Ranking
Popularna zawartość
Treść z najwyższą reputacją w 19.03.2012 w Odpowiedzi
-
Dzień Pierwszy Kronplatz. Wyjeżdżając rano z pod hotelu, lekkie obawy... ...jest ciepło. Temperatura dodatnia. Dojeżdżając nigdzie praktycznie nie ma śniegu. Pod Riscone humory się poprawiają. Pierwszy wjazd gondolą i widoczek na czarną 1: Pierwsze zjazdy, pozytywne zaskoczenie, jest twardo, równo - stok przygotowany pierwsza klasa. Wypłaszczony fragment czarnej 4: Do południa jeździmy po Kronplatz wg wskazówek zegara. Północne stoki trzymają nieźle do linii lasu, niżej niestety zaczyna się robić miękko. Jest coraz cieplej i nawet lekka kurteczka, pod spodem T-Shirt, po przejechaniu kilkuset metrów stają się niewygodnym ciepłym balastem. Xksy pod Dzwonem: Po południu podążamy w stronę Piculina... Czarna 45, muldy po kolana, a na dole "hamujący śnieg": Johnny chwali na każdym kroku SB, za doskonale przygotowane K2: Ok 15:30 zaczyna u góry padać śnieg, robi się ciemno. Robimy kilka zjazdów najszerszym fragmentem, wracając na szczyt ze stacji pośrednich. Zaczyna się robić nieprzyjemna pogoda. Zjeżdżamy w dół jedynką, na której muldy i cukier od połowy trasy do samego dołu. Ostatnie zdjęcie i w deszczu wracamy do hotelu... ...teraz pisząc tą relację na wysokości naszego "mieszkanka" pada...niestety. W TV...temperatura na szczycie Kronplatzu -3...mam nadzieję, że tam pada śnieg... Okaże się jutro. Pozdrowienia ode mnie i Johnnego Narciarza dla wszystkich Forumowiczów.4 punkty
-
Dzień trzeci - jazda po Księżycu. Wstajemy rano... ...pada deszcz. Jedziemy ponownie na Plan de Coroners. Przy dolnej stacji mży. U góry -3, i pada śnieg. Przejrzystość kiepska. Postanawiamy jeździć tego dnia po najdłuższej trasie numer 16. Chwilami łapiemy słońce: ...Czerwona...ale miejscami mega wypłaszczenia: Im niżej, tym coraz bardziej miękko i ekstremalnie. Tłum nie potrafiących sobie poradzić, na stromych ściankach, z mega muldami ludzi. Przed jednym z takich miejsc (pierwszy zjazd - warunki ok) fotka z Johnnym Narciarzem: Sama końcówka 16snastki to również bardziej wymagający odcinek. Już po drugim zjeździe, "puszcza" - podłoże: cukier. Na poniższej fotce widać kałuże wody pod gondolką: Do góry, na sam szczyt prowadzi tu najdłuższa, połączona z dworcem kolejowym, najnowsza Kolejka na Kronplatz. Widok z niej, wskazuje na to, że do Włoszech zbliża się wiosna dużymi krokami... Po przetestowaniu 16stki, jeździmy sporo po trasach numer 17, 18. Fotka na 3, 4 z góry: Popołudniu - załamanie pogody. Widoczność na co najwyżej 40m, intensywne opady śniegu. Krótka przerwa, w restauracji i katujemy się kilka razy zjeżdżając ponownie 18, potem 23. Gubimy się w tej mgle... Ostatni zjazd Czarną 4, gdzie mgła i śnieg odpuszczają dopiero w dolnym fragmencie. Kończymy jazdę o 15:30.3 punkty
-
Chyba nie zdziwicie się jak powiem, że na Zagroniu 17.03.2012 były wspaniałe warunki ?Cudowna pogoda, ciepło, miękko, śniegu w brud.Dopiero od południa zrobił się piasek / cukier (zwał jak zwał) ale wrażenia z jazdy jak po poduszce niezapomniane.Narty robiły w takich warunkach cuda na kiju. Ja się jeszcze tak wspaniale na nartach nie czułem.2 punkty
-
wychodzi iż to jest nawet na tej samej ulicy ALPENBLICK Unterdorf 292 punkty
-
Zdecydowanie warto - długi dzień, słońce, mało narciarzy, czasem dużo niższe ceny karnetów - szerokie dechy na mokry śnieg, lekkie ciuchy - to najfajniejszy czas na narty. Możliwości sa spore: - "wysokie" ośrodki francuskie: 3V, Espace Killy, Paradiski, L 2 A - wszystkie są fantastyczne - wybrane ośrodki austriackie: Gurgl, 4-Berge, St Anton i Lech, SFL, Sport Gastein (dla freeriderów), Kuhtai, Obertauern, Zillertal, Flachauwinkl - kolejność nieprzypadkowa Szwajcarii nie znam zbyt dobrze ale na pewno możliwości tam są bardzo dobre ( choćby Zermatt, 4V), Włochy raczej nie. Pozdro Wiesiek2 punkty
-
COS SkrzyczneByłem dziś na Skrzycznym ale głównie z powodu zawodów jakie na Dolinach się odbywały (Puchar Szczyrku). O 9:30 byłem dopiero na Jaworzynie i było już miękko. Temperatura dziś była lepsza ale do jazdy na rowerze. Śniegu rzeczywiście jeszcze dużo, ale jak będzie dalej tak ciepło to najwyżej koniec marca i będzie fajrant. Ja prędko się nie wybiorę, bo takich warunków poporostu nie lubię:smile:Na dół jechałem krzesłem, ale byli i tacy którzy równo po kamieniach dawali:eek: breja piękna była. Niestety dyrekcja cosu uważa, że zjazd jeszcze jest więc zjazd krzesłem płatny 6 złoty. Pozdrawiam Maciek2 punkty
-
Dotarliśmy z Johnnym do Terento ok godziny 10...tym samym zaczęliśmy nasz tygodniowy pobyt w Sudtirolu. Pogoda iście wiosenna. Słoneczko i bardzo ciepło. Dzisiejszy dzień lightowy, bez nart. Hotel, mamy położony na wysokości ok 1200m npm - śniegu w okolicy brak. Okolice Innsbrucka Terento bez śniegu Centrum tego malutkiego miasteczka Wiosna Mały spacerek... ...w stronę "Białych Skał": Jutro zaczynamy nartowanie :smile: Pierwszy będzie Kronplatz. Relacja z warunków, jutro wieczorem.1 punkt
-
Uważam, że póki nie trzeba to nie warto jeździć na lodowcach. One są dobre na początek sezonu wrzesień-październik wtedy nie ma wyboru. Wymienione przez mnie ośrodki na głowę biją najlepszy Stubai i Tux. Popatrzcie choćby na Gurgl - czynny chyba do 01.05. O ośrodkach we Francji nawet nie wspomnę byłem kiedyś na początku maja w Espace Killy i wszystko - 350 km tras było czynne!!! Porównywanie tego do Pitztalu jest hmmm nieporozumieniem. Pozdro Wiesiek1 punkt
-
Mieszkaliśmy w Tasch,w tym hotelu:http://www.hotel-city.ch/ Dojazd do Zermatt 10 minut kolejką.Narty i buty można zostawić w schowkach na górnej stacji,żeby ich nie taszczyć.Trasy rzeczywiście rewelacyjne,zarówno po stronie szwajcarskiej jak i włoskiej.Na samej górze praktycznie było twardo cały dzień,a na niżej położonych trasach,jak to w kwietniu....:eek: Ze względu na bardzo wysoki kurs franka w zeszłym roku było bardzo mało ludzi,zero jakichkolwiek kolejek.Bardzo mili ludzie,jedzenie rewelacyjne,no i te widoki:angel: Pozdrawiam1 punkt
-
Polecam Pitztal. Jakiś czas temu byłem tam w Kwietniu :happy: Relacje znajdziesz,, tu: http://www.skionline.pl/forum/showthread.php/11048-M%C3%B3j-Pierwszy-Raz-Alpy1 punkt
-
Pitztal to dobra miejscówka na kwiecień warunki przeważnie są wyśmienite ale ośrodek mały kameralny ale bardzo przyjemny:)1 punkt
-
Cześć Byłem w zeszłym roku końcem kwietnia,jedno z najlepszych miejsc w europie:biggrin: 7 dni lampy Na 350km tras czynne było 315km,zjazd do samego Zermatt i Cervini. Jedyna wada to cena skipasa(international):474 CHF Parę zdjęć z wyjazdu znajdziesz tu: https://plus.google.com/photos/101724630203270906131/albums/5601092029637548801?banner=pwa&gpsrc=pwrd11 punkt
-
Na laoli zrobili fajne podsumowanie (oprócz innych statystyk, jak zwykle u nich na koniec sezonu). [TABLE] [TR] [/TR] [TR] [TD]* Siege [/TD] [TD]Hirscher 9 [/TD] [TD]Vonn 12 [/TD] [/TR] [TR] [TD]2. Plätze [/TD] [TD]2 [/TD] [TD]3 [/TD] [/TR] [TR] [TD]3. Plätze [/TD] [TD]3 [/TD] [TD]2 [/TD] [/TR] [TR] [TD]4-10 [/TD] [TD]3 [/TD] [TD]10 [/TD] [/TR] [TR] [TD]11-30 [/TD] [TD][/TD] [TD]4 [/TD] [/TR] [TR] [TD]Über 30 [/TD] [TD]1 [/TD] [TD][/TD] [/TR] [TR] [TD]Schlechtester Rang [/TD] [TD]34. [/TD] [TD]24. [/TD] [/TR] [TR] [TD]Ausfälle [/TD] [TD]5 [/TD] [TD]5 [/TD] [/TR] [TR] [TD]Starts [/TD] [TD]23 [/TD] [TD]36 [/TD] [/TR] [TR] [TD][/TD] [TD][/TD] [TD][/TD] [/TR] [TR] [TD]Gesamt [/TD] [TD]1355 [/TD] [TD]1980 [/TD] [/TR] [TR] [TD]Abfahrt [/TD] [TD][/TD] [TD]690 (1.) [/TD] [/TR] [TR] [TD]Super G [/TD] [TD]60 (27.) [/TD] [TD]453 (1.) [/TD] [/TR] [TR] [TD]RTL [/TD] [TD]705 (1.) [/TD] [TD]455 (2.) [/TD] [/TR] [TR] [TD]Slalom [/TD] [TD]560 (3.) [/TD] [TD]142 (20.) [/TD] [/TR] [TR] [TD]Kombi [/TD] [TD][/TD] [TD]180 (1.) [/TD] [/TR] [/TABLE] różnica jest Tu macie resztę statystyk: http://www.laola1.at/de/wintersport/ski-alpin/saisonstatistik/gesamtweltcup-analyse-hirscher-vonn/page/20556-303-193-193-.html1 punkt
-
1 punkt
-
Zimówki, nigdy nic nie wiadomo. W każdej chwili Ci cos spadnie i masz problem, nie tylko z autem, ale i policją. Co do miejscówek, to problemów nie powinno być. Wg. mnie w ciemno można spoko jechać. Masz w dolinie miejscowości pełno. Ja mieszkałem tu: http://www.gasthof-waldheim.at/ Przystanek busa pod nosem, jedzonko niezłe. Jesteś w połowie doliny. Wszędzie blisko.1 punkt
-
moja propozycja, żeby podliczyć wszystkie zaległe typowania i pogratulować zwycięzcy, tzn. zwyciężczyni :biggrin:1 punkt
-
Janek, z tym staruszkiem to chyba lekka przesada! :biggrin: Pewnie już czytałeś ten post ale jeśli nie to Ci go przypominam żebyś sobie uświadomił ile jeszcze lat przedniego nartowania przed Tobą. http://www.skionline.pl/forum/showthread.php/15144-90letnia-Instruktorka-Narciarstwa Ty co najwyżej możesz się zaliczyć do starszej młodzieży! :biggrin: Tak czy inaczej, STO LAT! :laughing:1 punkt
-
http://kathreinburgl.ladis1.at/ Byłem. Polecam. Pozdrawiam.1 punkt
-
Eeee, to wg Tuska i ekipy, to jeszcze co najmniej 12 sezonów w pełnej formie, sile i zdrowiu masz Janku mieć przed sobą :stupid: A tak serio to życzę Ci, żebyś faktycznie do bardzo późnej starości śmigał po trasach i czerpał z tego przyjemność, zdrowie dopisywało, a dutki szeleściły, a nie dźwięczały :happy:1 punkt
-
Kolega był w zeszłym roku na Pucharze Świata w Szpindlerowym Młynie rozmawiał ze serwisantami Słowenek i na slalom ostrzyli im na 85 . Pozdrowienia1 punkt
-
, potem na wypłaszczeniu trochę już lepiej i jeszcze parę mniejszych muld na górce z rozdzielającymi drewnianymi kołkami przed samą Miziową. Jako że zbliżała się już godz. 17, tak więc ostatni pożegnalny view i zjazd na dół. Trasa do Szczawin to już totalny hardcore - na stromych odcinkach trochę pozdzierana i brązowe plamy ale przede wszystkim niezłe pobojowisko - górne muldy przy tym odcinku to był po prostu pikuś:smile: Dotelepałem się do kolejki a tam już czekał na swoją robotę - a po całym dniu miał co na stoku robić. Zjazd kolejką na dół (swoją drogą dowiedziałem się, skąd wzięła się ta "Cyrna":tongue::wink: a na dole już wiosna pełną parą. Zejście z kolejki to (usypywany chyba przez obsługę) pas śniegu. Ale nie ma się co dziwić - przy pakowaniu sprzętu pod moim autem strumień pędzącej wody a na termometrze +12 stopni. Podjechałem jeszcze pod Solisko zobaczyć, jak się tam dół miewa, ale na wieczorne nartowanie szans już raczej nie było . Podsumowując: nie nastawiałem się na ideał, bo każdy wiedział, jaka będzie pogoda i jaka będzie temperatura, ale pojeździć się a i oczy przede wszystkim nacieszyć udało. Biorąc pod uwagę 4 ostatnie wyjazdy (SON, Pilsko, SON, Pilsko) jakoś tak wyrobiłem sobie zdanie - do pojeżdżenia lepszego-bardziej bliski stał mi się SON (nie myślałem, że kiedykolwiek - i to w dodatku w porównaniu z Pilskiem - coś takiego napiszę:tongue::smile:) ale za to dla wyjazdu górskiego, pobycia, nacieszenia się przebywaniem w wyższych partiach i widokami - bliżej znowu do Pilska. Tak czy siak - zastanawiałem się tylko - jak tam w SON-ie bywa- czy było lepiej, czy było gorzej - czy był ktoś może wczoraj/dzisiaj? Jak tam warunki - miękko a później mludziasto na pewno było - wszelkie relacje i zdjęcia bardzo mile widziane:smile: A jak będzie dalej - czas (i temperatura) pokażą.1 punkt
-
Bystra! – kierowca szarpie mnie za rękaw. Transport czeka. Zapatrzyłam się na majaczącą w dali białą górę. Niech inni się kłócą, dla mnie Elbrus to najwyższy szczyt Europy. I to z niego będę zjeżdżać na nartach. Może nie z samego wierzchołka, ale kto wie? Zdobyto go już pieszo, z psem i na koniu. Ponad miesiąc trwało wciąganie na Elbrus samochodu terenowego. Udało się. Auto spadło w przepaść dopiero przy zjeździe. Będę ostrożniejsza. Na razie jestem w Mineralnych Wodach, 150 km od Elbrusu (i wciąż go widać!). Największy port lotniczy na rosyjskim Kaukazie przypomina raczej obskurny dworzec autobusowy. Przez chwilę się martwię, czy moje narty doleciały. Niepotrzebnie. Wypatruję je wśród powiązanych fantazyjnie tobołów i kartonowych pudeł, które wyjeżdżają na taśmach. Czy ktoś tu w ogóle lata z walizką? Pakuję się do błękitnej marszrutki. Cztery godziny i dotrę do doliny Prielbrusia. Kaukaski off-road Ruszamy, a już po paru chwilach auto hamuje. Kontrola. Potem następna. I kolejne. Chyba jeszcze nigdy nie widziałam naraz tylu mundurowych z bronią. Stoją na każdym skrzyżowaniu? Arsen, nasz kierowca, bez śladu zniecierpliwienia wysiada, zagaduje, czasem musi dać łapówkę, czasem udaje się uniknąć myta. – Bez nerw – mówi, odsłaniając w uśmiechu złote zęby. Nawet jeśli masz wszystkie papiery, paszport, wizę, specjalny voucher na pobyt, i tak od dobrego humoru pana władzy zależy – zapłacisz czy nie? Ile? A jak dobrze potrafisz się targować? Nawet w garści mistrza zwitek rubli szybko topnieje. Na Kaukazie podróżuje się z fantazją. Mało kto zapina pasy. Światła? Jak lubisz... Kierowcy jeżdżą po kozacku, ale też ich drogi to istny off-road. Na poboczach stare auta, części jakichś nierozpoznanych przeze mnie maszyn, tony złomu. Kiedy nie przykrywa tego śnieg, widok jest kosmiczny. Zaczyna zachodzić słońce. Mijamy drogowskaz na Grozny. Przejeżdżamy powoli przez sporą turystyczną miejscowość Elbrus. – Tu w sklepie sportowym jest kantor. Obok niezły serwis narciarski, nie zedrą ci krawędzi do cna – kierowca jest nieoceniony. Pokazuje, gdzie latem działa najbezpieczniejszy kemping, u kogo zjeść, gdzie jest tanie piwo. Piętnaście kilometrów dalej Tierskol, parę domków, jeszcze 2 km i nareszcie odczytuję na tabliczce: „Azau”. Mój hotel Wierszina graniczy z dolną stacją kolei linowej na Elbrus. Po dniu w podróży marzy mi się wieczorny spacer. Mroźno, niebo bez chmur, wyraźnie widzę szczyty w śniegu. Elbrus ze swoimi dwoma wulkanicznymi wierzchołkami – wyższym zachodnim (5642 m n.p.m.) i niewiele niższym wschodnim (5633 m n.p.m.) wznosi się wysoko ponad inne. Przewyższa o 2 km Azał (3100 m n.p.m.) Hotu-Taj (3400 m n.p.m.) i Trojnoj (3250 m n.p.m.) z pobliskiej doliny Ullu-Kam. Mijam parterowe domki, przede mną ściana lasu. I nagle staję jak wryta. Na poboczu leży koń. Sztywne kopyta sterczą w górę, bok ma rozkrojony, ktoś wyciął wielkie płaty mięsa. Zawracam prawie biegiem. Dociera do mnie, że jestem na końcu świata. Z pewnością tego, który znam. Kolacji dziś nie będzie. Ale śniadanie następnego dnia jest równie ekstremalną przygodą. Na stole ląduje gotowana baranina i kielich gęstego jak śmietana jogurtu. Przełamuję wewnętrzny protest. Tutejsza kuchnia mnie jeszcze zachwyci. Chiczyny, czyli naleśniki z kozim serem, mięsem, cebulką. Solona, suszona surowa ryba, która po dniu na powietrzu, jako przegryzka do piwa, smakuje nieziemsko. I baranie szaszłyki. Tuż obok stacji kolejki, na małym ryneczku, knajpka koło knajpki. Każdy metr odgarniętego śniegu zajmują stragany. Na nich, wśród futrzanych czap i wełnianych swetrów, przetwory. Babuszka, podając mi słój z przypominającymi pomidory warzywami, mówi: „umarlaki”. Do końca nie wiem, co kupiłam, ale jest pyszne. Jak chleb lawasz – płaski, wypiekany w ceglanych piecach – którym opycham się bez wyrzutów sumienia. Spalę wszystko na nartach. Raj jest biały W folderach czytam: Do końca lat 80. ubiegłego wieku narciarstwo na Elbrusie było zarezerwowane dla radzieckich sportowców i astronautów. Pieśń przeszłości. Dziś do stacji położonej w dolinie rzeki Baksan zjeżdżają tłumnie nie tylko Rosjanie, ale także spragnieni egzotycznych przygód cudzoziemcy. I to przez okrągły rok, bo kurort działa też w lecie. Dolna stacja dwuczęściowej kolei linowej znajduje się na wysokości 2200 m n.p.m. Śnieg przykrył prawie cały okoliczny śmietnik. Prawie. Zardzewiałe stalowe słupy, poskręcane liny, pordzewiałe fragmenty silników... Może jutro popada? Bez żalu pożegnam tę dziwną scenografię. Z nowoczesnego wagonika patrzę na tłum w dole trasy. Tu, przy orczyku, rozlokowały się szkółki narciarskie. Chętnych jest mnóstwo. Przede mną ok. 650 m różnicy wzniesień, 2,5 km podjazdu. Przesiadam się na stacji Stary Krugozor – 2920 m n.p.m. Jeszcze 500 m w górę i widzę napis „Mir”. Niewielu chętnych wsiada na krzesełka kursujące do kolejnej stacji – Garabaszi, na 3800 m n.p.m. Ale ja chcę jeszcze wyżej. Patrzę na szczyty Elbrusu. I na grupki alpinistów podchodzące do pobliskiego schroniska górskiego. Jedyna w swoim rodzaju turbaza proponuje noclegi w… beczkach. Podobno to stare zbiorniki po paliwie. Kilkanaście walców – białych, niebieskich, czerwonych. Wewnątrz identycznie: mały korytarzyk i pomieszczenie z czterema łóżkami. Nocleg kosztuje 300 rubli. Oryginalnie, ale w beczce spać nie będę. Za to spróbuję podjechać jak najwyżej ratrakiem. Koszt to 10–15 dol., zależy ilu chętnych zbierze się do przejażdżki w drewnianym kojcu. Przewiana docieram na wysokość prawie 5000 m, do tak zwanych Skał Pastuchowa. (Latem ratrak wyrzuca narciarzy na wysokości 5100 m n.p.m., zimą nieco niżej, na 4700 m n.p.m.). Zeskakuję, robię trzy kroki, i ledwo dyszę. Kłania się brak aklimatyzacji. Nigdy nie byłam wyżej. Chodzenie po górach to nie moja specjalność, może kiedyś? Nie przeczę, że dwa sięgające nieba wierzchołki Elbrusu przyciągają jak magnes. Ale teraz czuję buzującą adrenalinę, bo czeka mnie kilkukilometrowy zjazd po zupełnie nietkniętym, dziewiczym śniegu. Na szalony off-piste aż do Terskola umówiłam się z tutejszą przewodniczką górską. Amina tłumaczy, że jej muzułmańskie imię znaczy: „godna zaufania”. Dokładnie tego mi trzeba, bo pod zmarzniętym śniegiem i pod kruchym lodem kryją się szczeliny i przepaście. Ale to wcale nie przez nie ten freeride mógł skończyć się dla mnie fatalnie. Pierwsze skręty robię na twardym firnowym lodowcu, potem wjeżdżamy w głęboki puch. Pędzimy w dół. Przed wypłaszczeniem składam się do zjazdu, nabieram zawrotnej prędkości i nagle... moje narty hamują prawie w miejscu. Jak zabetonowane w mokrym już na tej wysokości śniegu. Siłą bezwładu lecę w przód, ale dopięte na ekstremalną jazdę wiązania trzymają mocno. Za chwilę dotknę czołem ziemi, czuję, jak każdy mój mięsień naciąga się jak struna. Trzask, blokada jednak puszcza. Odbijam się jak sprężyna, piętami uderzam chyba w tył głowy, robię pełnego fikołka i oniemiała ląduję na równych nogach! Sztuka nie do powtórzenia. Stoję tak chwilę, a potem zaczynam się śmiać jak szalona. Nogi całe, głowa – w kasku, cała. Gdyby ktoś to nakręcił, zostałabym chyba królową internetu? Ale powtórki nie będzie. Chcę wystukać wiadomość do domu. Komórka nie łapie tu zasięgu. Jak na prawie całym Kaukazie. Amina dodaje, że służby górskie nie nasłuchują też raczej sygnałów z klasycznych radiotelefonów, tu jest się zdanym na siebie. Warto o tym pamiętać. Luzuję wiązania, a niech tam, najwyżej zgubię nartę w śniegu. Po tej przygodzie nie mam wątpliwości, że nie chcę ryzykować zdrowia. Jeśli komuś off-piste niemiły, ma do wyboru 35 km oznakowanych tras. Ja też mam na dzisiaj dość wrażeń. Lot z łopatą Ale jutro… Amina ma przyjaciół w Russian Heliboarding Club, sama jest przewodnikiem i ratownikiem górskim. Ocenia, że się nadaję. – Polecimy na tamtą przełęcz – wyciąga rękę wysoko nad głowę. Umawiamy się przy hotelu Czegiet, na dolnej stacji wyciągów. Dostaję specjalny plecak z ABS, skrót od Avalanche Airbag System. W bocznych komorach ma dwie poduszki, które w razie potrzeby mogę napełnić sprężonym powietrzem; wystarczy wyciągnąć zawleczkę. Dzięki temu nie dam się zasypać w lawinie. Na szczęście w tych rejonach to rzadkość. A jednak z plecakiem i łopatą w środku czuję się pewniej. Lot kosztuje 60 dol. Widoki niezwykłe, wkoło same ośnieżone szczyty. Helikopter zabiera do 12 osób, jest komplet. Szepczę do siebie: „Przygoda”, gdy nasza grupka sprawnie wyskakuje na przełęczy na dobrych 3,5 tysiącach metrów. Padam miękko w głęboki śnieg i nie ruszam się, aż helikopter odleci. A potem długi bajeczny zjazd. I już wiem, że wyciągnę z kieszeni ostatniego dolara, byleby móc to powtórzyć. Zakochałam się w tej górze. Ale Elbrus potrafi być też zabójczo groźny. Górski reżim Mroźny 18 lutego 2011 r. Samochód osobowy z piskiem opon zajeżdża drogę busowi wiozącemu, jak mnie wcześniej, turystów z Mineralnych Wód do Prielbrusia. Zamaskowani mężczyźni strzelają z broni automatycznej w szyby. Trzy osoby giną na miejscu, dwie są ciężko ranne. Nocą na wysokości ok. 3470 m n.p.m. w powietrze wylatuje jeden ze słupów kolejki na Elbrus. Na ziemię spada 30 z 45 nowych wagoników. Na szczęście bez ludzi. Dwa dni później władze wprowadzają tak zwany „reżim operacji antyterrorystycznej”. Wszędzie milicja, służby specjalne. I jeden rozkaz dla turystów: „W dół! Opuścić góry!”. Cały rejon zamknięto na długie osiem miesięcy. Lokalne narody nie raz próbowały zdobyć niepodległość, a Rosjanie zawsze dławili te próby. W sąsiedniej Czeczenii cały czas tli się wojna, w Kabardo-Bałkarii aktywnie działa muzułmańska partyzantka. Ostatnie ataki pokazują, że sytuacja jest niestabilna. Ale od pierwszych dni listopada Kaukaz znów oficjalnie zaprasza turystów. Przyjadą? Ja na pewno. Miejscowi nazywają swój najwyższy szczyt Ash-Gamakho, co znaczy „góra przynoszącą szczęście”. Ma taki potencjał, sprawdziłam. To przecież skarb narodowy. Nadzieje są wielkie. Władze planują zbudowanie ośrodka narciarskiego światowej klasy. Elbrus-Bezengi będzie miał 28 wyciągów, 165 km tras narciarskich, z czego 66 sztucznie zaśnieżanych. Źródła wód mineralnych, jakie biją u stóp uznanego za wygasły wulkanu, zmienią się w eleganckie termy. Stacja ma być najwyżej położoną (bo rozpiętą między 1944. a 4164. metrem n.p.m. ) w Europie i w Azji. Huczne otwarcie w 2015 r., ale koniec prac przewiduje się dopiero na 2019. Cierpliwości. Jest na co ostrzyć krawędzie. czas: 10 dni koszt: 6 tys. zł (w tym bilet lotniczy) Elbrus - NO TO W DROGĘ INFO Położenie: Kabardo-Bałkaria – republika wchodząca w skład Federacji Rosyjskiej, leży przy granicy z Gruzją. Powierzchnia: 11 518 km2. Język: rosyjski, kabardyjski, bałkarski. Religia: Kabardyjczycy i Bałkarzy wyznają głównie islam. Rosjanie w większości należą do kościoła prawosławnego. Waluta: ruble, 9,34 rubla = 1 zł. Źródło + inne informacje przydatne do podróży: http://www.national-geographic.pl/traveler/artykuly/pokaz/elbrus-na-kreche/2/1 punkt
-
Podziwiam. Amatorom długowiecznej jazdy, zalecam porównać jak się poruszają bez nart a jak na nartach. Niestety na naszych stokach często jest odwrotnie. Nie chowajmy się za zasłony "jazda dla przyjemności", "to mi wystarcza" , bo po prostu brak nam techniki, a potem zabraknie sił.Popatrzcie jak ważną role ma równowaga to ona daje przyjemność swobodnego poruszania się. A są to tylko "KLASYCY" . Albo inaczej mają mocne PODSTAWY. :)1 punkt
-
1 punkt







