwsze, na jednej ze ścian Bacówki na Maciejowej zobaczyłem i zdałem sobie sprawę, jak wiele tego typu miejsc + schronisk funkcjonuje w polskich górach. Normalnie - nie sposób być w nich wszystkich. Ostatnie zabawy na śniegu, choć bez nart - bardzo przyjemne. Myślę, że na tym szlaku, mając na nogach skitury, w szczycie sezonu - byłaby niesamowita frajda. Najładniejsza turystka jaką spotkałem w Gorcach hahaha Ten to się zasiedział...i to nie jest expat... Mnóstwo różnych kwiatków oprócz krokusów - np jakiś biały... ...żółty: Ciekawe, co to za gatunki? Wie ktoś? Klimat, gra świateł i kolorów...czasami warto się zatrzymać i zwyczajnie popatrzeć. Spojrzeć pod nogi... ...a potem wrzucić coś na podniebienie. Na Maciejową chciałbym wrócić z nartami...i mam nadzieję, że w przyszłym sezonie ten stok ruszy dla narciarzy. Przygoda, podróże, szlak... ...to chwile, które warto spędzać z najbliższymi. Expat z synami: ...a gdybyście kiedyś w Górach spotkali... ...to nie polemizujcie, że w polskich Górach nie ma niedźwiedzi hahaha marboru
-
Wstajemy rano, a za oknami mgła. Nie jakaś, taka, sobie, mgła - mgła, przez którą kompletnie nic nie widać. Deszczyk delikatnie pokrapuje po parapecie - więc jest do bani... Jemy śniadanie i ruszamy mimo niesprzyjającej pogody. Chętnych, poza nami, do wyjścia niewielu. Szkoda, że nie ma widoku Tatr i Kasprowego, a wszystko spowite jak za zasłoną. Macham Góralowi spod Skrzycznego - być może jest i walczy z deskami na stoku Gąsienicowym. Pogodę pewnie ma nieciekawą? Może zamiast deszczu padał tam śnieg? Oby. Ehhh szkoda. Zamiast pięknej panoramy - ściana "mleka". Chłodno. Zakładamy czapki, rękawiczki i idąc uważamy - na szlaku jest mokro, a pod butami błoto. Mijamy kolejny pomnik... Dreptamy w dół. Las robi się magiczny. Im jesteśmy niżej, mgła ustępuje i pojawia się światło. Klimat jest niesamowity, a zdjęcia wychodzą bajeczne... Jest coraz cieplej. Kolejne miejsce pamięci na szlaku: po rozbitym samolocie. Dość szybko - marsz w dół, jest o wiele przyjemniejszy i wychodzi sprawniej, niż w górę - trafiamy do Schroniska na Starych Wierchach. Słoneczko zaczyna zdecydowanie lepiej operować. Krótka przerwa i idziemy dalej, niżej. Po drodze zauważamy kolejne kwiatuszki. Co to? Nikt z nas nie wie. Miejsc do jazdy free, na szerokich deskach - na tym odcinku trasy, raczej nie ma. Las gęsto porośnięty... Od czasu, do czasu drzewa "ustępują" i pojawiają się za nimi, w oddali piękne widoki. Docieramy ponownie do Bacówki na Maciejowej i w oko wpada mi niezły sprzęt... ...a tuż za budynkiem - szeroka polana i stok prowadzący w dół, do Rabki. Oj przydałby się tu wyciąg narciarski, przydał na tym północnym zboczu. Wypogadza się na dobre i robi bardzo ciepło. Końcówka marszu jest bardzo przyjemna: wśród zieleni i malowniczych krajobrazów. Do miasteczka docieramy ok 15. Jemy pyszny obiad w "Hulaj duszy" i spadamy na niziny. To był świetny weekend! Dzięki Piotrze (forumowy expat) za to, że wyrwałeś nas z domu i zachęciłeś do aktywności górskiej, trochę innej niż dla nas, zapalonych narciarzy na "co dzień". pozdrawiam marboru
-
Nie pamiętam kiedy byłem na pieszej wycieczce w Górach... ...a przecież jestem w nich, bardzo często. Jak na narciarza przystało - poruszam się po nich na dwóch deskach, bądź wyciągiem... ...najwyższa była pora, na trochę inną formę górskiego wypoczynku. Propozycja wyjazdu w Gorce pojawiła się w piątek i długo się nie zastanawialiśmy. Start w sobotę rano, popołudniu obiad w Rabce Zdrój i witaj przygodo. Auto zostawiamy przy Parku Zdrojowym. Wcześniej odwiedzamy małą, tutejszą tężnię... ...i szlakiem czerwonym rozpoczynamy 17 kilometrowy marsz na Turbacz - najwyższy szczyt Gorców. Śpieszymy się, bo nim dojdziemy do celu - może nas zastać noc. Start ok 13 a szlak przewidziany jest na jakieś 6-7 godzin - ponieważ oprócz mojej drugiej połówki idzie z nami expat, z dwoma juniorami obawiamy się końcówki z latarkami. Początek drogi, to malownicza "równina" w stronę Maciejowej. Nim dojdziemy do stacji górnej wyciągu narciarskiego, po drodze taka oto osobliwość... Nigdy nie byłem na nartach w Rabce, więc jestem bardzo ciekawy tutejszego stoku. Stoku, który podobno ze względu na waśnie właścicieli gruntów od dwóch lat nie został uruchomiony. Cóż - oto Polska właśnie. Stacja górna wyciągu orczykowego wygląda na zadbaną. Sam stok, wydaje się mieć ok 1 kilometra długości i jest dosyć fajnie nachylony. Głęboki, wyprofilowany łuk powoduje, że jazda tutaj jest pewnie fajnie urozmaicona. Zatrzymujemy się dłużej. Robię sporo zdjęć do osobistego archiwum stacji narciarskich, czekamy aż reszta załogi dołączy do mnie i "zielonej kurteczki". Wędrujemy dalej. Na drodze nie omieszkam nie skorzystać z takiej, to oto sposobności przysiąścia i odpoczynku. Kilka kroków i jesteśmy w Bacówce na Maciejowej. Piękne i klimatyczne miejsce. Piwo tutaj smakuje wybornie. Kolejny etap pieszej wędrówki, to spacer po lesie. Ostre podejście na początek, a potem raczej łagodny spacer. Po drodze krokusy: Uwijamy się dosyć szybko i kolejna, krótka przerwa - to Schronisko na Starych Wierchach. Ciekawa mapka terenów narciarskich. Biegowych i skiturowych. Ciekawostką jest fakt, że szlak, którym podążamy - czerwony: Rabka - Turbacz, to w zimie trasa dla podchodzących na nartach. Nie zwlekając pędzimy dalej. Najtrudniejsza część trasy przed nami. Idziemy, idziemy, a czym jesteśmy dalej - pojawiają się zimowe klimaty i resztki śniegu. Na początku w oddali. Zaczyna się robić ciemno. Teraz, to nie jest już tylko spacerek a mocny marsz. Dodatkowym motywatorem do pośpiechu jest deszcz, który zaczyna padać. W Schronisku na Turbaczu jesteśmy ok godziny 19:30. Jak widać na fotce, na wysokości 1310m śniegu - spore czapy. Kolacja, piwko, wieczorne pogaduchy. Niezapomniana gra w karty 3, 5, 8 kończy wieczór.
-
Będę niedaleko... ...narty schowane i trafił się delikatny treking - oj dawno, dawno nie byłem bez nart w Górach. W sobotę Rabka i wejście na Turbacz, z którego Wam pomacham. Nocleg w schronisku i powrót ze zwiedzaniem okolicy :smile:
- 1 884 odpowiedzi
-
- 1
-
-
- kasprowy wierch
- stacje narciarskie
-
(i 4 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Historia Freeridu - suplement: Polska Freeride po polsku Polska w tych pionierskich czasach na pewno nie pozostawała w tyle, a być może była nawet w awangardzie narciarskich wyczynów dzięki legendarnym narciarzom takim jak Józef Oppenheim, generał Mariusz Zaruski, Bronisław Marusarz czy Stanisław Zdyb. Współcześni im nie znali może jeszcze wyratrakowanych tras, ale udeptywali rejon Hali Gąsienicowej by tam oddawać się szaleństwom na dwóch deskach i to tam właśnie koncentrował się ruch narciarski. Tymczasem wspomniani dżentelmeni podejmowali się w Tatrach zjazdów i tzw. wyryp (wycieczek na nartach) tak śmiałych, że wiele z nich nie powtórzono do dziś. Mimo faktu, że dostępny obecnie nowoczesny sprzęt daleko różni się od używanych w latach 20. i 30. wełnianych swetrów, drewnianych nart czy skórzanych butów, niewielu jest chętnych do zmierzenia się z klasycznymi tatrzańskimi zjazdami, takimi jak np. północna ściana Kościelca czy linia z Zawratowej Turni. Wszystkich żądnych wielkiej dawki tatrzańskiej przygody sprzed niemal stu lat odsyłam do klasycznej książki W stronę Pysznej, po lekturze której dopiero można zrozumieć jak twardzi i zahartowani byli bohaterowie tych historii. Godna polecenia jest też absolutna perełka kinematografii – polski film Biały ślad z 1932 roku,który śmiało można uznać za protoplastę filmów narciarskich i który powstał gdy ich słynny późniejszy twórca Warrren Miller był zaledwie 8-letnim brzdącem. [video=youtube;F__QS6FGX6Q]
-
Narciarstwo w wersji ekstremalnej – historia freeride’u Historia freeride’u u swych początków jest właściwie tożsama z historią narciarstwa. Kim bowiem, jak nie protoplastami freeriderów, byli myśliwi bezszelestnie poruszający się na nartach ułatwiających im podchodzenie zwierzyny w głębokim śniegu czy wojownicy tropiący wroga. Wynalazek zrodzony z potrzeby przetrwania, dopiero wiele wieków później miał okazać się narzędziem, które zawładnęło duszami tak wielu ludzi dając im niedostępne do tej pory wrażenia. Narciarstwo od połowy XIX w. powoli stawało się nie tylko wygodnym sposobem przemieszczania się po śniegu, ale równolegle z rozwijającym się w owych czasach nowoczesnym pojęciem turystyki, zaczynało być czymś co można robić po prostu dla przyjemności. Już w latach 50. XIX w. Sondre Norheim z Norwegii wymyślił nowatorskie wiązania, dzięki którym narciarze mogli wykonywać dynamiczne skręty i kontrolować tor jazdy nawet przy większej prędkości. [video=youtube;SravqVoaAP0] To właśnie dzięki sprytnemu Norwegowi powstały elementy techniki jazdy na nartach, które przetrwały do dzisiejszych czasów. Pomysły te z czasem zawędrowały do Austrii, gdzie Mathias Zdarsky w roku 1896 opublikował swoją książkę Lilienfelder Ski lauf-Technik, powstałą na skutek jego własnych eksperymentów z norweskimi nartami na alpejskich stokach. [video=youtube;QdbfYNPC6xc] W owym czasie nikt jeszcze nie marzył o kolejkach linowych, wyciągach narciarskich czy ubitych trasach. Pierwszy na świecie wyciąg powstał jednak niewiele później, bo już w roku 1908 w Niemczech, później kolejki linowe poprowadzono na szczyty górujące nad francuskim Chamonix czy szwajcarskim Engelbergiem. Narciarstwo pomału stawało się sportem masowym. Francusko – szwajcarskie Ski Extreme Lata 30. i 40. mimo wojennej zawieruchy również obfitowały w narciarskie wydarzenia. Przedwojenny mistrz świata i medalista olimpijski Emile Allais wraz ze swoimi szalonymi przyjaciółmi zaczęli wyznaczać granice tego co możliwe w narciarstwie wysokogórskim, dokonując zjazdów żlebami w rejonie Chamonix i Mt Blanc. Jednak trzeba było czekać aż do lat 60. XX w. by tego typu narciarstwo zyskało swoją nazwę – Ski Extreme. Termin zrodził się w głowach francuskich narciarzy powodując, że ten rodzaj aktywności zaczynał być rozpoznawalny także poza górskimi miejscowościami i knajpkami, w których przesiadywali miejscowi herosi. Dynamiczny rozwój infrastruktury wyciągowej oraz sprzętu narciarskiego w latach 60. i 70. pozwalał szybciej dostać się w upragnione miejsca (górna stacja kolejki linowej była tylko przystankiem) i bezpieczniej zjechać upatrzoną linię, o ile możemy tu w ogóle mówić o bezpieczeństwie. Zjazdy dokonywane przez ludzi takich jak Sylvain Saudan, Patrick Vallencant, Bruno Gouvy czy Jean Marc Boivin były naprawdę ekstremalne. [video=youtube;tno0nqxuG3I] Na stokach o nachyleniu sięgającym 50 stopni jakikolwiek błąd oznaczał śmierć. W 1967 roku Saudan przełamał także inną, „medialną” barierę – jego składający się z ponad 200 skrętów zjazd Kuluarem Spencera, który opada ze szczytów Aiguille de Blatiere, był pierwszym tego typu zjazdem obserwowanym i udokumentowanym przez przedstawicieli prasy. Za Wielką Wodą Tymczasem, na kontynencie amerykańskim narciarstwo, przed II Wojną Światową niemal nieistniejące, w latach powojennych przeżywało swój boom. Europejczycy którzy wyemigrowali do Ameryki ze zniszczonych ojczyzn przywieźli ze sobą sport, który za oceanem miał znaleźć najbardziej nieprawdopodobne warunki w jakich można było go uprawiać. Gigantyczne górskie przestrzenie i niespotykane w Starym Świecie opady śniegu miały stanowić kolebkę tego co w późniejszych latach miało zostać nazwane freeridem. Jednocześnie wielu narciarskich mistrzów z Europy znalazło zatrudnienie w powstających jak grzyby po deszczu ośrodkach, prowadząc tam szkoły narciarskie i ucząc tej sztuki tamtejsze wyższe sfery. Dodatkowym elementem, który nie pozostawał bez wpływu na rozwój wydarzeń, były amerykańskie kontestujące ruchy lat 60. Ludzie wyznający filozofie zbliżone do hipisowskich zaczęli rzucać wszystko, przeciwstawiając się utartym życiowym ścieżkom wyznawanym przez swoich rodziców, i masowo wyjeżdżać do górskich miejscowości. Tam poszukiwali dorywczej pracy, a wszystko po to by móc niemal codziennie jeździć na nartach. W ten sposób narodziła się typowo amerykańska subkultura tzw. Skibums czyli narciarskich włóczegów. Mieszkali oni w przyczepach kempingowych albo w 10 osób w 3-osobowych pokojach. [video=youtube;o_wXUj30hww] Te wszystkie niewygody wynagradzali sobie jednak absolutną wolnością w dokazywaniu na nartach w bezdennym amerykańskim puchu. Ich historie zebrał i opisał Jeremy Evans w bardzo ciekawej książce o skibumach i rozwoju narciarstwa w USA pt. In Search of Powder – A Story of America’s Disappearing Skibum. Były to czasy pionierów amerykańskich ekstremalnych zjazdów takich jak Bill Briggs czy Steve McKinney. To właśnie w latach 70. w obfitującej w ogromne opady śniegu miejscowości Jackson Hole w stanie Wyoming powstała nieformalna grupa narciarzy o nazwie Jackson Hole Air Force. Dlaczego nieformalna? Mimo świetnych warunków do uprawiania freeride’u służby ratownicze działające w obrębie gór Teton Range wprowadziły zakaz jazdy poza wyznaczonymi trasami. [video=youtube;8I24ZgRnLhA]https://www.youtube.com/watch?v=8I24ZgRnLhA Kowbojska mentalność nie mogła jednak znieść ograniczenia swojej wolności i przez dłuższy czas ekipa JHAF prowadziła grę w kotka i myszkę z ratownikami ścigającymi ich po lasach. Przynależność do tej elitarnej grupy można było zdobyć tylko i wyłącznie poprzez udowodnienie jak dobrym się jest narciarzem, jakie linie i żleby się zjechało i z jak dużych skał miało odwagę się skoczyć. To właśnie tutaj narodziła sie nowoczesna amerykańska idea freeride’u, która dzisiaj dominuje w narciarskiej popkulturze. Historię zapaleńców z Wyoming opowiada film Swift, Silent, Deep, skąd dowiemy się także jak amerykańscy freeriderzy odkryli dla swoich celów Alaskę. [video=youtube;_8q55BRkbdg]https://www.youtube.com/watch?v=_8q55BRkbdg Trzecia część pod linkiem: https://www.youtube.com/watch?v=8InAYa-sssE Pod koniec lat 80. odmienne od europejskiego rozrywkowe i mocno hollywódzkie podejście do jazdy poza trasami znalazło wreszcie swój oddźwięk w filmie. Powstały dwie do dzisiaj kultowe produkcje Blizzard of Aahhhs oraz License to thrill,za które odpowiedzialny był Greg Stump. W obu pojawiły się ikony ekstremalnego narciarstwa lat 80. – Scot Schmidt (uważany za pierwszego zawodowego freeridera) oraz Glen Plake. To oni zdefiniowali nowoczesny styl jazdy oraz stworzyli mit pewnego stylu życia polegającego głównie na pogoni za śniegiem po całym świecie. [video=youtube;F95dqXX_fJI] Od tego momentu rozwój freeride’u potoczył się – używając adekwatnego stwierdzenia – lawinowo. Pełnowartościowy sport? Na początku lat 90. po raz pierwszy odbyły się World Extreme Skiing Championship – zawody które miały rozsławić nazwiska takich narciarzy jak np. wywodzący się z Jackson Hole Air Force Doug Coombs, ich pierwszy zwycięzca. Warto też wspomnieć, że w pierwszych latach narciarskiej eksploracji Alaski brygada JHAF odegrałą znaczącą rolę. [video=youtube;kmye5GCeX5k] [video=youtube;QE_fvinXYgI] Na skutek ograniczeń jakie im narzucano wynieśli się ze swojej rodzimej miejscowości, oraz nawiązawszy wspólpracę z pilotem helikopterów i weteranem z Wietnamu uprawiali beztroski heliskiing na pokrytych wspaniałej jakości śniegiem stokach gór Chugach. To właśnie oni w pierwszych latach rozgrywania WESC zajmowali najwyższe miejsca na podium. Zawody WESC rozpoczęły w pewien sposób „nowożytną” erę dla freeride’u. Mimo, że w pierwszych edycjach zwyciężali mieszkańcy Ameryki, to szybko okazało się, że Europejczycy, mimo nieco innego podejścia do tematu, też potrafią odnaleźć się na nartach w naturalnym stromym terenie. Posiadający często za sobą zawodniczą przeszłość, doskonale wyszkoleni technicznie i zaprawieni w zmiennych warunkach i stromiznach rejonu Chamonix czy La Grave narciarze, stawali do walki z Amerykanami jak równy z równym. Obecnie obserwować możemy istny wysyp zawodów w konkurencji freeride. Najbardziej prestiżowy Freeride World Tour porównywany jest do narciarskiego Pucharu Świata i co roku zalicza kilka przystanków w miejscach tak odległych jak rosyjski Kaukaz, Kirkwood lub Squaw Valley w USA czy Verbier w Szwajcarii. W marcu 2011 roku również polscy fani freeride’u doczekali się pierwszej w historii rywalizacji w tej dyscyplinie, którą z racji ochrony przyrody na terenie Tatr rozegrano w austriackim Heiligenblut – Polish Freeride Open. Przyciągnęła ona ponad 80 zawodniczek i zawodników, których liczba świadczy niezbicie, że ta dyscyplina narciarstwa na dobre zadomowiła się także w naszym kraju. Shane McConkey i jego wizja Wróćmy jednak do chronologicznego porządku zdarzeń. Zdobywający w latach 90. olbrzymią popularność snowboard, zadał narciarstwu potężny cios. Każdy bowiem kto chciał być w górach wolny i surfować po puchu wybierał deskę – w końcu jazda na wąskich i długich nartach w głębokim śniegu wymagała wielu lat doświadczenia i świetnej techniki, którą przecież nie każdy dysponował. Na szczęście jednak, byli ludzie tacy jak Shane McConkey, którego chyba nie trzeba nikomu przedstawiać i bez żadnej przesady nazwać można wielkim narciarzem i wizjonerem. Na długo zanim producenci sprzętu wpadli na to, że prawa fizyki działające na nartę na ubitej trasie i w puchu są zupełnie inne, Shane McConkey udowodnił to zjeżdżając srogą alaskańską linię na nartach wodnych z zamontowanymi do nich wiązaniami. [video=youtube;OpbMr5CdcCM] Okazało się, że narta szeroka i posiadająca tzw. rocker (dziób podniesiony na odcinku 30-40 cm) o wiele lepiej sprawdza się w głębokim śniegu, który przecież przypomina bardziej wodę niż wyratrakowane, twarde pole. Ten wynalazek pozwolił doświadczyć też przyjemności „pływania” w puchu narciarzom nieco mniej wprawnym a branży narciarskiej skierować swoje wysiłki reklamowe na tę właśnie dziedzinę narciarstwa jaką był freeride. Dziś każda szanująca się firma narciarska ma swojej kolekcji szerokie narty z grupy freeride, obowiązkowo wyposażone w rocker. Również snowboard nie zagraża już tak bardzo interesom narciarskich potentatów, a rozwijający sie od ponad 10 lat równolegle ruch freestyle’owy przyciąga do dwóch desek ogromne rzesze młodych ludzi. [video=youtube;NL0rKeOUjCM] Bez względu na wiek, niemal każdy kto chociaż raz miał okazję zakosztować jazdy w głębokim śniegu na nartach lub snowboardzie, zapytany o swoje wrażenia weźmie głęboki oddech i odpowie, że to uczucie jest nie do opisania. [video=vimeo;46697798] Doznania towarzyszące surfowaniu po nietkniętych połaciach śniegu są chyba jedynymi najbardziej zbliżonymi do latania doświadczeniami, jakie człowiek może osiągnąć bez odrywania się od ziemi. Stając na szczycie góry i czując radosny dreszczyk wywołany przez linię jaka nas czeka, nie zapominajmy nigdy o wszystkich tych, którzy przez dziesięciolecia przecierali szlaki wiedzeni tym samym co my zewem przestrzeni. Autor: Piotr Gnalicki Źródło: outdoormagazyn.pl , You Tube, Vimeo.
-
Ależ piękny wyciąg gondolowy :happy: Takim kabrioletem chętnie bym się przejechał... Na filmiku z bliska. Nie dosyć, że piękny ten kabriolecik, to jeszcze szybki... Muza w filmiku - pierwsza klasa. [video=youtube;JVFwVZ8p570]
-
Nowy rekord prędkości
marboru odpowiedział marionen → na temat → Zawody, wyniki, kalendarze, sylwetki ...
[video=youtube;r18iarCnpqQ] Ależ ta kamera spłaszcza stok. Fotka "Górki" z innej perspektywy (również skradzione od Wróżki :happy: ) -
Nigdy na to nie zwracałem uwagi na nartach...a rzeczywiście - gdy nie jeździmy, to narty nosić musimy... A sposobów noszenia jest dużo...oj dużo :laughing: Na "Bazukę", na "Przyjaciela"? Jak je nosicie? Ja wczoraj pod koniec dnia nosiłem dwie pary...więc było na "Chłopaka" :biggrin: [video=youtube;sU5cftDHOqo]
-
Jacku - nie przepłacasz. Prawdopodobieństwo tego, że jakaś krzywda Cię może spotkać na drodze (czyli w trakcie podróży) a na stoku pewnie jest podobne, więc po przekroczeniu granicy autem: lepiej być ubezpieczonym - najlepiej również w opcji z dobrym OC.
-
Nowy rekord prędkości
marboru odpowiedział marionen → na temat → Zawody, wyniki, kalendarze, sylwetki ...
Własnie Wróżka na FB napisała, że mamy już nowy rekord :applause: Brawo Jędrzej!!! 242,261 km/h -
"Czerwone Portki" są nieco sfrustrowane, że w czasie ostatniego zjazdu w sezonie "przywitały się z gąską" i zaliczyły glebę :biggrin: ...liczę na ten i jakiś inny filmik (może mnie też ustrzeliłeś?) przynajmniej na priv :happy: Maćku bardzo żałuję, że nie byłeś z nami :frown:: Oj nie udało mi się w tym Sezonie Ciebie na narty wyciągnąć, oj nie udało... Życzę szybkiego powrotu do zdrowia i czekam na ostatnią, polską relację na forum - z Twojej majówki.
- 1 884 odpowiedzi
-
- kasprowy wierch
- stacje narciarskie
-
(i 4 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Kasprowy - koniec Sezonu... ? Tak było sielsko pod... ...to teraz chwila "SkiAlpinizmu"... ...i nim wykonam, prawdopodobnie ostatni zjazd w tym sezonie trasą w Hali Gąsienicowej... ...oddzwaniam oficjalne zakończenie wiosennego nartowania w tym roku. A to dlatego, że Piotr padł i spadła mi motywacja... ..."Czerwone Portki" się już poddają... ...i chcą podobnie jak ja ostatni dzień nart 2013/2014 zapamiętać jako spotkanie niesamowitych Ludzi z forum Skionline. Andy - na jednej fotce wpadłeś mi w obiektyw... Góralu spod Skrzycznego - dzięki za pozytywny nastrój spotkania i uśmiech (Ty byłeś zbyt szybki dla mojego obiektywu). Endrju - nartowanie z Tobą, to czysta przyjemność. Piotrze - szacuneczek za technikę jazdy... Aklimie - Ty, jesteś prawdziwy twardziel z Andrychowa...na dodatek poza trasowy... Choć wypatrywałem wśród skał świataków...by byli w relacji obecni również przedstawiciele zielonych...to się nie udało... Zielonych na WZF reprezentowały skały. Piękny czas się kończy...pora ruszać na niziny... Zjeżdżamy na raty, w podgrupach do Kuźnic. Koniec tego wspaniałego dnia wieńczy wspólny obiad w świetnej Karczmie w pobliżu ronda - w stronę Nosala. Pogaduchy... ...przyznanie nieoficjalnego Oskara Forum Skionline w Sezonie 2013/2014 dla SB za relację "Operacja Paszport do Andory"...i coż? Do domku. Dziękuję Wam raz jeszcze. Góralowi spod Skrzycznego z "Młodym", Andiemu-W i synowi, Bumerowi, Aklimowi, Piotrowi... ...oraz specjalne podziękowania dla Rafała "Bończy" za mega sympatyczne przyjęcie na "Jego" Ziemi. pozdrawiam wszystkich i... ...do zobaczenia. marboru + "Różowe Portki"
- 1 884 odpowiedzi
-
- 21
-
-
- kasprowy wierch
- stacje narciarskie
-
(i 4 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Kasprowy - Goryczkowa Fotka grupowa (zdjęcie Piotra), kilka złapanych krajobrazów i przejeżdżamy wąskim gardłem do drugiego kotła. Goryczkowego. Pierwszy rzut oka i widać, że liczba narciarzy z tej strony jest zdecydowanie mniejsza - Gąsienicowa zaczęła się robić tłoczna (Rafał "Bończa" Forumowicz "Tubylec" - zaskoczony ilością narciarzy. Z tego co mówił poprzednie dni, zdecydowana mniejsza ilość amatorów białego szaleństwa), i miękka - wiosenne, intensywne Słońce robi swoje. Górna stacja krzesła: Widoczek na słowacką stronę... Szczyt stoku w doskonałej kondycji. Śmigamy z bananami na twarzy. Piotr coś tam majstruje z kamerami, aparatami...całym sprzętem - pewnie niezły filmik powstanie. Środkowa część ze względu na ilość śniegu wydaje się węższa niż zwykle. Od połowy troszkę muld... ...a potem dywanów... Ciekawe co na to ekolodzy? Jeździć bezpośrednio po naturze...??? Po lewej stronie na szerokość ratraka jest ok - pozostała część: slalom w przyrodzie. "Gardło" - ok. Przed dolną stacją - kolejne małe utrudnienia... ...a klimat? Wyluz. Wiosna, leżaczki - po prostu sjesta. Na Goryczkowej spędzamy kilka chwil, później robimy małą przerwę na pogaduchy i uzupełnienie płynów. Ostatni zjazd... ...Aklima ciągnęło poza trasę, ehhh ciągnęło...i wyciągnęło... Ostatnie opalanie na wolnym, zabytkowym krzesełku i przeprowadzka z powrotem na Gąsienicową.
- 1 884 odpowiedzi
-
- 19
-
-
- kasprowy wierch
- stacje narciarskie
-
(i 4 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Kasprowy - Gąsienicowa Na specjalne życzenia Sławka - dorzucę od siebie słupek fotek. Dzień wcześniej: na nizinach - wiosna pełną parą. W ogrodzie Magnolia puszcza pąki... Dla ekipy z nizin, wyprawa na WZF zaczęła się bardzo wcześnie - o 2 nowego czasu...czyli pobudka o 1, przestawienie zegarka o godzinę do przodu i była druga. Śniadanie, pakowanie i szybko po Bumera. Delikatny stres tuż przed Starachowicami - przy drodze stado Jeleni i Sarn. Na szczęście żadne ze zwierząt nie wtargnęło przed maskę. Zabieramy Andrzeja i ok 4 udajemy się w stronę Zakopanego. Temperatura na zewnątrz od -1 do -3, to był dobry prognostyk narciarskiego dnia. Droga przebiega bez utrudnień. Świt na Podkarpaciu przynosi piękne widoczki z widokiem w stronę Gór. Ok 7 jesteśmy w Zakopanym. Szybko się przebieramy, wciskamy do busa, stoimy 10 minut w kolejce po karnety i jesteśmy już na szczycie. Początek dnia, to umiarkowana liczba narciarzy. Widoki - przepiękne. Jak tu nie Kochać Kasprowego w taką pogodę? Za zimowy klimat na wiosnę? Pierwsze trzy "ślizgi" - twardo, strzelająco spod nart... Naszą nizinną trójkę dostrzega Darek spod Skrzycznego. Nawet jeszcze nie zdążyliśmy raz zjechać - a On wita nas uśmiechem. Jest szybko i trzeba uważać - pierwsze trzy zjazdy, mimo, że obsługa nie jest tu niestety mistrzowska w ratrakowaniu - są doskonałe. Wąskie gardło jest na początku dnia niczym rynna lodowa. Przy drugim, czy trzecim zjeździe dostrzegają nas Rafał "Bończa" oraz Andrzej "Aklim". Ekipa później powiększa się o kolejnego Andrzeja "Andiego-W"...na końcu dołącza Piotr. Całkiem spore stadko...biorąc pod uwagę dwóch młodzieńców przybyłych ze swoimi Tatami oraz Różowe Portki - 10 osób. Ponieważ wczoraj na Gąsienicowej były zawody... ...i połowa stoku była zamknięta... Po kilku zjazdach, krótkiej przerwie w knajpce (fotka Andiego) postanawiamy przenieść się na Goryczkową.
- 1 884 odpowiedzi
-
- 20
-
-
- kasprowy wierch
- stacje narciarskie
-
(i 4 więcej)
Oznaczone tagami:
-
Mamy właśnie przerwę Rafale. Pozdrawiamy z Goryczkowej i do zobaczenia na dole :-)
- 1 884 odpowiedzi
-
- kasprowy wierch
- stacje narciarskie
-
(i 4 więcej)
Oznaczone tagami:







