Krótka relacja z wyjazdu.
Droga tam 13,5 h. O 7 rano szóstego byłem pod kasami.
Ekipa zebrała się tak do 9. Zakup karnetów (oczywiście młyn z tym nieziemski).
Później miałem zamieszanie z wiązaniami i z nartami i wyszło na to, że jeździłem pierwszego dnia na tym:
http://www.skionline.pl/sprzet/?co=kolekcje_narty&id_grupy=672&id_modelu=1205
a padało tego dnia, że chocho. Więc warunki i narta zweryfikowały narciarza.
Po południu odzyskałem moje zabawki RX HF. Soczek skończył jazdę na dniu pierwszym po kontuzji kolana wielka szkoda.
Drugi dzień ładna pogoda ale tłoczno bo to sobota. Pod koniec dnia stwierdzam zero postępów w jeździe w stosunku do poprzedniego sezonu.
Dzień trzeci pada dużo świeżego śniegu opady i mała widoczność, ale idzie ładnie przez pierwszą godzinę do momentu wjazdu w zaspę. Bark stłuczony, lokiec3 sztywny od pasa w górę do dzisiaj i jeszcze pewnie kilka dni tak będzie. Pojeździłem 2 h z Berrym dużo mi to dało zwłaszcza świadomości co robi się nie tak i jak z tym walczyć. Choć z pewnymi rzeczami nie warto już walczyć (zdaniem Berrego).
Dzień czwarty. Ładna pogoda. Pomimo kryzysu narciarskiego. Trochę potestowałem nart. Opisy w innym wątku.
Dzień piąty. Na zmianę słońce i mgła zależnie od wysokości. Jeszcze godzina z Berrym dla utrwalenia. O 14 się zwinąłem coby trochę przez podróżą odpocząć.
Powrót do domu 14 h.
Droga tam i z powrotem wybraliśmy opcję przez Garmisch. Wariant lepszy niż przez Insbruck pod warunkiem braku śniegu w okolicach Garmisch. W środku zimy raczej słabszym kierowcom nie polecam tej drogi.
Ogólnie wyjazd jak najbardziej udany. Choć zakończenie zeszłego sezonu niejako bardziej rozwijało mnie narciarsko i to nie tylko moje zdanie.
Wiem gdzie leżą przyczyny tego stanu i nie bardzo chce mi się z tym walczyć. Przez to jazdy fun nawet nie popróbowałem. A po kontuzji to już nie było mowy.
Ale pierwsze koty za płoty.
Zdjęć i filmów brak, stwierdziłem że szkoda na to czasu. A z resztą tego już się nazbierało, że trudno połapać gdzie co było robione.
Pozdrawiam.