Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

marboru

VIP
  • Liczba zawartości

    7 223
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

  • Wygrane w rankingu

    599

Zawartość dodana przez marboru

  1. Z Zakopanego dobrze widać cztery, kopulasto zaokrąglone szczyty, porośnięte latem i jesienią sitem skuciną, rośliną z gatunku sitowatych, która jesienią przybierając czerwonawy kolor, nadaje im nazwę. To Czerwone Wierchy: Kopa Kondracka (2005 m), Małołączniak (2096 m), Krzesanica (2122 m) i Ciemniak (2096 m). Wiosną stanowią cel pięknej wyprawy narciarskiej. Cztery szczyty są z pozoru nietrudne, ale wycieczka narciarska przez grań Czerwonych Wierchów to jednak całodzienna poważna wyprawa, wymagająca dobrej kondycji. Poruszamy się dopuszczonymi przez TPN szlakami narciarskimi. Wariantów jest tu kilka. Każdy piękny z narciarskiego punktu widzenia. Narciarze znają tę trasę od ponad stu lat. Podniebna narciarska przygoda... Najładniej pisze o tym przejściu nasz ekspert ski-turowy sprzed lat, Józef Oppenheim, któremu po raz kolejny oddajemy głos. Pisze on, że przejście narciarskie Czerwonych Wierchów to: - "Jedna z najwspanialszych wysokogórskich dróg narciarskich w okolicach Zakopanego, o przepięknej scenerji krajobrazowej, długim kilku-kilometrowym zjeździe i olśniewającym widoku na Tatry. Wymaga jednak pełnego opanowanie techniki zjazdowej, dość dużej wytrzymałości (trwa bowiem około 8-miu godzin), bezwietrznej lub małowietrznej pogody, oraz możliwych warunków śnieżnych na grani. Podczas mgły – droga więcej niż niebezpieczna. Szlak narciarski przez Czerwone Wierchy prowadzi cały czas granią, szeregiem kopulastych na ogół szczytów, jednakże silnie podciętych skałkami z obu stron, tak że obsunięcie się z grani Czerwonych Wierchów zagraża życiu. Na samej grani za Ciemniakiem wytyka często zwał głazów i trzeba dobrze z dołu wypatrzeć, co się w danym dniu na Czerwonych Wierchach święci, aby nie trafić na oblodzone partje, przetykane wystającymi kamieniami. Przejście Czerwonych Wierchów zmienia się wtedy w mordęgę" (J. Oppenheim, Szlaki narciarskie... s. 97). To wszystko czysta prawda. Aby ustrzec się przed tego typu historiami, warto zaglądnąć przed planowaną wycieczką na Czerwone Wierchy na strony internetowe, na których pokazywana jest pogoda w Tatrach, np. www.new.meteo.pl lub inne. Warto też zasięgnąć informacji o warunkach na grani u dyżurnego ratownika TOPR. Przejście Czerwonych Wierchów w kurniawie ma znamię wyczynu sportowego, który będziemy wspominać w domowych pieleszach bardzo długo, ale przyjemnością ono nie jest. Wycieczka ta, to zapierające dech rozległe, zimowe widoki na Tatry Zachodnie i Wysokie, znakomita sposobność do obcowania z tatrzańską przyrodą, a czasami nawet możliwość spotkania z kozicą, świstakami, a nawet z niedźwiedziem brunatnym. Wyprawę można rozpocząć bądź w Kuźnicach, albo w Kirach, lub iść na Czerwone Wierchy z Doliny Małej Łąki, ewentualnie przez Przysłop Miętusi. Wariantów podejścia jest kilka. Tadeusz Zwoliński wychwalał widoki z Czerwonych Wierchów i pisał: - Wycieczka grzbietami Czerwonych Wierchów należy do najłatwiejszych wypraw szczytowych w okolicy Zakopanego; widok, zwłaszcza z Krzesanicy, rozległy i wspaniały. Trudności technicznych nie spotykamy wcale, idąc utartym szlakiem, lecz zbłądzenie i zejście z grzbietu może być zgubne, zwłaszcza w razie mgły, gdyż kopiaste, łagodne szczyty Czerwonych Wierchów popodcinane są od dołu w wielu miejscach przepaścistemi ścianami wapiennymi. Z Kir na Kondratową lub inaczej:) Podejście rozpoczynamy w Kirach. Po przejściu Wyżniej Kiry Miętusiej skręcamy w lewo (za znakami czarnymi i czerwonymi), dochodzimy do Polany Zahradziska, przechodzimy przez mostek w prawo i już tylko za znakami czerwonymi podchodzimy w górę przez las Adamicy na Polanę Upłaz (ok. 50 minut podejścia). Na Polanie Upłaz zakosami wznosimy się w górę w lewo i dochodzimy do charakterystycznej skały Pieca (1460 m). Od Pieca podchodzimy zakosami, kierując się bardziej w prawo na stoki Gładkiego Upłaziańskiego (tym zboczem podejście jest bezpieczne) i dochodzimy do Chudej Turni i Chudej Przełączki (1850). Idziemy dalej na wschód szerokim zboczem (czasami poprzetykanym wystającymi kamieniami) i wchodzimy najpierw na Twardą Kopę (dość stromo, ok. 30 -35 stopni nachylenia, ale szeroko), a potem na wierzchołek Ciemniaka (2096) – najbardziej wysunięty na zachód szczyt masywu Czerwonych Wierchów. Z niego piękny zjazd przez Narciarski Żleb, Adamicę na Kiry. O przewyższeniu ponad1100 metrów. Jak na warunki tatrzańskie jeden z ładniejszych. Stąd krótki zjazd na Przełęcz Mułową i podchodzimy stromym zboczem na szczyt Krzesanicy (2122 m). Czasami na tym odcinku (przy twardym śniegu) trzeba ściągnąć narty i iść w rakach. Z Krzesanicy opuszczamy się na szeroką Przełęcz Litworową i łatwym terenem wchodzimy stąd na szczyt Małołączniaka (2096 m). Po osiągnięciu Małołączniaka szykujemy się do zjazdu. Zjeżdżamy ze szczytu wprost jego ścianą wschodnią (stromo) i dalej granią lub w jej pobliżu na Małołącką Przełęcz (1929 m). Bardzo piękna jazda. Stąd czeka nas krótkie podejście na Kopę Kondracką, z której możemy zjechać kilkoma wariantami (patrz opis zjazdów z Kopy Kondrackiej). Zjeżdżamy z Kopy Kondrackiej do schroniska PTTK na Hali Kondratowej i dalej szlakiem nartostrady do Kuźnic. Najlepiej przejście to robić na wiosnę. Całość przejścia trwa, z odpoczynkami, 8-9 godzin z odpoczynkami. Na Ciemniaku... Tego dnia miałem z Maćkiem w planie zjazd z Ciemniaka. Rano pogoda jak marzenie. Zjeżdżamy z Przysłopu Miętusiego na Zahradziska. Rozpoczynamy długie podejście na Ciemniak. Tu jednak czeka nas niemiła niespodzianka. Maćkowi pęka wiązanie. Nie mamy szans na jego naprawę i Maciek wraca do domu. Mnie zachęca jednak do dalszej wycieczki, więc ruszam samotnie w górę. Nastrój pryska. Nie na długo jednak. Spotykam po drodze Ariela i Michała, którzy idą w tym samym kierunku. Od słowa do słowa rozmowa klei się i ruszamy razem w stronę Ciemniaka. Jest bardzo ciepło. Zakosami idziemy ku Chudej Przełączce. Po drodze zdjęcia. Zakosami idziemy stromo w górę. Ostatni fragment podejścia na Twardą Kopę (2026 m) i przez Szerokie Siodło wchodzimy na cel główny tego dnia – Ciemniak (2096 m). Jest bezwietrznie więc ucinamy sobie półgodzinny odpoczynek. Pijemy, jemy, Ariel częstuje pyszną czekoladą. Od strony Krzesanicy nadchodzi kolejny narciarz. Andrzej. „Cześć chłopaki, mogę się do was dołączyć”? - pada z jego strony pytanie. „Jasne, że tak”. Tak więc nasza wycieczka powiększa się do czterech uczestników. Jak „Drużyna Pierścienia” u Tolkiena. Powoli szykujemy się do zjazdu: dopinamy klamry w butach narciarskich, ściągamy foki, pakujemy plecaki. Rytuał wycieczki ski-turowej. Jeszcze ostatnie zdjęcia na Ciemniaku. I ruszamy. Najpierw łagodnie na Szerokie Siodło, stąd szerokim stokiem na Twardą Kopę i z niej, po fajnym śniegu, świetna jazda do Chudej Przełączki i dalej Narciarskim Żlebem do Pieca. Tu warunki się pogarszają. Śnieg jest miękki i przepada pod nartami. Powoduje to kilka upadków, wywołujących salwy śmiechu. Nastrój wycieczki jest super. I tak sobie jedziemy wzdłuż szlaku na Halę Upłaz, z niej wąskim holwegiem szlaku na Adamicę i dalej aż na Zahradziska i Kiry. Na dole wiosna... Z Kir idę do domu, gdzie trafiam po 18. Co mnie najbardziej urzekło w tej wycieczce? Magia gór. Dzięki niej, mimo, że przecież nie znałem wcześniej ani Michała, ani Andrzeja, czy Ariela, to dzięki „wyrypie” na chwilę, ale jednak, stanowiliśmy team. Góry nas zbliżyły. Fajne to było. Pozdrawiam Was serdecznie chłopaki. Do zobaczenia w Tatrach!. Autor: Wojciech Szatkowski Źródło: Watra.pl
  2. Ehhh Brakuje Go. Tak. Dzisiaj minęło już 7lat. Szybko. Po jakich Górach jeździsz? Po jakich?...
  3. Pewnie większość z Forumowiczy wie na ten temat bardzo wiele, bądź prawie wszystko...ja dopiero w tym roku będąc w Dolomitach trochę posłuchałem od Rezydenta na ten temat i tak naprawdę, tylko wzbudzono we mnie ciekawość na temat Sudtirolu, Alto Adige. Niedawno przeczytałem na ten temat bardzo fajny artykuł. Fragment, oraz link - poniżej. Zupa z siana na wysokościach Skomplikowaną historię regionu zdradzają dwie nazwy: włoska Alto Adige i niemiecka Südtirol. Mariaż kultur, o którym zwykło się mówić jako o idealnym połączeniu niemieckiej precyzji z włoską fantazją. Południowy Tyrol nie byłby sobą, gdyby tej podwójności nie obrócił na swoją korzyść, czerpiąc z obu kultur pełnymi garściami. Połączone z bogactwem natury tworzą miejsce, gdzie w doskonałej formie królują przyjemności bliskie narciarzom i hedonistom. Na wizytówce ma napisane hrabia. Comte z włoska, a Graf z niemiecka – bo oba te języki są w Południowym Tyrolu oficjalne i funkcjonują równolegle. Hrabia Michael Goëss-Enzenberg jest jednym z większych posiadaczy ziemskich w regionie. Ma 100 ha winnic i sadów. Jednak to nie słynne południowotyrolskie jabłka zaprzątają hrabiemu głowę. Najważniejsze jest wino. Niezwykle wysoki, nobliwy, ważący słowa – znać po nim, że dobre maniery wysysane są w jego rodzinie z mlekiem matki już od kilku wieków. Graf zdaje się być postacią z innego, lepszego świata. Dopóki nie zaczniemy rozmawiać z nim o winie. Gdy w kieliszkach wybucha aromatem, autochtoniczny dla regionu, szczep lagrein o niezwykle intensywnym wiśniowym kolorze, błękitne oczy hrabiego nabierają chłopięcego figlarnego blasku. Wina, które robi i firmuje nazwą Manincor (co znaczy serce w dłoni), choć absolutnie nie można ich nazwać typowymi, jak ulał pasują do Południowego Tyrolu. Lekkie, eleganckie, z pomysłem. U hrabiego dojrzewają w beczkach nie z dębu francuskiego, a własnego południowotyrolskiego rosnącego na terenie posiadłości. Zanim znajdzie się w nich wino, trzeba zahartować deski na słońcu, deszczu i śniegu, a potem jeszcze wysłać je do bednarza do Austrii. Cały ten trud po to, by gotowe już beczki jeszcze lepiej przekazywały winu charakter terroire, na którym powstało. Hrabiowska manufaktura uosabia przywiązanie mieszkańców Południowego Tyrolu do ziemi i dumę z jej produktów. Fakt, że region jest jednym z najbogatszych we Włoszech, też nie jest bez znaczenia. Żyje się tu lepiej, jest więc czas na to, by spokojnie rozejrzeć się dookoła i docenić piękno krajobrazów oraz różnorodność i bogactwo tej krainy. Górną Dolinę rzeki Adygi, która dała regionowi włoską nazwę Alto Adige. I poplątaną historię, której tajemnicy uchyla niemiecka nazwa – Südtirol. Południowy Tyrol. Zaraz, zaraz. Ale przecież jesteśmy we Włoszech. A Tyrol słusznie kojarzy się nam z Austrią. Cała ta semantyczna zagadka wyjaśnia historię regionu, który jeszcze w czasie I wojny światowej należał do cesarstwa austro-węgierskiego. Dopiero po przegranej wojnie, na mocy porozumień z 1919 roku, razem z sąsiednim Trydentem (Trentino) przydzielono go w ramach wojennych reparacji Włochom. Język włoski i niemiecki zrównał dopiero "Statut Autonomiczny Prowincji Bozen" z 1972 roku. Wspólna tożsamość mieszkańców zaczęła rozkwitać nieco później. Turysta przybywający tu na narty zastanie dziś podwójne nazwy miejscowości. Po włosku Alpe di Siusi to niemiecki Seiser Alm. A w dolinach zamieszkałych przez ludność ladyńską Val Badia/Gadertal czy Val Gardena/Gröden na pierwszym miejscu będzie nazwa w pierwotnym języku regionu – ladyńskim. Zdarzają się też nazwy potrójne. Na początku ciężko przewidzieć, kiedy usłyszymy na powitanie niemieckie "Grüss Gott!", a kiedy włoskie "Buongiorno!". Ten mariaż kultur, o którym zwykło się mówić jako o idealnym połączeniu niemieckiej precyzji z włoską fantazją, najłatwiej dostrzec w kuchni. Bruschetta w Merano to włoska pizzeria pełną gębą. W oknach wiszą czerwone ozdobione kiczowatym złotym haftem firanki. Na ścianach boazeria pamiętająca przybywającą tu "do wód" cesarzową Sissi oświetlona złotymi wygibasami żyrandola rodem ze snu kosmity. Kiczowaty wystrój gości jednak nie zraża. Klientów aż nadmiar, na stolik trzeba grzecznie poczekać. Wprawne oko wypatrzy zajadające się tu pizzą jedne z bardziej wpływowych rodzin w mieście. A obok nich studentki dzielące się przystawkami i podjadające sobie spaghetti z talerzy. Na drugim biegunie od tej klasycznej włoskości jest gospoda Tirler Almgasthof w Alpe di Siusi serwująca solidne knedle wielkości pięści. Doprawione szpinakiem i speckiem nawiązują do najlepszych tradycji górskich potraw znanych zza austriackiej granicy. Parmezanowa posypka nadaje im nieco finezji, ale sos z masła sprawia, że choć pyszne, długo nam poleżą na żołądku. Tradycyjnie, suto, tylko wstać od stołu jakby trudno. Jednak Południowy Tyrol nie byłby sobą, gdyby tej włosko-niemieckiej tradycji twórczo nie wykorzystywał. Julian Seeber, szef kuchni w pięciogwiazdkowym Alpina Dolomites w Alpe di Siusi, też podaje w swojej eleganckiej restauracji knedle. Z tym że w jego wydaniu nie są one kulą armatnią na bazie suchego chleba, a finezyjną konstrukcją z knedli pokrojonych w plastry. Ich struktura, choć główny składnik (chleb) wciąż ten sam, jest zaskakująco delikatna. Tajemnica – zdaniem szefa – tkwi w odpowiednim namoczeniu knedlowego ciasta w mleku, delikatnym, pełnym wyczucia odciśnięciu. Nietypowe zestawienie z surową kapustką, a nie maślanym sosem, też jest nie bez znaczenia. I tak oto można posmakować połączenia tradycji i finezji. A zdawałoby się, że to "tylko" knedle. Za oknem hotelu niestrudzenie kursują niebieskie wagoniki gondolek. Pięknymi carvingowymi skrętami i pokracznym pługiem zjeżdżają ku nim narciarze. Sporo dzieciaków pędzących na kreskę niczym mali kamikadze, w kaskach ozdobionych pluszowymi uszami zwierząt. Dla rodzin i początkujących narciarzy Alpe di Siusi to region szyty na miarę. Szerokie krągłości płaskowyżu rozciągającego się łagodnymi łukami na wysokości 1800-2300 m n.p.m. tworzą idealne warunki do nauki szusowania. Dramatyzmu dodaje krajobrazowi zwieńczająca tę krainę łagodności poszarpana formacja Sciliar/Schlern (2563 m) i przeciwległy masyw Sassolungo, po niemiecku Langkofel, czyli Długa Góra. Trochę tak, jakby szerokie hale Alpe di Siusi były preludium dla majestatycznego piękna Dolomitów. Te góry są niemal magnetyczne. Ciężko od nich oderwać wzrok. O fascynujących kształtach, szpiczastych graniach, tak jakby natura wzięła sobie za punkt honoru niestworzenie dwóch do siebie podobnych, nie skąpiąc im zaskakujących zwrotów akcji i poszarpanego dramatyzmu. Pełno w nich też tajemniczych skamielin, zastygłych w kamieniu koralowców, bo Dolomity to tak naprawdę część prastarego dna morskiego. Le Corbusier miał o nich powiedzieć, że są najpiękniejszą budowlą świata. Zimą soczyście zielone hale Alpe di Siusi zamieniają się w przyjemnie szerokie nartostrady. Większość hoteli rozłożyła się wprost na stoku. Można założyć narty w progu i już jesteśmy na jednej z 60 kilometrów tras. A wystarczy przekroczyć grzbiet doliny, niejako wskoczyć za masyw Sasolungo, i już ma się u stóp kolejne 175 kilometrów tras w Val Gardenie/Gröden z jej gościnnymi rozciągniętymi wzdłuż doliny miejscowościami Ortisei, Selva, St. Cristina. Kto lubi odmianę, ten w Południowym Tyrolu na brak urozmaicenia nie będzie narzekał, szczególnie ze skipasem Dolomitisuperski w kieszeni (umożliwia szusowanie na 1200 km tras w całych Dolomitach). Z Val Gardeny, na nartach, można dostać się do ekskluzywnej Alta Badia, z jej eleganckimi hotelami, chociażby pięciogwiazdkową Rosa Alpina, w której stylowych wnętrzach chętnie bywa George Clooney. A reszta śmietanki towarzyskiej za punkt honoru uznaje choć jedną wizytę w St. Hubertusie, restauracji z 2 gwiazdkami Michelina prowadzonej przez Norberta Niederkoflera, szefa tworzącego nowoczesne dania, cenionego i zarazem uroczo nieśmiałego, który lepiej czuje się w kuchni, mieszając swoje firmowe risotto z jabłkami niż ściskając dłonie zachwyconym ucztą gościom. Na stoku, szczególnie w okolicy snobistycznej Corvary w Alta Badia, nawet w butach narciarskich i pełnym rynsztunku, też można zaznać przyjemności wysokich lotów – chociażby w przerwie w szusowaniu wybrać się do schroniska górskiego Col Alt na… ostrygi. Serwowane są tu też południowotyrolskie wina, szampan i 16 rodzajów włoskich win musujących. Przezornie, rozparte na 2000 m n.p.m., schronisko mieści się tuż przy końcowej stacji wyciągu gondolowego prowadzącego z Corvary. Można więc tu łatwo dotrzeć nawet bez nart albo po biesiadzie z nartami w dłoni "zjechać" na dół kolejką. Kto morza w górach czuć nie lubi, doceni Veneziano – pomarańczowy w kolorze aperitif z Prosecco i ziołowym likierem Aperol zwieńczonym plastrem sycylijskiej pomarańczy. I gdy tak spokojnie rozejrzeć się wokół (sącząc podawane w wielkich kielichach Veneziano), okazuje się, że stroje narciarzy, szczególnie tych z Corvary, są jakby staranniej dobrane. Tu błyśnie kryształek Swarovskiego, tam mignie obszyta futerkiem kurtka czy zaszczeka biały pudel prowadzony na smyczy przez właścicielkę w modnych śniegowcach. Ktoś, komu nie wystarczą wrażenia estetyczne i smakowe, wybierze się na 20-minutową wyprawę ski busem do Piculin, na Kronplatz/Plan de Corones, łysą górę, z której poprowadzono 114 kilometrów tras. Bez cienia drzew, szerokich, ale wcale nie łagodnych. A kto zamiast ski busem woli ruszyć w podróż na nartach, wyprawi się z Alta Badia (lub Val Gardena) na podbój Sellarondy. To chyba najsłynniejsza karuzela narciarska w Dolomitach. Prowadzi wokół masywu Sella, łącząc cztery otaczające go doliny. By ją pokonać, trzeba przejechać na nartach 26 kilometrów. A że w pogodny i słoneczny dzień to popularny wśród narciarzy pomysł, na podbój Sellarondy lepiej przeznaczyć cały dzień – o ile nie chce się zostać na stoku, o dwa (zamknięte punktualnie o czasie) wyciągi od domu. Warto też mieć więcej czasu, chociażby po to, by po drodze zajrzeć do bielutkiego Rifugio Elilio Comici w Val Gardena. To schronisko z charakterystycznymi błękitnymi okiennicami cieszy się sławą dolce vita w najlepszym górskim wydaniu. reszta artykułu pod linkiem: http://narty.onet.pl/reportaze/zupa-z-siana-na-wysokosciach,5,5021088,artykul.html Źródło za Onet: Anna Janowska, Voyage
  4. Maćku już była dyskusja na forum o tym wynalazku: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php/14594-Koniec-z-noszeniem-nart-!-Skicart?highlight=skicart Jak widać (po ulotce) promocja produktu w Polsce trwa :biggrin:
  5. Klaus Obermeyer - Bez Pośpiechu w Aspen... Dawne miasto poszukiwaczy srebra w górach Kolorado oprócz cudownie puszystego śniegu ma do zaoferowania przede wszystkim nieśpieszne, beztroskie życie. Ten mężczyzna ma 92 lata. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa powinien mieć nieco sztywne biodra, a ze stoku zjeżdżać raczej powoli i spokojnie. W końcu nawet w górach Kolorado, gdzie zażywni seniorzy stale docierają do granic swoich możliwości, obowiązują prawa natury. Czyż nie? [video=youtube;EQdFjO7mgnY]http://www.youtube.com/watch?v=EQdFjO7mgnY Mężczyzna stoi przy stacji kolejki Aspen Mountain, z szelmowskim uśmiechem pozdrawiając turystę z Bawarii, jego dawnej ojczyzny. - No to w drogę! - woła Klaus Obermeyer. Jako jedyny na stoku nie ma ani kasku ani czapki, choć temperatura na wysokości 3400 metrów wynosi minus 4 stopnie. Białe włosy zaczesał do tyłu, w jego okularach przeciwsłonecznych odbijają się kolorowe kombinezony narciarskie i tłum turystów na wyciągu, gotowych na champagne powder – wyjątkowo miękki, suchy i puszysty śnieg, z którego słynie ta część Gór Skalistych. Dawne miasto poszukiwaczy srebra w górach Kolorado oprócz cudownie puszystego śniegu ma do zaoferowania przede wszystkim nieśpieszne, beztroskie życie. Ten mężczyzna ma 92 lata. Wedle wszelkiego prawdopodobieństwa powinien mieć nieco sztywne biodra, a ze stoku zjeżdżać raczej powoli i spokojnie. W końcu nawet w górach Kolorado, gdzie zażywni seniorzy stale docierają do granic swoich możliwości, obowiązują prawa natury. Czyż nie? Mężczyzna stoi przy stacji kolejki Aspen Mountain, z szelmowskim uśmiechem pozdrawiając turystę z Bawarii, jego dawnej ojczyzny. - No to w drogę! - woła Klaus Obermeyer. Jako jedyny na stoku nie ma ani kasku ani czapki, choć temperatura na wysokości 3400 metrów wynosi minus 4 stopnie. Białe włosy zaczesał do tyłu, w jego okularach przeciwsłonecznych odbijają się kolorowe kombinezony narciarskie i tłum turystów na wyciągu, gotowych na champagne powder – wyjątkowo miękki, suchy i puszysty śnieg, z którego słynie ta część Gór Skalistych. W drogę. Klaus Obermeyer zjeżdża lekko, z wyprężoną sylwetką wyprzedza kilkoro czterdziestolatków, robiąc szerokie, jednostajne skręty. Porusza się przy tym niesamowicie lekko, jak gdyby nic innego nie robił w swoim życiu, tylko pozostawiał innych w tyle. Przed nim, po przeciwległej stronie doliny, w południowym słońcu połyskuje Red Mountain, gdzie gwiazdy Hollywood, spadkobiercy fortun i rosyjscy oligarchowie mają swoje pałace. Jednak tej górze bogaczy rzuca tylko spojrzenie z boku; tam prawie nie ma śniegu. Klaus Obermeyer bardziej ceni sobie wolność poszukiwania własnej drogi i możliwość śpiewania wiedeńskich szlagierów z lat 30. na wyciągu krzesełkowym. Czasem nawet bez powodu zaczyna jodłować – ku uciesze Amerykanów. Poczucie wolności, możliwość znalezienia terenu do jazdy "tylko dla siebie", z dala od tłumów – w Alpach jest to raczej niemożliwe. W Aspen, gdzie znajdują się obok siebie cztery różne ośrodki narciarskie: Highlands, Aspen Montains, Buttermilk i Snowmass, ceni się przywilej krótkiego oczekiwania na wyciąg i długich zjazdów. Dzień z Klausem Obermeyerem jest przede wszystkim pouczający, ponieważ jak nikt inny uosabia on historię sukcesu tego ośrodka narciarskiego. Jego śmiech jest zaraźliwy, a swą ogromną wesołość zdaje się zawdzięczać udanemu życiu – takie przynajmniej można odnieść wrażenie. Opowiadać zaczyna przy jedzeniu w hotelu Little Nell. Jak w 1947 r. przybył do Ameryki z miejscowości Oberstaufen w regionie Allgäu. Właściwie chciał tu pracować jako inżynier lotnictwa, ale ostatecznie został instruktorem narciarstwa w budowanym właśnie ośrodku swojego przyjaciela Friedla Pfeifera, założyciela Aspen Ski School. I wreszcie mówi o tym, jak wpadł na przedziwny pomysł zamiany zimowego płaszcza na coś, co sam sobie uszył z puchowej kołdry: to okrycie było ciepłe i szalenie praktyczne, "a tu w Aspen naprawdę potrafi być potwornie zimno". Rzeczywiście Klaus Obermeyer, który w czasach młodości wygrał wiele zjazdów, wymyślił kurtkę puchową. - Sprzedałem ją wtedy za imponującą sumę 250 dolarów pewnemu Amerykaninowi, który koniecznie chciał ją mieć – opowiada. W Monachium pertraktował z szefem firmy produkującej pościel – po kilku kuflach piwa dobili targu: przedsiębiorca z Allgaeu dostarczył suwaki z USA, a monachijski partner produkował kurtki na każdą pogodę. "Wynalezienie" kurtki puchowej jest od dawna lokalnym mitem, a Klaus za życia stał się legendą liczącej 6000 mieszkańców miejscowości. W Aspen chętnie podkreśla się chwalebną przeszłość. Chętni mogą usłyszeć historię tego miejsca podczas zjazdu na nartach – Mike Monroney z Aspen Historical Society oferuje specjalne wycieczki dla miłośników sportów zimowych. Tam, gdzie dziś narciarze szusują po świetnie przygotowanych stokach, wcześniej w krętych korytarzach górskich kopalni robotnicy szukali metali szlachetnych. Do końca boomu w roku 1893 Aspen bezapelacyjnie uchodziło za stolicę produkcji srebra w USA. O świetności tamtych czasów świadczy dziś wspaniały budynek Wheeler Opera House, gdzie regularnie odbywają się festiwale filmowe i koncerty. Stali bywalcy Aspen, przybywający tu zarówno latem, jak i zimą, oczekują od tego miejsca zawsze czegoś więcej niż od innych miejscowości wypoczynkowych na amerykańskim Zachodzie: chcą połączyć sport, kulturę i dobre jedzenie. Praktycznym rozwiązaniem okazało się też zlokalizowanie lotniska w odległości zaledwie 10 minut jazdy od dużych hoteli. Na szczęście ta mała miejscówka w górach zachowała swój urok z wczesnych lat XX wieku. W odrestaurowanych domach z tamtych czasów osiedlili się przede wszystkim międzynarodowi designerzy, galerie sztuki i biura nieruchomości, którzy najwyraźniej większość swego obrotu zawdzięczają klienteli z Red Mountain. Nie ma dnia bez nowej oferty sprzedaży willi za 8 mln dolarów z panoramicznym widokiem, pięcioma łazienkami, piwniczką wina i strefą wellness. Mimo wszystko w Aspen króluje spokój. "No rush", bez pośpiechu. To zdanie słychać tu dość często. Również na górskich stokach panują fundamentalne zasady uprzejmości: czeka się, aż druga osoba zjedzie na dół, zamiast wjeżdżać jej w drogę. Kiedy ktoś pomyli drogę lub ma jakiś problem, łatwo napotka licznych wolontariuszy z ciepłym sokiem jabłkowym i przekąskami, którzy wskażą właściwą drogę. Potężna Aspen Skiing Company, która może sobie pozwolić na zatrudnianie najlepszych instruktorów jazdy w północnej Ameryce, chętnie demonstruje swoją wspaniałomyślność. Bogactwo nie rzuca się tu jednak tak w oczy jak na przykład w St. Moritz czy Kitzbühel. W Kolorado preferowany jest styl sportowy, nawet w prestiżowych restauracjach nosi się koszule w kratę zamiast garniturów oraz puchową kurtkę zamiast futra. Luksus z pewnym niedopowiedzeniem – to obowiązujące tutaj stanowisko. Na przykład w Elevation, nowym eleganckim lokalu, w którym wiszą wielkoformatowe fotografie Guntera Sachsa, panuje swobodny styl - prawie jak w popularnym schronisku Clowd 9, gdzie austriacki kucharz Andreas Fischbacher urządza regularne orgie z raclette i czerwonym winem, a brazylijscy goście już o godzinie trzeciej po południu tańczą na stołach. Mniej swawolna atmosfera panuje w nowej, stworzonej za 6 mln dolarów restauracji górskiej Merry Go Round, gdzie serwowane jest ekologiczne jedzenie, azjatyckie potrawy z woka i różne rodzaje sałat. Wysportowani miłośnicy aktywności na świeżym powietrzu przeważnie są też zwolennikami zdrowego jedzenia. Silne związki widać także między sportem i sztuką: dlatego w Merry Go Round prezentowane są fotografie Waltera Niedermayra – estetyczne kompozycje narciarzy na nieskazitelnie białym tle. Kto chce w Aspen coś znaczyć, ten wiesza sobie takie obrazy w sypialni. Każdego roku Skiing Company zleca wybranemu renomowanemu artyście zaprojektowanie karnetu na nowy sezon – robił to nawet znany malarz Peter Doig, miłośnik sportów górskich. Noce w Aspen zaczynają się dość wcześnie – żeby był jeszcze czas wyspać się i mieć kondycję następnego dnia. Dlatego prawie wszystkie hotele oferują teraz oprócz wieczorów apres ski także koktajle przy kominku, na przykład designerski hotel Limelight Lodge czy dystyngowany luksusowy hotel St. Regis, który po gruntownej renowacji wygląda tak, jak gdyby zaprojektowała go osobiście angielska królowa Wiktoria. Po pierwszym drinku wypijanym przy barze o piątej po południu następny wypijany jest już w restauracji, a potem może w Belly Up, gdzie występują prawdziwe gwiazdy popu i jazzu. Tej nocy, po pełnym wrażeń dniu na nartach z legendą Klausem Obermeyerem, występuje zespół Spazmatics grający przeboje z lat 80. Na tym etapie należałoby zakończyć dzień, by jutro na stoku zażywni staruszkowie nie okazali się szybsi od nas. Mają oni w zwyczaju prostodusznie tłumaczyć turystom, że nie ma potrzeby się spieszyć, po czym sami śmigają w dół w morderczym tempie. Wygląda na to, że w górach Kolorado nie sposób się zwyczajnie zestarzeć. "No rush" - łatwo powiedzieć, kiedy jest się w Aspen. Christian Mayer, tłumaczenie: Anna Sado Źródło: Sueddeutsche Zeitung, Onet + You Tube.
  6. Tegoroczna edycja zawodów Red Bull Cold Rush po raz kolejny potwierdziła swoją unikalną i progresywną naturę. Sprawdźcie relację z Colorado! Najlepsze Akcje. [video=youtube;7kM_IMW2N88] Źródło: http://www.redbull.pl
  7. marboru

    Terento 2012

    A dokładnie z miksem Jaworzyny i Białki, czyli Kronplatzem według jednego z Górali, który nam towarzyszył :biggrin: hahaha Ale w Dolomitach, szczęka mu opadła... :happy: ...do dzisiaj mu wisi hahaha
  8. marboru

    Terento 2012

    Troszkę żałuję Maćku, że więcej czasu nie było... ...gdyby był, to jeden dzień w SnowParku - to byłoby to!!! Trzeba wszystkiego popróbować :happy: Kolejny dzień, gdybyśmy mieli - to podróż na nartach z Corvary do Cortiny (mała podróż busikiem) - z pewnością też byśmy zaliczyli :biggrin: Podsumowując cały wyjazd: Byliśmy za Krótko!!
  9. Na zdjęciu nie wygląda to tak źle :happy: Trochę człowiek nauki jazdy po muldach miał. A co? - trzeba jeździć w każdych warunkach :biggrin:
  10. Właśnie zakończyła się coroczna, tygodniowa wyprawa heliski do Uzbekistanu. Ekipa heliski.pl eksplorowała zachodnie pasmo systemu górskiego Tienszan. Tomek Kamiński relacjonuje krótko - "Wybraliśmy się ekipą mieszaną z Polski, Niemiec, Szwecji, Rosji i Ukrainy. Różny sprzęt, narty i snowboardy. Tienszan oferuje przepiękne widoki i tereny freeride'owe. Dni bez helikoptera wykorzystaliśmy na jazdę w świeżym śniegu obok wyciągu krzesełkowego z lat 70 - tych uruchamianym specjalnie dla nas. Śnieg padał każdej nocy dostarczając nam nowej dawki emocji dnia następnego." Więcej materiałów znaleźć można na stronie www.heliski.pl. Galeria zdjęć pod linkiem: http://heliski.pl/helisking-2012/ Źródło: Ski2Die.pl i heliski.pl Filmik, pokazujący jak to wygląda: [video=youtube;sIj6GIopHwc]
  11. marboru

    Terento 2012

    Mam taką manierę, że się kijami biję :happy: Różne dziwne rzeczy też robię na nartach. Dzięki Sławku. A tak swoją drogą... ...nikt nie zauważył, że aktorem "drugoplanowym" na tym filmiku jest Johnny :biggrin:
  12. Dwa dni temu była kolejna rocznica Śmierci Shanea. R.I.P. Dokument, o którym mowa w wątku prawdopodobnie pojawi się później niż w zapowiedziach, czyli za jakiś rok. Ale uwaga!!! Jest już zwiastun :happy: [video=youtube;afDYEtQmC6I]
  13. marboru

    Terento 2012

    Kolega, który kręcił ten krótki filmik...był tak zafascynowany Dolomitami (pierwszy jego pobyt w wyższych Górach), Marmoladą, że nawet jak w tym fioletowym ubranku jechałaby sama, piękna Lindsey Vonn to pewnie nie zwróciłby na Nią uwagi :biggrin:
  14. Tegoroczny zimowy sezon turystyczny we Włoszech fatalnie zakończył się dla tej branży. W górskich miejscowościach i ośrodkach narciarskich zanotowano spadek liczby gości o 16 procent, a o prawie jedną trzecią zmniejszyły się zyski w tym sektorze. Na te wyjątkowo złe wyniki finansowe właścicieli hoteli, pensjonatów oraz całej branży wpływ miał zarówno kryzys finansowy, jak i niespotykane od kilku dekad anomalie pogodowe we Włoszech; brak śniegu na początku sezonu i dotkliwy atak zimy z paraliżującymi śnieżycami w lutym. Ogłaszając dane, zrzeszenie włoskich hotelarzy zwróciło uwagę na to, że w rezultacie kryzysu i pogorszenia się sytuacji finansowej rodzin, wiele osób zrezygnowało w tym roku z tradycyjnego wyjazdu z dziećmi w góry w miesiącach zimowych. Przede wszystkim to przesądziło o tegorocznych wynikach. W związku z poniesionymi stratami włoska branża turystyczna zamierza zwrócić się do rządu o pomoc finansową i ulgi podatkowe. (PAP) ---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------- ...niestety wiosna też nie rozpieszcza "Kryzysowych" Włochów. W Hotelu, którym mieszkaliśmy w Trento, polskie Biuro, z którym byliśmy na wyjeździe odwołało dwa turnusy. Hotel był pustawy (kilku weekendowych Gości). Na stokach pełnia wiosny - z pewnością skróci Sezon, bądź już skróciła w mniejszych Ośrodkach. Cóż, Zima w tym roku nie rozpieszczała.
  15. Ciampac & Passo piękne miejsca :happy: Zwłaszcza trasa do Gondoli w tym pierwszym, makaron w knajpce w dolnej części... ...niezapomniane wspomnienia z przed kilkunastu miesięcy. Dzięki, za relację - obudziła wspomnienia :happy:
  16. marboru

    Terento 2012

    Ehhh Piękna ta Marmolada i Dolomity...minęło kilka dni a ja już chciałbym tam wrócić... [video=youtube;TE_O6QYxvhg]http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=TE_O6QYxvhg
  17. Deska snowboardowa-narty, czyli transformer dla amatorów survivalu Survivor Split to deska, która zamienia się w narty. A to dopiero początek! Ludzie z Signal Snowboards wymyślili narzędzie i środek transportu po śniegu w jednym. Survivor Split umożliwia zjeżdżanie ze stoków na desce snowboardowej oraz poruszanie się po zaśnieżonych równinach na biegówkach. Do tego część tego Transformera może służyć jako łopata. Natomiast ostrze topora wysuwane z jednej z nart to już naprawdę argument za włączeniem deski do standardowego wyposażenia amatorów survivalu. Deska to jednorazowy projekt, ale testy w zimowym Kolorado powiodły się znakomicie. Z drugiej strony, wyglądały raczej jak niezła zabawa, a nie radzenie sobie z sytuacją zagrażającą życiu. Zdjęcia, filmik na: http://www.gizmag.com/survival-snowboard/21843/ Źródło: Onet.
  18. marboru

    Terento 2012

    Fanatyku, czytałem już gdzieś Twoją opinię w tej sprawie. Rozmawiałem z Maćkiem - dlatego też plan na przyszły Sezon jest już ustalony - będą to Trzy Doliny :happy: Wybór również dzięki Tobie, dziękujemy.
  19. marboru

    Terento 2012

    Jeszcze jeden krótki Filmik :laughing: ...miałem wstawić, do oceny w innym wątku :biggrin: ...no, ale jak takiego "Sztukmistrza", co na jednej nodze jeździ oceniać? :biggrin: [video=youtube;Dr4qW4i4TPo]http://www.youtube.com/watch?v=Dr4qW4i4TPo Arabba - "Pomarańczowa Droga".
  20. marcinn naklejki i jedna naszywka wysłana dzisiaj do Ciebie z moich zapasów, które dostałem od JC :happy: ...wypatruj listonosza :biggrin:
  21. marboru

    Terento 2012

    Filmik ze zjazdu Trasą numer 62 (ostatnia od strony Piculina) w La Villi (autor: Michał): [video=youtube;xZ8bAYhJWOQ]http://www.youtube.com/watch?v=xZ8bAYhJWOQ
  22. marboru

    Terento 2012

    Maciek właśnie sprawdziłem swój karnet... ...wczoraj były inne wskazania :eek: dlaczego? Nie wiem. Dzisiaj pokazuje: 261km łącznie przez 6 dni Najwięcej km w ostatni dzień - mamy takie samo wskazanie 52km. Największe przewyższenie miałem również najwyższe w ostatni dzień, i to samo co Ty 9093. Dodam, że tego dnia wyciągaliśmy się wyciągami 36 razy. ...a autokar, jak to autokar :wink: wyluzować się można i całą drogę przespać :happy: Za rok wstępnie, trzymamy się planu: "Trzy Doliny" i podróż do Francji.
  23. marboru

    Terento 2012

    Nie pary brakło, tylko ja nie umiem chociaż raz, się nie wywalić na wyjeździe :happy: Dobrze, że była to gleba na samym dole, bez prędkości...ot tak z niczego...w sumie na wesoło :biggrin: W drodze powrotnej zbyt wiele kontuzji...na trzy autokary, które się przepakowywały w Katowicach - trzy poważne urazy kolan :frown:: ...niestety same młode Dziewczyny - dwie w gipsie :frown:: Jazda po miękkim i kopcach, niestety do najłatwiejszych nie należy.
  24. marboru

    Terento 2012

    Dzień Ósmy i Dziewiąty. Niestety na skutek, nieporozumienia z Biurem Podróży i godziną wyjazdu, pożegnania Kronplatzu nie było :frown:: Po bardzo długim podróżowaniu, dotarliśmy do Polski. Szczęśliwi! To był fantastyczny tydzień :happy: PS. Johnny pewnie już szykuje relację...oj będzie mu ciężko, i pewnie potrwa to sporo - ok tysiąca zdjęć do przejrzenia :biggrin: Maćku dzięki bardzo za miłe towarzystwo, za całokształt.
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...