Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 06.12.2011 uwzględniając wszystkie działy
-
To zaczynamy - mój opis pewnie znów będzie "inny" :biggrin:Wystartowaliśmy w środę rano... no nie tak całkiem rano, bo dwa razy się wracaliśmy po zapomniane rzeczy :redface: na szczęście nie odjechaliśmy za daleko.Dojazd zajął nam 9 godzin, od samiutkiego domu pod apartament w Langenfeld, czyli całkiem znośny czas. Dom, w którym wynajmowaliśmy lokum jest świeżo oddany w tym roku do użytku, wszystko nowiutkie i może z 5 min. marszem od term - widzieliśmy je z naszego okna, a poza tym dosłownie pod nosem 2 duże sklepy. W tym czasie byliśmy jedynymi gośćmi, cała chata nasza. Ale do rzeczy. Na pierwsze dwa dni zaplanowaliśmy stoki Soelden, a na trzeci Obergurgl. Gdyby sypnęło śniegiem, jak prognozowano, zakładaliśmy zostać też na czwarty dzień. Śnieg nie spadł, więc zostały tylko 3 dni pierwotnie planowane.Na początek miłe zaskoczenie - skipassy tańsze niż wynikałoby to z aktualnego cennika. Jak później sprawdziliśmy kasowali jak za okres do 18 listopada (jesienny). Znów coś innego niż u nas, gdzie choć warunki nie 100% to i tak kasuje się normalną cenę.Pierwszy dzień, bardzo słoneczny dzień, pojechaliśmy swoim samochodem zaraz rano na parking przy Rettenbachjoch, który nie był zapełniony nawet w 1/3. Ludzi jak na razie niewiele, więc szybko buty na nogi i do kolejki. Wyjechaliśmy na samą górę, narty zapięte i tunelem dostaliśmy się na lodowiec Tiefenbach, aby tam spędzić pierwszą część dnia. Na pierwszy ogień poszła trasa nr 36, na której odezwały się niestety nasze słabo przygotowane nogi - cóż początek sezonu, a nie przyłożyliśmy się do przygotowań. Na szczęście uczucie drewnianych nóg po kilku zjazdach minęło, narty nas zaczęły słuchać i można było sobie bardziej pofolgować, czuć "wiatr we włosach" i słońce na twarzy :laughing:Skupiliśmy się na trasach nr 36, 38 i 39 - nie przeszkadzało nam jeżdżenie po nich kilka razy, bo lubimy rozeznać najpierw teren, a potem maksymalnie wykorzystać znajome tereny. Zresztą nie jestem jakiś mistrzem narciarskim tylko rekreacyjnym, który stara się wciąż choć trochę poprawić swoją technikę... ale przede wszystkim mam być zadowolona i kropka :tongue:Trasy przygotowane bez zarzutu, szczególnie dla nas miło jeździło się po 38 i 39. Narciarzy niewielu i byliśmy bardzo mile zaskoczeni, że to nie jest świeży śnieg. Jak widać chcieć i mieć pieniądze to móc. Przed południem krótka przerwa na grzańca i piwko, a potem druga na obiad. Chyba większość wpadła na ten sam pomysł o tej porze, bo restauracja Tiefenbach około 13 pękała w szwach.Postanowiliśmy więcej nie popełnić tego błędu.Po jedzeniu przenieśliśmy się na drugą część ośrodka: lodowiec Rettenbach.Tam jazda głównie na trasie 32 i 33 - tutaj również trasy bez zarzutu.Już po 16 zjazd na parking prawie pod sam samochód i zmęczeni zakończyliśmy pierwszy dzień nartowania. Drugi dzień to pobudka wcześniejsza, bo chcemy być punkt 9 pod kolejką Giggijoch, która tego dnia miała zostać otwarta wraz z trasami 13 i 15. Chyba nie tylko mi wiedzieliśmy o tym wielkim wydarzeniu, ponieważ parking zapełniał się dość systematycznie. Na górze nadal piękne słońce i sporo śniegu, więc przesiadamy się jak najszybciej na krzesełka, aby zacząć jazdę od trasy 13, która z krzesła prezentuje się rewelacyjnie.Sam zjazd również nas nie zawiódł. Trasa przygotowana znakomicie mimo samego sztucznego śniegu - kolejny raz jesteśmy mile zaskoczeni, że tak można. Wprawdzie przy końcu trasy było trochę małych bryłek lodu, ale jak już po pierwszym zjeździe wyczuliśmy je to nie przeszkadzały.Około godziny 10 zrobiła się mała "kolejka do kolejki", pewnie z powodu skumulowania się narciarzy rozpoczynających zjazdy. Na szczęście szybko rozładował się nawał i potem już praktycznie na bieżąco można było podjeżdżać.Po kilku zjazdach postanowiliśmy zbadać trasy 23 i 24, a po obiedzie przenieść się znów na lodowiec. Jednak tak spodobały się nam pustki na tych trasach i ich znakomite przygotowanie (wg nas lepiej niż 13 i 15), że postanowiliśmy się na nich skupić na dłużej, choć to w zasadzie tylko przejazdówki. Jak dla mnie to w Polsce chciałabym same takie "przejazdówki".Spróbowaliśmy też z ciekawości jazdy na trasie 30, która z daleka prezentowała się zachęcająco i sporo narciarzy po niej jeździło. Choć momentami było na niej wąsko to rozwijało się przyjemne prędkości, a śnieg wyglądał jakby dopiero co nasypał.Potem wróciliśmy jeszcze na trasy Giggijoch.Powrót na parking po 16. Byłam szczerze zaskoczona już na dole istnym najazdem narciarzy na wszystkie możliwe bary w promieniu wzroku :eek: wszystko rozumiem, ale ja to wolę choć buty przebrać :tongue:Tego dnia mieliśmy też w planie wyprawę na termy w Aqua Dome. Tam kolejna niespodzianka, ponieważ policzono nam taniej wejściówkę, zamiast 20,50 euro/os. zapłaciliśmy 18. Same termy rewelacja!!! Cieplutko w środku, bardzo ciepła woda przez co na zewnątrz można spokojnie dłużej przebywać, a do tego ten futurystyczny kształt i podświetlanie nastrojowymi światłami oraz pochodniami sprawiły, że to był bardzo udany wypad.Trzeciego dnia zgodnie z planem kierunek Obergurgl-Hochgurgl. Tutaj karnety w normalnej cenie - w końcu sezon rozpoczęli. Praktycznie od razu przenieśliśmy się na tereny Hochgurgl gdzie trasy były wg nas jednak lepiej przygotowane. Jazda po nich to była czysta przyjemność. Z całym szacunkiem do tego co zrobiono w Obergurgl. Po krótkiej jeździe mały odpoczynek w Top Mountain Star - nasz obowiązkowy punkt wyjazdu. Widok roztaczający się z niej jest po prostu piękny i koniecznie każdy powinien go zaliczyć.Około południa przerwa na obiad - już nie powtórzyliśmy błędu z pierwszego dnia i zjeżdżaliśmy coś zjeść przed godziną szczytu. Po nim dalsze szusowanie i kiedy ciut po 13 zrobiliśmy sobie mały przystanek na trasie 26a mąż woła, że właśnie nas minęli narciarze w kurtkach z logo skionline.pl :eek: Zanim się zorientowałam sporo odjechali i "uciekli" krzesełkami, w końcu udało się zbliżyć i stwierdziłam, że to nasz JC w towarzystwie dwóch sympatycznych przedstawicielek płci pięknej - trochę mnie dodatkowo zmylił brak kamery, aparatu i statywu :Po zachęcie męża, postanowiłam przełamać moją wrodzoną nieśmiałość i odezwałam się - uffff trafiliśmy dobrze :biggrin: Krótka pogawędka, wspólna fotka, zjazd do krzesełka i wspólny wyjazd, a potem kilka słów na pożegnanie i każdy pośmigał w swoją stronę. W życiu bym nie pomyślałam, że na siebie trafimy. O 16 powrót do samochodu i szybki powrót do siebie, bo w planie był nocny wypad do Soelden, a nocne życie Soelden to chyba temat na osobny wątek Powiem tyle: nie pomyślałam, że można do późnego wieczora siedzieć w barze, w pełnym rynsztunku narciarskim i jeszcze tańczyć na stole - chyba się starzejemy ... Oczywiście ma to swój urok, ale jak wygląda samopoczucie na drugi dzień na stoku, to nie chciałabym sprawdzać na sobie, choć święci nie jesteśmy :angel:Potwierdzam, jeśli ktoś pragnie bogatego, nie tylko nocnego, ale i popołudniowego życia to tylko kwatery w Soelden. Natomiast jeśli pragnie się spokoju to stanowczo Langenfeld.Zjedliśmy jeszcze pyszną regionalną kolację w Die Alm przy głównej ulicy Soelden - polecam . I tak oto skończył się nasz wyjazd do Otztal. Podsumowując: jak już wspomniałam brakowało w dolinie śniegu - nie ma to jak w pełni zimowy krajobraz. Patrząc jednak na to co jest dostępne na chwilę obecną wyjazd był naprawdę udany. Nogi można było naprawdę wymęczyć, nie obijało się wiecznie o ludzi, a słoneczna pogoda wiele wynagrodziła. Na trzy dni intensywnej jazdy to co było dostępne zadowoliło nas wystarczająco. A to co zrobili na stokach za pomocą sztucznego śniegu to prawdziwy majstersztyk.Polaków dość często można było usłyszeć na stokach czy potem na uliczkach.A! Zaskoczyło mnie, że ratraki wyjeżdżają tam przed ostatecznym zamknięciem tras. Pewnie jeszcze mało widziałam, w końcu to dopiero mój trzeci wyjazd do Austrii.Na pewno jeszcze tam wrócimy, ale tym razem już całą rodzinką i w rozkwicie sezonu, aby w pełni docenić i zakosztować pełnej oferty ośrodków, łącznie z nocnym zjazdem na sankach. P.S. sorki, za przydługi opis, ale trochę gaduła ze mnie...Fotki w pełniejszej wersji będą później, a na zachętę:3 punkty
-
Fajny filmik z przygotowań tras w Reiteralm. Armatki, koparki, ciężarówki stały się standardem tej jesieni i to nie tylko w Austrii. W Val Thorens na kamerkach widziałem całkiem nie dawno ciężarówki ze śniegiem na wys. 2700 m [video=youtube;tIGYqVma1oU]http://www.youtube.com/watch?v=tIGYqVma1oU&feature=player_embedded2 punkty
-
Stacja narciarska Tylicz Ski od tego sezonu wzbogaci się o 3-osobową kanapę. Więcej na ten temat przeczytacie tutaj1 punkt
-
Nowy stok w Świętokrzyskiem! Na nartach pojeździmy w Konarach W Konarach w podsandomierskiej gminie Klimontów przygotowywany jest porządny stok z wyciągiem narciarskim. Wszystko wskazuje na to, że jeszcze w tym sezonie będzie można pojeździć na nartach. W ten sposób kończy się monopol Bałtowa i podkieleckich stoków. Do Konar, niewielkiej miejscowości w gminie Klimontów pod Sandomierzem prawdopodobnie będą ściągały tłumy, nie tylko z powiatu sandomierskiego. Do Konar blisko jest z województwa podkarpackiego. Stok narciarski na wyciągnięcie ręki mają mieszkańcy ościennych powiatów staszowskiego i opatowskiego. - Do Bałtowa już nie pojadę – zapowiada Grzegorz, mieszkaniec Sandomierza, fan nart. – Bliżej mam do Konar. Tylko trzydzieści kilometrów od miejsca w którym mieszkam będę miał, wygląda na to, niezłe miejsce do jeżdżenia. Co prawda nie jest to stok jak w Tatrach, ale dobre i to na szybkie wypady w weekendy. Przygotowania na stoku idą pełną parą. Widać już słupki pod wyciąg, który będzie miał około 400 metrów długości. Docelowo powstanie tu dwukondygnacyjny budynek z częścią gastronomiczną, hotelową, poczekalnią i wypożyczalnią sprzętu narciarskiego o powierzchni pół tysiąca metrów kwadratowych. Powstanie plac parkingowy na około 150 miejsc dla samochodów osobowych. Jak wynika z dokumentacji udostępnianej na stronie internetowej Urzędu Gminy w Klimontowie, inwestorem jest firma budowlana Instal Jar Spółka Jawna Ireneusz Jarosz i Stanisław Słowik z siedzibą w Lenarczycach (gmina Obrazów, powiat sandomierski). Konary to niezwykle malownicza miejscowość z jednej strony położona nad doliną rzeki Opatówki. Według legendy rycerz Konar po 1241 roku, w czasie rozbicia dzielnicowego rozpoczął budowę zamku obronnego i w jego pobliżu założył osadę. Konary znane są też z bitwy, którą od 16 do 25 maja 1915 stoczyła tu 1. Brygada Legionów Marszałka Józefa Piłsudskiego. Bitwę upamiętnia pomnik przy drodze wojewódzkiej 758. Przez wieś przechodzi czerwony szlak turystyczny z Gołoszyc do Piotrowic. W Konarach zachowały się też fragmenty murów i dolnych części budowli rycerskiego zamku, który ostatecznie zniszczono podczas walk legionistów z wojskami rosyjskimi. Do Konar najlepiej dojechać z Klimontowa, kierując się drogą wojewódzką numer 758 w stronę Ujazdu (zamek Krzyżtopór) i Iwanisk. Można dojechać też od strony Opatowa, kierując się na Staszów i w Iwaniskach skręcając w lewo do Klimontowa. Żródło + Fotka nowego Stoku : http://www.echodnia.eu/apps/pbcs.dll/article?AID=/20111102/POWIAT0109/9718124931 punkt
-
1 punkt
-
Pod Twoim postem na szarym pasku masz dostępne opcje, z prawej strony jest Edytuj Post, warunek musisz być zalogowana.1 punkt
-
No to 100 lat i najlepszego!!! :smile: Zdrówka,kaski,ale w tej chwili przede wszystkim wyjazdu do narciarskiego raju z DUŻĄ ILOŚCIĄ ŚNIEGU!!! :wink:1 punkt
-
1 punkt
-
Rusin-ski.Dziś odwiedziłem z Żonką mekkę narciarzy rekreacyjnych - Rusin-ski.Wczesne wstawanie nie jest moją mocną stroną (cecha charakterystyczna narciarzy rekreacyjnych),to też na miejsce dotarliśmy chyba po 9-ej.Droga przebiegła bez żadnych problemów,wszędzie pusto!To ciekawe,ale jadąc w sobotę traciłem czas w korkach,a w niedzielę totalne pustki!Oby tak częściej! :applause:Gramolenie nie zajęło wiele,udało mi się odkupić od jakiegoś gościa karnet do 15-ej w cenie 3-godzinnego.Szkoda,że tylko jeden.Drugi dokupiłem na właśnie 3 godziny.No to jazda! Pierwszy szus i jest twardo!Baaardzo twardo!Normalnie beton!Dla mnie może być,gdyby nie nieco słabo przygotowany stok - tu i ówdzie były różne pułapki.Może przy takiej pokrywie śnieżnej lepiej się tego nie dało zrobić,a może brakło "serca do pracy". : Ale tragedii nie ma.Frekwencja na stoku też umiarkowana,żadnego czekania do wyciągu,czy też tłoku na stoku.Dostrzegam jednego z Forumowiczów - "smiths23" - i nawet fotkę mu zrobiłem :wink: : Ucinamy sobie pogawędkę przy górnej stacji krzesełka.W jej trakcie Żona dostrzega kolejnego gościa z naklejkami "skionline.pl",który nam się przyglądnął.Niedługo po tym odnajdujemy się,to "Hucu" śmiga wraz z ekipą.Trochę byłem zaskoczony,bo przed wyjazdem nie widziałem wpisu na Forum. :wink: I znów pogawędka.Dowiaduję się m.in.,że w Białce kupa ludzi...Jeszcze później się widzimy,bo my z Żonką poruszamy się nieco wolniej,ale ta nawet się rozkręca. "Smiths23" znika,a "Hucu" z ekipą udaje się na obiadek.Ponieważ my mamy jedną kartę 3 godzinną,przerwę robimy później,trza nawijać! :biggrin: Zaczyna mocniej wiać,mi to nie przeszkadza,ale gorzej z Żoną... Nic to,idziemy zjeść i od razu zasuwamy na... termy!!! :Obiadek,o czym wart wspomnieć,dużo tańszy niż w Białce!Jeszcze dojrzałem inny czynny stok,ale nie wiem co to: No i właśnie,termy... jakiś mój nowy nałóg!Za niedługo będzie 5 zjazdów i cały dzień w termach. :biggrin: Że przytoczę dzień dzisiejszy:na narty 3 godziny,na termy 4,5 godz... :tongue: Tym razem zawitaliśmy do Bukowiny.Pierwsze wrażenie super!To zdecydowanie większy obiekt,niż ten w Białce i do tego tańszy!Nie ma też takiego tłoku.Jedynie co nas trochę dziwiło,to temperatura wewnątrz - trochu zimno! : Później jakby podnieśli temperaturę.Poza tym w niektórych basenach trochę za zimna ta woda,ale to może moje fanaberie... :wink:To też był taki test przed Świętami,bo właśnie tam,tj. Rusin i Termy w Bukowinie,zamierzamy je spędzić. :smile:"Smiths23" i "Hucu",dzięki za miłe spotkanie!!! Miło było poznać. :smile:A tu jeszcze fotka;prawie nas "smiths23" dogonił:1 punkt
-
Dzisiaj znowu troszkę niespodzianek, a emocje podwójne przez konkurs, ale chciałem odnieść się do komentarza. Polecam komentarz angielski do zawodów w szczególności kobiet. Chemmie Alcott jest równie dobrym komentatorem jak narciarzem, a jej opowieść dzisiaj o byciu zabieranym z trasy helikopterem była naprawdę przejmująca.1 punkt







