Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. Piotr_67

    Piotr_67

    Użytkownik forum


    • Punkty

      3

    • Liczba zawartości

      2 318


  2. SB

    SB

    Moderator


    • Punkty

      2

    • Liczba zawartości

      7 967


  3. Bumer

    Bumer

    Użytkownik forum


    • Punkty

      2

    • Liczba zawartości

      4 394


  4. JC

    JC

    Administrator


    • Punkty

      1

    • Liczba zawartości

      16 751


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 04.09.2012 uwzględniając wszystkie działy

  1. Cris_M, ciekawy wywód:rolleyes:: Powiem tak "Matkę oszukasz, Ojca oszukasz ale natury (patrz fizyki) nie oszukasz":wink:. Skoro jeden rozpoczął wcześniej drugi później, to na początku ten drugi był za pierwszym:smile: Nie wiem jak wyglądał ich tor jazdy, ale na końcu ta odległość wyniosła 0m, więc ten drugi "dogonił" pierwszego. Pomijam czyja była wina, bo to orzekł sąd. I to nie ważne czy sędzia jest narciarzem czy nie, do tego powołuje biegłych. Moim skromnym zdaniem w tej całej sytuacji zawiodło kilka rzeczy, co nie zmienia faktu, że ten drugi sponiewierał pierwszego. A tak gdybając, to startując za kimś z punktu a do b, kiedy stracił bym go z oczu za jakimś załamaniem terenu, na pewno nie jechałbym na pełny piec. Bo przecież poprzednik może się wywrócić, zatrzymać itp. Zawsze może zdarzyć się coś nieprzewidzianego. To, że ktoś mi zadaje jakieś "zadanie" nie zwalnia mnie z bycia ostrożnym. Pozdrawiam
    3 punkty
  2. Ale się wywiązała zażarta dyskusja. Bitwa na słówka, określenia i ich dosłowne znaczenia. A przyczyną wypadku jest nieuwaga, rutyna, lekceważenie bezpieczeństwa, tak przez uczestników wypadku, jak i organizatora. To jest nauczka i przykład dla nas wszystkich poruszających się po stokach. Głowy i myslenia nic nie zastąpi. Jeśli ktoś wierzy w jakiekolwiek ubezpieczenie to niech sobie poczyta np. moje wpisy o BRE Ubezpieczenia ( a niech ich szlag trafi wraz z ich szefem Zymsem czy jak mu tam). Jeśli ktoś wierzy że organizator zabezpieczymu wszystko, wraz z bezpieczeństwem na stoku, taż się myli. Jeśli w trakcie szybkiej jazdy zawęża się pole postrzegania to powinien zdawać sobie z tego sprawę. Na drogach widzę jak niektórzy gnają, że widzą jedynie maskę swojego samochodu. Wypadek jest przykrą konsekwencją splotu ; rutyny, nonszalancji, braku uwagi i koncentracji. Cóż mi pozostaje, życzę zdrowia uczestnikom wypadku, współczuję im z całego serca. A my, cała reszta narciarzy, zwracajmy baczniejszą uwagę na to co robimy na stokach.
    2 punkty
  3. Oj dzieje się! Pół Jontka zwalili i budują parking na 300 - 400 samochodów Rozmawiałem. Jutro postaram się wrzucić kilka informacji i parę fotek tego, co pozostało po części Jontka
    1 punkt
  4. Nie nabijak się z pielgrzymów, bo paradoksalnie masz z nimi wiele wspólnego.... nawiedzenie:wink: :tongue:
    1 punkt
  5. Jeśli narciarze poruszali się po różnych torach, to z faktu, że jeden z nich jechał szybciej, wcale nie wynika, że jeden doganiał drugiego. O doganianiu można by mówić gdyby odległość pomiędzy nimi stale się zmniejszała, a tak nie było. Ona zależnie od punktów trasy obu narciarzy raz się zmniejszała, a raz powiększała. Drążę temat tego określenia nie dlatego, żeby się czepiać,tylko po to, żeby ktoś mi za chwilę nie wyskoczył z punktem 4. "Kodeksu narciarskiego". Więc popatrzmy, co mówi na ten temat "Kodeks narciarski" http://www.tkkf.org.pl/artykuly/53.html : W momencie gdy doszło do zderzenia, żaden z nich nie zjeżdżał "bardziej z góry" niż drugi, więc punkt trzeci Kodeksu Narciarskiego nie a tu żadnego zastosowania. TAK NIE! Po pierwsze nie był "cały czas wyżej", po drugie Kodeks Narciarski wcale nie używa pojęcia "wyżej-niżej" tylko bierze pod uwagę, który narciarz jedzie "z góry". A do kolizji doszło gdy żaden z nich nie jechał "bardziej z góry". W momencie zderzenia obaj jechali trawersem (tyle, że przeciwnym), a jedyna różnica polegała na tym, że jeden jechał szybciej, a drugi wolniej! NIE! Jeśli zrobisz stop-klatkę i powiększysz zdjęcie na cały ekran, to zobaczysz, że w poprzek stoku, po nasypie biegnie droga, na której nawet widać czerwony samochód. Gdy pierwszy narciarz tę drogę pokonał, a drugi jeszcze nie, to wówczas nie byli dla siebie widoczni. Zwracam uwagę, że przy karwingu głowa jest znacznie niżej niż przy jeździe techniką klasyczną, co powoduje, że pole widzenia jest jeszcze dodatkowo ograniczone. Odnośnie "doganiania" pisałem już wyżej, nie będę się powtarzał. To jest wniosek, jaki wysnułeś tylko i wyłącznie na podstawie swojego nastawienia do sprawy, a może nawet głównie do red. Jaworowicz. Zwracam uwagę, że kursanci mieli do wykonania jakieś ćwiczenie i można przypuszczać, że ich zadaniem był możliwie szybki zjazd techniką karwingową, a nie "wożenie" się po stoku. Nie wykluczam, że właśnie ćwiczyli techniki zawodnicze, na co może wskazywać duża kolekcja medali na ścianie mieszkania bohatera reportażu. Taki wyrok byłby dla mnie zrozumiały i jego bym go nie kwestionował. Ale zapadł wyrok całkiem inny. Ale przecież ten stok nie był zamknięty dla ruchu, tam pełne prawo mieli być także inni narciarze, z którymi ten pierwszy narciarz też mógłby się zderzyć! Więc nie tylko drugi narciarz, ale także i pierwszy też miał obowiązek obserwować gdzie jedzie! Ciekawe, jakiego argumentu poszkodowany by użył, gdyby zderzył się nie ze startującym po nim kolegą z grupy, tylko z jakimś całkiem obcym narciarzem, nie biorącym udziału w szkoleniu? Twoje stwierdzenie jest bardzo słuszne, ale tylko tak długo, dopóki siedzimy w fotelu przed ekranem komputera Jeśli ktoś się powoli zsuwa, to sobie może pozwolić na uważne śledzenie narciarzy na stoku. Natomiast fachowcom dobrze znany jest fakt, że im człowiek szybciej się porusza, tym bardziej jego pole widzenia ulega zwężeniu i widzi tylko to, co ma przed sobą. Dodatkowo, mózg zaczyna selektywnie odbierać bodźce, eliminując te, które jego zdaniem są mniej istotne. Na TV-sat niedawno była seria filmów popularno-naukowych na temat ograniczeń ludzkiego umysłu, która m.in. to zjawisko demonstrowała. A poza tym, to ponownie zapraszam do uważnego obejrzenia zdjęcia z miejsca wypadku. Ten stok tylko na pozór jest tak równy, żeby dało się go w całości objąć wzrokiem. Każdy kontroluje (tyle ile da radę), a pomimo tego do wypadków wciąż dochodzi. PS: Żeby było ciekawiej, to Dekalog FIS umieszczony na stronach Stowarzyszenia Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN (SITN) nie tylko nic nie mówi o jakimś "wyżej-niżej", ale także w ogóle nic nie wspomina o jakimś zjeżdżaniu "bardziej z góry" lub "mniej z góry". Oto treść pkt 3 Kodeksu Narciarskiego: Tyle i tylko tyle! Całość do sprawdzenia tutaj: http://www.sitn.pl/dokumenty/147,dekalog-fis.html
    1 punkt
  6. Mylisz się, ubezpieczyciel płaci do kwoty na jaką się ubezpieczony ubezpieczył, jak wiadomo ubezpieczenie które wykupujemy jadąc za granicę na narty jest zupełnie dobrowolnie, z programu wynika że była polisa zbiorowa, którą organizator gwarantował, no i pewnie była jakaś śmieciowa, taka żeby się tylko nazywało że jest. Ja np. lecąc w styczniu do Andory pomimo faktu że uczestniczyłem w wyjeździe zorganizowanym, który zawierał ubezpieczenie i tak wykupiłem sobie polisę taką jak zawsze kupuję jadąc na narty za granicę, właśnie dlatego że obawiałem się że ta zbiorowa polisa to jakiś chłam i wolałem wydać parędziesiąt zł, niż doktoryzować się co to za polisą mi gwarantuje biuro podróży.
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...