Narty - skionline.pl
Skocz do zawartości

Ranking

  1. Wujot

    Wujot

    Użytkownik forum


    • Punkty

      4

    • Liczba zawartości

      2 888


  2. SB

    SB

    Moderator


    • Punkty

      3

    • Liczba zawartości

      7 967


  3. johnny_narciarz

    • Punkty

      3

    • Liczba zawartości

      8 428


  4. Andi

    Andi

    Użytkownik forum


    • Punkty

      1

    • Liczba zawartości

      638


Popularna zawartość

Treść z najwyższą reputacją w 04.05.2013 uwzględniając wszystkie działy

  1. Przy okazji "służbowego" wyjazdu do Kowna postanowiłem sprawdzić czy jazda na nartach w hali jest fajna, tym bardziej że moje odczucia na ten temat były zawsze sceptyczne, a żeby móc się wypowiadać na jakiś temat to należy wpierw go zgłębić od strony praktycznej. A zdarzyło się choćby w przypadku wyjazdu na narty samolotem że moje odczucia były w tej kwestii diametralnie różne od tych praktycznych, ale w przypadku jazdy na nartach w hali tak się nie zdarzyło....Więc tak, wyjazd wpierw do Kowna, droga z BB to ponad 700 km jazdy w moim przypadku dość czasochłonna z racji pojazdu jakim się przemieszczam. Droga przez PL mija choć w deszczu dość spokojnie, jakaś tam jedna fotka przed Augustowem, na Litwę wjeżdżamy i tam nas witają panowie z służby celnej zainteresowani co to auto tak "siedzi", po krótkiej aczkolwiek cechującej się wzajemnym zrozumieniem rozmowie pan celnik sugeruje żebym coś pokombinował tak żeby on zapomniał o tym co widzi:tongue:, mam dar przekonywania, udaje się, i jedziemy dalej....W Kownie schodzi nam jednak dłużej niż planowaliśmy, więc do Druskiennik docieramy dopiero po południu. Po drodze takie klimaty, Litwo ojczyzno moja... Na parkingu samochodów parę jest, ale nasz ma największy boks:tongue: Zbieramy graty i biegniemy do wejścia, szybki zakup karnetów, euro nie przyjmują, ale kartą można zapłacić. Ruszamy w stronę bramek, no i tu pojawiają się pierwsze i nie ostatnie problemy natury technicznej, a mianowicie karnet działa tylko na golasa, czyli nie może być w kieszeni np. Więc trzeba odłożyć narty/kijki/torbę, żeby zwolnić ręce wydłubać z kieszeni karnet przyłożyć go, po to żeby się dowiedzieć że to nie te bramki:mad::. Poinstruowani ruszamy w kierunku tych właściwych, przedostajemy się do strefy szatni, tam przebieranie i znowu walka z szafkami które nie chcą się parzyć z kartami, a czas leci....No ale w końcu udaje się zatrzasnąć szafki, więc możemy iść na narty, tylko gdzie to iść:, zero oznaczeń, a intuicja nic nie podpowiada, odnajdujemy wejście i tu ponownie trzeba zwolnić ręce celem wyjęcia karnetu. Nareszcie wchodzimy do hali z stokiem i śniegiem, czuć mróz. Wejście na stok jest w połowie, tak więc zapina się narty i zjazd pod krzesło. I tu się nie zgodzę z kolegą z pierwszego postu w temacie że krzesło jest szybkie, nie nie jest szybkie, to zwykłe 4 os. krzesło nie wyprzęgane które potrzebuje do pokonania 450 m ok. 4,5 min. zjazd trasą trwa ok 40 sekund, więc relacja zjazd/wyjazd mówiąc delikatnie dupy nie urywa.Jeśli chodzi o stok to połowa stoku jest zazgracona przez złom dla parapetów, dla "normalnych" narciarzy pozostaje 2 połowa, ale środek jest oblodzony, tak więc fajna jazda jest tylko pasem pod ścianą o szerokości 12-15 m. Konfiguracja stoku jest moim zdaniem zła, zaczyna się płasko, czyli żeby się rozpędzić trzeba skorzystać z innych czynników niż te naturalne grawitacyjne, to nie jest problem, ale wolał bym te grawitacyjne, więc jak się rozpędzi to do połowy choć wąskim torem jazda jest fajna, w połowie jest lekkie przepłaczenie i tu zaczyna brakować powera to jazdy ciętym skrętem, a zanim się rozpędzi to stok się kończy:stupid:.Kolejny mankament to oświetlenie, a raczej jego brak, mnie akurat problem nie dotknął, bo mam gogle z szybą bezbarwną, ale osoby z szybami barwionymi narzekały że nie widzą.
    3 punkty
  2. Trawers Silvretty cz2Dzień 5 - SilvrettahornPoczątkowo nie mieliśmy jej w planie ale siedząc na tarasie doszliśmy do wniosku, że czemu nie? Więc oprócz transferu do szwajcarskiej Silvrettahütte (2341 m) postanawiamy wejść na tytułowy, choć wcale nie najwyższy (3244 m), szczyt grupy. Podejście dobrze znamy bo szliśmy tędy przecież wczoraj. Nie napisałem wcześniej, że wejście na lodowiec Ochsentaler Gletcher, przez który prowadzą liczne drogi, jest dość wredne. Idzie się cały czas długimi i stromymi trawersami a ewentualny upadek może skończyć się w przepastnych szczelinach o których Darek powiedział:- popatrzyłem się tam tylko raz a później już tylko przed narty. W dodatku doganiamy kilkunastosobową "wycieczkę" Hiszpanów i trochę wleczemy się za nimi. Na rozległym plateau rozchodzą się ślady i wygląda, że na "nasz" szczyt idziemy stąd sami. Szybko podchodzimy pod szczyt. Na przełęczy zostawiamy graty i widzimy schodzącą parkę. Wygląda jakby pogubili drogę zejściową więc im pokazujemy kierunek. Podejście z początku normalne mocno stromieje i jest z 60 stopni więc wybijamy bezpieczne stopnie i wchodzimy jak po drabinie. Dalej droga jest ani trudna ani łatwa, jakkolwiek jest bardzo "powietrznie" trzeba trochę uważać iść blisko skał a nawet po nich bo trudno do końca ufać nawisom na grani. Na górze, jak zawsze, widoki zapierają dech w piersi. Przyplątały się jakieś ptaki więc je uwieczniam. Ostrożnie schodzimy. Nad przełęczą - de javu - jacyś ludzie z dołu pokazują mi abym poszedł w prawo - pomyliłem kierunek zejścia...Teraz możemy spokojnie pomyśleć co dalej. Jawią się trzy opcje:- bezpośredni zjazd z przełęczy zaznaczony na mapie jako możliwy. Ale jest spore ale - zbocze pocięte jest wieloma lawinami a jego jeszcze "cała" część może spokojnie wyjechać. Podejrzewamy, że może być bezpieczna droga przez zacienioną część zbocza ale jej nie widzimy więc nie ma pewności. Kusi mnie ten zjazd ale za dużo wątpliwości, wątpliwości za to nie mają koledzy - odpuszczamy.- jakieś 300 m dalej jest stroma przełęcz - wystarczy kawałek zjechać, podejść może 150 m w pionie i jest komfortowy zjazd (z opisu i mapy). Tyle tylko, że stok był od rana pod ostrzałem słońca i na jego stromszej części schodzi właśnie niewielki obsów. Takich sygnałów się nie lekceważy.- czeka więc nas dymanie naokoło - odwiedzimy znów Fuoerlla del Cuafini - chodź nie całkiem. Zakładamy narty do zjazdu i staramy się dojechać jak najdalej, później foki i lądujemy na przełęczy ale jakieś 50 m na prawo od wczorajszego miejsca bo tylko stąd można dotrzeć do naszego celu. Na przełęczy spotykamy Francuzów, którzy dziękują nam za zrobienie wczoraj pięknego podejścia na Piz Buina. Okazuje się, że obserwowali nas z tarasu. I tutaj mała dygresja - jeśli zakłada się ślad rano na twardym zboczu to jest on czasem minimalny i nie ułatwia podejścia następnym ale w rozmiękłym południowym śniegu po przejściu paru narciarzy twprzy się komfortowa pozioma półka. Rano jest ona zmrożona i daje niewielki opór. Więc nic dziwnego, że następni są zadowoleni. Początek zjazdu jest wredny - stromy, długi trawers, zakończony jeszcze kijkowaniem. Upał zrobił się niemiłosierny Adaś daje sygnał... i tarzamy się w śniegu a później grupowe foto. Francuzki biją nam brawo.Dojeżdżamy pod Silvrettahorn i z ulgą widzimy, że bezpiecznego zjazdu nie było. Nie dość, że musielibyśmy pchać się przez niebezpieczne stoki to jeszcze widzimy nastromiony kociołek trudny do ominięcia przy zjeździe. Dojazd do schroniska jest mało charakterystyczny bez GPS we mgle może być to strasznie trudne. Są kopczyki kamieni co kilkaset metrów ale to mało. Czy ja już kiedyś narzekałem na szwajcarskie standardy??? Jest tutaj o 50% drożej jak z drugiej strony. Pokój uznaliśmy za mikroskopijny. Do czasu jak zobaczyliśmy inne. Okazało się, że mamy największy! Jest jednak logika w tym upychaniu ludzi bo ogrzewania tutaj nie ma. Butów się nie wysuszy bo piecyka nie włączają, ciepłej wody nawet za opłatą też nie ma no i jedno oczko na "płeć". Ale gwoli sprawiedliwości trzeba powiedzieć, że schronisko jest niezwykle piękne, bardzo gustowne a oferowany standard wystarczający. Jedzenie było dobre i w dużej ilości. Kolega, który częściej bywał w innych szwajcarskich schroniskach twierdzi, że często z żarciem jest tragicznie.Dzień 6 - do Madlenerhaus Prognoza pogody przewidywała zmiany i rzeczywiście jest chmurzasto. Robię trochę "artystycznych" fot mających oddać ten nastrój. \ Pierwszym etapem drogi jest wejście na przełęcz Rote Furka (2688 m). Jest to strome wejście "na husara" - czyli z nartami przypiętymi do plecaka. Z góry jest dość długi zjazd doliną do Klostertaler Umwelthütte (2362 m). Tam trzeba wysuszyć foki i podejść na przełęcz Litzner (2737 m). Brak śladów, trochę stromo do tego Kamil ma kłopoty z nietrzymającymi fokami, co na stromym stoku jest dużym problemem. Na szczęście trytrytki i taśma montażowa ratują sytuację. Z góry czeka nas bardzo długi zjazd do Vermutstausee (1750 m) pięknego jeziora zaporowego. Ten kilometrowy w pionie (a pewnie z 10 km w poziomie) zjazd jest niezwykły bo zaczynamy w grożnych, stromych górach z chmurami piętrzącymi się tuż nad głową a lądujemy nad idylicznym jeziorkiem w słońcu, które w międzyczasie wyszło. Do Madlenerhaus (1986 m) gdzie mamy ostatni nocleg zostało jeszcze z 10 km - mieliśmy nadzieję, że podejdziemy gdzieś obok drogi ale chyba nam się zapowiada spacer z buta. Nadjeżdża jednak skibus i za jedyne 5,5 E podwozi nas na miejsce. Schronisko położone poniżej sporej betonowej zapory, jest luksusowe, ciepła woda w kranach, suszarnia, żarcie pyszne.Dzień 7 - do ostatniej łachy śnieguRano musimy podejść z buta kawałeczek nad zaporę. Jezioro Silvrettastausee powstało poprzez zbudowanie dwóch betonowych zapór na przełęczy. Czeka nas stąd 10 km droga do Galtur. Przy różnicy wysokości 1950 - 1650 trudno oczekiwać zjazdu to raczej trasa biegówkowa. I rzeczywiście na początku jest nawet fajna jazda ale później trzeba uwolnić piętkę (bez fok) i czasem zdjąć narty, ale ogólnie spoko. Po drodze przechodzimy przez wielkie lawinisko a ponieważ pługi odkopały w nim jezdnię to możemy ocenić grubość lawiniska. Biorąc jeszcze pod uwagę znaczną odległość od zbocza robi to spore wrażenie. Im dalej tym mniej śniegu ale ile tego śniegu trzeba? 5 cm? 2 cm? 1 cm? W końcu jednak nawet tego centymetra nie ma... Do samochodu zostało symboliczne 400 m. Nasze nastroje najlepiej oddaje to ostatnie zdjęcie...PodsumowaniePogoda nam dopisała wyśmienicie, nawet zakładając, że moglibyśmy się skutecznie poruszać we mgle to jednak zrezygnować z oglądania piękna gór byłoby stratą niepowetowaną. Jak zawsze lekcja pokory też była i to nie tyle z tą jednodniową mgłą ile raczej z umiejętnościami narciarskimi. Jazda w miękkich śniegach z twardą warstwą na górze niemiłosiernie obnażyła nasze braki techniczne i słabość przygotowania fizycznego. Mam nadzieję, że zdopinguje mnie to do solidniejszej pozatrasowej pracy ale nie w przyjaznym puszku tylko wtedy gdy wydaje się, że nie da się jechać. I to nie na szerokich wygodnych nartach ale zwykłych wąskich i krótkich deskach. Ale były też inne chwile - gdy miałem przekonanie, że razem z wsparciem kompanów i naszych wypełnionych plecaków możemy wszystko - wyznaczyć cel i go osiągnąć. I to poczucie wolności było... najpiękniejsze.Dodatek Wędrując po górach bardzo często widzieliśmy jeziora. Wiele z nich wyglądało na twory działalności człowieka. Dopiero jednak ten rysunek uzmysłowił mi jak bardzo skomplikowany system energetyczny został zbudowany w tych górach. Woda z poszczególnych dolin płynie często wykutymi w skałach syfonami łącząc się i wpadając do jezior. Dalej jest kierowana do siłowni. Spady mają po kilkaset metrów! Piękny system, zero zanieczyszczeń olbrzymia elastyczność podaży mocy - podziw bierze.PozdroWiesiek
    3 punkty
  3. Czekałem na możliwe najlepsze okienko pogodowe i niestety tym razem nie poszło... Po raz pierwszy pomyliłem się mocno!Nie omieszkam wspomnieć,że pomogły mi w tym prognozy pogody... Mam wymieniać które? :Ale zacznijmy od początku!Prognozy śledziłem już od początku zeszłego tygodnia,ale były bardzo zmienne.Kiedy trza było decydować,miałem do wyboru poniedziałek(dziś) i wtorek(jutro). Byłem niecierpliwy,do tego straszyła grubość pokrywy śnieżnej,więc wybrałem pierwszy możliwy termin,czyli poniedziałek. Pobudka 3.30,szybka zbiórka i kierunek Zakopane!Miałem jeszcze przed wyjazdem nieoczekiwany problem,ale szybko się uporałem!Mimo,że jechałem niemal wzorowo przepisowo,chyba pobiłem swoje wszelakie rekordy w dojeździe do Zakopanego! Pod Kasprowym,a właściwie miejscu do parkowania,które wskazał mi niegdyś SIKer,melduję się w rekordowym czasie!Czyli B-B - Zakopane dość sporo poniżej 2 godzin!Szybkie gramolenie i jazda do góry!Dziś z buta i to narciarskiego,doszedłem pod samą kolejkę! Jest 6.50,więc sporo czasu do odjazdu...Czekam jak wszyscy,tj.ok.5 szt. narciarzy,co będzie... Pogoda wygląda dobrze,ale tylko na dole!Im wyżej,tym mocniejszy wiatr.Kiedy na dole pojawia się komunikat,że wiatr osiąga 20m/sek już wiem,że dziś lekko nie będzie!!!Ba!!!Będzie super jak ruszy któreś krzesełko!!!Jest chwila,więc czas na zdjęcia:Góry zarządzane przez PKL:Kolejka do kolejki:No to ruszamy!Ponieważ były jakieś dzieci,pierwszy słup zrobił wrażenie... Pozostaje podziwiać widoki,zanim wsiądziemy w drugą gondolkę:Widoczek do tyłu:Pierwsze spojrzenie na Goryczkową,którą będę zjeżdżał na dół:I całość Goryczkowej:Już podczas jazdy drugą częścią gondoli zostaje uświadomiony jak mocny mamy wiatr!Przed każdym słupem operator zwalnia,czasem nawet całkiem,żeby uspokoić wagonik i bezpiecznie minąć słup... Trzeba mu przyznać,że ma dobre wyczucie!Na górze od razu komunikat,że oba krzesełka nie jeżdżą!To mnie w ogóle nie dziwi,ale panowie na Gąsienicowej coś tam próbują,nadzieja więc umiera ostatnia.Czasami dokręcają krzesełka do liny... Porywy są niesamowite,wszystko leci łącznie z krzesełkami i stolikami w barze!Pozostaje robić fotki i czekać.Co ciekawe,po moim wyjeździe na chwilę wstrzymano wyjazdy gondolą.Chmury czasem zasłaniają widoki:Słońce czasem jednak się przebija:Staw Gąsienicowy:
    1 punkt
  4. Może jeszcze jakieś tury w Tatrach - np zjazd Rysą. No i jeszcze sezonówka ważna więc końca jeszcze nie odtrąbiłem... Pozdro Wiesiek
    1 punkt
  5. żeby nie było tak słodko to trochę soli.Johnny piszesz świetnie, zdjęcia robisz cudne , ale Twoje narty maja nie ciekawą szatę graficzną. Polecam moim kolegą SKI - grę BADMINTON. dziś brałem udzial w Mistrzostwach KĘT w Badmintonie,,,,córka 1 m w SP ja VII m w kategorii mężczyzn amatorów. TA gra to refleks zwinność koordynacja i super kondycja. PS czy był ktos 3 maja na deskach. PS 2 .dostalem koszulke i podziwialem zgrabne nogi i szybką grę moich koleżanek....to lepsze niż niebieskie tabletki
    1 punkt
  6. Kasprowy Wierch (cz.4 z 5) Po dotarciu do knajpy,od razu udaję się sprawdzić komunikat pogodowy.Co ciekawe jest tu wyświetlana m.in. prognoza,którą często pokazuję Janek.Ale obok mają jakąś własną na przemian z obecnymi warunkami i już dziś widzę,że ta jako jedyna się sprawdza!Niestety wiatr jest jeszcze mocniejszy!Rano osiągał 19,8 m/s,teraz już 21,6 m/s! Mając trochę czasu,zajrzałem do małego sklepiku z fajnymi ciuchami wspinaczkowymi i narciarskimi.Moją uwagę przyciągnęła ładna koszulka pamiątkowa z tego miejsca za jedyne 35zł.Zrezygnowałem z żarcia na rzecz prezentu dla Żony. :smile: Sobie też chciałm wziąć,ale niestety pan nie znalazł żadnej,choć w komputerze wyskakiwało,że powinny być dwie.Kradzieje?Nie bardzo mam już co tu robić,szans na osłabienie wiatru brak,więc ruszam na Goryczkową.Śniegu na niej mało,ale to zdecydowanie najfajniejszy fragment wyprawy! Jeszcze spojrzenie na górną część: Tutaj jeszcze nawet gdzieniegdzie wystaje śnieg: Tak sobie kawałek jadę i rozkminiam którędy dalej,bo szybko wytapia.Jadę mniej więcej tak,jak było widać z gondoli. Docieram pod dolną stację krzesełka i zastaję sztruks.Taki mieszany z szyszkami,ale...
    1 punkt
  7. Kasprowy Wierch (cz.3 z 5) Zjechałem,to trza się teraz wspiąć.Zastanawiam się jaką metodę obrać.Początkowo i przez dłuższy czas podchodzę boczkiem,tak jak w dawnych czasach z nartami na nogach.Parę kroczków i rozglądanie się.Widoczki,jak to na Kasprowym,fajne,więc cykam zdjęcia. Niestety od razu czuję,że mam jakiś problem z prawą nogą.Chyba w pracy naciągnąłem sobie coś w udzie,bo kiedy podnoszę nogę dość mocno boli,aż się krzywię.Obracam się o 180 stopni i wspinam się na lewą nogę,prawą "włócząc" za sobą.Nie lubię tak,ale teraz nie boli i jakoś to idzie.Patrząc na tępo,już wiem,że to pierwsze i ostatnie podejście.Gdybym zabrał plecak i Coombacki,może byłoby przynajmniej ze 3 zjazdy,ale na ciężkich Hellbentach i do tego nieporęcznych w noszeniu,bez szans!Dodam tutaj jednak,że wolę to niż przeciskanie się na górze w knajpie między tysiącem ludźmi.Przynajmniej coś się dzieje i czuję,że robię coś fajnego! Mam sporo czasu,nigdzie się nie spieszę,więc fotki: Lawinisko: Narciarz na czapce śniegu gdzieś pod Świnicą: Wreszcie dotarłem do wypłaszczenia: Na niektórych zboczach śniegu brak: W połowie trasy zaczynam myśleć,żeby jednak rzucić narty na ramie,tak powinno być szybciej.Ciągle aparat w ruchu! Przecinka w skale i rzeka domów: Kiedy tak zbliżam się już do samej góry,zaczynam rozumieć co czują himalaiści i czemu jakieś 100m stanowi dla nich spory problem.W kopnym śniegu wspinaczka do łatwych nie należy,do tego silny wiatr,który potrafi zrzucić mi narty z ramienia i pchnąć kilka metrów w niepożądanym kierunku,no i na nogach buty narciarskie... Jeszcze wspomną o samych K2 Hellbent.Nie dość,że raczej ciężkie,to szerokie i nie wiadomo jak je trzymać na ramieniu.Te narty są wyjątkowo niewygodne do noszenia!Sprawę rozwiązałby plecak... W końcu docieram,czas na odpoczynek!Co ciekawe,w drodze na szczyt wyprzedziła mnie obsługa krzesełka... :tongue:
    1 punkt
  8. Witam ja sobie taki rotor wykonałem z kółka do mebli samo obrotowego prosta konstrukcja z aluminiową rurką 140 cm koszt części 30 zł i z 1h kombinowania. Rotor jest zaczepiany standardowym klipsem do mocowań Gopro [video=youtube_share;Wy8K_aw2kpc] obraz z pozycji kamery na sucho [video=youtube_share;klMQ5IuVKuA] i moja pierwsza jazda z tym gadżetem [video=youtube_share;CEB5qlhRLYE]
    1 punkt
www.trentino.pl skionline.tv
partnerzy
ispo.com WorldSkiTest Stowarzyszenie Instruktorów i Trenerów Narciarstwa PZN Wypożyczalnie i Centra testowe WinterGroup Steinacher und Maier Public Relation
Copyright © 1997-2026
×
×
  • Dodaj nową pozycję...