-
Liczba zawartości
7 223 -
Rejestracja
-
Ostatnia wizyta
-
Wygrane w rankingu
599
Zawartość dodana przez marboru
-
Koleś na jednej narcie :eek: Magik :applause::applause: [video=youtube;jUcPW6uU2fI]
-
:happy: Za tydzień w niedzielę, albo za dwa, Kasprowy i zakończenie sezonu - taki jest plan. Plan mocno uzależniony od pogody...ale może się uda : Liczę na Słonko i rano przymrozek. Jakiś wypad na lodowiec, kwiecień, maj...kto wie?
-
Początek sezonu 2014 Poprzedni sezon rowerowy skończył się realizacją planów na poziomie 62,10%... ...planowałem 1000 km. Niestety skręcona noga w kolanie pokrzyżowała realizację celu. Całe szczęście, że nie przeszkodziło mi to w nartowaniu zimą. Dzisiaj wyprowadziłem rowerek do serwisu na przegląd gwarancyjny, by przygotować go do jazdy. Przy okazji zrobiłem pierwsze w tym roku 15km :happy: Jeszcze nie skończyłem sezonu narciarskiego, a zacząłem już rowerowy :biggrin: Super!
-
Dzień Szósty - Kitzbuhel druga odsłona, cz.4 Jedziemy i jedziemy... ...aż docieramy na sam dół doliny. Byliśmy przekonani, że podobnie jak zaliczoną przed chwilą trasą dojedziemy do jakiegoś wyższego punktu - a tu nie. Poziom szosy. Wsiadamy na szybkie krzesło i wędrujemy pod szczyt. Krótka dojazdówka i lądujemy na tarasie "goryczowatego" krzesełka. Zaliczamy ponownie 71. Kolejne wciągnięcie i pora wracać. Czasu niewiele, a do przejechania spora odległość - mamy świadomość, że jesteśmy w tej chwili, "ogonem" Operacji "All Star Card". Zaliczamy trzy bliźniacze "powrotówki". Pierwsza: Druga: Ostatnie, "diamentowe" uwiecznione na fotografii, krajobrazy... Trzecia, na początku jest łagodna... ...później przechodzi, w pokonaną już przez nas, w tym fragmencie trasę 75. Tu robię mojej drugiej połóweczce foto in action. Przedzieramy się do krzesła, którym jeszcze nie jechaliśmy - F9. Podobnie jak u reszty tutejszych wyciągów, tutaj również się dwie trasy narciarskie, po lewo i po prawo. Druga czarna trasa ośrodka KitzSki od strony Jochbergu...69tka - jest seksi... W tle, dwa malutkie lawiniska, świadczące o tym, że zima odpuszcza - zresztą bardzo łatwo to zaobserwować obok. Topniejące "białe" zamienia się w wodę tworząc malownicze, mini wodospady. Krótki odcinek czerwonego koloru i jesteśmy pod jedynym tutaj wyciągiem orczykowym. Wciągamy się w górę, a mi, w trakcie jazdy, udaje się ustrzelić śliczną fotkę. Domykamy koło na Barenbadkogel. Mkniemy, znaną nam już, z dnia czwartego wyprawy, trasą 65. Wciągamy krzesłem pod gondolę - "autobus" 3S. Chwilka i jesteśmy w miejscu umówionego spotkania: małej, kameralnej knajpce. Oczywiście pozostała czwórka na nas czeka. Odpoczywają na leżaczkach kontemplując alpejskie widoki. Ratraki wyjeżdżają gładzić rozmiękłe od promieni słonecznych stoki...a my przedłużamy ten dzień. Robimy grupową fotkę - fotkę Operacji "All Star Card". Marcin, Andrzej, Wiktor, Michał, Paula, Mariusz. Dziękuję Wam wszystkim, za wspaniałe chwile, super wyjazd. Jesteście niesamowici! Ubieramy narty. Część z nas jedzie na sam dół, dalej 66, a potem 60siątką - cześć dociera do stacji pośredniej i jedzie gondolą. Warunki są trudne. Ostatnie foto na stoku: Spotykamy się przy kasach oddając plastik naszych All Starsów - pakujemy się i ruszamy... Podsumowując krótko Jochbergową część ośrodka KitzSki: Narciarsko - bardzo fajne warianty 75, 77 i 70 - reszta raczej nudna, mało wymagająca - coś ekstra dla poszukujących na nartach luzu i swobody a nie wyrypy. Krajobrazowo - wyśmienicie!!! Bardzo się cieszę, że w ostatni dzień właśnie tu zawitaliśmy. CDN
-
Dzień Szósty - Kitzbuhel druga odsłona, cz.3 Nim dojeżdżamy do knajpki zaliczamy dwa zjazdy. W odróżnieniu do części środkowej masywu - tu mamy wrażenie, że jest twardziej, równiej a narciarzy zdecydowanie mniej. Wciągamy się na szczyt i przed naszymi oczyma pokazuje się kolejna, jakby nowa gondola... Panoramabahn to połączenie z miejscowością Hollersbach oraz doskonałe miejsce do obserwacji masywu i Parku Narodowego GroBglockner 3798m - GroBvenediger 3674m. W sąsiadującej knajpce z serduszkiem... ...czekają już na nas Michał i Junior. Szybkie przywitanie i idziemy do środka po jedzonko i piwko. Ludzi jest sporo. Kurczak smakuje wybornie, a zimny, bursztynowy napój jest wyśmienity. Dołączają do nas Andrzej i Marcin. Upał daje się we znaki temu drugiemu i pokazuje nagi tors... ...ukradkiem, tutejsze austriackie piękności - podziwiają i wzdychają hahaha To świetne chwile - razem cała ekipa, w ostatni dzień na szczycie. Żartujemy, już troszeczkę chwalimy całość wyjazdu, podsumowujemy ośrodki, pogodę...ale przede wszystkim, i z tym zgadzają się wszyscy - ten wyjazd to, ludzie, towarzystwo i atmosfera, którą razem udało nam się stworzyć. Nie boimy się mówić, że to najlepszy wyjazd na jakim byliśmy na nartach. Mijają chwile i ponownie się rozstajemy. Ostatnie momenty na deskach będziemy jeździć w dotychczasowych parach. Ustalamy miejsce spotkania przed ostatecznym zjazdem na parking do aut i rozjeżdżamy się, każdy w swoją stronę. My postanawiamy zaliczyć najmocniej zewnętrzną trasę ośrodka, biegnącą przy gondoli - czerwoną 77. Z jej początku rozpościera się widok na sąsiednią dolinę i miejscowości. Ludzi zero... ...zero, nie licząc jednego wyluzowanego gościa palącego pachnący specyfik, leżącego przy krzyżu obok swoich nart. Cóż panoramy, krajobrazy...nostalgia. Jedziemy w dół. Góra doskonała i przez ok 800m super fajna. Później - powyższa fotka, miękkawo, a w miejscu zwężenia trasy - wytopione boki. Po wjechaniu do lasu - zdecydowanie lepiej. Mijamy sympatyczny zbiornik wodny znajdujący się zaraz przy trasie. Mkniemy dalej w dół. Jest szeroko. Kręcimy sobie długie skręty od boku, do boku. Wysokość spada...i pod koniec, już nie tylko jest miękko - zaczyna brakować śniegu. Na ostatnim zakręcie trasy - prawie już go nie ma! Szerokość "strużki" narciarskiej - na dwie deski...no i śniegiem tego czegoś nazwać nie można - mieszanka gliny, cukru i drobnych kamyczków. Całe szczęście, że to tylko niewielki odcinek. Z pełną uwagą i bardzo powoli - przedzieramy się. Za zakrętem chwila oddechu i zostaję przyłapany na fotografowaniu... Wsiadamy do gondoli - ruszamy na szczyt Resterhohe. Kolejny wybór trasy, to mająca początek, w tym samym miejscu co przejechana przed chwilą 77ka - trasa 70. Obserwujemy kilkoro dzieci uczących się jeździć na "oślej łączce". Zaskoczeni jesteśmy zadaszonym wyciągiem taśmowym. Warunki - jako, takie! Na pierwszej ściance ok... ...a na drugiej już miękko: Jedziemy w dół, a trasa taka długa, jakby nie miała się skończyć...
-
Dzień Szósty - Kitzbuhel druga odsłona, cz.2 Kierujemy się, na początku, na szczyt Zweitausendera 2004m. To najwyższa Góra tutejszego masywu. Plan jest prosty: zaliczamy każdą trasę czerwoną oraz niebieską przy, niemalże, równolegle położonych tu wyciągach krzesełkowych, z lewej i prawej strony. Jedyną czarną i niezbędne do komunikacji płaskie dojazdówki. Z oddali imponująco wygląda trasa czerwona 75. Na początek jednak wybieramy do zjazdu jedyną tu czarnulkę - 75a. Po płaskim i szerokim początku, ostry skręt w prawo i zwężenie... ...po chwili połączenie z szerszą, czerwoną odnogą. Ale, czy ta trasa jest właśnie tego koloru? Mamy wrażenie, że jest dużo bardziej wymagająca. Wciągamy się krzesłem G8 w górę i zaliczamy jeszcze jeden zjazd z ponad 2000m. Początek właściwej 75tki jest dosyć łagodny. Bardzo fajnie! Kierujemy się dalej, w głąb: Niebieska 76, czerwona 74... I przeskakujemy na kolejny tutejszy wierzchołek. Zaliczamy lewą i prawą stronę krzesła. Kolejna dojazdówka i posuwamy się o kolejny wyciąg. Kierowca ratraka? Marzenie... Knajpka z palmami na szczytach w Alpach - niemożliwe? Możliwe... Kolejne lewo, prawo i hops! Jesteśmy już na środku kompleksu w jakim się znajdujemy. Tutaj sporo śladów poza trasowych... ...to głównie dojeżdżający do snowparku Mercedesa. 72 i 72a...dojazdówka i... ...telefon. Przerwa w knajpce na Resterhohe 1894m... Piwko? Czemu nie - zdążyliśmy poczuć pragnienie.
-
Dzień Szósty - Kitzbuhel druga odsłona, cz.1 Już w samochodzie, gdy wyjeżdżaliśmy spod lodowca zaczęliśmy dyskutować, co będziemy robić w nasz ostatni dzień wyprawy. Mieliśmy kilka opcji: 1. SkiCircus - start z Leogang. 2. Fieberbrunn. 3. Jochberg i dokończenie drugiej części KitzSki. Ze względu na to, że było bardzo ciepło przez cały tydzień, a ostatni dzień zapowiadał się równie udany pod względem słonecznej pogody - odrzuciliśmy Skicircus. Tu musielibyśmy się przedzierać w głąb głównie po stokach z niekorzystną ekspozycją względem stron świata. Ehhh szkoda, bo ja akurat miałem wielką ochotę - poszedłem na kompromis, zostawiając sobie ten ośrodek na przyszłość...przecież jeden dzień tam - to za mało. Fieberbrunn? Nie odstawałem za tą opcją, ponieważ jak wybiorę się kiedyś do punktu 1 - to, punkt dwa będę miał na wyciągnięcie narty. Postanowiliśmy...po naprawdę długiej dyskusji rano - robimy drugą odsłonę dnia czwartego - po to, by mieć zaliczone całość Kitz...no może nie całość, nie będziemy, byliśmy w sumie na Kitzbuheler Hornie, ale tam jest tylko kilka tras. Może kiedyś, przy okazji? Startujemy z samego rana z Jochbergu. Wita nas piękna nowa stacja narciarska i gondola: Trasa 60 pod nami apetycznie przemówiła do naszych narciarskich bodźcy...kusiła i kusiła z dołu. A, że nie jesteśmy Jeleniami... ...to, mieliśmy świadomość, że jak nie poszusujemy tu na rozgrzewkę 2, 3 razy - to po godzinie będzie miękko i nie tak doskonale jak na otwarciu trasy. Szusujemy więc z samego szczytu, raz... ...potem drugi... Łapię szusujących Andrzeja razem z "Różowymi Portkami" pod koniec zjazdu. Te dwa razy są wspaniałe. Warunki bez zarzutów, trasa szeroka, długa z kilkoma urozmaiceniami i niespodziewanym zakrętem w końcówce - tu Bumer oślepiony Słońcem, niemalże, nie wypadł z trasy...ehhh to słabe oznaczenie ostrego odbicia w lewo. Rozdzielamy się. My we dwójkę podążamy za Michałem i Juniorem, którzy po pierwszym zjeździe jadą ku Hollersbach. Andrzej czeka na Marcina i jadą 60siątką po raz trzeci. Przedzieramy się trasą 66, 67, nieoznaczoną niebieską i jesteśmy w miejscu zakończenia podróży z pierwszego dnia Kitz - Barenbadkogel 1883m. Mając świadomość, że Chłopaki są za nami jedziemy trasą... ...czarną...która w rzeczywistości jest czerwona o numerze 63. Mimo, że jest początek dnia, to tu już miękko i występują miejscami łaty wystającej trawy spod śniegu. Niestety nie spotykamy Chłopaków. Wizytujemy znajdującą tutejszą knajpkę... ...przed nią niezła skałka: ...i spadamy sami. Kierujemy się do kompleksu tutejszych północnych stoków trasą numer 68. Przed nami szczyt Kl. Rettenstein 2216m.
-
Marcin ma rację. Większość zdjęć robionych było w trakcie jazdy na nartach – ja tak mam. Kieszonka w kurtce, sprzęt przygotowany…i jak jest jakaś dojazdówka i wolna jazda – strzelam nie zatrzymując się. Pewnie też stąd ten upadek w Kitz na zupełnie płaskim… Duża ilość zdjęć, których użyłem, jeszcze użyję – to fotki strzelone przez „Różowe Porteczki” i Marcina. 90% fotek była zrobiona BlackBerry Z10 i Nokią Lumią. Mały aparat Nikona w trakcie tej wyprawy zawiódł…a raczej karta w nim będąca. Pierwsze trzy dni – zrobionych ok 450 ujęć i tragedia – padła karta. …na szczęście, tutaj nieoceniony okazał się Marcin, który miał laptopa. Pod stacją dolną kolejki, gdzie było darmowe Wifi ściągnął program do odzyskiwania danych i dzięki niemu większość plików udało się uratować. Dziękuję Ci Marcinie za to raz jeszcze! Słoneczko moje :redface: Napiszę jeszcze, że „Różowe Porteczki” regularnie czytają forum. Są moim pierwszym recenzentem i krytykiem…a uwierzcie potrafi być surowa i krytyczna w swoich opiniach. Miała nawet chęć się zalogować…ale stwierdziła, że to byłby zdecydowanie zbyt mocny atak na Skionline z naszego domu. Hahaha i nawet nie zapomniał o Kolegach i piwkiem poczęstował. Pewne rzeczy na wyjazdach są bezcenne… Dzięki Marcinie! Aklimie, Andrzeju – dziękuję. Fotek po prostu nie dało się nie robić – było tak pięknie. Nie tylko krajobrazy i okolice, ale również pogoda miała tu olbrzymie znaczenie. Łącznie razem z moją drugą połówką zrobiliśmy ok 2000 fotek… Sam byłem zaskoczony, że tak dużo… To chyba już zboczenie i kilka lat praktyki w pisaniu relacji na forum. Ręka sama leci do kieszeni, jeden guzik by włączyć sprzęt i migawka zatrzymuje utrwaloną rzeczywistość w cyfrowym zapisie. Czasami zrobienie 5 zdjęć zajmuje mi tylko jakieś 30 sekund…to ten czas, kiedy po dłuższej jeździe moje nogi chcą moment odpocząć. Co do samego pisania…zwyczajnie lubię to robić. Oglądałem Twoje galerie i jestem przekonany, że również relacje z Twoich wypadów byłyby świetne! Czekam na nie z niecierpliwością. PS. Co do wstawiania zdjęć na forum. Najłatwiejsze było by bezpośrednie wrzucanie ich na Skionline (nawet próbowałem to robić) – problem polega na tym, że po pierwsze zdjęcia trzeba zmniejszać – a to zawsze dodatkowa robota i ograniczenia. Problem drugi – nigdzie nie ma napisanej wyraźnej instrukcji w jaki sposób to robić, by wielkość zdjęć była taka jak np. w relacjach Maćka – Johnnego Narciarza. Ale mam nadzieję, że kiedyś coś takiego JC, bądź któryś z moderatorów napisze. Szczegółowo: krok, po kroku – łopatologicznie. O co ponownie proszę. Wielkość zdjęć? To przyzwyczajenie i możliwości strony z jakiej korzystam. Jak znajdę chwilę, to postaram się z nim powalczyć i spowodować, by fotki były większe. Jeszcze raz dziękuję Tobie Aklimie i wszystkim, pozostałym Forumowiczom za dobre słowa oraz za odwiedzanie tego i innych moich wątków. W Operacji „All Star Card” został jeszcze ostatni dzień na nartach… …podróż powrotna i parę ciekawostek – postaram się w miarę szybko to opracować i wstawić. Pozdrawiam marboru
-
Scheffau am Wilden Kaiser - nasze miasteczko Mieszkamy, śpimy i przemieszczamy się w regionie z naszej miejscowości - Scheffau am Wilden Kaiser. To maluteńkie miasteczko położone jest u podnóża rezerwatu Wilder Kaiser (widoczny na wielu fotkach z naszej wyprawy masywu). Ludzie tutaj żyją głównie z turystyki - położenie względem Gór, atrakcji przyrodniczych Parku oraz w sezonie narciarskim, nart. Nie ma tutaj ekskluzywnych hoteli a życie toczy się powoli. Pierwsze historyczne wzmianki o Scheffau ("Mokre łąki") pochodzą z roku 1160. Do 1504 roku miejscowość należała do Księstwa Bawarii. Charakterystyczne miejsce to malutkie "centrum" z tutejszym strzelistym Kościółkiem. W tle "Chropowate szczyty", które mają wysokość ponad 2500m. Mimo, że na wzniesieniach i stokach Skiweltu śnieg i jazda na nartach...to w samym miasteczku już wiosna. Tutejsza atrakcja :happy: fontanna oraz sklep Spar gdzie robiliśmy zakupy. Króluje bawarski styl budowania. Miejscowe domki są raczej skromne. Kierując się do głównej drogi przebiegającej w dole doliny, przy stacji dolnej kolei gondolowej oraz naszych apartamentów mijamy po lewej stronie kilka sklepików: sportowy, z pamiątkami turystycznymi i ciuchami, aptekę. W tle "biały jęzor" trasy numer 60. Wpadamy tu jedynie na drobne zakupy... ...śpiewają ptaszki, jest cieplutko a wokół charakterystyczny zapach. Zapach Tyrolu i nawożonych pól :biggrin: Klimat jest.
-
Marcin jest profesjonalistą, fotografię ma we krwi - to utalentowany zawodowiec. Fotka z Kitz ze zbiornikiem do naśnieżania jest moją ulubioną.
-
Dzień Piąty - Kaprun, cz.4 Najfajniej jeździ nam się trasami czarnymi 5a, 5b przy których również pisze new? Czyżby to były nowe tutejsze stoki przeznaczone do jazdy i nowy orczyk? Bardzo fajnie, bo jest tutaj nieco luźniej i nie odczuwa się ścisku i tłoku. Widok - na wprost do Zell am See. Powtarzamy zjazdy. Warunki? Bez żadnych zarzutów mimo, że czujemy jak topi nam na twarzach krem z filtrem 50. Zaliczamy 4c, do której zbliża się powoli cień zbocza oddzielającego ją od tras czarnych. Ustawiony jest tutaj gigant...szkoda tylko, że kolejka do niego długa. Znowu robimy "kroczek" i z uwagą wykręcamy skręty pomiędzy ludźmi na 4b. Potem analogicznie 4c. 4a i widoczek na 1, 1a oraz Gipfelwelt. Kolejne trasy zaliczane 3a, 3b, 9, 7 i nareszcie przerwa przy barze lodowym. Piwko, tościk, kibelek w białym, futurystycznym kibelku i ochłoda w lodzie... ...przy barze... ...i ze ślicznotką. Kończymy nartowanie. Trzeci po Pitztalu i Marmoladzie lodowiec zaliczony. Kitzsteinhorn. Turystyczny dzień, bez pośpiechu został odfajkowany w pięknych okolicznościach przyrody... Można by do fotki z "windą do nieba" dodać tę drugą... ...z drugą windą - do piekła. Piekłem jest tu bowiem olbrzymia ilość ludzi... ...nie lubię tak jeździć - podobnie, jak w Białce. Bo ani, to bezpiecznie, ani pojechać na pełnym speedzie strach. Mimo wszystko wracamy z Kaprun bardzo zadowoleni - bo przecież od początku to miał być dzień turystyczny i wycieczkowy...a narty? Cóż fajnie było wykręcić kilka porządnych skrętów na mniej uczęszczanych trasach czarnych - "Czarnej Mambie", czyli 14 oraz 5a i 5b. Jadąc do Langwied ostatni zjazd czerwoną 11 - mimo większej wysokości niż w SkiWelt, czy Kitzbuhel (2452 do 1976m) - muldy jak wszędzie, cukier a nawet miejscami przetarcia do skał - zaobserwowałem również minerał wielkości kostki brukowej. Z opalonymi twarzami udajemy się na dół... CDN
-
Dzień Piąty - Kaprun, cz.3 Z wysokości 3029m nawet tutejsze trasy, wyciągi narciarskie wyglądają jak jakieś zabawkowe...nawet jeden z poniższych wierzchołków wygląda jak malutka piramidka. Poniżej drugi łącznik z tarasem widokowym - kolejka szynowa. Zwróćcie uwagę, nie tylko na panoramę...ale również na ilość tras do uprawiania narciarstwa biegowego na dole. Człowiek, uwierzcie mi, przy takich widokach może się zamyślić... Skionline na "dachu Salzburga": Dość wpatrywania się w przestrzeń, pora ponartować! Do stoków dostajemy się małą "gubałówką". Mijamy jakieś roboty w skałach... Zaliczamy jeden z tutejszych orczyków: ...i mkniemy na dół. Pierwsza na rozkład trafia trasa numer 2. Po prawej stronie, tuż przy zboczu Kitzsteinhornu wytyczona jest trasa free X1. Chwilkę się tu bawimy...ale, to żadna przyjemność jeździć po twardych muldach i nierównościach - szkoda, że nie "dowieziono" jakiegoś puszku... Wracamy na trakt. Gdyby ktoś chciał "windą do nieba"...to chyba ją odkryliśmy! Wciągamy się przedpotopowym, w stylu Goryczkowej krzesełkiem przy snowparku a następnie jedziemy do Alpincenter. Na środku "Info Base" Planujemy przerwę...ale dopiero jak zaliczymy wszystkie lodowcowe "dróżki".
-
Dzień Piąty - Kaprun, cz.2 Jedziemy w górę i powoli odsłaniają się nam górne partie lodowca. Szczyt Góry wygląda imponująco...podobnie jak rozmiar znajdujących się tu tras narciarskich. Dopinamy buty - jest coraz cieplej. Przy orczykach pojawiają się sznureczki kolejek - szusujących po śniegu, na razie, jest niewielu. To chyba charakterystyka każdego Glaciera? Poranne wdrapywanie się ludzi i przemieszczanie w górę i na boczne stoki. "Korki" to chyba coś normalnego? Zastanawiamy się jak wykonać kolejny zjazd, by się gdzieś nie przytkać... ...wybór pada na dosyć długi zjazd 12stką i 11stką. Początek jest łagodny: Mijamy podążający na górę ratrak. Jak się później okaże: jechał wyżej - z boku tras, by przepychać śnieg i "odkładać" go do lepszego przygotowywania stoków. Mijamy opisane w poprzedniej części skrzyżowanie. W połowie drogi robimy fotkę. Jak Chłopaki mówią w czasie całego wyjazdu - nasze barwy są doskonale widoczne z daleka... ...ale mimo tego - już teraz jeździmy ponownie porozdzielani. Z nami Marcin, Andrzej sam i ojciec z synem razem. Zgubić się to nie problem. Zdobywam jeden z tutejszych wierzchołków znajdujący się pomiędzy licznymi trasami offpise. Kilka skrętów i jesteśmy, po raz kolejny, na ścieżce prowadzącej tymi samymi wyciągami w górę. Na widelec idzie Czarna Mamba, czyli tutejsza nowość (przynajmniej tak wynika z mapki) - 14stka. Fajna, na początku szeroka trasa wije się jak wąż ze śmiercionośnym jadem... ...widać że, mimo wysokości i terenu lodowca - bogaty system sztucznego naśnieżania - tak więc w tej części - jeździmy raczej po sztucznym śniegu. Ponieważ dzień dzisiejszy to dla nas raczej turystyka, a w ośrodku miejscami i pod wyciągami jest istna Białka Tatrzańska postanawiamy wybrać się na taras widokowy Gipfelwelt. Stoimy więc, w kolejce, by dostać się na górę. Pech chce, że jestem ostatnim pasażerem dużej gondoli - Marcin i "Różowe porteczki" zostają na bramce. Szybko mknę po niebie niczym sardynka w puszcze i czekam aż towarzystwo dojedzie. Widok w stronę Zell am See zapiera dech w piersiach...tamtejsze jezioro wygląda niczym kałuża gdzieś w oddali. Spotykamy Michała z "Młodym", brakuje wyłącznie Bumera. Podziwiamy widoki, robimy sobie internetową fotkę w tutejszym charakterystycznym punkcie. Jest bardzo ciepło.
-
Dzień Piąty - Kaprun, cz.1 Ponieważ trzy osoby z naszego składu nie było nigdy na lodowcu: Junior, moja druga Połóweczka i Marcin - a my, chcieliśmy sprawdzić jakie są warunki na sporo wyższych wysokościach, postanowiliśmy odwiedzić Kaprun i mieszczący się tam Kitzsteinhorn 3203 m. Odległość od Scheffau, ok 70km więc pobudka tego dnia o godzinę wcześniej. Za oknem...chyba już nie muszę pisać, że lampa... Szybkie pakowanie i jazda. Po drodze mijamy uroczą miejscowość Zell am See i jeziorko. Po prawej stronie: tutejszy ośrodek narciarski mieszczący się na zboczach Schmittenhohe 2000 m. Warunki przy głównej gondoli w centrum miasteczka wyglądają ok. Natomiast od strony Schuttdorfu - na dole...dramat. W oddali pojawia się nasz cel: Czym jesteśmy bliżej Kaprun - przybliżamy się również do tutejszej, drugiej odsłony narciarskiej tej miejscowości - ośrodka Maiskogel 1675m, o bardzo długiej trasie błękitnej 33. Jedziemy w górę, w sznureczku aut. Docieramy na wysokość 900m i dolne parkingi Lodowca. Ponieważ jest jeszcze w miarę pusto, samochody zostawiamy blisko gondoli Panoramabahn. Zakładamy buty, wyciągamy sprzęt z boksa i w drogę. Kaprun i Kitzsteinhorn to również tragiczne wydarzenia sprzed lat. 11 listopada 2000 roku - w dzień otwarcia sezonu narciarskiego - o godzinie 9.02, w tunelu linowo-szynowej kolejki - zabierającej narciarzy na szczyt lodowca - wybuchł tragiczny w skutkach pożar. Życie utraciło w nim 155 ludzi, a jedynie dwunastu udało się uratować. W kolejce Gletscherbahn nr. 2 życie straciło 150 ludzi, lecz trujące gazy dotarły także do drugiej, znajdującej się w tunelu kolejki, zabijając konduktora i jedynego pasażera, a następnie wydostały się na górnej stacji - do centrum handlowego, zabijając dodatkowo trzy osoby. Wśród ofiar znalazły się m.in. sławy narciarskie jak np. Sandra Schmitt. Największą liczbę ofiar stanowili Austriacy - 92. Źródło: Wikipedia. W chwili obecnej tunel jest zamurowany, a w miejsce pechowej kolejki postawiono dwa równoległe wyciągi gondolowe, w górnej części kolejkę i krzesło. Jedziemy w górę, i właśnie przesiadamy się na Langwiedbahn - wysokość 1976m. Mapa narciarska: Tu z dołu widać końcówkę czerwonej trasy numer 11. Jesteśmy w AlpinCenter 2452m. Ponieważ dalsza logistyka, to tłum ludzi, postanawiamy pojechać bokiem... ...mijając skrzyżowanie tras 11, 12: ...i uciekamy w lewo, tą drugą - pod krzesełko Kristallbahn.
-
Zanim zajmę się opisem odwiedzonego w zeszłym tygodniu lodowca w wątku Operacja "All Star Card": http://www.skionline.pl/forum/showthread.php/19046-Operacja-quot-All-Star-Card-quot?p=194312#post194312 ...kilka ciekawostek historycznych, dotyczących alpejskich lodowcy. Zachęcam do ciekawej lektury. Alpejskie lodowce odsłaniają ciała żołnierzy poległych podczas I wojny światowej Włoscy żołnierze na lodowcu Presena, 13 stycznia 1918 r. Podczas I wojny światowej, alpejskie rejony pogranicza Górnej Adygi i Lombardii, a w szczególności okolice strategicznie ważnej przełęczy Tonale, były sceną walk między wojskami austro-węgierskimi i włoskimi. Szacuje się, że podczas działań wojennych, określanych mianem Białej Wojny, straciło życie 150 - 180 tys. żołnierzy. Zagrożeniem dla walczących stron były nie tylko kule i szrapnele. W trudnych górskich warunkach śmiertelne żniwo zbierał mróz, burze śnieżne i przede wszystkim lawiny, które odpowiadały za jedna trzecią wszystkich ofiar. Od tamtych czasów minęło już prawie stulecie, a wciąż w pobliżu stoków mieszczących się tu teraz popularnych ośrodków narciarskich, znaleźć można pamiątki tamtego krwawego konfliktu. Znalezione artefakty: broń, amunicję, rzeczy osobiste żołnierzy, części mundurów, sanie, narty, raki itp., gromadzą lokalne muzea prowadzone przez pasjonatów historii - w prowincji Trentino jest ich prawie 20. Jednak góry zaczęły w ostatnich latach zwracać znacznie bardziej poruszające znaleziska. Wraz z ocieplaniem się klimatu, cofające się lodowce odsłaniają od czasu do czasu zmumifikowane ciała poległych żołnierzy, którzy mieli na zawsze pozostać w wiecznej zmarzlinie. Dzisiaj mogą w końcu spocząć wśród swoich towarzyszy broni na okolicznych cmentarzach, pochowani z honorami. Ilu ich jeszcze pozostało w górach? Nie wiadomo... Źródło: Onet.pl
-
Nim zajmę się opisem lodowca... ...na prośbę Wróżki - letnia odsłona "Różowych Portek" :happy: ...troszkę lata w zimowym, narciarskim wątku :happy: Chorwacja 2013. I razem... "Różowe Porteczki" pozdrawiają Ciebie Wróżko jak i wszystkich Forumowiczy :cheerful:
-
Dzień Czwarty - Kitzbuhel pierwsza odsłona. Część 4. W knajpce... giną cienkie rękawiczki - "Porteczki" niepocieszone. Co się stało? Ani osoby zajmujące stolik po nas nie wiedzą, kelner nie wie...szukamy i nic - archiwum X normalnie. Niepocieszenie szybko mija: - ale fajnie, będę miała nowe, ładne rękawiczki! Już jest wesoło. Jedziemy z powrotem na szczyt, po którym jeździliśmy przed przerwą. Widoki są imponujące: Nim się rozłączymy na szczycie (Andrzej i Marcin postanawiają zostać na tej stronie) zaliczam spektakularną glebę na płaskim... ...wszyscy myślą, że żartuję, a ja jakoś tak, niewydarzenie, wywalam się potykając noga o nogę. Cóż - może należy zacząć od podstaw naukę narciarstwa? Ponieważ dzień ucieka - szybko spadamy południowym stokiem 28a i wciągamy się pod największą tutejszą stację 3S, która łączy Pengelstein 1938m ze znajdującym się za dużą doliną Wurzhohe 1739m. Nasza czwórka jedzie zupełnie sama dużym "autobusem miejskim". Olbrzymie podpory, przepaść pod nami - ciekawe przeżycie przemieszczanie się pomiędzy dwoma Górami. Ponieważ chcemy zobaczyć "masyw" Resterhohe - Zweitausender oraz znajdujące się tam liczne północne stoki narciarskie śpieszymy się, bo czasu mamy niewiele. Zaliczamy czerwoną zmuldzoną trasę o południowej ekspozycji 61. I szybciutko przeskakujemy krzesłem F6, niebieską trasą bez numeru, wyciągiem F7 na Barenbadkogel 1883m. Tutaj znajduje się urokliwy, mały, drewniany kościółek oraz nowoczesna knajpka w tutejszym stylu: Rozciąga się również panorama, którą chcieliśmy zobaczyć... Zachęcająca. Czas nagli! Zataczamy kółko i jedziemy nie zwlekając w kierunku Krichberga. Trasa 65... ...a potem 62, widoczna na wprost, na zdjęciu: Docieramy do "przetoki". W tą stronę wagony 3S są pełne. Wszyscy podążają ku centrum ośrodka KitzSki ruft! Jest tuż przed 16 gdy przybywamy, na "naszą stronę". Głodni jazdy postanawiamy na szybko zaliczyć chociaż jedną, długą i czynną trasę Pengelstein. Wybór pada na super szeroką 30stkę. Na powyższej fotce widać trasę, którą podążaliśmy do Kitzbuhel trzeciego dnia Operacji "All Star Card" od strony SkiWeltu - cienki pasek zanikającego śniegu. Jedziemy szybciutko! Zza pleców robię śnieżno-błękitną, fotkę dosyć ostrej, jak na niebieski kolor trasy: Śpieszymy się, a ja jestem nieco zmęczony... ...w ferworze walki na wyciągu gubię kijek - ehhh jaka ze mnie nimota! Powyżej ostatnia jego fotka - ktokolwiek widział, ktokolwiek wie o zaginionym?... ...proszę o kontakt na Priv. Jedziemy 16, czarną 38 i wciągamy się krzesłem C2 Tu na trasie wyciągu samotnych, zagubionych kijków co najmniej 6 sztuk...więc, nie tylko ja mam pecha....ufff a myślałem, że jestem inny hahaha Ostatni zjazd jest tą samą trasą, którą jechaliśmy pierwszy raz przybywając do Kirchberga. Przy stacji dolnej idę do Intersportu znajdującego się przy wypożyczalni po nowy sprzęt... ...ale z nowych "podpórek" nic mi się nie podoba. Kupuję, dzięki uprzejmości obsługi używane, prawie nówki - czarne kije Kompierdel z kompozytu za jedyne 15 Euro - problem braku "trzymaczy" na kolejne dni jazdy - rozwiązany. Ufff... Podsumowując krótko - niesamowity dzień na nartach! Najlepszy w moim życiu, w najlepszym ośrodku jakim byłem. PS. Chłopaki jak coś popierdzieliłem z opisem - to proszę poprawcie mnie...pamięć mam dobrą, ale krótką. CDN
-
Dzień Czwarty - Kitzbuhel pierwsza odsłona. Część 3. W miasteczku, przy dolnej stacji - lato. Nie zima, nie wiosna - a lato właśnie. Bardzo ciepło, słonecznie a temperatura mocno +sowa. Przed charakterystyczną stacją Hahnenkamm robię fotkę Chłopakom. Na górze mijamy krótką taśmę i łączkę do nauki dla dzieci - ruszamy niebieską 37 w stronę Steinberg-kogel 1972m. "Różowe porteczki" strasznie się cieszą - bo tutaj będzie nauka śmigu. Postanowiliśmy, że na znajdujących się na tej górze 4 rozbudowanych, z kilkoma wariantami zjazdach trasach czarnych potrenujemy i poćwiczymy swoją technikę. Z daleka widać, że doskonale do tego trasy 17, 23, 38 oraz 16b ze swoją szerokością się nadają. Jeszcze jeden zakręt... ...podróż krzesłem Sitzheizung Heated Seats... ...i jesteśmy na szczycie. Oprócz knajpki, znajduje się tutaj również punkt robienia fotek. Krzesełko, klik karnetem i foto, które później można obejrzeć, ściągnąć ze strony ośrodka. Szkoda czasu, jest kolejka - idziemy jeździć. Przez chwilę mam wrażenie, że jestem na Gąsienicowej... Spędzamy tu... ...sporo czasu. To nasze najlepsze chwile w trakcie tego wyjazdu. Ćwiczymy, śmigamy i cieszymy się tym jak dzieci. Trochę tam... ...i tu - bajecznie fajnie! Skręcam w prawo, skręcam w lewo, a śnieg spod nart jakby w zwolnionym tempie, pióropuszem opadał na stok. Spóźniamy się na obiad i kradniemy z czasu przeznaczonego na piwko i jedzonko trzy nieplanowane zjazdy... ...ale jak tu się oprzeć i zamiast jazdy zwyczajnie jeść i pić? Dojeżdżamy do daleko położonej knajpki na trasie 26 uwijamy się z przyziemnymi sprawami i decydujemy wybrać na rekonesans tras znajdujących się po drugiej stronie doliny. Do zaliczenia wielki, linowy autobus...
-
Michale polecam Pitztal - teoretycznie na nim powinno być mało ludzi. Relację z pamiętnego 10 kwietnia 2010 znajdziesz tu: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php/11048-M%C3%B3j-Pierwszy-Raz-Alpy?highlight=m%F3j+pierwszy+raz
-
Dzień Czwarty - Kitzbuhel pierwsza odsłona. Część 2. Chłopaki włączają kamerki, niespodziewanie na niebieskiej trasie trafiamy na krótką, ale bardzo ostrą ściankę. Niestety jak się później okazuje, materiał filmowy ze względu na kręcenie pod światło - nie jest zbyt dobrej jakości. Mijamy przyjemną knajpkę znajdującą się na środku stoku... ...i okazuje się, że sławne miasteczko, słynie nie tylko z doskonałych tras narciarskich. Jesteśmy zaskoczeni ofertą Apres-ski. Końcówka trasy jest piękna. Wsiadamy do kolejnej "wypasionej" gondoli... ...i zdzwaniamy się z zaginionym Michałem, który jeździ z Juniorem gdzie indziej. Postanawiamy obrać kierunek - do trasy znanej z Pucharu Świata. Przesiadamy się na krzesło i z góry obserwujemy trasy, do których nie udało nam się dotrzeć - przez wąski i mało widoczny dojazd - czerwoną i czarną 40, 43. Jesteśmy krótko w Kitz - i na każdym kroku robi na nas wrażenie, wrażenie mega pozytywne. Widoczek w stronę poprzedniego, naszego środka lokomocji: Z góry kierujemy się łagodną, dojazdową 18stką do czarnej trasy 38. Łączymy się ze zgubami... ...gubi się Marcin... Wciągamy się krzesłem C2 i podążamy najpierw niebieską 36, potem czerwoną, przez chwilkę ciemną 21. Zastanawiamy się, gdzie zaczyna się osławiony zjazd? Chyba tu? Jedziemy ostrożnie, bo niestety jest tu już miękko i grząsko. Podziwiamy widoki na miasteczko oraz charakteryzującą je Górę. Docieramy na sam dół, do pięknej stacji dolnej kolejki z Centrum miasta - całkowicie zgadzając się z ilością gwiazdeczek... ...nasza ocena jest wysoka mimo, że nasze narty nie stanęły jeszcze na najlepszych tutejszych trasach.
-
Dzień Czwarty - Kitzbuhel pierwsza odsłona. Część 1. Wieczorem dnia trzeciego, sporo dyskutowaliśmy gdzie jedziemy, by w pełni wykorzystać karnet "All Star Card". Wybór padł na "KitzSki" www.bergbahn-kitzbuehel.at Ponieważ na nartach przez SkiWelt - to dosyć daleko, co przetestowałem pod koniec trzeciego dnia. Obydwa ośrodki są połączone, ale malutki fragment należy pokonać skibusem - a to, skradłoby nam zbyt dużo cennego czasu narciarskiego. Zapadła decyzja, że rano jedziemy autami do Kirchbergu i stamtąd startujemy całą ekipą odkrywać dla nas wszystkich nieznany teren. Po relacjach Wróżki, na forum jestem bardzo ciekawy tego miejsca. Popijając piwko po obiadokolacji dnia poprzedniego odczuwam dreszcz emocji - przed nami przecież osławione, legendarne trasy i ośrodek pięciogwiazdkowy. Pobudka kilka minut wcześniej niż zwykle - mamy do przejechania ponad 18km. Ranek... ...aż trudno uwierzyć - znowu cudowny, bez chmurki na niebie! Tym razem zamiast przebierać się przed narciarnią pakujemy sprzęt do aut. Wszystkiemu temu przygląda się taki oto tubylec: Na miejscu jesteśmy punktualnie 8:30. Zakładamy buty, wyciągamy deski i podążamy do gondoli Fleckalmbahn 800-1800m. Sam ośrodek wygląda tak: Plan na początek jest taki, jak z dnia drugiego i trzeciego, rozgrzewkę robimy trasą przy wyciągu od góry, do dołu dopóki są doskonałe warunki do jazdy i na wysokości miasteczka trzyma się sztruksik. Wybór jest prosty czerwona 25a oraz przeplatająca ją i kończąca zjazd niebieska odsłona tej trasy: 25. Jak się po kilku minutach okazało część ekipy - na samym początku, na skrzyżowaniu tras, gubi się, bądź rezygnuje po obserwacji trasy z góry, ta prowadzi dosyć wąską granią we fragmentach, bez zabezpieczeń - ehhh widocznie głodni nart zapominamy jedni o drugich, bądź wybieramy 100% pewność jeśli chodzi o bezpieczeństwo. Tworzą się dwa teamy: ja, "Różowy portek" i Marcin oraz Bumer, Michał i Młody. Pierwszy jedzie zgodnie z planem. Początek: Mijamy górną stację kolejki oraz zbiorniki z wodą do naśnieżania, skręcamy w lewo i pokonujemy pierwszą ściankę. Jak widać na poniższym zdjęciu - trasa czerwona jest szeroka i dosyć stroma, niebieska, to wąska i jak później zaobserwujemy wąska półeczka. W środkowej części trasy się łączą i stanowią ładnie nachylony niebieski, szeroki zjazd. Ze stoku obserwujemy widok na Kitzbuheler Horn 2000m. Jest świetnie! Zero ludzi, doskonale przygotowany, zmrożony śnieg - fantastiko... ...jak później się zastanawiałem nad tym - to właśnie tu, "Zakochałem się od pierwszego wejrzenia" w tym ośrodku. Widok rozciąga się na południowe stoki SkiWeltu: Dodatkowym elementem krajobrazu jest sama tutejsza kolejka, która na bardzo wysokich podporach sprawia wrażenie, że wagonikami dotyka nieba. Postanawiamy coś nakręcić... ...Marcin włącza kamerę, a ja jadę. Super fajnie! Ciekawe jak obrobi filmowo cały materiał, jak to wyjdzie? Dolny ostatni fragment trasy miejscami jest wąski, ze śniegiem na szerokość ratraka - widać, że zapasy sztucznego pomagają w utrzymaniu przejezdności do samego dołu. Kilka kilometrów mamy za sobą. W gondoli zdzwaniamy się z Andrzejem i na górze do nas dołącza. Drugi zjazd decydujemy się wykonać trasą niebieską 16, 26 - nie zauważamy wąskiego wjazdu do tras czerwonej 40 i czarnej 43. Nie żałujemy - wybrana opcja do samego dołu jest bardzo szeroka, fajnie nachylona. W środkowym fragmencie popełniono na nas Forumową fotkę... ..."trzej Przyjaciele ze stoku": Marcin, Andrzej, Mariusz.
-
Ten mały czarny punkcik nad skocznią. Dojrzeć go można jedynie na przybliżeniu. Z wyciągu trudno było o lepsze ujęcie.
-
Dzień Trzeci - śladami JC. Brixen, Westendorf cz.3 Tutaj robimy serię fotek... ...no nie da, nie da się przed tym powstrzymać jeśli dookoła takie nieziemskie okoliczności przyrody. Przez te zdjęciowe fanaberie znowu się gubimy - tym razem znikają Michał z Młodym, a my we trójkę zaliczamy zamiast trasy 118 - ponownie 117, tym razem z inną końcówką literową przy numerze. Lecimy ponownie przedpotopowym krzesłem w górę i gnamy za Chłopakami. I tutaj, na wcześniej zagubionym fragmencie czerwonego zjazdu, "poddaje" się muldom, śniegowej kaszy Marcin. W czasie upadku najbardziej cierpi jego kamerka umieszczona na kasku. Z daleka obserwujemy jak Kolega zbiera się ze sprzętem... ...na szczęście nic się nie stało. Doganiamy "uciekinierów" pod snowparkiem. Wsiadamy na krzesełko i udaje mi się złapać w obiektyw skaczącego deskarza: Przy Gampenkogel 1957m znowu się gubimy prawie wszyscy... ...ehhh trójkąt bermudzki, czy co? Najpierw "różowe portki" jadą zamiast trasą 120...do olbrzymiego bałwana na skrzyżowaniu tras - ląduje potem na chwilkę w pobliskiej knajpce. A potem Marcin rezygnuje ze zjazdu do Kitz i mija ją nie zauważając - spotykamy się potem o wiele później dopiero przy jednym z wyciągów w Scheffau pod koniec dnia. Nasza trójka jedzie na skraj Skiweltu. Trasa na mapie zaznaczona kolorem niebieskim, na samej trasie jest czerwona. Jej ekspozycja nie jest korzystna dla warunków narciarskich. Miękko i muldziasto... ...za to widoki? Piękne. Gdyby był mróz i zima - to jazda tą trasą byłaby wyśmienita. Tym bardziej, że w końcówce, po wielu fajnych zakrętasach znajduje się kawałeczek czarny... ...czarny, który w chwili obecnej jest zielony: Na wąskich przejazdach do tutejszej gondoli upadek zalicza Michał - miękkie zbiera żniwo. Na szczęście i tym razem nic się nie stało. Normalnie dzień zgub i tarzania w śniegu hahaha Wyciąg z Kitzbuhel w stronę ośrodka SkiWelt - to piękna, nowa gondola: Po zaliczeniu "końca Świata" wracamy w stronę naszej noclegowni. Czas jakoś nam ucieka nie wiadomo gdzie. 119, 117b i jesteśmy na Talkaserze - przerwa na papu i piwko. Bardzo długi zjazd 111 oraz 11 i gdzieś na drodze spotkani turyści: Mijamy Brixen z malowniczym tutejszym Kościołem: Przeciągamy się dosyć sprawnie poruszając znanymi już trasami - docieramy pod Eiberg, gdzie z krzesła zauważa nas Marcin. Ludzi prawie nie ma, warunki doskonałe - pewnie jazda przednia. Niestety Junior przeszedł przez bramkę innego wyciągu i spotykamy się wszyscy dopiero w apartamencie. Na koniec dnia - tradycyjnie nasza domowa trasa numer 60. Podsumowując - północne stoki 11 i 112 + 110 w Brixten - rewelacja! Tutaj można się zajeździć. Reszta tej strony SkiWeltu raczej turystyczna ale za to piękna krajobrazowo. CDN
-
Dzień Trzeci - śladami JC. Brixen, Westendorf cz.2 Kolejna trasa, którą zamierzamy zaliczyć - to opisywana przez JC, czarna 112. Początek jest niewinny: Po czym przechodzi w imponującą pod względem pochylenia ściankę. Śnieg jest tutaj twardą, lodową warstwą - przy zjeździe należy cholernie uważać. Tym bardziej, że następuje z prawej strony zwężenie odgrodzone siatką: Mniej więcej na wysokości połączenia "czarnucha" z czerwoną trasą 110 zatrzymuję się z moją drugą połówką i wykonuję dziwne przytulenie... ...dziwne, bo kończy się naszym wspólnym upadkiem... Nachylenie i lód robi swoje - mała prędkość najazdu po całusa kończy się...boleśnie, ale romantycznie. Ruszamy razem w dół z "pomieszanymi" nartami i nabieramy prędkości jadąc spleceni. Najpierw upadam ja, a potem na mnie różowe portki. Wypinają się nam narty, kijki lecą swoimi drogami a my, jedno na drugim zsuwamy się dobre 30 metrów. Przypływ czułości i głupoty kończy się niezłym siniakiem na moim udzie, obrzękiem...i porwanym paskiem przy kijku. Cóż... ...może po 40stce przybędzie mi rozsądku hahaha Po krótkiej technicznej przerwie ruszamy dalej w dół. Mijamy stację pośrednią, uroczą knajpkę i przechodzimy na czerwoną, bezludną trasę 110b. W między czasie gubimy Marcina... O dziwo w odcinkach leśnych trasa trzyma bardzo dobrze... Junior daje popis swoich umiejętności. Jak na 11sto latka jeździ naprawdę bardzo dobrze. Zdzwaniamy się z zagubionym Forumowiczem i jedziemy gondolą na Talkaser 1770m, gdzie mamy się ponownie spotkać. Wita nas taki oto tutejszy mieszkaniec: Robimy kilka fotek i odnajduje się zguba. Ruszamy dalej a naszym oczom ukazuje się fajny fragment czerwony trasy 117b: Sami podążamy w prawą stronę 117 by przedostać się na sam koniec SkiWeltu - do Kitzbuhel. Zanim 117 przekształci się w 117a... ...pokonujemy dosyć długą wąską pułeczkę zakończoną miejscem, w którym musiało nieźle popadać śniegu - na dachu mijanego budynku imponująca czapa. Archaicznym krzesłem trójką wciągamy się na Fleiding 1892m. Tutaj... ...golasy.
-
Dzień Trzeci - śladami JC. Brixen, Westendorf cz.1 Dzień trzeci... ...znowu zaczął się piękną pogodą. Zaklęcia Marcina przy kuli z dnia przyjazdu okazały się doskonałe. Tego dnia odłącza się od grupy bumer, który postanawia jeździć, po bliskich domu trasach w Scheffau - cała reszta obiera sobie za cel północną stronę miasteczka Brixen oraz Westendorf aż po Kitzbuhel. Nim wystartujemy z rozgrzewkowym przejazdem naszą "domową" trasą, robię sobie sweet focię z moimi "różowymi porteczkami". Przydałoby się zdjęcie kmarcinowi dać...zielony kosz zdecydowanie mi tu nie pasuje hahaha - można by było go obrobić w jakimś fotograficznym programie do upiększania i poprawiania obrazów. Stoki, krajobrazy tego dnia są niemal mistyczne: Ponieważ południowa trasa prowadząca do Brixen nie jest czynna z powodu braku śniegu, kierujemy się szybko do gondoli 11, którą dostajemy się na sam dół. Przechodzimy mostkiem znajdującym się nad ulicą, łączącym dwie stacje wyciągu na drugą stronę... ...i jedziemy na szczyt Choralpe o wysokości 1820 metrów. Na wierzchołku znajduje się Krzyż, malutki taras widokowy oraz niecodzienna huśtawka zawieszona prawie nad przepaścią. Na pierwszy przejazd wybieramy poprowadzoną w początkowej fazie po grani trasę 11. Ok 4km długości, niesamowite widoki w stronę zapoznanej już przez nas okolicach SkiWeltu oraz znikającej, południowej 1b... Tutaj staramy się z Marcinem coś nakręcić kamerą - wychodzi niestety niezbyt dobrze. Z oddali zostaję uwieczniony aparatem w trakcie jazdy: Sama trasa, po typowo górzystej części bez roślinności, przechodzi do lasu i staje się niezwykle malownicza. Na jej środku czarny, wymagający fragment: Jest twardo, a miejscami lodowo. Na szczęście krawędzie są ostre i trzymają jak należy. Po kilku przerwach pokonujemy tą trasę i zjeżdżamy na sam koniec ciekawego, dolnego fragmentu... ...ciekawego nie dlatego, że jest płaski... ...a dlatego, że prowadzi wiosenną doliną, w pewnym fragmencie asfaltową, naśnieżoną drogą - pod mostem, po którym jeżdżą pociągi... Za tunelem, taśma wciąga z powrotem na poziom z przed niego... ...i prowadzi do nietypowego wyciąg...a w zasadzie ciągnącej narciarzy liny: Braki śniegu są uzupełniane na bieżąco takim to urządzeniem: Po puszczeniu się linki, docieramy do dolnej stacji gondoli - jedziemy ponownie ku Choralpe.







