Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. Bończa

    Bończa

    VIP


    • Punkty

      6

    • Liczba zawartości

      3 473


  2. JC

    JC

    Administrator


    • Punkty

      6

    • Liczba zawartości

      16 751


  3. marczello

    marczello

    Użytkownik forum


    • Punkty

      6

    • Liczba zawartości

      913


  4. marboru

    marboru

    VIP


    • Punkty

      5

    • Liczba zawartości

      7 223


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 19.01.2011 w Odpowiedzi

  1. Powiem tak.Zdecydowałem się pojechac d Schladming , bo blisko od nas ( mniej niz 600km z granicy ). Po powrocie moje zdanie jest takie, że ... po co jeździć dalej ?W schladming i na 4berge http://www.4berge.at/ jest wszystko czego narciarz potrzebuje.Wg mnie jeden z lapiej zoorganizowanych ośrodków w Austrii. Spalismy w prywatnym pensjonacie Haus Emily http://web.deskline.net/dachstein/en/show_accommodation/DAC/9d1520ed-6cdd-4ec4-879b-f355ea03fc48/ . Po przyjeździe okazało sie ,że właścicielką jest Polka , mieszkająca od 13 lat , Sylwia. Miejsce to polecam , jest w bardzo dobrej lokalizacji w Schladming , warunki zakwaterowania rewelacja, podejscie włascicieli do klientów super.Pierwsza liga jak dla mnie.Na pewno tam wróce. Na nartach jeździeliśmy w sobotę i niedziele.Ośrodek jaknajbardziej nadaje się na weekendowy wyjazd. Sobota z rana to na dole opady deszczu , na górze śniegu.Od ok.10 godz. zaczęło pokazywac się słońce. Zdecydowalismy pojechać na prawą stronę osrodka, czyli Rohrmoos z Hochwurzen i Reiteralm. Objechalismy po tej stornie w sumie wszystko.Duzym minusem jest czas przedostania się z Schladming na Hochwurzen ( wolne wyciągi , duża odległość - to jedeny minus , ale da sie przezyć ).Super pozytywne wrażenia wywarł na mnie ośrodek ReiterAlm.Swietne długie , szerokie trasy , mało ludzi, fajna knajpa restauracja http://www.jagastueberl.at/ . Na Reiteralm , mogę polecić wszystkie trasy , zaczynając od czarnej 3a, czerwonej 3 , super 5 czerwonej , pucharowej 1 czerwonej, no wszystkie trasy wysoka półka. Niedziela to lewa strona 4berge , Planai i Hauser Kaibling. Z Planai świetna szeroka , równa jak stół prawie przez cały dzień czerwona 3.Fajna 5 i 12 czerwone oraz 1 czerwona. Przy dojeździe do Reiteralm, świetne czerwone 10 i 11.Generalnie niebieskich tras tam jak na lekarstwo , a te które sa oznaczone jako niebieskie czyli np 3 w Hauser , moglaby byc spokojnie jako czerwona. W samym Hauser Kaibling fajne trasy , oczywiście szerokie i bardzo dobrze przygotowane. W niedziele mimo temp +11 stopni na gorze trasy byly twarde i zmrożone. Tak,że nie ma co się obawiac ostatniej odwiliży , a do tego dzisaij tam mocno pada snieg. W 4berge warunki narciarskie zagrożone napewno nie sa. Podsumowując, 4 berge to kompleks zecydowanie nie dla początkujących. Schladming nieduże , bardzo ładne i ciekawe miesteczko z wieloma barami , dyskotekami.Dolna stacja na Planai robi wrażenie. Niestety zamknięta była czarna pucharowa 3.Jest zamknieta dla narciarzy , pilnują ją ochroniarze , a cąłe Schladming opklejone jest plakatami o przyszłotygodniowym slalomie nocnym. Zdecydowanie polecam Schladming i 4 berge. Zdjęcia : http://www.skionline.pl/forum/album.php?albumid=190 A odpowiadając SB - bardzo mi się podobało.
    6 punktów
  2. Ski Bachledova Zamieściłem zdjęcia z dzisiejszego dnia w Ski Bachledova. Nie trzeba dużo pisać, wystarczy popatrzeć. http://www.skionline.pl/forum/gallery/browseimages.php?c=9
    5 punktów
  3. Dzisiaj dałem sobie w palnik :eek: W miejscowości Soldeu, w której kwateruję, jest czarna trasa, która w przyszłym sezonie będzie gościć alpejski Puchar Świata. Jako, że jest stromo, jeździ po niej duuużo mniej osób niż po pozostałych stokach. Z powodu brzydkiej pogody (chmurki na niebie) postanowiłem dzisiaj nie uprawiać turystyki, tylko sprawdzi, czy uda mi się zajechać moje nogi przy okazji testując Fischer C-Line, rękawice Racer oraz kurtkę Rossignola. Trasa okazała się genialnie przygotowana. Sztuczny, zmrożony wyratrakowany stok, stał się areną testów mojego ekłipmentu
    3 punkty
  4. Wisła Nowa OsadaWarunki do jazdy niestety trudne, śnieg mokry (cukier) nawet rano, nie przymroziło przez noc. W kolejce nie było długiego czekania, ale już na trasie ze względu na dużą przepustowość krzesła ludzi sporo.Ogólnie jakiś przetarć, czy wystających kamieni nie widziałem, mam nadzieje że temperatura spadnie w końcu to będzie lepiej.Pozdrawiam
    2 punkty
  5. Ogólnie ośrodek jest dość nowoczesny. Oczywiście jest tu kilka starszych krzeseł, a nawet kilka orczyków. Ale te najczęściej są pozostałością ze starych lat.
    2 punkty
  6. http://demotywatory.pl/2579935/Czasami-mam-ochote
    2 punkty
  7. Johnny - co do wniosku zgoda tylko wydaje mi sie, że budujesz go na bardzo mocno wątpliwych fundamentach i dochodzisz bardzo zdradliwą ścieszką do właściwej konkluzji. Trochę to przerysuje by jasno to było widać. Zakładasz, że autem z elektroniką jeżdżą ludzie niedbale, byle jak, nie mają pojecia o jeździe i nie czują po czym i jak jadą, natomiast bez niej to świetni kierowcy z wyczuciem i wielkimi umiejętnościami co to zawsze hamulec puszczą w odpowiednim miejscu i może jeszcze nawet uzywają kierunkowskazów tak by inni wiedzieli co za chwilę uczynią a co w Polsce jest niesłychanie rzadkim przymiotem:D. Nie wiem co kietrowca robił w Q7, może gazetę czytał, moze gadał przez komórkę, pił kawę albo kochankę za kolano trzymał - do mnie ten przykład jako jakaś wykładnia czy coś typowego nie przemawia a sam bym mógł przedstawic setki odwrotnych o zachowaniu aut na sliskiej nawierzchni gdzie kluczowa będzie nie elektronika ale sprawa napędu, gdzie autem jednoosiowo napędzanym nawet z miejsca nie ruszysz bez ogromnych kłopotów bez względu na umiejętności (z całym szacunkiem:cool:) Co do wyjątków w działaniu - owszem, na pewno są, troche przypomina mi to jednak dywagacje młodzieńców co to przytaczają przykłady jak brak zapiętych pasów komuś tam życie uratował. Moje doświadczenie z dwóch wypadków jest takie, ze gdyby nie pasy to bym nie brał udziału w tej dyskusji. Co do ABSu to juz pisałem i nic więcej nie dodam, umiem hamować bez niego ale auta bez ABSu bym na dziś nie kupił - o ile wogóle takie sprzedają (może Tata Nano?) Przy szkoleniach na torze warunki nigdy idealne nie są, są one dużo gorsze i mniej przewidywalne niż na drodze, a to ze względu na specyficzny asfalt, a to ze wzgledu na nawiezione błoto na tor przez licznych delikwentów odwiedzających niespodziewanuie trawniki nie mówiąc już o jeździe zimą gdzie mamy normalne zimowe warunki jak na kiepskiej drodze. Nie wiem tez na czym budujesz opinię, ze bez elektroniki to wiesz po czym jedziesz a z elektronioką tylko "coś ci mruga" i nie wiesz, tego nie rozumiem. Jeżdżę na codzien autem "z i bez" i tego nie pojmuję. Jonny - nie wierzę też, że nigdy nie wjechałeś w wielką kałuże z predkością 100km/h, u nas w Pl jak nie znasz drogi a jedziesz podczas deszczu 100 to po prostu nie jest to możliwe. Sytuacje na kursach doskonalenia jazdy są kreowane - to oczywiste - ale uczą zachowań i odruchów i jasno pokazują jak bardzo ogromna większość kierowców ich nie posiada - i to nawet tych bardzo dobrych z wieloletnim doświadczeniem bo w zasadzie tylko z takiowymi sie tam spotykałem. To uczy pokory, trochę jak mocno zalodzona i wymuldzona traswa stroma, na które odkrywam, że jeszce duzo godzin musze spędzić na nartach by dać sobie 7:cool:
    2 punkty
  8. 16 długości... a nie przepraszam udo...a to nie wiem
    2 punkty
  9. kettenhund -Troszkę nie do końca się z tobą zgodzę, mi się osobiście nie udało na drodze publicznej wyczuć różnicy pomiędzy autem z Haldexem 3 generacji(nie wiem jakie teraz dają, na trojce moje doświadczenia się kończą) a autami ze stałym (Audi i Subaru), na pewno nie różnicę wynikającą z napędu. Dla mnie jest tam zupełnie inny problem, który mi uniemożliwia to sprawdzenia i tak naprawdę odczucie. Auta na haldexach jakimi jeździłem wszystkie były bardzo źle wyważone przez co jazda nimi w zakrętach tak by odczuć i wyczuć właściwości napędu była w zasadzie niemożliwa, dotyczy to zwłaszcza dizli. Haldexy na początku były dosyc toporne i działały ze sporym opóźnieniem, te współczesne są bardzo szybkie i naprawdę dają radę. Niestety takie systemy zakłada się w tzw wygodnych dupowozach, przeważnie bardzo ciezkich, kiepsko wyważonych z bardzo ciężkim przodem więc co tu porównywać. Zresztą źle wyważone i zbyt cięźkie auta z stałym napędem tez po zakrętach jadą do dupy, zwłaszcza te ze zwiększonym prześwitem lub dodatkowo dociążone półtonową hydrauliką. Jak wszędzie, zawsze coś za coś. Moim zdaniem haldex jest bardzo dobrym systemem do auta osobowego, całkowicie wystarczającym ale nie tak dobrym jak napęd stały.
    1 punkt
  10. W sklepach za podstawowe produkty zapłacisz tylko troszkę więcej niż u nas. Za jedzenie na stokach trza już wypłacić europejsko, jednak często warto. Jak wiadomo włoskie specjały są wyśmienite, a knajpy na stokach mają standard praktycznie restauracyjny. Co do warunków, to byłem po 20-tym marca zeszłego roku. Rano zmrożone, od 11-12 kiedy słoneczko opierało się na stokach było już troszkę miękko, a na stromiznach robiły się duże muldy. Domyślam się że jedziesz na 'freeski'. Spodziewaj się dużej ilości rodaków i temperatur około +5stopni w ciągu dnia. Miłego :-) Jeszcze wracając do jedzenia. Jeśli jesteś typem oszczędnika, tudzież "normalnie" zarabiającym polakiem, proponuje zapakować z Polski jedzenia ile się da :-) ale oczywiście polecam spagetti na stoku, tudzież pizze wieczorem w knajpie. ps. my mieliśmy 500kg Lecha z PL :-)
    1 punkt
  11. Nie zakładam,że autami naszpikowanymi elektronikom jeżdżą wyłącznie ci mniej utalentowani.Przecież nie stan portfela decyduje o umiejętnościach. Natomiast wydaje mi się,że elektronika jakby "izoluję" kierowcę od czynników zewnętrznych,co budzi złudne poczucie bezpieczeństwa.Tak stwierdził m.in. mój ojciec,zwłaszcza po jednym z groźniejszych poślizgów - nie zdawałem sobie sprawy jak jest ślisko.Dodam jednak,że w sumie mimo wszystko chwali sobie te wszystkie systemy.Sam nie wiele miałem okazji pojeździć takimi furami,więc może zbyt sceptycznie podchodzę do tych nowinek. Przykład Audi oczywiście można podważyć,choć widziałem,że gość ruszał.Może w między czasie,jak wspomniałeś,coś tam mantrował... Zgodzę się,że napęd 4x4 na pewno w 99% będzie zdecydowanie lepszy,wystarczyło mi widzieć,jak mnie Figo łyknął po jednym ze spotkań. Opinię buduję na tym co słyszę od znajomych i rodziny,oraz na tym co czasem przeczytam.Być może jest tak,że zwracam uwagę na negatywne przypadki,a te pozytywne gdzieś tam ulatują z pamięci. Dochodzę do wniosku,że muszę pojeździć trochę takim autem w ekstremalnych warunkach,wtedy może docenię bardziej te wszystkie wynalazki.ABS mnie czasem wkurza,ale przy większej prędkości czasem doceniam jego działanie. Chyba skorzystam z propozycji SB i się karne przy okazji WZF-u. Sławek,ale masz autocasco?
    1 punkt
  12. Jedno z miejsc okrytych tatrzańską legendą to Pyszna. Górne piętro Doliny Kościeliskiej wypełnia olbrzymi kocioł Hali Pysznej, świetny teren narciarski, naturalne boisko, gdzie wprawny narciarz hula ile dusza zapragnie, a początkujący ćwiczyć może ewolucje na rozmaitych stromiznach i w najrozmaitszym terenie. Dolne piętra roją się od bul, żlebików, rynien, grzęd od łagodnych do wcale stromych, zwanych ogólnie Siwymi Sadami. Szczególnie pod wiosnę, gdy nigdzie na tej wysokości niema już śniegu, w kotle tym, nawet w końcu maja, zetknąć się możemy z legendarnym firnem, w pełni jego majestatycznej okazałości... Na samej Hali Pysznej, na granicy lasu, stoi schronisko Sekcji Narciarskiej Pol. Tow. Tatrzańskiego. Prowadzi do niego z Hali Smytniej ... droga leśna, zamknięta dla pojazdów... Józef Oppenheim. Pyszna -„narciarskim Eldorado” Górne piętro Doliny Kościeliskiej wypełnia olbrzymi kocioł Hali Pysznej, świetny teren narciarski, naturalne boisko, gdzie wprawny narciarz hula ile dusza zapragnie, a początkujący ćwiczyć może ewolucje na rozmaitych stromiznach i w najrozmaitszym terenie. Dolne piętra roją się od bul, żlebików, rynien, grzęd od łagodnych do wcale stromych, zwanych ogólnie Siwymi Sadami. Szczególnie pod wiosnę, gdy nigdzie na tej wysokości niema już śniegu, w kotle tym, nawet w końcu maja, zetknąć się możemy z legendarnym firnem, w pełni jego majestatycznej okazałości... Na samej Hali Pysznej, na granicy lasu, stoi schronisko Sekcji Narciarskiej Pol. Tow. Tatrzańskiego. Prowadzi do niego z Hali Smytniej ... droga leśna, zamknięta dla pojazdów... Józef Oppenheim. Legendarna Pyszna... Pyszna – legendarny rezerwat w górnych partiach Doliny Kościeliskiej, zawieszony u stóp Błyszcza z Bystrą i Kamienistej. Dzisiaj prawie, że pusty, czasem tylko przemknie przezeń „On” - niedźwiedź brunatny lub jeleń przebiegnie zarastającą coraz bardziej pyszniańską percią. Kiedyś prowadziły tędy szlaki przemytników nafty na Węgry, potem w czasie II wojny światowej szlaki kurierów tatrzańskich. Jeszcze wcześniej Pyszna stała się narciarskim Eldorado, ulubionym chyba miejscem zakopiańskiej, narciarskiej ferajny. Potem w ramach TPN Pyszna stała się ścisłym rezerwatem przyrody. Kiedyś nie było tu jednak pusto, w czasach pionierskich polskiego, a zwłaszcza zakopiańskiego narciarstwa, było tu gwarno, na Pysznej rozgrywano zawody narciarskie, stąd ruszali w góry Zaruski, Kaleński i Oppenheim. wreszcie powstało tu miejsce, które przyciągało silnym magnesem dawnych narciarzy - schronisko na Pysznej. Ma więc Pyszna swoją własną historię, przebogatą i niesłychanie barwną, jak niewiele innych tatrzańskich dolin. Stare schronisko wieczorami trzęsło się od dowcipów opowiadanych wśród narciarskiej braci, rankiem pustoszało, gdy „wyrypiarze” szli w góry. Na zdjęciu z 1911 r. schronisko przypomina głaz zasypany wielometrową warstwą śniegu. Kariera Pysznej zbiegła się z początkami zakopiańskiego narciarstwa. W 1907 roku powstał Zakopiański Oddział Narciarzy Towarzystwa Tatrzańskiego (ZON TT), jeden z pierwszych klubów narciarskich w Galicji, założony przez Zaruskiego, Barabasza i Karłowicza. Jedną z form działalności klubu było zagospodarowywanie szałasów na zimę. Z czasem szałasy zmieniły się w pierwsze tatrzańskie schroniska. Wtedy właśnie wzrok „wyrypiarzy” zwrócił się w stronę starego szałasu pasterskiego na Pysznej. Okoliczne tereny, wielki pyszniański kocioł, rozległe „bule” Siwych Sadów, nęciły długimi zjazdami i pierwszymi wejściami. Dlatego też w 1910 r. ZON TT wydzierżawił szałas na schronisko na lat 99. O starym schronisku pisał w sposób niesłychanie ciepły jego wierny miłośnik, Józef Oppenheim: Zachodził tam narciarz, zabrawszy klucze z dworca PTT w Zakopanem, zaglądał chyłkiem góral-kłusownik, dorobionymi korbami otwierając sobie mroczny przybytek. Na pryczach tańczyły myszy, piec dymił niemiłosiernie, zimno wciskało się wszelkimi porami starego szałasu, nie mniej jednak narciarze szaleli za Pyszną. Bytowali tam czasem i tygodniami, odcięci od świata, zawieszeni między niebem a ziemią u stóp Kamienistej i Błyszcza. W księdze starego schroniska, leżącej na zatłuszczonym stole, widniały podpisy ilustrowane rysunkami, opisy przygód żywota narciarskiego najpierwszych adeptów białego szaleństwa: Zaruskiego, Lesieckiego, Lorii, Żuławskiego oraz ich następców. Na pryczach, gdzie zasadniczo było miejsc na osób 10, sypiało i 20 pod dwoma kocami. Niesprawdzona wieść niosła, że wytrawne narciarki a la Irenka Domaniewska, piekły tam baumkucheny, które narciarze ku pokrzepieniu wynosili z sobą na Ornak, czy Siwe Sady - Bóg jeden wie, co tam się działo i nie działo, ale narciarze przez ćwierć wieku istnienia schroniska na Pysznej ciągnęli do niego jak do raju. Jak Byrcyn z Krzeptowskim zjeżdżali z Pyszniańskiej Przełęczy Tutaj zaczynały się “wyrypy narciarskie”, tutaj robiono sobie różne kawały, a humor był nieodłącznym składnikiem dawnych wypraw narciarskich. Kiedyś na Przełęcz Pyszniańską podchodziło ze Słowacji dwóch znanych zakopiańskich przewodników i ratowników, Józef Krzeptowski i Stanisław Gąsienica Byrcyn, a o ich przygodzie opowiedział mi znany przewodnik tatrzański, Józef Pitoń. Na przełęczy Byrcyn powiedział stanowczo do Józefa Krzeptowskiego - Kolego! Zdejmiemy tu narty, zejdziemy dołu, bo tu często jest lód. Józek Krzeptowski Ujek na to: - Stasku! Nie bedziemy zdejmować nart. Jo mom lepse narty, pojade dołu i jak by był lód, to ci krzykne! Rzeczywiście Byrcyn miał stare narty – jesionki - na których po lodzie jeździło się źle. Zgodził się więc, by Józek jechał pierwszy. No i ten pojechał. Skręca raz, drugi, lód na stoku taki, że aż narty kiełzły po śniegu. Ale Ujek postanowił zrobić Byrcynowi dowcip i woła: - Stasku jedźcie! lodu nima, ino się dobrze pochylcie do stoku! Byrcyn pojechał, rozpędził się, stracił kontrolę nad nartami i wreszcie fiknął na lodzie kozła i ino zesuściało i już jechał na plecach dołu. Wreszcie po kilkuset metrach zatrzymał się. Józek Krzeptowski podjechał do niego i mówi: - Stasiu ! Nic ci się nie stało? A Byrcyn nic, bez dwa tyźnie się do Józka nie odzywał, ale kawał był przedni. Dojście do Pysznej i jej skarbów też nie było łatwe. Z Dworca Tatrzańskiego od Ignacego Bujaka zabierano ciężkie, ważące kilka kilogramów korby, potrzebne do otwarcia schroniska, a potem wchodziło się w pyszniański las. Jak pisali autorzy "W stronę Pysznej" czasem korby nie puszczały i towarzystwo siedziało przed schroniskiem i z pół godziny, zanim udało się wreszcie wejść do środka. Warunki były spartańskie, ale nikomu to nie przeszkadzało. Sam Zaruski skonstruował na potrzeby starego schroniska specjalny prysznic, a gdy wybudowano dla narciarzy wygódkę, to narciarze mówili, "że OO pod dachem to nie wygódka, ale prawdziwy miód w gębie". Z czasem towarzystwo dorobiło się piły, siekiery i garnka (ponoć był dziurawy). Jednak dobytek Pysznej, zgromadzony z tak wielkim trudem przez narciarzy wyparowywał ze schroniska w tempie zaiste kosmicznym. To zginęła łopata, kiedy indziej wiadro na wodę, szafka z jedzeniem itd., ostał się tylko dziurawy garnek, którego z wiadomych względów nikt nie chciał ukraść. Dlatego w 1936 zarząd SN PTT (dawniejszy ZON) podjął słuszną decyzję o otwarciu schroniska przez cały rok. Zresztą nowe schronisko w niczym nie przypominało dawnego szałasu, dobudowano kilka izb, narciarnię i suszarnię, słowem powstało ładne schronisko. Czytamy w protokołach SN PTT: Sprawozdanie ze schroniska i jego rozbudowy na Hali Pysznej. Zarząd przeprowadził znaczną rozbudowę schroniska i wyposażył je należycie w inwentarz. Wykonano następujące roboty: rozszerzono salę jadalną o 3m, dzięki czemu ma ona dziś wspaniały wygląd i odda w razie potrzeby wielkie usługi w zakresie noclegów. Dobudowano pokój dla zarządu , oddzielne pomieszczenie dla służby, pokój dla nadleśnictwa państwowego, powiększono umywalnię, stwarzając oddzielną ubikację dla pań i dla panów. Pomyślano i wykonano pralnię i suszarnię, magazyn, urządzono należycie klozety, wybrano studnię na 7m, z której przeprowadzono wodociąg do kuchni.... Roboty w b. r. około schroniska wyniosły kwotę zł: 8700. Wzbogacono także wyposażenie schroniska: o 30 koców, 20 poduszek pierzanych, gaśnicę itd. Schronisko miało być wyposażone w oświetlenie gazolinowe, które miało wykonać firma Bedrich z Bielska. Oświetlenie to wykonano do grudnia 1936 r. Otwarcie odbyło się 13 września 1936 r. W protokołach SN PTT czytamy: Uroczystość odbyła się w poważnym nastroju. Przed odsłonięciem tablicy z nazwaniem schroniska im. Władysława Strzeleckiego przemówił dyr. Malicki, poczem odbył się skromny obiad, wycieczka pod Przełęcz Pyszniańską i powrót autobusami do Zakopanego. Warto dodać, że w roku 1938 kierownikiem schroniska został znany narciarz, Stanisław Marusarz. To kolejna z legendowych postaci Pysznej. Pożółkła księga schroniskowa... Na stole schroniska znajdowała się księga pamiątkowa, pełna interesujących wpisów i anegdot. Na pierwszej stronie czytamy: Księga pamiątkowa schroniska na Hali Pysznej im. Władysława Strzeleckiego. Uprasza się P.T. turystów o umieszczanie w księdze swych uwag, rysunków, itp. na możliwym poziomie literackim , artystycznym. Uprasza się również nie wydzierać kartek. Zarząd SN PTT. Oto 10 przykazań dla tych, którzy dotrą na Pyszną: 1. Nabrać dużo powietrza w płuca, gdyż w pokojach jest go mało 2. Nie stukać, nie pukać, nie jeść ( w pokojach naturalnie), nie pluć, nie kasłać, nie kichać. 3. Nie chrapać, nie "sapać" 4. Nie chodzić (gdyby zaszła potrzeba to boso) 5. Nie bić się i nie wymyślać 6. Nie wchodzić do schroniska na głowie!! 7. Nie kraść, nie "buchać" 8. Wchodząc do schroniska zameldować się koniecznie ( imiona prababki, babki i dziadków) 9. Nie zapomnieć skądeś przybył 10. Ile razy do roku spowiadasz się i gdzie wyjeżdżasz, jakie masz zamiary na przyszłość. Księga schroniska zawierała też ciekawe wiersze. Oto próbki "pyszniańskiego humoru": Mkną tłuste dziewoje, I wymokłe śledzie, Sam pan Jastrzębowski, Dziś na nartach jedzie. Koniec dawnej Pysznej i czar wspomnień... Ostatni zapis schroniskowej księgi nosi datę 30 stycznia 1939 r. Później księga znalazła się w zbiorach SN PTT, przetrwała tam wojnę i jest dokumentem chwili, mówiącym o pionierskich, niezwykle barwnych czasach zakopiańskiego narciarstwa. Przeżyła nawet schronisko. Pod koniec wojny, w styczniu 1945 r. Niemcy rozpoczęli walki z partyzantami radzieckimi ukrywającymi się w górnych partiach Doliny Kościeliskiej. Jeden z pocisków zapalił schronisko i w ten sposób dopełnił się los Pysznej. Czy pamiętasz ? Małe schronisko w Dolinie Zuberskiej tak bardzo przypominało dawną Pyszną... Ile minęło lat? Trzydzieści, czterdzieści... Chwila i będzie tych lat jeszcze więcej. Pyszna jest obecnie rezerwatem zamkniętym dla narciarzy i turystów. Dawna sława i magia tego miejsca przeminęły, ale chociaż częściowo trwa jednak w opowieściach, publikacjach i pożółkłej książce schroniskowej... Na zdjęciach galeria fotografii z wyprawy na Błyszcz, ale nie przez Pyszną, tylko od słowackiej strony. Mogliśmy z Maćkiem spojrzeć na Pyszną z Góry. Wycieczka była z gatunku tych, o których łatwo się nie zapomina. Długi zjazd z Błyszcza po wymarzonym firnie, z myślami dawnej o Pysznej w głowie, był jednym z najpiękniejszych jakich udało się mi dokonać w Tatrach Zachodnich, dlatego jego opis zamieściłem w przewodniku „Tatry - przewodnik ski-turowy”, chcecie, to poczytajcie... Pyszna to bowiem jedno z magicznych, tatrzańskich miejsc, o których historii przecież warto powspominać... mimo, że zielone tablice zabraniają nam dzisiaj wejścia do Raju. Raju, niestety utraconego. Źródło: Watra.
    1 punkt
  13. Powtarzamy temat!!! Panie Mariuszu musimy bardziej śledzić tematy poruszane na forum. 30-05-2008 godz.22:04 Wątek Pierszy zjazd z Kasprowego Wierchu 21-12-2010 godz.19:07 jest o samej ,,Pyszna "-czyli to i owo o narciarskim ,,Eldorado" http://www.skionline.pl/forum/showthread.php?p=115938#post115938
    1 punkt
  14. No tak Jacku 50km tylko doskonale wiesz jak wygląda komunikacja między Pyrzowicami a Katowicami a raczej jej brak jeden autobus i super drogie taksówki? Na JFK w NYC też jest daleko do centrum manhattanu ale masz airtrain do stacji metra a poźniej już jedziesz jedną nitką do Penn Station albo Grand Central i zajmuje to ok godzinki cała podróż ok 1.40 i to tez jest długo. Tylko jak wytłumaczyc ludziom którzy wysiadają na dworcu PKP i chcą się dostać na lotnisko ze najlepiej jechac......własnym autem bądz jak kogoś stać taksówką która nota bene kosztuje niewiele więcej od autobusu który jeździ co godzine bądz busików- mówię busików bo one malutkie są jak dla mnie komunikacja pyrzowice katowice powinna być zdecydowanie poprawiona
    1 punkt
  15. SB - każdy ma prawo do swojej oceny, Ośrodków Narciarskich, Ofert Biur Podróży...można się z tym zgodzić, bądź nie. Kontrowersyjny artykuł stanowi doskonałą okazję do wymiany poglądów, dyskusji. Można się zgadzać, lub nie. Ale używanie słowa: "nieprawda" jest poważnym zarzutem i należałoby ważyć słowa. Dla mnie osobiście: prawda, nieprawda jest czymś czarnym, bądź białym gdzie nie ma miejsca na dyskusję... W tym temacie miejsce na dyskusję jest.
    1 punkt
  16. Zapraszam do lektury: http://www.infoski.pl/index.php?ct=info&p1=an&p2=osrodek
    1 punkt
  17. Tak miałem w Rawce, zupełnie nie udany system w tym samochodzie pracuje, nigdy nie było wiadomo czy zadziała, a jak zadziała to co zrobi, generalnie porażka, natomiast w Avensisie super działa i można go wyłączyć. Tu ja się nie zgodzę z Tobą Maćku, Dam Ci się przejechać jak będzie śnieg na drodze. Szybciej dowiesz się w samochodzie z elektroniką że jest ślisko niż w takim bez i to nawet nie kwestia kontrolki która zamruga, tylko ingerujący system w układ jezdny powoduje delikatnie.... szarpnięcia, nie wiem jak to wytłumaczyć, ale to czuć po prostu że coś Ci pomaga.
    1 punkt
  18. Oj Ty jak dziecko! My o jednym Ty o drugim Nikt tu nie pisze czy do Andorry można pojechać taniej. Piszemy o konkretnej ofercie za określone pieniądze a nie o tym czy można pojechać taniej Można z niej skorzystać lub nie ale nie bardzo widzę sens pisania ze jest kiepska bo podobnej oferty do Andorry poprostu nie ma
    1 punkt
  19. nie no standardowo w centymetrach w obwodzie :eek:
    1 punkt
  20. Ot, taki dwuminutowy filmik o zastosowaniu kamery w różnych dziwnych, ludzkich sportowych, ekstremalnych pasjach... ...obraz Surfera, którego nakrywa fala...wow [YOUTUBE] [/YOUTUBE]
    1 punkt
  21. A po co udo do czego to ? Nie lepiej ptaszki odrazu?
    1 punkt
  22. Mam takie ustrojstwo w swoim aucie, nie da się cholerstwa wyłączyć, jak chcę sobie nim na parkingu czy placu (pustym) pokręcić tzw bączki to auto po wykonaniu pierwszego półobrotu po prostu kompletnie traci moc i zmula, staje i jest po zabawie. Dlatego do tego celu biorę auto żony, ono nie ma żadnej elektroniki i można nim fajnie się pokręcić, polatać bokiem itp. Super miejscem do tego są puste parkingi pod ośrodkami narciarskimi w Alpach, zjeżdżam ostatni z trasy, parking pusty i ogromny, fajnie zaśnieżony, można się pobawić. Niemniej do wożenia rodziny zdecydowanie wolę swojego sprzęta skażonego elektroniką bo jest po prostu dużo bezpieczniejszy i mniej uciązliwy, w jeździe codziennej nawet w trudnych warunkach nie zmusza mnie bym udawał jakiegoś Solberga bo to męczące i przeważnie kiepsko wychodzi zwłaszcza na drodze publicznej; a co do opinii, że lepsze są bez elektroniki itp to niestety to mi przypomina trochę filozofię Indian, że ich dymne sygnały lepiej dzialają niż telefon czy telegraf. To niestety nie ma żadnego pokrycia w rzeczywistości i w zwykłej cywilnej jeździe, którą często kierowca prowadzi rutynowo. A juz kuriozalna jest opinia porównująca działanie hamulców z ABSem i bez. Mialem kilka szkoleń na torze, byłem fascynatem jazdy i różnych tego typu zajęć, wynajmowaliśmy tor, instruktorów itp , różne rzeczy przerabialiśmy, było porównanie dzialania auta z ABSem i bez i wynik jest miażdżący. Dodam jeszcze, że przy takich testach z instruktorem oraz nauki hamowania awaryjnego wychodzi, że ponad połowa kierowców w ogóle nie umie tej prostej czynności wykonać za pierwszym razem w sytuacji gdy jest do tego przygotowana. Przy hamowaniu z omijaniem przeszkody na suchym większośc ludzi w aucie bez ABSu ładowała się w tą przeszkodę, na mokrym w zasadzie wszyscy. Dopiero po kilku próbach to wychodzi a to są sytuacje spodziewane, gdy człowiek wie co będzie robił, zero zaskoczenia. W aucie z ABSem większość ludzi hamuje i mija przeszkodę przy pierwszej próbie. Auto bez elektroniki jest fajne do zabawy, daje dużo przyjemnosci ale tak naprawdę w wielu sytuacjach wymaga bardzo dużych umiejętności.
    1 punkt
  23. Najtrudniejsza trasa Moim zdaniem najtrudniejsza trasa to stok na Leskowcu powstały x lat temu. Jest tam wyciąg typu wyrwirączka (lina do której trzeba się zaczepić specjalnym kluczem), jedynym ratrakiem są narty (rytualne uklepywanie stoku własnymi nogami), nachylenie góry coś jak golgota a dodatkowo gdzie nie gdzie muldy, które są nawet w lecie (jakiś krzak borówki odrósł głaz ok 1m wysokości). Więcej możecie zobaczyć tu: [YOUTUBE] [/YOUTUBE]
    1 punkt
  24. Jak podróżować z nartami? Sezon narciarski w pełni. Jeśli planujemy szusować za granicą, warto zawczasu zapoznać się z zasadami przewozu nart, przyjętymi przez poszczególne linie lotnicze. Choć większość przewoźników lotniczych zgadza się co do definicji sprzętu narciarskiego, reguły i koszty przewozu nart czy desek snowboardowych w poszczególnych liniach lotniczych są bardzo zróżnicowane. Sprawdźmy zatem, kto przewiezie nam narty za darmo, a kto każe nam za to słono zapłacić. Planując podróż z nartami pamiętajmy, że istnieją dodatkowe formalności i opłaty z tytułu przewozu sprzętu sportowego w luku bagażowym. Aby mieć pewność, że wszystko zostanie załatwione jak należy, warto powierzyć te kwestie konsultantom naszego Call Center, którzy w imieniu podróżnych wykonają odpowiednie zgłoszenie - dodaje. Tanie linie lotnicze Wybierając tańszych przewoźników powinniśmy liczyć się z faktem, że z wszelkimi niestandardowymi usługami, takimi jak choćby przewóz sprzętu narciarskiego, związane będą dodatkowe wydatki. Decydując się na lot z Ryanairem będziemy musieli wykupić dodatkowe miejsce na sprzęt sportowy w luku bagażowym za 40 euro w jedną stronę (około 155 złotych). Warto przed podróżą skorzystać z pomocy telefonicznych konsultantów, bo za zgłoszenie nart na lotnisku zapłacimy o 10 euro więcej. Nasz sportowy ekwipunek powinien zmieścić się w limicie 20 kilogramów – inaczej zostanie nam naliczona opłata za nadbagaż w wysokości 20 euro za każdy dodatkowy kilogram. Podobnie jest w przypadku linii Easy Jet, gdzie przewóz nart będzie kosztował nas nieco taniej – 120 złotych. Zgłaszając zamiar podróży z nartami na infolinii, oszczędzimy czas i pieniądze, bowiem załatwiając formalności na lotnisku wydamy o 50 złotych więcej. Warto także wiedzieć, że EasyJet przyjął zasadę, zgodnie z którą ogólna waga bagażu rejestrowanego – w tym naszych „desek” – nie może przekroczyć 32 kg. U kolejnego popularnego taniego przewoźnika – Wizz Air – podróż ze sprzętem narciarskim kosztuje dodatkowe 136 złotych. Jak łatwo się domyślić, jeśli zjawimy się z nartami na lotnisku zapłacimy za tę samą usługę 180 złotych. Podobnie jak u EasyJet, sprzęt narciarski będziemy musieli zmieścić w 32-kilogramowym limicie bagażu rejestrowanego – w przeciwnym przypadku czekają nas dość wysokie opłaty za nadbagaż. W podróż liniami Norwegian możemy zabrać ze sobą sprzęt narciarski ważący maksymalnie do 15 kilogramów. Za jego przewóz zapłacimy 24 euro (nieco ponad 100 złotych). Tradycyjne linie lotnicze W przypadku tradycyjnych przewoźników, sprzęt narciarski najczęściej można przewieźć bezpłatnie, choć w ramach limitu dopuszczalnego bagażu. Niektórzy przewoźnicy przygotowali jednak specjalne oferty na sezon zimowy i wybrane kierunki. Linie AirBerlin na czas ferii przygotowały znaczne udogodnienia dla narciarzy. W okresie do 30 kwietnia 2011 roku dla wszystkich lotów AirBerlin z/do Monachium, Austrii i Zurychu sprzęt narciarski ważący do 30 kilogramów przewieziemy zupełnie bez opłat. Bardzo korzystne dla pasażerów rozwiązanie proponuje także niemiecka Lufthansa. Rezerwując bilety tej linii, w klasie turystycznej można, nie ponosząc żadnych dodatkowych opłat, nadać na bagaż jedną parę nart, niezależnie od standardowo nam przysługującego limitu 23 kg na bagaż rejestrowany. Naprzeciw oczekiwaniom narciarzy wychodzą również linie Alitalia i LOT Charters, które na wybranych kierunkach udostępniają dodatkowe, bezpłatne limity wagowe na sprzęt sportowy. Do 20 stycznia we włoskich liniach trwa promocja do Turynu, Bolzano, Mediolanu, Bergamo, Parmy i Werony – przy zakupie biletów na te trasy, przewóz nart i snowboardu jest całkowicie darmowy. Warunkiem jest rozpoczęcie podróży najpóźniej do 31 marca 2011. Z kolei LOT Charters na kierunkach „narciarskich” – Grenoble i Weronie, proponuje pasażerom bezpłatny przewóz nart w myśl zasady „5-10-16”: 5 kg bagażu podręcznego, 10 kg sprzętu oraz 16 kg bagażu rejestrowanego (można zamieniać proporcje – np. 16 kg sprzętu, 5 kg bagażu podręcznego i 10-kilogramowa walizka). Pozostali przewoźnicy rzadko ułatwiają narciarzom podróżowanie. Większość z nich nie proponuje dodatkowego limitu na sprzęt, a jedynie umożliwia jego bezpłatny przewóz w ramach bagażu rejestrowanego. Czynią tak na przykład linie Iberia czy Swiss, które nie naliczą nam dodatkowych opłat, jeśli narty zmieścimy w limicie odpowiednio 23 i 20 kilogramów. Zasadę taką stosuje także polski LOT na rejsach rozkładowych, gdzie limit bagażowy wynosi 20 kilogramów. Podobnie jest w Air France/KLM – tu musimy „zmieścić się” w 23 kilogramach i pamiętać o zgłoszeniu nart na 48 godzin przed odlotem. Biorąc pod uwagę, że cały sprzęt narciarski waży zazwyczaj około 15 kg, pozostanie nam niewiele miejsca na pozostałe bagaże, np. walizkę z ubraniami czy kosmetykami, dlatego powinniśmy się liczyć z nieuchronnymi dopłatami za nadbagaż. Źródło: WP
    1 punkt
  25. W cyklu wspomnień narciarskich Legend, dzisiaj krótkie wspomnienie Narciarza i Artysty... ...wielu Ludzi zna to imię, to nazwisko...a tak naprawdę nie wie nic więcej - stąd Post traktujący o Mieczysławie Karłowiczu, który swoje życie zostawił w Górach pod lawiną. Karłowicz, urodzony na historycznej Litwie jako syn Ireny z Sulistrowskich i Jana Aleksandra Karłowicza, wybitnego etnologa i językoznawcy, spędził na wsi wczesne dzieciństwo do szóstego roku życia. W 1882 rodzina Karłowiczów sprzedała majątek i zamieszkiwała początkowo w Heidelbergu, potem w Pradze i w Dreźnie, by ostatecznie w 1887 osiedlić się w Warszawie. Mieczysław, od dzieciństwa wychowany w muzycznej atmosferze, od siódmego roku życia pobierał naukę gry na skrzypcach. W czasie pobytu w Pradze i Dreźnie miał też okazję zapoznać się z muzyką symfoniczną i operą. Po osiedleniu w Warszawie kontynuował naukę gry na skrzypcach, równocześnie studiując harmonię. Obok nauki gry i kompozycji Karłowicz studiował na Uniwersytecie Warszawskim nauki przyrodnicze, a następnie filozofię w Berlinie. Już w czasie studiów rozpoczął komponowanie. Zajmował się także publicystyką muzyczną. Po powrocie do Warszawy w 1901 ukończył studia. W 1903 w ramach Warszawskiego Towarzystwa Muzycznego założył orkiestrę smyczkową. Skomponował 33 utwory muzyczne od pieśni po koncert i symfonię. Mieczysław Karłowicz przyjechał po raz pierwszy do Zakopanego jako 13-letni chłopiec w lipcu 1889 r. Zakopane i Tatry zafascynowały go do tego stopnia, że w końcu zamieszkał pod Giewontem, aktywnie angażując się w sprawy górskie. Bez przesady można zaryzykować stwierdzenie, że Mieczysław Karłowicz nie potrafił żyć bez gór. W Tatry chodził bardzo często samotnie, jednak większość trudnych wycieczek skalnych odbył z przyjaciółmi. Zdarzyło mu się też prowadzić wycieczkę panien na szczyt Giewontu. Zimową działalność narciarską Karłowicza charakteryzowały rozmach i chęć zdobywania na nartach coraz trudniejszych szczytów. 23 stycznia 1908 r. wraz z Romanem Kordysem dokonał pierwszego zimowego wejścia na szczyt Kościelca (częściowo w rakach). Następnego dnia, częściowo na nartach, pokonał trasę: Hala Gąsienicowa - Dolina Pańszczycy - Krzyżne - Wołoszyn, gdzie taternicy dotarli w rakach - Krzyżne - Dolina Pańszczycy - Hala Gąsienicowa. Były to jedne z pierwszych w świecie polskich narciarzy i taterników poważne wyprawy, łączące użycie nart i raków w zimowej wspinaczce. 15 lutego tego samego roku, ponownie z Kordysem, Mieczysław Karłowicz stanął po całodniowej wycieczce narciarskiej na wierzchołku Żółtej Turni. Pod koniec lutego 1908 r. wziął udział w prawdziwej "wyrypie" narciarskiej, jak w jego czasach nazywano najpoważniejsze przejścia narciarskie - razem z Kordysem i Mariuszem Zaruskim pokonał na nartach trasę: Hala Gąsienicowa - Liliowe - Dolina Wierchcicha - Zawory - Dolina Hlińska - Koprowa Przełęcz - Popradzki Staw - Szczyrbskie Jezioro. Biorąc pod uwagę trudność tej trasy i jej długość trzeba przyznać, że Karłowicz był dobrym narciarzem i pojętnym uczniem kursów, organizowanych przez Zakopiański Oddział Narciarzy Towarzystwa Tatrzańskiego. Wspólnie z Zaruskim zdobył wiosną 1908 r. też szczyty reglowe Kopieńców, tak że sezon zimowy 1908 r. był dlań niesłychanie udany. Karłowicz nie dzielił Tatr na miejsca ładniejsze czy brzydsze. Starał się poznać i odwiedzić wszystkie ich zakamarki. Jak pisał Świerz: "Nikt też ze współczesnych Karłowiczowi nie dorównał ilością zwiedzonych wierchów i turni w Tatrach". Sporo też w Tatrach fotografował. Jego dwa aparaty fotograficzne znajdują się w zbiorach Muzeum Tatrzańskiego. Zimę 1908/09 r. rozpoczął Karłowicz od wycieczek z kursem narciarskim ZON do Czarnego Stawu Gąsienicowego i na Kasprowy Wierch. 10 stycznia wspólnie z Kordysem wszedł na nartach na Goryczkową Przełęcz. 8 lutego, mimo dużego zagrożenia lawinowego, wybrał się na nartach na Halę Gąsienicową. Po chwili odpoczynku w schronisku wyruszył z aparatem fotograficznym w stronę Czarnego Stawu w swoją, jak się później okazało - ostatnią drogę. Kilkadziesiąt godzin później na Hali Gąsienicowej był z ratownikami góralskimi Mariusz Zaruski. To, co zobaczyli przeraziło ich: ślady nart Karłowicza gubiły się w śnieżnych bruzdach ogromnej lawiny i nie wychodziły z jej drugiej strony! Po wielogodzinnych poszukiwaniach odnaleziono ciało artysty - jako pierwszy znalazł je Jan Pęksa, ratownik TOPR. Ku pamięci tego tragicznego zdarzenia z 8 lutego 1909 r., na głazie granitowym przy ścieżce do Czarnego Stawu, w miejscu, gdzie zginął, wyryto napis: "Non omnis moriar - nie cały umarłem". Pamięć o Mieczysławie Karłowiczu, wielkim romantyku Tatr, wciąż trwa dzięki jego muzyce, fotografiom, artykułom publikowanym na łamach "Taternika". Żył krótko, ale zgodnie z najważniejszymi dla niego wartościami: miłością do muzyki i gór. Kamień Karłowicza foto: http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Kamie%C5%84_Kar%C5%82owicza_a1.jpg&filetimestamp=20060826182021 Pamiątkowa tablica na Symbolicznym Cmentarzu Ofiar Tatr pod Osterwą foto: http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Symboliczny_cmentarz_ofiar_Tatr,_Karlowicz.jpg&filetimestamp=20090927001355 Źródła: Wikipedia oraz www.z-ne.pl
    1 punkt
  26. wersja oryginalna traktuje o BIESZCZADACH .... ale i tak jest dobre
    1 punkt
  27. Tylko dla osób dorosłych z wytrzymałym zwieraczem:D http://www.joemonster.org/print.php?sid=12891
    1 punkt
  28. ce be eś Oddział terenowy Centralnego Biura Śledczego, Nowy Targ. Dzwoni telefon... - Centralne Biuro Śledcze, słucham... - Kciołem podać co to Jontek Pipciuś-Przepustnica chowie w sągu drzewa marychuanem. - Dziękujemy za zgłoszenie, zajmiemy się tym jak tylko grupa wróci z terenu... Następnego dnia w obejściu Jontka Przepustnicy zjawia się grupa agentów CBŚ. Rozwalają stos drewna, każdy klocek precyzyjnie rozszczepiają siekierką, ale trawki ani śladu... Po kilku godzinach szukania, wymamrotawszy niewyraźne przeprosiny, odjeżdżają. Stary Przepustnica patrzy w zadumie to na drogę, którą odjechali,to na stos drewna. Nagle słyszy telefon w chałupie. Wzrusza ramionami, wchodzi do chałupy, odbiera... - Hej Jontek! Stasek mówi. Byli u Ciebie z Cebesiu? - Ano byli. Tela co pojechali. - Drzewa Ci narąbali? - A narąbali. - Syćkiego nojlepszego we dniu urodzin, hej!
    1 punkt
  29. Wchodzi pilot do kabiny pasażerskiej i mówi: Szanowni pasażerowie, jeden silnik nam wysiadł, drugi działa w 30%. Już wyrzuciliśmy cały możliwy balast. Abyśmy mogli szczęśliwie wylądować na najbliższym lotnisku musimy poświęcić część podróżnych. Nie będziemy nikogo dyskryminować ani ze względu na kolor skóry, narodowość ani seksualną orientację. Dlatego musimy być sprawiedliwie i idziemy według alfabetu. Do drzwi wyjściowych natychmiast niech się skierują: Albańczycy, Arabowie, biseksualiści, cyganie, czarni, następnie homoseksualiści....
    1 punkt
  30. ;)czemu Węgierki chętnie uczą się angielskiego!!
    1 punkt
  31. dowcip studencki : po ostrej imprezie budzi sie student z taaaakim wielorybem w łóżku mowi sobie kuuuu.... nie no nie to nie moze być tak zebym aż tak sie opił i z nią to zrobił ale rozgląda sie po całym łóżku a tu wszystko we krwi...myśli ja pier#% szybko podnosi kołderkę a tam dalej wszystko we krwi przyrodzenie też mowi jaaaaaa pierd@@@@!!#$@# zrywa sie na nogi idzie do toalety patrzy w lustro i widzi ze ma szunrek między zębami.. PANIE BOŻE SPRAW ŻEBY TO BYŁA TOREBKA HERBATY:D
    1 punkt
  32. [YOUTUBE]bb5yBatBq_M[/YOUTUBE]
    1 punkt
  33. List z wojska : Droga Matulu, Drogi Tatku! Dobrze mi tu. Mam nadzieję, że Wy, wujek Józek, ciotka Lusia, wujek Antoś, ciotka Hela, wujek Franek, ciotka Basia, wujek Rysiek oraz Heniek, Stefan, Garbaty Bronek, Mańcia, Rózia, Kachna, Stefa, Wandzia ze swoim Zenkiem i mój Zdzisiek też zdrowi. Powiedzcie wszystkim, że to całe wojsko to supersprawa. Nasze Rokicice Górne się nie umywajo. Niech szybko przyjeżdżajo i się zapisujo, póki som jeszcze wolne miejsca. Najpierwbyło mi troche głupio, bo trzasię w wyrku do 6-tej wylegiwać, że ażnieprzyzwoicie człowiekowi... Żadnych bydląt karmić, doić, gnoju wywozić, ognia wpiecu rozpalać... Powiedzcie Heńkowi i Stafanowi, że trza tylko swoje łóżko zaścielić ( można się przyzwyczaić ) i parę rzeczy przed śniadaniemwypolerować. Wszystkie facety muszo się tu codziennie golić, co nie jest jednak takie straszne, bo -uwaga- jest ciepła woda. Zawsze i o każdy porze! Powiedzcie mojemu Zdziśkowi, że jedynie śniadania dajotu trochę śmieszne, nazywajo je europejskim. Oj cinko się musi w tej Europie prząść, cinko... Jedno jajeczko, parę plasterków szynki i serka. Do tego akieś ziarenka, co to by ich nawet nasze kury nie ruszyły, z mlikiem. Żadnych kartofli, słoniny, ani nawet zacierki na mliku! Na szczęście chleba można brać ile dusza zapragnie.( Koledzy przezywajo mnie od tego Bochenek...) Na obiad to już nie ma problemów. Co prowda porcje jak dle dzieci w przedszkolu, ale miastowe to albo mało jedzo, albo mięsa wcale nie tkną... Chore to jakieś czy co..? Tak więc wszystko czego nie zjedzo przynoszą do mnie i jest dobrze. Te miastowe to w ogóle dziwne jakieś som...Biegać to to nie potrafi. Bić się też nie... Mamy tu takie biegi z ekwipunkiem. No tak jak u nas co ranek, ino nie z wiadrami. Krótkie takie. Jak z naszy remizy do kościoła w Rokicicach Dolnych. Po dobiegnięciu namiejsce to miastowe tylko gały wybałuszajo i dyszo jak parowozy. Nie wiadomo dlaczego ale wymiotujo przy tym, i to czasami z krwią. Po 5-ciu kilometrach i to jeszcze w maskach ochronnych! A potem to trzeba ich z powrotem do koszar ciężarówkami zawozić, bo się już do niczego nie nadajo. Na ćwiczeniach zwalki wręcz to lekko takiego ściśniesz ...ijuż ręka złamana! To pewnie z ty kawy, co ją litrami chlejo, i przez to mięso, co go to nie jedzo...! Najsilniejszy jest u nas taki Kozłowski z Rembowic koło Gałdowa, potem ja. No, ale un ma 2 metry i pewnie ze 120 kg, a ja 1,66 m i chyba z 72 kg...bo trochę mi się łostatnio od tego wojskowegojedzenia przytyło.. A teraz uwaga, będzie najśmieszniejsze! Koniecznie powiedzcie o tym wujkowi Ryśkowi, Garbatemu Bronkowi i mojemu Zdziśkowi. Mam już pierwsze odznaczenie za strzelanie!!! A tak mówiąc szczerze, to nie wiemza co... Ten czarny łeb na tej ich tarczy wielki jak u byka. I wcale się nie rusza jak te nasze dziki i zające. Ani nikt nie strzela do ciebie nazad, jak to u nas bracia Bylakowie, z tych ichniejszych dubeltówek. Naboje - marzenie...i w dodatku nie trzeba ich samemurobić! Wystarczy wziąć te ich nowiutkie giwery, załadować, i każdy conie ślepy trafia bez celowania! Nasz kapral to podobny do naszej belferki Gorcowej z Rokicic. Gada, wrzeszczy, denerwuje się, a i tak nie wiadomo o co muchodzi. Trochę się z początku na mnie zawziął i kazał biegać w samym podkoszulku, w deszczu, po placu apelowym. Dostał jednak raz ode mnie szklankę tego samogonu od wujka Franka i go o mało szlag nie trafił. Ganiał potem cały czerwony na pysku po tym samym placu, a potem przez pół dnia nie wychodził z kibla. Kazał mi następnego dnia ranobutelkę tego frankowego samogonu do samego dna wypić. Na raz. No i co? I nic! Normalny samogon, taki jaki znam od dziecka. Kapralznowu wybałuszył gały, a tera ciągle gapi się na mnie podejrzliwie, alemam już święty spokój. Powiedzcie wszystkim, że to całe wojsko to supersprawa. Niech szybko przyjeżdżają i się zapisują, póki są jeszcze wolne miejsca. Całuję Was wszystkich mocno ( a szczególnie mojego Zdziśka ) Wasza córka Marysia
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...